12 grudnia 2021

Dłużne dylematy. Czy w erze inflacji i rosnących stóp procentowych obligacje są jeszcze „bezpieczniejszą częścią portfela”? Czy da się je czymś zastąpić?

Dłużne dylematy. Czy w erze inflacji i rosnących stóp procentowych obligacje są jeszcze „bezpieczniejszą częścią portfela”? Czy da się je czymś zastąpić?

Przez długie dziesięciolecia portfele inwestorów składały się przede wszystkim z dwóch rodzajów inwestycji – akcji i obligacji. Dzięki obligacjom dostawało się ochronę przed inflacją, a dzięki akcjom można było ugrać „coś ekstra”. Ale teraz ta strategia przestała działać. Z jakim ryzykiem wiąże się dziś inwestowanie w obligacje, zwłaszcza tzw. high yield, czyli te o wyższej rentowności?

Typowy portfel inwestora przez długie lata składał się z funduszy (ostatnio ich miejsce zajmują ETF-y) akcji oraz obligacji – w różnych proporcjach. Czasem było to 70:30 na korzyść akcji, a czasem odwrotnie – 70:30 na korzyść obligacji. Albo 60:40. Zależało od profilu inwestora i sytuacji w gospodarce. Obligacje w tym tandemie dawały kilka procent rocznego zysku, czyli ochronę przed inflacją.

Zobacz również:

Kto chciał ograniczać ryzyko do minimum, inwestował wyłącznie w obligacje rządowe. Kto szukał trochę wyższego zysku i był gotów zapłacić za to stresikiem – wybierał obligacje korporacyjne, w tym high-yield, czyli wysokodochodowe (emitowane przez firmy o podwyższonym profilu ryzyka).

Dlaczego inwestowanie w obligacje już „nie działa” tak jak kiedyś?

Niestety, w ostatnim czasie inwestowanie w obligacje już tak nie działa. Inflacja odleciała w kosmos, a rentowność obligacji przestała za nią nadążać. Banki centralne wydrukowały tyle nowego pieniądza, który trafił w ręce inwestorów, że zaburzyło to konkurencję o ten pieniądz. Niestety dotyczy to nie tylko obligacji emitowanych przez rządy, ale też tych, które emitują firmy poszukujące finansowania.

A to właśnie takie obligacje były do tej pory postrzegane jako potencjalny ratunek przed inflacją. Skoro nie da się zarobić w banku i skoro nie da się zarobić na obligacjach emitowanych przez państwa, to zwykle godziwy zarobek dawały przynajmniej obligacje firm o tzw. ratingu nieinwestycyjnym, potocznie zwane high-yield. Kilkuprocentowe ryzyko bankructwa było okraszone wypłatą odsetek pokrywających z naddatkiem inflację.

Ale i to się skończyło. Pogoń za jakimkolwiek zyskiem powoduje, że inwestorzy są skłonni akceptować coraz niższą rentowność inwestycji w obligacje korporacyjne. I nie tylko korporacyjne – nawet oprocentowanie obligacji niektórych państw spadło do poziomu, którego nikt nie mógłby się w normalnych czasach spodziewać (jakiś czas temu opisywaliśmy na „Subiektywnie o Finansach” sytuację, w której polskie obligacje dawały niższy procent niż… amerykańskie – to było przejściowe, ale się zdarzyło).

Podobnie jest na rynku obligacji emitowanych przez spółki – te o potencjalnie wyższym ryzyku bankructwa pożyczają na rynku pieniądze, oferując oprocentowanie, którym wcześniej mogli poszczycić się tylko giganci, spółki kultowe i niezatapialne. Inwestowanie w obligacje stało się… dziwne.

Spada mocno różnica między oprocentowaniem obligacji emitowanych przez przedsiębiorstwa (czyli tych, z którymi wiąże się ryzyko kredytowe) a oprocentowaniem obligacji państw rozwiniętych (uważanym za najbezpieczniejszy, bo kraje europejskie czy USA nie upadną). Im niższy spread, tym mniejsza „nagroda” za dodanie bardziej ryzykownych obligacji do portfela.

Ta „nagroda” w zwykłych czasach wynosiła 4-5% (punktów procentowych), a w czasach podwyższonego ryzyka – nawet 8-9% (punktów procentowych). O tyle wyższe odsetki dostawali inwestorzy w zamian za wzięcie „na klatę” ryzyka kredytowego. Dziś na rynku amerykańskim ten spread (liczony jako porównanie rentowności obligacji skarbowych oraz tych korporacyjnych o ratingu nieinwestycyjnym) wynosi niecałe 3,2%.

Spread między obligacjami rządowymi i high-yield
Spread między obligacjami rządowymi i high-yield

W przypadku obligacji emitowanych przez europejskie firmy efektywna rentowność wynosi dziś zaledwie 2,7%, czyli jest znacznie poniżej inflacji. Oznacza to, że nawet podjęcie ryzyka i zainwestowanie w obligacje emitowane przez firmy (które to firmy teoretycznie mogą upaść i nie oddać pieniędzy) nie daje szansy ochrony pieniędzy przed inflacją.

Obligacje rządowe i high-yield. Spread w Europie
Obligacje rządowe i high-yield. Spread w Europie

Default rate, czyli kiedy inwestowanie w obligacje staje się pułapką?

Weźmy teraz na warsztat kolejny parametr opisujący ryzyko i potencjalny zysk z lokowania pieniędzy w obligacje korporacyjne o wysokim oprocentowaniu, czyli default rate (współczynnik bankructw). Mówi on o tym, jaki procent firm upada i nie wykupuje wyemitowanych przez siebie obligacji. Obecnie jest to 4,7%, a w przyszłym roku prawdopodobnie odsetek ten spadnie do 3,25% (więcej informacji pod tym linkiem).

Gdybyśmy więc zainwestowali we wszystkie możliwe obligacje high-yield (czyli o podwyższonym ryzyku), uzyskalibyśmy średnio 2,7% efektywnego zysku, tracąc z drugiej strony 4,7% kapitału z tytułu niewypłacalności części firm. Ponieślibyśmy więc stratę.

Inwestowanie w obligacje emitowane przez firmy. Jakie jest ryzyko?
Inwestowanie w obligacje emitowane przez firmy. Jakie jest ryzyko?

 

Inwestowanie w obligacje - default rate obligacji o ratingu spekulacyjnym
Inwestowanie w obligacje – default rate obligacji o ratingu spekulacyjnym

Oczywiście to rachunek uproszczony. Po pierwsze defaut rate zmienia się w czasie (w najbliższej przyszłości zapewne się obniży). Po drugie nawet default nie oznacza od razu bankructwa firmy, czasem udaje się odzyskać część pieniędzy w ramach postępowania układowego (zatem realnie default rate jest niższa). Po trzecie w takie obligacje inwestujemy zwykle poprzez fundusze, które dają szansę na to, że zarządzający ominą najgorsze rafy.

W ostatnich kwartałach, dzięki wpompowaniu ogromnej ilości pieniędzy do gospodarki przez banki centralne, nawet źle zarządzane przedsiębiorstwa uzyskują bez problemu finansowanie.

Wartość emitowanych obligacji high-yield
Wartość emitowanych obligacji high-yield

Powyższy wykres pokazuje, że firmy o ratingu nieinwestycyjnym znacznie chętniej niż w poprzednich latach przychodzą do inwestorów po pieniądze. To nie jest dziwne – jeśli ten pieniądz jest tani i inwestorzy są skłonni pożyczać pieniądze na niski procent nawet firmom, których sytuacja nie jest kwitnąca, to…

„Na rynku jest sporo firm „zombie”, które w normalnych warunkach przestałyby już dawno istnieć. Jeżeli banki centralne zaczną ograniczać podaż pieniądza na rynku, by walczyć z inflacją, stopy procentowe pójdą w górę i takie firmy mogą mieć kłopoty. Z jednej strony pogorszy się koniunktura gospodarcza, a z drugiej – wzrośnie oprocentowanie zadłużenia. Może się okazać, ze firm, które mają problem z finansowaniem swojej działalności będzie dużo więcej”

– ostrzega Jędrzej Janiak z F-Trust, platformy umożliwiającej inwestowanie w kilka tysięcy funduszy inwestycyjnych z całego świata. Sprawa chińskiego dewelopera Evergrande była pierwszą zajawką tego, co się może zdarzyć z firmą, która jest mocno zadłużona, gdy spadnie popyt na jej usługi.

Co jeśli nie inwestowanie w obligacje high-yield?

Wygląda więc na to, że obecnie inwestowanie w obligacje korporacyjne typu high yield (czyli takie o relatywnie niskim ratingu, ale płacące posiadaczom wyemitowanych przez siebie obligacji kilka procent w skali roku) podejmujemy ryzyko podobne do tego, które występuje na rynku akcji, ale w zamian otrzymujemy realnie niewielką nagrodę (jakieś 3% odsetek).

„Wydaje się, że szukanie zysków poprzez inwestowanie w akcje porządnych spółek wypłacających dywidendę jest dziś bardziej racjonalne, niż szukanie ich w obligacjach firm o podwyższonym ryzyku. Nie warto podejmować zbytniego ryzyka, radziłbym – jeśli już kupujemy obligacje korporacyjne – trzymać się największych i najbardziej wiarygodnych emitentów, a większość obligacyjnej części portfela i tak trzymać w obligacjach rządowych, najlepiej tych indeksowanych do inflacji”

– mówi Jędrzej Janiak z F-Trust. Warto zauważyć, że mówimy przez cały czas o globalnym rynku obligacji korporacyjnych. Nasz, polski rynek – choć oczywiście też podatny na wahania koniunktury – jest specyficzny i nie do końca poddaje się takiemu „zwymiarowaniu”. O nim – i o inwestowaniu w obligacje emitowane przez polskie firmy – piszę w sąsiednim cyklu edukacyjnym.

Czytaj też: Obligacje korporacyjne – idzie wielki kryzys czy okazja do zarobku? (subiektywnieofinansach.pl)

W obligacje korporacyjne najczęściej inwestujemy poprzez fundusze inwestycyjne, co oznacza, że mamy ograniczony wpływ na to, jakie obligacje korporacyjne zostaną włożone do portfela. Jednak łatwo to ocenić po wynikach funduszy – te o największej zmienności wyników (widocznej na wykresach) mają zapewne większy udział obligacji korporacyjnych high yield i liczą, że akurat „ich” emitenci wykupią obligacje i zapłacą odsetki.

Inwestując w fundusze obligacji korporacyjnych, warto więc wybierać te, które mają stosunkowo najmniejszą zmienność, nawet jeśli wynikami odbiegają od rynkowych liderów. Wysokie zyski na rynku obligacji korporacyjnych zwykle generowane są kosztem wyższego ryzyka.

„Fundusze dłużne w portfelu przestają powoli pełnić rolę generatora dochodów. Bardziej służą obecnie zmniejszaniu zmienności portfela i są miejscem przechowywania kapitału w oczekiwaniu na jakąś okazję do zainwestowania pieniędzy na rynku akcji”

– mówi Jędrzej Janiak z F-Trust. Jeśli mielibyśmy z dystansem odnosić się do obligacji korporacyjnych high yield, to co jest alternatywą? W pewnym stopniu są nią akcje spółek dywidendowych. Dywidenda jest bowiem odpowiednikiem oprocentowania bankowego depozytu lub odsetek od obligacji. Wskaźnikiem służącym do porównania rentowności inwestycji w obligacje i akcje jest stopa dywidendy.

Obecnie wynosi ona globalnie 1,7%, co również nie jest wartością dającą szansę na pobicie inflacji (i nawet mniejszą niż 2,7% oferowane obecnie przez rynek obligacji high yield):

Indeksy akcji światowych i stopa dywidendy
Indeksy akcji światowych i stopa dywidendy

Ale posiadając akcje, mamy też kawałek własności firmy – jeśli przedsiębiorstwo jest w stanie przerzucać na swoich klientów rosnące koszty (czyli inflację) i przetwarzać to na wyższe dochody, to wartość rynkowa takiej spółki powinna realnie przynajmniej utrzymywać się na stałym poziomie.

Z obligacjami high-yield może być różnie. Z akcjami… też. Jak żyć?

Mamy więc z jednej strony obligacje typu high-yield (średnio 2,7% zysku przy kilkuprocentowej „szansie” na to, że firma nie odda pieniędzy), a z drugiej – alternatywę w postaci dywidendy po zakupie akcji (średnio 1,7% rocznie plus szansa na co najmniej „inflacyjny” wzrost wartości rynkowej akcji).

Kłopot w tym, że jest całkiem możliwe, iż wchodzimy właśnie w okres spowolnienia gospodarczego, co może skutkować zwiększoną zmiennością na rynku akcji (np. spadkiem wartości spółek z sektorów cyklicznych, wśród których często spotykamy spółki dywidendowe). O ile więc dywidendy zapewne są niezagrożone, to „inflacyjny” wzrost wartości spółek w najbliższym czasie stoi pod znakiem zapytania. Jakie jest rozwiązanie?

„Warto zacząć budować portfel od małego udziału funduszy akcyjnych i np. co kwartał powiększać go, przesuwając kawałek pieniędzy z funduszy obligacji”

– sugeruje Jędrzej Janiak z F-Trust. Dla inwestorów, którzy nie chcą – bo nie mają czasu, ochoty albo wystarczającej wiedzy – samodzielnie budować takiego portfela, F-Trust przygotował tzw. portfele modelowe. Aby uzyskać do nich dostęp, można zarejestrować się na platformie F-Trust. Będąc zalogowanym użytkownikiem, należy wypełnić ankietę i bezpłatnie uzyskać dostęp do czterech portfeli modelowych. Wśród propozycji jest również portfel oparty na obligacjach antyinflacyjnych.

Oczywiście można też „zaparkować” pieniądze w rządowych obligacjach trzyletnich (ich oprocentowanie jest uzależnione od rosnącego ostatnio wskaźnika WIBOR), cztero- i dziesięcioletnich (których oprocentowanie zależy od inflacji). W jednym z poprzednich poradników pisałem też o funduszach obligacji krótkoterminowych, które też nadają się na „parking” dla pieniędzy na niepewne czasy: Wszyscy przez lata śmiali się z tych funduszy. A tymczasem tylko one teraz nie zawodzą

W poprzednim poradniku z tego cyklu pisałem m.in. o tym, czy alternatywą dla akcji i obligacji może być złoto. Nie będę tutaj referował argumentów za i przeciw, odsyłam do tego tekstu: Wysoka inflacja? Czy to jest dobry moment na inwestowanie w złoto? 

—————————

SPRAWDŹ PLATFORMĘ F-TRUST:

Zainwestuj w fundusze z całego świata bez prowizji. Chcesz wygodnie – przez internet – oraz bez żadnych opłat lokować pieniądze w funduszach inwestycyjnych z całego świata? Skorzystaj z platformy F-Trust rekomendowanej przez „Subiektywnie o Finansach”. Inwestowanie bez opłat dystrybucyjnych na F-Trust jest możliwe po kliknięciu tego linku, zarejestrowaniu się i wpisaniu kodu promocyjnego ULTSMA.

A poniżej znajdziesz inne poradniki w cyklu „Fundusze bez tajemnic”:

Czytaj o inwestowaniu w czasie turbulencji: Strach przed inflacją zachęca do inwestowania. A co, jeśli czeka nas korekta cen akcji? Jak przygotować portfel na turbulencje?

Czytaj o platformach, które pomagają w inwestowaniu: Jak niezależne platformy oferujące inwestowanie w funduszach pomagają nam w inwestowaniu?

——————–

Niniejszy artykuł jest częścią rubryki „Fundusze bez tajemnic”, której Partnerem jest F-Trust, jedna z największych w Polsce niezależnych platform pozwalających kupować w jednym miejscu tysiące funduszy inwestycyjnych (lokalnych i z całego świata). F-Trust zapewnia z jednej strony wygodną obsługę transakcji online, bazę wiedzy o funduszach i statystyki ich wyników, a z drugiej strony „żywych” doradców, do których można zadzwonić i którzy – w ramach poważniejszych potrzeb klienta – dojadą we wskazane miejsce, żeby pomóc live.

zdjęcie tytułowe: Geralt/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
29 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
jan
8 miesięcy temu

alternatywa dla obligacji to … akcje xd ,
dajcie jakąś alternatywę a nie tego typu śmieszne wywody,
już mogliście napisać o bezpiecznej cześći portfela w postaci obligacji indeksowanych inflacją ale o tym już czytelnicy dawno wiedzą,
myślałem że z artykułu dowiem się o jakiś alternatywach, nie wiem jakiś surowcach, walutach, tipsach, czy czymkolwiek, a tak pisanie dla pisania

Marcin staly czytelnik
8 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Panie Macieju a z ciekawosci co Pan mysli o inwestowaniu teraz w banki w USA (oni sa ciagle przed podwyzkami stop procentowych) np. CitiGroup czy Bank of America? Zwlaszcza ten pierwszy wydaje mi sie obecnoe niedoszacowany na gieldzie.

Ppp
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Należy pamiętać, że w USA prawie wszyscy mają rozmaite „fundusze emerytalne” powiązane z giełdą, więc sprawa jest polityczna i ani FED ani rząd nie mogą sobie pozwolić na długotrwałe bessy. Myślę zatem, że inwestycja w szeroki SP-500 w 2022r może dać zarobić, choć przy większej zmienności, niż przez ostatnie 1,5 roku.
Panowie z „Analiz.pl” lubią powtarzać, że długoterminowo akcje są lepsze od obligacji, tylko przeciętny inwestor nie zniesie spadków rzędu 80%. Obligacje czasami zarabiają ponad inflację, ale w sumie ich funkcją jest stabilizacja portfela.
Pozdrawiam.

Marek
7 miesięcy temu

To musiałby się już wypowiedzieć ktoś, kto się zna na tym zagadnieniu, może jakiś czytelnik. Proszę zauważyć, że gros wielkich banków w USA to banki inwestycyjne, zarabiające na koniunkturze na giełdzie. Tego się nie da porównać do banków Polsce, gdzie działalność jest nadal tradycyjna.

Proszę też zauważyć, że w USA można wziąć kredyt o stałym oprocentowaniu na nawet 30 lat, gdy w Polsce prawie wszystko to oprocentowanie zmienne. Tym samym banki w USA mogą wręcz tracić na podwyżce stóp.

Też bym był ciekaw jakiejś profesjonalnej wypowiedzi na ten temat.

Rafał
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Artykuł na temat tego, jak banki w Stanach są w stanie udzielać kredyty na stałą stopę na 30 lat byłby ciekawy.

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W wakacje średnie oprocentowanie kredytu 30-letniego w USA spadło poniżej 3% (https://www.pb.pl/usa-oprocentowanie-kredytow-hipotecznych-ponizej-3-proc-po-raz-pierwszy-od-lutego-1123836). Najtańsze były po 2,5%. Nie powiedziałbym więc, że to jest drogo, gdy inflację mają znacznie wyższą.

Tak, w Polsce taki kredyt musi być dość drogi, bo w naszym kraju banki są znacznie bardziej zachłanne. I są jeszcze osoby, które będą twierdziły, że tak musi być.

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

I chce Pan powiedzieć, że skoro w USA kredyt hipoteczny jest zabezpieczony tylko hipoteką, a w Polsce zarówno hipoteką jak i dożywotnim wynagrodzeniem klienta to jest to powód dla którego w USA może być taki tani kredyt, a w Polsce nie da się? Ciekawa logika. Standardowy wkład własny w USA i w Polsce jest raczej podobny i wynosi 20%. Ja rozumiem, że Pan się obraca w środowisku bankierów i przyjmuje ich punkt widzenia, że im ich zarobki się po prostu należą. Jeśli mają mniej klientów, do tego biedniejszych, to „muszą” pobierać kilka razy więcej od każdego kto do nich trafi.… Czytaj więcej »

jsc
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

(…)Banków w Polsce jest kilkadziesiąt i każdy chce zarabiać pieniądze, więc gdyby opłacało się – w polskich okolicznościach – oferować kredyt o stałej stopie 3,5% rocznie na 20-30 lat zamiast kredytu o zmiennej stopie na 5% (WIBOR plus marża 2,5%), to zapewne jakiś bank by się na to zdecydował.(…)
Zdaje się, że zwróciłem już uwagę na aspekt związany z ustawą antylichwiarską?

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Tak, kredyty w Polsce są znacznie bardziej zabezpieczone, bezpieczniejsze dla banku kredytującego nieruchomość. Proszę się nie obrażać na rzeczywistość gdy nie zgadza się z Pańskimi tłumaczeniami. Jeśli banki w Polsce mają możliwość zarabiać wibor + 2% marży a 3,5% stałe to chyba oczywiste jest, że wybiorą wersję zyskowniejszą i mniej ryzykowną. To kwestia mniejszej konkurencji. Proszę zauważyć, że mimo podwyżki stóp nadal banki nie płacą za depozyty odpowiednio więcej, nadal lokaty są blisko zera. Proszę zauważyć, że jak w innym wątku zadałem pytanie bardziej skomplikowane to Pan nawet pytania nie zrozumiał, a tym bardziej nie udzielił odpowiedzi. Jak widać nie… Czytaj więcej »

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Mądrej głowie dość dwie słowie… no ale Panu trzeba jednak zadawać pytania prościej:)

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Nie sądziłem, że jest Pan tak infantylny.

W 2020 roku nastąpiło wycofanie z GPW 24 spółek. Tak więc moje pytanie odnosi się do realnych zdarzeń.
Proszę o informację na temat liczby przylotów UFO w 2020 roku na terenie Polski, ja nie mam takich danych.

Fabian
7 miesięcy temu

Skoro F-Trust rekomenduje „większość obligacyjnej części portfela i tak trzymać w obligacjach rządowych, najlepiej tych indeksowanych do inflacji”, to co sądzicie o ETF-ach zawierających rządowe obligacje antyinflacyjne: globalne albo USA? Dostępne są na GPW poprzez polskie biura maklerskie.

Posiadany przeze mnie od jesieni 2020 roku jako składnik IKE, ETF obligacji antyinflacyjnych USA (IUST) dał za ostatni rok stopę zwrotu rzędu 13 % (Bloomberg), podobnie w tym okresie zachował się ETF obligacji globalnych (IUS5). Statystyki za 5-letni okres wykazywały zwroty rzędu 18-20%. Przy obecnie rozbuchanej inflacji taki ETF byłby chyba rozsądnym składnikiem portfela.

Fabian
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Przez eMaklera w mBanku gdzie mam IKE.

jan
7 miesięcy temu

podrzucam tematy na artykuł i analizę indeksów
https://www.analizy.pl/puls-rynku/28945/inpzu-z-nowymi-funduszami

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!