18 maja 2020

Czy gospodarczy koronakryzys oznacza koniec „państwa dobrobytu”? Jak może wyglądać państwowy budżet A.D. 2021? Będzie podwyżka podatków?

Czy gospodarczy koronakryzys oznacza koniec „państwa dobrobytu”? Jak może wyglądać państwowy budżet A.D. 2021? Będzie podwyżka podatków?

W tym roku wszystkie rządy – także polski – prowadzą „akcję ratunkową” gospodarki według zasady, że wszystkie chwyty są dozwolone. Ale przyszły rok przyniesie już nowe zasady gry. Kurz walki o minimalizowanie skutków załamania gospodarczego opadnie, obudzimy się z niższym PKB, większym zadłużeniem państwa, z niższą kwotą wpłacanych do kasy państwa podatków i z napompowanymi transferami socjalnymi. W 2020 r. nikt nie patrzy na to, czy budżet państwa ma 50 mld zł, czy 150 mld zł deficytu. Ale w 2021 r. świat już zacznie się tym interesować. Kto zapłaci za akcję ratowania gospodarki?

W rządzie lada dzień zaczną się – o ile już nie trwają – prace nad budżetem na 2021 r. Niedawno był ogłaszany z wielką fetą budżet bez deficytu, ale teraz może być budżet z rekordowym deficytem. Komu rząd zabierze 500+, a komu podwyższy podatki? Jak bardzo zbiedniejemy?

Zobacz również:

Trwa walka o każde miejsce pracy. Niemal na pewno nie uda nam się uniknąć recesji – nasza gospodarka, czyli całkowita wartość wszystkiego, co produkujemy i wytwarzamy, zmaleje – według różnych szacunków – od 2% do 5%. Dobra wiadomość, jest, taka, że w przyszłym roku ma być odbicie, ale już będziemy startować z obniżonego pułapu. Bank Pekao w najnowszej analizie szacuje wzrost bezrobocia z obecnych 5% do 13% na koniec 2020 r.

Rząd pompuje w gospodarkę pieniędzy, mówiąc kolokwialnie,„ ile wlezie”. Tarcze antykryzysowe, tarcza finansowa – wszystko „na kredyt”. Tak robi teraz cały świat, ale nie każdy rząd – tak, jak nasz – dopuścił do przejedzenia w latach prosperity, jak obliczyliśmy, 90 mld zł z pieniędzy wydanych na świadczenia socjalne.

Brak poduszki finansowej się mści. Jak policzyli analitycy ING, tarcze antykryzysowe o większej wartości, niż Polska (w relacji do PKB) zaaplikowały rządy takich krajów, jak Węgry, czy Czechy. U nas program antykryzysowy wyniósł 11,3% PKB. A u naszych „bratanków” aż 13,6% PKB.

Rząd mknie na spotkanie ze ścianą – czyli z kryzysem. W tych okolicznościach jeszcze nie miał okazji się sprawdzić. Sierpień to miesiąc, w którym tradycyjnie do Sejmu trafia budżet na następny rok. Może być jeszcze kilkukrotnie zmieniany, ale to podstawa do oceny kondycji finansowej państwa. Budżet na 2021 r. będzie najtrudniejszym w historii: wysokie wydatki, niepewne wpływy, brak możliwości przewidzenia jak rozwinie się pandemia. Co się zmieni? I kogo to uderzy po kieszeni?

Czytaj też: Miło powspominać – jaki 2019 r. był dla naszych finansów?

Czytaj też: Było miło, ale się skończyło. Ministerstwo Finansów masakruje nam oprocentowanie. Obligacje skarbowe przestaną chronić przed (dużą) inflacją

Budżet na 2021 r. już się kroi. Jak go skroić, by utrzymać wiarygodność kredytową Polski?

Z pierwszych przymiarek wynika, że przewidywany poziom deficytu budżetowego wzrośnie z 0% (budżet bez deficytu) do 8,4% PKB (170-180 mld zł), a dług publiczny osiągnie wartość 55,2% PKB (co najmniej 1,15 bln zł). Rok temu prognozy mówiły o spadku do niecałych 43%. Zadłużenie Polski przed kryzysem przekroczyło już 1 bilion zł, a teraz będzie już tylko rosło.

Przekroczyło i świat się nie zawalił – oprocentowanie polskich obligacji jest niskie, a chętnych i tak nie brakuje. Nie musimy pożyczać w dolarach, jak kraje o niskiej wiarygodności płatniczej, zaś złoty co prawda się osłabił, ale nie jakoś drastycznie. Ot, powoli przyzwyczajamy się do płacenia 4,6 zł euro.

W tekście, który napisałem na samym początku kryzysu, jako jedną z podręcznikowych reakcji na załamanie gospodarcze wymieniłem obniżenie podatków i zwiększenie wydatków socjalnych. Rząd podatków na razie nie obniża, ani nie podwyższa, ale też nie decyduje o ograniczeniu transferów typu 500+, choć dochody w kasie państwa dramatycznie spadają. Deficyt budżetu państwa w okresie styczeń-marzec 2020 r. wyniósł 9,4 mld zł wobec 3,3 mld zł po lutym. A będzie coraz gorzej – przyznaje Ministerstwo Finansów.

Ale dopiero przyszły rok przyniesie już nowe zasady gry. Kurz walki o minimalizowanie skutków załamania gospodarczego opadnie, obudzimy się z większym o 150 mld zł zadłużeniem państwa, z niższą kwotą wpłacanych do kasy państwa podatków i z napompowanymi transferami socjalnymi. W 2020 r. nikt nie patrzy na to, czy deficyt budżetu państwa wynosi 50 mld zł, 100 mld zł, czy 150 mld zł. Ale w 2021 r. świat już zacznie się tym interesować. Drugiego takiego deficytu wierzyciele Polski już nam mogą nie wybaczyć. Ale może nie będą musieli?

Jak walczyć z kryzysem w 2021 r.? „Zasypać” go pieniędzmi, czy przechorować „po balcerowiczowsku”?

Są dwie metody walki ze skutkami kryzysu. Pierwsza to „zasypanie” go pieniędzmi wkładanymi do ręki konsumentom. Niech idą do sklepu i zrobią zakupy. Druga to obniżanie podatków, żeby więcej pieniędzy zostało w kieszeniach ludzi. Tyle, że na to wszystko trzeba mieć pieniądze. A w 2021 r. wejdziemy z niższym PKB (a więc mniejszą bazą podatkową), wysokim bezrobociem (wzrosną koszty finansowania zasiłków), wyższym zadłużeniem (więcej pieniędzy pójdzie na odsetki od długów).

I będziemy mieli dwa wyjścia. Albo dalej się zapożyczać, realizując jedną z tych dwóch antykryzysowych strategii (i przy okazji ryzykując zniszczeniem wartości polskiej waluty – mniej lub bardziej prawdopodobnym), albo spróbować zaplanować kasę państwa po „balcerowiczowsku”, czyli łącząc potrzeby wysokich wydatków z działaniami, które uwzględniają również interes tych, którzy mają oszczędności.  

Ten ostatni patent oznacza, że z kryzysu będziemy wychodzili dłużej i „przechorujemy” go ciężej, ale z lepszymi widokami na dalszą przyszłość. Oto kilka decyzji, które – zdaniem think-tanku WISE-Europa i Fundacji Przyjazny Kraj – powinien podjąć minister finansów, żeby budżet mu się nie rozleciał, a wiarygodność kredytowa Polski nie poleciała w dół.

Czytaj też: Komu pomoże Tarcza Antykryzysowa? Czy polski rząd nie docenia nadchodzącej fali tsunami? Czesi doceniają: ogłosili gigantyczny program wsparcia firm

Po pierwsze: czas na podwyżkę VAT? 

Pamiętacie, że VAT w Polsce został tymczasowo podwyższony w 2011 r. do 23%? Kolejne rządy wzbraniały się przed powrotem do poprzedniej stawki (22%), a tymczasem może czekać nas podwyżka i ujednolicenie stawki – np. do 25%. Podatek VAT to najważniejsze podatkowe źródło przychodów państwa. W słynnym „budżecie bez deficytu” na 2020 r.  przychody z tego tytułu były zaplanowane na 200 mld zł, czyli dwa razy większym, niż dochody z CIT (podatek od firm) i PIT (podatek od dochodów osobistych) razem wzięte.

Podwyżka podatku VAT odbija się na cenach (nie ma bólu wynikającego z przelania pieniędzy do urzędu skarbowego jednego, konkretnego dnia), więc odium w tym wypadku nie spada na rządzących, tylko na „spekulantów”. A to zaleta nie do przecenienia z punktu widzenia władz każdego kraju, w którym mniej więcej połowa obywateli w ogóle nie wie skąd się biorą pieniądze w państwowej kasie.

Bolesna dla naszych portfeli byłaby zwłaszcza likwidacja preferencyjnych stawek 5% i 8%. Stawka 25% VAT objęłaby takie produkty, jak chleb, gotowe zupy, żywność dietetyczną, jedzenie dla niemowląt, pieluszki, książki czy gazety – te wszystkie produkty korzystają dziś z 5% stawki VAT. Oznacza to, że jeśli chleb kosztuje 2 zł netto, po podwyżce kosztowałby 2,5 zł.

W tym roku wpływy z VAT – jak pisałem wyżej – miały wynieść rekordowe 200 mld zł. Ile wyniosą? Nie wiadomo. Nadzieją rządu na „obronę” wpływów z VAT może być wysoka inflacja – wtedy wysokie ceny towarów, czyli „baza” do naliczanie podatku powodują, że wpływy rosną, nawet jeśli konsumenci mniej kupują.

———————

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach” i korzystaj ze specjalnych porad Macieja Samcika na kryzysowe czasy – zapisz się na newsletter i bądźmy w kontakcie!

———————

Po drugie: ograniczenia transferów socjalnych?

Roczny koszt programu „Rodzina 500+” dla wszystkich dzieci 40 mld zł. Kryzysowy budżet na 2021 r. – w którym dochody podatkowe zapewne będą mniejsze (choć to trochę zależy od skali podwyżki VAT-u) – może tego nie wytrzymać. Niewykluczone jest powiązanie programu 500+ z PIT-em – osoby o niskich dochodach dostawałyby dopłatę „do dzieci”, a zamożniejsi już nie. Problem w tym, że rząd Zjednoczonej Prawicy zawsze się szczycił, że nie dzieli dzieci na „lepsze” i „gorsze”. Ale mogłoby to być formalnie rozwiązanie tymczasowe, wprowadzone tylko na jeden rok.

Likwidacja 13. i 14. emerytury? W 2019 r. Sejm uchwalił ustawę o wypłacie emerytom trzynastej emerytury w zryczałtowanej kwocie 1100 zł brutto (940 zł netto). Trzynastą emeryturę dostają też renciści – roczny koszt dla budżetu – 10,7 mld zł. „Trzynastki” trafiły albo wkrótce trafią na konta emerytów. Co będzie w 2021 r.? Pierwotne plany mówiły nie tylko o 13. ale i 14. emeryturze i to w zwiększonej do 1.200 zł brutto kwocie. Sumaryczny koszt dla budżetu wyniósłby 20 mld zł. Tego wydatku raczej nie będzie.

Dodatkowe pieniądze z ograniczenia transferów socjalnych mogłyby pójść na inwestycje antykryzysowe, spłatę zadłużenia Polski albo na wspomaganie tych, którzy stracili pracę, by nie wpadli w strukturalne bezrobocie.

Po trzecie: zwiększenie podatku dochodowego dla dobrze zarabiających?

Pod koniec poprzednich wakacji rząd obniżył podstawową stawkę PIT z 18% do 17%. Obniżka objęła 25 mln Polaków, a średnio zostało nam w kieszeni więcej o 50 zł. W Polsce obowiązuje też podwyższona stawka 32%, ale płacą ją nieliczni. W dodatku łatwo „uciec” z niej w działalność gospodarczą lub kontrakt menedżerski opodatkowane stawką 19% (z możliwością wrzucania różnych wydatków w koszty, co często obniża efektywny podatek do ok. 15%).

WISE-Europa proponuje zrobienie porządku w podatku PIT i podatek liniowy – np. 30% od wszystkich dochodów. O ile mniej pieniędzy zostałoby w naszych portfelach? To zależy, bo według pomysłu podwyżka zostałaby zamortyzowana dużym podwyższeniem kwoty wolnej od podatku (obecnie 8.000 zł). Ulgi podatkowe? Do likwidacji.

Alternatywą dla tego pomysłu byłoby zwiększenie progresji podatkowej, np. wprowadzenie jeszcze jednej stawki podatkowej, np. 40% lub więcej. Tyle, że doświadczenia z omijaniem przez podatników stawki 32% nie zachęcają. Pomysł z wprowadzeniem podatku liniowego amortyzowanego bardzo wysoką kwotą wolną od podatku (czyli ci, którzy zarabialiby minimalną krajową, mieliby dużą część dochodów w ogóle nieopodatkowaną) wydaje się być skuteczniejszym sposobem wprowadzenie cienia równowagi do budżetu państwa w 2021 r.

Czytaj też: Koronawirus zarazi polskie firmy. Na śmierć. Jak ratować przedsiębiorców przed bankructwem? Może tak, jak… studentów?

Czytaj też: Koronawirus na zakupach, czyli jak płacić, żeby się nie zarazić? WHO o wątpliwościach dotyczących używania gotówki. Co wy na to?

Po czwarte: koniec z przywilejami emerytalnymi?

Kolejna propozycja – być może przy okazji kryzysu udałoby się też uporządkować system emerytalny i zlikwidować przywileje górników i mundurowych. Brzmi drastycznie i podniosą się znane od lat argumenty, że żaden górnik nie da rady pracować do 65 lat pod ziemią (co jest prawdą) i że do policji nie będzie chętnych, jeśli trzeba będzie pracować tam dłużej niż obecne 25 lat.

Kryzys jest najlepszym czasem na takie decyzje. Dziś ok. 90 zł z kieszeni każdego podatnika wędruje na wcześniejsze emerytury górników. Koszt zniesienia przywilejów emerytalnych rozłoży się w czasie, a prognozy dotyczące wpływów podatkowych na przyszły rok to jak wróżenie z fusów, gdy nie wiemy, jakie będzie następny miesiąc.

Czytaj też: Tarcza Antykryzysowa jest trochę samopomocowa. Blokada pieniędzy turystów, drogie bilety do domu, płatne odroczenie rat kredytów…

Czytaj też: Sztuczna inteligencja sprawdzi, czy dobrze zachowujesz się na ulicy, a pandemiczny dron zdalnie zmierzy gorączkę. Czy tak ma wyglądać „nowa normalność”? Czas się bać

Budżet rozsądny, czy „kryzysowy”? W 2021 r. spróbujemy już się bardziej nie zadłużać?

W tym roku deficyt budźetu państwa – nawet jeśli wyniesie 160-170 mld zł – pokryjemy dodatkowym długiem. Obliczyliśmy, że lekką ręką i bez poważniejszych konsekwencji polski rząd mógłby pożyczyć w tym roku 150 mld zł.

Nie wiadomo czy byłby popyt na aż tak duże emisje, ale zawsze mogą pomóc państwowe banki (kupując obligacje za pieniądze „zaparkowane” przez klientów w depozytach), albo bank centralny. NBP „wydrukował” kilkadziesiąt miliardów złotych, za które skupuje z rynku obligacje, zaś ich dotychczasowi posiadacze, głównie banki, „uwalniają” kapitał potrzebny do kupowania nowych obligacji, emitowanych przez rząd.

Na przeszkodzie w zadłużaniu się stoi 60% – procentowy próg konstytucyjny. Tyle może wynieść maksymalna relacja długu do PKB. Inne kraje nie mają takiego bezpiecznika i mogą zadłużać się w nieskończoność, np. w Niemczech w zeszłym roku dług publiczny wyniósł ponad 60%, na Węgrzech 70%, we Włoszech 130%, ale w Czechach już tylko 33%.

Na razie wydaje się, że rząd będzie w stanie „zmieścić się” w konstytucyjnym limicie 60%, skoro nawet dodatkowe „wydrukowanie” lub pożyczenie 150 mld zł nie zbliży nas do przekroczenia tego progu, a jedynie osiągnięcie 55% relacji długu do PKB. Jest tylko jeden problem – skoro wartość naszego PKB spadnie, to ta relacja błyskawicznie wzrośnie, nawet jeśli rząd przestałby się zadłużać.

Dużo poważniejszym pytaniem jest to o deficyt budżetu w 2021 r. Jakie będą wpływy podatkowe? Czy na tyle solidne, by można było spłacić część nadmiarowego długu? Zapewne nie. Ale może przynajmniej na tyle dobre, by nie ciąć wydatków socjalnych? Jest też trzecia opcja – że rząd będzie postępował w myśl zasady „hulaj dusza, piekła nie ma” i także w budżecie na 2021 r. pozwoli sobie na wysoki deficyt. Pytanie jak zareagują na to wierzyciele Polski i jak będzie wyglądała wartość złotego.

————————————-

POSŁUCHAJ: NAJNOWSZY ODCINEK PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

Kliknij baner lub wejdź w ten link, aby posłuchać

————————————-

źródło zdjęcia: YouTube/KPRM

13
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
11 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
GruchaRadekAntonovPan Krzysztofkrzysztof Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof
Gość
Krzysztof

znów te teksty o rzekomym przejedzeniu 90 miliardów:przecież gdyby nawet nie poszłyby one na socjal to i tak ich by nie było bo np zbudowano by kilkaset kilometrów dróg,jakieś stadiony itp itd…
po drugie autor płacze nad tą kasa a za chwilę pisze,że metoda walki jest dawanie ludziom kasy żeby napędzać gospodarkę…trochę brak konsekwencji

Maciej Samcik
Admin

Nie jestem pewny, czy ta kasa poszłaby na asfalt. Mogłaby ograniczyć nasz dług i zwiększyć możliwości transferów teraz, kiedy naprawdę tego potrzebujemy

krzysztof
Gość
krzysztof

Panie Macieju, serio Pan w to wierzy? ktorys dotychczasowy rzad tak zrobil? poza tym te pieniadze,ktore poszly w socjal odpowiadaja w czesci za tak duzy wzrost gospodarczy i taka a nie inna ( dobra) sytuacje finansowa kraju dzis(male bezrobocie, ktore teraz wzrosnie, ale bedzie z niskiej bazy, poziom dlugu publicznego, stosunek PKB do dlugu itp itd)
pisanie,ze te pieniadze bylyby w skarpecie i czekaly akurat na koronawirusa to w realiach politycznych Polski i nie tylko sf do kwadratu

Pan Krzysztof
Gość
Pan Krzysztof

Wzrost gospodarczy mamy nominalny i nic więcej. Co z tego wzrostu, skoro napędzono ceny nieruchomości i inflację? Jakiś czas temu gdzieś widziałem porównanie siły nabywczej w podsumowaniu 15 lat pobytu w eurokołchozie. Polaka było stać na tyle samo produktów za średnią pensję +/-5% co 15 lat temu. A od tego czasu przecież gospodarka tak urosła (nominalnie). Skoro tak się wzbogaciliśmy to czemu nie mamy ojro po 3zł. Polecam wykłady Pana dr. Dylewskiego na temat mitu wzrostu gospodarczego, to może się rozjaśni. Na dodatek ten pucołowaty pan z NBP niszczy nasze oszczędności swoją polityką i dmucha ceny nueruchomiści wmawiając ludziom, że… Czytaj więcej »

Grucha
Gość
Grucha

Przecież gdyby poszły na asfalt to w sumie też by poszły do ludzi – dla pracowników którzy asfalt wylewają, dla tych co go produkują itp.
Tylko poszłyby jako wynagodzenie za pracę, w inwestycje a nie za darmo.
Czyli byliby ludzie którtzy dzięki nim mieliby pracę, oraz drogi.
A że poszły an social to nie ma dróg ani pracy dla tych ludzi.
A praca to np. ubezpieczenie emerytalne które by zapłacili. To doświadczenie które zdobywają.

Konat
Gość
Konat

Z tym VATem to żeś Panie Samcik poleciał….
Zdaję sobie sprawę, że rząd to idioci, ale jeśli podniosą podatki wywiozą ich na taczkach. Sam się przyłączę.
Najpierw niech zabiorą plusy.

Maciej Samcik
Admin

Przecież podnoszą podatki pośrednie od pięciu lat i mają 40% poparcia 😉

Konat
Gość
Konat

Widzi Pan. Pośrednie. Jednakże dossanie się do stawek VAT godzi już bezpośrednio i nawet patologia powinna to zauważyć. Oczywiście w naszym kraju analfabetów ekonomicznych będą budować otoczkę, że to „wyzyskujący prywaciarze i zagraniczne firmy będą płacić wyższy VAT” 🙂 jednakże każdy z nas będzie się na ten VAT zrzucał.

Maciej Samcik
Admin

Jeśli będzie do wyboru podwyższyć VAT lub PIT, to w górę pójdzie VAT, jestem tego 100-procentowo pewny

Grucha
Gość
Grucha

Zlikwidować PIT. (ew również CIT).
Jeśli PIT + CIT daje 100mld a VAT 200, to podniesienie VAT do 34% zniwelowałoby ubytek z PIT i CIT.
Przed VATem nikt nie ucieknie a ile osób/firm „optymalizuje” swoje podatki?
Zostałoby to ukrócone, a cały aparat skarbowy odpowiedzialny za PIT/CIT przeznaczyć na ukrócenie wałków z VAT.
Jak by to uprościło życie podatnikom i formom jakby nie musieli rozliczac podatków….

Mag
Gość
Mag

Jeszcze 3 lata temu ponad 40 proc. Polakow uwazalo, ze nie placi podatku VAT. A 21 proc., ze w ogole nie placi podatkow. Takze o jakiej swiadomosci spolecznej mowimy…

Antonov
Gość
Antonov

A tak na marginesie. Jak ktoś ma w umowie deweloperskiej zapis, iż nabywca nieruchomości ponosi koszt zmian stawki VAT to jest to klauzula niedozwolona przez UOKiK wobec czego nie ma mocy prawnej. Można ten zapis olać. Choć w praktyce na dwoje babka wróżyła, albo zrywamy wtedy bez konsekwencji umowę i odzyskujemy pieniądze, albo po prostu ignorujemy zapis i deweloper ponosi koszt podniesienia VAT.

Mnie to prawdopodobnie czeka, ale już czyszczę lufę i przygotowuję się do potyczki z deweloperem.

Radek
Gość
Radek

Ale kiedy 21 proc naprawdę nie płaci podatków!
– wcześniejsi emeryci (nie żyją z własnych odłożonych pieniędzy ale z naszych, więc to my płacimy VAT za nich)
– urzędnicy (ich wypłata pochodzi z pieniędzy wypracowanych przez nas, więc też nie można powiedzieć, że płacą jakiekolwiek podatki)
– stale bezrobotni opierający swoje życie na socjalu. Jak ktoś nie pracuje i żyje za cudze, to jak może płacić podatek?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu