4 stycznia 2026

Donald Trump zapowiadał „złotą erę Ameryki”. Ale plan się opóźnia, więc zamiast chleba są „igrzyska”. Czy i kiedy Ameryka rozkwitnie?

Donald Trump zapowiadał „złotą erę Ameryki”. Ale plan się opóźnia, więc zamiast chleba są „igrzyska”. Czy i kiedy Ameryka rozkwitnie?

Prezydent Donald Trump zapowiadał w swojej kampanii wyborczej powrót złotej ery dla gospodarki amerykańskiej. A dla Amerykanów – początek prosperity. Ale na drodze do realizacji planu Trumpa pojawiło się sporo barier. A analitycy namawiają do zmniejszania w portfelach udziału amerykańskich akcji. Takie „przedsięwzięcia” jak uprowadzenie dyktatora Wenezueli po części wynikają z tego, że w portfelach Amerykanów nie pojawiło się (jeszcze?) więcej pieniędzy. Nie ma chleba, to muszą być „igrzyska”. Czy gospodarka amerykańska ruszy z kopyta w 2026 r. czy to będzie czas strategii pt. „jeszcze więcej igrzysk”?

Na razie, zamiast napełniać kieszenie Amerykanów pieniędzmi prezydent USA organizuje kolejne spektakularne przedsięwzięcia militarne. A to zbombarduje Iran, a to ruszy na bojowników Huti w Jemenie, a to zaatakuje w Afryce, a w ostatnich godzinach cały świat mówi o obaleniu – wskutek akcji amerykańskich żołnierzy i jednostek specjalnych – dyktatora Wenezueli Nicolasa Maduro oraz jego żony. Maduro ma mieć postawione ciężkie zarzuty i stanąć przed sądem w USA.

Zobacz również:

Czy 2026 rok przyniesie przełom w gospodarce, czy też będą konieczne kolejne akcje militarne, by ratować poparcie społeczne dla prezydenta Trumpa? Na razie spada wiara Amerykanów w to, że ich kraj podąża w dobrym kierunku. Jeśli głównym celem Trumpa na 2025 rok był spadek inflacji i wzrost liczby nowych miejsc pracy, to na koniec roku ani jeden, ani drugi wskaźnik nie zachwyca.

Amerykańska Rezerwa Federalna uznała jednak, że trzeba wspomóc prezydenta i zaczęła ciąć stopy procentowe, co przyniesie owoce w kolejnych kwartałach. Niewykluczone, że tego „lekarstwa” będzie więcej. Już w połowie 2026 roku decyzje o stopach procentowych będzie podejmował Fed pod kierownictwem nowego szefa, mianowanego przez prezydenta. Zmiana polityki pieniężnej nieoczekiwanie stała się jednym z głównych celów amerykańskiego rządu. To nie wróży dobrze zaufaniu do Fed i do dolara.

Czytaj też:

Dolar ma najgorszy czas od niemal dekady. Co dalej?

Dla świata najważniejszym parametrem gospodarczym pokazującym siłę Ameryki wciąż pozostaje dolar. To w nim większość świata – banków centralnych, firm i gospodarstw domowych – trzyma swoje oszczędności. Ale to nie dolar był bohaterem minionego roku, tylko metale szlachetne – złoto i srebro. Szlachetne kruszce, których cena rośnie zawsze wtedy, kiedy rynki finansowe szukają najbezpieczniejszych przystani.

Indeks dolara (DXY) – obrazujący cenę amerykańskiej waluty w relacji do koszyka innych walut – spadał systematycznie od stycznia, od momentu objęcia urzędu przez Trumpa. Inwestorzy spodziewają się kolejnych dwóch obniżek stóp procentowych w 2026 roku, co nie będzie wsparciem dla dolara. Nawet dobre dane o dynamice PKB, opublikowane pod koniec grudnia, nie przekonują inwestorów do amerykańskiej waluty. Są też obawy co do rzetelności oficjalnych danych.

Dolarowi nie pomaga polityka celna prezydenta. To zdecydowanie najbardziej wyrazisty obszar działań Trumpa, który zdominował relacje gospodarcze Ameryki z niemal wszystkimi krajami świata. Wysokie cła, nałożone przez USA na większość partnerów handlowych w pamiętnym Dniu Wolności (2 kwietnia), potem wielokrotnie były odwoływane, przywracane, podwyższane, negocjowane i obniżane. Jednak ostatecznie są na znacznie wyższym poziomie niż przed erą Trumpa.

Średnia efektywna stawka celna w USA wzrosła z 2,4% na początku prezydentury Trumpa do 16,8% pod koniec roku. Ekonomiści przypominają, że to poziom dawno w USA niewidziany, najwyższy od 1935 roku.

Przeorientowanie polityki Trumpa ze ścisłego sojuszu z Europą na samodzielną i egoistyczną grę geopolityczną z Chinami zmusiło rynki do odwołania się do aktywów najpewniejszych – złota i srebra. Pytanie: czy to złoto rośnie czy raczej cena dolara słabnie?

W 2025 roku dolar stracił ponad 9% do koszyka walut i jest to wynik dla amerykańskiej waluty najsłabszy od 2017 roku. DXY pokazuje siłę dolara w stosunku do euro, jena japońskiego, funta brytyjskiego, dolara kanadyjskiego, korony szwedzkiej i franka szwajcarskiego. Indeks jest wykorzystywany przez inwestorów do oceny ryzyka walutowego oraz jako odniesienie do takich aktywów jak złoto, ropa naftowa czy kryptowaluty.

Osłabienie dolara z jednej strony mogło być częścią polityki gospodarczej prezydenta, któremu szczególnie na sercu leżała poprawa sytuacji w bilansie handlowym, z drugiej strony – wiele krajów świata, w tym banków centralnych, szukało alternatywy dla dolara w innych aktywach, widząc bardzo duże zmiany w polityce Stanów Zjednoczonych, niekoniecznie korzystne dla światowej gospodarki. Nie musimy daleko szukać – nawet prezes NBP Adam Glapiński przyznał, że nasz bank centralny zmniejsza aktywa rezerwowe w dolarze, a zwiększa w złocie, które jest pewniejsze.

Czytaj więcej o tym:

czy warto oszczędzać w dolarze

prezes nbp w sprawie złota

Co poszło nie tak z rynkiem pracy? Wyższe cła mu zaszkodziły?

Prezydent USA zobowiązał się do szybkiej poprawy sytuacji przede wszystkim w dwóch zakresach. Miały spektakularnie spaść koszty życia zwykłych Amerykanów, dzięki silnemu spadkowi inflacji, a rynek pracy miał wejść w fazę niewidzianej od dekad koniunktury. Inflacja pozostaje powyżej poziomu „neutralnego”, rośnie również stopa bezrobocia, a nowych miejsc pracy jest mniej niż w 2024 roku.

Rynek pracy w 2024 roku dodawał średnio miesięcznie ok. 168 000 miejsc pracy. Było to nieco mniej niż w 2023 roku. Trump wielokrotnie powtarzał, że lata rządów jego poprzednika to była dla gospodarki USA katastrofa, i dopiero teraz Amerykanie zobaczą skok nowych miejsc pracy, „jakich nigdy wcześniej nie widzieliśmy”. Ale jeśli spojrzymy na dane, to wzrost zatrudnienia w 2025 roku… wyhamował. Według oficjalnych danych w 2025 roku co miesiąc przybywało średnio 55 000 miejsc pracy (dane do listopada).

Stopa bezrobocia, która w ostatnim roku prezydentury Bidena wahała się między 3,9% a 4,2%, wzrosła pod rządami Trumpa do 4,6% w listopadzie. Był to najwyższy, czyli najgorszy, wynik od ponad czterech lat.

Miejsca pracy miały się pojawić przede wszystkim w sektorze przemysłowym. Zaniedbany przez dekady amerykański „pas rdzy” (czyli stany, w których silny jest przemysł), miał się stać na nowo pasem marzeń o nowych fabrykach i kwitnących miastach. Trump obiecywał Amerykanom „nowe amerykańskie uprzemysłowienie”, dzięki któremu Stany Zjednoczone miałyby stać się, jak były jeszcze w latach 50. i 60. XX wieku, potęgą produkcyjną świata.

Nie jest łatwo przez rok naprawić zaniedbania z wielu poprzednich dekad, wybudować nowe fabryki, stworzyć miejsca pracy. Ale zatrudnienie w przemyśle w 2025 roku nie tylko nie wzrosło, lecz wręcz spadło. Bilans całego roku w sektorze produkcji przemysłowej wynosi minus 160 000 miejsc pracy. Pod koniec 2025 roku zatrudnienie w tym sektorze wynosiło 12,7 miliona osób.

Na razie nie pomogły wysokie cła ani zachęty do lokowania firm zagranicznych na terenie Stanów Zjednoczonych, choćby ze względu na dużo tańszą energię, chociaż wiele europejskich firm skorzystało z oferty amerykańskiej i przeniosło tam część swojej produkcji. USA zawarły też w połowie roku nową umowę handlową z Unią Europejską. Czy uda się jednak spełnić sen o odrodzeniu przemysłu i czy Ameryce jest to potrzebne?

Trump uznał, że najlepszą drogą do ponownego uprzemysłowienia kraju są wysokie cła. Według analizy przeprowadzonej przez Budget Lab na Uniwersytecie Yale tak wysoki wzrost taryf celnych spowodował wzrost cen o 1,2 punktu procentowego. To z kolei oznaczało w 2025 roku realną stratę 1 700 dolarów dla przeciętnego gospodarstwa domowego i 900 dolarów dla gospodarstw domowych o najniższych dochodach. Cła z 2025 roku dotyczą przede wszystkim odzieży, produktów o wysokiej zawartości metali, takich jak sprzęt elektryczny i komputery, oraz samochodów, czyli najpopularniejszych produktów kupowanych przez konsumentów.

Cła spowalniają też wzrost amerykańskiego PKB o 0,5 pkt procentowego w 2025 roku i o 0,4 pkt procentowego w roku 2026. W dłuższej perspektywie dynamika gospodarki USA będzie stale o 0,3 pkt procentowego niższa, co odpowiada wartości 90 miliardów dolarów rocznie (mowa o dolarach z roku 2024). Podwyższona będzie stopa bezrobocia – o 0,3 pkt procentowego do końca 2025 r. i o 0,6 pkt procentowego do końca 2026 r. Zatrudnienie z powodu ceł ma spaść o około 460 000 miejsc pracy do końca 2025 roku.

Naukowcy z Yale przewidują, że w dłuższej perspektywie podwyższone cła będą oddziaływać różnie na różne sektory. Lepiej na tym wyjdzie sektor produkcji przemysłowej, dynamika wzrośnie o 2,9 pkt procentowego. Gorzej z produkcją w budownictwie – prognozowany jest spadek o 4,1 pkt procentowego, i w rolnictwie – spadek o 1,4 pkt procentowego. Wygranym powinien być budżet państwa, bo wszystkie cła z 2025 r. wygenerują około 2,7 biliona dolarów dodatkowych dochodów w latach 2026–2035, chociaż wolniejszy wzrost PKB zmniejszy dochody budżetu w tym czasie do 2,3 biliona dolarów.

Korzystnie zmienia się jeden ze wskaźników, na którym zależało Trumpowi w kontekście ceł. To deficyt w handlu zagranicznym. Na wykresie Biura Analiz Ekonomicznych BEA widać, że ostatnio jest on sporo niższy niż rok wcześniej. Choć patrząc od początku 2025 roku deficyt w handlu towarami i usługami wzrósł o 112,6 mld dolarów, czyli o 17,2%, w porównaniu z analogicznym okresem w 2024 roku. Eksport wzrósł o 125,1 mld dolarów, czyli o 5,2%. Import wzrósł o 237,7 mld dolarów, czyli o 7,7%. Wzrost eksportu to ten kierunek, o którym marzy Trump. I potencjalnie – kierunek na więcej miejsc pracy w kraju.

Trump nie pokonał inflacji. Czy będzie z nią walczył?

Inflację bardzo uważnie obserwują przedstawiciele amerykańskiego banku centralnego. Był moment, kiedy dynamika wzrostu cen spadała z miesiąca na miesiąc i wydawało się, że inflacja jest pokonana. Niestety, to skończyło się w połowie roku i od tej pory inflacja nie zmierza do celu 2%. Mimo wszystko 2025 rok minął pod znakiem trzech obniżek stóp procentowych, które doprowadziły główną stopę Fed do przedziału 3,50%-3,75%.

Rok 2026 to duża zagadka. Oczekiwania rynkowe wskazują na to, że Fed może podjąć dwie decyzje o obniżkach w sumie o 0,50 pkt procentowych, jednak z komunikatu Fed po grudniowym posiedzeniu wynika, że może być to raczej tylko jedna obniżka. Ale w maju nastąpi zmiana na stanowisku szefa banku centralnego. Jerome Powell, atakowany przez prezydenta Trumpa za zbyt powolne działania, kończy swoją kadencję.

Kto pojawi się na miejscu powściągliwego w zachowaniu i w decyzjach Powella? Trump podkreślił, że gospodarka wymaga znacznie niższych stóp procentowych, niż wskazują na to oczekiwania rynkowe. Prezydent zasygnalizował, że faworytami są ekonomiści Kevin Warsh i Kevin Hassett. Odpowiedzialność za „dobry wybór” będzie spoczywała m.in. na sekretarzu skarbu. Jest nim Scott Bessent, który „nadzoruje” dług wart 30 bilionów dolarów.

Wybór ma nastąpić na początku stycznia, a Trump oczekuje, że nowy szef Fed doprowadzi do „radykalnych zmian” w banku centralnym i równie radykalnego obniżenia stóp procentowych. „Stopy procentowe są za wysokie, Scott” – tłumaczył sekretarzowi skarbu Trump na konferencji prasowej w połowie grudnia. „Jeśli szybko tego nie naprawisz, wywalę cię z pracy” – dodał trochę żartobliwie, trochę nieżartobliwie. Bo Trump uważa, że to głównie wysokie stopy procentowe, a nie wysokie cła czy problemy strukturalne są przeszkodą w skoku gospodarki.

Kandydaci, o których mówił Trump są znani jako „Kevinowie”. Kevin Hassett jest wieloletnim doradcą ekonomicznym Trumpa, który kieruje Narodową Radą Ekonomiczną. Kevin Warsh to były prezes Rezerwy Federalnej, którego prezydent rozważał na stanowisko przewodniczącego w pierwszej kadencji. Dwóch pozostałych wymienianych przez media kandydatów, to Christopher Waller z Fed i dyrektor wykonawczy BlackRock Rick Rieder. Maja oni jednak o wiele słabsze relacje z Trumpem.

Zobacz rozmowę o tym:

W tym zamieszaniu z wyborem nowego szefa Fed sporo słychać o osobistych kontaktach z Trumpem i oczekiwaniach prezydenta co do przyszłej polityki pieniężnej, ale niewiele jest o samej inflacji, która powinna być jednak w centrum uwagi. Inflacja spada, ale z problemami. Cła na towary z zagranicy mogą prowadzić do wyższych cen na półkach sklepowych. Członkowie Fed od miesięcy zastanawiają się, czy ostatecznym skutkiem ceł Trumpa będzie jednorazowy skok cen, czy „coś” trwalszego. Inflacja tymczasem wzrosła do najwyższego poziomu od 2022 roku.

Trump upiera się wciąż, że jego administracja odziedziczyła po Bidenie „koszmar inflacyjny”, który obiecał odwrócić. Jednak to już w czasie jego kadencji dynamika cen zaczęła trochę przyspieszać. Wskaźnik CPI utrzymuje się jednak na w miarę stabilnym poziomie od wiosny. W listopadzie inflacja wyniosła 2,7% w ujęciu rocznym, według danych Biura Statystyki Pracy BLS.

W styczniu 2025 roku, kiedy Trump obejmował urząd, inflacja CPI wynosiła 3,0%, więc spadek do 2,7% pod koniec roku może być uznany za postęp. Jednak w kwietniu inflacja spadła już do 2,3%, więc wydawało się, że została ostatecznie pokonana. Potem trochę rosła, trochę spadała, więc ten sukces i bilans całego roku nie jest taki oczywisty. Do celu 2% jeszcze dosyć daleko. Pokazuje to grafika z ostatniego w 2025 roku raportu BLS.

Czytaj więcej o tym:

Jaki stan gospodarki? Trump: „A plus-plus-plus-plus”!

Prezydent USA zaprzecza, że za wciąż wysoką inflację może być choć w części odpowiedzialna jego własna polityka wysokich ceł prowadzona w 2025 roku. Trump uważa, że inflacja mocno spada. Chwali się bardzo dobrą kondycją gospodarki pod jego rządami. Ciekawy jest pod tym względem grudniowy wywiad w formie rozmowy wideo Trumpa dla europejskiego portalu Politico, w którym obecny stan amerykańskiej gospodarki Trump ocenia skromnie na „A plus-plus-plus-plus”.

 „Jesteśmy gotowi na boom gospodarczy, jakiego świat nigdy nie widział” – zapewnił w wywiadzie dla Politico Trump. Poniżej pełen wywiad wideo dla portalu Politico, a w artykule – zapis rozmowy.

 

Trump upiera się, że „rozwiązuje” problem cen artykułów spożywczych, twierdząc, że ceny indyków i jaj gwałtownie spadły. „Wszystkie inne ceny gwałtownie spadają” – twierdził. „I to jeszcze nie koniec, ale robimy postępy. Nikt nie może uwierzyć w to, co się dzieje” i „Trudno w to uwierzyć, ale rok 2026 będzie lepszy”.

„Przystępność cenowa… Odziedziczyłem bałagan. Odziedziczyłem totalny bałagan. Ceny były na najwyższym poziomie, kiedy przyszedłem. Ceny znacznie spadają. Spójrz na energię. (…) energia spadła niesamowicie. Wszystkie ceny spadają. Minęło 10 miesięcy. To niesamowite, co zrobiliśmy. Jeśli myślisz o benzynie za galon, mieli ją za 4,5 dolarów, prawie 5 dolarów.(…) a dwa dni temu to było 1,99 dolara za galon”.

Pod koniec roku okazało się, że administracja prezydencka nie czeka z założonymi rękami na kumulację zakupów związanych ze Świętami, tylko aktywnie pomaga spadkowi cen. Już w listopadzie spadły cła na niektóre produkty importowane, w tym wołowinę, pomidory, kawę i banany. Rząd federalny ogłosił 12 miliardów dolarów pomocy dla rolników i wspominał o czekach stymulacyjnych dla Amerykanów, finansowanych z podwyższonych ceł. Ale – czy naprawdę nadchodzi – zapowiadany tak intensywnie przez Trumpa – złoty wiek?

„Pozwól, że opowiem ci o realnej gospodarce. Mamy 18 bilionów dolarów przychodzących do naszego kraju. Biden miał mniej niż bilion przez cztery lata. Na niektóre towary podniosę jeszcze taryfy. Co się dzieje z powodu taryf? Wszystkie firmy samochodowe wracają do USA. Straciliśmy 58% biznesu samochodowego. (…) Fabryki otwierają się w całym kraju. Do czego się to sprowadza? Praca. Będzie tyle pracy, ile nigdy nie widziano w Stanach Zjednoczonych”.

Trump i jego urzędnicy mają nadzieję, że gospodarka – jak przyczajony tygrys – ruszy w górę w 2026 roku. Pomóc może słynna ustawa budżetowa „One Big Beautiful Bill Act”, która przewiduje duże ulgi podatkowe dla klasy średniej i zamożnych Amerykanów i ma solidnie wzmocnić finanse gospodarstw domowych, a także pobudzić inwestycje amerykańskich firm.

Krytycy OBBBA mówią co prawda, że mniej zamożna większość Amerykanów może stracić na zmianach podatkowych i wzroście składek na ubezpieczenie zdrowotne. Ale wzrost PKB w USA już przyspiesza. Realna dynamika wzrostu gospodarczego, oszacowana przez BLS, wyniosła w trzecim kwartale zeszłego roku aż 4,3% PKB (w poprzednim kwartale – 3,8%). To dla gospodarki amerykańskiej sygnał rzeczywiście optymistyczny. Inna sprawa, że część ekonomistów patrzy na niektóre dane makroekonomiczne z rezerwą po zmianach kadrowych, wprowadzonych przez obecną administrację, w najważniejszych instytucjach statystycznych.

Według ostatnich prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, gospodarka USA wzrosła w 2025 roku tylko o 2%, w porównaniu z 2,8% w 2024 roku i w porównaniu z prognozowanym wzrostem o 2,1% PKB w 2026 roku. Czy to wynik lepszy niż w krytykowanym przez Trumpa okresie rządów Joego Bidena? Nie. Ale – czy będzie lepszy niż w innych porównywalnych rozwiniętych gospodarkach na świecie? Zasadniczo tak.

Widać to w zestawieniu prognoz MFW, gdzie tylko Hiszpania wybija się powyżej bardzo mizernego wzrostu gospodarczego w wielu krajach, co szczególnie widać w przypadku Niemiec, Francji i Włoch. Na tym tle tempo rozwoju gospodarki amerykańskiej nie jest złe (o ile oczywiście te prognozy przekształcą się w realne dane).

Jednak patrząc na Amerykę, trzeba brać pod uwagę również nieprzewidywalność wpływu rewolucji sztucznej inteligencji na gospodarkę. Na razie ten wpływ widać głównie w kategorii inwestycji i popytu na energię i moce obliczeniowe, ale być może zobaczymy go w całej gospodarce. USA będą pierwszym krajem, w którym ten efekt się ujawni.

—————————-

CZYTAJ TEŻ TO:

szokujące prognozy mbanku

———————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

Źródło zdjęcia: Martin W./Unsplash

Subscribe
Powiadom o
33 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Sławek
4 miesięcy temu

Może ta operacja w Wenezueli, to nie igrzyska, tylko plan Trumpa na tańszą energię i ropę? Kiedyś zapowiadał, że sprowadzi cenę baryłki do jakiegoś niskiego poziomu.
Fajnie by było zobaczyć 4,99 w cennikach naszych stacji paliw. A i Rosja by to odczuła w swoim budżecie (może w końcu budżet by im sie posypał).

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

To na pewno może obniżyć ceny energii i zaszkodzić Rosji. I kto wie czy nie wzmocni dolara. Petrodolara.

Ppp
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To by było klasyczne „przyjemne z pożytecznym”.
Na razie mamy zabawę przy obserwacji polityków: europejscy nie wiedzą, co powiedzieć. A jak Rosja wrzeszczy o łamaniu prawa międzynarodowego, to wybuch śmiechu jest jedyną rozsądną reakcją.
A w artykule jakoś pominęliście zachowanie giełdy w USA. Bo niby Dolar spada, bo cła, bo inne problemy – a SP500 +16,87%, NASDAQ COMP +20,51% rocznie. Jeśli giełda przewiduje przyszłość realnej gospodarki, to na zapowiedź klęski mi to nie wygląda – zwykłe spowolnienie najwyżej.
Pozdrawiam.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Pytanie czy giełda w obecnym stanie jeszcze w ogóle coś przewiduje

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Ta… „Na pewno” – koszt wydobycia niezwykle zasiarczonej ciężkiej ropy wenezuelskiej na jej przestarzałym sprzęcie to 55$… Tylko co innego jest ważne: bez rosyjskiej i irańskiej ropy, USA zostaje tylko wenezuelska do produkcji oleju napędowego (dlatego, w przeciwieństwie do Europy, ON w USA zawsze był dużo droższy od benzyny) i smarów, z czym w USA jest ogromny kryzys, bo złoża USA to ropa lekka, arabskie i nigeryjskie to lekkie i średnie, dobre na benzynę, ew. naftę, ale nie na olej napędowy, oleje, smary i tworzywa sztuczne. A przejęcie Wenezueli odcina jej głównego klienta – Chiny od tamtejszej ropy – zgadnij… Czytaj więcej »

Grzegorz
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

A może to pomysł na duopol? I kontrolowanie ceny ropy po wschodniej i zachodniej stronie? Potencjalne inwestycje mają się zwrócić a tanio nie będzie Amerykanom wejść do Wenezueli. Nie widzę zwrotu z inwestycji z ceną za paliwo poniżej 5pln. A ew. spadki zostaną zjedzone przez wyższe podatki 🙂

EG.
4 miesięcy temu

Żadnych złudzeń, dobrze już było . USA rządzi nieobliczalny, groźny psychopata który w swoich pomysłach prześcignie nawet Kaligulę z jego Incitatusem . Nadzieja w tym że jest już stary i nie zdąży podpalić świata.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  EG.

Zwłaszcza, że nie słucha lekarzy 😉

Niko
4 miesięcy temu

Trump to jakiś hipokryta ,szczególny przypadek ,raczej powinien byc ubrany w bialy kaftan bez rekawów i zawieziony na leczenie do psychiatryka moze jeszcze nie jest za póżno🤔

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Niko

Obawiam się, że teraz wokół niego nie ma nikogo, kto mógłby mu powiedzieć bolesną prawdę. Na konferencji „wenezuelskiej” jego ludzie wyglądali jak ciężko sterroryzowani 😉

Ppp
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Krzysztof Wojczal opublikował na swoim kanale YT film z analizą artykułu z amerykańskiej prasy. Wynika z niego, że Trump jest jeszcze stosunkowo rozsądny w porównaniu ze swoim otoczeniem – przy czym film dotyczy głównie Ukrainy.
Pozdrawiam

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Ppp

A może Pan wrzucić link? Obejrzymy

Ppp
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Krzysztof Wojczal jest tylko jeden, wystarczy wpisać w Googla. Pisałem o jego ostatnim filmie pt. „Trump pionkiem Putina, czy zakładnikiem pokojowej narracji?”
Link:
https://www.youtube.com/watch?v=dETjTT1gews
Pozdrawiam.

Aleks
4 miesięcy temu

Donald to powinien oficjalnie przeprosic ANTYGLOBALISTÓW, ktorzy 2 dekady temu protestowali na zlotach grup G7/G20 przeciwko GLOBALIZMOWI… O ile dobrze pamietam USA bylo głownym krajem promujacym GLOBALIZM, wrecz walczacym z ANTYGLOBALIZMEM.
W sytuacji gdy z GLOBALIZMU – USA nie odnosi korzysci => USA jest przeciw.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Aleks

Nie bardzo rozumiem o co Panu chodzi, ale jestem za a nawet przeciw

Aleks
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

to, ze jeszcze 2 dekady temu anarchisci protestowali przeciwko globalizacji, a USA bylo jej mocnym zwolennikiem … pacyfikujacym wszelkie antyglobalistyczne pomysly.
A dzis adm. USA jest porzeciwna globalizacji, bo na globalizacji wygrywaja juz nie firmy z USA, a CHINY.Czyli nakladają cła, ktorew x lat temu mialy byc wlasnie zniesione i dlatego powstaly sojusze ekonomiczne jak UE, czy NAFTA (USMCA)

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Aleks

OK, rozumiem. Nie dziwię się. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Sylwester
4 miesięcy temu

Zobaczymy, zobaczymy. Jeśli obniżki stóp procentowych wywołają falę tanich kredytów na bieżącą konsumpcję, to oczywiście PKB wzrośnie, ale efekty będą długofalowo druzgocące, czyli gdy przyjdzie do spłaty kredytów. Jako konsumpcję mam na myśli nie tylko detalistów, ale przede wszystkim firmy biorące kredyt na załatanie bieżącej dziury w działalności, np. w celu opłacenia zakupów, czy produkcji. Prowadzenie nawet prostej produkcji w USA dziś jest problematyczne, gdy mnóstwo surowców towarowych, opakowań itp. trzeba sprowadzać z Chin, bo w USA ich się nie produkuje lub są niewystarczającej jakości. Co jest tragicznym zrządzeniem losu, gdy produkty z USA uważa się za gorsze niż chińskie.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Sylwester

Słuszne zastrzeżenia. Może być różnie

Bartek
4 miesięcy temu
Reply to  Sylwester

Tak, tak ameryka upada…..

Rafał
4 miesięcy temu

Z tego co pamiętam to w zeszłym roku USA miało zrolować dług o olbrzymiej wartości. Rynkowe, długoterminowe stopy procentowe są wciąż bardzo wysokie, więc jestem ciekawy jakie odsetki będą teraz płacić od tego długu.

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  Rafał

To jest ważne pytanie. Ale na razie chętnych do kupowania amerykańskich obligacji nie brakuje, więc przynajmniej nie będą musieli się ścigać na rentowność z jakimiś bantustanami 😉

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie brakuje? Znowu uprawia pan bajdurzenie. 3/4 długu USA w 2025 było zobowiązaniami krótkoterminowymi. W 2026 będzie jeszcze gorzej. USA spłaca zobowiązania krótkoterminowe kolejnymi zobowiązaniami krótkoterminowymi, bo pies z kulawą nogą nie chce nawet nasikać na amerykańskie obligacje długoterminowe… Arabia Saudyjska szykuje emisję obligacji na 600 mld $ nominowanych w $ – zobaczymy, czy inwestorzy wolą obligacje USA czy „bantustanu” AS… :-))))

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

Rentowność obligacji rocznych USA rok temu – 4,2%. Rentowność obligacji rocznych USA dziś – 3,5% https://stooq.pl/q/?s=1yusy.b&c=1y&t=l&a=lg&b=0 Rentowność obligacji 10-letnich (tych, na które podobno „nikt nie chce nasikać”) rok temu 4,6%, teraz 4,2% https://stooq.pl/q/?s=10yusy.b A co pokazuje niższa rentowność przy wyższej emisji? 😉 Jak już musi Pan robić z siebie idiotę, bo tym zarabia na życie, to proszę robić to tam, gdzie to nie zostanie błyskawicznie zweryfikowane i zdemaskowane. Tutaj to szkoda roboty, bo efekt jest odwrotny od zamierzonego. Ludzie widzą, że przychodzi płatny troll i nie umie się obronić się merytorycznie, tylko wychodzi przy każdej okazji na durnia, więc nie… Czytaj więcej »

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Już idiotom, jak wie pan komu, tłumaczyłem, że to banki centralne, a nie rynek, ustalają wysokość stóp procentowych i FED musiał je obniżyć, by USA wydajace na odsetki więcej niż na armię (historycznie ostatni dzwonek przed upadkiem) nie zbankrutowały. I to FED a nie klienci obligacje kupuje. Informację, że w 2025 inwestycje banków centralnych w złoto przewyższyły inwestycje w obligacje należy czytać, że świat obligacje zachodnie wyrzucał a banki centralne Zachodu uruchomiły drukarki walut i to skupowały. Taki jest „popyt” na obligacje USA. Ale jak ktoś chce z siebie robić idiotę… Zobaczymy za rok po cenach złota czy kto z… Czytaj więcej »

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

A ja po raz ostatni tłumaczę, jak idiocie (ale mając świadomość, że płatny, ruski troll może nie zrozumieć), że to są rentowności występujące w handlu obligacjami na rynku wtórnym, a więc ustalane przez rynek, a nie przez żadne centralne stopy procentowe. W przypadku rocznych papierów stopa banku centralnego (a ściślej koszt pieniądza pożyczanego i deponowanego w kasie Fed) może jeszcze mieć pośredni wpływ na cenę na rynku wtórnym, ale w przypadku papierów 10-letnich – decyduje rynek. Jeśli ktoś ma ulokować pieniądze na 10 lat, to go mało obchodzi jakie teraz są stopy banku centralnego. 10-letnie obligacje rok temu miały wyższy… Czytaj więcej »

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A ja jak dla tępaka usiłuję wyjaśnić, a pan tego nie może pojąć, że po prostu NIE JEST MATEMATYCZNIE MOŻLIWE, by „rynkowa” stopa procentowa obligacji przekraczała stopę „lombardową” BC w krajach z drukarką pieniędzy bez pokrycia, bo władza takim czy innym mechanizmem po prostu pożyczy tą kasę w BC jeśli odsetki żądane przez inwestorów będą wyższe niż stopa lombardowa a BC mając do wyboru: zatopić budżet i wywołać krach lub okraść inflacją obywateli, wiadomo co wybierze, więc skarbowi państwa nie odmówi… A gdyby odmawiał (choć w XXI w. nie odmawia…), to banki komercyjne robiły by arbitraż i za tańszy kredyt… Czytaj więcej »

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

To jak też jak dla tępaka. Podaje Pan ile obecnie wynosi stopa lombardowa w Fed i ile wynosi rentowność obligacji 10-letnich USA na rynku. Jeśli Pan nie poda – to znaczy, że Pan się skompromitował. Podaje Pan – i cały Pański „matematyczny” wywód ruskiego trolla ląduje w tej samej kloace, co Putin.

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

I FED te „opłacalne” obligacje 10 letnie skupuje przez podstawione kraiki karaibskie, bo inwestorzy na 10 letnie obligacje USA nie chcą patrzeć… :-))))

Admin
4 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

Ojej, żadnej liczby? Jaka żałosna kapitulacja ;-)))

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu

[CENZURA-red, bełkot]

BadaczTalmudu
4 miesięcy temu

Od lat tłumaczę, że USA tak zniszczyły swój przemysł, że odpalając go 24/7 są w stanie pokryć zaledwie 1/3 swoich potrzeb (mają produkcję przemysłową… mniejszą od Rosji przy 2,2x większej ludności i dużo wyższej konsumpcji!) a odbudowa przemysłu to… minimum 2 pokolenia a zacząć trzeba jak Kennedy zapowiadajacy lądowanie na Księżycu – od reformy szkolnictwa polegajacym na odejściu od lewackich affirmative action i gender na rzecz wysokich wymagań STEM (to pokolenie wykształcone za Kennedyego stworzyło Krzemową Dolinę i hi-tec USA. Potem lewacy hippisi opanowali uniwesytety…). Bez tego nie będzie miał kto odbudować przemysłu! Kolejnym krokiem musi być likwidacja FED i… Czytaj więcej »

Paweł
4 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

„Przywrócenie parytetu złota – bez tego gospodarka nie rozkwitnie” ROTFL bajeczka goldbugów dla naiwnych. Jakiż to mieliśmy fantastyczny rozwój gospodarki na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX wieku. Akurat z kryzysu jako pierwsze wychodziły panstwa, które jako pierwsze zrywały ze standardem złota. Standard złota realizuje potrzeby jedynie najbogatszej części społeczeństwa. Wyjaśnienie jest bardzo proste. Przy standardzie złota wystarczy wpędzić pozostałą część społeczeństwa w długi przykładowo poprzez wymuszenie na niej brania kredytów na mieszkania albo namówienie do kupowania akcji na kredyt, a potem można pierdzieć w stołek zbierając zyski z silnie dodatnich realnych stóp procentowych i patrząc jak cała reszta społeczeństwa… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu