Czasem łapię się na tym, że podchodzę ze zbytnim entuzjazmem do nowych, pozabankowych systemów transportowania pieniędzy. Owszem, dzięki nim kasa krąży przeważnie taniej i szybciej, a zazwyczaj również wygodniej, ale gdy coś pójdzie nie tak…

Cóż, nawet przelewy bankowe potrafią się zawieruszyć, ale wtedy przynajmniej wiadomo, że są zgubione w ramach systemu, który jest nadzorowany, w niektórych częściach działalności cieszy się państwowymi gwarancjami, a w innych – gwarancjami systemowymi (jak np. charge-back w transakcjach kartowych). I że ten system z konieczności dba o swoją reputację.

Czytaj: Tak w praktyce działa charge-back. Gdy obciążą niesłusznie Twoją kartę…

Kiedy pieniądze krążą poza systemem, pomiędzy firmami, których misją jest zastępowanie banków i oferowanie konkurencyjnych do nich produktów – bywa różnie. Ostatnio prowadziłem śledztwo dotyczące zaginięcia pieniędzy jednego z moich czytelników. Kasa po prostu gdzieś zniknęła w drodze pomiędzy internetowym kantorem, a pozabankowym systemem płatniczym. Poszukiwania trwają już pół roku.

Kłopoty zaczęły się 7 kwietnia, gdy pan Eryk zlecił przelew z konta, które ma w serwisie Walutomat na drugie konto – w serwisie PayPal. Obie firmy są renomowane i mają sporą grupę klientów (PayPal to jeden z największych globalnych operatorów płatności), więc pan Eryk nie spodziewał się żadnych kłopotów. Przelew opiewał na kwotę 113,1 GBP (funtów brytyjskich). Niestety, pan Eryk popełnił drobny, lecz brzemienny w skutki błąd.

„Okazało się, że PayPal przyjmuje ode mnie wpłaty wyłącznie w polskiej walucie. Otrzymałem informację z tej firmy, że zostanie on cofnięty. Ale nie został. Na moje wielokrotne monity w tej sprawie PayPal odpowiada, że nie jest w stanie „namierzyć” tego przelewu mimo tego, że w treści przelewu widnieją moje dane osobowe”

Pan Eryk przekazał mi potwierdzenie dokonania przelewu, które otrzymał z serwisu Walutomat, jak również treść korespondencji, którą prowadził z oboma serwisami. Kłopot w tym, że przelew – choć zlecany przez konkretnego klienta, wyszedł nie z jego konta osobistego, lecz z rachunku firmy Currency One (operator Walutomatu) w Alior Banku, zaś trafić miał nie na konto osobiste tego klienta w PayPalu, tylko na rachunek w Danske Banku, który obsługuje PayPala na terenie Polski. W tytule płatności nie było nazwiska klienta, a jedynie identyfikator „TAGWTPL75327366, Walutomat.pl – 68807a1c”.

Przelewów, które z obu firm wychodzą i do nich wpadają jest zapewne mnóstwo (w dodatku każda z nich prowadzi konta w różnych walutach), ale mimo wszystko po kodzie transakcji powinno dać się namierzyć konkretny strumień pieniądza. Niestety, nie tym razem. W PayPalu powiedzieli, że nie udało im się odnależć płatności z Walutomatu, więc nie mają czego zwracać:

„We have received your request regarding your missing Top Up sent on 7 April 2017. Unfortunately, we are unable to locate a matching transaction based on the information you provided. Please initiate a trace with the bank from which the transaction originated; the transaction must be investigated by the bank that sent the funds. Please note that if the information provided when initiating the add funds transfer was incorrect or incomplete, the transfer will fail”

W skrócie pisząc: „nie udało nam się odnaleźć zaginionego przelewu, bardzo nam przykro”. A mogło się nie udać, gdyż „informacje otrzymane przy inicjowaniu przelewu były niekompletne bądź nieprawidłowe, transfer mógł zostać odrzucony”. Z kolei Walutomat twierdzi, że wysłał pieniądze z dyspozycją klienta i że nic do niego nie wróciło.

„Nasza firma przelała do firmy PayPal kwotę 113,1 GBP, wierząc, że to rachunek widniejący na potwierdzeniu. Niestety, PayPal żadnych środków z tego rachunku nam nie odesłał, z pewnością nie w dającej się zidentyfikować kwocie. Nie możemy wykluczyć, że pieniądze wróciły w innej walucie, z innego konta. To, niestety, zdarza się firmie PayPal”

W Walutomacie twierdzą, że na moją specjalną prośbę przekopali się przez wszystkie przelewy z PayPala, które mogłyby uchodzić za tego typu zwrot. I że nic nie znaleźli:

„Co więcej, na żadnym innym rachunku nie pojawiła się operacja na podobną kwotę. Szukając tego konkretnego przelewu, uwzględnialiśmy również pomniejsze kwoty ze względu na koszt zwrotu. Niestety, taka kwota nie została odnaleziona. W trakcie korespondencji z naszym serwisem, Pański czytelnik przyznał, że specjaliści do spraw rozliczeń w firmie PayPal nie byli w stanie zidentyfikować wpłaty. Nie możemy wykluczyć, że pieniądze nadal czekają na zaksięgowanie w kolejce w serwisie PayPal. Kontaktowaliśmy się z firmą PayPal, celem wyjaśnienia tej kwestii, niestety bez skutku”

Teza, iż pieniądze wciąż czekają na rozksięgowanie nie byłaby taka głupia, gdyby nie fakt, że przelew jest sprzed pół roku. Tak długi okres rozksięgowania czegokolwiek jest niepodobny do branży finansowej w XXI wieku, nawet jeśli mówimy o firmie pochodzącej z USA, gdzie dopiero ostatnio odkryli, że w kartach można nstalować czipy zamiast pasków magetycznych. Zresztą PayPal zrobił karierę właśnie dlatego, że zauważył XXI wiek wcześniej, niż amerykańska branża bankowa.

Sytuacja jest patowa. Walutomat twierdzi, że przelew wypuścił i że powinien on znajdować się na koncie w Danske Banku. PayPal twierdzi, że nie jest w stanie go znaleźć. Walutomat z kolei nie znalazł żadnego przelewu, który z PayPala przyleciał i mógłby być chociaż podobny do tego „zaginionego”. Jedyną radą Walutomatu dla pana Eryka jest…

„Proszę o przesłanie potwierdzenia przelewu wykonanego na nasz rachunek bankowy przez PayPal. Na podstawie takiego dokumentu będziemy mieli możliwość weryfikacji tego przelewu”

PayPal – z oczywistych względów – takiego potwierdzenia wystawić nie chce. Wydaje mi się, że obie firmy powinny się w sprawie tego przelewu spotkać w pół drogi. Skoro nie są w stanie ustalić gdzie jest kasa – m.in. dlatego, że wędruje ona z jednego konta zbiorczego na inne konto zbiorcze (z którego dopiero jest rozksięgowana na „e-portmonetki” klientów) – to powinny ją solidarnie oddać. Zapewne „bardziej winna” jest tylko jedna z tych firm, ale obu powinno zależeć na reputacji. Pytanie czy PayPal traktuje polski rynek poważnie, czy niekoniecznie.

Czytaj też: Przelała 200.000 zł na złe konto. Zorientowała się, ale w banku odmówili wycofania dyspozycji. Co można zrobić?

Czytaj też: Na tym przelewie klient stracił 40.000 zł. Bank nie ostrzegł. Czy powinien? I czy powinien umorzyć spread?

Czytaj też: Czeski film w niemieckim banku, czyli kto gmerał klientowi przy przelewie? I czy miał prawo?

Czytaj też: Z Archiwum X, czyli przelew o dziwnej wartości, który sam się zlecił i nie dotarł do celu

Wymiana waluty taniej, niż w banku, przesłanie jej gdzieś taniej niż w banku, a także operowanie później tą walutą taniej, niż gdyby zlecenie szło bezpośrednio do banku – to zalety firm, które świadczą podobne do bankowych usługi, choć bankami nie są. Kłopot w tym, że skoro nie są bankami, to trudniej też dogadać się z nimi, gdy coś pójdzie nie tak. A zwłaszcza jeśli mówimy o niebankowej firmie globalnej, która nawet dział reklamacji na Polskę obsługuje wyłącznie w języku angielskim.

Liczę na to, że po przeczytaniu tego felietonu powstanie jakiś konsensus w sprawie pana Eryka, bo sprawy, w której przez pół roku nie można odnaleźć ponad 500 zł tak łatwo odpuścić nie mogę. Bo to już nie te czasy, kiedy z pokorą wysługiwało się frazy „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi?”

zdjęcie tytułowe: kadr z filmu „Miś”

 

Gratulacje! Jesteś zapisany

Share This