Budżet w 2020 r. bez deficytu: wiekowy sukces, czy kuglarska sztuczka? Trzy rzeczy, których nie mówi nam premier Morawiecki vel VATman

Budżet Polski w przyszłym roku ma nie mieć deficytu. Tak zaprojektował go rząd Mateusza Morawieckiego. To coś, co nie śniło się nie tylko filozofom, ale i ekonomistom – od 30 lat zawsze państwo polskie więcej wydawało, niż zbierało z podatków i z innych źródeł.  Czy budżet państwa bez deficytu to historyczny sukces, czy księgowa sztuczka rządu? Czego nie mówi nam premier Morawiecki? Oto trzy rzeczy, których nie dowiecie się z „Wiadomości TVP” 

W przyszłym roku wydatki polskiego rządu – zgodnie z ogłoszonym dziś projektem – wyniosą rekordowe 429,5 mld zł. Ta liczba zawiera wszystkie prezenty przyznane ostatnio Polakom przez rządzących: 500+ na każde dziecko, obniżony PIT dla młodych, wyprawka szkolna. A przychody państwa? Wynieść mają… dokładnie tyle samo – 429,5 mld zł. 

W takich sytuacjach laury spływają na ministra finansów, który trzyma piecze nad kasą państwa. Dziś, po odejściu minister Teresy Czerwińskiej, wiele osób miałoby problem ze wskazaniem tego, kto ten urząd piastuje (podpowiadam: Marian Banaś, ale i on jest do zmiany, bo szykuje się na szefa NIK-u). 

W tej sytuacji ojcem sukcesu mianował się premier Mateusz Morawiecki vel Batman. Skąd to porównanie do człowieka nietoperza? Na niedawnej konwencji premie mówił tak: „Batman, czy też – jak mówiono o nas – VAT-man, doprowadził do zasadniczej zmiany w finansach publicznych”. Czemu zawdzięczamy fakt, że rząd – po raz pierwszy od 30 lat – nie będzie bardziej nas zadłużał za granicą? I czy to rzeczywiście wyłącznie sukces? A może tylko księgowa sztuczka? Sprawdzam!

Budżet trwał 30 lat pod kreską. I nagle stał się „cud”?

Budżet państwa zasadniczo nie różni się od budżetu domowego. Mamy wydatki stałe (czyli emerytury, służbę zdrowia, szkoły, wojsko i policję) i zmienne (inwestycje, dotacje, rezerwy). Po drugiej stronie dochody. Gdy nasze zarobki nie wystarczają na przeżycie całego miesiąca i pod koniec musimy sięgać po kredyt, to mamy deficyt budżetowy. Tak samo działają finanse państwa. Od 30 lat nasz budżet państwowy „jechał” na kredyt, czyli rok w rok wydatki były większe niż przychody.

Ile nam brakowało? Rok w rok było to kilkadziesiąt miliardów złotych – w 2016 r.  nawet 46,3 mld zł. Brakującą sumę rząd musi pożyczyć, sprzedając długoterminowe obligacje – zarówno kapitałowi polskiemu jak i inwestorom zza granicy: niemieckim, brytyjskim, amerykańskim,  japońskim.

Ale już w ubiegłym roku deficyt był rekordowo niski i wyniósł 10,4 mld zł. Mogło to zwiastować, że na rok przyszły ministerstwu finansów budżet się zrównoważy, ale… wtedy właśnie partia rządząca ogłosiła „Piątkę Kaczyńskiego”, czyli 500+ na pierwsze dziecko, zerowy PIT dla najmłodszych, trzynastą emeryturę, czy obniżenie PIT do 17%. Koszt? 42 mld zł. Takie zwiększenie wydatków musiało zaowocować zwiększonym deficytem. Wkrótce potem minister finansów odeszła ze stanowiska, a sam rząd wysłał do Komisji Europejskiej informację (tak zwany plan konwergencji), w którym przyznał, że w przyszłym roku planuje ok. 20 mld zł deficytu. 

Minęły cztery miesiące, a deficyt zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Magia? A może kuglarstwo? Radzę wypić szklankę wody na uspokojenie. Bo każda informacja – jaka by nie była – zaczyna dopiero nabierać znaczenia, gdy da się ją z czymś porównać. Porównajmy więc. 

Czytaj też: Premier chce, byśmy dogonili Europę pod względem zarobków? Policzyli kiedy będziemy zarabiali średnio… po 11.000 zł. Już niedługo

1. Epokowe wydarzenie? A w UE co drugie państwo nie ma deficytu!

Żyjemy od kilku lat w czasach świetnej koniunktury gospodarczej. Polska, w końcu 38-milionowy, uprzemysłowiony kraj, już dawno powinien mieć nadwyżkę, tak jak inne kraje Europy. W ubiegłym roku zrównoważony budżet w relacji do PKB miały (za Eurostatem)

  • Bułgaria – 2% nadwyżki
  • Czechy – 0,9% nadwyżki
  • Dania – 0,5% nadwyżki
  • Niemcy – 1,7% nadwyżki
  • Irlandia – „zielona wyspa” miała bilans na zero
  • Grecja – 1,1% nadwyżki
  • Chorwacja – 0,2% nadwyżki
  • Litwa – 0,7% nadwyżki
  • Luksemburg 2,4% nadwyżki
  • Malta – 2% nadwyżki
  • Holandia – 1,5 nadwyżki
  • Austria – 0,1% nadwyżki
  • Słowenia – 0,7% nadwyżki
  • Szwecja – 0,9% nadwyżki

W sumie to 14 państw na 28 należących (jeszcze – wiadomo, Brexit) do Wspólnoty. Czyli – nazwijmy rzeczy po imieniu – w 2018 roku, czyli w szczycie koniunktury co drugie państwo Unii Europejskiej miało zrównoważony budżet, a w tym gronie nie było Polski.

Ten rok i rok przyszły to już zbliżające się spowolnienie gospodarcze (Niemcy, nasz największy partner gospodarczy już szykuje się do recesji, a nastroje tamtejszych firm są najgorsze od lat). W tych okolicznościach nadwyżkę wypracować trudniej. Agencja Fitch właśnie ogłosiła, że w 2020 r. wzrost naszego PKB ma spowolnić o 0,7 pkt. proc. do 3,5% w 2020 r. A w 2021 ma być jeszcze gorzej – ledwie 3% wzrostu. A Bank Światowy gdy doczytał pomysły rządu, to ogłosił, że spodziewa się, że sytuacja fiskalna Polski może się w najbliższym czasie pogorszyć. 

Co prawda, relacja naszego długu do PKB (czyli wszystkich wytwarzanych w Polsce dóbr i usług) spada (dane na infografice), a zadłużenie naszego kraju na tle unijnych jest niskie. Średnia unijna to dla 28 krajów to aż 80% PKB. To dlatego, że polska gospodarka jest w rozkwicie. Gdy zacznie się zwijać, a wydatki nie znikną – dług w relacji do PKB może eksplodować. Oby nie.

Oczywiście: lepiej deficytu nie mieć, niż go mieć i należy się cieszyć, że premier Mateusz Morawiecki był w stanie „wyprodukować” taki plan dochodów i wydatków państwa, by nie musieć zadłużać się nadal za granicą. Ale trzeba też powiedzieć: żaden inny rząd nie miał tak sprzyjających okoliczności, by tego dokonać. Można się wręcz zastanawiać czy rządzący wcześniej nie robili wszystkiego, by tego sukcesu uniknąć ;-)).

2. Zrównoważony budżet? Możliwy tylko dzięki drugiemu „skokowi na OFE”. Tego, który nastąpi jesienią

Czy państwo udźwignie nowe wydatki stałe w ramach „Piątki Kaczyńskiego”? Ile one wyniosą? Premier szacuje je, na – bagatela – 66 mld zł. Polska stała się krajem o jednych z największych na świecie wydatkach socjalnych. Jak to możliwe, że akurat teraz budżet uda się zrównoważyć? Premier powiedział o swojej ekipie, że nie jest co prawda Batmanem, ale VAT-manem. I że w dużej mierze wydatki finansowane są z uszczelnienia systemu podatkowego, czyli wszystkich, którzy wyłudzali VAT.

A zdobyte w ten sposób pieniądze rozdaje potrzebującym w ramach wydatków na cele społeczne. Czy rozdaje „potrzebującym”, czy tylko tym, na których głosy wyborcze liczy – to do dyskusji. Ale to, że rozdaje – żadnych wątpliwości nie budzi.

Jesteśmy na górce koniunktury, a w dodatku budżet w 2020 r. dostanie kilka jednorazowych prezentów, które – jak dobrze pójdzie – pomogą mu utrzymać równowagę mimo rekordowych wydatków. Ale – powtórzmy – w większości są to zdarzenia jednorazowe. Nie jest więc tak, że premier Morawiecki doprowadzil kasę państwa do strukturalnej równowagi. Chwilowo po prostu znalazł pokrycie dla rekordowo rozbuchanych wydatków. Skąd?

Po pierwsze: „prowizja” za oddanie naszych pieniędzy z OFE. Przypomnijmy, że rząd ogłosił, że odda każdemu jego zgromadzone pieniądze w OFE, ale potrąci 15%. W sumie ma to dać ok. 20 mld zł. A gdybyście mieli wątpliwości co wybrać. ZUS czy nowe IKE, to w artykule pod tym linkiem sprawdziliśmy co wypada lepiej.

Po drugie: pieniądze z aukcji 5G. W tym samym czasie, gdy premier ogłaszał dobrą, budżetową nowinę, Urząd Komunikacji Elektronicznej zdecydował, że przeprowadzi aukcje na częstotliwości ultraszybkiego internetu 5G. Telekomy będą się o nie bić, podbijając stawki – w sumie budżet upasie się na dodatkowe jakieś 5 mld zł.

3. Rosnące wydatki i budżet bez deficytu = wyższe podatki

Idźmy dalej z wyliczaniem źródeł, które pozwolą państwu zrównoważyć dochody i wydatki. Mieliśmy już jednorazowe „strzały”, a teraz czas się przyjrzeć podatkom.

Po trzecie: dochody z VAT od naszych zakupów. Olbrzymim bodźcem fiskalnym będzie inflacja. Ceny rosną najszybciej od 2012 r. – w lipcu o 2,9%. Droższy produkty oznaczają, że naliczane od podstawy netto stawki VAT dają większe kwoty. Wzrost cen to jeden z najprostszych sposobów na zwiększenie dochodów budżetowych. Oczywiście, ma to swoje granice, bo gdy ceny są za wysokie, to może siąść konsumpcja. Ale na razie trwa bal konsumpcji.

Po czwarte: ściąganie pełnego ZUS od umów-zleceń. 5 mld zł rząd chce wycisnąć z ozusowania umów-zlecenie. Ale uwaga – już dziś te umowy są ozusowane – jeśli ktoś ma na umowie 5.000 zł, to od tej kwoty pracodawca płaci wszystkie składki. Chodzi o to, że od drugiej umowy, ZUS jest mniejszy – i właśnie to chce zmienić rząd – będziemy płacić pełny ZUS od każdej, zawieranej w miesiącu umowy zlecenie.

Po piąte: wyższy ZUS od dobrze zarabiających. Kolejne miliardy wpłyną (do ZUS-u, który dostanie mniejszą dotację z funduszu rezerwy demograficznej) ze zniesienia limitu 30-krotności pensji, która wstrzymuje składki do ZUS. Dziś jest tak, że jeśli ktoś zarabia 30-krotność średniego wynagrodzenia, to nie płaci składek ZUS. T0 żaden ukłon w jego stronę – t0 ratunek budżetu przed wypłatą olbrzymich emerytur w przyszłości. Jak widać dziś uznano, że o wypłatę emerytur mają się martwić następne rządy, a my doraźnie podreperujemy sobie finanse.

Po szóste: podwyżka ZUS-u płaconego przez przedsiębiorców. Z tego źródła do budżetu ma popłynąć dodatkowo 7 mld zł. O tyle mniej rząd będzie mógł przekazać pieniędzy ZUS-owi i o tyle więcej sam będzie miał do dyspozycji. Ale właściciele małych firm znów będa płacili większy parapodatek ZUS-owski.

Opodatkowanie dochodów osób fizycznych nie rośnie, ale dzięki dobrej koniunkturze (więcej pracujących, wyższe pensje) przyniosło budżetowi państwa w tym roku 37,3 mld zł, czyli aż o 14% więcej niż rok wcześniej (dane na koniec sierpnia). To największy wzrost od 2007 r. Co więcej, wpływy z PIT rosną znacznie szybciej niż VAT i akcyza (odpowiednio 4,6% oraz 5,3%), na których to podatkach skupione są działania fiskusa w zakresie uszczelniania systemu podatkowego.

Po siódme: przejadanie pieniędzy z praw do emisji CO2. Przejedzone na wydatki mogą zostać pieniądze, które miały pójść na zieloną transformację energetyczną i odejście od trującego i drogiego węgla. A to dlatego, że Polska sprzeda przysługujące nam prawa do emisji CO2, które dostaliśmy za darmo (bo mamy węglową gospodarkę).

W założeniu pieniądze – a może być ich w przyszłym roku nawet 6,5 mld zł, powinny zostać przeznaczone na budowę nowych farm wiatrowych, farm słonecznych, likwidację trujących elektrowni. Ale jeśli kasa zasili budżet, to nie grożą nam żadne konsekwencje. Pokusa, żeby sięgnąć po taką łatwą zdobycz jest olbrzymia. Ze szkodą dla zakonserwowanej na węglu gospodarki.

Krótko pisząc: zrównoważenie budżetu państwa nie może w pełni cieszyć w sytuacji, gdy opiera się na jeszcze wyższych podatkach i jeszcze wyższych wydatkach rządu. Takie zrównoważenie budżetu nie jest trwałe, bo każde pogorszenie koniunktury przyniesie obniżenie przychodów podatkowych. Jeszcze raz podsumujmy stan gry:

>>> Dochody i wydatki budżetu 2020 r.: po 429,5 mld zł.
>>> Na 2019 r. plan jest taki: dochody 387,6 mld zł i wydatki 416,1 mld zł, czyli w 2020 r. będziemy mieli wydatki większe o 13 mld zł, a dochody większe aż o 42 mld zł. Z tego dochody z VAT mają wzrosnąć o 20 mld zł.

Krótko pisząc:  to dobrze, że Polska nie będzie się bardziej zadłużała, ale szkoda, że wynika to tylko z jednorazowych „prezentów”, które zapłacimy rządowi w postaci np. „podatku od OFE” oraz ze wzrostu przychodów podatkowych, a nie z przeglądu napompowanych do granic możliwości wydatków.

Dwa trudne pytania o budżet

W projekcie budżetu, który pokazał rząd, są pewne niepokojące dziury. Po pierwsze: wygląda to tak, jakby rosnąć miały tylko wydatki na 500+ i na wojsko (bo te zostały ogłoszone). Ale – jak słusznie zauważył FOR – to by oznaczało… spadek wszystkich innych wydatków. Czy naprawdę rząd nie zamierza w przyszłym roku finansować 13-tej emerytury, wyprawki dla dzieci i innych przelewów do elektoratu? Nie chce się w to wierzyć.

Po drugie: zarówno w planie przychodów z VAT (200 mld zł w stosunku do 180 mld zł w tym roku), jak i z podatku od firm CIT (41 mld zł w stosunku do 35 mld zł w tym roku) widać znacznie większy wzrost, niż wynikałby z planowanego wzrostu PKB (3,7%) powiększonego o inflację (ok. 3%). Z kolei – jak zauważa prof. Marek Borowski – w tym roku w ogóle nie widać już w budżecie pieniędzy z uszczelniania ściągalności podatków. W jaki sposób rząd chce przy niższym wzroście gospodarczym ściągnąć znacznie więcej pieniędzy z VAT i CIT? Mateusza Morawiecki na te pytania nie odpowiada.

 

 

36
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
28 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
qweJoannaMirekMaciejgege Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maria
Gość
Maria

Nie chciałabym psuć tez autora, ale powiem, jak będzie, bo już to przerabiałam. Mam 72 lata jestem na emeryturze od 55 roku życia, bo to był najlepszy (finansowo) moment, żeby skorzystać z takiej możliwości. Przez jakiś czas płaciłam składki na ZUS od całych dochodów, dodam, że niemałe składki ja i mój pracodawca łącznie. Powinnam więc za ten okres do mieć naliczoną podstawę od sum, od których płaciłam składki. Naiwności święta! Wprowadzono ograniczenie składek do 2,5 krotności średniej i od takich kwot naliczono mi emeryturę, wcześniejsze faktyczne zarobki nie miały żadnego znaczenia, pomimo, że wchodziły w okres służący za podstawę naliczenia… Czytaj więcej »

Dramat
Gość
Dramat

Wygrałem w totka ale nie mogę się tym w pełni cieszyć bo musialem kupić los i będę musiał zapłacić podatek, a poza tym to tylko jednorazowa akcja…

Przemek
Gość
Przemek

Nikt nie wygrał na loterii. Bardziej pasowałoby: sprzedałem swój jedyny samochód – teraz mnie stać na wakacje.

obatel
Gość
obatel

nietrafiona analogia… to raczej jak kupić los za 5zł, a po wygraniu 10mln spowodować nowokupionym samochodem katastrofę w ruchu lądowym i musieć zapłacić 30 mln z własnej kieszeni (OC nie wszystko pokrywa ;)).

Piotr
Gość
Piotr

To chyba dobrze, że rząd potrafi tak układać te puzzle, że wszystko się spina. Jakoś żaden poprzedni, a przecież tylu mędrców rządziło nie potrafili. A przypomnę że swego czasu też była koniunktura, bo nawet premier chwalił się że jesteśmy „zieloną wyspą”… No ale koniuntkura jest tylko wtedy jak rządzi PiS… PO zawsze trafia na dołek sinusoidy. Mój budżet domowy spina się od lat i pozostawia duże nadwyżki każdego roku. No ale z czego tu się cieszyć skoro odmawiam sobie ekstrawagancji, nie latam na Seszele, potrafię oszczędzać, nie wydaję na głupoty, nie pozwalam aby ktoś mnie okradał, ja i moją żona… Czytaj więcej »

Ajan
Gość
Ajan

Przypomnę tylko, że zielona wyspa, była w okresie kryzysu. Banki w USA bankrutują, kasa zamiast w inwestycje, jest trzymana przy orderach, kroplówka z kasą z zagranicy zostaje odcięta.

Joanna
Gość
Joanna

Mam się cieszyć, że z moich pieniędzy z OFE, kasę dostanie Rydzyk, Elbanowscy, córki Lesnika itd

and
Gość
and

Panie Samcik – to konkluzja jaka? Jest dobrze czy źle? czy z racji tego, że są to jednorazowe wpływy to nie powinno się ich uwzględniać w budżecie? Proponuję porównanie struktury wydatków budżetu (w % PKB) na poszczególne sektory Polski i krajów które gonimy – DE, NL, FR, UK, S, itd… jestem ciekaw czy struktura wydatków jest znacząco różna – bo wtedy mogłoby się okazać, że wydatki obronne i socjal w PL jest na kredyt sluzby zdrowia i edukacji, itd.

Lubomir Petrów Pahuta
Gość
Lubomir Petrów Pahuta

Konkluzja? Wpłynęliśmy w strefę gór lodowych. Dodamy pary w przyszłym roku. I zderzenie jest pewne. Nie widomo jedynie dokładnie w którym momencie. Ale co tam. Orkiestra gra nadal. Zapraszają do stołu i na tańce. Jest cudownie. Kto by się przejmował. Ostatecznie szalup dla „naszych wodzów” dostatek.

qwe
Gość
qwe

A czy zawsze musi być konkluzja? Czy już jesteśmy takim społeczeństwem, że nie potrafimy samodzielnie wniosków wyciągać, tylko zawsze trzeba wszystko na tacy, żeby przypadkiem myśleć nie trzeba było?

Paweł
Gość
Paweł

Hmm, już 2 lata temu była zapowiadana katastrofa https://subiektywnieofinansach.pl/gospodarka-wzrost-pkb-morawiecki-rzad-pis/ A tu jak na złość, nie dość że gospodarka nadal pędzi, ludzie dostali olbrzymie kwoty pieniędzy z budżetu to jeszcze rząd jest w stanie uchwalić budżet bez deficytu. Pada argument że dzięki jednorazowym wpływom. A czy wcześniej nie było jednorazowych wpływów choćby z prywatyzacji, aukcji GSM, zastrzyków z NBP itd. itd. Dlaczego wtedy nie udawało się uchwalić budżetu bez deficytu? Argument że płacimy coraz więcej podatków co widać we wpływach z PIT jest żenujący. Spada bezrobocie, coraz więcej ludzi pracuje, mocno rosną pensje to i wpływy w PIT rosną. A autor… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Panie Pawle, jako kontrargumenty dla Pańskiego rozumowania podam takie fakty: 1. Przeniesienie pieniedzy z jednego „zamkniętego pudełka” (OFE) do drugiego (IKE) z prowizją dla rządu 20 mld zł. To nie jest zwykły jednorazowy wpływ 🙂 2. Rząd nie podnosi podatków bezpośrednich (PIT), tylko nakłada je na całe branże, które przerzucają je na klientów (vide podatek bankowy, opłata paliwowa itp.). Proszę mi wytłumaczyć jak to jest możliwe, że banki i koncerny paliwowe zarabiają coraz więcej, choć płacą dodatkowe podatki? 3. Nikt nie zapowiada katastrofy, natomiast ja osobiście sceptycznie podchodzę do roli państwa jako pośrednika finansowego. Szczegółowo przedstawiłem to w tym tekście:… Czytaj więcej »

Marcin
Gość
Marcin

ad 3. Fair. Państwo niekoniecznie powinno być pośrednikiem finansowym ale niestety taki jest światowy standard. Może być lepszym lub gorszym pośrednikiem – to chyba lepsze określenie. PiS daje tym którzy niestety (i to mój przykład też) nigdy na rosnącej wartości firm i rosnącej gospodarce nie zarobili więcej. Zawsze był argument – nie będzie podwyżek bo idzie „KRYZYS”… a firma odprowadzała kolejne miliony do centrali, zwiększała inwestycje, itp. Teraz rząd dając kasę społeczeństwu doprowadza do tego że ciągle rosną płace. I tak – dla MSP to będzie zabójstwo jeśli nie zaczną myśleć na nowo – jeśli nie zainwestuje to moja firma… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

To prawda, Wielkopolska rulez 😉

and
Gość
and

Piekny opis sytuacji „jak nie zainwestuje to upadnie” – ale może się okazać, że nie zainwestuje bo wydało na wypłaty, a że kredyt inwestycyjny jest droższy niż na zgniłym zachodzie to przegra walkę z konkurencją, gdyż koszty pieniądza są inne. Już mamy jeden z wyższych wskaźników upadłości na przestrzeni ostatnich lat – i to w dobie prosperity! Panie Samcik – może warto się zagłębić w temat? Dlaczego MSP w 2-3 lata zostanie zaorane – jak legislacja niszczy male firmy ku uciesze gawiedzi! i wspiera duże koncerny, pomimo, że na paskach TVP jest pokazywany inny przekaz…

Marcin
Gość
Marcin

Jest tez druga strona medalu. Jesli teraz nie zainwestują to kiedy? za rok? za 5? koszty pracownicze będą rosnąć więc powinna rosnąć przede wszsytkim produktywność MSP (czyli ilość produktów / pln na jednego pracownika). Bez inwestycji sie nie obędzie (czy to podnoszenie kwalifikacji, automatyzacja, nowe, bardziej marżowe produkty, itp). zamiast biadolić i czekać na to że nowy Rząd obniży koszty pracy trzeba działać. I jeszcze jeden wymiar – jeśli pracownik będzie dobrze opłacany nie powinien jechać do Niemiec czy UK do pracy. A chyba ryzyko braku rąk do pracy jest obecnie równie dużym problemem co wysokie koszty wynagrodzeń.

and
Gość
and

No i widzi Pan, Panie Samcik – jednak czytelnicy bronią zrównoważonego budżetu – nie udało się włożyć „kija do tej beczki miodu”. Kradną – ale się dzielą! Zawsze w ramach dalszej dystrybucji, może Pan przelewać swoje 1000 do swojej mamy – ale czy się tak stanie? Co mają powiedzieć osoby którzy są specjalistami (8-20kpln/mies) i nie maja dzieci? Ci to dopiero dostają po portfelu! Ale przecież to bogole więc należy ich opodatkować, zabrać – niech płacą na patologie, która wypija 12l czystego alkoholu statystycznie w roku! Ot „Alleluja i do przodu”!!!

Maciej Samcik
Admin

Skoro jest dyskusja, to znaczy, że kij włożony ;-). Oczywiście, mogę naprawiać swoimi decyzjami to, co rząd zepsuł, ale po co taki rząd? 😉

Maciej
Gość
Maciej

Przypominam że wpływa głównie do samorządu.

Marin
Gość
Marin

Maciek, Irek, fajne podsumowanie założeń. Niepotrzebny jest nieobiektywny (subiektywny) ton artykułu bo osobiście nie widzę na prawdę nic złego w tym budżecie. Dobry rok bo są one offy, więc dlaczego nie skorzystać i nie zrównoważyć budżetu? A że dużo wydamy? Przecież ta kasa nie jest przepalana. Następuje mniej lub bardziej udolna redystrybucja społeczna (dostaje inna grupa społeczna niż za czasów PO PSL). Jak to napisał jakiś analityk, chyba z BŚ, dobre rzeczy robią „źli” ludzie… Pewnie PIS wyborów samodzielnie nie wygra i zacznie się dołowanie deficytu bo przecież trzeba dać zarobić tym co nie zarabiali przez 4 lata. Dziwne projekty… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

W obronie subiektywnego tonu: chodzi o to, żeby nieco zrównoważyć inny subiektywny ton, który mówi, że stało się coś epokowego, a premier wynalazł ogień ;-).
Zgoda: lepiej nie mieć deficytu, niż go mieć (taka myśl nam przyświeca), ale nie jest tak, że to obrazuje wspaniałość rządzących, bo jej nie obrazuje 😉

Marcin
Gość
Marcin

Maciek – „zerowy budżet” to niestety jest epokowe wydarzenie. Osiągnięte dzięki one offom czy nie, jest to cos niespotykanego od 30 lat.

Maciej Samcik
Admin

Dobra, niech będzie, epokowe w sensie faktu, ale jeśli doda się okoliczności – to tylko półepokowe ;-). Pisząc obrazowo: gdybym w wieku 19 lat nauczył się czytać i powiedział, że to epokowe wydarzenie w moim życiu, to literalnie miałbym rację. Ale biorąc pod uwagę, że wszyscy inni już od dawna umieją czytać – epokowość tego wydarzenia byłaby już tylko częściowa ;-)). Epokowość w pewnym sensie kryje się w tym, że rząd znalazł sposób na podwyższanie opodatkowania tak, że ludzie tego nie widzą. Nie byłoby to złe, pod warunkiem, że redystrybucja byłaby dobrze robiona i „kupowano by” za nią usługi publiczne… Czytaj więcej »

Don Q. 🧛
Gość
Don Q. 🧛

Epokowe wydarzenie to zajumanie miliardów złotych z „prywatnych” środków z OFE…

Marcin
Gość
Marcin

Podobnie jak POPSL zmieniło podstawę do naliczania deficytu….

gege
Gość
gege

Marcin,
przestań oglądać rządową TVP PIS.
to tylko propaganda Miłościwie Nas Opodatkowującego Premiera MM.
Stawiam, że rok 2020 zakończy się deficytem ok 60 mld zł.
A teraz kilka tygodni propagandy przed wyborami – lud przecież musi „kupić” DOBREGO GOSPODARZA.

ps MM zabierze mi i mojej rodzinie kilkadziesiąt tys ciężko zarobionych zł powyżej 30 krotności …….mam nadzieje ze wiesz o co chodzi ……

Marcin
Gość
Marcin

Dawaj e-mail albo kontakt i założę się o milion ze nie będzie 60m. Jeśli wygra PIS oczywiscie.

gege
Gość
gege

Maila i telefonu ci nie dam

nie chce wizyty o 6 rano z bandą najemników wyposażoną AK – 7

Lubomir Petrów Pahuta
Gość
Lubomir Petrów Pahuta

To jest równie epokowe i zachwycające jak skok na deskorolce efektowny i udany ponad przepaścią tyle że przy lądowaniu z deski drzazgi a skoczek połamany. Co więcej deska była pożyczona a pogotowie nie zjawi się.

Marek
Gość
Marek

Panie Redaktorze, to jest nieprawda:
„Dziś jest tak, że jeśli ktoś zarabia 30-krotność średniego wynagrodzenia, to nie płaci składek ZUS.”
Zakładam, że doszło do skrótu myślowego i miała Pan na myśli, że nie płaci składek od tej nadwyżki – każda taka osoba płaci składki ale w maksymalnym wymiarze, czyli są one liczone od podstawy ustalonej na maksymalnie 30-krotność średniego wynagrodzenia, niezależnie ile ta osoba zarabia. Czyli czy zarabia 31-krotność czy 100-krotność średniego wynagrodzenia to składki ZUS są zawsze płacone tak, jakby zarabiał tę 30-krotność.

Don Q.
Gość
Don Q.

Masz rację — ZUS nie płaci się od nadwyżki ponad 30-krotność średniego wynagrodzenia.

Ale prawdziwe może być także stwierdzenie, że taka osoba składki ZUS nie płaci. To działa w skali roku, najpierw co miesiąc płaci się składki normalnie procentowo, a jeśli ktoś zarobił już łącznie kwotę 30-krotność średniego wynagrodzenia, to składek ZUS nie płaci. Np. jeśli ktoś zarabia brutto 24 kzł/mc, to w drugiej połowie roku składek ZUS nie płaci.

Poprawne zdanie brzmiałoby więc: „Dziś jest tak, że jeśli ktoś w ciągu roku zarobił 30-krotność średniego wynagrodzenia, to nie płaci składek ZUS.”

gege
Gość
gege

Popełniasz błąd.
Chodzi o kwoty :odpowiadającej 30-krotności prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce na dany rok. Czyli Miłościwie Nas Opodatkowujący Mateuszek przewiduje ile będziemy przeciętnie zarabiać w roku 2019 – taki nasz Król.
Nasz MM – vel NIKODEM DYZMA (też był PREZESEM Banku – ale Zbożowego).
A

Marcin
Gość
Marcin

Po co obrażanie? Myślałem ze to rzeczowy blog na którym można podyskutować a nie obrzucać się blotem

gege
Gość
gege

A MM nas nie opodatkowuje – coraz więcej ? Nie masz kalkulatora – to ci kupię ……..
Po co dyskutować z faktami ?
ps ty masz 2,5 zł od wpisu – ja muszę pracować …….na ciebie, twoje 500+, 300 +

Lubomir Petrów Pahuta
Gość
Lubomir Petrów Pahuta

Brawo, czyli jednak zrozumiał ten skrót myślowy.

Mirek
Gość
Mirek

Ja tylko dodam, że polecam lekturę osławionych „taśm prawdy”.. i tam niejaki Sienkiewicz między słowami o „niby państwie” rzekł, że wiadomo iż przychody budżetu znacząco wzrosną po 2016 (dokładnie orzekł, że „sypnie kasą”) z różnych powodów zresztą i będzie szansa na zrównoważenie budżetu. Każdy może to sobie sprawdzić, że tak powiedział czytając archiwalne stenogramy… zatem zadaję pytania:
1) czy 500+ i inne wydatki nie odsunęły w przyszłość tego równoważenia?
2) czy to tylko zasługa PiS, że uszczelniono VAT? (poprzednicy też planowali),
3) było to do przewidzenia zatem nie można się teraz chwalić i przypisywać sobie?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss