Sklep internetowy wystawionej na sprzedaż znanej marki odzieżowej Simple przestał działać. To się zdarza, ale problem w tym, że kiedy jeszcze hulał klienci, którzy robili zwroty, nie mogą się doczekać kasy za oddane sukienki. Czy w tej sytuacji pomoże chargeback? A może sklep renomowanej marki wkrótce się zrehabilituje?
Nic nie jest dane raz na zawsze – spółki, które były na szczycie, mogą w krótkim czasie popaść w niełaskę i wpaść w tarapaty finansowe. Wszystko wskazuje na to, że taki los spotkał właśnie znaną markę odzieżową Simple Creative Product, kontrolowaną przez notowaną na giełdzie słupską spółkę Gino Rossi.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
To firma-legenda: jedna z pierwszych, polskich ekskluzywnych marek, która odniosła olbrzymi sukces finansowy. Wiele osób, które kupowały buty Gino Rossi myślało, że to „Made in Italy”, podczas gdy buty pochodziły z fabryki w Słupsku. Zarówno jakość, jak i marketing zrobiły swoje.
Simple to z kolei – jak sama o sobie mówi – „jedna z najbardziej uznanych marek w segmencie ekskluzywnej odzieży dla kobiet, obecna na polskim rynku od 1993 r.”. W objęcia znanego producenta eleganckich butów Simple wpadła w 2006 r.
Gdzie się podziali klienci? Duży spadek sprzedaży i problemy gotowe
Zarówno Gino Rossi jak i spółka zależna Simple Creative Products przeżywają trudności. Jeszcze w grudniu 2017 r. kurs Gino Rossi wynosił ok. 1 zł. Dziś to mniej więcej 50-55 groszy. Żeby nie być gołosłownym zacytuję fragment z ostatniego opublikowanego raportu okresowego:
„W 2018 r. płynność finansowa spółki Simple Creative Products uległa znacznemu pogorszeniu, na co złożyły się głównie spadek sprzedaży i marży. Pogłębiające się problemy z płynnością finansową wpływają negatywnie na bieżącą działalność operacyjną. Opóźnienia w zapłacie zobowiązań z tytułu dostaw i usług skutkują opóźnieniami kolejnych dostaw towarów i materiałów, a to z kolei opóźnia sprzedaż i powoduje obniżenie marży, co jeszcze bardziej wzmaga problemy płynnościowe”
Podobnie brzmi sprawozdanie we fragmencie o spółce – matce, czyli Gino Rossi. Grupa odnotowała po trzech kwartałach 2018 r. prawie 30 mln zł straty netto. Dla porównania: w całym 2017 r. miała tylko 800 tys. zł straty, a jeszcze w 2016 r. było 10,8 mln zł czystego zysku.
Raport za cały 2018 r. jest jeszcze pod okiem biegłego rewidenta, ale już wiadomo, że z powodu zawiązywania różnego rodzaju rezerw strata może być ogromna. Sama publikacja raportu została opóźniona z 19 na 30 kwietnia.
Czytaj też: Bez handlu w niedzielę: zakupy internetowe też „wyłączone”? Ale tych innowacji nikt nie ukatrupi!
Co poszło nie tak? Trudno powiedzieć – gospodarka pędzi, sprzedaż detaliczna rośnie, ale – jak widać – łaska klientów na pstrym koniu jeździ. Jedna, czy druga mniej udana kolekcja, brak kontroli kosztów i problemy gotowe. Gino Rossi od dłuższego czasu podejmowała próby reorganizacji polegającej przede wszystkim na sprzedaży marki Simple. Okazało się to bardzo trudne, bo choć chętnych nie brakowało, to żadnemu nie udało się dopiąć transakcji.
Niedoszli kupcy to m.in. właściciel marki sportowej 4F, Monnari Trade (ta spółka też ma za sobą burzliwą historię, a nawet upadłość), a ostatnio polski fundusz Skyline Insolvency Solutions. Na przeszkodzie stanęły m.in. zajęcia komornicze na kontach Simple, czy brak zgody banku PKO BP na zwolnienie zastawów na akcjach Simple (bank pożyczył grupie pieniądze i jeszcze nie dostał ich z powrotem).
Jak pani Aleksandra straciła zaufanie do zakupów przez internet
Kłopoty Gino Rossi i Simple zainteresowały nas z tej przyczyny, że zaczynają je odczuwać klienci – nasi czytelnicy. Simple – mimo finansowych zawirowań – działała i sprzedawała poprzez sklep internetowy swoje sukienki, żakiety i torebki (jak było ze stacjonarnymi – trudno mi powiedzieć, może zauważyliście, że lokale znikają z galerii handlowych?). Wszystko jakoś się turlało do przełomu marca i kwietnia, gdy strona internetowa Simple wraz z e-sklepem „zamilkły”. W związku z tym zgłosiła się do nas pani Aleksandra.
„Chciałabym zwrócić Państwa uwagę na sytuację sklepu internetowego znanej marki Simple CP. W połowie lutego dokonałam zakupu na stronie simple-cp.com. Jedna rzecz była nie w moim rozmiarze, więc zgodnie z regulaminem wypełniłam formularz zwrotu odesłałam produkt pod wskazany adres. Czekałam ponad 20 dni i – jako że zwrot nadal nie widniał na moim koncie – skontaktowałam się z firmą”
Pani Aleksandra otrzymała mailem informację, że „środki nie mogą zostać zwrócone na rachunek bankowy, ponieważ firma zmienia numer konta”. I że „oczekuje na informację, kiedy będzie mogła dokonać przeksięgowania należności”. Nasza czytelniczka nie dała się jednak łatwo zbyć. Zajrzała na stronę internetową i zobaczyła, że sklep w dalszym ciągu prowadzi sprzedaż. W związku z powyższym odpisała, że nie bardzo rozumie problem z rachunkiem.
Po kolejnych trzech tygodniach dostała odpowiedź, że „w wyniku sytuacji wewnętrznej firmy realizacja zwrotów i wymian została wstrzymana. Wszystkie zwroty zostaną wykonane w najbliższym możliwym terminie”.
W tym momencie zrobiło się już na prawdę nieprzyjemnie. Z oficjalnych komunikatów spółki wiemy, że sklep miał problemy z komornikiem, który wszedł na konto spółki, stąd zapewne zmiana numeru rachunku. Ale informacja, że sklep nie jest w stanie wywiązać się z obowiązków narzucanych przez ustawę o prawach konsumenta, która przecież gwarantuje zwrot kasy za zakupy przez internet (chodzi rzecz jasna o 14 dni na odstąpienie od umowy zawartej poza siedzibą przedsiębiorstwa), to już nie przelewki.
„Od dłuższego czasu aktywnie korzystam z zakupów internetowych i pierwszy raz spotkało mnie coś takiego. Wydawało mi się, że Simple CP to poważna, godna zaufania firma i nie przyszło mi do głowy, żeby przed zakupami analizować sytuację finansową firmy”
Czytaj też: Gorączka sobotniej nocy, szampańska zabawa, night club, a rano… chargeback na pomoc?
Pani Aleksandra nie jest wyjątkiem. Kiedy sklep odda pieniądze za zwrócone rzeczy?
Największy zarzut ze strony pani Aleksandry dotyczy tego, że sklep nie zaprzestał działalności, tylko sprzedawał towar, mimo, że na forach internetowych można było znaleźć informację, że wiele klientek i klientów ma problemy ze zwrotami. Takie sygnały pojawiły się m.in. na tej stronie internetowej już pod koniec marca.
„Pozostaje ogromny niesmak i nadwerężone zaufanie do zakupów internetowych. Skoro nawet w przypadku sklepów uznanych marek dzieją się takie rzeczy, to komu ufać?”
– mówi pani Aleksandra. Nam też nie przyszłoby do głowy, że sklep uznanej spółki może zrobić takiego „psiuksa”. Może historia dopisze happy end i wszyscy klienci dostaną zaległą kasę za zwroty? Klient ma 14 dni na wypowiedzenie umowy i zwrot towaru, a sklep kolejne 14 dni na przelew pieniędzy. W przypadku pani Aleksandry te terminy już zostały jednak przekroczone.
Warto w tym momencie przypomnieć, że jedyną gwarancją bezpiecznych zakupów przez internet jest korzystanie z karty płatniczej i procedury chargeback, która daje nam możliwość odzyskania pieniędzy jeśli kontrahent nie wywiązuje się z umowy. O tym jak działa chargeback duży poradnik pisaliśmy na „Subiektywnie o finansach” w ramach akcji „O wygodnym płaceniu. Niezbędnik nowoczesnego konsumenta”.
Co na to Gino Rossi? Czy klienci w końcu dostaną pieniądze za zwrócone towary? Ilu ich było i co się stanie z marką Simple? W środę wysłaliśmy pytania w tej sprawie i dodatkowo zadzwoniliśmy do siedziby gdzie usłyszeliśmy potwierdzenie, że e-maile dotarły. Do tej chwili jednak nie dostaliśmy odpowiedzi.
źródło zdjęcia:PixaBay

