6 sierpnia 2018

Przewoźnik lotniczy zniszczył klientce bagaż. Poprosiła o 250 zł odszkodowania. I co? Walka do upadłego! Pomogła… ta polisa

Ostatnio jakby częściej latamy samolotami, więc i ryzyko związanych z tym podróżowaniem „powikłań” rośnie. Warto pamiętać, by latać liniami niekoniecznie najtańszymi, ale takimi, które nie traktują pasażera jak zło konieczne. Mojej czytelniczce czarterowa linia Small Planet zniszczyła walizkę. Żeby uzyskać odszkodowanie o wartości 250 zł klientka musiała stoczyć prawdziwą bitwę sądową

Ta historia zaczęła się na początku października 2016 r. Wówczas, podczas lotu powrotnego z wakacji, uszkodzeniu uległa walizja mojej czytelniczki, pani Marii (imię zmienione). Cóż, pech. Zniszczenie bagażu to ryzyko wpisane w ten typ podroży. Najważniejsze, że ocalało to, co w owej walizce się znajdowało.

Właściwie nie byłoby o co kruszyć kopii, gdyby Small Planet Airlines przyjęła to na klatę i wypłaciła całe – uwaga – 250 złociszy, bo na tyle pani Maria wyceniła zakup nowej walizki. Nawet dla linii low-costowej to nie powinien być majątek.

Czytaj też: Oto ranking najlepszych linii lotniczych świata. Nie tylko punktualność, ale i podejście do klienta, gdy coś pójdzie nie tak

Czytaj też: Last minute to mit? Mamy wykres, który pokazuje kiedy wycieczki są najtańsze!

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

Small Planet uszkodził walizkę. I grał na zwłokę

No, ale to by było za proste. W kraju nad Wisłą większość firm prywatnych – a także państwowych, nie zapominając o urzędach – nie ma na sztandarach dbałości o reputację i zadowolenie klienta. Wszyscy myślą, że na sztandarach to wystarczy mieć taniość.

Czytaj też: Zara, Zara, ale gdzie jest kasa? Historia pewnej reklamacji

Czytaj też: Nieuczciwy sprzedawca? Trefny towar? Chargeback na pomoc, czyi dlaczego wolę płacić kartą, niż przelewem

Choć moja czytelniczka dopełniła wszystkich formalności czyli na lotnisku zgłosiła uszkodzenie, dostała kwity i instrukcję co dalej ma poczynić i wysłała reklamację (otrzymała nawet e-maila z jej numerem), sprawy utknęły w martwym punkcie.

„Cierpliwa byłam aż do grudnia. Wtedy zaczęłam dopytywać na Facebooku linii lotniczej, ale zadając kulturalne – choć niewygodne – pytania zamiast odpowiedzi doczekałam się zbanowania. Dodzwonienie się na ich infolinię graniczy z cudem, a jak już dostąpiłam tego zaszczytu to oczywiście niczego nie wskórałam. Najpierw był tekst, że mojej reklamacji nie mają, bo w dniu jak ją wysyłałam mieli awarię systemu”

– opowiada pani Maria. Klasyczne zachowanie kogoś, kto gra na zwłokę i liczy na to, iż druga strona zapomni albo dojdzie do wniosku, że szkoda czasu na dobijanie się do drzwi. Tyle, że nasza czytelniczka nie była zwykłą, jakąś-tam konsumentką. To konsumentka dość świadoma, w dodatku wyposażona w polisę DAS, czyli ochrony prawnej.

Czytaj też: Jakie ubezpieczenia warto mieć prowadząc firmę? Przyda się business interuption i wsparcie prawne

Czytaj też: Tajemnica zaginionego przelewu, czyli klient ma potwierdzenie, że go nadał, a oni nie mogą go znaleźć

DAS, czyli „prawnicze assistance” na pomoc

Taka polisa to de facto bardzo rozbudowane prawnicze assistence. W każdej sytuacji, gdy potrzebujesz porady prawnej, pomocy w napisaniu reklamacji albo pisma przedsądowego, w złożeniu pozwu albo nawet poprowadzeniu sprawy w sądzie, taka polisa przychodzi ze wsparciem. Z punktu widzenia konsumenta jest o tyle przydatna, że zwalnia z najtrudniejszej rzeczy – konieczności zrobienia pierwszego kroku. Wystarczy zadzwonić do prawnika i „zapłodnić” go tematem.

„Jeszcze w grudniu Small Planet dostał wezwanie do zapłaty od ubezpieczyciela, u którego kupiłam polisę DAS. Zero odpowiedzi, więc została uruchomiona kancelaria prawna. Prawnicy nie cackali się w pisma przedsądowe, od razu złożyli pozew do sądu. Był początek lutego. W maju zapadł wyrok nakazowy, że mają mi zapłacić. Nie odwołali się, a myśmy natychmiast złożyli wniosek do sądu o nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności”

– opowiada czytelniczka. Tutaj zaczęły się schody, bo na nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności – rzecz tak naprawdę w całej „zabawie” najprostszą – trzeba było czekać dłuuugie miesiące. Gdy do września 2017 r. nic się nie ruszyło, bohaterka niniejszej historii znów zadzwoniła do kancelarii, a efektem tego telefonu było złożenie skargi na sąd za przewlekłość postępowania.

Ubezpieczyciel zgodził się pokryć dalsze koszty (choć skarga na przewlekłość postępowania w zasadzie nie należała do głównego nurtu sprawy). Skarga pomogła. W październiku udało się uzyskać w końcu klauzulę wykonalności, a na początku listopada zeszłego roku kancelaria reprezentująca moją czytelniczkę wysłała wniosek do komornika o zajęcie 250 zł plus koszty komornicze i sądowe.

Czytaj też: Szukasz taniego biletu lotniczego? Wraca niebezpieczny przekręt, nie daj się nabrać, bo możesz stracić wszystkie pieniądze!

Czytaj też: Zacięty bój z linią lotniczą o znaczenie jednego słówka w regulaminie. Stawka: niemała

Klientka żądała tylko 250 zł, a ostatecznie musieli zapłacić…

Ostatnia prosta? Bynajmniej. Po trzech tygodniach przyszła odpowiedź od komornika, że on się tego nie podejmie, bo ma już 5000 spraw w tym roku i mam sobie radzić dalej sama. Pani Marii spadły kapcie z wrażenia, bo myślała, iż to działa w taki sposób, że zgłasza się wniosek egzekucyjny do systemu, który przekazuje sprawę do komornika, który ma moce przerobowe. Dlaczego to wierzyciel ma się martwić znajdowaniem komornika, który łaskawie zechce go obsłużyć? Czy coś to nie stoi na głowie?

Kancelaria reprezentująca klientkę jeszcze tego samego dnia wysłała wniosek egzekucyjny do innego komornika. Tym razem udało się osiągnąć sukces. Po ponad półtora roku walki  na konto czytelniczki wpłynęły pieniądze od Small Planet. Gra była o całe 250 zł, ale ile zapłacił Small Planet? Po uwzględnieniu kosztów sądowych i windykacyjnych dokładnie 1.500 zł. Mistrzowie low-costowości.

„Po pierwsze odmówili uwzględnienia uzasadnionej reklamacji. Po drugie udawali, że tej reklamacji nie otrzymali, choć wcześniej potwierdzili jej przyjęcie. Po trzecie nie zapłacili mimo prawomocnego wyroku sądowego, a po czwarte dopuścili do tego aby strona przeciwna była zmuszona przekazać sprawę do komornika”

Pani Maria oczywiście poprzysięgła sobie – to kara dodatkowa – że jej noga nigdy nie postanie na pokładzie maszyny latającej w barwach tej linii. Wychodzi bowiem z założenia, że skoro oni tak nielogicznie zachowują się w sprawie głupiego bagażu to nie wiadomo czy nie robią równie idiotycznych oszczędności na istotniejszych rzeczach.

„Wiem, że im to lotto. Co tam jeden turysta lecący raz w roku… Pewnie i tak obsługują wyłącznie wycieczki z biur podróży, a ich klienci nawet nie wiedzą jaka linia została wynajęta do dostarczenia ich na miejsce. Ale mam przynajmniej satysfakcję, że utarłam im nosa i pokazałam, że nie odpuszczam. Zapewne jednak inni poszkodowani nie mają takiej możliwości, czasu ani pieniędzy żeby walczyć w sądzie o swoje”

Firmy trzeba uczyć porządku. Ale co z wymiarem sprawiedliwości?

Pani Marii gratuluję tego, że nie odpuściła. Im więcej będzie takich upartych konsumentów, tym więcej firm będzie dochodziło do wniosku, że robienie klientów w konia się nie opłaca. Skoro w Small Planet szli na udry nawet widząc, że klientka jest gotowa do boju w sądzie, to widać niejednego klienta już w ten sposób „zmiękczyli”. Takie firmy trzeba uczyć porządku.

Czytaj też: Wojna lub atak terrorystyczny? Kiedy możesz zrezygnować z wycieczki i odzyskać wszystkie pieniądze? 

Czytaj też: Lotnisko zamknięte? Mój czytelik kupił ubezpieczenie od spóźnienia samolotu. I znalazł w nim… aż trzy pułapki. Też daliście się na to złapać?

Nie podoba mi się, że polski wymiar sprawiedliwości się nie popisał. Wyrok zapadł szybko, ale żeby przez pół roku trzeba było walczyć o możliwość wysłania komornika? Umożliwić klientowi egzekucję jego pieniędzy to powinna być sól działalności polskich sądów. A tymczasem klientka musiała walczyć i z nieuczciwym przewoźnikiem i z sądem.

„Kończąc tę przydługą historię muszę dodać, że happy end nastąpił dzięki polisie ochrony prawnej DAS TUOP oraz kancelarii Krzysztof Sopel – ten duet walczył w moim imieniu o sprawiedliwość”

Na tym przykładzie widać jak fajnym produktem jest ubezpieczenie typu DAS (ochrony prawnej). Owszem, to kosztuje, ale jeśli stanie się coś, co wymaga interwencji prawników – łatwo jest wykonać ten pierwszy krok. Moja czytelniczka na każdym etapie trwania sporu nie musiała martwić się ani o organizację, ani o koszty prawnika. I mogła sobie pozwolić na luksus bycia upartą konsumentką.

Czytaj też: Kiedy możesz skorzystać z polisy od rezygnacji z wycieczki?

Czytaj też: Spóźniłeś się na samolot. Jakie koszty to pociąga?

Czytaj też: Czym różnią się od siebie polisy turystyczne? Porównuję

zdjęcie tytułowe: jstarj/pixabay.com

 

19
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
11 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
AnnaMarcelinaAlexMARIANbartek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof A.
Gość
Krzysztof A.

Trochę poza tematem wpisu, ale jeśli byłoby to wykonalne – chętnie przeczytałbym zestawienie takich polis – jakie TU je oferują, w jakich cenach i co wchodzi w zakres.

Sauk
Gość
Sauk

Brawo P. Maria. Brawo za podanie danych kancelarii. Na braku profesjonalizmu jednych, profesjonalizm drugich błyszczy i jest darmową reklamą.

Marta
Gość
Marta

hmm, sprawa zaczęła się w październiku ubiegłego roku, a we wrześniu nie była jeszcze zakończona… coś się Panu terminu rozjechały albo historia wyssana z palca

Michał
Gość
Michał

Może gdzieś i obiło się o oko DAS, ale walczyłem od 10 zł wzwyż i nigdy nie przegrałem nawet z takim molochem jak Poczta Polska, gdzie udostępniając korespondencję publicznie, to te osoby byłyby czerwone ze wstydu na ulicy, bo całą Polska zobaczyłaby tą żenadę i nie tylko ten przypadek. Znalazłyby się jeszcze ubezpieczyciele i serwisy współpracujące, OLX, albo Inpost. Może ktoś zauważył zmianę od Inpostu, jak wysyłali smsy o przekierowaniu paczki, jeśli nie kliknie się. Napisałem im, że przegrają sprawę, jak przekierują mi paczkę bez mojej zgody, bo wykupiona usługa jest do wybranego najdogodniejszego dla mnie paczkomatu i byłaby to… Czytaj więcej »

MARIAN
Gość
MARIAN

I napisz, ile straciłeś. Też wygrywałem, ale zwrot kosztów za prawnika jest na podstawie Rozporządzenia o minimalnym wynagrodzeniu prawników. W opisanym przypadku 90 zł zwrotu za prawnika przy wygranej sprawie. Wątpię aby za 90zł prawnik prowadził 1,5 roczną batalię.

Michał
Gość
Michał

Nigdy nie miałem prawnika, ale to nie były skomplikowane sytuacje. Z walizkami w sumie też nie jest. W moim przypadku 2 razy reklamowałem, kurier przyjechał zabrał walizkę i przywiózł nowe. Największe straty, to czas i dojechanie do Sądu. Tutaj niestety pech był, że taka firma i taki Sąd. Poza tym jestem zdania, że nie można popuszczać, bo będą dymać każdego klienta. Właściciel nie musi mieć kolejnego przykładowego auta do kolekcji.

Damian
Gość
Damian

Hmmm, czy Polisa w tym przypadku była niezbędna? Nie wystarczyłaby interwencja rzecznika praw konsumenta + pewnie ewentualny mandat za olanie go przez przewoźnika i być może karą od UOKiK

Marcelina
Gość
Marcelina

Proszę poczytać komentarze na ich FB, ilu pasażerom nie wypłacili wcale odszkodowania albo ilu zaniżone lub z opóźnieniem. Jak ktoś ma polisę ochrony prawnej to z tego korzysta a nie liczy na pomoc państwa.Zresztą wcale się nie dziwię, bo też mam niekorzystne doświadczenie z miejskim Rzecznikiem Konsumenta. Nikt nikomu nie każe polisy kupować ale jak widać warto ją mieć.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Jestem w takiej samej sytuacji ten sam przewoźnik odszkodowanie w kwocie120 euro ciągnie się od sierpnia zeszłego roku . Nakaz zapłaty z e-sądu nie został odebrany bo był wystawiony na imiei i nazwisko prezesa i adres WARSZAWA przyszedł zwrot nieznany adresat.

Don Quijote de la Mancha
Gość
Don Quijote de la Mancha

Ech, mocna historia, szczególnie ta kwota ma tu znaczenie, bo 250 zł to już konkretna wartość dla klienta (nawet przy 25 zł można by go oskarżać o „bicie piany”), ale dla przewoźnika to na tyle niezauważalne, że może nawet takie reklamacje powinny być automatycznie rozpatrywane pozytywnie…
Ale jak chodzi o to ubezpieczenie — czy na pewno się to opłacało? Jeśli na takie ubezpieczenie przez 10 lat wpłaciliśmy 4,5 kzł i przez ten czas raz udało się nam odzyskać 250, to finansowo niespecjalnie… Choć satysfakcja moralna z wygrania takiej sprawy może być bezcenna…

Alex
Gość
Alex

Proszę wziąć pod uwagę, że jak ktoś nie ma prawnika w rodzinie a przy tym nie łapie się na usługi prawnicze pro bono to chyba lepiej mieć taką polisę. Poza tym nie wiemy jak często autorka korzystała z pomocy prawnej wcześniej i później.

bartek
Gość
bartek

Ja z lufthansą walczyłem przez kilka miesięcy. Łącznie z tym, że musiałem im na koniec tłumaczyć matematykę. W lufthansie mają zasadę, że walizka traci na wartości 10% rocznie, skoro moja walizka była kupiona 7 lat wcześniej za 1000zł, to oddali mi 300zł 🙂 Więc w kilku pismach i telefonach dyskutowałem z przedstawicielami lufthansy: ja: jaka jest utrata po pierwszym roku? lh: 10%, czyli walizka jest warta 900zł ja: świetnie, a po 2 latach? lh: 20%, czyli 800zł ja: ale przecież macie napisane, że 10% rocznie. Czyli w drugim roku traci 10% z 900zł a nie z 1000zł, więc jest warta… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany