Ta tabelka bezbłędnie pokazuje dlaczego za mało zarabiamy. Co trzeba zrobić, by pracować za tyle, co Niemcy? Tylko jedną rzecz

Ta tabelka bezbłędnie pokazuje dlaczego za mało zarabiamy. Co trzeba zrobić, by pracować za tyle, co Niemcy? Tylko jedną rzecz

„Trzeba podwyższyć Polakom pensje” „Zarabiamy stanowczo za mało!” – krzyczą przedstawiciele związków zawodowych, a wspierają ich lewicowi publicyści. Powodów, które sprawiają, że mało zarabiamy, jest kilka. Ale jeden – którego nikt z głośno krzyczących zdaje się nie zauważać – jest najważniejszy. I na razie nie do przeskoczenia

Co decyduje o tym, że przeciętny („środkowy”) Polak zarabia tylko 2500 zł, a najczęściej spotykane wynagrodzenie w kraju to tylko 1500-1600 zł na rękę? Dlaczego taki np. Szwajcar dostaje na rękę równowartość prawie 20.000 zł, a Niemiec – 10.000 zł? Czy oni pracują ciężej? A może pracują więcej? Niestety, ani jedno, ani drugie. Pracują mniej, niż my, płacą wyższe podatki, niż my, a mimo wszystko dostają do ręki więcej. Z czego to się bierze?

Zobacz również:

Tutaj: więcej o tym ile naprawdę wynosi średnie wynagrodzenie w Polsce

Mało zarabiamy, bo… są trzy powody

Zwolennicy sprawiedliwego podziału owoców powiedzą, że w Polsce źle działa redystrybucja dóbr – zbyt wielka część tego, co wspólnie wytwarzamy, trafia do właścicieli firm i posiadaczy kapitału, którym te firmy ufundowano. I będą mieli trochę racji – udział płac w PKB w Polsce (48%) jest znacznie niższy od średniej unijnej (55%).

Pytanie brzmi: czy jeśli zabierze się część zysków firmom, to będzie powstawało więcej potencjalnych gwiazd światowego biznesu? Ich właściciele i udziałowcy ponoszą ryzyko działalności gospodarczej, organizują miejsca pracy, muszą mieć wizję i strategię, więc zasługują na wyższe dochody, niż pracownicy, którzy po prostu przychodzą do pracy. Ale z kolei opodatkowanie pracy (podatek dochodowy i składki na ZUS) jest dziś większe, niż opodatkowanie zysków z kapitału (19% podatku Belki)…

Czytaj też: Udział płac w PKB w Polsce i w innych krajach

Zwolennicy niskich podatków powiedzą, że zbyt dużą część tego, co zarabiamy, zabiera nam państwo i samo rozdziela wedle uważania. Oficjalnie podatki w Polsce są relatywnie niskie, ale jeśli dołożyć do tego parapodatki, np. koszty pracy lub składki na ZUS – argument robi się całkiem poważny. Choć relację podatków do PKB – licząc je łącznie ze składkami na ZUS – mamy niższe od średniej unijnej (u nas 35%, w Unii Europejskiej 40%).

Tutaj: Więcej o stosunku podatków i składek do PKB w różnych krajach

Zwolennicy zwiększenia zatrudnienia powiedzą, że pracujący ciągną na grzbiecie garb niepracujących. Skoro w Polsce mamy miliony emerytów, rencistów i innych niepracujących, to każdy pracujący musi ich de facto utrzymywać, więc sam zarabia mniej. W Niemczech spośród 80 mln obywateli faktycznie pracuje 39 mln. A więc co drugi. W Norwegii – nawet 53%. W Szwajcarii spośród 8,3 mln obywateli PKB wytwarza aż 4,5 mln (54% wszystkich). A w Polsce? Z 38 mln ludzi po odjęciu starców i dzieci oraz po przemnożeniu pozostałych przez wskaźnik aktywności zawodowej wychodzi, że pracuje 16,5 mln osób, tylko nieco ponad 40% wszystkich.

Ze statystyki PKB per capita wychodzi, że każdy obywatel wypracowuje na godzinę – przy założeniu, że pracuje przez 250 dni w roku po osiem godzin – jakieś 6,5-7 euro. Ale tak naprawdę ci, którzy pracują, muszą wytwarzać na godzinę aż 14,5-15,5 euro. I z tego „oddają” 8 euro, żeby utrzymać niepracujących.

Gdybyśmy wzięli się do roboty tak jak Niemcy (czyli pracowałaby połowa obywateli), to rocznie do podziału byłoby prawie o 100 mld euro PKB więcej. Gdyby przeliczyć to na każdą godzinę pracy, wyszłoby 2,5 euro ekstra „premii” dla każdego. Oczywiście ci cholerni neoliberałowie (tfu, tfu, kanalie) nie umieliby tego sprawiedliwie podzielić, ale przynajmniej byłoby co dzielić.

Czytaj też: Przez tę jedną decyzję władz być może już nigdy nie będziemy zarabiali jak Niemcy. Jak oni mogli na to pozwolić?

Bez globalnych marek i globalnych produktów. I bez wartości dodanej

Zwolennicy zdrowego rozsądku zgodzą się z powyższym, ale dodadzą argument największej wagi – zarabiamy mało, bo jesteśmy niewystarczająco innowacyjni. Nie mamy globalnych marek, globalnych produktów, ani globalnej renomy. Nawet nasz niegdysiejszy produkt eksportowy, czyli wódka, dziś w większości jest produkowany w fabrykach należących do Rosjan.

W krajach, w których działają najpotężniejsze światowe koncerny – Apple, Samsung, Amazon, Microsoft, Boeing, SAP, Mercedes, Toyota, BMW, Luis Vuitton (by wymienić tylko największe w kilku branżach) – każda godzina pracownika jest warta więcej, bo na liniach produkcyjnych, w laboratoriach i centrach badawczych wymyśla się rzeczy, które potem są przedmiotem pożądania na całym świecie.

Czytaj też: Te globalne marki najbardziej przyciągają nasze pieniądze. nie tylko Apple i Facebook!

W kraju, w którym produkuje się technologiczne cacka nawet sprzedawca jabłek na straganie zarabia więcej, niż gdzie indziej, bo większa część jego klienteli to ludzie wytwarzający dużą wartość dodaną, więc wysoko wynagradzani.

Tym bardziej mnie drażni, gdy słyszę z ust lewicowych publicystów, że „trzeba podnieść pensje”. Problem nierównego podziału owoców oczywiście występuje, ale jeśli będziemy produkować smartfony, a nie etui do smartfonów, to problem podniesienia pensji rozwiąże się sam.

Podniesienie pensji metodami administracyjnymi może zmienić co najwyżej sposób podziału PKB, ale nie zwiększy wytwarzanego przez nas PKB. Ono będzie większe, jeśli będziemy produkowali towary i usługi o większej wartości dodanej – bardziej wyjątkowe, unikalne, pożądane w skali globalnej.

Czytaj teżLiga miliarderów, czyli zobacz które kraje mają najbogatszych bogaczy!

Czytaj więcej o nierównościach: Globalne zabójstwo klasy średniej dokonuje się na naszych oczach. Oto scenariusz ostatecznej zagłady. Skończy się wojną lub rewolucją?

Czytaj też: Ile musisz mieć na koncie, żeby zbytnio nie odstawać? Gdzie bogactwo jest największe? A gdzie najbardziej demokratyczne? Są nowe dane!

Czytaj też: Oto lista krajów, w których najłatwiej być szczęśliwym. Jedziemy?

Oto najbardziej innowacyjne kraje świata. Gdzie Polska?

Od siedmiu lat Bloomberg publikuje ranking najbardziej innowacyjnych państw świata. Pod uwagę przy konstruowaniu Bloomberg Innovation Index bierze się kilkadziesiąt parametrów podzielonych na zakresy tematyczne takie jak wydatki na badania i rozwój (R&D), wartość dodana (czy w kraju skręcasz śrubki czy produkujesz zaawansowane technologicznie rzeczy), produktywność (ile pieniędzy „wytwarza” przeciętny pracownik), nasycenie kraju nowoczesnymi technologiami, edukacja i poszukiwania talentów, liczba zgłaszanych patentów.

W tym roku najbardziej innowacyjną gospodarką świata została Korea Południowa, czyli „matka” takich firm jak Samsung, czy LG (co ciekawe – wyhodowanych w ramach swego rodzaju gospodarki centralnie starowanej, w atmosferze politycznej korupcji i łapówkarstwa). Na drugim miejscu są Niemcy, zaś na trzecim – Finlandia. W pierwszej dziesiątce zmieściły się m.in. Singapur, Izrael, Japonia, USA, Francja

Gdzie Polska? Wbrew pozorom wcale nie tak nisko, jak by się mogło wydawać, gdy patrzymy na nasze główne towary eksportowe (jabłka i takie tam…). Zajęliśmy w rankingu najbardziej innowacyjnych państw 22. miejsce. Najwyżej oceniono nas jeśli chodzi o wartość dodaną, którą wnosimy do produkowanych rzeczy (20. miejsce na świecie) oraz nasycenie nowymi technologiami (18. miejsce na świecie). Najgorzej oceniono intensywność badań (R&D), liczbę patentów i produktywność pracowników.

Czytaj na Bloomberg.com: więcej o rankingu najbardziej innowacyjnych gospodarek świata

I jeszcze: Do tych krajów nigdy się nie przeprowadzaj! Zło kusi w nich najbardziej

W innowacyjnych krajach zarabia się więcej, niż u nas. O ile?

Jesteśmy w rankingu innowacyjności wyżej, niż w rankingu krajów pod względem PKB na mieszkańca (ok. 30.000 dolarów międzynarodowych, 45. miejsce na świecie), czy pod względem średniego wynagrodzenia (40. miejsce na świecie). To dobra wiadomość, bo innowacyjność prędzej czy później pociągnie w górę i nasze PKB per capita i średnie wynagrodzenie.

Tutaj: PKB per capita dla wszystkich krajów świata

Istnieje bowiem dość ścisły związek między tymi wszystkimi elementami. Korea Południowa, lider rankingu innowacyjności, ma trzy razy większą średnią pensję, niż Polska (9000 zł netto w przeliczeniu na naszą walutę). W Niemczech – wynosi ona nawet 9500 zł. W Finlandii – 9700 zł. Wśród dziesięciu najbardziej innowacyjnych krajów nawet „najbiedniejszy” jeśli chodzi o przeciętną pensję jest znacznie bogatszy, niż my. To Izrael, w którym przeciętne wynagrodzenie na rękę wynosi – w przeliczeniu – równowartość 8300 zł.

To są oczywiście dane w wartościach nominalnych, nie uwzględniają tzw. wartości nabywczej tych pieniędzy (np. różnicy w kosztach utrzymania i cenach rzeczy niezbędnych do życia). Ale i tak dużo mówią.

Krótko pisząc: możemy sobie eksperymentować z przekładaniem wytworzonego PKB z kieszeni przedsiębiorcy lub posiadacza kapitału do kieszeni pracownika, ale będziemy nadal obracali się w w kręgu tego samego PKB, a więc nie spowodujemy, że ów pracownik zacznie zarabiać trzy razy więcej. Spowodujemy to dopiero wtedy, gdy pójdziemy w górę w rankingu innowacyjności. Czasem wydaje mi się, że lewicowi publicyści w rewolucyjnym zapale o tym zapominają.

Tutaj: Średnie wynagrodzenie w różnych krajach

Czytaj też: Pieniądze szczęścia nie dają? Sprawdzili to na konkretnych liczbach. Co im wyszło?

Czytaj też: Ilu Polaków już nic nie musi? Ile powinieneś zarabiać, żeby myśleć o „karierze” rentiera?

A prawicowi politycy niech z kolei wezmą pod uwagę, że jeżeli chcemy być bardziej innowacyjni – a w konsekwencji – więcej zarabiać, to musimy ściągać talenty z różnych krajów i różnych kultur, stwarzać dobre warunki do pracy najzdolniejszym ludziom z całego świata. Musimy też ściągać ludzi do prac prostych i nieskomplikowanych, byśmy mogli się zająć wytwarzaniem wartości dodanej. Zamykając się na wszelką imigrację de facto wyłączamy sobie jeden silnik innowacji. Wzbudzanie strachu przed „obcymi” skończy się tym, że sami będziemy mniej zarabiali.

Czytaj też: Na jakie mieszkanie cię stać, gdybyś chciał wziąć bezpieczny kredyt hipoteczny? Policzyli!

Zdjęcie tytułowe: Kuoni.co.uk

 

Subscribe
Powiadom o
28 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
2 lat temu

Stwierdzenie że rząd „wzbudza strach przed obcymi” jest zbytnim uproszczeniem – nie każdy imigrant oznacza automatycznie większą wartość dodaną, jeśli ktoś chce do Polski przyjeżdżać żeby uczciwie pracować ( vide Ukraińcy ) to droga wolna ale jeśli mają to być obiboki których głównym celem jest siedzenie tutaj na zasiłkach to na to nie ma zgody; więc myślę że to co prezentuje w tej kwestii obecny rząd jest jak najbardziej właściwe i pragmatyczne – to raczej zaślepieni ideologią wyznawcy nieograniczonego multi-kulti powinni się zastanowić nad swoimi politycznie poprawnymi hasłami.

anonymous
2 lat temu
Reply to  Paweł

Również nie ma zgody na sprowadzenie do kraju ukraińców którzy odbierają polakom prace i podwyżki.

Polak
2 lat temu
Reply to  anonymous

Ukraińcy uzupełniają niedobory kadrowe. Widać to zarówno w supermarketach jak i w firmach IT. Ukraińcy niczego nie odbierają. Dają, pomagają.
Zresztą… Nawet jeśli przyjeżdża obcy, bez języka, bez kontaktów i znajduje zatrudnienie za te same lub wyższe (piszesz o podwyżkach) pieniądze, a nasz rodak nie, to jak to świadczy o Polakach?

anonymous
2 lat temu
Reply to  Polak

To świadczy że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Polacy nie pracują z powodu zbyt małych zarobków i ciężkich warunków pracy.

Erik
5 miesięcy temu
Reply to  anonymous

To z czego żyją?

PJB
2 lat temu

Ciekawy artykuł. Mam jedynie zagwozdkę, czy szeroko pojęta „innowacja” (a właściwie jej brak) może być traktowana jako bezpośrednia przyczyna, a nie jedynie jako korelacja w odniesieniu do aktualnej sytuacji gospodarczej. No i strzelę truizmem – historycznie nasze podejście do gospodarki jednak dość mocno upośledzono. Wg mnie wychodzi też w praniu brak kilkupokoleniowej akumulacji majątku wśród Polaków. Jeśli obecnie dość powszechnym standardem jest osiągnięcie zdolności kredytowej na hipotekę, to o czym my w ogóle mówimy? Natomiast w pełni popieram punkt widzenia, że walki w temacie co do dystrybucji dóbr według widzimisię poszczególnych partii w takiej scenerii bardziej przypomina przepychanki o paczki… Czytaj więcej »

Mariusz
2 lat temu

Nie zgodzę się z logiką autora (a raczej jej ewidentnym brakiem): Skoro w rankingu innowacyjności jesteśmy na 20 miejscu, a w rankingu dochodów na 40-45 (w zależności od rodzaju rankingu), to gdzie tu korelacja: będziemy bardziej innowacyjni, to będziemy lepiej zarabiać, którą promuje autor? Wniosek jaki można rzeczywiście wyciągnąć jest taki, że ok 20 krajów jest mniej innowacyjnych niż Polska, a jednak ich obywatele zarabiają więcej! Jak się to ma do forsowanej tezy? I skąd założenie, że „to dobra wiadomość, bo innowacyjność podciągnie w górę nasze PKB”? A już to przełożenie na „ściągajmy więcej imigrantów, to będziemy wytwarzali więcej wartości… Czytaj więcej »

Andrzej
2 lat temu
Reply to  Mariusz

Logika w tym jest taka, że zamiast sami montować śrubki możemy tę pracę zlecić niżej opłacanej sile roboczej, a sami podjąć pracę w rozwijaniu innowacji, które albo opracujemy sami albo dzięki ściągniętym ze świata fachowcom. Proszę zobaczyć listę laureatów nagrody Nobla z ostatnich lat w dziedzinie chemii, fizyki czy matematyki i ustalić ilu tam jest rdzennych Amerykanów a ilu ściągniętych do USA naukowców. O to chodziło Panie Macieju?

Rafał
2 lat temu
Reply to  Andrzej

Nie przyznaje się Nagrody Nobla w dziedzinie matematyki, a szkoda – bo mając na uwadze osiągnięcia „Szkoły Lwowskiej” – tych nagród pewnie by się kilka uzbierało.

gege
2 lat temu

Od liczby 16,5 mln ludzi pracujących – musimy odjąć jeszcze jakieś 5 mln dziennie przebywających na długoterminowych zwolnieniach lekarskich , urlopach macierzyńskich , wychowawczych itp. Dodatkowo należny pamiętać , że urlop w Polsce jest jednym z najdłuższych w Europie i jeszcze mamy „długie weekendy”
Tak więc codziennie do pracy przychodzi nie więcej jak 11 mln ludzi – czyli niecałe 30 % wszystkich.

armi
2 lat temu
Reply to  gege

teraz jeszcze pytanie ile % z tych ludzi pracuje w budżetówce ?

anonymous
2 lat temu

1. produktywność w PL jest znacznie wyższa niż za granicą
2. Co to znaczy że ” Musimy też ściągać ludzi do prac prostych i nieskomplikowanych, byśmy mogli się zająć wytwarzaniem wartości dodanej” Polaków pozwalniać z fabryk i pozatrudniać do biur projektowych? A kto ich zatrudni? Przecież nie każdy ma głowę do wymyślania ajfonów.

Polak
2 lat temu
Reply to  anonymous

2. To znaczy, że mamy problem w systemie edukacji.

2 lat temu
Reply to  anonymous

Produktywność w PL jest CHRONICZNIE znacznie niższa niż za granicą. Zarówno produjtywność pracy, jak i produktywność kapitału

Ppp
2 lat temu

Po pierwsze: Innowacyjność nie jest połączona na sztywno z płacami. Na podanej liście nie widzę np. Hiszpanii, Portugalii, czy Czech – tzn. kraje te są mniej innowacyjne, ale ludzie zarabiają więcej. Włochy są tylko odrobinę wyżej od Polski, a zarobki są dużo wyższe. Z drugiej strony przeciętny Chińczyk zarabia o wiele mniej od Polaka, choć kraj jest wyraźnie bardziej innowacyjny. Po drugie: jeśli płace rosłyby tylko 2% szybciej, niż faktycznie, przez ostatnie 29 lat – skumulowany wzrost wyniósłby ok 60%, czyli już bylibyśmy na poziomie średniej unijnej, przy mikroskopijnym obciążeniu pracodawców. Po trzecie: sam indeks może być wadliwy. Nie wiem,… Czytaj więcej »

1 rok temu
Reply to  Ppp

Tyle tylko, że wzrost płacy fizycznie w kieszeni pracownika powoduje dwukrotne obciążenie dla pracodawcy. Skumulowany wzrost u pracownika to 60%, a u pracodawcy skumulowany wzrost kosztów to 100-120%.

Regnard
2 lat temu

I tu mi się przypomina powiedzenie ś.p. Babci: „A było iść na księdza”!

2 lat temu

Wydaje mi się, że na tle innych krajów nasza praca jest tak opodatkowana, że zostaje zwyczajnie mniej w kieszeni.

marc
2 lat temu

Nie mogę teraz znaleźć linka do tej informacji, ale jakiś czas temu czytałem, że zagraniczni naukowcy badali poziom płac w Polsce. Doszli do ciekawych wniosków. Biorąc pod uwagę wskaźniki ekonomiczne ostatnich co najmniej kilkunastu lat, zarobki u nas powinny być wyższe o kilkadziesiąt procent ( nie pamiętam ile). Przy tym samym poziomie PKB, innowacji itp., itd. Ktoś nas ciągle robi w balona po prostu.

2 lat temu

Trochę błędne koło… Miliony Polaków wyjechały za granicę, bo w Polsce małe zarobki. W Polsce małe zarobki, bo mało Polaków pracuje (bo miliony wyjechały)…
Zastanawiam się jeszcze jak do tego wszystkiego ma się złożoność polskiego prawa i rzucanie kłód pod nogi przedsiębiorcom. Na ile wzrosłoby PKB, gdyby maksymalnie uprościć przepisy podatkowe i te związane z działalnością gospodarczą.

Arek
2 lat temu

rodzi się pytanie, dlaczego przedsiębiorcy zagraniczni (z Niemiec, Izraela, Finlandii czy Tajwanu) działający w Polsce płacą tak podle?

Tomasz
7 miesięcy temu
Reply to  Arek

Bo jesteśmy taniąsiłą roboczą

Łukasz
2 lat temu

trzeba sobie zadać fundamentalne pytanie – „kto jest odpowiedzialny za innowacyjność danej firmy”. Podpowiedź, nie jest to szeregowy jej pracownik, ale zarząd i właściciel. Gdy koszty pracy są niskie, nie opłaca się pracować nad usprawnieniem procesów, urządzeń, szkoleniami, bo firma i tak wychodzi na swoje. Gdy podniesiesz koszty pracy, mniej innowacyjne przedsiębiorstwa, bazujące tylko na niskich płacach wypadną z rynku, a reszta będzie musiała zacząć pracować nad wydajnością. Tak to działa, więc paradoksalnie wyższe płace sprzyjają zwiększeniu innowacyjności!

Janusz
1 rok temu

Niemiecki producent mebli odbiera produkty od polskich stolarzy, nakleja swoją markę i sprzedaje ze 100% zyskiem, gdzie tu jest innowacja? Dlatego nie ma Pan Redaktor racji choć był blisko przy tych rosyjskich wódkach. Zarabiamy mniej bo jesteśmy tzw. neokolonią. Kolonizatorzy kilkaset lat temu zgarniali krocie bo: 1) przejmowali zasoby kolonii np. kopalnie diamentów (jak u nas przebiegła prywatyzacja?); 2) zatrudniali w tych kopalniach miejscową tanią siłę roboczą, a część tubylców wywozili do swoich krajów jako niewolników (czyż nie jesteśmy montownią zagranicznych marek, zagłębiem outsourcingu, ojczyzną emigrantów?); 3) wypłacane tubylcom niskie wynagrodzenia odzyskiwali sprzedając swoje m.in. papierosy czy wódkę (ileż asortymenty… Czytaj więcej »

Rafał
1 rok temu

Panie Redaktorze, gdyby Polska nakradła w czasie wojny tyle co Niemcy to raz, a dwa po IIWŚ znalazła by się w zasięgu działania planu Marschala, to żylibyśmy w zupełnie innym kraju.

Jacek
1 rok temu

Taka dowolna interpretacja rzeczywistości. Zarzuca się niską produktywność polskim robotnikom, jakby niemieccy byli lepsi. Moim zdaniem niska produktywność bezpośrednio wynika z niskich zarobków. W kraju gdzie siła robocza jest tania, nie inwestuje się w automatykę. Znam sam kilka przykładów właścicieli, którzy woleli zatrudnić do pracy trzy ekstra osoby, niż kupić drogą maszyné. Od i tajemnica.

Monika
1 rok temu

„rzwczy”, „wszelka imigrację” i wiele innych, w tym i w innych artykułach – pozdrawiam Autora serdeczne, ale życzę lepszego edytora.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu