6 września 2026

„Oszczędności są leniwe”. Ursula von der Leyen idzie po pieniądze, które kisimy w bankach albo w… Ameryce. A Polska będzie laboratorium

„Oszczędności są leniwe”. Ursula von der Leyen idzie po pieniądze, które kisimy w bankach albo w… Ameryce. A Polska będzie laboratorium

Europejczycy mają ogromne zasoby oszczędności. 10 bilionów euro leży w bankach. Jak je wykorzystać dla napędzenia europejskiej gospodarki? Ursula von der Leyen ma pomysł. „Oszczędności są leniwe” – mówi szefowa Komisji Europejskiej i zapowiada działania, które mają skierować większą część kapitału na europejski rynek. Co mogłoby do tego zachęcić Niemców, Szwajcarów, Francuzów, czy… Polaków? 

Problem, na który wskazuje von der Leyen, jest dla Europy szczególnie niewygodny. Mieszkańcy Unii Europejskiej zgromadzili ogromny majątek finansowy, ale znaczna jego część zalega w bankach. Jednocześnie europejskie przedsiębiorstwa potrzebują coraz więcej kapitału na inwestycje w nowe technologie, energetykę, obronność i cyfryzację. Powstaje więc paradoks: kapitał jest w Europie, ale nie trafia tam, gdzie najbardziej go potrzebuje europejska gospodarka.

Zobacz również:

Komisja Europejska chce ten przepływ zmienić. Jej pomysłem jest Unia Oszczędności i Inwestycji (Savings and Investments Union), która ma ułatwić przekształcanie oszczędności Europejczyków w inwestycje. Chodzi m.in. o rozwój europejskiego rynku kapitałowego, zwiększenie finansowania przedsiębiorstw przez banki i inwestorów oraz usunięcie barier, które sprawiają, że kapitał wciąż jest w Europie mocno podzielony według granic państw. Brzmi zachęcająco? Złowieszczo? O co chodzi?

Europa ma oszczędności. Niestety, te oszczędności są „leniwe”

Ursula von der Leyen nie pozostawiła podczas swojego ostatniego wystąpienia w Paryżu wątpliwości, co jej zdaniem jest jednym z największych problemów europejskiej gospodarki. „Europa nie cierpi na brak technologii ani oszczędności. Brakuje jej natomiast zdolności do rozwijania przedsiębiorstw” – mówiła. Jej zdaniem, zbyt wiele europejskich firm, które zaczynają działać w Unii Europejskiej szuka poza Europą sposobów finansowania dalszego rozwoju. Nierzadko są przejmowane przez firmy amerykańskie.

Szefowa Komisji Europejskiej o tym nie wspomniała, ale Francja jest dobrym przykładem kraju, w którym działa kluczowy europejski startup rozwijający technologię sztucznej inteligencji – Mistral AI. Firma jest ważnym elementem strategii rządu Francji i Unii Europejskiej w zakresie budowania „cyfrowej suwerenności”. Z technologii Mistrala korzysta m.in. francuska administracja publiczna i wojsko, aby unikać całkowitego uzależnienia od amerykańskich gigantów, takich jak OpenAI czy Google.

Startup wciąż w ponad 50% należy do francuskich założycieli, trójki młodych naukowców, ale żeby się rozwijać musiał ostatnio odwołać się do kapitału spoza Unii Europejskiej. Mniejsze udziały mają w nim obecnie także amerykańskie giganty technologiczne – Microsoft czy Nvidia. Więcej na temat Mistrala i europejskich startupów technologicznych można przeczytać tu: GenAI to walka gigantów z Doliny Krzemowej? Europejskie start-upy wchodzą do gry!

„Europa ma oszczędności. Niestety, te oszczędności są leniwe” – powiedziała szefowa KE. Następnie wskazała konkretną skalę zjawiska: 10 bilionów euro oszczędności gospodarstw domowych pozostaje obecnie na depozytach bankowych, a znaczna część europejskich oszczędności jest inwestowana poza Europą. Jej zdaniem trzeba więc sprawić, aby większa część tego kapitału trafiła do europejskich przedsiębiorstw.

To właśnie ma być zadaniem Unii Oszczędności i Inwestycji. Von der Leyen wymieniła w tym kontekście m.in. rozwój sekurytyzacji aktywów (czyli sprzedaży np. pakietów kredytów inwestorom), inwestycje banków i ubezpieczycieli oraz integrację europejskich rynków finansowych. Według niej cały pakiet może uwolnić do 470 mld euro dodatkowych inwestycji. „Musimy teraz znaleźć porozumienie przed końcem roku” – zapowiedziała. Całe wystąpienie Ursuli von der Leyen można obejrzeć na stronie Komisji Europejskiej.

Według analizy Europejskiego Banku Centralnego, gdyby europejskie gospodarstwa domowe miały strukturę swoich aktywów finansowych bardziej zbliżoną do amerykańskich, nawet 8 bln euro mogłoby zostać przesunięte z depozytów do inwestycji rynkowych. Komisja Europejska szacuje, że oznaczałoby to 350 mld euro dodatkowego kapitału trafiającego na rynki każdego roku.

Problem jest pilny, bo Europa potrzebuje ogromnych nakładów inwestycyjnych. Według szacunków opartych na słynnym raporcie byłego szefa EBC Mario Draghiego, Unia Europejska powinna wchłonąć 750–800 mld euro inwestycji rocznie do 2030 roku. A najważniejsza różnica między europejskim a amerykańskim modelem finansowania gospodarki to ta, że w USA znacznie większa część majątku gospodarstw domowych jest związana z rynkiem kapitałowym.

CZYTAJ TEŻ:

inflacja powraca

jak kupować obligacje antyinflacyjne

pół biliona złotych w gotówce

Tak Bruksela chce zmienić Europejczyków w inwestorów

Co oznacza właściwie sformułowanie „Unia Oszczędności i Inwestycji” (Savings and Investments Union, SIU)? Według wyjaśnień szefowej KE i dokumentów Komisji Europejskiej, to plan przebudowy europejskiego rynku kapitałowego. Komisja przedstawiła zarys strategii wiosną 2025 roku, a w 2026 roku przystąpiła do wdrażania niektórych pomysłów.

Pierwszy pomysł dotyczy zwykłego oszczędzającego. Bruksela chce zwiększyć udział inwestorów indywidualnych na europejskich rynkach kapitałowych. Jednym z pomysłów są Savings and Investment Accounts, czyli specjalne rachunki oszczędnościowo-inwestycyjne. Mają one umożliwiać stosunkowo proste inwestowanie m.in. w akcje, obligacje i fundusze. Mogłyby im towarzyszyć proste zasady podatkowe lub ulgi podatkowe.

Drugi filar reformy znajduje się po drugiej stronie rynku. Europejskie przedsiębiorstwa mają dostać więcej możliwości pozyskiwania kapitału poza tradycyjnym kredytem bankowym. Dotyczy to szczególnie małych i średnich firm, firm technologicznych oraz szybko rosnących spółek, które potrzebują dużych pieniędzy na rozwój, ale nie zawsze mogą liczyć na finansowanie bankowe. Komisja chce więc rozwijać rynki akcji, obligacji korporacyjnych, venture capital i private equity, a także ułatwiać inwestowanie instytucjonalne.

Trzeci pomysł to rozwiązanie problemu „fragmentacji europejskiego rynku”. Dziś inwestowanie w Europie jest mocno podzielone według granic państw. Różne przepisy, zasady nadzoru i praktyki utrudniają funduszom, bankom i innym instytucjom finansowym działalność ponad granicami. Komisja chce te bariery ograniczyć, aby europejski rynek kapitałowy rzeczywiście działał jak jeden rynek. W 2024 roku kapitalizacja giełd w Unii Europejskiej odpowiadała około 73% unijnego PKB, podczas gdy w USA było to około 270%.

Czwarty element to nadzór nad rynkiem finansowym. Bruksela chce, aby uczestnicy rynku byli traktowani bardziej jednolicie niezależnie od kraju, w którym działają. Ma to zwiększyć zaufanie inwestorów i ułatwić transgraniczne inwestowanie. W praktyce oznacza to dalsze przesuwanie części akcentów z czysto krajowego nadzoru w stronę bardziej zintegrowanego europejskiego systemu.

Wszystko to prowadzi do jednego celu: stworzenia europejskiego obiegu kapitału. Oszczędności gospodarstw domowych mają trafiać do funduszy i na rynki kapitałowe, fundusze mają inwestować w europejskie przedsiębiorstwa, a firmy dzięki temu mają szybciej rosnąć, inwestować i tworzyć miejsca pracy. Możliwość korzystania z lokalnego kapitału ma dodatkowo zachować europejski charakter firm. Komisja liczy, że w ten sposób uda się jednocześnie zwiększyć majątek gospodarstw domowych i konkurencyjność europejskiej gospodarki.

Problem polega jednak na tym, że między decyzją Brukseli a decyzją konkretnego Europejczyka o zakupie akcji jest ogromna różnica. Można stworzyć rachunek inwestycyjny, uprościć przepisy i zaoferować ulgi podatkowe. Nie można jednak administracyjnie zmusić ludzi do zaakceptowania większego ryzyka. Można spytać: dlaczego Amerykanie znacznie chętniej inwestują na rynku kapitałowym, podczas gdy Europejczycy tak dużą część majątku wciąż trzymają w bankach?

Dlaczego Amerykanie inwestują, a Europejczycy oszczędzają?

Najlepiej widać problem, gdy europejskie oszczędności zestawimy z amerykańskimi. Europejczycy wcale nie oszczędzają mniej – przeciwnie. Według Europejskiego Banku Centralnego stopa oszczędzania gospodarstw domowych w Europie jest wyższa niż w USA. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy spojrzymy na to, co Europejczycy robią z odłożonymi pieniędzmi.

W drugim kwartale 2025 roku depozyty i gotówka stanowiły 32% aktywów finansowych gospodarstw domowych strefy euro. W Stanach Zjednoczonych było to zaledwie 11%. Różnica jest jeszcze bardziej widoczna w przypadku akcji notowanych na giełdzie. Bezpośrednio posiadane akcje stanowiły tylko około 5% portfela gospodarstw domowych strefy euro, podczas gdy w USA było to aż 31% – wynika z najnowszych danych ECB.

Nie oznacza to oczywiście, że Amerykanie po prostu trzymają wszystkie pieniądze na giełdzie, a Europejczycy na lokatach. Część europejskiego majątku trafia na rynek kapitałowy pośrednio – przez fundusze inwestycyjne, ubezpieczenia czy systemy emerytalne. Jednak różnica pozostaje ogromna. Europejskie gospodarstwa domowe są znacznie bardziej uzależnione od bankowego modelu oszczędzania, podczas gdy Amerykanie w większym stopniu uczestniczą w rynku kapitałowym.

To ma znaczenie nie tylko dla samych oszczędzających, ale również dla całej gospodarki. Jeżeli pieniądze pozostają na depozycie, bank może wykorzystać je do finansowania kredytów. Jeżeli trafiają na rynek akcji, mogą bezpośrednio zasilać kapitał przedsiębiorstw. W obu przypadkach pieniądz pracuje, ale mechanizm jest inny. Rynek kapitałowy daje firmom możliwość pozyskiwania kapitału na rozwój bez konieczności polegania wyłącznie na kredycie z banku.

I tutaj pojawia się jedna z największych słabości europejskiej gospodarki. Kapitalizacja rynku akcji w strefie euro odpowiadała pod koniec 2025 roku około 67% PKB, podczas gdy w USA było to około 216% PKB. Amerykański rynek akcji jest więc w relacji do gospodarki ponad dwa razy większy. Głębokość amerykańskiego rynku kapitałowego pozwala tamtejszym firmom łatwiej pozyskiwać pieniądze na rozwój, a inwestorom – łatwiej kupować i sprzedawać udziały w firmach.

Europa ma jeszcze jeden problem – nawet kiedy Europejczycy inwestują w akcje, ich pieniądze niekoniecznie trafiają do europejskich firm. ECB szacuje, że około połowa ekspozycji gospodarstw domowych strefy euro na akcje – bezpośredniej i pośredniej, m.in. poprzez fundusze inwestycyjne – dotyczy spółek spoza UE. Same amerykańskie rynki przyciągają około 34% europejskich aktywów akcyjnych, mniej więcej tyle samo, ile przypada na akcje europejskie.

To może być dla Brukseli jeszcze większy problem niż same depozyty. Europa nie tylko oszczędza w sposób bardziej zachowawczy niż USA. Kiedy już Europejczyk decyduje się podjąć ryzyko i inwestować, to często… finansuje amerykańską gospodarkę. To oczywiście najzupełniej zrozumiałe, jeśli się spojrzy na stopy zwrotu. W ciągu ostatnich kilku lat trwa na amerykańskiej giełdzie bezprecedensowa hossa na sztuczną inteligencję. Zwrot z inwestycji jest imponujący, trudno wymagać, żeby Europejczyk świadomie wybierał mniejszy zysk.

I właśnie tutaj kryje się największy problem planu von der Leyen. Nie wystarczy powiedzieć Europejczykom: „przestańcie trzymać pieniądze na lokatach i zacznijcie inwestować”. Trzeba jeszcze stworzyć rynek, na którym będą chcieli inwestować. Amerykański sukces nie wynika wyłącznie z większej skłonności gospodarstw domowych do ryzyka. To również efekt ogromnego, płynnego rynku kapitałowego, potężnych giełd, funduszy emerytalnych, sektora venture capital i przedsiębiorstw, które potrafiły z małych spółek wyrosnąć na globalnych gigantów.

CZYTAJ TEŻ:

amerykanin kontra europejczyk kto jest bogatszy

tylko realny zysk opodatkowany

trump accounts

Oszczędności są leniwe? Oto polski sposób na ich rozruszanie

Czy Polska musi czekać na europejską rewolucję? Właśnie wprowadza swoją. To najnowsze rozwiązanie zaproponowane przez rząd, które ma zachęcić Polaków do przesunięcia pieniędzy z domowych skarbczyków i lokat bankowych na rynek kapitałowy. Osobiste Konta Inwestycyjne (OKI) zaczną działać od 1 stycznia 2027 roku, czyli niedługo. Ustawa została już uchwalona przez parlament i podpisana przez prezydenta 13 sierpnia. Koncept OKI dokładnie wpisuje się w plan szefowej Komisji Europejskiej. Oszczędności są „leniwe”? To trzeba je zachęcić do poruszania i zapewnić w zamian ulgę podatkową

OKI będzie dobrowolnym i bezpłatnym rachunkiem, na którym będzie można inwestować m.in. w akcje, obligacje, jednostki funduszy inwestycyjnych, ETF-y i inne instrumenty finansowe. Największą zachętą ma być preferencyjne opodatkowanie. Dla aktywów inwestycyjnych przewidziano zwolnienie z podatku od wartości aktywów do 100 000 zł, natomiast dla lokat i detalicznych obligacji oszczędnościowych limit zwolnienia wyniesie 25 000 zł. Warunkiem ma być inwestowanie w aktywa wyrażone w złotych.

To rozwiązanie jest interesujące także z tego powodu, że Polska ma podobny problem do tego, o którym mówiła Ursula von der Leyen. Rząd w uzasadnieniu ustawy wprost tłumaczy, że pomysł OKI ma „aktywizować oszczędności gospodarstw domowych, zwiększać ich zaangażowanie w realną gospodarkę oraz pogłębiać i zwiększać płynność krajowego rynku kapitałowego”. Chodzi o to, żeby większa część pieniędzy zgromadzonych przez Polaków zaczęła finansować lokalne przedsiębiorstwa i inwestycje.

Różnica polega jednak na skali. Bruksela patrzy na 10 bilionów euro oszczędności europejskich gospodarstw domowych, podczas gdy Polska próbuje zmienić zachowanie własnych oszczędzających za pomocą konkretnej zachęty podatkowej. Według szacunków Ministerstwa Finansów, OKI może skierować na warszawską giełdę około 74 mld zł dodatkowego kapitału do 2040 roku. To dużo z punktu widzenia polskiego rynku, choć oczywiście niewiele w porównaniu z potencjałem całego europejskiego rynku kapitałowego.

Pytanie brzmi jednak, czy sama preferencja podatkowa wystarczy, żeby zmienić przyzwyczajenia oszczędzających. W tym sensie Polska stanie się małym laboratorium dla pomysłu, który teraz próbuje realizować cała Unia Europejska. Bruksela chce, żeby Europejczycy stali się w większym stopniu inwestorami, a Polska właśnie tworzy narzędzie, które ma zachęcić do takiej zmiany. Czy OKI okaże się sukcesem? Na odpowiedz musimy poczekać do przyszłego roku.

———————————-

CZYTAJ TEŻ:

co może pójść nie tak z oki

ile pieniędzy do oki?

zmiany podatkowe dla klasy średniej

wyższe podatki

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: screen z wystąpienia szefowej KE

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu