23 lipca 2018

Wielka ściema w oświetleniu LED? 14 lat pracy, ale gwarancja tylko na 2. Demaskujemy półprawdy o LED-ach

Na opakowaniu stoi jak byk, że LED będzie świecił 14 lat. Ale gwarancja rzadko kiedy jest na dłużej niż 2 lata. Co się stanie, gdy żarówka padnie po po dwóch i pół roku? Czy można ją reklamować? Bezpłatnie wymienić? Producenci doskonale wiedzą, że LED może tak długo nie wytrzymać, wolą więc nie gwarantować bezawaryjnej pracy. Radzimy jak zwiększyć żywotność energooszczędnych żarówek

Ekologiczne źródła światła mocno namieszały na rynku i w głowach konsumentów. W imię oszczędzania energii za sprawą brukselskich decydentów, w sklepach nie można już dostać starej, poczciwej żarówki, która się faktycznie żarzyła, a tylko jakieś świetlówki i LED-y (tak tak, wiemy, że formalnie LED nie jest żarówką).

Ten kto chce tradycyjne żarówki, musi je kupować z ukraińskiego importu jako „oświetlenie przemysłowe”, bo nawet ich produkcja w Unii Europejskiej została zakazana. Skoro już musimy kupować LED-y, to róbmy to z głową.

Zafrapowały nas napisy, które można znaleźć na LED-ach o trwałości nawet przez 50 tysięcy godzin. Dla porównania przyjmuje się, że zwykłe żarówki żyją 1500 godzin, halogeny 5000, a świetlówki 10 000 godzin. Skoro kupuję LED-y, to po to, żeby dotrwały do tych kilkunastu tysięcy godzin bezawaryjnej pracy. Sprawdzamy czy producenci i sprzedawcy respektują własne deklaracje o bezawaryjnej pracy.

3 godziny z LED-em

Ledwie co nauczyliśmy się korzystać z świetlówek, a tu już mamy się przerzucić na LED-y. Producenci i dystrybutorzy mają dla klientów kuszący wabik. Deklarację pracy takiego źródła światła przez co najmniej 15 000 godzin. Ile to lat? Dajmy na to, że średnio w ciągu roku żarówka świeci przez 3 godziny dziennie. Oczywiście, ktoś powie, że dwie godziny, a inny, że trzy i pół. Ale te trzy godziny nie wzięły się z sufitu – to arbitralnie ustalona średnia przez producentów.

3 godziny dziennie, to daje w zaokrągleniu 1100 godzin rocznie, czyli załóżmy, że owe 15 000 godzin pracy to niecałe 14 bezawaryjnych lat. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że producenci dają gwarancję tylko na dwa lata.

Czytaj też: Są już pierwsze skutki wzrostu cen prądu. Dostawcy wypowiadają klientom firmowym umowy. Czy tsunami dotrze do konsumentów?

Czytaj też: Prąd z pomocą lekarza, psychologa, a nawet pranie, gotowanie i sprzątanie. Awangardowa oferta Energi

W internecie mnóstwo jest relacji osób, które wymieniły komplet żarówek na LED, a tu klops. Ta z kuchni wysiadła po dwóch miesiącach, a ta z pokoju po pół roku. Kiepsko jak na technologię, która miała wytrzymać kilkanaście lat. Na szczęście to okres gdy obowiązuje jeszcze gwarancja, więc lampę można bez problemu wymienić.

W IKEA gwarancja nas nie rozpieszcza

Przyjrzeliśmy się co konkretnie deklarują sprzedawcy LED-ów. Na pierwszy ogień poszła IKEA. Wyglądająca jak klasyczna żarówka lampa o nazwie Ledare ma mieć żywotność około 25 ooo godzin. Lunnom – taka o bardziej fikuśnych kształtach – 15 000 godzin. Imitacja halogenu Ryet – 15 000 godzin.

Konkurencja? LED Philips Bańka 8,5 W też 15 000 godzin. GE Lighting Bright Stik 15 000 godzin. LED-Pol ORO 15 000 godzin. Rekordzistą jest reflektor notowanej na GPW firmy LUG z Zielonej Góry TINO LB LED – 50 000 godzin. Nic tylko brać.

Ale co w sytuacji, gdy żarówka odmówi posłuszeństwa po dwóch latach od zakupu, kiedy gwarancja już nie działa? Wcieliliśmy się w rolę tajemniczego klienta. Co się okazało? W szwedzkiej sieci IKEA obowiązuje dwuletnia gwarancja i basta. To nic, że LED-y mają świecić przez 15 000 godzin.

Zazwyczaj jest tak, że jak nic się nie stanie z taką żarówką przez pierwszych kilka miesięcy, to znaczy, że jest dobra i potem powinna już działać bez problemu przez długie lata

– usłyszeliśmy na infolinii. To po co pisać, że żarówka będzie miała żywotność 25 000 godzin, pytamy już oficjalnie.

Jeżeli chodzi o gwarancję, wszystkie nowe produkty kupione w naszym sklepie objęte są dwuletnią rękojmią, w tym także wszystkie żarówki LED

– mówi nam Krzysztof Janiak z biura prasowego. Tutaj nie obędzie się bez minusa. Ikea i tak jest w awangardzie zmian, bo w niebieskich halach już od 3 lat nie kupimy innego oświetlenia jak tylko LED. Mało tego, sieć od kilku lat wymienia w swoich sklepach oświetlenie na LED-owe, a do końca przyszłego roku energooszczędne światła mają być w każdym, technicznym pomieszczeniu IKEA.

Philips reaguje koncertowo

Dzwonimy na infolinię holenderskiego Philipsa. – Dzień dobry. Właśnie kupiłem zestaw oświetlenia LED do domu i tak się zastanawiam, czemu na opakowaniu jest napisane, że żarówka ma świecić 15 000 godzin, czyli tak circa 13-14 lat, a gwarancja jest tylko na dwa lata? Pan na infolinii odpowiada jak z nut:

Dwa lata gwarancji wynikają z przepisów rękojmi, czyli odpowiedzialności sprzedawcy za wady przez dwa lata od zakupu. Natomiast 15 tys. godzin to deklarowana żywotność oświetlenia LED, tyle lampa powinna wytrzymać. Jeśli jednak LED się zepsuje, to proszę się nie martwić. Oczywiście, że bezpłatnie ją wymienimy.

Czyli w starciu Holandia-Szwecja jeden-zero. – A jak zweryfikować czy lampa świeciła faktycznie te 15 tys. godzin, a może dłużej, a może krócej? – dopytuję.

Czytaj też: To jakiś żart? „W Polsce ceny paliwa należą do najniższych w Europie” – mówią w Orlenie. Sprawdziłem i… fatamorgana przy baku?

Czytaj też: Auto-tankowanie? Oto aplikacja dzięki której twój samochód… sam zapłaci za paliwo. Od Shella

Wtedy prosilibyśmy o informacje, gdzie i jak była użytkowana. W domu, w garażu, na klatce schodowej, w restauracji. Na tej podstawie możemy wyliczyć średni okres życia żarówki

– mówi pracownik. Oho, czyli w pełni europejskie standardy i pełna wiara w deklarację klienta. No dobrze, pomyślałem, zobaczymy jakie podejście ma sklep z ekipy „Les bleus”.

Leroy Merlin: 10 żarówek i 10 pudełek

Zaglądamy do „liroja”, czyli francuskiej sieci Leroy Merlin. A tam LED marki własnej Luxmen, 806 lumenów, 9 watów za 6,97 zł. Gwarancja 3 lata i 10 000 godzin pracy. Czyli znów dane się nie spinają, ale mniejsza z tym. Bo oto w sklepie internetowym Leroy Merlin ktoś w opinii do tejże żarówki napisał: „przestała działać po tygodniu użytkowania”. No to wizerunkowo Leroy leży. Szybko się jednak podnosi, bo tego samego dnia niejaka Patrycja odpisała: Proszę o kontakt w celu wyjaśnienia sytuacji pod numerem tel. 042…. bądź mailowo…

No to ja też zadzwoniłem.

– Dzień dobry, kupiłem żarówkę LED Luxmen. Co prawda minął już okres gwarancji, ale na opakowaniu jest napisane, że żarówka świeci 10 000 godzin. Rzadko jej używałem, więc na pewno nie przekroczyłem tego limitu. Mogę ją wymienić?

– Tak, ale potrzebny będzie paragon – słyszę.

– Paragon? Przecież  Luxmen to marka Leroy, raczej nie kupiłem żarówki w OBI.

– Tak, ale musimy wiedzieć, czy faktycznie żarówka nie świeciła na przykład 8 lat. Poza tym dobrze by było, gdyby miał pan opakowanie po żarówce, na którym będzie napisane, że miała świecić 10 000 godzin.

– Ale przecież macie tych żarówek kilka tysięcy sztuk na składzie.

– Nie szkodzi. Lepiej by było, gdyby miał pan opakowanie. Jeśli kupi pan 10 żarówek, najlepiej byłoby mieć 10 opakowań, ale rozumiem, że może być problem z przechowywaniem, to niech będzie chociaż jedno. Coś poradzimy – usłyszałem w sklepie.

Castorama daje gwarancję aż na 5 lat. Ale może żarówki lepiej wynająć?

Jeszcze konkurencja z Castoramy. I tu miła niespodzianka. LED-y marki Diall (to chyba marka własna Castoramy) objęte są 5-letnią gwarancją, a ich żywotność to 10 000 godzin. Czyli teoretycznie jeśli żarówka pracowałaby non-stop, osiągnęłaby swój kres po 14 miesiącach, czyli dokładnie na 46 miesięcy, zanim wygasłaby gwarancja. To najdłuższy okres gwarancji, jaki wytropiliśmy.

Z drugiej strony, przy średniej długości pracy przez 3 godziny, po 5 latach nasz LED będzie miał na koncie 5475 godzin pracy. Czyli jego sprawność byłaby dopiero na półmetku, za to gwarancji w ogóle już by nie było.

Ciekawą opcję wprowadziła działająca na terenie Warszawy firma Innogy. Zamiast kupować LED-y, można je wynająć na 3 lata. Ale wygląda na to, że i Innogy nie wierzy w długowieczność LED-ów, bo zobowiązuje się je bezpłatnie wymienić, gdyby w trakcie trwania umowy któraś z lamp wysiadła.

Kwiatki z gwarancji, czyli LED-y to tylko dekoracja

Lampy LED produkuje też wiele polskich firm, głównie skupiają się na oprawach do zastosowań przemysłowych dla firm czy samorządów. W warunkach gwarancji można znaleźć niezłe kwiatki. Jedna z firm zabezpieczyła się w ten sposób przed odpowiedzialnością, że dodała do warunków gwarancji fragment o tym, że klient traci ochronę gwarancyjną w przypadku podłączenia towaru do instalacji nie posiadającej na stałe wbudowanego zabezpieczenia przeciążeniowego w obwodzie oświetlenia LED. Sprytne.

Inny ostrzega, że świecąca taśma LED służy tylko do dekoracji, a nie do oświetlenia i nie należy traktować jej jako podstawowego źródło światła. Jeszcze inny zastrzega, że czas świecenia opraw oświetleniowych w ciągu roku nie może przekroczyć 4300 godzin, czyli mniej więcej 12 godzin dziennie. Jak to sprawdzić? To zadanie dla Sherlocka Holmesa.

Czytaj też: PGNiG pozazdrościł sprzedawcom prądu i kusi darmowym gazem. No, prawie. Gazek pod lupą

Czytaj też: Naprawią telefon, dadzą antywirusa i dostęp do audiobooka. Czy warto dopłacić za to 20 zł do abonamentu telekomunikacyjnego?

Jeśli sprzedawcy kombinują, warto pamiętać o prawach przysługujących kupującemu z tytułu rękojmi. Wynika ona z art. 568 kodeksu cywilnego i mówi o 2-letniej odpowiedzialności sprzedawcy za towar. To ważne rozróżnienie – sprzedawca, a nie koniecznie producent. Supermarkety mogą przecież sprzedawać LED-y różnych producentów, wtedy odpowiedzialność za ich bezawaryjną pracę w ciągu pierwszych dwóch lat spada na nie, a nie na producenta.

Natomiast gwarancja to nieobowiązkowe zobowiązanie producenta produktu do jego naprawy.

Wniosek? Jeśli żarówka przestanie działać w ciągu dwóch lat, to zazwyczaj i tak objęta jest rękojmią. To czy potem mimo deklaracji o niezawodności świecenia np. przez 15 000 godzin producent (lub sprzedawca) zechce ją nam za darmo wymienić, to już zależy od jego dobrej woli.

Obnażamy półprawdy o LED-ach

Czy zatem jest się czego czepiać? Jest rękojmia, wiele firm deklaruje, że i tak wymieni nam żarówkę. Niby wszystko gra.  Zapewne nie byłoby ku temu powodów, gdyby sami producenci nie deklarowali arcydługiego czasu pracy swoich produktów. Dlaczego więc się na to decydują? Odpowiedź jest prosta – w tym przypadku marketing wykorzystuje półprawdę.

Bo faktycznie dioda LED z istoty rzeczy jest takim elementem elektronicznym, który może funkcjonować bardzo długo.  Ot, prąd przepływa przez kryształki krzemu emitując światło widzialne. I może tak świecić nawet i kilka lat bez przerwy.

Czytaj też: T-Mobile gra va banque. Jesteś niezadowolony? Oddadzą ci pieniądze za abonament. Nawet za pół roku!

Czytaj też: Tego jeszcze nie było! Ubezpieczą skiny i itemy. A do tego komputer i słuchawki

Ale z drugiej strony lampa LED zbudowana jest z wielu dodatkowych elementów elektronicznych, które zawodzą częściej niż sama dioda. Lampa LED jest de facto urządzeniem elektronicznym i jako takie narażona jest na awarie. Dlatego producenci wolą się trzymać 2-letniej gwarancji, niż zdać się na niezawodność całego urządzenia LED przez lat kilkanaście.

Co może zawieść? Wszystko to, z czego zbudowana jest lampa, czyli wbudowane w obudowę takie komponenty jak oporniki, kondensatory czy mikroprocesory, które sterują parametrami świecenia. To wszystko przylutowane jest do niewielkiej płytki, która przewodzi prąd.

„Konsumenci, wy znowu nic nie rozumiecie”

Jak wyjaśnia nam jeden z producentów LED-ów, to wcale nie tak, że jak na opakowaniu jest napisane, że czas pracy wynosi 25 000 godzin, to żarówka przez ten czas będzie pracować.

Te 25 000 godzin oznacza, że LED przez taki okres będzie spełniał standardy emisji światła.

Od momentu pierwszego uruchomienia sprawność LED-ów maleje z roku na rok, a właściwie z godziny na godzinę dioda gaśnie. Tempo spadku jest oczywiście niezauważalne i wynosi ok. 0,6% na 1000 godzin pracy. Producenci tłumaczą, że to co konsument czyta jako 25 tys. godzin pracy należy rozumieć jako właśnie trzymanie parametrów.

Czytaj też:  Finansowe perypetie z ekologią w tle. Jak dostać kredyt na 1% rocznie? Najpierw musisz… mieć pieniądze na ten kredyt. I na kaucję

Gdy po 25 tys. godzin pracy LED nie będzie w stanie emitować więcej światła niż 70% zadeklarowanej przez producenta wartości, można oficjalnie uznać, że żarówka dokonała żywota. Czyli teoretycznie lampa LED o parametrze emisji strumienia światła 800 lumenów, po trzech latach ciągłej pracy będzie emitować 560 lumenów. Do tego może się zmienić barwa światła. Taką żarówkę oficjalnie uważa się za zużytą i oddaje do recyklingu. W sklepach są punkty, gdzie można oddać zużyte żarówki. Sprzętu elektronicznego nie można wyrzucać na śmietnik.

Włączam. Wyłączam. Włączam. Wyłączam. I tak 30 000 razy

Drugim parametrem, który mówi o żywotności działania LED-ów, jest „liczba cykli”, czyli to ile razy włączamy i wyłączamy żarówkę.  Może być to np. 25-50 tys. Zakładając (z naddatkiem), że dziennie zapalamy i gasimy żarówkę 4 razy, jej układ wytrzyma od 17 do 34 lat pracy. Okazuje się więc, że z punktu widzenia gospodarstwa domowego ten parametr nie jest w ogóle istotny, w końcu nikt tak często nie naciska przełącznika.

Co innego spółdzielnie mieszkaniowe (coraz częściej na klatkach schodowych można spotkać oświetlenie LED reagujące na ruch) czy LED-y z czujnikiem ruchu, które oświetlają np. podjazd. Taka lampa może się włączać i wyłączać kilkadziesiąt razy dziennie i lepiej wybierać te o wysokich parametrach cykli.

Co wpływa na długowieczność lamp LED?

Grzech główny: nie trzymanie parametrów sieci elektrycznej, przede wszystkim skoki napięcia, które mogą być zabójcze dla lampy. Z tego powodu niektórzy producenci zabezpieczają się przed odpowiedzialnością i wyłączają gwarancję, jeśli LED był podpięty do instalacji nie posiadającej na stałe wbudowanego zabezpieczenia.

Poz tym groźna dla pracy LED-ów jest też wysoka temperatura. Prawa fizyki są bezlitosne – tam gdzie jest przepływ prądu, robi się ciepło. I jeśli firma źle zaprojektowała obudowę lampy, to konstrukcja nie będzie w stanie odprowadzić ciepła, obudowa się zbyt mocno nagrzeje i w efekcie któryś z elementów szybko się uszkodzi. Parametry pracy ustala się na temperaturę maks. 25 stopni Celsjusza. Taśmy LED na nawet kilkadziesiąt stopni. Do tego wilgotność nie powinna przekraczać 85%.

Te ryzyka producent LED-ów może ograniczyć poprzez odpowiednie zaprojektowanie swojego urządzenia i użycie wysokiej jakości (zwykle droższej) elektroniki. Lepiej mogą sprawdzić się też LED-y w aluminiowych obudowach, które lepiej oddają ciepło niż plastik.

Czytaj też: Bez handlu w niedzielę: zakupy internetowe też „wyłączone”? Ale tych innowacji nikt nie ukatrupi!

Czytaj teżJak płacicie rachunki? Gotówką na poczcie, przelewem internetowym, kartą online? Są nowe dane

Kolejna sprawa to nie trzymanie parametrów kompatybilności elektromagnetycznej. Każde elektryczne urządzenie powinno spełniać normy pracy, które polegają na tym, że jedno urządzenie (np. żelazko) nie zakłóca pracy drugiego (np. telewizora). To samo dotyczy LED-ów. Może być tak, że z jednej strony lampa LED nie trzyma norm i zakłóca pracę innych urządzeń, albo na pracę naszej żarówki wpływa pole elektromagnetyczne innego urządzenia.

Jeśli te pola są niekompatybilne, urządzenie jest narażone na szybsze uszkodzenie. Z moich rozmów z ekspertami wynika, że na obniżenie czasu działania LED-ów może wpłynąć nawet… sieć wi-fi.

Zrób to sam, czyli LED w warsztacie

Jeśli nasz LED zawiedzie, zwykle jego naprawa jest tak prosta i tania, że firmom nawet nie opłacałoby się jej przeprowadzać. Polecam filmy na YouTube, na których absolwenci techników elektrycznych sami naprawiają uszkodzone LED-y – zwykle wystarczy wymienić jeden mniejszy od paznokcia element, np. opornik w cenie 10 groszy za sztukę, żeby lampa świeciła długie lata. 

W innych wypadkach konieczne jest nawiercenie obudowy – tak aby dopływało więcej chłodniejszego powietrza. To oczywiście pomysły dla wyselekcjonowanej, niszowej grupy odbiorców, ale pokazują w czym tkwi problem z awaryjnością LED-ów, czyli z jakością produkcji i komponentów.

Biorąc pod uwagę jak bardzo skomplikowana jest lampa LED, niech każdy sam sobie odpowie na pytanie, czy lepiej kupować „no name’y”, czy może lepiej zainwestować w produkt droższy, ale renomowanej marki. W drugim przypadku jest szansa, że firma w trosce o swoją reputację wyjdzie nam na przeciw i wymieni oświetlenie w ramach deklaracji o kilkunastu tysiącach godzin bezawaryjnej pracy.

W innych sytuacjach pamiętajmy o przysługującym nam prawie z tytułu rękojmi i starajmy się kupować produkty z jak najdłuższym okresem gwarancji.

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
ArmenMaciejAdamanonymousJames Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
James
Gość
James

Proponuję pomierzyć zużycie energii czynnej i biernej. Przykład 2 żarówki Led z jednego z marketów 400 i 200 lumentów. Zużycie energii pierwsze 10VA druga 9VA. Ta mniejsza jest okrojoną wersją większe a pobiera niemal tyle samo energii.

anonymous
Gość
anonymous

Wg podstawowej wiedzy ucznia technikum elektronicznego żywotność diody elektroluminescencyjnej to 2^14 h czyli niecałe 200 lat.
Awaryjność lamp to właśnie awaryjność elektroniki zasilacza diod a nie samych diod.
Lepiej kupić porządne paski z diodami, podłączyć do dedykowanej instalacji i korzystać dożywotnio.

Adam
Gość
Adam

…zasilacza w żarówce a dokładniej wysychających kondensatorów elektrolitycznych (z powodu temperatury).
LEDów nie powinno się montować w zamkniętych oprawach i z ograniczoną emisją ciepła do góry. Np w żyrandolu, w którym LED E14 świeci w dół a od góry jest miska oprawy blokująca przepływ ciepła. W takim przypadku żywotność LEDa skraca się bardzo np do pół roku. Lepiej poszukać drucianych żyrandoli, albo takiego, w którym żarówka świeci do góry w sufit.

Maciej
Gość

Kluczowy chyba jest tu paragon. Druk na drukarce termicznej zaniknie w ciągu tych dwu lat (chyba że trzyma się w lodówce czy zrobi ksero). Kolejna sprawa, kto trzyma paragony na rzeczy kosztujące kilkanaście czy trochę więcej złotych? Chyba bardzo mało. Paragonów za świetlówki sprzed 10 lat (z pewnymi wyjątkami wciąż działają) na pewno nie mam.

Armen
Gość
Armen

Panie Redaktorze, ciekawy artykuł, ale warto zadać sobie trudu, żeby nie być posądzonym o niedbalstwo. Zwłaszcza, jeśli „tropi” się nieścisłości i błędy u opisywanych „producentów” (cudzysłów stąd, że w praktyce produkcja odbywa się w fabrykach na Dalekim Wschodzie – wprost: w ChRL, zazwyczaj w oparciu o projekt konstrukcyjny fabryki, a nie zamawiającego). Więc czepiając się – marka własna sieci Leroy-Merlin to LEXMAN a nie LUXMEN.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin