8 września 2019

Premier obiecuje: za cztery lata najniższa pensja wyniesie… 4000 zł. Cieszyć się? Wyśmiać? Co tak naprawdę stoi za takimi obietnicami?

Znów rozwiązał się worek z wyborczymi obietnicami. Jest i śmieszno i straszno, bo politycy – w największym stopniu ci z partii rządzącej – zasypują nas obietnicami gigantycznych prezentów. I to w czasie, gdy już widać za rogiem ochłodzenie gospodarcze. Najbardziej rozpalają obietnice podwyżek pensji. Premier: za dwa lata najniższa pensja wyniesie 3000 zł. Za cztery lata: 4000 zł. Lewica: już za rok nikt nie zarobi mniej, niż 2700 zł. Koalicja Obywatelska: 600 zł dopłaty do niskiej pensji. Co tak naprawdę kryje się za wyższą płacą minimalną? I czy jest się z czego cieszyć?

Nowym obietnicom z reguły nie towarzyszy opowieść o tym, jak będzie wyglądał budżet państwa po ich wprowadzeniu. Jak wiemy, budżet ten powstaje w lwiej części z podatków. W tym roku znajdzie się w nim 388 mld zł. Z tej kwoty 180 mld zł przyniesie podatek VAT (płacimy go w cenie towarów kupowanych w sklepach), 35 mld zł da CIT (podatek od firm, częściowo też wliczany w ceny tego, co firmy nam sprzedają) oraz 64 mld zł – PIT (podatek od naszych dochodów).

Nie ma bata: jeśli chcą dać nam jakieś nowe pieniądze, będą musieli zdobyć je z podatków lub zmniejszyć jakieś inne wydatki lub zadłuzyć nas za granicą. Kłopot w tym, że nie chcą powiedzieć komu zabiorą. Fundacja FOR policzyła, że w 2018 r. statystyczny Polak oddał w formie podatków 23.135 zł, aż o 1.644 zł więcej, niż w 2017 r. oraz o 5.117 zł więcej, niż w 2010 r. (inna sprawa, że inflacja w tym czasie wyniosła 14%, więc realnie wychodzi na to samo).

Czytaj też: Rozdawnictwo to nie grzech? Polityka to rozdawanie? Kogoś ostro pogięło

Czytaj więcej: W konsekwencji konwencji, czyli czym się różni polityk od pośrednika finansowego?

Czytaj też: Pustka programowa przed wyborami? Mam lekarstwo. Tylko dwa postulaty. Ale jakie?

Politycy obiecują, że „dadzą” nam pieniądze

Najbardziej zaskakuje mnie niekonsekwencja premiera Mateusza Morawieckiego, który tydzień temu obiecywał budżet państwa bez deficytu, a teraz zapowiedział moc nowych wydatków, de facto ośmieszając poprzedniego newsa. Wzrost minimalnej emerytury do 1200 zł brutto, „trzynastka” oraz od 2021 r. również „czternastka” dla emerytów mających mniej, niż 2000 zł świadczenia, fundusz „100 obwodnic”, fundusz inwestycji w szkołę, fundusz Kolej+, fundusz inwestycji w dworce, fundusz stypendialny dla przyszłych medyków… Gęsto. I drogo.

Koalicja Polska (PSL i Kukiz’15) skontrowała takim pakietem: 50.000 zł dla młodych na wkład własny w mieszkanie, wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6,8% PKB (m.in. przesunięcie pieniędzy ze składki rentowej), dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców (jeśli cię nie stać, nie płacisz) oraz emerytura bez podatku PIT.

Lewica (SLD, Partia Razem i Wiosna) obiecuje leki na receptę za 5 zł, milion mieszkań do wynajęcia za tysiąc złotych. Zaś Koalicja Obywalelska (PO, Nowoczesna, Zieloni) dorzuciła do pieca postulatami takimi, jak 600 zł dodatku dla najmniej zarabiających, obniżka kosztów pracy (składki, podatki) z 50% do 35% wynagrodzenia, brak podatku CIT dla firm, które reinwestują zyski, a także premia do 20.000 zł i brak podatku PIT dla pracujących emerytów i darmowy internet dla młodzieży do 24. roku życia.

Najbardziej dawały po oczach jednak obietnice dotyczące wzrostu naszych płac. Wszystkie partie zapowiadają wzrost płacy minimalnej, zaś politycy PiS przedstawiają to jako przespieszenie pogoni za bogatym Zachodem. Prezes Jarosław Kaczyński mówił o budowaniu „państwa dobrobytu”. To nawet zabawne, gdy politycy próbują wcisnąć nam kit o tym, że wzrost dobrobytu da się zadysponować urzędowo jakąś ustawą.

Premier Morawiecki zapowiedział, że w 2020 r. płaca minimalna wyniesie 2600 zł brutto (do tej pory mówiono o kwocie 2450 zł), w 2021 r. – już 3000 zł brutto, zaś w 2023 r. – 4000 zł brutto. Dla porównania: dziś pensja minimalna to 2250 zł, czyli 14,7 zł za godzinę brutto.

Lewica wcześniej zapowiedziała wzrost płacy minimalnej w przyszłym roku w jeszcze większej skali – do 2700 zł brutto. Koalicja Obywatelska też proponuje jej podwyższenie o 600 zł (czyli de facto do 2800 zł brutto), ale w innym mechanizmie, niż wszyscy. Czyli na koszt ogółu podatników, a nie przedsiębiorców – o tym za chwilę.

Czytaj też: Jak się zmieniał PKB per capita w Polsce?

Czytaj też: Spis obietnic PiS oraz Koalicji Obywatelskiej

Trzy rzeczy, których politycy zapomnieli powiedzieć o podwyżkach płacy minimalnej

W sprawie podwyżek płacy minimalnej łatwo odlecieć z radości. Słyszycie o gwarantowanej przez rząd lub przez opozycję podwyżce pensji i się cieszycie. Chciałbym wyjaśnić kilka rzeczy i sprawić, że radość zastygnie Wam na twarzy, a być może nawet zamieni się w przerażenie.

Po pierwsze: nie da się zadekretować wzrostu realnych płac żadną ustawą, ani zarządzeniem. Można zadekretować jedynie jego złudzenie optyczne. Wyższe płace w otwartym świecie biorą się z większej wydajności pracowników, większej innowacyjności firm i tego, że nasze towary i usługi stają się pożądane na całym świecie. Czyli z tego, że zaczniemy produkować najlepsze na świecie smartfony zamiast etui do smartfonów. Próba zadekretowania wyższych płac zarządzeniem politycznym w oderwaniu od tych parametrów kończy się tym, że podwyżkę płac i tak zje inflacja (jak działa ten mechanizm – napiszę za chwilę).

Po drugie: wyższa płaca minimalna to koszt głównie dla pracodawcy i dochód głównie dla rządu. A więc: politycy składają obietnice na cudzy rachunek. Jak zachowają się pracodawcy, gdy zmusi się ich, by więcej płacili najmniej zarabiającym pracownikom, niż wynika to z ich wydajności i relacji popytu oraz podaży na rynku? Może ograniczą własne zyski, może będą mniej płacić tym dziś lepiej zarabiającym, może zmniejszą zatrudnienie (lub zaczną zatrudniać „na lewo”), a może podwyższą ceny za swoje usługi. Niektóre z tych opcji wcale nie są dla nas dobre.

Po trzecie: na wyższej płacy minimalnej skorzysta bezpośrednio tylko co siódmy pracownik w Polsce (ok. 1,5 mln). W hotelarstwie i gastronomii najniższą krajową otrzymuje 35% pracowników. Ponad 20% pracowników w dolnych widełkach płacowych jest w budownictwie i w handlu. Oczywiście: jeśli w górę pójdą płace najmniej zarabiających, to siłą rzeczy podwyżki dostaną też ci, którzy są piętro wyżej w drabince. Ale prawdopodobnie w znacznie mniejszym stopniu. I może im się ta podwyżka odbić czkawką przez rosnącą inflację.

______________________________

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

______________________________

Czytaj też: Od czego zależy wartość naszych zarobków? W dużej części zdecyduje ten czynnik

Czytaj też: Pieniądze szczęścia nie dają? Sprawdzili to na konkretnych liczbach. Co im wyszło?

Czytaj teżTak zmieni się świat, w którym żyjemy. Cztery potężne trendy

Dlaczego zarabiamy tyle, ile zarabiamy? Bo robimy to, co robimy

„Zdrowy” mechanizm podwyższania płac wygląda tak: firma produkuje bardziej innowacyjne produkty, wycenia je wyżej i sprzedaje na całym świecie, ma większe zyski, z których większą lub mniejszą część (w Polsce często mniejszą) rozdaje pracownikom w formie podwyżek. Dotyczy to najbardziej innowacyjnych firm i najlepszych pracowników, a potem rozchodzi się wirusowo na wszystkich pracowników oraz wszystkie firmy (dlatego w Niemczech np. piekarz zarabia więcej, choć wytwarza taki sam chleb, jak polski piekarz). Wartość całej gospodarki rośnie, więc realna wartość pieniądza też się co najmniej utrzymuje na stabilnym poziomie.

Czytaj: Ta tabelka bezbłędnie pokazuje dlaczego nie zarabiamy tyle, co Niemcy. I co musimy zrobić, żeby wreszcie tyle zarabiać

„Urzędowy” mechanizm wygląda tak, że rząd każe podwyższyć płace niezależnie od wzrostu innowacyjności, konkurencyjności i dochodowości firm, w pierwszej kolejności najsłabiej wykwalifikowanym pracownikom, co oznacza, że spada zysk tych przedsiębiorstw w oderwaniu od wydajności. Na rynku globalnym nie da się sprzedawać tych samych towarów drożej, można co najwyżej podwyższyć ceny na rynku lokalnym. Pojawia się inflacja, która „zjada” podwyżki wynagrodzeń.

To oczywiście bardzo uproszczony schemat, ma sporo luk i niedopowiedzeń. Świadomie go uprościłem, żeby wytłumaczyć, że podwyższanie płac w sposób odgórnie sterowany nie przyniesie nam niemieckich pensji. Będziemy zarabiali jak Niemcy, gdy będziemy produkowali jak Niemcy i pracowali jak Niemcy. A nie wtedy, gdy premier powie, że chce, żebyśmy zarabiali jak Niemcy. Tak się nie da.

No dobra, może trochę się da, zmieniając proporcje podziału zysków w firmach. W przeszłości płace rosły wolniej, niż PKB Polski. To znaczy, że coraz mniejsza część zysków wypracowywanych przez pracowników była im wypłacana. Przypominam: PKB to łączna wartość dóbr i usług, które wszyscy Polacy wypracowują przez okrągły rok. Wynosi to mniej więcej 2 biliony złotych.

Możliwości podziału PKB są takie: albo gros zysków firm biorą właściciele i akcjonariusze (wypłacając sobie dywidendy i jadąc na wakacje za granicę), albo większość zysków jest reinwestowana w rozwój firm, wzrost liczby miejsc pracy, wytwarzanie coraz bardziej zaawansowanych rzeczy, albo większość wypłaca się pracownikom w pensjach. Tymi proporcjami można manewrować za pomocą polityki podatkowej – żeby pracodawcom opłacało się nagradzać pracowników.

Tym niemniej pompowanie płacy minimalnej nie jest najlepszym „stymulatorem”. Prawdę pisząc jest to instrument działający tylko w pewnych okolicznościach, prosty jak cep i czasem robiący więcej szkód, niż pożytku. Ten pożytek sprowadza się głównie do zmuszania firm do większej innowacyjności – skoro nie da się oszczędzać na sile roboczej, to trzeba szukać oszczędności gdzieś indziej, a to może przysłużyć się rozwojowi firmy.

Zanim jakikolwiek polityk obieca wzrost płacy minimalnej – jeszcze rok temu wynosiła 2150 zł brutto, a za kilka lat premier chce ją podnieść do 4000 zł brutto – powinien pokazać wyliczenia, z których wynika, że chodzi mu tylko o skorygowanie niesprawiedliwego podziału „tortu PKB”, a nie zmianę niezależną od wydajności pracowników w firmach. Nie mówię, że takiej korekty nie należy od czasu do czasu przeprowadzać. W wielu krajach świata nastąpiło przegięcie w podziale tortu na rzecz właścicieli i udziałowców firm…

…ale zaproponowana przez premiera skala wzrostu płacy minimalnej mnie bardzo dziwi. Gdyby – jako były bankier – podwyższył tak płace minimalne w swoim banku, to albo klienci by dostali olbrzymi wzrost cen usług bankowych, albo zysk banku drastycznie by spadł, albo by go akcjonariusze wyrzucili z roboty jako nieudacznika.

Czytaj też: Kiedy będziemy zarabiali tyle, ile pracownicy na Zachodzie? I o ile więcej powinniśmy zarabiać, gdyby owoce wzrostu były równo dzielone?

Czytaj też: Premier chce, byśmy dogonili Europę pod względem zarobków? Policzyli kiedy będziemy zarabiali średnio… po 11.000 zł. Już niedługo

Czytaj też: Utrapienia polskiego pracownika. Mało zarabia, bo inkasuje tylko połowę tego, co wypracuje

Gdy polityk mówi: „podwyższę płacę minimalną”, to co mówi naprawdę?

I jeszcze mały rachunek. Jeśli zarabiasz 2500 zł brutto, to na rękę dostajesz 1800 zł. Oznacza to, że 700 zł oddajesz na podatki, ubezpieczenia społeczne i składki emerytalne, zaś pracodawcę kosztujesz dodatkowo 500 zł. Łącznie z 2500 zł płacy brutto do państwa trafia 1200 zł.

Załóżmy, że płaca minimalna rośnie o 500 zł, do 3000 zł brutto. Na rękę dostaniesz 2150 zł. Oznacza to, że prawie 850 zł oddajesz państwu, zaś pracodawca dodatkowo musi dołożyć do podatków i składek jeszcze ponad 600 zł. Łącznie z 3000 zł pensji brutto do państwa trafia 1450 zł.

Państwo jest do przodu o 250 zł. Pracownik jest do przodu o 350 zł. Pracodawca jest w plecy o 600 zł. Jak zareaguje, gdy zmusi się go do takiej zmiany budżetu bez zmiany wydajności pracowników? Obniży trochę swój zysk? Zwolni trochę pracowników? „Zapomni” dać podwyżek tym, którym nie musi ich dać? Podwyższy ceny swoich produktów? Zejdzie do szarej strefy? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami. I pamiętajcie: jeśli politycy mówią, że podwyższą płace minimalne, to innymi słowy mówią: „zrobimy wspólny skok na kasę i podwyższymy podatki waszym pracodawcom”.

Do tego obrazu trochę nie pasuje postulat wyborczy Koalicji Obywatelskiej. Oni mają pomysł, żeby dopłacać 600 zł do najniższych wynagrodzeń bez obciążania pracodawców (byłby to rodzaj transferu, podobny do 500+). To rozwiązanie też ma wady. Największa – poza tym, że będzie kosztowny dla budżetu państwa – to taka, że nie skłania pracownika do rozwoju zawodowego. Powyżej pewnego poziomu (gdy dopłata się kończy) jego pensja przestaje rosnąć.

Za wyższe płace minimalne – o ile będą zadekretowane w oderwaniu od efektywności, wydajności i kreatywności w firmach – zapłacą nie tylko pracodawcy. Drugą stratną grupą będą posiadacze oszczędności. Jeśli spadnie realna wartość pieniądza (który powinien odzwierciedlać wydajność pracy, a w tej sytuacji będzie to zachwiane), to wszyscy, którzy mają w bankach depozyty zostaną de facto „okradzeni” z realnej wartości swoich pieniędzy. Nie dajcie sobie wcisnąć kitu, że w ten sposób dogonimy niemieckie pensje.

Czytaj też: Inflacja coraz wyższa, a oprocentowanie oszczędności coraz niższe. Kto odpowiada za tę „kradzież” realnej wartości naszych oszczędności? I jak się bronić?

———————-

Obawiasz się inflacji? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

———————-

 

120
Dodaj komentarz

avatar
36 Comment threads
84 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
63 Comment authors
PaoBartłomiejMarekPrzemekZirytoana Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Agnieszka
Gość
Agnieszka

Jeśli przy obecnej płacy minimalnej 2500 pln pracownik kosztuje pracodawcę 500 pln a przy proponowanej 3000 pln będzie kosztował 600 pln to pracodawca będzie w plecy 100 pln a nie 600 pln jak zostało napisane powyżej. Trzeba być konsekwentnym w porównywaniu. Pozdrawiam

Staszek
Gość
Staszek

Trafne spostrzeżenie – ale przy tym toku rozumowania te „brakujące” 500 pracownik sam sobie wypłaci 😉

Depcio
Gość
Depcio

Zbieg okoliczności. I tu 600 i tu 600 ale to o inne 600 chodzi. Przyrost kosztu pracodawcy to wzrost podatków o 100 plus 500 wzrostu wynagrodzenia bazowego

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Dziekuje, teraz zalapalam. Ja nie jestem przedsiebiorca wiec nie patrze na te liczby z tej perspektywy, ale milo mi sie dowiedziec gdzie popelnilam blad w rozumieniu tekstu.

Arkadiusz
Gość
Arkadiusz

Pani Agnieszko pracodawca ponosi koszt pracownika 3000 zł bo płaci pracownikowi pensję brutto 2500zł i dodatkowo do ZUS 500zł- pracownik płaci podatek i tez część do zus i na rękę ma 1800zł- czyli Państwo otrzymuje z tytułu podatków i składek zus łącznie 1200zł / 40% kosztów pracodawcy. Podniesienie płacy minimalnej z 2500zł do 3000zł oznacza ze pracodawca poniesie wzrost kosztów pracownika o 20% i musi wydać łącznie 3600zł. Jak Pani zareaguje na wzrost ceny jego towaru lub usługi np. fryzjera o 20% ? pewnie słyszy Pani zeRolnicy czesto sygnalizują ze nie opłaca sie im zbierać owoców bo koszt pracownika jest… Czytaj więcej »

Piotr
Gość
Piotr

Rolnicy to jeszcze inna para kaloszy, bo sytuacja na rynku dystrybucji jest taka, że rolnicy swoje płody sprzedają – bo muszą – skupom po absurdalnie niskich cenach

Aleksandra
Gość
Aleksandra

Oj tam.. oj tam..
U ginenokologa co roku jest nowy cennik – w 2018- 180 zł, w 2019 – 200 zł ( cennik wywieszony na tabliczce przy wejściu do gabinetu). Wiele „ byznesów” podnosi ceny swoich usług wraz z rozpoczęciem nowego roku.

Radosław
Gość
Radosław

500 zł to jest dodatkowy koszt poza podatkami, które ponosi ze swojej pensji pracownik. W przypadku zatrudnienia na 2500 zł na umowie koszt całkowity dla pracodawcy to dokladnie 3012 zł.

Michał
Gość
Michał

No i właśnie z tego powodu PiS wygra wybory. Już pal licho z matematyką, bo to osobny temat – ale nawet proste wyliczenia podatków i kosztów sprawiają ludziom problemy.

Abc
Gość
Abc

A 500 wyparowało?

Marcin
Gość
Marcin

doprecyzujmy. Nie kosztuje „500” pln tylko kosztuje „o 500” pln więcej.

Rafał
Gość
Rafał

Niestety znowu zapomnieli obiecać to uzupełnię. Za rok moi drodzy nikt nie zapłaci za mleko mniej niż 4 zł za litr. Każdy zapłaci nie mniej niż 25% więcej za prąd. Do tego obiecujemy że przy dystrybutorze zapłacisz nie mniej niż 6 zł za litr paliwa. Jednym zdaniem podwyżki płac i + 500 w skali miesiąca wyparuje w ciągu każdych pierwszych 2 tygodni życia. Nawet nie próbuję prognozować co będzie jak przyjdzie kryzys bo Niemcy, Francja i mądrze gospodarujący mają bufor. My przejedzone mamy owoce gospodarki a złota mimo ostatnich zakupów zbyt mało aby być zieloną wyspą w czasach zawieruchy.

Jon
Gość
Jon

Może rząd kopiuje zachowania banków centralnych które z wyprzedzeniem komunikują swoje zamiary a takie komunikowanie ma siłę sprawczą bo rynki wierzą BC. Do tej pory ludzie nie wierzyli w obietnice różnych partii ale w obietnice rządu zaczynają wierzyć. Zatem podobnie jak w przypadku BC komunikowanie polityki przez rząd uzyskało wiarygodność. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że po tych szokujących obietnicach wielu pracodawców potraktowało je na poważnie i będzie mocno łamać sobie głowę jak zmienić strategię by się na te obietnice przygotować. Może to ma być terapia szokowa na podniesienie inwestycji. Albo może żadnej takiej kalkulacji nie było tylko po prostu… Czytaj więcej »

Marcin
Gość
Marcin

Problem w tym, że w obietnicach rządu nie ma NICZEGO dla przedsiębiorców. Żadnej, nawet najmniejszej propozycji. Przedsiebiorcy mają dokładnie tylko kalkulować i sie bronić? Zobaczymy ilu będzie w takim razie chciało, za wszelka cenę realizować założenia rządu, a ilu po prostu np. zwolni pracowników…

Anna
Gość
Anna

Obawiam się, niestety ,że- podobnie jak kilku moich krewnych i znajomych reprezentujących drobne biznesy-także inni z tego rodzaju pomyślą raczej, jak je zwinąć.W najlepszej sytuacji są ci, którzy mogą je zamknąć przechodząc na emeryturę.I tu jednak są kłopoty, bo spora część tego sektora opłacała najniższe możliwe stawki emerytalne i dziś bliższa jest minimum emerytalnego, niż kokosów i „seszeli” z dawnych reklam.

Grzesiek
Gość
Grzesiek

Mając własny biznes liczyć na emeryturę z ZUSu? Cóż za bezsens. Przecież działalność gospodarcza to właśnie droga do zbudowania własnego kapitału na przyszłość, a nie godzenie się na to co zapłaci nam pracodawca czy państwo.

Aleksander
Gość
Aleksander

Co stoi za takimi obietnicami? To chyba oczywiste – zwycięstwo w wyborach, najlepiej ze zgarnięciem większości konstytucyjnej. A wtedy… jesień z dupy średniowiecza.

Marcin
Gość

Panie Maćku,
Twierdzi Pan że pracownik pakowni w Amazon albo montowni w samochodów w Polsce i Niemczech mają różną wydajność pracy?
Trzymając się przykłady Polak spakuje 4 razy mniej paczek niż Niemiec ? Bo tyle właśnie jest różnicy plac pomiędzy magazynami tej firmy. I jakoś mnie ta argumentacja nie przekonuje.

Anna
Gość
Anna

Po prostu – wynikający z ogólnego poziomu rozwoju gospodarki kraju punkt wyjścia do ustalania płacy w tych miejscach jest inny.To jest to, co Pan Maciej za innymi autorami nazywa ekosystemem …

Piotr
Gość
Piotr

Produktywność należy rozumieć nie przez to jak ktoś zap****ala w robocie, tylko przez to jaki zysk pracownik generuje dla firmy. A ten w Niemczech jest wyższy…

Maciej
Gość
Maciej

Dokładnie, liczy się wartość wypracowaną przez pracownika a nie ile on zapieprza. Amazon sprzedając w Niemczech ma za te same towary i generalni ilość klientów większy zysk z pracownika w DE niż w PL.

Radosław
Gość
Radosław

Trochę podstawowej teorii na ten temat.
https://youtu.be/KiS8iS0r0k8

Jarek
Gość

Niemcy nie pracuja lepiej od polaków. To tepy naród.

Fabian
Gość
Fabian

Tylko życzyć takiej tępoty naszej „kulturze wschodniej”. Wtedy mielibyśmy nadwyżkę budżetową a nie ciągły deficyt.

Ktoś
Gość
Ktoś

Nie wiem, więc zapytam – w pierwszym przykładzie pracodawca ponosi koszt 500 zł w drugim 600zł, które odprowadza do państwa za to, że zatrudnia pracownika. Czyli rozumiem, że ma obowiązek odprowadzać 1/5 od wynagrodzenia brutto dla pracownika?

Michal
Gość
Michal

Panie Maćku w co zatem ulokować pieniądze aby bronić siey przed inflacja??

Artur
Gość
Artur

Dzień dobry!

W jaki sposób zabezpieczyć oszczędności przed inflacją? Wygląda na to, że to nieuniknione – wzrost cen mieszkań / produktów w sklepach już dziś jest bardzo zauważalny, a wszystkie partie proponują zmiany, które moim zdaniem napędzą inflację. Czy ma Pan może jakieś podpowiedzi i propozycje? Cena złota wysoka, euro / dolar również, może obligacje indeksowane inflacją?

Pozdrawiam 🙂
Artur

Robert
Gość
Robert

Działania banków centralnych i rządów na całym świecie właśnie do tego zmierzają żeby nie było skutecznych i prostych narzędzi zabezpieczania się przed inflacją. To ma wymusić na ludziach podejmowanie zwiększonej aktywności gospodarczej.

Waluty nie zabezpieczają w pełni przed inflacją bo same podlegają inflacji. Ktoś kto kupił dolary po dobrym kursie z 10 lat temu i trzyma je do dziś w kategoriach realnych nie jest w wiele lepszej sytuacji niż ktoś kto cały czas miał złotówki na sensownych lokatach w banku.

Jurek
Gość
Jurek

Mam nieodparte wrażenie że na tej obietnicy podwyższonej pensji minimalnej, paradoksalnie najbardziej mogą „ucierpieć” zwolennicy dotychczasowej polityki socjalnej. Nie wiem czy są oficjalne statystyki, ale wydaje mi się, że sporo osób zarabiających płacę minimalną, defacto płacę minimalną ma oficjalnie, a w praktyce reszta jest dogadana „pod stołem”. Jeśli teraz taki pracodawca będzie musiał zapłacić więcej podatku, to nie wydaje mi się, żeby wziął go do końca dla siebie, ale zabierze to z tej części pod stołem, może coś tam dorzuci jeśli będzie w dobrej sytuacji, ewentualnie kogoś zwolni. W każdym bądź razie pracownik z „pensją minimalną”, socjalem z gminy który… Czytaj więcej »

anonymous
Gość
anonymous

Nie. maowiecki twierdzi że pińcet+ nie pochodzi z obciążeń podatnika tylko są to pieniądze odzyskane z mafi watowskich 😀 Natomiast podwyżki emerytur i wynagrodzeń będą pochodzić z pieniędzy które wypłacą nam niemcy w ramach odszkodowań za straty z IIWŚ.

Jacek
Gość
Jacek

A kiedy w końcu zajmą się klinem podatkowym?

Paweł
Gość
Paweł

Dlaczego w tekście jest informacja tylko o propozycjach PiSu, PO, SLD i PSLu? Dlaczego nie jest opisana propozycja KONFEDERACJI która chce obniżyć albo nawet zlikwidować podatek PIT, zmniejszyć i ujednolicić VAT oraz zreformować ZUS (docelowo doprowadzić do likwidacji przymusu składek). Proszę powiedzieć dlaczego w tekście nie ma informacji na ten temat tylko są przedstawione propozycje politycznego mainstreamu?

anonymous
Gość
anonymous

Bo to nie jest tekst o prawidłach tylko w celu nabicia wyświetleń strony w szare niedzielne popołudnie.

Lucja
Gość
Lucja

bo to nie jest program kabaretowy

Maciej
Gość
Maciej

Bo normalni ludzie, nie komentują propozycji neo faszystów, którzy nawet jak mają sensowny program gospodarczy, to nie są akceptowalni z powodu innych poglądów.

Kornel
Gość

a ja tylko zaluje, ze nikt nie pomysli o zwiekszeniu kwoty wolnej od podatku i braku opodatkowania np. emerytur czy rent…

Maciej
Gość
Maciej

Przecież kwotę ostatnio wręcz obniżyli! Nikogo nie obchodzą „bogacze” co zarabiają 8000 miesięcznie. Śmiech na sali. Oczywiście pisowcy obiecywali podniesienie kwoty wolnej, ale nie dodali, że tylko dla niektórych.

anonymous
Gość
anonymous

Jak się można było spodziewać w artykule zawarty jest błędny tok myślenia. Podwyżka wynagrodzenia minimalnego dotyczy wynagrodzenia za wykonywaną pracę a nie rozdawania pieniędzy za dziecioróbstwo. Żeby dostać te symbolicznie podwyższone pieniądze trzeba pójść do pracy i je zarobić a nie spłodzić dziecko i pieniądze same będą skapywać co miesiąc. Postawa red. Samcika przypomina dowcip o studencie zaliczającym egzamin u profesora.

Juannita
Gość
Juannita

Współczuję wszystkim zmuszonym do przejścia na B2B, którzy zarabiają w granicach 4k pln plus vat, a mają już normalny, pełny ZUS. Zapłacą za obietnice wodza po 2-2,5k składek, a sami będą zarabiać mniej niż suweren.

Tomasz
Gość
Tomasz

Co Pan sądzi o podwyższeniu pensji minimalnej, ale poprzez zmniejszenie obciążeń (np zmniejszyć podatek bo przy obecnym systemie emerytalnym zmniejszenie ZUS pewnie jest nierealne) i stopniowo odchodzić od 500+ po to by przetransferowało to środki które biedniejsza część społeczeństwa otrzymuje z socjalu na prawdziwą pracę? Czyli 1. pensja minimalna realna (netto) w górę po zmniejszeniu podatku 2. Ludzie widzą że warto iść do pracy bo pensja wyższa więc podejmują pracę. 3. Stopniowe odchodzenie od 500+ na rzecz realnej pracy – realnie ludzie maja tyle samy tylko dzięki prawdziwej pracy (bo ich pensja netto jest większa) Teraz to podwyższenie minimalnej to… Czytaj więcej »

rob
Gość
rob

Ja z tej pisowskie szopki zrozumiałem, że Morawiecki z przyczyn mi nieznanych zamierza w ciągu najbliższych dwóch lat celowo rozkręcić inflację na poziomie kilkudziesięciu procent, taką jaka niedawno była w Turcji. Za dwa lata ceny wszystkiego będą wyższe o 100%. Panie Samcik, przy okazji pozwolę sobie zapytać, na jaką walutę radzi Pan zamieniać oszczędności? Dolary, franki, euro? A może jednak również funty?

rob
Gość
rob

Ja z tej pisowskie szopki zrozumiałem, że Morawiecki z przyczyn mi nieznanych zamierza w ciągu najbliższych dwóch lat celowo rozkręcić inflację na poziomie kilkudziesięciu procent, taką jaka niedawno była w Turcji. Za dwa lata ceny wszystkiego będą wyższe o 100%. Panie Samcik, przy okazji pozwolę sobie zapytać, na jaką walutę radzi Pan zamieniać oszczędności? Dolary, franki, euro? A może jednak również funty?

Sylwia
Gość
Sylwia

W takim artykule fajnie by było jako kontrast dodać propozycję Konfederacji, która proponuje całkowitą likwidację podatku PIT i poddać ten postulat podobnej analizie ;).

Maciej
Gość
Maciej

Konfederacja poza programem gospodarczym ma nieakceptowalne dla normalnego obywatela inne poglądy, po prostu faszystowskie trzeba w prost powiedzieć.

Jacek
Gość
Jacek

Faszystowskie… Faszystowskie bo? Ustalmy, co to jest faszyzm. Istotą faszyzmu jest przekonanie, że państwu wszystko wolno – wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu. Konfederacja, która proponuje zniesienie przymusu ubezpieczeń, czy maksymalne uproszczenie podatków jest tu na przeciwnym biegunie niż ta reszta „niefaszystowskich” pseudo-poważnych partii.
BTW. Odsyłam na Facebooka dra Sławomira Mentzena – codzienna dawka porządnej lektury w skondensowanej formie.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss