Mamy coraz większy problem z finansowaniem systemu ochrony zdrowia. Wciąż nie udaje się zrównoważyć dochodów i kosztów działania publicznej ochrony zdrowia. Rośnie dziura w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia, likwidowane są oddziały szpitalne, np. porodówki, a na badania diagnostyczne trzeba czekać wiele miesięcy. A ostatnio dowiadujemy się o lekarzach, którzy mimo minimalnego doświadczenia zarabiają – także dzięki znajomościom z politykami – po 1,6 mln zł rocznie. Co poszło nie tak i jaka może być na to recepta? PSL twierdzi, że wie, jak wszystko naprawić
Znów zrobiło się głośno o zarobkach lekarzy. A zwłaszcza tych, którzy wiedzą pod kogo „podwiesić się” politycznie. Dawid Kacprzyk, młody lekarz i (były już) radny Koalicji Obywatelskiej, zatrudniony jako koordynator oddziału ratunkowego SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym miał w 2025 r. zarobić – według ujawnionych dokumentów – aż 1,6 mln zł. Według oficjalnych cenników wyceny musiałby pracować po 11 godzin dziennie przez cały rok, bez dnia wolnego, by tyle zarobić.
- Zdalny leasing, czyli auto dla firmy bez wychodzenia z domu? Coraz więcej banków wprowadza tę nowinkę. Jak to działa? [POWERED BY BNP PARIBAS]
- Jedziesz samochodem na weekend? Zanim wrzucisz walizki do bagażnika, sprawdź warunki ubezpieczenia auta. Na wszelki wypadek [POWRED BY PZU]
- PZU zaprasza posiadaczy oszczędności do tańca. Na parkiecie nowy ETF: daje udział w sukcesach 1300 największych spółek świata. Czy to będzie hit? [POWERED BY PZU]
Ujawniono przypadki, w których według grafiku miał pełnić dyżur, a jednocześnie występował w telewizji, brał udział w posiedzeniach rady dzielnicy lub spotkaniach politycznych, co rodzi podejrzenia o fałszowanie dokumentacji. Radny ma w swojej „kartotece” zdjęcia z prominentnymi politykami Platformy Obywatelskiej. Nie ma ani specjalizacji, ani doświadczenia, by pełnić tak odpowiedzialną funkcję (niezależnie od niejasności dotyczących dokumentacji).
„Afera” Kacprzyka: kolejny objaw braku kontroli w ochronie zdrowia
Ale „afera” Kacprzyka to tylko objaw patologii w ochronie zdrowia, do której mocno przyczyniły się rządy Zjednoczonej Prawicy. To one wprowadziły mechanizm corocznej waloryzacji wynagrodzeń personelu lekarskiego niezależnie od sytuacji państwowego budżetu. W efekcie jest tak, że choć Polska wydaje co roku o 20-30 mld zł więcej na ochronę zdrowia, to przygniatająca większość tej kwoty trafia do lekarzy i personelu medycznego w formie podwyżek. Pieniędzy nie starcza już na nic innego.
We wrześniu zeszłego roku, na spotkaniu Zespołu Trójstronnego ds. Ochrony Zdrowia poinformowano, że tylko co czwarty lekarz w Polsce jest zatrudniony na umowę o pracę z pensją 22 000 zł miesięcznie, nie licząc dodatków za dyżury. Średnia pensja lekarza w Polsce to już trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia w kraju. Ponad 70% lekarzy pracuje na kontraktach. Szpitale organizują konkursy na obsadę oddziałów, a startujący w nich lekarze, nie mając konkurencji, zgłaszają żądania sufitowe, które często są przyjmowane.
Stawki są różne, często są to stawki godzinowe w wysokości 150-300 zł. Ale np. kontrakt pewnego lekarza anestezjologa w szpitalu w Warszawie wynosi 101 000 zł miesięcznie. Kardiolog w innym szpitalu co miesiąc wystawia fakturę na ponad 120 000 zł.
W Gorzowie Wielkopolskim w zeszłym roku najlepiej wynagradzany lekarz brał 200 000 zł miesięcznie (kwota na fakturze), a jeden z lekarzy w szpitalu w Lublinie – 216 00 zł miesięcznie. Więcej stawek zarobków lekarskich podawała jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza”. Pielęgniarki z wyższym wykształceniem zarabiają ok. 15 000 zł miesięcznie brutto, a te bez specjalizacji i wyższego wykształcenia – ok. 11 000 zł brutto.
Z wysokimi zarobkami lekarzy kontrastują ograniczenia, jakie rząd wprowadza w związku z finansowaniem badań profilaktycznych. Oszczędności są niewielkie – rzędu 800 mln zł rocznie – ale świadczą o tym, że władze szukają już każdego grosza, by ograniczyć dziurę w budżecie ochrony zdrowia, sięgającą 20-25 mld zł rocznie. Mimo kilku już prób dużych reform finansowania systemu zdrowia, jest z nim coraz gorzej. Nowa Lewica zaproponowała jakiś czas temu zamianę składki zdrowotnej na podatek na zdrowie 12%.
CZYTAJ TEŻ:
PSL twierdzi, że wie, jak wszystko naprawić. Projekt dotyczący reformy systemu ochrony zdrowia wciąż nie uzyskał przepustki do prac legislacyjnych w parlamencie i nie jest projektem rządu. Już sama nazwa dokumentu: „Nowa architektura zdrowia. Więcej środków, lepsze zarządzanie, realna dostępność„, pokazuje intencje autorów.
Co jest obecnie najbardziej potrzebne naszemu systemowi zdrowia i czy problem leży tylko w niedostatecznym finansowaniu? Jak powinny funkcjonować finanse przychodni i szpitali, co można poprawić w tym systemie, a co wymagałoby po prostu wywrócenia stolika i urządzenia systemu na nowo? I czy propozycja PSL ma szasnę być tym cudownym lekiem na wszystko?
Ulga na prywatne leczenie, ukrócenie podwyżek płac lekarzy i reforma szpitali
Jak w praktyce PSL wyobraża sobie taką poprawę systemu zdrowia, która nie wymagałaby dosypywania kolejnych miliardów z budżetu państwa, ani podniesienia podatków? Dotychczasowe działania rządów szły w stronę corocznego zwiększania budżetu na zdrowie i jednocześnie ograniczania działalności najbardziej deficytowych placówek, szczególnie szpitali w tzw. Polsce powiatowej. Czy jest jakieś inne – nomen omen – lekarstwo?
Projekt PSL koncentruje się na łączeniu oddziałów w niektórych szpitalach. Chodzi o lepsze wykorzystanie szpitali położonych najbliżej siebie. Projekt wprowadza też zaostrzone zasady dotyczące wspierania tych ośrodków ochrony zdrowia, które wykazują straty. Ma to wymusić lepsze zarządzanie dostępnymi pieniędzmi i zmobilizować placówki, które mogłyby wyjść nad kreskę do większego wysiłku, a nie tylko czekania na publiczną kasę..
Czy to znaczy, że w niektórych powiatach nadal będą znikać oddziały? Szerokim echem odbiły się w mediach informacje o likwidacji porodówek, np. w województwie podkarpackim. Polityk PSL i poseł Marek Sawicki tłumaczy, że lepiej mieć mniej porodówek, ale lepiej wyposażonych, w których na bieżąco odbywają się porody, niż rzadko wykorzystywane porodówki w każdym mieście (tutaj rozmowa z Markiem Sawickim w radiu TOK FM.
PSL twierdzi, że zmiany w funkcjonowaniu sieci szpitali przyniosłyby ponad 16 mld zł oszczędności już w pierwszym roku funkcjonowania. W porównaniu z ostatnimi szacunkami luki w budżecie NFZ, która ma wynieść w tym roku aż 18-23 mld zł, to całkiem wymierna kwota.

Kolejne propozycje to zmiany w finansowaniu ochrony zdrowia. PSL proponuje przeniesienie dochodów z ubezpieczenia chorobowego (płaconego przez pracowników) z ZUS do NFZ, co ma przynieść dodatkowe ok. 6 mld zł rocznie oraz modyfikację obecnego mechanizmu wzrostu wynagrodzeń lekarzy, wprowadzonego przez rząd Zjednoczonej Prawicy. Jest on uzależniony od inflacji i owocuje gigantycznym wzrostem wydatków na pensje lekarzy i personelu medycznego z roku na rok (nawet o kilkanaście miliardów złotych rocznie).
PSL proponuje też wprowadzenie 10% odpisu od podatku dochodowego na prywatne leczenie. Ci, którzy skorzystają z opieki prywatnej nie będą zajmować miejsca w publicznym systemie zdrowia innym pacjentom, a jednocześnie nie będą za usługi medyczne płacić dwa razy – raz w postaci składek, a potem w postaci opłat na prywatną opiekę medyczną.
CZYTAJ TEŻ:
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
Nie obędzie się bez zwiększenia składki na zdrowie?
Nawet PSL nie uważa, że da się poprawić sytuację ochrony zdrowia nie dosypując do tego worka pieniędzy. Ale Ludowcy sądzą, że jeśli zracjonalizuje się działalność szpitali i poprawi się mechanizm zwiększający dzisiaj automatycznie pensje lekarzy, to dokładanie kolejnych pieniędzy nie będzie już przypominało wlewania wody do durszlaka. Projekt zakłada zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do 8,8% PKB.
Czy to dużo? GUS podaje (powołując się na Narodowy Rachunek Zdrowia), że wydatki na ochronę zdrowia w 2023 r. (świeższych danych nie ma) wyniosły 243,8 mld zł, co stanowiło 7,1% PKB. Przy czym dane te nie obejmują tylko budżetu NFZ, ale też np. nasze prywatne wydatki (wynoszące 54 mld zł). W roku 2022 r. wydatki na ochronę zdrowia wyniosły 200,5 mld zł (co stanowiło 6,5% PKB).
W Niemczech wydatki na system zdrowia wynosiły w 2023 roku znacznie więcej, aż 11,7% PKB, w Czechach – 8,4% PKB, a na Węgrzech – 6,4% PKB. Bardzo drogi w utrzymaniu (bo niemal całkowicie prywatny) system ochrony zdrowia mają USA, w których te wydatki sięgają 16,7% PKB. Polska pozostaje poniżej średniego poziomu finansowania opieki zdrowotnej krajów OECD, w których ten poziom wynosi przeciętnie 9-11% PKB.
Na co wydajemy ćwierć biliona złotych rocznie? Najwięcej na leczenie szpitalne (35% wszystkich wydanych pieniędzy) oraz na leczenie ambulatoryjne, czyli np. na utrzymanie i działalność SOR-ów (24%). Na zakup i refundację lekarstw i innych artykułów medycznych idzie 17-18% budżetu, na przychodnie (czyli lekarzy pierwszego kontaktu) jakieś 11%, na opiekę długoterminową nad obłożnie i przewlekle chorymi jakieś 8%, zaś na opiekę rehabilitacyjną dla potrzebujących jakieś 5%.
PSL mówi o wzroście nakładów na ochronę zdrowia o mniej więcej 50 mld zł w porównaniu z obecnym poziomem. Żeby to się mogło udać, potrzebny jest ruch politycznie trudny – czyli opodatkowanie składką na zdrowie również „pasażerów na gapę”, czyli tych, którzy dziś są zwolnienie z płacenia na NFZ albo płacą składki znacznie niższe niż inni. O tym projekt PSL mówi stosunkowo mało, a wiemy, że wśród tych „uprzywilejowanych” są rolnicy. Rolnicy płacą tylko 1 zł miesięcznie składki zdrowotnej za każdy hektar przeliczeniowy na osobę ubezpieczoną

Mądra centralizacja szpitali zamiast głupiej decentralizacji
Marek Sawicki uważa, że grzech pierworodny, który sprawia, że polska ochrona zdrowia jest dziurawa jak ser szwajcarski, to niezdrowa decentralizacja. Powiaty mają swoje szpitale, urzędy marszałkowskie w województwach – swoje, rząd – swoje. Odbywa się niezdrowa konkurencja o kontrakty, o pacjentów, o lekarzy, o pielęgniarki. Pacjenci na tym raczej tracą, a system pochłania coraz więcej pieniędzy na dublowanie zadań. A część lekarzy z kursowania między kilkoma szpitalami należącymi do różnych właścicieli nieźle żyje.
Polityk PSL uważa, że minister zdrowia nie ma wystarczających narzędzi do tego, żeby kompleksowo spojrzeć na cały system i móc go strukturalnie naprawić. Niezdrowa decentralizacja pozbawiła kluczowe instytucje państwa kontroli nad systemem ochrony zdrowia. On jest dzisiaj jak potwór, którego nikt nie kontroluje.
Co w takim razie zrobić? Od czego rozpocząć naprawę? Sytuacja jest trudna, bo – jak mówi Sawicki – każda rozmowa o naprawie systemu zdrowia ze środowiskiem medycznym czy z lokalnymi społecznościami wygląda podobnie: wynagrodzeń nie ruszamy, kwestii własnościowych placówek szpitalnych – nie ruszamy. Likwidacji, łącznia oddziałów, restrukturyzacji nie chcemy, bo grozi zmniejszeniem liczby miejsc pracy.
Ale bez bolesnych działań – wbrew interesom środowiska lekarskiego – reforma się nie uda. Według Sawickiego, przez dekady w Polsce powstało wiele szpitali powiatowych, projektowanych z myślą o innych warunkach demograficznych i innych parametrach opieki medycznej. Każdy ze szpitali chce mieć najnowocześniejszy sprzęt i wszystkie możliwe oddziały. Nowoczesny sprzęt stoi czasem nierozpakowany w piwnicach szpitali, bo nie ma odpowiedniego personelu do obsługi, a obłożenie oddziałów nie przekracza 30%.
PSL proponuje powrót do centralizacji, ale nie na poziomie kraju, tylko województwa. W miastach wielkości dawnych 49 województw funkcjonują duże szpitale wojewódzkie, które powinny dostać narzędzia do zarządzania szpitalami powiatowymi w najbliższym regionie, jako swego rodzaju „mackami” w regionie. Tam, gdzie szpital lokalny ma w konkretnym oddziale dobrą kadrę, duże wykorzystanie miejsc, nowoczesny sprzęt, dobre warunki lokalowe – byłby rozwijany.
Gdyby zarządzanie zadaniami odbywało się na poziomie takiego szpitala wojewódzkiego, który miałby w swoim „portfelu” wszystkie placówki powiatowe w najbliższym otoczeniu, to można by lepiej ustalać poziom usług dla pacjentów, bez niezdrowej rywalizacji. „Tu robimy takie zabiegi, a tam wykonujemy inne” – można byłoby zarządzić. W promieniu 25-35 km nie powinno być problemu z dojazdem do właściwego szpitala, przy czym warto wziąć pod uwagę lokalną specyfikę transportową, bo inaczej będzie wyglądał transport w centrum kraju, a inaczej np. w Bieszczadach.
Szpitale powiatowe nie powinny „udawać”, że są wyspecjalizowanymi szpitalami klinicznymi i mogą zajmować się każdym pacjentem. Ich rola to powinna być przede wszystkim bardzo dobra diagnostyka i bardzo dobry poziom rekonwalescencji pacjentów po chorobach. Szpitale powiatowe, wspólnie z przychodniami POZ (lekarzami pierwszego kontaktu) powinny tak działać, żeby wzmacniać profilaktykę i skuteczne leczenie typowych, masowych chorób, by możliwie niewielu pacjentów wysyłać do szpitali wojewódzkich.
Ta zmiana strukturalna objęłaby także system podstawowej opieki zdrowotnej, czyli tzw. POZ. Jeśli POZ ma jakieś problemy z wykonaniem usług, może przekazać pacjenta do szpitala powiatowego, a jeśli tam jest kłopot, to pacjent wędruje do szpitala wojewódzkiego. Tym sposobem system sam się reguluje – by najefektywniej wykorzystać potencjał i żeby skorzystał pacjent. W takim układzie pacjent nie powinien czekać długo na badania czy zabiegi, bo akurat POZ się zakorkował, tylko powinien być poprowadzony dalej.
CZYTAJ TEŻ:
Czy jesteśmy skazani na prywatyzację ochrony zdrowia?
Czy ten kryzys nie skończy się powolną, systematyczną prywatyzacją? Tak się stało w latach 90. XX wieku z usługami stomatologicznymi czy z aptekami. Ludzi niepokoją szczególnie kłopoty ze specjalistyczną diagnostyką. Ministerstwo Zdrowia nie chce powiększać deficytu w NFZ i postanowiło przypilnować limitów badań diagnostycznych, nie płacąc placówkom medycznym za tzw. nadwykonania (czyli wykonanie większej liczby badań, niż zakontraktowane z NFZ).
Diagnostyka to jednak podstawa opieki zdrowotnej. Bez profilaktyki, bez badań i bez budowania świadomości istnienia wielu groźnych chorób, trudno mówić o dobrym systemie zdrowia. Tymczasem najbardziej świadomi pacjenci sami opłacają badania diagnostyczne, za które nie otrzymują zwrotu pieniędzy. Czy projekt PSL odpowiada na ten problem, który czasem przybiera postać szarej strefy, w wyniku nieoficjalnego korzystania z publicznego sprzętu do badań?
Każdy z nas chyba przeżył taką sytuacje, kiedy dostał dobrą radę od lekarza, żeby szybciej i sprawniej zrobić niezbędne badania prywatnie. PSL przyjął w swoim projekcie, że ten prywatny udział usług medycznych jest wart ok. 12 mld zł. Jednak, jak mówi Marek Sawicki, to w praktyce nawet 60-70 mld zł. Tyle faktycznie idzie na prywatne usługi medyczne. 12 mld zł to tylko kwota wynikająca z wpływów podatkowych, czyli to co widać w statystykach. A reszta? Reszta to szara strefa.
PSL uważa, że jedynym sposobem na uratowanie kraju przed poszerzaniem tej „nieoficjalnej prywatyzacji” jest ulga podatkowa, która sprawi, że Polakom przestanie się opłacać korzystanie z medycznej szarej strefy. I będą woleli zapłacić za opodatkowaną wizytę u prywatnego lekarza, by ją odpisać od podatku.
Pieniądze to nie wszystko. Zdrowia nie da się kupić
Wiadomo nie od dziś, że samo dosypywanie pieniędzy do systemu opieki zdrowotnej nie rozwiąże wszystkich problemów. Placówki ochrony zdrowia muszą być lepiej wyposażone, a kadra musi być dobrze wykwalifikowana, by wyciskać jak najwięcej z nowoczesnego sprzętu.
Wąskim gardłem są kadry medyczne. Brakuje lekarzy, pielęgniarek. Same pieniądze tego szybko nie naprawią. Rozwiązaniem ma być zwiększenie liczby miejsc na studiach medycznych, odciążenie lekarzy od obowiązków administracyjnych, większa rola innych zawodów w organizowaniu obsługi pacjenta (np. pielęgniarek, fizjoterapeutów, asystentów medycznych). I profilaktyka, która ma zmniejszyć zapotrzebowanie na wizyty u specjalistów. No i cyfryzacja zapisów do lekarzy, żeby ograniczyć gigantyczną liczbę „pustych” zapisów (w niektórych miejscach sięga 20%).
Długie kolejki do lekarzy-specjalistów to efekt ograniczonej podaży usług, ale też złej wyceny świadczeń, braku dobrze wyznaczonych priorytetów obsługi pacjentów. Trzeba opracować system, który będzie umiał ocenić kto i kiedy wymaga szybkiego dojścia do badań i leczenia u lekarza-specjalisty, a kto może poczekać. Czy możliwe jest także płacenie za efekty leczenia, a nie tylko za realizację zakontraktowanych procedur? To na pewno by pomogło, ale może być trudne.
A co z sektorem prywatnym, który w ostatnich latach rozwinął się o wiele placówek szpitalnych? Czy możliwe jest włączenie sektora prywatnego do systemu finansowania placówek systemu publicznego? Możliwość odliczania od podatku usług prywatnych byłaby dobrym pierwszym krokiem do tego, żeby poszerzyły się możliwości diagnostyki i zabiegów, i żeby pacjenci na tym nie stracili. Podobny system funkcjonuje w edukacji, gdzie szkoły niepubliczne mają prawo do dotacji ze środków publicznych.
Potencjalne zmiany powinny mocniej opierać się też na najnowszych narzędziach cyfrowej organizacji pracy. Cyfryzacja może skrócić kolejki i przyspieszyć wiele usług stosunkowo tanim kosztem. Lepsza informacja o pacjentach i dostępnych usługach, ogólnokrajowe bazy danych dostępne cyfrowo, możliwość wyszukiwania wolnych miejsc w systemie na poziomie krajowym to może być ulga dla systemu w sytuacji, gdy sektor opieki zdrowotnej wciąż jest nieefektywny operacyjnie: powielane są badania, brakuje przepływu informacji.
Takie rozwiązania jak e-recepty, e-skierowania – to już działa. Na pewno jednak trzeba rozwijać system o nowe elementy, chociażby pełne dane o wolnych miejscach do lekarzy, co mogłoby skrócić kolejki. Być może trzeba wprowadzić płatności za wizyty (choćby symboliczne, 10-20 zł), żeby zmniejszyć liczbę wizyt umówionych, na których pacjent się nie pojawia. Do tego konieczna jest w miarę pełna integracja danych medycznych, zwiększenie roli telemedycyny dla obsługi prostych przypadków, po to, żeby zostawić miejsce dla tych bardziej złożonych, wymagających dłuższych wizyt u najlepszych specjalistów.
A my? Powinniśmy regularnie uczestniczyć w badaniach przesiewowych, domagać się częstej diagnostyki, wiedzieć, jakie badania są nam potrzebne. A ogólnie – lepiej dbać o zdrowie i unikać ryzykownych dla zdrowia zachowań (to może idealistyczne podejście, ale być może dobra edukacja i większa świadomość zagrożeń pomogą.

——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
Źródło zdjęcia: FinanceVisual










