26 listopada 2025

mBank policzył co się stanie z naszymi portfelami, gdy ogłoszą pokój na Ukrainie. I przedstawił kilka „szokujących prognoz”. Co mogą oznaczać?

mBank policzył co się stanie z naszymi portfelami, gdy ogłoszą pokój na Ukrainie. I przedstawił kilka „szokujących prognoz”. Co mogą oznaczać?

Ekonomiści mBanku chyba pozazdrościli Duńczykom z Saxo – którzy za każdym razem przed końcem roku wystawiają swoje „szokujące prognozy” – i też postanowili się wyróżnić. Policzyli, ile polska gospodarka straci jeśli wojna się skończy i Ukraińcy wyjadą. Obstawiają też scenariusz bardzo niskich stóp procentowych i każą… nie przejmować się ogromną dziurą budżetową Polski. Co może oznaczać dla naszych portfeli, jeśli „szokujące prognozy mBanku” się sprawdzą?

Zobacz również:

Koniec roku to czas, w którym ekonomiści przedstawiają swoje prognozy na przyszłość. Z reguły nie są one nadmiernie sensacyjne. Analitycy spodziewają się jeszcze dwóch-trzech obniżek stóp procentowych (do 3,75-3,5%), przyzwoitego wzrostu gospodarki (3,5-4% powyżej inflacji), mizernego wzrostu wynagrodzeń. A więc okoliczności sprzyjających „małej stabilizacji” w naszych portfelach.

Ekonomiści mBanku trochę wyszli poza „rejestr” i w opublikowanym właśnie opracowaniu postawili kilka prognoz, które mogą nieco zaskakiwać, bo odróżniają się od tego, co mówi ekonomiczny mainstream. Jednak zanim do nich przejdę i zastanowię się co mogłyby oznaczać dla naszych portfeli, dwa słowa o bardzo ciekawych szacunkach, jakie mBank przedstawił „w temacie” Ukraińców. Jak wiemy, toczą się rozmowy pokojowe pod auspicjami USA i nie można wykluczyć jakiejś formy zawieszenia wojny. To mogłoby mieć wymierne skutki dla naszych kieszeni. Jakie?

Oczywiście częściowo byłyby to skutki pozytywne: spokój w okolicy to większy popyt na polskie akcje i być może też na obligacje (choć tutaj sytuacja jest stabilna i niezła – płacimy nieco ponad 5,2% za dziesięcioletni dług), być może też większy optymizm konsumentów, a więc większe zakupy (kosztem oszczędzania). Niewykluczone, że polskie firmy zarobiłyby trochę na odbudowie Ukrainy, ale w żadne eldorado ekonomiści mBanku nie wierzą.

„Kolejne próby wymuszenia na Ukrainie traktatu pokojowego przez USA połączone z mocniejszą pozycją negocjacyjną Rosji, oraz coraz większe zainteresowanie procesem przez Turcję (rola „brokera pokojowego”) świadczą w naszej opinii o tym, że zaangażowanie w odbudowę będzie dominujące w przypadku tych trzech państw (tym bardziej, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że w wyniku podpisania traktatu najbardziej zniszczone ziemie przypadną właśnie Rosji)”

mBank policzył co oznacza dla naszych kieszeni pokój na Ukrainie

Natomiast to, co by polskiej gospodarce mocno zaszkodziło, to ewentualny odpływ pracowników ukraińskich z Polski. O ile wzrostu optymizmu konsumenckiego Polaków oraz zysków firm odbudowujących Ukrainę nie da się łatwo oszacować, o tyle potencjalne straty spowodowane powrotem Ukraińców do kraju są – zdaniem autorów analizy – całkiem nieźle kwantyfikowalne.

mBank przyjmuje odważne założenie, że z Polski z dnia na dzień mogłoby w przypadku zakończenia wojny zniknąć ok. 500 000 pracowników z Ukrainy (i przyznaje, że jest to scenariusz w wersji „naprawdę ostrej”). To byłaby prawie połowa wszystkich cudzoziemców pracujących nad Wisłą. Po wrzuceniu tych danych do modelu ekonometrycznego okazało się, że największe straty z odpływu pracowników byłyby w tempie wzrostu PKB, którym tak się chlubimy.

Ekonomiści szacują, że to mogłoby nam „odciąć” 0,8 pkt procentowego PKB w 2026 r., a w dłuższym okresie – w latach 2027-2030 – tempo wzrostu polskiej gospodarki byłoby przeciętnie o 0,2 pkt procentowego niższe. Zatem w przyszłym roku musielibyśmy się pożegnać z szansami na wzrost PKB o ponad 4%, mógłby się zatrzymać na poziomie 3-3,5%. To na pewno nie pomogłoby tym, którzy oczekują podwyżek wynagrodzeń – wolniej kręcąca się gospodarka nie potrzebuje tylu rąk do pracy.

"Szokujące prognozy" mBanku, czyli co będzie jeśli zapanuje pokój na Ukrainie?
„Szokujące prognozy” mBanku, czyli co będzie jeśli zapanuje pokój na Ukrainie?

A inflacja? Brak pracowników do wykonywania niektórych prac (tych, których Polacy podejmują się niechętnie) podwyższyłby ceny niektórych usług. Szacunki oparte na przyjętym modelu pokazały, że inflacja w takim przypadku podniesie się o 0,5-0,6 pkt proc. w skali roku.

„Oznacza to, że zamiast fluktuacji w pobliżu celu inflacyjnego NBP (2,5%) przechodzimy do systematycznego przekraczania poziomu 3%. Podwyższona inflacja wymusza lekką korektę polityki NBP – wpływ rosnącej  inflacji przeważa nad stratami PKB. Dlatego Rada Polityki Pieniężnej będzie utrzymywać wtedy wyższe stopy procentowe”.

To oznaczałoby kłopot dla tych z Was, którzy trzymają pieniądze głównie w bankach (trudniej byłoby je ochronić przed inflacją) oraz dla tych, którzy mają kredyt hipoteczny. Odpływ Ukraińców z polskiego rynku pracy kosztowałby Was jakieś 100-200 zł wyższej raty (przy założeniu, że Rada Polityki Pieniężnej musiałaby utrzymywać stopy o dwie ćwiartki wyżej).

Jak widać – o czym zresztą było już w „Subiektywnie o Finansach” – na Ukraińcach zarabiamy więcej, niż wynosi wartość świadczeń społecznych, które do nich trafiają (choć zgadzam się z tym, że nie doszacowujemy wpływu dodatkowych, częściowo „bezskładkowych” pacjentów na sytuację zapchanej i chwiejącej się ochrony zdrowia. Warto jednak powiedzieć, że mBank przygotował swoje prognozy dla naprawdę najczarniejszego scenariusza. W realu ani tak wielu Ukraińców nie powinno wyjechać, ani nie stanie się to z dnia na dzień.

Więcej o tym jaki jest bilans pobytu Ukraińców w Polsce:

800 plus dla ukraińców bilans zysków i strat

Wcale nie (po)jedziemy na ścianę? „Szokujące prognozy”? A może nie?

mBank ma też kilka ciekawych prognoz dotyczących polskiej gospodarki. Otóż jego analitycy uważają, że… nie ma co wpadać w depresję z powodu wielkiej dziury budżetowej w tym roku oraz prawie takiej samej zaplanowanej na przyszły rok. Polska będzie krajem, w którym różnica między dochodami, a wydatkami państwowego budżetu i samorządów będzie w przyszłym roku największa w Europie – będzie stanowiła równowartość 6,3% polskiego PKB, czyli wszystkiego, co w skali roku wytwarzamy.

W tym roku ta dziura wyniesie 270 mld zł, czyli mniej więcej 7% PKB. Nasze zadłużenie jest może i niewysokie (właśnie dojeżdża do 60% PKB, gdy np. Francuzi mają 100%, Włosi 130%, Amerykanie też mniej więcej 130%), ale większość ekonomistów uważa, że nie może iść w górę w takim tempie, bo to zwyczajnie niebezpieczne.  Więcej o tym pisałem w tym felietonie:

co wyczytałem między wierszami projektu budżetu

Analitycy mBanku nie uważają, że jedziemy na ścianę i że koniecznie musimy szykować poduszki bezpieczeństwa. Za to mówią dwie rzeczy. Po pierwsze jeśli „odessać” wydatki wojskowe sięgające 5% PKB – które są niezbędne i każde zachodnie dziecko kupujące polskie obligacje o tym wie – to dziura budżetowa wcale nie jest tak wielka, jak to wyglądać może na pierwszy rzut oka. Po drugie wzrost wydatków na transfery społeczne odbył się w latach 2020-2023 i żadnych dodatkowych szaleństw się nie przewiduje. A więc nie można powiedzieć, że przyspieszamy jazdę na ścianę.

Po trzecie, jeśli duża część dziury wynika z wydatków na wojsko, które realizujemy za granicą – to ta część dziury w ogóle nie będzie wpływała na wzrost inflacji w Polsce. A dziura budżetowa „bezinflacyjna” jest mniej niebezpieczna, niż ta, która wywołuje inflację (bo wtedy trzeba podwyższać stopy procentowe, rośnie koszt obsługi długu, osłabia się waluta i kryzys gotowy).

„Polska będzie w przyszłym roku krajem z najwyższym deficytem w Unii Europejskiej, sięgającym 6,3% PKB. Nie jesteśmy tym faktem specjalnie zatroskani. (…) Pomimo dużo wyższych potrzeb pożyczkowych netto w 2026 r. w porównaniu poprzednim rokiem (433 mld zł zamiast 300 mld zł), emisje papierów skarbowych nie wrosną. Zawdzięczać mamy to w dużej mierze funduszom unijnym, które będą istotnym źródłem finansowania”.

Czyli część nowego długu „wrzucimy” sobie w transfery z Unii Europejskiej. W rezultacie – jak uważają ekonomiści mBanku – nie powinniśmy spodziewać się wzrostu tzw. premii za ryzyko jeśli chodzi o oprocentowanie obligacji. To kiepska wiadomość z punktu widzenia oszczędzających. Dziś detaliczne obligacje skarbowe dają znacznie wyższe zyski, niż przeciętny depozyt. Ale Ministerstwo Finansów systematycznie tnie oprocentowanie obligacji metodą salami.

Jeśli ekonomiści mBanku mają rację – to rentowność polskich obligacji na rynku nie wzrośnie, a więc w dalszym ciągu będzie można ciąć oprocentowanie detalicznych obligacji „równo z trawą”. Przy okazji zapraszam do obejrzenia rozmowy z Arkadiuszem Balcerowskim, jednym z członków zespołu ekonomistów mBanku (głównym ekonomistą banku jest Marcin Mazurek), którą niedawno w ramach podcastu „Finansowe Sensacje Tygodnia” przeprowadził Maciek Danielewicz:

„Szokujące prognozy” mBanku: ciąg dalszy. Stopy spadną aż tak nisko?

Ostatnia z „szokujących prognoz” (pisząc pół-żartem, bo jednak słynne prognozy Saxo są bardziej kontrowersyjne) dotyczy docelowego poziomu stóp procentowych. Według ekonomistów mBanku inflacja ustabilizuje się w drugiej połowie przyszłego roku na jeszcze niższym poziomie, niż uważają inwestorzy (wyceniając „zakłady” o przyszły poziom stóp procentowych) i niż obstawia większość analityków. Czyli będzie to być może tylko 2,3%. Żywność ma podrożeć tylko o 1%, dobra trwałe o 4%, a usługi o 4,5%. Czyli „prywatna inflacja” tych z Was, którzy mają wyższe dochody (większy udział usług w konsumpcji) będzie wyższa, niż ta „oficjalna”.

To poziom, który – jak sądzą ekonomiści banku – pozwoli Radzie Polityki Pieniężnej obniżyć stopy procentowe do 3%, a więc znacznie poniżej tego, co dziś jest uważane za docelową stopę (3,5-3,75%). Powtórzmy: mówilibyśmy o obniżeniu stóp procentowych (dziś główna wynosi 4,25%) jeszcze aż o pięć ćwiartek. Przypomnę: w 2023 r. stopa spadła o punkt (z 6,75% do 5,75%). W 2025 r. o półtora punktu (z 5,75% do 4,25%). Czyżbyśmy byli jeszcze aż tak daleko od końca spadkowego cyklu?

Ekonomiści mBanku wyliczają argumenty: inflacji nie spowoduje ani dziura budżetowa (o tym było wyżej), ani sytuacja na rynku energii (nic nie wskazuje, by przestało być tanio), ani kurs złotego (skoro nie będzie wyższej premii za ryzyko inwestowania w Polsce to nie ma powodu, żeby złoty spadał), ani wzrost wynagrodzeń.

Czytaj więcej o zaskakującym (?) zakończeniu spirali cenowo-płacowej:

wynagrodzenia rosną wolniej

A co ze spodziewanym boomem kredytowym? Skoro gospodarka ma rosnąć o 4-4,5%, to może i płace powinny znów przyspieszyć? Ekonomiści uważają, że ożywienie inwestycji spowodowane pieniędzmi z Unii Europejskiej to będzie zbyt krótkotrwały impuls, by przywrócić spiralę cenowo-płacową.

Inflacja 2,3% w 2026 r. oznacza, że nawet depozyt oprocentowany na 2,8% powinien dać ochronę realnej wartości pieniądza. A takich dzisiaj nie brakuje w ofertach banków. Znajdziesz je w samcikowym rankingu najlepszych obecnie depozytów – zapraszam. Po „odjęciu” promocji wyłącznie dla nowych klientów i na krótki termin widzę aż cztery lokaty roczne z oprocentowaniem co najmniej 4,5% (kliknij żeby sprawdzić):

Również topniejące w oczach oprocentowanie rządowych obligacji detalicznych w tym scenariuszu jest re-we-la-cyj-ne. Trzyletnie obligacje o stałym oprocentowaniu mają „płacić” 4,65%, a jeszcze przez kilka dni można je kupić z oprocentowaniem 4,9%. Chyba warto się spieszyć (o ile wierzycie w prognozy mBanku).

Więcej o nadchodzących zmianach w oprocentowaniu obligacji:

oferta obligacji skarbowych

Gdyby stopy miały spaść do 3% rocznie, to kredyty hipoteczne miałyby oprocentowanie z „czwórką” z przodu, przynajmniej dla najlepszych klientów. Jeszcze więcej byłoby do ugrania przy refinansowaniu kredytu stałoprocentowego (warto ostro negocjować, bo nawet dzisiejsze „atrakcje” na poziomie 5% nie będą takimi, gdyby sprawdziły się prognozy mBanku).

A co by to oznaczało dla rynku nieruchomości? Cóż, lepsze byłyby też widoki dla rynku najmu (nawet niezbyt wysoka rentowność najmu prawdopodobnie przebiłaby zyski z lokaty bankowej), a może nawet wróciłby złoty czas „kawalerek inwestycyjnych”? A czy wróciłyby dwucyfrowe w skali roku wzrosty cen nieruchomości? Wierzycie w takie cuda? Więcej o obecnej sytuacji na rynku nieruchomości i o sytuacji finansowej deweloperów poczytajcie tutaj:

Bank Pekao prognozuje o ile spadną ceny mieszkań w 2026 r.

wyniki finansowe atal - dużej firmy deweloperskiej

A może to jest tak, że wpływ na „szokujące prognozy” mBanku ma fakt, że to… bądź co bądź odnoga niemieckiego banku? Akcjonariuszem strategicznym jest tu Commerzbank.  Czyżby ekonomiści mBanku spędzili ostatnio trochę czasu we Frankfurcie i nasłuchali się o problemach niemieckiej gospodarki? Na tym tle rzeczywiście Polska nie ma prawie żadnych trosk i jest krajem mlekiem i miodem płynącym. Wszystko jest kwestią punktu odniesienia. Jak uważacie, te „szokujące prognozy” mBanku mogą się sprawdzić?

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

ZOBACZ EXPRESS FINANSOWY I ROZMOWY O PIENIĄDZACH:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu duża rozmowa, a poza tym komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube

zdjęcie tytułowe: schlappohr/pixabay/canva

Subscribe
Powiadom o
62 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
RafałX
4 miesięcy temu

Tak tak już widzę te kolejki na granicach. Do czego niby mają tam wracać? Do najniższych pensji w Europie i powszechnej korupcji.
Jeśli ktoś sądzi, że Rosja pogodzić się z tym, że nie przejęła całej UKR to jest naiwny. Nawet jak nastanie pokoj to na kilka lat.

RafałX
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ile będzie pieniędzy to się jeszcze okaże. Pewnie pierwsze 2-3lata będą inwestycje, a później świat o UKR zapomni. Zresztą przeciętny Ukrainiec tego nie odczuje. UKR podobnie jak ROS ma system oligarchiczny i to będą główni beneficjenci.

Niestety większość będzie żyła w skrajnej biedzie, co świetnie było widać przez 30lat wolnej UKR.

Jak rozmawiam z Ukraińcami to oni wcale nie są skorzy do powrotu i mają raczej negatywny stosunek do tego co się dzieje w ich ojczyźnie.

I tak się stanie
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

I najprawdopodobniej właśnie tak się stanie. Wskazują na to wyniki ankiety przeprowadzonej przez NBP wśród imigrantów z Ukrainy w okresie od 7 kwietnia do 20 czerwca 2025 r.: „w Polsce planuje zostać 51 proc. migrantów przedwojennych z Ukrainy i 24 proc. uchodźców, w obu przypadkach o 3 punkty proc. więcej rok do roku”.

RafałX
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

jeśli zostaną głównie pracujący z dziećmi to dobra wiadomość. Jak dla mnie to nawet za kilka lat mogę się starać o obywatelstwo.

Artur
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

I tak za dużo.

Niko
4 miesięcy temu

Trochę Ukraińców zapewne wróci, niektórzy są nastawieni na pobyt tylko zarobkowy i powrót z kasą do swojego kraju, tam kupują nieruchomości za gotówkę więc najemców może być mniej czy Polska jest ciekawym rynkiem dla emigrantów zarobkowych, tego nie wiem jak to mówią wszędzie dobrze ale w domu najlepiej 😉 demografia i starzejące się społeczeństwo wizją smutna niestety i mało wesoła.

Sławek
4 miesięcy temu

Mamy coraz wiecej prognoz. Od zapowiedzi najwiekszego światowego kryzysu, aż po dalszy rozwoj swiatowej gospodarki. Polska też albo bedzie bankrutować, albo rozwoj bedzie taki, ze pozwoli bezbolesnie zejsc z dlugiem do bezpiecznych poziomow.

Sławek
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Kazdy moze wybrac cos dla siebie. Ja obstawiam, ze bedzie cos po srodku, czyli bez bankructwa ale lądowanie bedzie z lekkimi turbelencjami i wszyscy je lekko odczujemy.

Artur
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ten kto zgadnie wygra życie.

Ppp
4 miesięcy temu

Ukraina po wojnie będzie BIEDNYM krajem, a Ukraińcy, którzy tu przyjechali w 2022r mieli trzy lata na ustabilizowanie swojej sytuacji. Pracują, dzieci posyłają do szkół i wątpliwe, by ktokolwiek spieszył się z wracaniem. Może poza tymi, co i tak kursują tam i z powrotem.
Życzę Ukrainie zwycięstwa, ale nawet w optymistycznej wersji – lekko im potem nie będzie.
Pozdrawiam.

Ppp
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Tylko, że dochodzi jeszcze kwestia czasu i ludzkiej świadomości sytuacyjnej. Zanim Ukraina stanie się „średnim” krajem, zanim ludzie się o tym dowiedzą i podejmą decyzję o powrocie, mając przy tym stabilną sytuację w aktualnym miejscu pobytu – ile minie lat? Opisaliście sytuację typu „Ukraińcy wyjadą szybko i masowo” – tak nie będzie. A jeśli zaczną wracać powoli i po dwudziestu kilku latach? Do UE weszliśmy w 2004r, była wielka emigracja i dopiero teraz się słyszy o znaczącej ilości powrotów, poprzedzonej chyba dziesięcioma latami stabilności – JUŻ nie opłacało się emigrować, ale JESZCZE nie opłacało się wracać. Ta opcja oczywiście jest… Czytaj więcej »

Sławek
4 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Ty sie lepiej zacznij martwić, czy 15-20 lat od zakonczenia wojny gospodarka Ukrainy nie zacznie wyprzedzac naszej. Juz ustawia sie kolejka chetnych na odbudowę tego kraju. USA juz zabezpieczają swoje surowcowe interesy w Ukrainie. Ukraina nadal jest w posiadaniu bardzo żyznych ziem. Nawet teraz, mimo spadajacych rakiet, zwykli ludzie inwestują tam w nieruchomosci (sam znam Polaków, którzy kupili tam mieszkania i szukają kolejnych pod inwestycje).

mietek
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

No nie wiem. Szeroko rozumiany zachód pożyczy/przekaże UKR pieniądze, którymi UKR zapłaci zachodnim firmom za odbudowę. Trochę jak ratowanie Grecji, tj. przekazanie jej środków, żeby faktycznie wypłacić sobie, bo inaczej bankrut nic by nie oddał.

Max
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

My sobie sami robimy kuku. Przez przeregulowanie, kontrole, rozdawnictwo, życie na kredyt. A kto powiedział, że u nas nie będzie oligarchizacji i większej korupcji? My przejadamy już tylko owoce wzrostu po liberalizacji gospodarki po upadku komunizmu, oni dopiero startują. Przeszkodą dla Ukrainy może być demografia, ale akurat w tym to my sami jesteśmy w czarnej d…

RafałX
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Bardzo mało realne. Rosja to jeszcze bogatszy kraj w surowce, a i ziemi im nie brakuje i co z tego skoro większość pożera oligarchia i resorty siłowe.
Ukraina będzie musiał cały czas utrzymywać abstrakcyjnie wysoką armię i ciągle się zbroić, resztę przeżre oligarchia. Przeciętny Ukrainiec będzie bardzo biedny.

Artur
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Ukraina to będzie dojną krowa a nie rozwój. A Moskale nie odpuszcza Ukraińcom i kilka lat po podpisaniu rozejmu znowu się zacznie.

Janek Polak
4 miesięcy temu
Reply to  Artur

Rosjanom nawet po zakończeniu konfliktu będą teraz wszyscy patrzeć na ręce przez 10+ lat. Dość prawdopodobne, że zrobią Ukraińcom „zajazd” (taki „sądziedzki”, jak z „Pana Tadeusza”) przed tym terminem, ale bez takiej niespodzianki jak w 2022.
Ukraina będzie się generalnie powoli piąć w górę po tej kasie na odbudowę. Czy prześcignie? To będzie też wyścig, czy oligarchowie (nasi czy ich ) zrobią sobie „dobrze” szybciej.

Grzegorz
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Plan Marshalla (na dzisiejsze ok 120-130 mld dolarów) umożliwił Niemcom w 12 lat powrót do stanu sprzed wojny i zbudowania gospodarczego hegemona w Europie.

Jeśli Ukraina wykorzysta moment (przy założeniu, że Rosja nie wróciłaby po zakończeniu wojny) to faktycznie to może być możliwe.

Pytanie też – czy i jak Polska – wykorzysta ten moment.

Last edited 4 miesięcy temu by Grzegorz
BadaczTalmudu
4 miesięcy temu

[CENZURA-red, komentarz pozbawiony źródła danych, użytkownik objęty szczególnymi zasadami]

Phx
4 miesięcy temu
Reply to  BadaczTalmudu

+ za cenzurę 🙂 (dopisek, by nie pomyśleć że komentarz był wartościowy)

Piotr Ka
4 miesięcy temu

Spokojnie, poradzimy sobie bez dodatkowej sily pracujacej ze wschodu. Tak samo dobrze, jak radzilismy sobie te 10 czy 15 lat temu. Niech po prostu wszystko bedzie po staremu.

Sławek
4 miesięcy temu
Reply to  Piotr Ka

Nie, nie poradzimy sobie. Jesli dzis wszyscy Ukraińcy by postanowili wrocic do swoich domow, to od jutra moge nie przychodzic do pracy. Bo nie mam po co. Mlodzi polacy nie chca pracowac, wolą zostac influenserami.

Artur
4 miesięcy temu
Reply to  Sławek

A młodzi Ukraińcy to chcą pracować. O Boże widzisz i nie grzmisz. A jak brytole sobie poradzili i radzą po wyjściu z UE. Będzie dobrze. Poradzimy sobie.

Hipolit
4 miesięcy temu
Reply to  Piotr Ka

A teraz zapraszam do analizy, ilu pracujących Polaków przypadało na jednego emeryta 15 lat temu, a ilu teraz…

das
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To i tak nie będzie jak było. Trzeba by było podnieść (albo wariant minimalny wyrównać) wiek emerytalny a i to może nie pomóc …

Niko
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

O kulach,, balkonikach, ledwo chodzących 🤔ciężko będzie im jakiś job wychaczyć😉chyba, że ma Pan, na, myśli pseudo emerytów przed 50😉

Dominik
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Bezczelny atak na świeżą 39 letnia emerytkę Martę Nawrocką. I wielu jej podobnych „zniszczonych służbą”.

Artur
4 miesięcy temu
Reply to  Piotr Ka

Dokładnie. Nie trzeba żadnej obcej siły roboczej tylko innowacji w wydajność pracy. Automatyzacja to jest klucz a nie hordy tanich pracowników a jak i z nie będą potrzebni to będą problemy tak jak w Niemczech.

Postęp czasem oznacza wzrost zaatrudnienia
4 miesięcy temu
Reply to  Artur

Z drugiej strony należy zauważyć, że w niektórych przypadkach innowacyjność technologiczna i modernizacja stylu życia paradoksalnie skutkują wzrostem zatrudnienia. Przykładowo, wzrost liczby użytkowników taxi na aplikację, którzy rezygnują z transportu zbiorowego lub jazdy własnym autem, skutkuje wzrostem liczby kierowców takich taksówek. Analogicznie, wzrost liczby przesyłek odbieranych w paczkomatach, zamiast osobistego zakupu w sklepie stacjonarnym, skutkuje wzrostem liczby kierowców niezbędnych do dowożenia paczek do paczkomatów i pracowników sortowni. Podobnie z dostawami gotowych dań z restauracji do mieszkań i biur, czy dostarczaniem zakupów ze sklepów bezpośrednio do mieszkań.

Cassandra
4 miesięcy temu

Ciekawe wyliczenia, warto poczytać dane, może skończy się biadolenie, jak to Polska niby utrzymuje Ukraińców i do nich dokłada, a nic z nich, rzekomo, nie ma… jest juz znane wiele danych i badań zarówno dot. poziomu zatrudnienia Ukraińców/Ukrainek w Polsce (wg wielu badań wyższe niż… wśród dorosłych Polaków!) jak i ich wkładu „składkowego” do polskiego systemu (ZUS, FUS, ale i.. NFZ)… nie chce mówić, że życzę im (nam?) dalszego trwania wojny, ale… Trzeba też pamiętać o budowie wzajemnych relacji, kontaktów, rozwoju kulturowym obu narodów itp. – to są takie kwestie, które są trudno mierzalne, ale przecież też istotne (a często… Czytaj więcej »

Koszty dodatkowe do uwzględnienia
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Zapewne tak jest. Warto jednak zapytać ile NETTO zarabiamy na tej wojnie. Netto, czyli po pomniejszeniu korzyści (m.in. z tytułu napływu dodatkowej siły roboczej z zagranicy, podatków i opłat płaconych przez emigrantów wojennych etc.) o dodatkowe KOSZTY, które ponosimy w porównaniu do scenariusza „wojny nie ma” (zakupy uzbrojenia, koszty utrzymania nowych jednostek wojskowych, etc.). Takie wyliczenie dałoby obraz korzyści ekonomicznych z tej wojny (jakkolwiek brutalnie to brzmi) bliższy prawdzie.

Adam
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Zgadzam się. Scenariusz alternatywny nazwałem „wojny nie ma”, neutralnie wobec stron konfliktu. Koszty zakupu dodatkowego uzbrojenia są więc w scenariuszu przeciwnym (tym, który się realizuje) „kosztami zawinionymi przez wojnę”. Uważam jednak, że dla prawidłowości metodologicznej, w ogólnym rozrachunku uwzględnić je należy.

Tak jest
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Oczywiście, bez wątpliwości tak jest.

Sławek
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Plan budżetu obronnego, to taka fajna pozycja w wydatkach panstwa, ktora jest bardzo lubiana przez ministerstwo finansow. Dlaczego? Bo mozna sobie zalozyc te 5% na obronnosc i zrealizować w całosci lub (w razie potrzeby) tylko cześciowo. Tam zawsze jest urywany jakiś procencik albo pół.

Nieprzypadkowo dziś zostala wybrana oferta szwedzkich okretów podwodnych dla naszej Marynarki Wojennej. One jeszcze nie weszly do slużby i minie kilka (moze nawet 10) lat zanim my je otrzymamy. A to oznacza, ze nie musimy juz teraz wydawac miliardow zlotych, tak jak by to bylo, gdybysmy wybrali okrety z innej oferty (już istniejące i produkowane).

Phx
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Na każdej wojnie zarabiają państwa „zaangażowane”, najlepiej nie bezpośrednio w działania wojenne. Najeźdźca zarabia, tylko jeżeli szybko i bezboleśnie wygrywa. Zaatakowani zawsze tracą.

Chociaż raz Polska nie jest gospodarzem igrzysk…

asdsad
4 miesięcy temu

Nic nie będzie jak wyjadą. Wcześniej tego tu nie było i Polacy żyli sobie spokojnie bez problemów i dawali radę.

Hieronim
4 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Redaktorze, z tzw. „chłopskim rozumem” chce pan polemizować? 🤣

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu