Kiedy opłacają się zakupy na raty? Jak sfinansować większy zakup? Czy skorzystać z rabatu za jednorazową płatność? Na te pytania odpowiada metoda zarządzania pieniędzmi „just in time”. Wszyscy mamy swoje potrzeby i wszyscy wydajemy pieniądze, ale niektórzy mogliby to… czynić efektywniej. Porządek w finansach może zadziwiająco poprawić sytuację materialną gospodarstwa domowego. Nie chodzi tylko o to, ile wydajemy, ale też o to, w jaki sposób wydajemy. Rezultat może być szokujący – w skali roku mowa o trzy-, czterocyfrowych oszczędnościach. Liczę i pokazuję, jak to zrobić!
- Bank dopłaci do wakacji 2400 zł, a Lewandowski pomoże. Rusza nietypowa promocja: Urlopowicze będą porzucać inne banki? Analizuję! [POWERED BY BANK PEKAO]
- Trwa walka banków o portfele urlopowiczów. Czy podróżnik pokona piłkarza? 700 zł w prezencie, dobra lokata na rok, wiecznie darmowa karta bezspreadowa [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Razem czy osobno? Wspólne konto do inwestowania to w Polsce wciąż niezbyt popularne rozwiązanie. A daje poczucie bezpieczeństwa [POWERED BY SAXO BANK]
Najpierw trochę teorii. Just in time (w skrócie JIT, z angielskiego: „dokładnie na czas”) to metoda zarządzania, która dąży do tego, aby wszelkie materiały, składniki i komponenty dostarczać dokładnie w momencie, w którym będą potrzebne. Pozwala chociażby zminimalizować koszty magazynowania.
Pomyślałem sobie, że wiele gospodarstw domowych mogłoby z powodzeniem zastosować tę metodę, aby usprawnić zarządzanie swoim budżetem domowym. Dzięki niej można bez ograniczania wydatków poprawić swoją sytuację finansową. Oto kilka przykładów – część z nich to odpowiedzi na realne pytania czytelników, inne sam wymyśliłem, aby rozwinąć temat.
Zanim przejdę do prezentacji przykładów z życia wziętych, muszę poczynić kilka założeń. Najważniejsze z nich jest to, że w bankach można uzyskać oprocentowanie w wysokości 5% w skali roku. Oczywiście wymaga to podjęcia pewnych działań, ale każdy takie oprocentowanie obecnie uzyska (tutaj znajdziecie najnowszy przegląd ofert bankowych). Drugie założenie to inflacja – zakładam ją średnio w wysokości 3%.
Karty kredytowe to darmowe pieniądze!
Zacznijmy od kart kredytowych. Taki plastik, jeżeli jest umiejętnie używany, może być sposobem na oszczędności. Pod moim artykułem o zarządzaniu budżetem domowym (tutaj link dla chętnych) rozgorzała całkiem długa dyskusja na ten temat. Część osób chwaliła sobie ten sposób finansowania zakupów, inni przestrzegali przed kredytówkami. Na przykład pan Paweł pisze:
„Pomogło w oszczędzaniu wyrzucenie kart kredytowych lata temu. Karty kredytowe to zło w czystej postaci. Ja tam uważam, że rolując karty kredytowe, niewiele się zarobi, a pokusa wydania więcej jest duża”.
Faktycznie trzeba pamiętać, że karta kredytowa jest rodzajem kredytu. Jeżeli się na nią zdecydujemy, to powinniśmy znać swój limit kredytowy, opłaty (i sposoby na ich uniknięcie), okres rozliczeniowy itd. Jeżeli podpisujemy umowę na korzystanie z karty kredytowej, to koniecznie musimy pamiętać o dwóch sprawach.
Po pierwsze karta kredytowa opłaca się tylko w przypadku płatności bezgotówkowych, a więc nie stosujemy jej do wypłaty gotówki z bankomatu czy przelewów do instytucji finansowych. Po drugie karta kredytowa opłaca się tylko w przypadku spłaty w okresie bezodsetkowym. Dlatego nauczcie się swojego cyklu rozliczeniowego i pilnujcie terminu spłaty, aby nie nadziać się na dodatkowe odsetki.
A ile można zaoszczędzić? Załóżmy, że mamy gospodarstwo domowe, które średnio miesięcznie wydaje 5000 zł na produkty, które może opłacić kartą kredytową (oczywiście w praktyce czasem będzie ich więcej – wakacje, ubezpieczenia, sprzęt AGD RTV – a czasem mniej). Jeżeli zdecyduje się na taki krok i całą kwotę odłoży na depozycie oprocentowanym na 5%, to rocznie zaoszczędzi jakieś 266 zł.
Jak to policzyłem? Założyłem, że każde pięć tysięcy złotych wydatków będzie „zarabiało” na oprocentowanym koncie przez 40 dni. W praktyce będzie to zależeć od Waszej struktury wydatków i rodzaju karty kredytowej – płatności realizowane na początku cyklu rozliczeniowego będzie należało spłacić niemal po dwóch miesiącach, a te z końca cyklu po około miesiącu.
W tej strategii ważna jest darmowa (lub taka, którą możemy mieć za darmo pod pewnymi warunkami) karta kredytowa oraz dobrze oprocentowane konto oszczędnościowe. Oba produkty są w Polsce dostępne. Zdecydowaną większość środków pieniężnych przechowujemy na koncie oszczędnościowym, a za wszystkie możliwe transakcje płacimy kredytówką. Oszczędności same będą rosnąć.
Jeżeli korzystacie z karty kredytowej, aby zoptymalizować swój budżet finansowy, to warto pamiętać jeszcze o czymś takim jak cykl rozliczeniowy. Wasz bank raz w miesiącu podsumowuje Wasze wydatki na wyciągu karty kredytowej i wyznacza termin spłaty bezodsetkowej. Jeżeli planujecie większe wydatki, to warto poczekać na nowy cykl rozliczeniowy.
Dlaczego? Załóżmy, że Wasz okres rozliczeniowy trwa od 19 stycznia do 18 lutego. Jeżeli dokonacie zakupu na kwotę 5000 zł w dniu 18 lutego, to termin spłaty wypadnie w połowie marca. Z kolei zakup z 19 lutego przedłuży ten termin aż do połowy kwietnia. Dodatkowy miesiąc na koncie oszczędnościowym to jakieś 17 zł odsetek. Kilka takich wydatków w ciągu roku i mamy trzycyfrowe oszczędności.
Kiedy najlepiej zapłacić rachunek?
Idźmy dalej. Każde gospodarstwo domowe opłaca jakieś stałe rachunki. Prąd, gaz, czynsz, telefony, internet, telewizja i tak dalej. Najczęściej faktury otrzymujemy z mniej więcej dwutygodniowym terminem płatności. Wiele osób od razu opłaca takie faktury. A ja pytam: dlaczego? Odpowiedź „żeby nie zapomnieć” mnie nie zadowala.
Załóżmy, że miesięcznie otrzymujecie rachunki na jakieś 2500 zł. Jeżeli od razu opłacacie faktury, to tracicie potencjalne odsetki, które ta kwota mogłaby wygenerować na koncie oszczędnościowym. O jakiej kwocie mówimy? W ciągu roku uzbiera się prawie 50 zł odsetek na czysto.
Podobny manewr możemy zastosować przy spłacie karty kredytowej – nie róbmy tego od razu po otrzymaniu wyciągu, a w dniu spłaty karty kredytowej. Jeżeli boicie się, że przegapicie terminy, to można wprowadzić przelew w banku z przyszłą datą lub ustawić sobie jakieś przypomnienia w kalendarzu.
Jeden przelew czy comiesięczna rata?
Czasami usługodawcy dają nam wybór – możemy opłacać miesięczne faktury lub zdecydować się na płatność roczną, za którą otrzymamy dodatkowy rabat. Taka specjalna zniżka za płatność jednorazową. Z takim pytaniem zgłosiła się do mnie pani Aleksandra:
„Mój syn uczy się angielskiego od najmłodszych lat. Szkoła, którą wybrałem, daje mi wybór – miesięczne raty po 350 zł lub płatność jednorazowa z rabatem w wysokości 5%. Co się bardziej opłaca”?
Tego typu dylematy mamy też np. podczas opłacania polisy ubezpieczeniowej – tam często są nawet kwartalne czy półroczne opcje. Zwykle sprawa jest jasna – im więcej płatności, tym drożej. Policzmy to. W przypadku naszej czytelniczki ma ona do wyboru dziesięć rat (dzieci mają wakacje w lipcu i w sierpniu) po 350 zł lub jednorazową płatność w wysokości 3325 zł od razu we wrześniu. Co się bardziej opłaca?
Jeżeli zdecydujemy się na jednorazową płatność, to sprawa jest prosta – z naszego portfela ubywa 3325 zł, które tracą moc „zarabiania na siebie”. Alternatywnie możemy płacić dziesięć rat po 350 zł. W rezultacie – po pierwszej płatności – zostaje nam 2975 zł, które będą mogły leżeć na oprocentowanym koncie przez jeden miesiąc. Potem przez kolejny miesiąc oprocentowane będzie 2625 zł i tak dalej. Przez dziesięć miesięcy zaoszczędzimy w ten sposób zaledwie 47,84 zł, a na koniec będziemy musieli jeszcze dopłacić rabat, z którego zrezygnowaliśmy.
Zwróćcie uwagę, że rabat otrzymujemy od całej kwoty i nie ma konieczności zapłaty podatku Belki od takiej zniżki. W drugim scenariuszu kwota oszczędności, która na siebie pracuje, stopniowo maleje, a podatek musimy uiścić. Werdykt jest prosty – warto brać rabat. Dodatkowym atutem jest brak konieczności pamiętania o terminach składek.
Weźmy jeszcze jeden przykład – ubezpieczenie domu. Składka kwartalna wynosi 285 zł, ale możemy zdecydować się na jednorazową płatność za cały rok w wysokości 1075 zł. Warto? Odsetki, które otrzymamy, w tym przypadku również nie zrekompensują nam zniżki, którą oferuje ubezpieczyciel.
Oczywiście za każdym razem trzeba to indywidualnie policzyć i warto mieć na uwadze, że płatność roczna niejako obliguje nas do korzystania z danej usługi. Dlatego powyższe wyliczenia mają sens tylko w przypadku, w którym i tak chcecie opłacać pojedyncze raty. Jeżeli ktoś rozważa rezygnację z usługi, to lepsze będą raty miesięczne (sprawdźcie sobie też warunki wypowiedzenia umowy). Zakładam też oczywiście, że ktoś ma oszczędności pozwalające na „przeżycie” po takiej płatności.
Kiedy opłacają się zakupy na raty?
Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że zawsze jednorazowy wydatek będzie bardziej opłacalny niż miesięczne płatności. Sklepy chcą nas zachęcić do zakupów na różne sposoby, więc lubią oferować – szczególnie przy większych wydatkach – tzw. zakupy na raty zero procent. Oddajmy głos kolejnej czytelniczce.
„Zamierzam kupić Thermomix. Tak wiem fanaberia, ale już zdecydowałam. Jest teraz promocja, w której można skorzystać z 36 rat 0% i płacić 185,25 zł miesięcznie zamiast jednorazowej kwoty 6669 zł. Gdzie jest haczyk”?
– pyta pani Agnieszka. No więc nie ma haczyka. Oczywiście zasadność zakupu robota kuchennego za prawie siedem tysięcy złotych każdy musi sam ocenić. Ja tylko policzę, ile odsetek można otrzymać, jeżeli zdecydujemy się na zakupy na raty. W pierwszym miesiącu nasz zaoszczędzony kapitał (6669 zł) przyniesie nam 22,51 zł odsetek. Niestety z każdym kolejnym miesiącem te odsetki będą niższe, bo będziemy spłacać coraz więcej ceny zakupionego urządzenia. Mimo wszystko przez trzy lata zaoszczędzimy w ten sposób jakieś 450 zł.
Minusy? Po pierwsze trzeba mieć zdolność kredytową i – jeżeli proces nie jest w pełni online – pewnie pojawią się próby cross sellingu jakiejś karty kredytowej, ubezpieczenia czy konta osobistego. Oprócz tego stracimy trochę czasu na formalności i „sprzedamy” swoje dane osobowe do banku. Trzeba też pamiętać o opłacaniu rat.
No i oczywiście cała analiza dotyczy produktów, które i tak chcecie kupić. Zakupy na raty nigdy nie będą bardziej opłacalne niż rezygnacja z zakupów. Zakładam też Waszą hmm… umiejętność „chronienia” środków na koncie oszczędnościowym przed samym sobą. Czyli zakładam, że – po wzięciu kredytu – nie wydacie tych 6669 zł na coś innego.
Uwaga – zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku zwykłych rat, które najczęściej wiążą się z kilkunastoprocentowym RRSO. Takiej konsumpcji na kredyt zdecydowanie nie polecam. Dlatego koniecznie zwróćcie uwagę, czy podczas składania wniosku RRSO „magicznie” nie wzrosło (tak też bywa).
Jak widzicie, umiejętnie zorganizowanie swoich wydatków może przynieść całkiem spore oszczędności. W ciągu roku uzbiera się w ten sposób trzycyfrowa (a przy większych wydatkach nawet czterocyfrowa) kwota, która zostanie w portfelu. A to wszystko niemal bez zmiany naszych nawyków zakupowych.
Nauka takiej optymalizacji budżetu domowego będzie nas kosztować trochę czasu. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę, bo czas to przecież bardzo cenne aktywo i nie zawsze warto go tracić na podpisywanie umowy na raty zero procent czy opóźnianie zapłaty rachunków.
Ja polecam potraktować taką optymalizację budżetu domowego jako naukę na przyszłość. Nawet jeżeli myślicie, że szkoda Waszego czasu, aby schylać się po kilka, kilkanaście złotych oszczędności, to przecież taka umiejętność może w przyszłości zaprocentować. Każdy czasem ma jakiś większy wydatek i wtedy wiedza „jak za to najlepiej zapłacić” bardzo się przyda.
A jeżeli chcecie poznać więcej przykładów umiejętnego zarządzania budżetem domowym, to zachęcam do lektury mojego e-booka. W ramach projektu „Finansowe puzzle” byłem odpowiedzialny właśnie za temat wychodzenia z długów i zarządzania budżetem domowym („Pokonaj kredyty, zanim one pokonają Ciebie. Bo wszyscy jesteśmy dłużnikami”).
Zdjęcie główne: stockking / Freepik

