Wybieranie najtańszych taryf lotniczych wiąże się nie tylko z ograniczeniami dotyczącymi bagaży (czasem trzeba dopłacać do bagażu rejestrowanego, w cenie jest tylko podręczny), ale i z brakiem możliwości bezkosztowego odwołania lub przebukowania lotu. Cóż, latanie stało się bardziej dostępne, ale jednocześnie zwiększyły się różnice cenowe między biletami bez restrykcji, a tymi „promocyjnymi”.

Jednak nawet mając najtańszy bilet możemy walczyć o zwrot części pieniędzy w przypadku rezygnacji z lotu. W łącznej kwocie, którą płacimy linii lotniczej, ukryte są przecież również dodatkowe opłaty, nie będące częścią ceny biletu. To m.in. opłaty lotniskowe, opłaty paliwowe oraz podatki. O ile taryfa narzucona przez linię lotniczą może przewidywać przepadek ceny biletu w przypadku rezygnacji z podróży to dlaczego klient miałby płacić np. opłatę lotniskową lub paliwową?

Czytaj też: Spóźnił się na samolot. Nie tylko skasowali mu bilet na ten lot, lecz zrobili coś jeszcze gorszego

Czytaj też: Które samoloty najrzadziej się spóźniają? Ranking!

Ostry bój z naszym narodowym przewoźnikiem, liniami lotniczymi LOT, stoczył ostatnio mój czytelnik, pan Tomasz. Pod koniec czerwca zakupił bilet lotniczy za 1710 zł w taryfie Standard (czyli najtańszej). Niestety, z przyczyn od niego niezależnych nie mógł odbyć podróży, więc zwrócił bilet, oczekując, iż odzyska choćby niewielką część pieniędzy. Niestety, LOT zgodził się zwrócić znacznie mniej pieniędzy, niż pan Tomasz oczekiwał.

Cena samego biletu wynosiła 1310 zł, ale łączna kwota zapłacona przez mojego czytelnika wynosiła 1715 zł. Linia lotnicza zgodziła się zwrócić 236 zł, podczas gdy pan Tomasz liczył na odzyskanie 405 zł, czyli wszystkich opłat „pozabiletowych”. Krótkie śledztwo wykazało, że o ile np. LOT oddał w całości 145 zł opłat lotniskowych (oznaczonych na bilecie jako XW), o tyle nie oddał opłaty paliwowej w wysokości 169 zł (na bilecie oznaczonej jako YQ). Mój czytelnik złożył reklamację.

„W infolinii usłyszałem, że moja taryfa nie obliguje linii lotniczej do zwrotu elementu YQ (opłata paliwowa). W momencie zakupu biletu liczyłem się z tym, że mogę stracić 1310 zł, co i tak jest wysoką kwotą. W regulaminie widnieje natomiast zapis, iż w razie odwołania rezerwacji zwrotowi podlegają „opłaty i podatki lotniskowe”. Uważam, że powinno to obejmować również opłatę paliwową”

Sytuacja jest bardzo ciekawa, bo opłata lotniskowa jest dodatkowym składnikiem ceny biletu, który jednak nie zawiera się w taryfie przewozowej. Mimo, że się w niej nie zawiera, to przecież wędruje do kieszeni linii lotniczej. LOT uznał więc, że może zwrócić tylko te elementy ceny biletu, które są obciążeniami pobieranymi przez lotnisko.

Klient zaś przeczytał sformułowanie o zwrocie „opłat i podatków lotniskowych” jako informację, że może liczyć na zwrot wszystkich opłat pozataryfowych. Czyli wszystkiego co zawiera się w „air fare” na jego bilecie.

„Uprzejmie informuję, że informacje na temat możliwości zwrotu bilety, w tym ta, że opłata YQ jest niezwrotna, są podane podczas zakładania rezerwacji. Po wybraniu rejsu w koszyku pojawia się możliwość weryfikacji taryf. W szczegółach taryf, jest dostępna informacja na temat tej opłaty. W tej sytuacji możemy dokonać zwrotu wyłącznie zgodnie z warunkami taryfy”

– odpisano w LOT na reklamację pana Tomasza. Ten jednak był jak rzep, który przyczepia się do psiego ogona i postanowił, że nie odpuści. Jeśli w regulaminie oraz przy zakupie biletu nie jest wyraźnie napisane które opłaty są zwracane przy anulowaniu podróży to pan Tomasz zamierzał walczyć do upadłego, by odzyskać wszystkie. A więc 405 zł z 1715 zł, które zapłacił za bilet.

Złożył kolejną reklamację. A po trzech tygodniach jeszcze jedną, gdy okazało się, że LOT-owska skrzynka e-mail, na którą napisał, trwale szwankuje (tak tłumaczono mojemu czytelnikowi brak reakcji na jego reklamacje).

I wiecie co? Po trzech podejściach do kwestii opłaty paliwowej udało się! Kilka dni temu dostałem od pana Tomasza list z krzepiącą wiadomością o tym, że przewoźnik w końcu uznał jego reklamację.

„Chciałbym ostatecznie pochwalić firmę LOT za pozytywne załatwienie sprawy. Chociaż miałem bolesne przygody z działem reklamacji przez ostatnie trzy miesiące, to zakończenie jest dla mnie satysfakcjonujące”

– pisze mój czytelnik. Szkoda, że wszystko trwało aż tak długo, ale to kolejny dowód na to, że warto walczyć o swoje. W przypadku pana Tomasza urobek finansowy nie jest może zbyt wielki – raptem 169 zł – ale patent jest do wykorzystania przez każdego z Was, kto nie będzie mógł wykorzystać biletu lotniczego. Dopóki w regulaminie i warunkach taryfy będzie widniało zdanie o zwrocie „opłat i podatków lotniskowych” to zwrot powinien obejmować wszystkie opłaty, a nie tylko te lotniskowe (jak próbowano panu Tomaszowi wmawiać).

Czytaj też: Płacił za bilet lotniczy. Trzy przewalutowania i 280 zł prowizji

Czytaj też: Rezerwujesz pokoje na portalach takich jak Booking.com? Uważaj na te pułapki, bo przepłacisz!