27 kwietnia 2026

Łatwogang rozbił bank. Co to mówi o nas? Cztery wnioski na marginesie „najszybszej” akcji charytatywnej w historii internetu

Łatwogang rozbił bank. Co to mówi o nas? Cztery wnioski na marginesie „najszybszej” akcji charytatywnej w historii internetu

Świat zachwycił się akcją charytatywną influencera występującego w sieci jako Łatwogang, który zdołał poruszyć serca ludzi – a przy okazji serca top menedżerów w firmach – i zebrał 251 mln zł dla fundacji pomagającej dzieciom chorującym na raka. Jakkolwiek trudno nie kibicować takim akcjom, nie trzymać kciuków za ich powodzenie oraz nie cieszyć się hojnością ludzi i firm – to, że Polacy właśnie w ten sposób chcą finansować ważne cele, niesie cztery, niekoniecznie optymistyczne wnioski. Ale za to jest i piąty – bardzo optymistyczny

251 mln zł zebrane w ciągu kilku dni na cele charytatywne w ramach streamu live – to rzecz bez precedensu. Zwłaszcza, że akcja była montowana ad hoc, przez amatorów w tej dziedzinie. Porównywalne pieniądze zbierają przez cały rok największe polskie organizacje charytatywne, mające profesjonalne zespoły i know-how, organizujące w tym celu sporo kosztujące wydarzenia. Tutaj wystarczył internet, autentyczność i wiarygodność „autora”, wiralowość zwiększająca zasięg, zauważenie akcji przez znane twarze (Doda, Sanah, Anna i Robert Lewandowscy), potem przez media, a na końcu przez firmy, które lubią „podczepiać się” pod takie przedsięwzięcia (a może po prostu pomagać wspólnie ze swoimi klientami).

Zobacz również:

Myślę, że ta historia trafi do książek o nowoczesnym marketingu. Raper Bedoes 2115 (osobiście o jego istnieniu nie wiedziałem jeszcze tydzień temu, podobnie jak on nie wie o moim istnieniu do dzisiaj) nagrał utwór „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”. W przeboju wzięła udział 11-letnia Maja Mecan – podopieczna Fundacji Cancer Fighters, chorująca na białaczkę. Influencer Łatwogang ogłosił, że będzie odtwarzał tę piosenkę przez dziewięć dni bez przerwy i w ten sposób zbierał na Youtube pieniądze dla fundacji. Początkowo chciał zebrać pół miliona, skończyło się na zebraniu ćwierć miliarda złotych.

Łatwogang rozbił bank na raz. Czy Polak musi tak?

To, że jesteśmy ofiarni i chcemy pomagać najbardziej dotkniętym przez zły los – jest niewątpliwie wspaniałe. To, że robimy to w dużej mierze impulsowo, a nie systematycznie – cieszy już nieco mniej. Z różnych danych można wycisnąć wniosek, że w skali roku Polacy przeznaczają na wspieranie różnych zbiórek oraz organizacji charytatywnych 2-3 mld zł. Co najmniej drugie tyle, a dokładniej 2,3 mld zł to wspierany przez państwo program przekazywania 1,5% podatku PIT na organizacje pożytku publicznego. Do tego dochodzą wielkie akcje charytatywne, takie jak ta zorganizowana przez Łatwogang, czy finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – w których jednak większość zebranych pieniędzy pochodzi z budżetów firm.

To w sumie nie są wielkie pieniądze, biorąc pod uwagę, że rocznie zarabiamy 1,6 biliona złotych. Coraz więcej organizacji stara się nas przyzwyczaić do tego, żebyśmy pomagali systematycznie, stałym zleceniem złożonym w banku. Zresztą w bankach można już „na jeden klik” włączyć np. odkładanie określonej kwoty miesięcznie na wskazaną organizację. Wspieranie jest też możliwe przy płatnościach kartami w sklepach fizycznych (czasem takie propozycje pojawiają się przy płatności za zakupy) oraz przy płatnościach internetowych (opcja darowizny w bramce płatniczej). Z moich informacji wynika, że popularność tego typu rozwiązań jest bardzo mała.

A systematyczne wpłaty to stały i przewidywalny dopływ pieniędzy, pozwalający inaczej myśleć o budżecie – on daje największe możliwości przemyślenia i zaplanowania działań tam, gdzie są najbardziej potrzebne. Jeśli czegoś mi zabrakło w tej godnej podziwu akcji Łatwoganga – to tego, by spróbować wykorzystać tę naszą polską, ułańską fantazję i wielkie serce nie tylko do jednorazowego zrywu, ale przy okazji wypromować systematyczne pomaganie, takie pomaganie z planem. Siłą rzeczy wtedy pieniędzy byłoby jeszcze więcej, choć oczywiście nie w ciągu tygodnia. Myślę, że to jest jeszcze do nadrobienia.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

ile naszej kasy idzie na pomaganie

Cancer Fighters: jak wykopać się spod góry pieniędzy?

Cancer Fighters to dziś najbardziej znana organizacja charytatywna w Polsce. W zeszłym roku zebrała dla 400 podopiecznych ponad 12,5 mln zł, z czego część już przekazała na leki, lekarzy, sprzęt medyczny, spełnianie marzeń bardzo chorych dzieci. Zatrudnia na etatach 10 osób i ma 20 współpracowników na umowach cywilno-prawnych. Teraz ta, niewielka w sumie, organizacja stanie przed ogromnym wyzwaniem – zarządzać kwotą ponad 20-krotnie większą, niż ta, do której jest strukturalnie „przygotowana”. Ma być powołana Rada, która zadecyduje o losie zebranych pieniędzy. Trzymam kciuki, by nie zabrakło kompetencji, procedur, know-how, by efektywnie wydać te pieniądze.

Zwłaszcza, że teraz „firma” będzie pod lupą. Już pojawiły się w sieci informacje, że na pomoc dla dzieci fundacja przeznacza tylko 25% pieniędzy, które zbiera. Sprawdziłem to i na szczęście nie wygląda to na „przepompownię” pieniędzy do prywatnych kieszeni. Ze sprawozdania za 2024 r. wynika, że w kwocie 12,5 mln zł zebranej przez cały zeszły rok było: 2,6 mln zł od podatników (w ramach 1,5% podatku), 4,9 mln zł darowizn od firm, 4,1 mln zł ze zbiórek oraz pół miliona darowizn od osób prywatnych (poza 1,5% podatku).

Z tych pieniędzy na zakup leków, usług medycznych, wyposażenia, sprzętu, wizyt lekarskich, finansowanie leczenia za granicą, zakup prezentów dla dzieci i realizacji ich marzeń poszły 3,2 mln zł, a do tego 2 mln zł to przelewy na refundację tych wszystkich wyżej wymienionych rzeczy (czyli pokrycie kosztów, które już ponieśli podopieczni, na podstawie faktur i rachunków). Kwota 5,8 mln zł znalazła się na rachunkach bankowych fundacji – zakładam, że czeka na wydanie lub na dostarczenie przez podopiecznych potwierdzeń, że wydali własne pieniądze na leczenie.

Koszty administracyjne fundacji to 1,7 mln zł (czyli niecałe 14% zebranej od donatorów kwoty), z tego 850 000 zł poszło na wynagrodzenia (rozsądna wartość), a reszta – jak zakładam – na biuro i logistykę oraz 400 000 zł na reklamę i promocję. Ktoś może się przyczepić, że członkowie zarządu fundacji pobierają średnio po 22 000 zł brutto wynagrodzenia miesięcznie, ale nie uważam, żeby to był problem, biorąc pod uwagę, że pozyskali finansowanie dla 400 ciężko chorych dzieci.

Wydaje się więc, że nie ma ryzyka, iż pieniądze – choć wpłacane w trybie „rewolucyjnym” – w tym wypadku mogą się rozpłynąć. Choć w przypadku takich „spontanicznych” akcji ryzyko nieoptymalnego ich wydawania jest oczywiście większe, niż zwykle (podobnie jak w przypadku tych, którzy wygrali w Lotto). Im bardziej spontanicznie pomagamy, tym bardziej niestety musimy brać na siebie odpowiedzialność za sprawdzenie czy pieniądze zostały właściwie wydane. I tym większe jest ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

Korporacyjne wpłaty: dziękować, czy podziwiać?

Trzecia moja uwaga na marginesie tej akcji dotyczy udziału w niej firm komercyjnych. Za każdym razem, gdy fundacje organizują wielkie eventy i zbierają dziesiątki, setki milionów złotych, miażdżąca większość tych pieniędzy pochodzi od firm, a nie od zwykłych ludzi. Korporacje przy okazji takich akcji promują swoje logo i pokazują, że też czynią dobro. Mam z tym problem. Z jednej strony, będąc organizatorem takiego przedsięwzięcia, nie można odrzucać żadnych pieniędzy. Z drugiej strony – w przypadku „korporacyjnych” wpłat na koniec rachunek zapłacą klienci tych firm (w cenie towarów i usług). Być może byłoby lepiej, gdyby ci klienci z własnej woli decydowali czy i jaką akcję charytatywną chcą wspierać?

Jeśli jednym z większych donatorów wczorajszej akcji jest firma, która – o ile mi wiadomo – płaci podatki za granicą, to zastanawiam się czy nie byłoby lepiej, gdyby – zamiast ścigać się o pierwsze miejsca w rankingu wpłacających – po prostu przeniosła się do Polski i wkładała pieniądze do państwowego budżetu, z którego 250 mld zł rocznie idzie na nasze leczenie. Tak po prostu, po cichu, bez hałasu. Jeśli wśród donatorów jest firma, której zyski pochodzą w dużej części z oferowania produktów w pewnym sensie „toksycznych”, to zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby, gdyby – zamiast ścigać się o pierwsze miejsca w rankingu wpłacających – zrezygnowała z tego rodzaju działalności.

Jest oczywiste, że przy tego rodzaju akcjach uprawia się „charity washing”, ale z drugiej strony – jeśli ktoś zbiera pieniądze dla małych dzieci chorych na raka, to ma prawo wziąć pieniądze i od samego diabła. Myślę, że za pieniądze ratujące lub wydłużające życie zawsze trzeba podziękować, ale trzeba też stawiać „korporacyjnych” donatorów w odpowiednim kontekście. Bo, co do zasady, nie chcemy raczej, żeby chore dzieci były utrzymywane wyłącznie z tego typu akcji. A im większy będzie nasz podziw dla „korporacyjnych” donatorów w oderwaniu od ich codziennej działalności – tym większe jest ryzyko, że tak się stanie.

Polak: pieniędzmi niech rządzi Łatwogang, nie „polityczny gang”

Sam fakt, że akcja, którą zorganizował Łatwogang, przyniosła aż tak gigantyczne efekty, świadczy – oczywiście poza tym, że mamy wielkie serca – niestety również o upadku naszego zaufania do państwa. Skoro wolimy, że pieniądze na zdrowie w jak największym stopniu wydawał nie rząd, tylko prywatne organizacje, to znaczy, że coś nie tak jest z rządem (nie tylko tym konkretnym, ogólnie z rządami). Nie sądzę, żeby takie akcje charytatywne  mogły mieć tak szalony efekt np. w krajach skandynawskich, gdzie pieniądze dla chorych dzieci płaci się w ramach wysokich podatków.

W Polsce zupełnie nie, bo budżet zdrowotny rośnie znacznie wolniej, niż wydatki (pokazuje to grafika poniżej). Chociaż nie można mówić, że ochrona zdrowia całkiem u nas nie działa. W 2024 r. na leczenie tylko 100 „najdroższych” pacjentów NFZ przeznaczył 357 mln zł. W latach 2020-2024 było 756 000 pacjentów, których terapia kosztowała 100 000 zł lub więcej. Koszty leczenia tych „najdroższych” pacjentów to było aż 31,5% wszystkich wydatków NFZ. Ponad 47 mld zł NFZ przeznaczył na świadczenia dla 1% mieszkańców Polski.

W Polsce podatki są niesprawiedliwe, pieniądze z państwowego budżetu wydawane są chaotycznie i nieefektywnie, więc trudno się dziwić, że ludzie wolą wpłacić 251 mln zł do miejsca, które polecił im Łatwogang, niż do kasy Ministerstwa Finansów. I rzeczywiście, coś w tym jest: gdybyśmy te pieniądze wpłacili do ministerstwa, poszłyby wyłącznie na podwyżki dla lekarzy. Nie dlatego, że lekarze są pazerni – dlatego, że rząd Zjednoczonej Prawicy urzeźbił idiotyczny system waloryzacji płac w tej branży, a obecny rząd boi się go zmienić.

Ten system powoduje, że mimo zwiększania o 25-30 mld zł rocznie wydatków na zdrowie z państwowego budżetu, pieniędzy na leczenie wcale nie ma więcej, bo niemal cała nadwyżka idzie na… waloryzację wynagrodzeń lekarzy i personelu ochrony zdrowia.

CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:

polska ochrona zdrowia

Nota bene bardzo chciałbym zobaczyć wynik ankiety – którą można byłoby przeprowadzić wśród osób wpłacających pieniądze w ramach zbiórki organizowanej przez Łatwogang – o tym, jakie jest ich zdanie na temat obniżenia przez rząd podatków od paliw. Kosztuje to 1,7 mld zł miesięcznie, podczas gdy w tym samym czasie brakuje 500 mln zł rocznie na profilaktyczne badania dla obywateli, np. na gastroskopię, czy kolonoskopię.

Gdyby się okazało, że ludzie zaoszczędzone na niższych rachunkach za paliwo pieniądze wpłacili na aukcję, którą zorganizował Łatwogang po to, żeby finansować nimi leczenie (i żeby nie finansował go rząd)…  Pisząc metaforycznie: oznaczałoby to, iż Polacy zagłosowali za tym, żeby to Łatwogang organizował pieniądze na cele, które do tej pory finansował rząd. Włącznie z badaniami profilaktycznymi.

A na koniec piąte spostrzeżenie, bardzo optymistyczne. Mamy przykład na to, że internet i influencerzy to nie tylko pusta przepompownia kasy z kieszeni wszystkich do kieszeni nielicznych. Może być to połączenie nie tylko komercyjne, ale i przy okazji dające dużo dobrego. Być może śmierć posła Łukasza Litewki (który tuż przed tragiczną podróżą rowerową wsparł tę akcję) – jednego z najlepszych Polaków –  właśnie wydała plon w postaci dziesiątek kolejnych ludzi, którzy w działalności charytatywnej znaleźli swój sens życia?

—————————-

CZYTAJ WIĘCEJ O PODATKACH:

pit-38

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela.   Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

——————————

ZNAJDŹ SUBIEKTYWNOŚĆ W SOCIAL MEDIACH

Jesteśmy nie tylko w „Subiektywnie o Finansach”, gdzie czyta nas ok. pół miliona realnych odbiorców miesięcznie, ale też w mediach socjalnych, zwanych też społecznościowymi. Tam krótkie spostrzeżenia o newsach dotyczących Twoich pieniędzy. Śledź, followuj, bądź fanem, klikaj, podawaj dalej. Twórzmy razem społeczność ludzi troszczących się o swoje pieniądze i ich przyszłość.

>>> Nasz profil na Facebooku śledzi ok. 100 000 ludzi, dołącz do nich tutaj

>>> Samcikowy profil w portalu X śledzi 26 000 osób, dołącz do nich tutaj

>>> Nasz profil w Instagramie ma prawie 11 000 followersów, dołącz do nich tutaj

>>> Połącz się z Samcikiem w Linkedin jak 26 000 ludzi. Dołącz tutaj

>>> Nasz profil w YouTube subskrybuje 12 000 widzów. Dołącz do nich tutaj

>>> „Subiektywnie o Finansach” jest już w BlueSky. Dołącz i obserwuj!

———————————

ZOBACZ SUBIEKTYWNY KANAŁ W YOUTUBE:

„Subiektywnie o Finansach” jest też na Youtubie. Raz w tygodniu „Magazyn Subiektywnie o Finansach”, a poza tym rozmowy o Waszych pieniądzach z mądrymi ludźmi, komentarze i wideofelietony oraz poradniki i zapisy edukacyjnych webinarów. Koniecznie subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na platformie Youtube.

zdjęcie tytułowe: Łatwogang/RMF24.pl

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu