27 kwietnia 2026

Zrzutki na zdrowie? Lewica proponuje „zrzutkę narodową”, czyli zastąpienie składki zdrowotnej podatkiem 12%. Czy to byłaby dobra zmiana?

Zrzutki na zdrowie? Lewica proponuje „zrzutkę narodową”, czyli zastąpienie składki zdrowotnej podatkiem 12%. Czy to byłaby dobra zmiana?

Coraz więcej zbiórek na zdrowie. Łatwogang pokazał, że dla zrzutek na ratowanie życia sky is the limit. A Lewica proponuje „zrzutkę narodową”. Zamiast składki zdrowotnej, którą wszyscy pracujący mają potrącaną ze swoich wynagrodzeń, dochodu czy przychodu (w zależności od formy zatrudnienia czy prowadzenia działalności gospodarczej), miałby być oddzielny podatek na zdrowie w wysokości 12%. Co by oznaczała dla naszych portfeli, gdyby jednak za jakiś czas wszedł w życie? Czy to byłaby dobra zmiana?

Lewica nie poprzestaje zresztą tylko na pomyśle 12% podatku na zdrowie. Proponuje cały pakiet podatkowy, który ma zapewnić dopływ pieniędzy do systemu zdrowia w Polsce. W pakiecie jest jeszcze podatek tłuszczowy i wyższa akcyza na alkohol. Ktoś, kto będzie chciał się truć alkoholem czy tłuszczem, będzie musiał opodatkować się na wypadek choroby swojej, ale i innych, w zależności od skutków swojego niezdrowego stylu życia. Podatek mają zapłacić co prawda firmy, ale koszty przerzucą pewnie na konsumentów.

Zobacz również:

Czy to dobre pomysły? Problem finansowania zdrowia powraca nieustannie od wielu lat, a nawet od dekad. Coraz to nowe leki i zabiegi medyczne, rosnące możliwości przeprowadzania skomplikowanych, coraz bardziej kosztownych terapii i operacji generują wzrost kosztów. Z roku na rok polskie rządy zwiększają finansowanie ochrony zdrowia. Na 2026 rok na ochronę zdrowia w budżecie państwa przewidziano rekordowe 247,8 mld zł – jest to 6,8% PKB, znacznie więcej, niż nasze państwo przeznacza na wydatki obronne. I więcej o 25,5 mld zł wobec wydatków zrealizowanych w 2025 roku.

Jednak skala potrzeb jest taka, że pieniędzy wciąż brakuje, a NFZ potrzebuje dodatkowego wsparcia. Rząd odpowiada projektem zakładającym przekształcanie oddziałów szpitalnych i łączenie szpitali. Szpitale w powiatach mają zostać dostosowane do potrzeb demograficznych, czyli do starzejącego się społeczeństwa.

Celem jest tworzenie większych jednostek, gdzie przeprowadzanie terapii i zabiegów medycznych byłoby bardziej opłacalne. Niestety ma to się wiązać również z likwidacją nie tylko tych „niepotrzebnych” oddziałów, ale także całych szpitali, na co nie chcą się godzić mieszkańcy. Szpitale, podobnie jak szkoły, są w niektórych miejscowościach jedynymi dużymi instytucjami, mającymi ważne znaczenie dla całej społeczności.

Skąd pochodzą pieniądze na zdrowie? Źródłem finansowania są głównie składki zdrowotne, z których NFZ ma uzyskać w 2026 roku 184,3 mld zł. Kolejne składniki finansowania to dotacja z budżetu państwa dla NFZ, która wyniesie 26 mld zł i wydatki w budżetowej części „Zdrowie” – 45,3 mld zł. Poza tym w rezerwie celowej są środki na kwotę 7,4 mld zł, m.in. na wynagrodzenia, rezydentury, staże i ewentualne zwiększenie dotacji dla NFZ. Priorytetem rządu wpisanym do budżetu mają być inwestycje w infrastrukturę medyczną i kadry.

Ponoszone w poprzednich latach wydatki na system zdrowia podsumował GUS w swoim opracowaniu z 2025 roku. W latach 2014-2024 nakłady na ten cel rosły dynamicznie i dotyczyło to nie tylko corocznych planów budżetowych, ale też wykonania, które zawsze od 2015 roku przewyższało plany.

Podatek na zdrowie zamiast składki – dlaczego miałby być lepszy?

Propozycja Lewicy złożona publicznie na przełomie 2025 i 2026 roku opiera się na tym, żeby zrobić kolejny duży skok w finansowaniu całego systemu. Czy byłby to jednocześnie skok na kasę obywateli? Według Lewicy filozofia finansowania systemu zdrowia miałaby się opierać na trzech filarach.

Przede wszystkim, jak uważa Lewica, utrzymanie systemu ochrony zdrowia „nie może być spychane na barki osób o niskich i średnich dochodach”. Dodatkowe koszty muszą ponosić osoby, które prowadzą niezdrowy tryb życia, tzn. osoby kupujące alkohol i niezdrową żywność. Trzeci filar polegałby na tym, że większy ciężar finansowania przeniósłby się z opodatkowania pracowników na opodatkowanie firm.

System ma się koncentrować na podatku zdrowotnym zastępującym obecną składkę, podatku tłuszczowym (HPF) motywującym do zdrowszych wyborów oraz jednolitej akcyzie na alkohol. Pierwszy składnik to 12% stawka podatku płacona od podstawy opodatkowania PIT i CIT. Przy zachowaniu kwoty wolnej od podatku rocznie dla wszystkich podatników (w tym przedsiębiorców) ma to dać, jak obliczają eksperci Lewicy, największą obniżkę obciążeń zdrowotnych od lat dla 90% obywateli.

Dla osób prawnych (między innymi korporacji), które do tej pory nie płaciły składki zdrowotnej, obowiązywałaby również stawka podatku 12%, ale przewidziana byłaby Tarcza Podatkowa, czyli odliczenie 7% dla tych firm, które „uczciwie odprowadzają wszystkie podatki w Polsce”. Lewica wyliczyła, że efektywnie firmy zapłacą 5% więcej podatku CIT.

Kolejnym składnikiem byłby tzw. podatek tłuszczowy płacony przez firmy. Wpływy z tego podarku w całości trafiałyby na konto NFZ. Lewica chciałaby tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: pozyskać pieniądze na zdrowie, a jednocześnie skłonić ludzi do zmiany ich modeli konsumpcji, które mogą przyczyniać się do problemów ze zdrowiem. Podatek ma być nałożony na takie produkty jak słone przekąski, gotowa żywność (np. mrożone pizze) czy czekolady i ciastka. Lewica oczekiwałaby transformacji przemysłu spożywczego na bardziej zdrowy.

Przy okazji, według Lewicy, polski rynek przekąsek, tych, które mają charakter wybitnie niezdrowy i uzależniający, zdominowany jest przez międzynarodowe koncerny spożywcze i handlowe, więc byłby to podatek nakładany głównie na zagraniczne podmioty.

CZYTAJ TEŻ: Łatwogang rozbił bank. Co to o nas mówi? Wbrew pozorom nie tylko dobre rzeczy

łatwogang rozbił bank

CZYTAJ TEŻ: Sześć pomysłów, co trzeba by zrobić, jak najszybciej, żeby dodatkowe i szczodre dosypywanie pieniędzy do systemu zdrowia miało sens

Trzecim filarem byłaby jednolita akcyza na alkohol, przy czym Lewica proponuje nowy podział wpływów z tej daniny. Dochody z akcyzy na alkohol miałyby być przeznaczone w 80% na zdrowie i trafiać bezpośrednio do NFZ, a tylko 20% wpływałoby do wspólnej państwowej kasy, czyli do budżetu państwa. Zdaniem Lewicy dzięki takiemu rozwiązaniu akcyza na alkohol nie znikałaby w budżecie, roztapiając się w całości budżetowych dochodów, tylko byłaby rodzajem celowej zdrowotnej daniny, podobnej do 12% podatku.

Taka konstrukcja dochodów z akcyzy na alkohol byłaby tym bardziej logiczna, im więcej kosztów zdrowotnych ponoszonych jest w systemie zdrowia na choroby wątroby, uzależnienia wymagające terapii oraz urazy będące skutkiem przemocy pod wpływem alkoholu. Te wszystkie obciążenia ponoszone przez NFZ, miałyby automatycznie w nowym systemie zapewnione wpływy z akcyzy.

Ile pieniędzy można by dodatkowo wyciągnąć z tych zmian i czy w sumie byłyby to znacząco wyższe środki niż te dotychczasowe gwarantowane przez składkę zdrowotną i dotacje budżetowe? Lewica obliczyła, że reforma dałaby 2 biliony zł więcej w kasie NFZ na leczenie Polaków w ciągu 10 lat. Posłowie nie przedstawili jednak szczegółowych danych do tych szacunków.

Udział środków przeznaczanych na system zdrowia zwiększyłby się – ich zdaniem – z obecnych około 6,8% do 9% PKB do 2030 roku, co byłoby już na poziomie właściwym dla krajów rozwiniętych. Jednocześnie Lewica podkreśla, że po zmianach „prawie żaden emeryt przy uwzględnieniu kwoty wolnej nie zapłaci składki zdrowotnej”. To oznaczałoby faktyczny wzrost wysokości emerytur i rent o 9%. Średnią wydatków na zdrowie dla krajów OECD w ostatnich latach widać na poniższym wykresie, dla 2024 roku jest to średnia na poziomie 9,3% PKB:

Z poziomu makro na poziom mikro – ile zyska (straci) Kowalski?

Lewica reklamuje swoją propozycję jako znaczne uproszczenie administracyjne pobieranych danin na zdrowie, a także zapewnienie długoterminowej stabilności tym wpływom, bez konieczności corocznego „łatania dziur” w NFZ z innych podatków, co ma miejsce praktycznie co roku w kolejnych budżetach. Obiecuje także, że znacznie wzrośnie dostęp do specjalistów, poprawi się poziom leczenia, terapii i zabiegów medycznych, a chroniczne niedofinansowanie w systemie zdrowia przejdzie do historii.

Autorzy projektu przywołują przykład Niemiec, które mają przeznaczać na zdrowie 12% PKB. Lewica chce dojść przynajmniej do średniej w krajach OECD, a to jest właśnie około 9% PKB. To makroekonomiczny wymiar reformy. Od strony mikro autorzy projektu zapewniają, że zmiany pozwolą obniżyć koszty ponoszone przez zwykłych Kowalskich. Jak to się stanie? I kto mógłby zaoszczędzić?

Dzięki zmianom osoba zarabiająca pensję minimalną miałaby zapłacić o 200 zł mniejszy podatek zdrowotny od obecnej składki. Zarabiający medianę wynagrodzeń miałby zyskać natomiast 100 zł. Lewica tłumaczy, że dzięki temu rozwiązaniu przedsiębiorcy będą mieć niższe koszty pracy, a przedsiębiorca, który w danym miesiącu nie zarabia, nie zapłaci podatku.

Lewica proponuje więc pewien paradoks. Z jednej strony, jak ogłasza, ma to być „największa obniżka podatków, która dotyka wszystkich obywateli naszego kraju”, a z drugiej strony będzie to „największe zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia”. Skąd w takim razie pieniądze? Większy ciężar oczywiście poniosą firmy, ale jeśli firma „uczciwie płaci CIT w Polsce, to będzie mogła odliczać 7 pkt proc. z CIT, więc efektywna stawka tego podatku wyniesie tylko 5%.

Potencjalne korzyści dla pracowników z zamiany składki na podatek proponowane przez Lewicę opisał bardzo szczegółowo portal Oko.press. Według analizy portalu połowa pracowników na pewno na tym zyska, a co z pozostałymi? Portal wyliczył, jaka będzie różnica między tym, ile dany pracownik zatrudniony na umowie o pracę płaci teraz, a ile będzie płacić po wprowadzeniu zmian. Podstawą tych obliczeń był ostatni raport GUS o rozkładzie wynagrodzeń w gospodarce narodowej w czerwcu 2025 roku.

Zarobki poniżej 4666 zł miesięcznie brutto (jest to pierwsza liczba na osi x na wykresie) ma 10% Polaków (pierwszy decyl), następnie 10% Polaków (drugi decyl) zarabia nie więcej niż 5039 zł miesięcznie (jest to druga kwota na osi x na wykresie) i tak dalej. Z danych zamieszczonych na wykresie wynika, że zmiana jest progresywna i osoby z pierwszego decyla zyskają co najmniej 200 zł miesięcznie, osoby zarabiająca medianę zyskają 145 zł miesięcznie, a osoby znajdujące się w 10% najlepiej wynagradzanych pracowników zapłacą miesięcznie minimum 25 zł więcej.

Z danych wynika więc, że przeciętnie zapłacony podatek zdrowotny w przypadku umowy o pracę będzie niższy od statystycznie opłaconej składki zdrowotnej, tj. przychody NFZ od pracowników ogólnie spadną.

A ile stracą (a może też zyskają) przedsiębiorcy?

A jak sprawa ma się z przedsiębiorcami? To zależy, jakie dane przyjmie się do wyliczeń. Ze względu na brak odpowiednio świeżych danych o rozkładzie dochodów przedsiębiorców Oko.press oblicza efekty dla takich samych kwot jak w przypadku osób zatrudnionych na umowę o pracę (UOP). Jest to jednak problematyczne, ponieważ „dochody z działalności gospodarczej są mniej równe, co oznacza, że najwyższe decyle są przeciętnie lepiej wynagradzane niż na UOP, a najniższe – gorzej wynagradzane”.

W przypadku przedsiębiorców efekty zmian są trudne do jednoznacznej interpretacji — sposób opodatkowania staje się bardziej progresywny, ale wiele zależy od formy rozliczenia wybranej przez danego przedsiębiorcę. Osoba prowadząca biznes i rozliczająca się z urzędem skarbowym według skali podatkowej ma powody do zadowolenia niemal niezależnie od poziomu osiąganych dochodów.

Na zmianach wyraźnie tracą osoby osiągające przychody powyżej 10 000 zł (na ryczałcie przedsiębiorcy płacą podatki od przychodu, a nie dochodu). W przypadku podatku liniowego straty są niemal powszechne, ponieważ już przy dochodach powyżej 6399 zł traci się na zmianach proponowanych przez Lewicę, a przy dochodach na poziomie 13750 zł miesięcznie strata wynosi 676,25 zł miesięcznie.

Dlaczego tak ważne dla Lewicy jest, żeby składkę zastąpić podatkiem. Czy chodzi o wysokość wpływów i możliwość opodatkowania przedsiębiorców i przedsiębiorstw? Według ekspertów cytowanych przez Oko.press kluczowa różnica między składką a podatkiem sprowadzi się do tego, czy istnieje zależność między tym, ile płacimy, a ile dostajemy. Płacąc wyższy podatek dochodowy, nie dostajemy nic w zamian i tak jest ze składką zdrowotną. To nie jest prywatne ubezpieczenie, w którym im więcej ktoś płaci, tym ma dostęp do lepszej obsługi i większej liczby zabiegów. Każdy ma równe prawa.

Podatek może dać większą przejrzystość, bo będzie jednolity. Ze składką zdrowotną jest natomiast tak, że inaczej wylicza się ją na ryczałcie, inaczej na umowie o pracę, a jeszcze inaczej w przypadku podatku liniowego. „Wszystko to sprawia, że aktualnie funkcjonowanie składki zdrowotnej jest mało przejrzyste. Wprowadzenie spójnego podatku dla wszystkich czyni system podatkowo-składkowy bardziej zrozumiałym” – uważa eksport cytowany przez Oko.press.

Oczywiście co innego propozycje Lewicy, a co innego szczegółowe wyliczenia. Sami posłowie Lewicy aż takich dokładnych wyliczeń jak portal Oko.press albo nie zrobili, albo ich nie przedstawili. Trudno więc dokładnie ocenić ostateczne efekty dla finansów poszczególnych grup podatkowych o różnym statusie prawnym i różnych dochodach. Na pewno przekazanie na zdrowie 80% dochodów z akcyzy na alkohol może zasypać dziurę między dochodami ze składki a rzeczywistymi potrzebami. Ta luka w 2025 roku wyniosła około 34 mld zł.

Trudniej wyliczyć, ile zapłaciłyby firmy w związku z nałożonym podatkiem tłuszczowym, ale zazwyczaj w takich przypadkach rosną ceny, bo firmy przerzucają koszty na konsumentów. To jednak na razie bardzo mało konkretna propozycja, raczej idea podatku i zwrócenie uwagi na to, że jest związek między wciskaniem konsumentom niezdrowej żywności a późniejszymi chorobami, które muszą być leczone za pieniądze z systemu zdrowia. Ale co to znaczy, że ogólnie całość zmian podniesie dochody o 3 pkt proc. albo że na zmianach skorzysta 90% Polaków? Tego Lewica szczegółowo nie pokazuje.

Posłowie klubu Lewicy przedstawili też nieco inne dane wydatków na system zdrowia. Tymczasem zgodnie z najnowszym raportem OECD publiczne wydatki na system zdrowia w Polsce w 2024 roku wyniosły 6,3%, a nie 6%, jak twierdzi Lewica. Analogiczna wartość dla OECD wyniosła zaś 7,1%, a nie 9%. Skąd te 9% z programu Lewicy mające pokazywać dużą lukę między wydatkami na zdrowie w Polsce a średnia dla OECD? Wartość 9,3% to średnie całkowite wydatki na zdrowie w krajach OECD wynikające łącznie z obciążeń obowiązkowych i środków prywatnych. W Polsce ta wartość wynosi 8,1%. Widać to na wykresie z analizy OECD:

Ten sam problem dotyczy wspomnianych 12,3% w Niemczech. Ten poziom to całkowite wydatki na zdrowie w Niemczech, z czego 10,6% pochodziła w roku 2024 z obciążeń publicznych, a 1,7% bezpośrednio ze środków prywatnych obywateli.

Oko.press rozprawia się też z twierdzeniem Lewicy, że „prawie żaden emeryt przy uwzględnieniu kwoty wolnej 30 000 zł nie zapłaci składki zdrowotnej, co oznacza wzrost emerytury czy renty o 9%”. Żeby nie płacić podatku zdrowotnego, należałoby otrzymywać miesięcznie emeryturę poniżej 2500 zł, co daje 30 000 zł rocznie, czyli dokładnie tyle, ile wynosi kwota wolna od podatku. A zgodnie z danym ZUS zaledwie 23,9% emerytów w 2025 roku otrzymywało świadczenie niższe od 2600 zł. Tylko ta grupa mogłaby więc liczyć na korzyści ze zmian, reszta podatek zapłaci.

Mimo wszystko grupą, która najbardziej skorzysta na zmianach, byliby właśnie emeryci. Ponad 90% osób z tej grupy otrzymuje emeryturę nie większą niż 7000 zł, co oznacza, że zdecydowana większość będzie na plus o co najmniej 90 zł. No i niebagatelne znaczenie ma też to, że emeryci czy osoby pobierające renty będą największym beneficjentami wzrostu przychodów systemu zdrowia, bo najwięcej korzystają w postaci świadczeń. Zgodnie z danymi NFZ na osoby mające ponad 60 lat w 2023 roku przypadło 54% wydatków NFZ na refundację świadczeń i leków.

Czytaj też: Ostrzegają: w budżecie NFZ zabraknie ponad 30 mld zł rocznie. Winni lekarze, szpitale, za niska składka zdrowotna? Jakie recepty dla ochrony zdrowia?

Czy Polska wydaje aż tak mało na zdrowie?

Podstawowe pytanie jest jednak takie, czy nasz kraj naprawdę wydaje aż tak mało na system zdrowia, że trzeba ciągle dosypywać nowe stosy pieniędzy. Czy problem nie tkwi w strukturze wydatków, czy część środków nie jest marnotrawiona lub wydawana nie w tych miejscach, w których są największe potrzeby? Czy stać nas na automatyczną waloryzację płac personelu medycznego? O kupowaniu stosów refundowanych leków na zapas i późniejszym ich wyrzucaniu napisano w Polsce całe tomy. O tym, że szpitale niepotrzebnie przetrzymują pacjentów tygodniami na drogich szpitalnych łóżkach również.

Różne obserwacje można by mnożyć. To pewnie sprawy, które będą przedmiotem obserwacji posłów i ewentualnych późniejszych zmian. A co pokazują statystyki OECD w porównaniu z innymi krajami, które znajdują się na podobnym do naszego poziomie rozwoju gospodarczego? Czy Polska rzeczywiście jest na jakimś szarym końcu wydatków na system zdrowia?

W 2024 roku średnie wydatki na opiekę zdrowotną w krajach OECD szacowano na prawie 6000 dolarów per capita, czyli na osobę, z uwzględnieniem różnic w sile nabywczej. Najwyższy poziom wydatków odnotowały Stany Zjednoczone, gdzie wydatki na osobę wyniosły ponad 14 880 dolarów, czyli 2,5-krotności średniej OECD. Na kolejnych miejscach znalazły się Szwajcaria, Norwegia i Niemcy z wydatkami na opiekę zdrowotną wynoszącymi około dwóch trzecich poziomu w USA (9300–10 000 dolarów).

Następnie były to kraje z Europy Zachodniej, a także Australia i Kanada, i tu wydatki mieściły się w przedziale od 7000 do 8500 dolarów na osobę. Niższy poziom wydatków miały kraje Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej, a na następnych miejscach znalazły się kraje z Ameryki Południowej. Polska jest co prawda znacznie poniżej średniej (nieco zawyżonej przez wydatki w USA), ale wśród podobnych sobie rozwojowo krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Miejsce Polski to mniej więcej połowa wykresu OECD:

Powyższy wykres pokazuje wydatki na zdrowie w zależności od tego, czy należą one do obowiązkowej części obciążeń pracowników, czy też są wynikiem dobrowolnych wpłat jak prywatne dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne, czy po prostu bezpośrednie płatności gospodarstw domowych. Proporcje dla OECD są mniej więcej takie, że około trzech czwartych wszystkich wydatków na opiekę zdrowotną jest finansowane za pośrednictwem rządowych lub obowiązkowych programów ubezpieczeniowych, reszta ze środków prywatnych.

Ciekawe są też statystyki dotyczące dynamiki nakładów na zdrowie. W latach 2019–2024 średni roczny wzrost wydatków per capita w krajach OECD przebiegał w podobnym tempie (2,5%) jak w okresie poprzedzającym pandemię, ale z istotnymi różnicami rok do roku. Roczny wzrost w ujęciu realnym wyniósł 5% w 2020 roku i osiągnął szczyt na poziomie 8% w 2021 roku, ponieważ rządy mobilizowały fundusze na przeciwdziałanie skutkom pandemii. Wraz z wychodzeniem krajów z pandemii wydatki na zdrowie spadły średnio o około 2,5% w 2022 roku.

W 2023 roku dynamika osłabła, po czym w 2024 roku ponownie powróciła do wyższych poziomów powyżej 3%. Ostatnie tendencje można wyjaśnić zdaniem ekspertów z OECD wyzwaniami ekonomicznymi i geopolitycznymi, które wpłynęły na zdolność krajów do finansowania dodatkowych wydatków na opiekę zdrowotną w latach 2022 i 2023, a także wpływem wysokiej inflacji, która często ograniczała nominalny wzrost wydatków, więc konieczne były dalsze wzrosty nakładów. To m.in. przypadek naszego kraju.

Na wykresie widać, że dwa kraje: Turcja i Polska odnotowały szczególnie wysoki wzrost wydatków na opiekę zdrowotną między 2019 a 2024 rokiem, ze średnim rocznym realnym wzrostem na poziomie 8–10%. Tymczasem w wielu krajach Europy Zachodniej i Północnej, takich jak Francja, Włochy, Hiszpania, Belgia i Szwecja, średni roczny wzrost wydatków wyniósł zaledwie ok. 1% i był on po pandemii podobny lub niższy od wzrostu sprzed pandemii.

A może lepiej wydawać na profilaktykę?

Podobnym problemem do kierunków wydawania pieniędzy jest kwestia, czy lepiej leczyć zaawansowane już choroby, co często jest bardzo drogim sposobem, czy lepiej w jak największym stopniu zapobiegać chorobom. I dla kieszeni potencjalnych chorych, i dla finansów państwa prawdopodobnie znacznie lepiej byłoby przeznaczać jak największą część środków na profilaktykę.

Niestety pod tym względem jesteśmy mocno zapóźnieni, tak jakbyśmy nie zdawali sobie sprawy z dobroczynnych skutków zapobiegania chorobom. A przecież większe środki na powszechne badania i choćby propagowanie zdrowego stylu życia mogłyby być realnymi oszczędnościami na grube miliardy. Bo dosypywać kasy można zawsze, pytanie, czy przyjdzie taki moment, że na wszystkie potrzeby wreszcie starczy. Potrzeby wciąż rosną, bo procedury medyczne są coraz nowocześniejsze i droższe, coraz droższe są też leki, coraz więcej kosztują szpitalne łóżka.

Mam wrażenie, że obecnie, niezależnie od tego, ile jeszcze dosypalibyśmy do systemu zdrowia, to wciąż będą w nim jakieś miejsca niedofinansowane i wciąż byliby ludzie, którzy narzekaliby na niedofinansowanie, choćby w zakresie leczenia najrzadszych przypadków chorób, bo np. dostępne byłyby na świecie nieprawdopodobnie drogie eksperymentalne terapie za miliony dolarów czy euro. Taka niestety jest dynamika sytuacji w naukach medycznych. W żadnym kraju nie udało się jeszcze dogonić kosztów pędzącej z szybkością światła medycyny.

A jak wyglądamy z profilaktyką? OECD pokazuje dane, w których Polska jest na dosyć słabej pozycji. Mało tego, nasze wydatki na profilaktykę wręcz systematycznie spadają, co jest już dosyć niepokojące. Może tutaj jest pole do poważnej reformy?

——————————

ZOBACZ TEŻ:

——————————

CZYTAJ TEŻ:

leczenie za granicą

Dlaczego składka zdrowotna powinna mieć limit kwotowy

——————————-

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

Źródło zdjęcia: FinanceVisual

Subscribe
Powiadom o
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Oskar
1 godzina temu

Wydaje mi się, że niezależnie od tego jaka ostatecznie będzie składka zdrowotna bądź podatek zdrowotny to trzeba uzmysłowić ludziom, że służba zdrowia kosztuje… mam wrażenie, że o ile jest świadomość, że na obronność, drogi i infrastrukturę to jakoś ludzie rozumieją, że żeby była jakość to trzeba wydawać pieniądze – to w przypadku służby zdrowia ciągle są fantazje o tym, że może być za pół darmo włącznie z fantazjami aby wrócić do pełnego odpisu składki do efektywnej jej wysokości na poziomie 50 zł..

Admin
1 godzina temu
Reply to  Oskar

Pełna zgoda. Inna sprawa, że polska ochrona zdrowia cieknie jak durszlak. Najpierw to trzeba połatać, a potem ludziom policzyć po ile się trzeba zrzucić, żeby to działało.

Adam
1 godzina temu

Za tę samą usługę powinno się płacić tyle samo, niezależnie od dochodu/przychodu/pensji/itp…

Inaczej to nie stuknie…

Admin
1 godzina temu
Reply to  Adam

Czyli nie 12%, tylko 800 zł miesięcznie na głowę? To też nie stuknie, bo nie każdego będzie stać… Ja to kiedyś liczyłem, 250 mld zł na 30 mln ludzi to 694 zł miesięcznie na głowę. Czyli jak ktoś ma najniższą krajową, to 20% jego dochodu szło by na składkę. Jeśli ktoś ma medianę (5200 zł na rękę) to płaciłby 14% tego, co zarabia. A jak ktoś zarabia 20 000 zł, to 4%. Nie wiem czy to miałoby szansę w jakimś referendum…

RAFAL
1 godzina temu

Powinno być co najmniej 15 proc. Mnóstwo lekarzy poświęca w słuzbie dla zwykłych szarych ludzi . W końcu są elitą . Nie powinni tak ciężko pracować za marne np 20- 30 tys zł / m- c . To uwłaczajsce . Ostatnio pani doktor w przychodni przepisała mi rutinoscorbin i krople do nosa . Jestem pełen wdzięczności i apeluje o zwiększenie składki na jeszcze bardziej godne wynagrodzenie tuzów medycyny..

Admin
59 minut temu
Reply to  RAFAL

Przecież nikt Panu nie bronił zostać lekarzem. Wybrał Pan za łatwe studia 😉

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu