16 marca 2020

Koronawirus zarazi polskie firmy. Na śmierć. Jak ratować przedsiębiorców przed bankructwem? Może tak, jak… studentów?

Koronawirus zarazi polskie firmy. Na śmierć. Jak ratować przedsiębiorców przed bankructwem? Może tak, jak… studentów?

Już nie ma wątpliwości, że „zamrożenie” działania kraju, które potrwa co najmniej dwa tygodnie – a możliwe, że jeszcze dłużej – wywoła katastrofalne skutki dla gospodarki. Stoi transport, turystyka, usługi, część handlu. Nie działają szkoły, zamknięte są granice. Jak uratować kraj przed recesją? Mam jeden, prosty pomysł

Walka z koronawirusem jest w Polsce prowadzona metodami drastycznymi. Inaczej, niż w Wielkiej Brytanii, gdzie pogodzono się z myślą, iż zaraza przejdzie przez większość społeczeństwa (plan izolacji może dotyczyć tylko najstarszych obywateli) i tylko mają nadzieję, że przejdzie bezboleśnie. U nas gra toczy się o to, by jak najmniej osób się zaraziło.

Zobacz również:

Czytaj więcej: Rząd zamknął Polskę. Przed koronawirusem. Najbliższe dwa tygodnie pokażą, czy ten manewr się uda. Policzyłem nasze „szable” i siły wroga

Restauracje i nie tylko, czyli kto zbankrutuje wskutek walki z koronawirusem?

To strategia bezpieczniejsza dla ludzi, ale wywołująca dramatyczne skutki uboczne. Tysiące firm zostaną pozbawione przychodów, zaś miliony ludzi – wynagrodzeń. Relatywnie bezpieczni są tylko ci, którzy mają etat w dużej firmie. Pracownicy i współpracownicy mniejszych firm mogą paść ofiarą zwolnień wynikających ze spadku zamówień na ich produkty lub usługi. A same firmy mogą po prostu zbankrutować.

Jaka może być skala katastrofy – jeszcze trudno powiedzieć. Próbowałem to ostatnio oszacować i wyszło mi co najmniej kilkadziesiąt miliardów złotych. A przecież jest jeszcze cały efekt domina: ludzie bez pracy nie chodzą do sklepów na zakupy i tym pasem transmisyjnym spadek koniunktury przenosi się na kolejne branże.

Jak nie dopuścić do dramatu? Uważam, że rząd powinien – i to jak najszybciej – zagwarantować przedsiębiorcom podtrzymanie płynności finansowej na czas obniżonych możliwości uzyskiwania przychodów. I to akurat jest oczywista oczywistość, jak powiedziałby klasyk. Ale jakich instrumentów rządzący powinni użyć?

———————

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

———————

Pomysłów jest mnóstwo: obniżenie, odroczenie lub rozłożenie na raty podatków, rabaty w podatku VAT, gwarancje Banku Gospodarstwa Krajowego (żeby przedsiębiorca mógł łatwiej dostać kredyt w banku), obniżenie składek na ZUS lub innych obciążeń parapodatkowych, odroczenie spłaty rat kredytów i leasingu…

To wszystko fajne, ale im więcej drobnych instrumentów będzie w grze, tym więcej zamieszania i tym mniej klarowny będzie system wsparcia. Uważam, że rząd – we współpracy z bankami komercyjnymi i ewentualnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, czy Polskim Funduszem Rozwoju (mógłby pomóc zorganizować na rynku finansowanie) – powinien stworzyć prosty instrument, którzy byłby konstrukcyjnie podobny do znanych w Polsce… kredytów studenckich.

Czytaj też: Polacy ogołocili sklepy z żywności. Czy naprawdę mogłoby jej zabraknąć w czasie „narodowej kwarantanny”? 

Czytaj też: Lekarz, urząd, poczta, zakupy… Jak żyć w czasie kwarantanny? Sprawdzamy co da się załatwić bez ruszania tyłka z fotela

Wsparcie dla firm jak… kredyt studencki?

Znacie te kredyty – przez kilka semestrów student dostaje określoną kwotę, za którą finansuje wydatki (zakup książek, czynsz za mieszkanie lub opłaty za akademik, czesne), potem ma kilka lat, by zorganizować sobie życie po studiach i dopiero wtedy zaczyna spłacać raty. Są one obłożone minimalnymi odsetkami (rzędu 2% rocznie), co sprawia, że jest to najtańsza forma współfinansowania studiów.

Na miejscu rządzących zastosowałbym jak najszybciej ten właśnie mechanizm do wspierania firm cierpiących z powodu „zamrożenia” biznesu wskutek walki z koronawirusem. Z tą tylko różnicą, że punktem odniesienia dla wysokości wsparcia mogłyby być średniomiesięczne przychody z ostatniego półrocza (wsparcie wynosiłoby np. 75% tej kwoty), albo stałe koszty (to jednak wskaźnik dość uznaniowy), a okres przekazywania wsparcia byłby uzależniony od momentu, w którym realne przychody firmy wrócą np. do 75% wartości sprzed „zamrożenia”.

Tego rodzaju instrument miałby kojący wpływ na przedsiębiorców, którzy dziś nierzadko wpadają w panikę i nie wiedzą: ogłaszać upadłość, likwidować działalność, zwalniać ludzi?

Mając możliwość zaciągnięcia bardzo taniego lub wręcz bezpłatnego kredytu – który pozwoliłby utrzymać możliwość opłacania rachunków mimo „zamrożenia” biznesu – a jednocześnie karencję w spłacie rat (czyli szansę na odbudowanie przychodów zanim nadejdzie czas spłaty) – przedsiębiorcy mogliby próbować utrzymać się na powierzchni i przeczekać. Byłaby kasa na płacenie czynszów, opłacanie pracowników, raty kredytów i leasingu oraz na regulowanie innych stałych rachunków.

Można byłoby dołożyć mechanizm częściowego umorzenia rat tego pomocowego kredytu w sytuacji, gdyby firma po upływie karencji – np. dwóch lat – zrealizowała jakieś dodatkowe warunki. Mogłyby być np. związane z zatrudnieniem większej liczby pracowników, ale to tylko luźny pomysł – może ktoś ma lepsze. Można by też uzależnić umorzenie części kredytu od momentu, w którym firma byłaby w stanie zacząć spłacać raty (np. jeśli zaczynasz zwracać raty już po roku, a nie po dwóch, to oddajesz o 30-50% mniej). Chodzi o to, żeby przedsiębiorcom opłacało się powalczyć o jak najszybsze stanięcie na nogi.

Czytaj też: Koronawirus już tu jest. Czy jesteśmy gotowi do walki z epidemią? Ta tabelka wiele mówi…

—————————–

POSŁUCHAJ NAJNOWSZEGO PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”

—————————–

Jeden przelew zamiast mnóstwa drobnych ulg

Uważam, że te częściowo bezzwrotne pożyczki „a la kredyt studencki” powinny być najważniejszym i odseparowanym od całego mechanizmu gospodarczego sposobem wspierania przedsiębiorstw w kryzysie koronawirusowym. Chodzi o to, by to było klarowne, proste i nie mieszało się np. z „normalnymi” kredytami, z podatkami i ze składkami na ZUS. Chodzi I o to, by firma uzyskała wsparcie na regulowanie wszystkich rachunków i wypłaty pensji – to byłby jeden antykryzysowy przelew, dzięki któremu wszystko mogłoby być „jak zwykle”.

Moim zdaniem to lepszy pomysł, niż wprowadzenie wielu drobnych ulg w różnych podatkach i składkach oraz jakichś ekstra rozwiązań dotyczących np. „odkręcania” split paymentu, czy wydłużania terminów spłaty dotychczas udzielonych kredytów. Potrzebujemy rozwiązań błyskawicznych i klarownych, by przedsiębiorcy mogli względnie spokojnie przeczekać trudny okres, nie zwijając interesu. A potem żeby mieli czas na odbudowanie przychodów, zanim zaczną zwracać kredyt (być może z jego częściowym umorzeniem).

Co o tym myślicie? Chętnie podyskutuję. Może macie swoje pomysły na ratowanie firm przed bankructwem, ludzi przed spadkiem dochodów, zaś gospodarki przed recesją?

Czytaj też: Koronawirus nikogo nie cieszy. Umierają ludzie, tracą firmy, schudną nasze portfele. Ale, wstyd powiedzieć, będą też… pozytywne skutki. Jakie?

Czytaj też: Mimo wszystko myślisz o wakacjach? Hotel rezerwujesz na własną rękę? Ta opcja ci się przyda. Na wypadek koronawirusa i nie tylko…

—————————-

Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

—————————-

zdjęcie tytułowe: drajt/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
41 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Kamil
6 lat temu

Mój komentarz jest kombinowany, tzn. odnosi się zbiorczo do kilku ostatnich tekstów: 1. odnośnie zmniejszenia emisji CO2 — niestety spadek emisji CO2 w obliczu pandemii świadczy nie tylko o tym, że ograniczenie aktywności gospodarczej to jedyna skuteczna metoda ograniczenia emisji na dużą skalę. Czy to źle? Gdyby ją wymusić ograniczeniem bezsensownej konsumpcji? Epidemia dodatkowo spowoduje zahamowanie wszystkich programów odejścia od węgla i inwestycji w zieloną energię — Jak to było? Europa neutralna klimatycznie 2040, czy 2050? Można zapomnieć. 2. Ten kryzys jest okazją do usprawnienia państwa — przeniesienia wszystkich procedur online, ograniczenia papierologii itp. Obyśmy z tego skorzystali — widać,… Czytaj więcej »

Marcin
6 lat temu
Reply to  Kamil

Ad. 3
To jest okazja, żeby podnosić podatki. Z każdym kryzysem pojawia się banda przedsiębiorców krzyczących do rządu „Daj”, tych samych, którzy w czasach dobrobytu opowiadają jak to przedsiębiorcy muszą mieć jeszcze niższe podatki, bo to oni ponoszą całe ryzyko prowadzenia biznesu. A jak widać te ich deklaracje są nic nie warte.

6 lat temu
Reply to  Marcin

czemu używa Pan słowa „banda”… trochę frustracja z Pana przelewa się? Uprościł Pan to do piaskownicy. Mój kolega powiedziała tak… wciąż ci mówią inwestuj – to się rozwiniesz… zainwestował w hotel…. CORONAGOŚĆ był pierwszym… on nie ma szans na obronę. Prowadzi Pan biznes, czy jest na pensji? Proszę o szacunek w dyskusji.

Radek
6 lat temu
Reply to  Kamil

a takie pytania dodatkowe: która konsumpcja jest bezsensowna? i kto będzie o tym decydował?

Jeśli konsumpcja generuje wzrost gosopdarczy (wzrost zatrudnienia, wzrost pensji, podniesienie poziomu i jakości życia, wzrost wpływów podatkowych i dzięki temu większe nakłady na infrastrukturę i służbę zdrowia itd.), to dlaczego jest bezsensowna?

6 lat temu
Reply to  Radek

@Radek: kto będzie o tym decydował? Sami zainteresowani. Już zresztą decydują – wstrzymując się od kupna nowego sprzętu, odwołując rezerwacje w hotelach…

Wzrost gospodarczy napędza zmniejszanie zatrudnienia, nie zwiększanie, to samo z pensjami. Gdyby było tak, jak mówisz, recepta na dogonienie takiego np. Singapuru byłaby bajecznie prosta: zakazać komputerów i wrócić do operacji ręcznych. Wzrosłoby zarówno zatrudnienie, jak i (ze względu na zwiększony popyt) pensje.

Lektura uzupełniająca: https://pl.wikipedia.org/wiki/Metafora_zbitej_szyby

Radek
6 lat temu
Reply to  torero

@torero Kamil napisał „Gdyby ją wymusić” – to jest przeciwieństwo tego o czym piszesz, czyli o podejmowaniu decyzji przez klientów. Jeśli ktoś wymusza coś na Tobie, Ty nie podejmujesz decyzji. Co do drugiej części wypowiedzi to nie zgadzam się absolutnie. W miejscach, w których mieszkałem działało to tak: – ludzie miają pieniądze i chcą wydawać – ktoś otwiera restauracje/kino/sklep – ludzie wydają tam pieniądze – ktoś otwiera drugą restaurację zatrudniając kolejnych ludzi (nigdy otworzenie drugiego punktu nie zmniejszało miejsc pracy w regionie) – zatrudnieni wydają pieniędze więc powstają kolejne usługi i kolejne miejsca pracy Może w Twojej okolicy razem ze… Czytaj więcej »

6 lat temu
Reply to  Radek

Zatrudnienie i pensje tnie się nie dzięki wzrostowi klientów, lecz dzięki wzrostowi wydajności. Na tym zasadniczo polega postęp. Swoim przykładem przepięknie strzeliłeś sobie w kolano. Cały ten fajny mechanizm, który opisałeś, możliwy jest właśnie dlatego, że zatrudnienie – i koszty – są coraz niższe. Gdyby biznesmen miał wyższe ceny, wynikające z wyższych płac czy większego zatrudnienia ludzie nie mieliby pieniędzy, żeby odwiedzać jego kolejne przybytki, a może nie starczyłoby im nawet na jego pierwszy. I odwrotnie – im niższe ceny zaproponuje (marketingowe strategie cenowe to zupełnie inna historia, piszę o cenie jako pochodnej kosztów), tym szybciej będzie rozwijał się jego… Czytaj więcej »

Radek
6 lat temu
Reply to  torero

te POSy same się nie zaprojektują, nie przywiozą, nie zamontują, nie będą aktualizować itd. Jeśli będzie na nie więcej klientów, to firma, która to tworzy będzie potrzebować więcej ludzi do obsluzenia zamówień.

6 lat temu
Reply to  Radek

Ale nie rozważamy układu całej gospodarki, tylko Twojego biznesmena. Albo tak, albo tak. Dla całego układu pozostaje prawidłowy mój wcześniejszy przykład – czy po wyrzuceniu całej elektroniki z gospodarki, wskutek wzrostu płac i zatrudnienia wzrośnie ogólny dobrobyt?