Jak stworzyć dobry portfel dywidendowy i żyć z wypłat od spółek? Marzeniem wielu inwestorów jest stworzenie portfela dywidendowego złożonego z dużych i stabilnych „dojnych krów”, który pozwala liczyć i na wzrost wartości akcji, i na pasywny dochód z dywidend. Postanowiłem sprawdzić, jak w polskich warunkach sprawdziłoby się inwestowanie „w celu dywidendowym”. Czy ono dla przeciętnego Kowalskiego było w ostatnich latach realne i dostępne? Ile trzeba byłoby mieć pieniędzy, by osiągnąć taki poziom wypłat w skali roku, który pozwalałby na w miarę swobodne życie z dywidend?
W ostatnich latach wybuchła na świecie, i w Polsce też, pasywna rewolucja. Chodzi o inwestowanie tak proste i nudne jak oglądanie rosnącej trawy. Inwestowanie pasywne ma polegać nie na szukaniu wielkich okazji inwestycyjnych, tylko na zdaniu się na siłę szerokiego rynku akcji, który w długim terminie powinien rosnąć wraz z gospodarką.
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Polak z bankiem na wakacjach. Czego oczekujemy od banku w czasie wypoczynku, jaka może być rola AI w planowaniu wyjazdów? [POWERED BY VISA]
- Dwa nowe ETF-y śledzące polski rynek obligacji, czyli trzecia droga dla posiadaczy kapitału inwestujących w polski dług. Komu to się opłaci i ile można zarobić? [POWERED BY PZU]
Jedną z wersji inwestowania pasywnego jest regularne kupowanie jednostek funduszy ETF (notowanych na giełdzie) dających ekspozycję na indeksy giełdowe – czyli będących funduszami pasywnymi (w odróżnieniu od aktywnie zarządzanych funduszy TFI, które próbują bić benchmarki i rynek). Inną bardzo popularną wersją takiego podejścia do lokowania kapitału jest inwestowanie dywidendowe, czyli tworzenie portfela spółek, które regularnie dzielą się zyskiem z akcjonariuszami.
Po stworzeniu portfela dywidendowego, złożonego z dużych i stabilnych „dojnych krów”, inwestor może liczyć i na wzrost wartości akcji, i na pasywny dochód z dywidend. Postanowiłem sprawdzić jak w polskich warunkach sprawdziłoby się w ostatnich latach inwestowanie „pod dywidendy”, ale też czy ono dla przeciętnego Kowalskiego było realne i dostępne? Pamiętajmy bowiem, że dla wielu celem inwestowania w spółki dywidendowe jest osiągnięcie takiego poziomu wypłat w skali roku który pozwalałby na w miarę swobodne życie.
Może nie chodzi tu o życie „jak król”, ale takie bez trosk i zmartwień na co dzień. Przyjąłem, że w obecnych realiach 5 000 zł miesięcznie, wypłacane z rachunku maklerskiego na którym skonstruowano portfel dywidendowy to byłoby coś, co dawałoby właśnie taki „oddech”.
Racjonalny portfel dywidendowy pełen „dojnych krów”
Postanowiłem, że przebadam pod kątem inwestowania dywidendowego na GPW ostatnie 10 lat. Założyłem, że w połowie 2016 roku inwestor Kowalski nie znał się na giełdzie, ale poczynił wtedy pewne racjonalne założenia. Wytypował wtedy pięć spółek do portfela dywidendowego, które były dużymi i stabilnymi biznesami, dzielącymi się zyskami już od kilku lat. Były to podmioty o ugruntowanej pozycji rynkowej, trwałej rentowności operacyjnej oraz transparentnej polityce dywidendowej. Przed sesją w dniu 1 czerwca 2016 miał już swoje typy:
- PKN Orlen (paliwa),
- PZU (ubezpieczenia),
- Dom Development (budownictwo),
- Grupa Kęty (branża stalowa),
- Bank Pekao (finanse).
Nadał tym spółkom równą wagę w portfelu (20%). Taki wybór zapewnił dywersyfikację sektorową, oraz wbudował w portfel mechanizmy zabezpieczające przed fluktuacjami makroekonomicznymi. Okazało się, że niemal wszystkie te spółki w dekadzie 2016-2026 nieprzerwanie dzieliły się zyskami z akcjonariuszami (w 2020 roku Komisja Nadzoru Finansowego zablokowała wypłaty w całym sektorze finansowym w obawie przed skutkami pandemii COVID-19), a tendencja kwot była rosnąca.
Orlen zwiększał wypłatę z 2 zł na akcję w 2016 roku do historycznie rekordowego poziomu 8 zł na akcję w 2026 roku. PZU również szedł ścieżką rosnących transferów do akcjonariuszy (od 2,08 zł w 2016 roku do 4,8 zł w tym roku). Dom Development skorzystał na wzroście rynku mieszkaniowego i ceny metra kwadratowego mieszkania i jego wypłaty zwiększyły się z 3,25 zł na akcję w 2016 roku do 14 zł w 2026 roku.
Grupa Kęty, działająca w przemyśle przetwórstwa aluminium, wypłacała stale aż 85% zysku netto każdego roku, zwiększając kwotę dywidendy z 18 zł w 2016 roku, poprzez rekordowe 62,5 zł w popandemicznym 2022 roku, aż po stabilne 48,97 zł na akcję z zysku wypracowanego w 2025 roku. No i last but not least, Bank Pekao w 2016 roku wypłacił 8,7 zł na akcję, potem kwoty spadły (do 3,21 zł w 2021 roku), aby jednak w ostatnich latach dywidendowo rosnąć do 19,77 zł w tym roku.
Ile pieniędzy musiałby mieć szczęściarz 10 lat temu?
Jak już wspominałem, inwestor Kowalski chciał w 2016 roku, by za ileś-tam-lat dywidendy z jego portfela dawały całkiem niezłe przychody w skali miesiąca. Przyjąłem, że na dziś to oznacza możliwość wypłacania z portfela kwoty 5 000 zł netto miesięcznie (60 000 zł netto rocznie) przy zachowaniu bazy kapitałowej w nienaruszonym stanie. Dobrze by było, żeby po wypłatach została pewna „resztówka”, którą można przeznaczyć na reinwestycję.
Przyjąłem, że bezpiecznym buforem na reinwestycję i powiększanie bazy kapitałowej będzie równowartość dodatkowych 30% wypłacanej kwoty, czyli docelowy strumień gotówki netto w 2026 roku powinien wynosić 78 000 zł. Ponadto, w polskich uwarunkowaniach fiskalnych wypłacane dywidendy podlegają zryczałtowanemu 19-procentowemu podatkowi od zysków kapitałowych, znanemu jako „podatek Belki”. Aby po potrąceniu daniny inwestor otrzymał na rachunek maklerski 78 000 zł, portfel musi wygenerować około 96 296 zł rocznie z dywidend.
Założyłem, że portfel ten będzie prowadzony na zwykłym rachunku maklerskim – bo przecież Kowalski chce wypłacać sobie 70% strumienia dywidendowego na stabilne życie, czego nie mógłby robić z maklerskiego IKE czy IKZE. Zerknąłem na ceny akcji spółek z portfela na dzień 1 września 2026 roku oraz nominalne wysokości dywidend za poprzedni rok obrotowy (2025). Spróbowałem ustalić średnią stopę dywidendy całego koszyka. Poniżej tabelka prezentująca kwoty dywidend i stopę dywidendy dla tych wybranych spółek.
| Spółka | Cena akcji | Dywidenda (2026) | Stopa dywidendy |
| PKN Orlen | 155,54 zł | 8,00 zł | 5,14% |
| PZU | 74,06 zł | 4,80 zł | 6,48% |
| Dom Development | 238,50 zł | 14,00 zł | 5,87% |
| Grupa Kęty | 1219,00 zł | 48,97 zł | 4,02% |
| Bank Pekao | 256,30 zł | 19,77 zł | 7,71% |
| Current Yield (przy wagach 20%) | — | — | 5,844% |
Źródło: Stooq, obliczenia własne
Przy alokacji po 20% w akcje każdej ze spółek portfel ma bieżącą stopę dywidendy (current yield) ok. 5,84%. Jak już wiemy, oczekujemy z dywidend 96 296 zł rocznie, co oznacza, że nominalna wielkość portfela powinna być na poziomie 1 647 775 zł (dane na 1 września 2026 roku).
Skoro już wiemy, co chcielibyśmy mieć na dziś w portfelu i o jakiej wartości, to spróbujmy zastanowić się jak trudno (albo jak łatwo) byłoby to osiągnąć. Warto zaznaczyć, że wybrane spółki rosły w ostatnich 10 latach jak na drożdżach, bowiem wycena Dom Development urosła ponad 10-krotnie, Grupy Kęty – 8,5-krotnie, PZU – 4,6-krotnie, Orlenu – 3,8-krotnie, zaś Banku Pekao – 3,6-krotnie. To dało 6,2-krotny wzrost wartości akcji w portfelu przy założeniu jednorazowego zakupu w połowie 2016 roku i realizacji strategii „kup i trzymaj” bez reinwestowania dywidend. Gdyby reinwestować wypłaty, czyli to co zostało po potrąceniu podatku Belki, to portfel zwiększyłby wycenę 10,6-krotnie!
To znając już docelową i pożądaną wartość na koncie w 2026 roku (1 647 775 zł) oraz wskaźnik zwrotu z uwzględnieniem akumulacji (10,6-krotne powiększenie wartości portfela) możemy zadać najważniejsze pytanie – jaką kwotę musielibyśmy zainwestować jednorazowo w dniu 1 czerwca 2016, by dziś mieć prawie 1,65 mln zł wartości portfela i 5000 zł miesięcznie dochodu z dywidend? Odpowiedzią jest kwota 155 450 zł. Czyli przy założeniu „postawienia” po 31 090 zł na każdą spółkę po 10 latach łączna inwestycja o wartości 155 450 zł Kowalskiego zmieniłoby się w ponad 1,6 mln zł, przy założeniu reinwestycji dywidend.
To jest jednak scenariusz, który jest dostępny dla szczęśliwie zamożnie urodzonych, czy też dziedziców małych fortun. A czy skonstruowanie tego portfela dywidendowego dającego w roku 2026 spokój ducha było dostępne dla przeciętnego Kowalskiego, czy też dla małżeństwa Kowalskich, którzy szczęściarzami nie byli?
Kawaler bez szans, małżeństwo z „zębami w ścianie”
Dla zdecydowanej większości inwestorów dysponowanie wolnym kapitałem na poziomie 155 000 zł w 2016 roku było bardzo trudno osiągalne. Sprawdźmy więc inne scenariusze, polegające na stosowaniu strategii uśredniania (z ang. Dollar Cost Averaging – DCA) poprzez dokonywanie zakupów na każdej pierwszej sesji miesiąca przez 10 lat.
Otóż średnia stopa zwrotu w skali roku z tegoż portfela przekraczała 26% rocznie. By do dziś inwestor zgromadził około 1,65 mln zł, jego stała wpłata z bieżących dochodów musiałaby kształtować się na poziomie około 2 850 zł miesięcznie. Tak mówi matematyka. Czy to było realne, biorąc pod uwagę ile zarabiali Polacy i co działo się w gospodarce?
Przypomnijmy, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce w roku 2016 plasowało się w okolicach 4 047 zł brutto, co dawało niespełna 2 890 zł netto. Systematyczny rozwój gospodarczy i wzrost pensji sprawił, że średnie wynagrodzenie na początku 2022 roku wynosiło około 6 000 zł brutto a w tym roku dobiło już do okolic 9 500 zł brutto, co przekłada się na około 6 800 zł „na rękę”.
Równolegle, koszty życia – czyli utrzymania gospodarstw domowych w Polsce – galopowały. Oczywiście, to była m.in. „zasługa” wzrostu cen energii z uwagi na wojny. Szacuje się, że jeszcze w 2023 roku wydatki na osobę w polskim domu kształtowały się na poziomie 1 636 zł, by w 2025 roku wynieść już 2 015 zł. No cóż, zapewne w tym roku są ponownie o kilka procent wyższe.
Przyjmijmy kilka scenariuszy dla strategii uśredniania wpłat. Załóżmy, że portfel dywidendowy uruchamia kawaler Kowalski, który uzyskuje stały dochód na poziomie 120% średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Zamieszkuje we własnym lokum, dzięki czemu nie uiszcza rat kredytu hipotecznego, no ale musi płacić czynsz i ponosi koszty życia w dużym mieście. W połowie 2016 roku jego dochód to było około 3 468 zł, a na czynsz i inne wydatki przeznaczał oszczędnie około 1 800 zł. To oznacza, że zostawało mu około 1 660 zł. Ergo, przez kilka pierwszych lat w założonym okresie symulacji nie miał możliwości wpłacania 2 850 zł miesięcznie na rachunek w celu budowy portfela dywidendowego.
Oczywiście, od kilku lat sytuacja jest inna. W roku 2025, gdy przeciętne wynagrodzenie w gospodarce skoczyło do 8 903 zł brutto, pensja inwestora wynosiłaby około 7 560 zł netto miesięcznie i nawet po uwzględnieniu inflacyjnych skoków cen koszty jego egzystencji wynosiłyby około 3 200 zł, czyli miałby nadwyżkę rzędu 4 360 zł. A więc wpłacanie 2 850 zł nie stanowiłoby już problemu, no ale ten wymóg obowiązuje przez cały okres stosowania strategii, bowiem jeśli nie zostanie wypełniony, to portfel nie będzie miał szansy odpowiednio urosnąć.
Co ciekawe, zupełnie inaczej wygląda sytuacja, jeśli rozważymy wariant w którym inwestor ma dość dobrze zarabiającą żonę. Czyli założymy model dwuosobowego gospodarstwa domowego, w którym inwestor Kowalski i jego żona zarabiają po 120% średniej płacy. Ich połączony budżet to już jest coś, jednak dodajmy do tego konieczność płacenia przez nich rat kredytu hipotecznego, bo po ślubie musieli kupić mieszkanie.
Z analizy raportów Centrum AMRON-SARFiN wynika, że średnia wartość udzielanego kredytu hipotecznego w 2018 roku wynosiła niespełna 255 000 zł, rosnąc sukcesywnie do ponad 450 000 zł w latach 2024-2026. Wskaźnik WIBOR 3M w 2016 roku kształtował się na poziomie około 1,68%, pozwalając na spłacanie przeciętnego kredytu kwotami na poziomie 1 300–1 500 zł miesięcznie. W 2016 roku łączny dochód netto małżeństwa o którym mówimy wynosił prawie 6 936 zł, a odejmując ratę oraz wyższe koszty życia dla dwóch osób (ok. 2 500 zł), domowy budżet pozwalał na wygenerowanie niezbędnych 2 850 zł na inwestycje, i zostawało jeszcze kilkaset złotych miesięcznie.
Oczywiście, trudno powiedzieć, że byłaby to komfortowa sytuacja, bo to byłoby życie w trybie mocnego zaciskania pasa, bez właściwie żadnych przyjemności. No ale jednak było to możliwe – zbudowanie takiego portfela we dwoje, przy przyjętych założeniach. Oczywiście, niemiłym zwrotem akcji dla budżetu tegoż małżeństwa była drastyczna podwyżka stóp procentowych w latach 2022-2023, gdy WIBOR 3M z historycznego minimum na poziomie 0,21% wystrzelił do 7,05% zwiększając wartość zobowiązań wobec banku o mniej więcej 100%.
Portfel dywidendowy? Nie odkładajcie inwestowania na później!
Częstym błędem popełnianym przez ludzi chcących oszczędzać i inwestować jest odkładanie momentu startu – czyli wejścia na rynek. Koszt odkładania tego momentu ad Calendas Graecas jest bardzo wysoki. Co zaraz udowodnię. Zastanówmy się nad innym wariantem budowy portfela. Przyjmijmy, że inwestor Kowalski zaczyna prowadzić portfel dywidendowy dopiero 1 czerwca 2021 roku, czyli ponad 5 lat temu i 5 lat później niż w poprzednich wariantach.
Tutaj mamy już na starcie sytuację, w której po covidowej hossie notowania akcji wybranych przez nas spółek były znacznie wyżej niż w 2016 roku. Od połowy 2021 roku ten nasz przykładowy portfel urósłby na wartości w ujęciu nominalnym ledwie 3-krotnie, a przy reinwestycji dywidend 4-krotnie. Przypomnijmy, że przy 10 latach inwestowania był wzrost 10-krotny.
W wariancie inwestycji jednorazowej okazuje się, że inwestor zmuszony byłby wyłożyć 1 czerwca 2021 roku kapitał w wysokości około 401 000 zł, by uzyskać oczekiwany rezultat w 2026 roku. Skrócenie czasu trwania inwestycji o połowę wymusza zwiększenie początkowego kapitału o ponad 157%! To pokazuje potęgę długoterminowego inwestowania i giełdowej cierpliwości.
Ekspresowa budowa portfela przez przeciętnego Kowalskiego w 5 lat byłaby niemożliwa. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że skumulowana średnia roczna stopa zwrotu portfela wyniosłaby około 32%, to inwestor kawaler musiałby odprowadzać na konto maklerskie ponad 11 300 zł co miesiąc, i musiałby wyłożyć przez 5 lat około 678 000 zł (wobec 330 000 zł wkładu w scenariuszu 10-letnim). No cóż, może i są kawalerowie tak obrotni i tak świetnie zarabiający, ale to byłby wysiłek przekraczający zdolności 98% polskich gospodarstw domowych.
I nawet jeśli wykonamy szacunki dla małżeństwa Kowalskich, gdzie on i ona zarabiają po 120% średniej krajowej, to też nie wygląda to wesoło. To mission impossible. Nawet w latach 2025 – 2026 ich maksymalne miesięczne oszczędności mogłyby wynieść ok. 8 000 – 9 400 zł, czyli sporo mniej niż wymagana kwota.
Jakie możemy wyciągnąć wnioski z tej symulacji? Główny to taki, że naprawdę trudno przeciętnemu Kowalskiemu zbudować porządny portfel dywidendowy w okresie krótszym niż 10 lat, o ile nie odziedziczył jakiejś pokaźnej sumki. A weźmy pod uwagę, że ostatnie 10 lat na polskiej giełdzie – mimo kilku nerwowych momentów, jak covidowy krach z 2020 roku czy bessa z 2022 roku – było naprawdę sprzyjające, i przecież nie wiadomo, czy koniunktura będzie dopisywała przez kolejne 10 lat.
Widzimy też jak na dłoni, że jeśli już decydujemy się budować portfel dywidendowy, to warto go zdywersyfikować sektorowo i postawić na duże i stabilne biznesy mające ustalone hojne polityki dywidendowe. Nawet jeśli jakiś sektor będzie miał słabsze momenty (jak banki w latach 2020-21), to inne sektory „pociągną” portfel.
Owszem, nasz wirtualny portfel dywidendowy złożony z PZU, Orlenu, Grupy Kęty, Banku Pekao i Dom Development to był świetny pomysł na lata 2016-2026. Można było na nim zbudować spokojny sen, o ile miało się całkiem spory kapitał początkowy, albo co najmniej dobrze zarabiało i było w słynącym z oszczędności, dyscypliny i systematyczności związku. Pamiętajmy jednak, że stare powiedzonko polskich inwestorów brzmi: analiza wsteczna zawsze skuteczna…
————————
CZYTAJ JAK ZACZĄĆ OSZCZĘDZAĆ:
————————
Źródło okładki: unsplash





