Czy największy polski bank zrobił o jeden krok za daleko w pędzie do pozyskiwania nowych klientów? Czytelnicy alarmują o kontrowersyjnych zmianach, które przeprowadza bank PKO BP w kultowym programie Szkolnych Kas Oszczędności. „Zacieśnienie współpracy ze szkołami, dotarcie do nowej grupy klientów, możliwość realizacji celów sprzedażowych” – to ma być mocne uderzenie. A jak szkoła się nie zgodzi – to wypowiedzenie umowy. W szkołach podobno oburzenie. Bank przekonuje: chodzi tylko o rozszerzenie programu SKO na starszych uczniów z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi, a nie o sprzedaż produktów bankowych dzieciom na terenie szkoły. A jak jest naprawdę?
Pamiętacie Szkolne Kasy Oszczędności? Jako uczeń trzeciej czy czwartej klasy podstawówki (już dobrze nie pamiętam) zostałem zapisany do takiej kasy i dostałem książeczkę SKO, na którą wpłacałem pieniądze z kieszonkowego. Przynosiłem je nauczycielowi, on wkładał do klasowej skarbonki, dopisywał mi je do salda w książeczce i to był jeden z moich pierwszych kontaktów z oszczędzaniem i finansami.
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Polak z bankiem na wakacjach. Czego oczekujemy od banku w czasie wypoczynku, jaka może być rola AI w planowaniu wyjazdów? [POWERED BY VISA]
- Dwa nowe ETF-y śledzące polski rynek obligacji, czyli trzecia droga dla posiadaczy kapitału inwestujących w polski dług. Komu to się opłaci i ile można zarobić? [POWERED BY PZU]
A potem przyszła hiperinflacja i książeczka SKO stała się tylko fajną pamiątką po oszczędzaniu (choć w powiązaniu ze sklepikiem szkolnym, którym zarządzali w dwutygodniowych slotach czasowych kolejni uczniowie – znacznie lepsza lekcja o finansach i przedsiębiorczości niż to, co jest w szkołach dziś). Dziś to wygląda nieco inaczej – nadal się w SKO oszczędza, ale zamiast książeczek od 2012 roku są już konta bankowe na specjalnej platformie. Programem zarządza największy polski bank – PKO BP. Bierze w nim udział co najmniej kilkadziesiąt szkół.
Potencjał SKO chyba jest dziś niewykorzystany, choć trzeba docenić to wszystko, co PKO BP w ostatnich latach uczynił z tym programem. Zamiast skarbonek klasowych i książeczek oszczędnościowych jest aplikacja mobilna, konta bankowe dla dzieci od szóstego roku życia, wysokie oprocentowanie pieniędzy (6% do 10 000 zł) i wirtualne skarbonki, karty do płacenia w sklepach (pod kontrolą rodziców), subkonta walutowe. Dobra robota, gdy braki w edukacji ekonomicznej i finansowej Polaków są tak dotkliwe.
Sprawa jest jednak delikatna, bo mówimy o pieniądzach, dzieciakach i młodzieży oraz szkole, która musi być wolna nie tylko od polityki, ale też od sprzedażowego marketingu. Oferowanie produktów i usług bankowych z konkretnym logo na terenie szkoły to zawsze kontrowersja, dlatego większość instytucji finansowych angażuje się w liczne programy edukacyjne dla młodych, wspierane przez wydawnictwa, multimedia, poradniki dla rodziców, w ten sposób budując zaufanie do swoich marek.
Szkolne Kasy Oszczędności – choć od 1935 roku prowadzone przez PKO BP – do tej pory kojarzyły się właśnie z edukacją. Pracownicy banku biorą udział w prowadzeniu zajęć z uczniami, a bank organizuje różne programy i konkursy związane z oszczędzaniem. Skarg na to, że przy okazji w szkole świeci się logo PKO BP do tej pory nie było. Niestety, jest ryzyko, że to się może zmienić. Czy SKO jako „czysta”, nieskalana aktywnym marketingiem bankowym edukacja właśnie się kończy? I co dalej z marką Szkolnych Kas Oszczędności?
SKO, czyli edukacja dla dzieci i… konta dla szkół
Z obawami tego dotyczącymi zwrócili się do „Subiektywnie o Finansach” czytelnicy (kilka osób, z których część jednocześnie jest w relacjach zawodowych z bankiem PKO BP). Prośba, którą zgłosił jeden z tych czytelników była następująca: byśmy ocenili – i ewentualnie coś z tą wiedzą zrobili – działania, które podjął największy w Polsce bank w stosunku do szkół współpracujących z nim w ramach Szkolnych Kas Oszczędności, czyli popularnych SKO. Pytanie brzmi: czy to, co robi bank, jest w porządku?
Jak wiadomo, program SKO ma 120 lat tradycji i jest jednym z najważniejszych elementów edukacji finansowej naszych dzieci – łączy praktyczną naukę oszczędzania (kiedyś w postaci fizycznych książeczek SKO, a obecnie rachunków oszczędnościowych SKO) z praktycznym treningiem zarządzania własnymi pieniędzmi. W wielu rodzinach to od rachunków SKO zaczęła się historia kieszonkowego, które jest świetnym narzędziem nauki systematycznego oszczędzania.
„Piszę do Państwa jako do uznanych w świecie internetu ekspertów od finansów, ale także jako do osób, które w swojej codziennej pracy z jednej strony potrafią analitycznie wskazać korzyści płynące z pewnych rozwiązań oferowanych przez instytucje finansowe, ale z drugiej krytycznie potrafią piętnować nadużycia, które również np. w bankach się trafiają”
– to fragment e-maila od jednej z osób. Czytelnik-insider pisze, że dotychczasowa współpraca ze szkołami wygląda następująco: bank udostępniał szkołom materiały edukacyjne dotyczące finansów, cyberbezpieczeństwa, oszczędzania, a dzieciaki miały możliwość udziału w lekcjach online prowadzonych przez pracowników banku. Jednocześnie odbywały się różne konkursy dla szkół (żeby zwrócić uwagę dzieci na temat finansów osobistych), a bank prowadził rachunki SKO dla uczniów
Jednocześnie bank prowadził konta bankowe dla szkół i rad rodziców. Nasz czytelnik pisze, że spora część szkół współpracujących z bankiem zdecydowała się na to głównie właśnie ze względu na możliwość prowadzenia rachunków rozliczeniowych dla rad rodziców. Rady rodziców, ze względu na brak osobowości prawnej, nie mogą założyć klasycznego rachunku bankowego. A bank PKO BP rozwiązywał tę niedogodność bezboleśnie.
Podczas szkolnej wywiadówki bank sprzeda konta dla dzieci?
Program – w swojej dotychczasowej formule – był oczywiście wykorzystywany przez bank jako furtka, dzięki której można było dostać się na teren szkoły i między słowami zachęcić uczniów lub rodziców do bliższej współpracy z bankiem. Ale, co do zasady, to była jednak edukacja „na miękko”, bez agresywnej sprzedaży w szkołach produktów z oferty banku. Zresztą marka SKO jest oddzielona od głównej palety produktów i usług PKO. Teraz to się podobno zmienia.
„Niedawno poinformowano nas o konieczności pilnego kontaktu ze szkołami, by omówić z ich dyrekcjami zasady nowej współpracy, pod hasłem rewitalizacji programu SKO. Rewitalizacja ma polegać głównie na zaprzestaniu oferowania dedykowanych uczniom rachunków SKO, na rzecz sprzedaży tylko i wyłącznie klasycznych rachunków ROR z oferty banku kierowanej do dzieci”
– relacjonuje nasz informator. Jednocześnie pracownicy mieli zostać zobowiązani do nakłaniania dyrekcji szkół do udzielania zgody na prowadzenie na ich terenie działań marketingowych banku. Dyrektorom podsuwa się aneksy do umów o współpracy, w którym jednym z zapisów brzmi: „[Umowa] umożliwia prezentowanie i oferowanie produktów z oferty Banku, przeznaczonych dla grupy wiekowej z przedziału 6-19 lat”.
Innymi słowy, bank z jednej strony chce zamieniać uczniom „neutralne marketingowo” i „nadzorowane” przez opiekunów szkolnych rachunki SKO na zwykłe konta dla dzieci z oferty PKO BP, a z drugiej poniekąd wymuszać na szkole zgodę na wejście pracownika banku i możliwość oferowania produktów bankowych (kont, ubezpieczeń dla dzieci) rodzicom np. podczas wywiadówek szkolnych (bez możliwości oferowania ich bezpośrednio dzieciom). Jeden z naszych czytelników twierdzi, że w grę wchodzi m.in. też wywieszenie plakatów na korytarzu szkolnym.
Dlaczego aż „wymuszać”? Otóż czytelnik twierdzi, że brak zgody na podpisanie aneksu przez dyrektora szkoły ma prowadzić do wypowiedzenia szkole umowy o współpracy, a tym samym wypowiedzenie i zamknięcie wszystkich rachunków prowadzonych dla szkoły, w tym również dla rad rodziców. A to byłby dla szkoły problem.
CZYTAJ TEŻ:
„Dotrzemy do nowych grup klientów…”. A w szkołach niesmak
Nasz dobrze poinformowany czytelnik twierdzi, że szkołom dano na podjęcie decyzji czas tylko do końca września ze względu na „procedury w banku”. A prawda jest pewnie bardziej trywialna. Mamy wrzesień, okres gorący w każdej szkole zarówno dla pracowników, jak i dla rodziców. Lepszego momentu nie będzie.
„Z sygnałów, które docierają do mnie od zaprzyjaźnionych oddziałów, które są po pierwszych rozmowach ze szkołami, jasno wynika, że szkoły są oburzone takim obrotem sprawy. Informacja dla szkoły o wypowiedzeniu rachunków rad rodziców w tym okresie może być bardzo trudna. Konieczność znalezienia innego banku do współpracy (najczęściej spółdzielczego), zmiana numeru konta w sytuacji, gdy rodzice już wpłacają różnego rodzaju składki przelewami, to gwarancja chaosu”
– uważa nasz informator. I dodaje, że cała sytuacja na koniec uderzy rykoszetem w wizerunek banku, na który lokalnie pracownicy bardzo ciężko pracują. Obawia się, że w szkołach powstanie atmosfera buntu – nawet jeśli dyrektorzy podpiszą dictum, to będzie koniec dobrej, obopólnie korzystnej i edukacyjnie potrzebnej współpracy. Zwłaszcza tam, gdzie w mieście jest tylko jeden oddział banku – wtedy cała negatywna energia i zła opinia rodziców i nauczycieli spłynie na Bogu ducha winnych pracowników lokalnego oddziału.
„Przedstawia się nam tę sytuację jako szansę na zacieśnienie współpracy ze szkołami, dotarcie do nowej grupy klientów, możliwość realizacji celów sprzedażowych i strategii banku. (…) Mam nadzieję na zainteresowanie Państwa tym tematem”
– alarmuje jeden z czytelników, jednocześnie zaangażowany w ten projekt w największym polskim banku. Wchodzenie banków z marketingiem do szkół to zawsze ryzykowny pomysł. Można to robić, ale tylko za zgodą dyrekcji i rady rodziców. Nawet jeśli w szkole o finansach opowiada przedstawiciel banku, to powinien robić to w oderwaniu od konkretnych produktów i usług. Zarówno w banku, jak i w szkołach, zastanawiają się czy aneksy podsuwane dyrektorom szkół nie są „piątą kolumną”, która rozwali to, co w ramach SKO zbudowano.
Zamiast SKO Konto dla Ucznia będzie PKO Konto Dziecka
Czy efektem tego pomysłu będzie de facto zaoranie działającego od wielu dziesiątek lat programu Szkolnych Kas Oszczędnościowych i wprowadzenie zamiast tego zwykłych kont PKO BP dla dzieci i młodzieży? Oczywiście nie chcemy oceniać sytuacji na podstawie relacji z jednej strony (choć dobrze udokumentowanej). Dlatego zapytaliśmy bank na czym dokładnie polega szykowana zmiana zasad programu SKO i czy rzeczywiście jest się czym przejmować?
„Najważniejsza zmiana polega na tym, że SKO rozszerza się na starszych uczniów, w tym uczniów szkół ponadpodstawowych, a dzieci i młodzież będą mogły korzystać z rachunków dostępnych w standardowej ofercie PKO Banku Polskiego. Dotychczas SKO obejmowało uczniów do szóstej klasy szkół podstawowych, a uczestnik programu mógł – za zgodą rodzica lub opiekuna prawnego – korzystać z SKO Konta dla Ucznia”.
– tłumaczy bank. Takie konto dla dziecka poniżej 13-go roku życia z definicji ma charakter pasywny. Funkcje są ograniczone, nie można do takiego rachunku wydać „normalnej” karty płatniczej (a tylko taką, która jest przypięta do konta opiekuna), a dostęp do serwisu bankowego nie daje możliwości samodzielnego wykonywania działań, np. przelewów (każda operacja musi być autoryzowana przez opiekuna).
„W nowym modelu zmienia się właśnie ten element. W zależności od wieku dziecka będzie ono mogło korzystać z obecnego od dawna w ofercie PKO Konta Dziecka albo PKO Konta dla Młodych, również za zgodą i przy udziale rodzica lub opiekuna prawnego. Konta te oferują funkcje niedostępne wcześniej w SKO Koncie dla Ucznia, m.in. kartę płatniczą, dostęp do aplikacji, możliwość wykonywania płatności oraz korzystania z BLIK – zależnie od rodzaju konta. SKO nadal odpowiada za edukację finansową, natomiast praktyczna nauka korzystania z bankowości odbywa się przy wykorzystaniu pełniejszych narzędzi bankowych”.
– tłumaczy bank. A więc rzeczywiście: ma być ofensywa i mają być w niej wykorzystane produkty banku. I to – samo w sobie – z perspektywy celów edukacyjnych może mieć sens. Konta SKO w obecnej formule w zasadzie umożliwiają tylko gromadzenie pieniędzy, a nie sensowne zarządzanie nimi. Z tego punktu widzenia zmiana mogłaby być na plus, przynajmniej w sensie większych możliwości, które dostaną dzieciaki, żeby uczyć się o finansach na własnych pieniądzach (a nie na zasadzie lizania cukierka przez papierek).
Z drugiej strony rośnie ryzyko „wywłaszczenia” SKO z funkcji stricte edukacyjnych i „ubrania” programu w płaszcz marketingu i sprzedaży. Tam, gdzie pojawia się oferowanie kont i kart z oferty banku, trudniej o rzetelną edukację, ale oczywiście nie jest ona niemożliwa, czego żywym przykładem – jak sądzę – jest „Subiektywnie o Finansach” (współpracujemy z markami ze świata finansów, jednocześnie prowadząc uczciwą i rzetelną edukację). Ale zmianę „marketingową” widać nawet na poziomie nazewnictwa. SKO Konto dla Ucznia ma być zamienione na PKO Konto Dziecka.
„Program SKO pozostaje bez zmian w swoim podstawowym edukacyjnym celu – nadal służy rozwijaniu wiedzy finansowej, przedsiębiorczości i innych kompetencji przyszłości. Uczeń może uczestniczyć w działaniach edukacyjnych SKO niezależnie od tego, czy ma konto w PKO Banku Polskim, czy w innym banku, czy też, gdy nie ma w ogóle konta bankowego”
– przekonuje bank. Ale jednocześnie bank przyznaje, że rezygnuje z dotychczasowych rachunków SKO i zamierza zastępować je standardowymi rachunkami dla dzieci i młodzieży. „Nie oznacza to jednak rezygnacji z programu SKO” – taki jest podstawowy statement banku. Cóż, po owocach ich poznamy.
CZYTAJ TEŻ:
PKO BP tłumaczy: nie likwidujemy SKO, tylko go rozszerzamy
Jeśli dobrze rozumiem: zmienić się ma narzędzie, na nowocześniejsze. Czy to oznacza, że celem może się okazać sprzedaż produktów i usług, a edukacja będzie miała charakter „usługowy”, nie będzie już samodzielną linią działania banku, realizowaną de facto pro bono? Oczywiście: bank ma prawo oferować swoje usługi klientom w każdej grupie wiekowej. Edukacja może być jednym z narzędzi wspierających pozyskiwanie klientów. Ale czy to powinno tak działać w szkole?
„Udział w edukacyjnych działaniach SKO nie wymaga posiadania konta w PKO Banku Polskim. Uczeń może korzystać z materiałów, lekcji, konkursów i innych inicjatyw SKO niezależnie od tego, w którym banku ma rachunek lub czy w ogóle go posiada. W ramach SKO nadal dostępne będą również bezpłatne materiały edukacyjne dotyczące m.in. finansów, przedsiębiorczości, ekologii, zdrowego stylu życia, pierwszej pomocy i cyberbezpieczeństwa – w tym scenariusze lekcji, publikacje, filmy, podcasty i testy wiedzy ekonomicznej”
– przekonuje bank. SKO Konto dla Ucznia – może niezbyt rozwinięte jeśli chodzi o funkcjonalności, nie mające wielu potrzebnych atutów – miało jedną zaletę: nie było komunikacyjnie prezentowane jako konto w konkretnym banku (choć oczywiście stał za nim PKO BP). I dyrektorowi szkoły łatwiej było podjąć decyzję o wpuszczeniu „lisa do kurnika”, czyli pracownika banku do klasy pełnej małolatów.
Zapytałem też, czy warunkiem dalszej współpracy ze szkołą, w tym prowadzenia rachunków szkoły lub rady rodziców, będzie podpisanie aneksu umożliwiającego bankowi prezentowanie lub oferowanie produktów bankowych na terenie szkoły. Czy rzeczywiście tak jest, że jeśli szkoła nie wyrazi na to zgody, czy bank wypowie jej dotychczasowe umowy i zamknie prowadzone rachunki? Bo to właśnie ten element „szkolnej ofensywy” PKO BP jest z mojego punktu widzenia najbardziej dyskusyjny. Odpowiedź banku potwierdziła to, co napisał czytelnik.
„Tak. Podpisanie nowej umowy jest warunkiem kontynuowania współpracy w ramach SKO na nowych zasadach. Nowa umowa przewiduje możliwość prowadzenia przez bank działań skierowanych wyłącznie do osób dorosłych – rodziców i opiekunów prawnych. Oferta bankowa nie będzie kierowana do dzieci. Jeśli szkoła nie podpisze umowy, dotychczasowa umowa SKO zostanie zakończona. W konsekwencji zamknięte zostaną również rachunki prowadzone w ramach tej umowy, w tym rachunek szkoły, rady rodziców oraz rachunki SKO uczniów”
Dyrektorzy szkół pod ścianą?
Jeśli rzeczywiście szkoły nie dostały np. pół roku, albo chociaż kwartału na podjęcie decyzji o podpisaniu lub odrzuceniu aneksu – oraz zbadania jego zgodności z prawem – to może oznaczać, że bank nie ma wyłącznie czystych intencji, lecz również sprzedażowe. Bardzo proszę odpowiednie organy banku o wydłużenie tej procedury. Stawianie drugiej strony kontraktu pod ścianą nie jest etycznym działaniem biznesowym. A PKO BP do tej pory nie był kojarzony z brakiem etyki.
„Zmiany są wprowadzane na początku roku szkolnego, zgodnie z harmonogramem wdrażania nowej formuły SKO. Szkoły mają czas na podpisanie aneksu do 30 września 2026 r. W tym czasie bank przedstawia szkołom nowe zasady i odpowiada na pytania. W uzasadnionych przypadkach termin może zostać wydłużony, jeśli szkoła jest zainteresowana dalszą współpracą, a rozmowy dotyczące aneksu są już zaawansowane”
– odpowiada bank. A więc przyznaje, że jeśli szkoła nie jest zainteresowana współpracą z bankiem mającą podtekst marketingowy, to nie będzie żadnej współpracy. Takie dictum. Jest jeszcze jedno pytanie: jakiego rodzaju działania bank będzie mógł prowadzić na terenie szkoły? Czy chodzi wyłącznie o edukację finansową, czy także o działania marketingowe i sprzedażowe?
„Nowe zasady pozwalają bankowi prowadzić na terenie szkoły również działania informacyjne dotyczące oferty bankowej, ale wyłącznie wobec osób dorosłych – rodziców i opiekunów prawnych. Nie dotyczy to dzieci. Dyrektor szkoły decyduje, czy i w jakiej formie takie działania będą prowadzone. Każdorazowo są one uzgadniane ze szkołą. Mogą dotyczyć m.in. przedstawiania oferty banku rodzicom lub opiekunom. Jednocześnie edukacja finansowa pozostaje podstawowym celem SKO”
– odpowiada bank. Nie odmawiam bankowi dobrych intencji, ale myślę, że program SKO, istniejący od 120 lat (pierwsza Szkolna Kasa Oszczędności powstała w 1906 r.), powinien być rozwijany z dużą rozwagą i z poszanowaniem jego edukacyjnej tradycji. Przy tak długo funkcjonującym projekcie każda istotna zmiana modelu działania powinna być dobrze zakomunikowana i przeprowadzona wspólnie ze szkołami, a nie poprzez zmuszanie je do jakichś działań. Tak było przez całe stulecie i nie ma powodu, żeby tę równowagę zmieniać.
CZYTAJ TEŻ:
A może… bank nie jest od edukowania, tylko od sprzedawania?
Mam wrażenie, że – nawet jeśli zmiany w funkcjonowaniu SKO są pożyteczne i program mógłby być rozszerzony o nowe narzędzia i starszych uczniów – to odpowiedzialność społeczna banku realizującego ten program powinna podpowiadać bardziej ostrożne działania, nie nastawione na manifestowanie zamiaru pozyskiwania bezpośrednio w szkołach klientów (a niektóre zapisy w podsuwanych dyrektorom aneksach mogą taki zamiar sugerować). I nie nastawione na stawianie dyrektorów szkół pod ścianą.
Być może ten konflikt racji musiał się kiedyś wydarzyć. W sektorze finansowym od lat ścierają się dwa podejścia do roli banków. Jedno akcentuje przede wszystkim ich biznesową funkcję i odpowiedzialność za wynik finansowy – czyli bank jest po to, żeby zarobić jak najwięcej pieniędzy. Drugie zakłada, że instytucje finansowe – właśnie ze względu na skalę swojego wpływu na codzienne decyzje klientów – powinny również współtworzyć odpowiedzialne finanse: pomagać klientom lepiej rozumieć produkty, projektować usługi w sposób przejrzysty i unikać rozwiązań, które mogą być dla nich szkodliwe.
Jest mi bliższe to drugie podejście. Bo bank i klient nie muszą stać po przeciwnych stronach stołu – dobrze zaprojektowane finanse mogą jednocześnie służyć klientowi i być dobrym biznesem dla banku. A co się dzieje, gdy ta równowaga zostaje zachwiana, pokazywała choćby debata wywołana przez film „Banksterzy” – niezależnie od tego, jak oceniamy trafność przedstawionego w nim obrazu.
To wygląda jak próba odstawienia na bok marki SKO i jej stopniowe „gumkowanie” z ekosystemu banku. Zresztą byłoby to zgodne z trendem, jaki ostatnio widać. Niedawno PKO BP ogłosił, że nie będzie już rozwijał marki IKO – jego aplikacja mobilna zmieni markę na PKO (choć przy okazji wprowadzenia przez rząd programu OKI, posiadanie przez bank aplikacji IKO mogłoby być gratką dla marketingowców i sprytnie powiązać aplikację z oszczędzaniem na podatkach). Nie jest też rozwijana marka Inteligo. Czy SKO też ma być odłożone na bok?
Żeby dobrze edukować dziś młodych Polaków, trzeba dać im nowoczesną infrastrukturę. Aplikacje mobilne, platformy do zarządzania pieniędzmi, narzędzia wspomagające oszczędzanie i budżetowanie, być może też narzędzia do limitowanego inwestowania drobnych kwot, karty mobilne, narzędzia „wczesnego ostrzegania” o złych nawykach konsumpcyjnych… Trzeba na to wydać wagony pieniędzy.
Jeśli te pieniądze wydaje bank, to na koniec może się okazać, że wyedukował klienta dla swoich konkurentów. Być może szefowie PKO BP doszli do wniosku, że chcą edukować młodych klientów tylko dla siebie. Zapewne biznesowo uzasadnione, ale musi oznaczać większe tarcia ze szkołami, bo co innego edukacja w oparciu o renomowaną markę SKO, a co innego sprzedawanie w szkołach kont PKO BP. Ostatnie działania banku (akcja z aneksami do umów, pozwalającymi na informowanie o produktach banku w szkołach, których niepodpisanie oznacza koniec udziału szkół w programie SKO) to chyba jednak krok za daleko.
CZYTAJ TEŻ:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
———————————
ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM:
Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.
———————————
ZOBACZ NASZ KANAŁ NA YOUTUBE:
„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu Magazyn „Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy z mądrymi ludźmi, komentarze i wideofelietony poświęcone Twoim pieniądzom oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube
zdjęcie tytułowe: PKO BP











