Utrapienia polskiego pracownika. Mało zarabia, bo inkasuje tylko połowę tego, co wypracuje. A potem rząd zabiera mu 30% z wypłaty. To zło?

Jakie hasła powinny się znaleźć na transparentach w pochodzie pierwszomajowym A.D. 2019? Oczywiście poza tak oczywistymi jak „Program Partii programem Narodu” (z dopiskiem o którą partię chodzi). Są trzy problemy, które sprawiają, że nie jesteśmy w robocie zbyt szczęśliwi. I dziś czas je głośno wykrzyczeć

Świat się zmienia, zmienia się też na lepsze rynek pracy: pensje rosną, bezrobocia prawie nie ma, pracodawcy nabierają ogłady. Ciągle jest jednak mnóstwo rzeczy do zrobienia, byśmy mogli powiedzieć, że w pracy jest nam dobrze, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo.  Trzy najbardziej palące kwestie można sprowadzić do hasła: „za mało”.

Czytaj też: Ile płacą ci za godzinę pracy? A ile płaca w innych krajach? Sprawdź czy nie powinieneś zażądać podwyżki

Czytaj też: Ile kanapek musisz sobie zrobić, żeby pieniądze na wkład własny do mieszkania… zebrały ci się same? Avocado Index daje do myślenia

Problem 1: jesteśmy w pracy tani i bierzemy małą „działkę”

Jeszcze nigdy w Polsce nie pracowało tak wiele osób – prawie 17 mln wg metodologii BAEL. I jeszcze nigdy średnia płaca nie była tak wysoka – 4949 zł brutto w dużych firmach (mediana wynosi już jednak tylko 3510,67 zł brutto, czyli ok. 2600 na rękę). Ale te liczby, rzucone bez kontekstu, nie mówią nic. Warto sprawdzić jak one się zmieniają w czasie i jak wypadamy na tle Europy.

Według jeszcze ciepłego, opublikowanego 12 kwietnia raportu Eurostatu polskie płace są na szarym końcu europejskich zarobków. Najtańszymi pracownikami w Europie są Bułgarzy, godzina pracy statystycznego mieszkańca Sofii, czy Złotych Piasków jest warta 5,4 euro.

  • Potem są Rumuni – 6,9 euro,
  • Litwini – 9 euro,
  • Węgrzy – 9,2 euro,
  • Łotysze – 9,3 euro,
  • Polacy – 10,1 euro.

Jesteśmy na szóstym miejscu od końca pod względem zarobków przeliczanych na godzinę. W statystyce uwzględniono  przedsiębiorstwa z wszystkich gałęzi gospodarki poza rolnictwem i administracją publiczną), zatrudniających minimum dziesięciu pracowników – czyli metodologia zbliżona jest do obliczenia średniego wynagrodzenia ZUS. Na przeciwległym biegunie są Duńczycy (43,5 euro za godzinę pracy), Belgowie (39,7 euro) czy Szwedzi (36,6 euro).

Dla Europy jesteśmy (a może byliśmy?) wielkim dostawcą taniej, pracowitej i dobrze wykwalifikowanej siły roboczej. Rząd zdaję sobie z tego sprawę, stąd różne pomysły żeby uciec z pułapki tzw. średniego wzrostu, czyli bycia po wsze czasy gospodarczym średniakiem, „montownią” zagranicznych korporacji. Jeśli nie wydobędziemy się z tego zaklętego kręgu i nie zwiększymy wydajności pracy (czyli nie będziemy wytwarzać bardziej zaawansowanych i wyżej wycenianych produktów), to nie mamy szans na zachodnie zarobki.

Premier obiecuje, że jego celem będzie zrównanie zarobków polskich i europejskich. Niestety, z wszelkich dostępnych danych, w tym takich, które opisywaliśmy na naszych łamach wynika, nie nastąpi to prędko. W listopadzie zeszłego roku pisaliśmy – na podstawie szacunków firmy Thornton – że w Polsce będziemy zarabiać tyle, co w Niemczech za… 59 lat

Dane Eurostatu mówią też jaki procent PKB w danym kraju (czyli sumy wszystkich wytwarzanych przez obywateli produktów i usług) stanowią wypłacane w nim pensje. W 2o17 r. (nowszych danych nie ma) nasz kraj zamykał europejską stawkę z wynikiem 48% udziału pensji w PKB. Gorzej jest tylko na Węgrzech (47,8 %), Malcie (47,2%), w Irlandii (35,3 %) i na Słowacji (45,7 %). Średnia unijna wynosi 55%. To oznacza, że stosunkowo duża część dochodów trafia w Polsce do pracodawców i inwestorów, a mniejsza – do pracowników.

Jakby złych – przynajmniej dla pracowników – wiadomości było mało, to w przed dzień święta pracy firma PwC opublikowała dane, z których wynika, że Polacy na tle pracowników z innych krajów zarabiają coraz mniej, bo… pensje w coraz większym stopniu zżerają podatki.

W 2018 r. Polska spadła o dwa miejsca (z 15. na 17.) w porównaniu z 2017 r. w rankingu najniższych łącznych obciążeń PIT i ZUS w krajach UE. Przeciętny singiel w Polsce dostaje do ręki tylko 71% wynagrodzenia brutto. Lepiej ma pracownik-żonkoś. Z rodziną można wyjść dobrze nie tylko na zdjęciu, ale też na podatkach:  przeciętna polska rodzina dostaje do ręki 76% wynagrodzenia brutto, czyli o 5 pkt. proc. więcej niż singiel.  

Problem 2: jest nas w pracy za mało 

Tylko od stycznia do czerwca ubiegłego roku firmy zatrudniające co najmniej jedną osobę stworzyły 426.000 nowych miejsc pracy. To najlepszy wynik w historii. Pracy przybywa w takim tempie, że wyczerpują nam się zasoby kadrowe. Z badania agencji pośrednictwa pracy Manpower Group wynika, że co druga firma ma trudności ze znalezieniem pracowników: brakuje osób do pracy w przemyśle, budownictwie i w handlu.

Jak tak dalej pójdzie, brak siły roboczej stanie na drodze naszemu wzrostowi gospodarczemu. Katarzyna Niemyjska ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców powiedziała podczas listopadowej debaty w PAP, że aby do 2050 r. Polska utrzymała obecną skalę wzrostu gospodarczego powinna przyjąć 5 mln emigrantów zarobkowych.

Upłynie jeszcze trochę czasu, nim automatyzacja pracy wyprze z rynku kolejne zawody: autonomiczne pojazdy zastąpią taksówkarzy i kierowców Ubera, którzy teraz toczą ze sobą boje, boty i asystenci głosowi wyprą dziesiątki tysięcy pracowników call-center i wsparcia technicznego, ubędzie pracowników sprzedaży, księgowych, kadrowych, a także rzeczoznawców ubezpieczeniowych i likwidatorów szkód, których zastąpią aplikacje. To z resztą już się dzieje. Ale najbardziej pożądany w robocie wciąż jest nie robot, tylko człowiek.

Czytaj też: Boty zamiast likwidatorów? Warta przyjmie zgłoszenie szkody przez Facebooka. A automat ją wyceni

Naszą główną zaletą jest tania i solidna kadra. Problem w tym, że te zasoby ludzkie się kończą i jeśli nie wróci do nas ponad milion Polaków, którzy przebywają na obczyźnie i  nie przybędzie imigrantów zza wschodniej granicy, to możemy stanąć w miejscu. O tym, że jest nas w pracy za mało mówi sam premier Mateusz Morawiecki:

„PKB rośnie ze względu na trzy czynniki: kapitał, pracę, technologię. Przy bezrobociu obliczanym przez Eurostat na 3,8% (dziś to już tylko 3,6% – red.), przy niskiej mobilności społecznej nasze rezerwy są wyczerpane, a przecież mamy przed sobą dekadę dużych inwestycji o znaczeniu strategicznym: infrastrukturalnych, energetycznych”

Polska potrzebuje solidnego programu, który zachęcałby do posiadania dzieci, a nie wyborczego rozdawnictwa, czyli więcej bezpłatnych żłobków i przedszkoli. Ten efekty przyniesie dopiero za 20 lat, być może już teraz należałoby wprowadzić zachęty do powrotu Polaków z emigracji.

Problem 3: jesteśmy w pracy zbyt nierówni i zbyt… dyskretni

Polski i światowy rynek pracy toczy choroba polegająca na skrajnych nierównościach płacowych. Nierówności były, są i będą, problemem jest rosnąca ich skala. I nie chodzi tylko o wysokie pensje bankowców i niebotyczne pensje piłkarzy.

Tradycyjnie w przed dzień Światowego Forum Ekonomicznego w Davos organizacja Oxfam publikuje raport o globalnych nierównościach. Od kilku lat rośnie garstka krezusów, którzy mają taki sam majątek, co biedniejsza połowa świata. W tym roku jest 26 takich osób, w ubiegłym roku były 43 osoby, a dwa lata temu 61. Czyli bogatsi są coraz bogatsi. Spora w tym zasługa hossy na giełdach – po prostu pakiety akcji tych najbogatszych są więcej warte.

Czytaj też: Kogo dziś obchodzi PKB? Oni sprawdzili gdzie można się harmonijnie rozwinąć. Gdzie trafisz w poszukiwaniu idealnego kraju do życia?

Czytaj też: Święto Niepodległości. O ile w ciągu 100 lat od odzyskania wolnej Polski się wzbogaciliśmy? Kiedy dogonimy Niemców i innych bogaczy?

Problem polega na spadku realnej stawki podatku jaką płacą najbogatsi, nieopodatkowania majątku i za wysokich podatków „konsumpcyjnych” (VAT), które płacą najuboższe, bo nie posiadające nieruchomości i pakietów akcji rodziny.

Druga sprawa w tym podpunkcie to fakt, że jest za mało jawności. Daleki jestem od stawiania na sztandary postulatu o jawności płac każdego pracownika, myślę, że w Polsce jest na to za wcześnie. Na dobry początek, może być  wprowadzenie jawności zarobków w instytucjach państwowych (samorządach, spółek komunalnych, kontrolowanych przez państwo, w instytucjach publicznych etc.). Dzięki temu może udałoby się zmniejszyć nierówności i unikać afer związanych z nienaturalnie wysokimi wynagrodzeniami.

Czytaj też: Lista płac NBP, czyli sprawdzamy jak długo trzeba podyrektorować, żeby do końca życia nie musieć już nigdzie pracować. Jest nieźle!

źródło zdjęcia: PixaBay

17
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
10 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
ChrystianpiwnicznydemonparadoksKamilRadek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kamik
Gość
Kamik

Czas wprowadzić liberalną gospodarkę. Wybieram KONFEDERACJE na wiosnę i na jesień.

3500 brutto pracodawca płaci 4000 zł dostajemy 2600 na rękę. Wydajemy (załóżmy()1000zl na żywność ubrania środki czystości płacimy w tym 230 zł VATu.
500 zł benzyna w tym 250 zł podatku (akcyza)
Alkohol,papierosy 70% to podatek.
Nie wspominając o reszcie danin,oplat oraz ukrytych podatkach,kóre nakładane są na inne instytucje a przenoszone na nas konsumentów w produktach i usługach.
Nie zapomnijmy o inflacji która dzięki ciągłemu zwiększaniu ilości pieniądza w gospodarce co roku zżera nam aktualnie 4-6% rocznie.
Tym się kończy demokracja.

piwnicznydemon
Gość
piwnicznydemon

Ja tesz wyskocze na chwile z piwnicy w dzień wyborów, ale dalej nie wiem kogo wybrać: Godek, Liliję Moshechkovą, Scyzoryka? (i jeszcze taki jeden z muszką, jak mu tam?….) Same zebeściaki na listach, zagłosuje na jednego, to drugiemu głosów zabraknie, Panie Premierze, jak żyć???

Stefan
Gość
Stefan

Już widzę te Grażynki z działu zamówień, ktore pilnują jedynie żeby nie zabrakło papieru toaletowego awanturują się dlaczego Krystyny z działu sprzedaży/rozwoju/rekalmy/kontroli itp zarabiają więcej od nich na tych samych stanowiskach. Jawność żeby Janusze otwierający bramę biadolili, że dyrektor zarabia 20 razy tyle co oni, a powinni najwyżej 2 razy tyle ? I potem nagonka w mediach na dyrektora NBP, a dyrektor TVN/TVP/POLSATU zarabia 10 razy więcej i się śmieje. Durne zaniżanie wartości pracy tych zdolnych i odpowiedzialnych tylko po to żeby lenie poczuli się lepiej, że tamci mają tak samo źle – super pomysł.

piwnicznydemon
Gość
piwnicznydemon

racja, leniom kulka w łep! a nie podwyszki

Radek
Gość
Radek

„Problem polega na spadku realnej stawki podatku jaką płacą najbogatsi, nieopodatkowania majątku” To jest problem, gdyż? Rozumiem, ze wysokie podatki są problemem, ze mały udział wynagrodzeń w stosunku do wypracowanych zysków firmy, ale ze mi się poprawi od przywalenia podatku komuś bogatszemu? Po pierwsze – nieruchomości czyli majątek jest kupiony z dwukrotnie opodatkowanych pieniędzy (dochodowy plus potem VAT), po drugie – większy podatek zmniejszy zdolność nabywcza średniej i biednej klasy przez co będzie trzeba dłużej lub zawsze wynajmować mieszkanie od bogaczy, po trzecie – podatek nałożony na majątek czyli nieruchomość zostanie doliczony do ceny najmu i zaszkodzi klasie średniej i… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin
Radek
Gość
Radek

Tylko w czym pomoże podatek od nieruchomości? Jeśli wpłynie na znaczące obniżenie popytu, to czy nie przełoży się to na bankructwa deweloperów? A przynajmniej zakończenie działalności niektórych z racji słabej opłacalności biznesu. Mniejsza konkurencja oraz podaż przy dużym popycie w miastach powyżej 100 tys mieszkańców nie będzie sprzyjać presji na obniżenie cen skoro i tak nie masz wyjścia i musisz kupić z tego co jest. W miastach poniżej 100 tys mieszkańców następuje proces kurczenia się: młodzi wyjeżdżają z braku dobrze płatnej pracy, starzy umierają. Podatek, który mieliby płacić od starych domów i wielkiej płyty zbuduje ich zamożność? To dajmy jak… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Nie, chodzi mi raczej o to, że nieruchomości są coraz droższe i coraz bardziej ich posiadacze budują zamożność kosztem nieposiadaczy, a nieposiadacze muszą założyć sobie większą obrożę kredytową, by stać się posiadaczami

anonymous
Gość
anonymous

15 lat od wcielenia do unii a nadal bieda i państwo z dykty. W jaki to niby sposób single zarabiają mniej niż rodziny? Lub rodziny więcej niż single. A jeżeli doliczymy wydatki to proporcje nadal takie same lu b zbliżone?

Maciej Samcik
Admin

Ale to jest już po wręczeniu pieniążków do ręki

Chrystian
Gość
Chrystian

Ale na końcu może się okazać że nigdy nie dogonimy Niemcy jeśli idzie o zamoznosc

Jakub
Gość
Jakub

Witam serdecznie, cenie sobie Irku twoje wpisy na prawdę widać rzetelność i pracowitość. Kuje mnie jednak bardzo czasami takie Keynesowskie podejście do ekonomii, nie chce się rozpisywać, ale czy mógłbyś mi wyjaśnić na czym polega połapka średniego wzrostu. Z tego co mi wiadomo termin został wymyślony przez dwóch ekonomistow(nazwisk nie pamietam), ale nigdy ich założenia nie zostały udowodnione.

paradoks
Gość
paradoks

„Pułapka średniego dochodu”. No tak, z grubsza polega na tym samym, co pierwotny keynesizm, czyli żeby przekonać tłuszczę, że politycy muszą koniecznie grzebać w gospodarce i dzielić się łupami z bankierami; do niczego innego to nie służy i żadej innej wartości nie prezentuje. 😉

Anatol
Gość

Na razie przez plany wprowadzenia testu przedsiębiorcy, rząd zachęca do wyjazdu na emigrację a nie do powrotu 🙁

piwnicznydemon
Gość
piwnicznydemon

No to emigruj, gdzie zapłacisz mniej podatków niż w Polsce? jeśli twoje kwalifikacje są aż tak unikatowe na skale globalną, to już dawno byś tu nie siedział.
Prawdziwy problem podatków w Polsce jest taki, że płacą je głównie biedacy (w porównaniu do średnich europejskich zarobków). Możliwe rozwiązanie jest proste i od dawna znane: wyższa kwota wolna od podatku i WYŻSZY procent podatku dla dochodów powyżej kwoty wolnej.

Kamil
Gość
Kamil

Pomysł jawności wynagrodzeń w przedsiębiorstwach prywatnych jest patologią do potęgi n-tej! Czemu by to miało służyć? Żeby np. włamywacz wiedział do kogo iść a do kogo się nie opłaca? To jest ograniczenie swobody (i bezpieczeństwa) zarówno pracownika (który ma tyle ile jest wart/wynegocjował sobie itd.), jak i pracodawcy (który bardziej ceni pana Michała, niż pana Krzyśka, bo Michał jest lepszym specjalistą, na takim samym stanowisku, albo panią Kasię niż panią Bożenę, bo pani Kasia ma większy biust — jego firma, jego sprawa). W budżetówce — jak najbardziej, bo my wszyscy jesteśmy pracodawcami urzędników i chcemy wiedzieć ile wydajemy na którego.… Czytaj więcej »

anonymous
Gość
anonymous

Żeby włamywacz wiedział to którego pracownika budżetówki iść? Taka logika wypływa z twojego wpisu. Natomiast stwierdzenie że pracownik „ma tyle ile jest wart/wynegocjował sobie” to pobożne życzenie. Pracownik dostaje tyle ile szef mu da (często mniej niż w umowie) a jak chce negocjować to niech idzie pracować do policji za negocjatora…

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin