5 kwietnia 2020

Tarcza Antykryzysowa jest trochę samopomocowa. Blokada pieniędzy turystów, drogie bilety do domu, płatne odroczenie rat kredytów…

Tarcza Antykryzysowa jest trochę samopomocowa. Blokada pieniędzy turystów, drogie bilety do domu, płatne odroczenie rat kredytów…

Kołdra, którą rząd chce przykryć skutki kryzysu wywołanego koronawirusem, okazuje się być krótka i cienka. Jest też trochę… „samopomocowa”. Część kosztów ratowania biznesu rząd poszuka w… kieszeniach konsumentów lub innych przedsiębiorców. Zawsze to łatwiej ratować gospodarkę nie swoimi pieniędzmi, a potem chwalić się tarczą

Lekarze walczą z epidemią koronawirusa, ale równolegle rządy walczą ze skutkami gospodarczymi ogólnoświatowej kwarantanny. Nie ma obecnie ważniejszej sprawy niż szybkie i płynne wdrożenie pakietu działań antykryzysowych, które nie tylko zniechęciłyby przedsiębiorców do zwalniania pracowników, ale dały im realną pomoc, pieniądze na zapłacenie przynajmniej części rachunków w najtrudniejszych miesiącach.

Zobacz również:

Przeanalizowaliśmy działania polskiego rządu i z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć: władze ten egzamin zdają raczej słabo. Tarcza jest mała, o czym świadczą nie tylko wypowiedzi konkretnych przedsiębiorców, ale też porównania do krajów znacznie mniejszych, chociażby Czech. Z kwoty 212 mld zł łącznej wartości Tarczy Antykryzysowej „żywej gotówki” jest góra 10-15%.

Jest jeszcze jedna sprawa. Rząd sprytnie kombinuje i wymyślił w ramach Tarczy Antykryzysowej kilka działań, które są finansowane… pieniędzmi różnych grup przedsiębiorców, a także konsumentów.

Czytaj też: Rynek hotelowy i turystyczny zamarł. A właściciele pokojów w condohotelach pytają: „Co z moim gwarantowanym zyskiem 8% rocznie?” No właśnie, co?

Przeczytaj też: Tarcza Antykryzysowa jest dziurawa jak sito. Ile pieniędzy rząd może dorzucić, żeby ją załatać? Senat podpowiada, premier rozbraja

Branża turystyczna ratowana pieniędzmi jej własnych klientów

Polska branża turystyczna należy do najbardziej dotkniętych kryzysem. Zatrudnia około 700.000 osób i generuje 7% polskiego PKB. Niektórzy nawet twierdzą, że jedno miejsce w turystyce (czy szerzej, w branży turystyczno-eventowo-konferencyjnej) tworzy dziesięć miejsc pracy w innych branżach.

Rząd wstrzymał działania hoteli (z wyjątkiem pilnych delegacji), zakazał najmu krótkoterminowego, a trasy dojazdowe do kurortów patroluje policja, która wyłapuje turystów i wlepia mandaty za oddalenie się od domu. Zapaści doznały biura podróży, który wysyłały Polaków na wakacje w najodleglejsze zakątki świata. Dziś trudno w to uwierzyć, ale jeszcze pod koniec lutego wylatywały z Polski pełne samoloty chociażby na Teneryfę. Dziś sprzedaż wycieczek praktycznie nie istnieje, biura w galeriach handlowych są zamknięte, a w internecie sprzedaż zamarła, czego smutnym symbolem jest zwolnienie kilkudziesięciu osób z redakcji portalu Wakacje.pl.

Branża, co zrozumiałe, apeluje o pomoc dla rządu i rząd… ją daje. Tyle tylko, że nie swoimi pieniędzmi. Finalnie rachunek do uregulowania dostaną konsumenci. Tarcza antykryzysowa wydłużyła bowiem termin zwrotu wpłat pieniędzy przez klientów biur podróży do 180 dni licząc od dnia wypowiedzenia umowy. Chodzi zarówno o zaliczki, jak i wpłaty stuprocentowe. Wcześniej firmy miały firmy miały na zwrot pieniędzy z tytułu odwołania przez siebie wycieczki 14 dni.

Do tego niby prostego na pozór przepisu są aż uwagi. Przede wszystkim: firma może nam oddać pieniądze „w naturze”, czyli voucherze do wykorzystania w późniejszym terminie. Ustawa przewiduje, że bony mogą być ważne nawet rok od dnia, w którym miała się odbyć impreza odwołana w związku z przeciwdziałaniem COVID-19.

Vouchery to w dobie epidemii popularna forma dobrowolnego „ratowania” różnych biznesów: możemy kupić i opłacić z góry wejściówkę do kina, albo usługę strzyżenia włosów, którą zrealizujemy po ustaniu epidemii. W turystyce też są takie akcje: może słyszeliście o inicjatywie hotelarzy „nie odwołuj, przekładaj” – chodzi o to żeby nie pozbawić firm tej reszty gotówki, która u nich leży na kontach.

W przypadku branży turystycznej ten mechanizm został zastosowany obligatoryjnie, pod przymusem, a klienci biur podróży muszą sfinansować sobie sami owe vouchery. Co ciekawe, wydłużony termin zwrotu obowiązuje jedynie w czasie trwania pandemii. Potem wrócą stare przepisy, czyli zwrot kasy będzie w gotówce i w ciągu 14 dni, a nie za pół roku.

Czy firmy turystyczne przetrwają pomimo łatwiejszych dla siebie warunków odwoływania imprez i możliwości chomikowania pieniędzy klientów? Czy vouchery będą kiedykolwiek wykorzystane? Któż to wie? Tymczasem pieniądze klientów – być może niektórzy z nich właśnie stracili pracę i potrzebują gotówki, jak kania dżdżu, być może grozi im konieczność zadłużenia się w firmie chwilówkowej – pozostaną zamrożone. Rząd może odfajkować pomoc dla ważnej branży gospodarki. A że pomaga nie budżetowymi pieniędzmi – to inna sprawa.

Czytaj też: Setki tysięcy Polaków mogą nie dostać w tym miesiącu wynagrodzenia. Kto jest najbardziej zagrożony? Oto lista grozy. I kwoty strat

Co robią w tej sytuacji biura podróży? Nie mają już wiele do stracenia. Z sygnałów, które od Was dostajemy wynika, że nawet przed przegłosowaniem tarczy antykryzysowej przestały oddawać pieniądze w terminie. Trochę się nie dziwię. Touroperatorzy nie zwracają pieniędzy, ale proponują przełożenie wycieczki, zakładając, skądinąd słusznie, że klienci i tak nie pójdą do sądu (bo sądy zamknięte).

Rząd zakłada pewnie, że skoro ktoś miał nadwyżki finansowe, które pozwoliły mu kupić wycieczkę, to nic się nie stanie, jeśli firma „zamrozi” te pieniądze przez kilka miesięcy, zgodnie z filozofią. Ten mechanizm pomocy jest dla rządu niekosztowny, ale nie gwarantuje, że najsłabsze biura podróży nie stracą płynności finansowej.

#LotDoDomu, czyli czy wszyscy płacą tyle samo?

Ruch lotniczy spadł w marcu o 80%, utrzymywane są tylko niektóre połączenia, czartery turystyczne praktycznie umarły. Branża lotnicza zwalnia stewardessy, pilotów i obsługę naziemną, a straty mogą być liczone w dziesiątkach miliardów dolarów. Gdy wszystko sypie się w gruzy, jest jednak linia, która wykonuje całkiem sporo, jak na obecne czasy połączeń. To nasz narodowy przewoźnik LOT, który w ramach akcji #LotDoDomu zwozi Polaków z najdalszych zakątków świata. W sumie do macierzy wróciło już kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków.

Chwała LOT-owi, że podjął się takiej operacji. Trudno jednak nie zauważyć, że nie jest to ewakuacja darmowa, a ratunek ma swoją cenę: 400–800 zł w granicach Europy i 1600–2400 zł za przelot dalekiego zasięgu. Jak policzyliśmy, to może być mniej więcej połowa kosztów, drugie tyle dokłada rząd, a zdaniem ekspertów lotniczych, LOT prawdopodobnie i tak nic na tym nie zarabia. Ale też nie traci, gdy inne firmy mogą tylko obserwować obłożone rejsy.

Problem w tym, że akcja była modyfikowana: najpierw mogli z niej korzystać wyłącznie Polacy, a potem gdy media zwróciły uwagę, na to, że loty poza Unię Europejską może sfinansować Bruksela, zmodyfikowano zasady boardingu i dopuszczono cudzoziemców. Jeden z naszych czytelników „zgadał” się z wracającym do kraju Niemcem, a z tej rozmowy wyszły niezłe kwiatki.

„Niemieccy współpasażerowie, z którymi wracaliśmy #LotemDoDomu z Azji twierdzili, że za lot nic nie płacą. My płaciliśmy ryczałtową stawkę. Dlaczego my płacimy, a oni nie?”

– zapytał jeden z naszych czytelników. Dobre pytanie. Zapytaliśmy więc LOT, czy to rzeczywiście tak wygląda. Oto, jaką odpowiedź dostaliśmy:

„Podróż obywateli innych państw jest realizowana wyłącznie we współpracy z Ambasadami i w ramach wolnych na pokładzie miejsc. Rządowe dopłaty nie obowiązują obywateli innych krajów. Ambasady innych państw mogą zwrócić się do LOT-u o pomoc dla swoich obywateli, pod warunkiem, że pasażerowie opłacą swoje bilety lotnicze i będą mieli zapewniony transfer z Warszawy do swojego kraju”

Czyli albo jednak nasz rodak nie do końca porozumiał się z niemieckim współpasażerem, albo ten drugi miał w jakiś sposób opłacony lot przez „czynniki dyplomatyczne”. Pozostaje kwestia płatności polskich pasażerów za bilety, które mogłyby być finansowe ze środków unijnych.

Przeczytaj też: Tarcza Antykryzysowa jest dziurawa jak sito. Ile pieniędzy rząd może dorzucić, żeby ją załatać? Senat podpowiada, premier rozbraja

Banki pomagają jak umieją, czyli za przesunięcie rat sam sobie zapłacisz

Prezydent Andrzej Duda po kampanijnym sukcesie ustawy frankowej sprzed pięciu lat (z której ostatecznie nic nie wyszło) wystąpił z propozycją ustawowych wakacji kredytowych dla przygniecionych ratami obywateli. Banki wykonały jednak manewr oskrzydlający i same ogłosiły, że takowych wakacji udzielą.

Tyle, że przeważnie zrobią to na komercyjnych warunkach i de facto o żadnej altruistycznej pomocy mowy być nie może.  Jak napisał Maciek Bednarek, choć za samo uruchomienie wakacji kredytowych nie płacimy, to konstrukcja odroczenia spłaty powoduje, że sumarycznie będziemy musieli oddać bankom więcej pieniędzy.

Ani prezydent, ani rząd nie poszli za ciosem i nie przycisnęli bankowców, by ci zaproponowali coś więcej, niż tylko swoją normalną, komercyjną ofertę wakacji kredytowych. Wygląda więc na to, że za przesunięcie rat też zapłacimy sobie sami. Ale hałasu o tym, jak to rząd i prezydent „załatwili pomoc banków” było co niemiara.

Przeczytaj więcej na ten temat: Na jak długie wakacje kredytowe mogą liczyć kredytobiorcy? Które banki grają fair, a które nie? Sprawdzam antykryzysową ofertę banków

I jeszcze: Dlaczego nie wszystkie banki zaoferowały wakacje kredytowe? I komu tak naprawdę te wakacje się opłacają? 

Czytaj też: Jak żyć bez pracy i z kredytem hipotecznym? Oferowane przez banki wakacje kredytowe są za drogie? Jest lepsze rozwiązanie! Ale banki się nim nie chwalą

Galeria handlowe pokryją straty sklepów?

W szczególnej sytuacji są wielkie galerie handlowe, które w ostatnich kilkunastu latach rosły jak grzyby po deszczu, pozwalając rozwinąć skrzydła wielu polskim markom (LPP, CCC, Kazar, 4F). Ale z drugiej strony wykosiły praktycznie handel z handlowych ulic. Pod tym względem Polska jest wyjątkiem na mapie Europy.

Detaliści wynajmujący powierzchnię w galeriach z dnia na dzień stracili źródło przychodu, a przecież dają zatrudnienie dziesiątkom tysięcy ludzi (samo CCC to 10.000 pracowników). Ważne źródło ich kosztów to czynsze: CCC wydaje na nie 17o mln zł rocznie, a LPP –  360 mln zł rocznie. Sklepy są zamknięte, a sprzedaż przez internet stanowi ok. 10-15% całości, więc silnik internetowy nie utrzyma całego biznesu. W dodatku o kilkadziesiąt groszy umocniło się euro, a to zwykle w tej walucie rozliczane są czynsze, co jeszcze bardziej bije po kieszeni najemców.

Na drugiej szali są właściciele galerii handlowych, czyli przeważnie fundusze inwestujące w nieruchomości komercyjne. Rząd stwierdził, że pomoże sklepom za pieniądze właścicieli galerii. Tarcza Antykryzysowa „wygasiła” na czas ustawowego zamknięcia sklepów umowy najmu w obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży powyżej 2.000 m kw.

Zwolnienie z czynszów ma mieć charakter bezzwrotny i dotyczyć pełnej wysokości czynszu najmu i opłat eksploatacyjnych, a gdy epidemia się skończy – strony podpiszą nowe, zaktualizowane umowy. Galerie same są sobie trochę winne:  sprzedawcy skarżyli się, że ich prośby o obniżki czynszów w galeriach trafiały w próżnię.

Właściciele galerii to nie biedaki, ale trzeba pamiętać, że budowa galerii handlowych została sfinansowane z gigantycznych kredytów, których udzieliły banki. Teraz to galerie handlowe zostały pozbawione sporej części przychodów, za to zostały z ratami kredytów. W ich przypadku obowiązuje te same zasady, co dla wszystkich, czyli możliwość ubiegania się o udzielenie poręczeń i gwarancji spłaty kredytów przez BGK.

Państwo nie ma własnych pieniędzy, a tylko te, które zabiera nam z podatków (lub te, które drukuje bank centralny), więc być może to, w jaki sposób będzie finansowana  Tarcza Antykryzysowa ma znaczenie drugorzędne. Ale jednak niektóre pomysły rządu na przymusową „samopomoc” mogą być denerwujące.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
11 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Pibloq
7 miesięcy temu

Tylko czekam kiedy rząd wprowadzi uelastycznienie kodeksu pracy, a wraz z nim da możliwość np. przymusowych obnizek pensji. Więc znów wszyscy pracujący zapłacą swoimi pieniędzmi za ratowanie firm w czasach kryzysu. Żeby była jasność, nie twierdzę, że to źle, czasy są wyjątkowe, wszyscy powinnismy zacisnąć pasa. Ale nie dość, że ciężko pracując finansowałem przez ostatnie lata ten socjal spod znaku „+” , to teraz sam sfinansuje tarczę antykryzysową. A korupcja polityczna trwa w najlepsze, wyniki wyborów były sfinansowane kolejną porcją korupcyjnych przelewów (13-ta emerytura), a to taki zonk, jakiś wirus z Chin… Tego żaden strateg z Nowogrodzkiej nie przewidział

anonymous
7 miesięcy temu
Reply to  Pibloq

Ten wirus spadł pislamistom jak manna z nieba. Nie dość że nie muszą się kryć z prześladowaniem ludzi bo wszystkie media i tak będą im bić brawo to teraz nie muszą się męczyć się z fałszowaniem wyników wyborów i poparcia bo przecież nikt nie będzie patrzał im na ręce.

Don Q.
7 miesięcy temu
Reply to  anonymous

No i jeszcze mogą twierdzić, że to wcale nie ich polityka gospodarcza i rozdawnictwo doprowadziły do ruiny gospodarki; to wszystko wina koronawirusa…

anonymous
7 miesięcy temu

Dlaczego autor artykułu chwali politycznego przewoźnika za to że za nasze pieniądze sprowadza na nas wielokrotne zagrożenie?

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  anonymous

W imieniu autora: zapewne dlatego, że polityczny przewoźnik wykazał dbałość i troskę (może i motywowaną komercyjnie) o obywateli kraju 😉

Kot
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jednocześnie Niemiec pewnie miał racje. Ponieważ, my jako jedni z nielicznych, długi czas nie korzystaliśmy z możliwości finansowania powrotów obywateli UE, za kasę UE. Która to finansuje 75% kosztów powrotu, reszte musi sfinasowac państwo, a dla obywatela jest to darmowy powrót na teren UE. Dopiero po awanturze medialnej, kłamstwach i manipulacjach urzednikow i lotu po cichu przystapilismy do tego programu. Tak samo jak chyba wczoraj KE oglosiła, ze akceptuje Polski program wydatkowania, srodkow ktore nam komisja zwrocila, bo ich nie wydalismy. Oczywiscie, rzad nadal lze gdzie tylko moze, ze KE i UE nic nie robia dla swoich czlonkow, i tak… Czytaj więcej »

agag221
7 miesięcy temu

Prawda jest taka, że niestety wszystkie branże oberwą. Bo większość firm współpracuje w mniejszym bądź większym stopniu, jak jedni nie zarabiają, to ci drudzy też z automatu tracą….

Ludwik
7 miesięcy temu

Pis totalnie zawalił sprawę z pomocą dla firm. Najpierw zamknęli wiele branż, innym ograniczyli możliwość pracy, ale pomóc jakoś nie chca jak firmy na zachodzie. Ludzie, nie dziwcie się, że będą zwolnienia, bo prowadzenie już średniego zakładu dużo kosztuje. I można wziąć kredyty, ale jak firma wpadnie w dług kredytów, a teraz gospodarka będzie powoli się podnosić, to i tak upadnie, tyle, że cit dłużej, a właściciel zostanie z długami.

obatel
7 miesięcy temu

A do scenariusza cypryjskiego zostały nam tygodnie, czy raczej miesiące? 😉

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  obatel

Dopóki można drukować pieniądze oraz pożyczać za granicą, to nie ma potrzeby robić tu Cypru

andy
6 miesięcy temu

Fajny Robin Hood na tej ilustracji. Tylko że pierwowzór blaszaka spod zamku w Nottingham łupił jako par excellence rabuś.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu