Już widać ochłodzenie na rynku nieruchomości. Ale dokąd nas ono zaprowadzi? Czy możliwy jest poważny spadek cen mieszkań? Co mówią nowe dane?

Już widać ochłodzenie na rynku nieruchomości. Ale dokąd nas ono zaprowadzi? Czy możliwy jest poważny spadek cen mieszkań? Co mówią nowe dane?

Czy mieszkania potanieją? Zdrowy rozsądek podpowiada, że w tym roku – przy poważnym ograniczeniu dostępu do kredytu i wzroście oprocentowania konkurencyjnych form lokowania pieniędzy, w tym obligacji – ceny nieruchomości powinny zacząć spadać. Ale na początku pandemii Covid-19 też wielu to wieszczyło, jednak się pomylili. Kto ma mocniejsze karty: ci, którzy oczekują poważnej przeceny nieruchomości czy ci, którzy spodziewają się, że mieszkania nadal będą drożały, co najwyżej odrobinę wolniej? Najnowsze dane niepokoją – po raz pierwszy od 10 lat w ostatnim kwartale roku deweloperzy sprzedali mniej mieszkań. Zaczęły też spadać ofertowe ceny mieszkań

Czy mieszkania w Polsce potanieją czy znów podrożeją? Czy uwzględniając inflację i nasze zarobki będzie łatwiej czy trudniej kupić mieszkanie? Przełom roku przyniósł wysyp analiz na temat tego, jak się będą zachowywać ceny mieszkań w 2022 r. Czyli w erze podwyżek stóp procentowych i ograniczonego dostępu do kapitału na zakup nieruchomości.

Zobacz również:

NBP właśnie opublikował dane za IV kwartał 2021 r. na temat cen transakcyjnych nieruchomości. Na pierwszy rzut oka – mimo wzrostu stóp procentowych i spadku zdolności kredytowej Polaków – ceny wciąż idą w górę. Nowe mieszkania zdrożały średnio o 18% w skali roku. A te z rynku wtórnego – o 12%. Niech nas jednak nie zmylą pozory. W IV kwartale 2021 r. nie było jeszcze widać efektu podwyżek stóp procentowych. Dopiero styczeń przyniósł załamanie w liczbie nowych wniosków kredytowych.

W najnowszym raporcie NBP ciekawie wyglądają dane na temat dynamiki wzrostu cen: te ofertowe już w niektórych miastach spadają (np. w Gdyni, Katowicach i Lublinie). Ale z drugiej strony średnia cena transakcyjna dla 7 największych miast po raz pierwszy osiągnęła wartość pięciocyfrową – 10 215 zł.

A jak będzie w tym roku? Rozstrzał prognoz jest ogromny: bank PKO BP wieszczy średni wzrost cen o 4%. Polski Instytut Ekonomiczny – aż o 10%. Polski Związek Firm Deweloperskich w najnowszym raporcie strzela jak z procy: podwyżki sięgną 10%. Ale w rozmowie z nami analityk Adam Czerniak z „Polityki Insight” odpowiada, że ceny będą rosły, ale wolniej niż inflacja (według NBP średnioroczna inflacja ma wynieść 7,6%), a jak będzie źle, to… może i spadną o 15%. Kto jest bliższy prawdy? Sprawdzam!

Ceny nieruchomości a inflacja. To nie samograj. Czy mieszkania potanieją?

Ci, którzy kupują mieszkania z myślą o inwestycji, liczą, że zarobią w dwójnasób. Na wynajmie lub/i na nominalnym wzroście cen metra kwadratowego. Do tej pory to był samograj. Niedawno „Gazeta Wyborcza” opisała osiedle „Żoliborz Artystyczny”, gdzie mieszkania były sprzedawane w 2014 r. w cenie 7600 zł za metr i wydawało się, że to drogo. Dziś cena tych samych mieszkań sięga 20 000 zł za metr.

Magia liczb działa, ale jest złudna, bo po pierwsze nie każdy lokal drożeje w takim właśnie tempie, a po drugie wyliczenia nie uwzględniają zmieniającego się finansowego otoczenia, czyli zarobków i inflacji. A także możliwości osiągnięcia zysków z innych inwestycji. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat inwestując w 500 największych spółek amerykańskich (np. kupując ETF na indeks S&P 500) można było podwoić kapitał.

Ceny mieszkań raz rosną, raz spadają, ale tak naprawdę „polisą bezpieczeństwa” jest dochód z najmu. To kilka procent wartości nieruchomości rocznie wracające do kieszeni – równoważnik oprocentowania bankowego depozytu, kuponu z obligacji, czy dywidendy ze spółki giełdowej. 

Kłopot w tym, że rynek najmu nie wrócił na razie do stanu sprzed pandemii. W Krakowie stawki są niższe niż kilka lat temu. A przecież rosną koszty utrzymania mieszkania, np. czynszu, co sprawia, że rentowność najmu spada. A jak ktoś wziął duży kredyt pod mieszkanie na wynajem, to przez wzrost WIBOR-u jego kalkulacje finansowe w ogóle mogły wziąć w łeb.

Rentowność najmu mieszkań w Polsce wynosi ok. 3,5% (to relacja stawek najmu do cen mieszkań). Nieźle, ale przecież oprocentowanie dziesięcioletnich obligacji skarbowych wynosi – nie licząc pierwszego roku inwestycji – 7-8% w skali roku.

A i realny wzrost cen samych nieruchomości stoi po znakiem zapytania. Powszechne przekonanie głosi, że przy wysokiej inflacji najlepiej włożyć pieniądze w mieszkanie, bo tylko w ten sposób „się nie straci”. Ale ta zasada nie zawsze się sprawdza.

Ignacy Morawski z „Pulsu Biznesu” sprawdził jak nieruchomości „bronią” kapitał przed inflacją. Okazało się, że mieszkania „statystycznie bardzo często dają kapitałowi odporność na inflację”, ale nie jest tak zawsze. A przynajmniej nie jest tak częściej niż w przypadku indeksów giełdowych (spółki mogą zawrzeć inflację w cenach swoich produktów, co oznacza, że ich przychody, zyski, dywidendy i często też wartość rynkowa oraz cena akcji jest wyrażona w wartościach „po inflacji”).

Na przykładzie 19 krajów OECD i danych z ostatnich 50 lat analityk policzył, że aż w 30% przypadków realne ceny mieszkań na przestrzeni jednej dekady spadały. Co ciekawe, mieszkania w ciągu 10-latek realnie taniały częściej, niż zdarzało się to indeksom giełdowym.

‚Puls Biznesu” prorokuje: czy przy wysokiej inflacji mieszkania potanieją?

Analityk przestrzega: realna wartość kapitału ulokowanego w mieszkaniu wcale nie musi zostać utrzymana. Realne ceny mieszkań w Polsce zaczęły dynamicznie rosnąć dopiero w 2015 r. Wcześniej nie były w stanie odrobić strat z kryzysu finansowego. To, że przez ostatnich kilka lat mieliśmy szybki wzrost realnych cen nieruchomości, nie oznacza, że tak będzie zawsze.

Dziś za równowartość mieszkania można kupić dobra o wartości 32% większej niż w 2015 r. To podobna wartość jak w strefie euro i znacznie mniejsza niż w innych państwach Europy Środkowej. Na Węgrzech i w Czechach wartość mieszkania wzrosła odpowiednio o 61% i 52,5 % w relacji do cen towarów konsumenckich.

Z innych wykresów też wynika, że wcale nie jest tak różowo jeśli chodzi o zwiększanie wartości realnej kapitału ulokowanego w nieruchomości. Według niektórych wyliczeń dopiero niedawno znaleźliśmy się – pod względem realnych wartości nieruchomości w Warszawie – na poziomie sprzed kryzysu finansowego w 2008 r.!

ceny mieszkań a inflacja
Ceny mieszkań a inflacja

Zarabiamy więcej, więc mieszkania musiały zdrożeć. Ale co dalej?

Ostatnie duże przeceny nieruchomości były nie dalej niż 10 lat temu. Patrząc na ten wykres, trudno się dziwić, że ceny mieszkań w ostatnich latach rosły – wynagrodzenia też rosły w szybkim tempie, bezrobocie malało, a rząd wypłacał rodzinom 40 mld zł rocznie w formie transferów socjalnych. Polacy mieli pieniądze i kupowali mieszkania. Zadziałało prawo popytu i (niskiej) podaży. Nawet w ostatnich latach, w których wzrost cen mieszkań był dwucyfrowy, pensje rosły niewiele wolniej.

W 2001 r. roku można było kupić kawalerkę za mniej niż 100 000 zł. Tyle że wtedy, według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, średnie wynagrodzenie wynosiło 2062 zł, a metr kwadratowy mieszkania kosztował średnio 2350 zł. Teraz, tj. na koniec 2020 r., średnia pensja wynosiła 5167 zł, a średnia cena metra mieszkania mieszkania to 4700 zł.

To dane z całej Polski. Powiedzmy sobie szczerze – niemiarodajne, bo uwzględniające transakcje w mniejszych miejscowościach. A większość transakcji nieruchomościowych odbywa się w dużych miastach. Jak się zmieniły ceny w Warszawie?

Statystyczne mieszkanie w stolicy w 2002 r. kosztowało 3594 zł za metr. Średnia pensja wynosiła 2133 zł. Oznacza to, że w 2002 r. za średnią pensję można było kupić sobie 0,59 metra kwadratowego mieszkania w Warszawie. Na koniec 2020 r., gdy średnia pensja wynosiła 5167 zł, średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Warszawie wynosiła, według NBP, aż 10 750 zł. Oznacza to, że siła nabywcza jednej pensji spadła przez 20 lat do 0,48 metra kwadratowego.

Dostępność mieszkania, wyrażona liczbą metrów do nabycia za przeciętne wynagrodzenie, jesienią 2021 r. zmalała w skali roku w 8 miastach wojewódzkich – pogorszenie dostępności było konsekwencją szybszego wzrostu cen mieszkań niż wzrostu wynagrodzeń w tych miastach. Spadająca dostępność mieszkań może wymusić spadek ich cen.

Niewykluczone, że obserwujemy nieśmiałe początki tego trendu. W ostatnim raporcie nieruchomościowym przygotowanym przez RynekPierwotny.pl widać rzecz rzadko spotykaną w ostatnich latach – spadek cen ofertowych. Jeśli już na poziomie oferty cena jest niższa, to zakładając, że sprzedający zostawia sobie jeszcze „przestrzeń” na negocjacje – realny spadek może być większy:

średnie ceny ofertowe
Średnie ceny ofertowe w styczniu (w porównaniu do grudnia)

 Rosną koszty budowy. Ale deweloperzy mają wysokie marże. Czy mieszkania potanieją?

Dane Polskich Składów Budowlanych wskazują, że ceny materiałów dla budownictwa były listopadzie o 23 % wyższe niż rok temu. A wskaźnik GUS obrazujący koszt budowy metra mieszkania wzrósł w trzecim kwartale z  4987 zł do 5347 zł, czyli o 7,2%.

„Ceny mieszkań podwyższać będzie presja kosztowa. To efekt skokowego wzrostu cen materiałów i wysokiej dynamiki wynagrodzeń w budownictwie”

– napisali analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W raporcie opublikowanym pod koniec listopada pod wymownym tytułem „Tanio już było” czytamy, że ceny mieszkań wzrosną w tym roku o 10%, a w 2023 r. o 8%, głównie za sprawą inflacji w budowlance. Miniony i obecny rok przyniosły też wiele zmian w prawie, które wpływają na ostateczny koszt budowy i ceny u deweloperów. Chodzi o wyższe normy efektywności energetycznej budynków i nową opłatę w wysokości 1% wartości nieruchomości na poczet Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego.

Czy i w jakim stopniu deweloperzy przerzucą wyższe koszty na klientów? Przy dotychczasowym popycie ze strony kupujących, firmy nie miały za bardzo motywacji do konkurowania ceną i żyłowały swoje marże, które sięgały nawet 25%. Widać to było w rekordowych do niedawna wycenach giełdowych deweloperskich i ich wyników finansowych – również najlepszych w historii.

Jest więc ryzyko, że w 2022 r. zobaczymy wzrost cen wynikający z dodatkowych kosztów przerzucanych przez deweloperów na klientów. Ale nie wszędzie tak się da. Lokalizacje prestiżowe, w dużych miastach mogą drożeć, ale inwestycje peryferyjne – niekoniecznie.

Mieszkań na rynku jest sporo, a popyt słabnie…

Być może wszystko sprowadza się do jednego parametru, od którego zależą w gruncie rzeczy wszystkie ceny na wolnym rynku, czyli relacji popytu i podaży. W ostatnich dwóch latach popyt na nieruchomości był duży (zarówno inwestycyjny i „realny”, za którym stały potrzeby mieszkaniowe ludzi). A podaż mieszkań?

Na papierze podaż była rekordowa – budujemy najwięcej od czasów Gierka (prawie 250 000 mieszkań rocznie), ale – jak widać – ciągle za mało. Czy w nadchodzącym roku deweloperzy zostaną z niesprzedanymi lokalami, a mieszkania potanieją z powodu „utrącenia” zdolności kredytowej kupujących przez rosnący WIBOR? Eksperci są w tej sprawie podzieleni.

Wzrost cen nieruchomości powinna ograniczać duża liczba nowych mieszkań oddawanych do użytku. W okresie styczeń–październik 2021 r. była o ok. 4,1% większa niż w 2020 r.”

– czytamy w raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jest coraz więcej miejsc, w których popyt na mieszkania spadnie. Może tak być np. w Łodzi i w Trójmieście, choć z innych powodów. W Łodzi obserwujemy wyludnianie się miasta, a w Trójmieście średnie ceny ofertowe na rynku pierwotnym sięgają 91% cen warszawskich. Dalszy wzrost napotka barierę po stronie dochodów tamtejszych mieszkańców  – wynika z raportu PIE. Pytanie brzmi: ile takich miast będzie w nadchodzącym roku?

… ale może prawdziwe kłopoty będą dopiero w 2024 r.?

Według firmy JLL ciągle rośnie liczba zaczynanych budów. Obecnie liczba rozpoczynanych prac jest o 17-23% większa niż w latach 2018 r. i 2019 r., a jeszcze bardziej rośnie liczba wydawanych pozwoleń na budowę (o ok. 30%). Ale nie musi to oznaczać, że liczba wolnych mieszkań na rynku radykalnie i trwale wzrośnie. Liczba projektów deweloperskich w toku jest co prawda o 7% większa niż przed rokiem, ale bank ziemi na przyszłe inwestycje – o 35% mniejszy niż rok temu.

Według firmy JLL w trzecim kwartale 2021 r. w największych aglomeracjach deweloperzy sprzedali 15 000 mieszkań, o 23% mniej w porównaniu z poprzednim kwartałem. W ofercie na koniec września 2021 r. było 36 6oo mieszkań, o jedną czwartą mniej niż przed rokiem. Wysoki był z kolei poziom przedpłat klientów – 18%, co sugeruje, że wciąż nie brakuje chętnych na zakup mieszkania na etapie „dziury w ziemi”.

Spadki trwały też w czwartym kwartale, który zwykle przynosił ożywienie sprzedaży. W tym czasie deweloperzy w sześciu największych aglomeracjach sprzedali klientom indywidualnym około 15 000 mieszkań, czyli tyle samo, co w trzecim kwartale.  Mieliśmy więc kontynuację spowolnienia.

JLL spodziewa się, że po przejściowym wzroście podaży nastąpi spadek liczby dostępnych mieszkań. Na pytanie czy mieszkania potanieją JLL odpowiada – „nie ma mowy”. Popyt może i spadnie, ale ceny – nie. Ale na koniec dnia wiele może zależeć od tego w jakim stopniu zahamuje popyt na mieszkania. Ten dylemat tak opisują analitycy PKO BP:

„Scenariusz pesymistyczny wiąże się z szokową reakcją Polaków na kolejne podwyżki stóp procentowych. Zahamowanie popytu na mieszkania zbiegłoby się z rosnącą podażą mieszkań (projekty rozpoczynane w 2021 r. podczas boomu mieszkaniowego) i skutkowałoby znacznym spadkiem cen mieszkań”

Szoku na razie nie widać, że być może coś jednak drgnęło. W czwartym kwartale 2021 r. (grudzień przyczynił się do tego najbardziej) –  jak sprawdził Bank Pekao – giełdowi deweloperzy mieszkaniowi po raz pierwszy od 10 lat sprzedali mniej mieszkań niż w trzecim kwartale. Spadek wyniósł w dodatku aż 13,8%. Rynek wszedł w fazę schłodzenia i obniżenia popytu – zarówno mieszkań sprzedawanych na kredyt jak i inwestycyjnie. Odpowiedź na pytanie czy mieszkania potanieją jest w rękach deweloperów – czy obniżą ceny?

źródło zdjęcia: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
127 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Łukasz
7 miesięcy temu

Dziękuję za super wpis. Nie zgadzam się tylko z teza, że to deweloperzy decydują o cenie. O cenie zdecyduje rynek. Deweloperzy to mogą decydować czy zostają w biznesie czy wola robić coś innego 🙂

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Deweloperzy decydują o cenie ofertowej. O transakcyjnej decyduje głównie siła popytu 🙂

Stef
7 miesięcy temu
Reply to  Łukasz

Tylko deweloper może zmniejszyć podaż. Na jednym z osiedli w kolejnym etapie budowano po 2 bloki, teraz w boomie 4, poprostu wrócą do budowania dwóch.

Łukasz
7 miesięcy temu
Reply to  Stef

Jeżeli nie będzie popytu to jasne, że deweloperzy nie będą zaczynać nic nowego tylko, że teraz to muszą sprzedać to co już budują. Sentyment na rynku zmienia się szybko a proces inwestycyjny w deweloperce trwa lata..

Lukasz
7 miesięcy temu

Ciekawa analiza. Niemniej Jest niepełna bez komentarza głównego niezależnego eksperta p. Turka z HRE. On by Panu powiedział że wszystkie przedstawione argumenty sprowadzają się do jednego: będzie tylko drożej niezależnie od popytu, podaży i innych głupot 😉

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Lukasz

Na przyszłość się poprawimy 🙂

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Lukasz

Nie do końca prawda co napisałeś. W maju 2021 r. w trakcie wywiadu na youtube pn. „Nie ma bańki na nieruchomościach!Hossa się nie skończy!” gdy przekonywał, że stopy NBP wrócą do stanu sprzed pandemii (tj. 1,5%) za 2-3 lata, a do 2,5% albo więcej w….2031 r. powiedział jednocześnie, że jeśli stopy NBP wróciłyby do stanu z 2012 r. (czyli około 4,5%) to sądziłby, że ceny nieruchomości by spadły 😉 Mówiąc to zapewne nie przypuszczał jednak że tak szybko minie te 10 lat 😉 I nie rozumiem zupełnie dlaczego najnowsze dane o niższej sprzedaży deweloperów oraz spadających cenach ofertowych mieszkań Pana… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Marek

Uspokajam: nie specjalizujemy się we flippingu, ani innych spekulacjach deweloperskich, choć w nieruchomości niektórzy z nas inwestują 😉

Agata
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jak kogoś nie stać to tylko jeczec potrafi . A ten co ma kasę wie że nieruchomość przetrzyma ich kasę pewnie i skutecznie

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Agata

W długiej perspektywie tak będzie. W krótkiej – jak pokazuje choćby jeden z wykresów w tekście – niekoniecznie

Andrzej
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W długiej perspektywie to będzie 2% w skali roku ;). Być może mniej,jeśli nasz kochany regulator wreszcie zrozumie że liczba urodzeń jest ściśle powiązana z warunkami w jakich mieszkamy i jeszcze mocniej przykręci śrubę na rentierów. Tak czy inaczej zmierzamy w kierunku że ta zabawa będzie wymagać naprawdę potężnego majątku i będzie jedną z wielu pozycji w portfelu oszczędnościowym. Elementem dywersyfikacji a nie sposobem na sensowy dochód pasywny.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Andrzej

Tak to wygląda. Inwestorzy profesjonalni i instytucjonalni oraz coraz ściślejsze regulacje wygryzą z rynku amatorów, którzy po prostu mają dwa-trzy mieszkania na wynajem jako część portfela

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Lukasz

Proszę nie zapominać o innych ekspertach jak np pan Marek Wielgo. On również jest zmartwiony tym, że niestety ceny mieszkań będą tylko rosły 😁

Ralf
7 miesięcy temu
Reply to  Pan Krzysztof

Jeszcze Marek Zuber 😉

Agata
7 miesięcy temu

Powiem swoje dwa słowa do tego interesującego artykuliku na miere Nobla: będzie drożej 🙂 pozdrawiam naiwnych conod 5 lat zyja złudzeniem ze mieszkania potanieja hahahahahahah

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Agata

Nominalnie pewnie będzie drożej, ale pytanie czy realnie będzie drożej. Nieruchomości musiałyby drożeć w tempie 10% rocznie przez kolejnych kilka lat – przy wycięciu popytu inwestycyjnego oraz wysokim koszcie kredytu nie widzę tego

Karaluszek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Witam po krótkiej przerwie, bo mi się komputer zepsuł. Ja też zmieniam zdanie… myślałem jakby, że realnie też będą rosły te ceny, ale pewnie nie. Jednak… czasy są bardzo niepewne i samo przechowanie wartości, czyli tylko wzrost nominalny + jakieś niewielkie pieniądze za czynsz, to będzie wystarczające, żeby zainwestować. Mieszkania też potrafią być bezobsługowe jak obligacje – zleca się ich obsługę firmie. A z mieszkaniami w przyszłości może być trudniej/drożej. Już teraz zwiększyły się wymagania dotyczące izolacji/charakterystyki energetycznej mieszkania i już jest kwik, że trzeba ceny podnosić i o ile. A jak trzeba będzie budować za pomocą zielonej stali, zielonego… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Karaluszek

Fundusze wchodzą – to fakt. I raczej wypłaszczą spadki cen. Chyba, że zrobi się naprawdę nieprzyjemnie za naszą granicą

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Agata

No to ciekawe co Pani pisze. Ekonomiści i nawet niektórzy przedstawiciele samych deweloperów niekoniecznie podzielają Pani zdanie 🙂
https://twitter.com/MikRaczynski/status/1492152980296056840
https://twitter.com/NarkunTomasz/status/1494675417843875841

Wons
7 miesięcy temu
Reply to  Marek

To nie żadna Pani, tylko Stefan pośrednik któremu się grunt pod nogami zaczyna palić. Jeszcze zabrakło tekstu o mieszkaniu u mamusi.

Pukpuk
7 miesięcy temu

Powinno wreszcie dojść do całkowitej zapaści na rynku nieruchomości aby ceny wyrażać zaczęły rzeczywistą wartość tego co kupujemy. Kto to widział aby 30 metrów kwadratowych betonu kosztowało kilkaset milionów! To spekulacyjna paranoja i wpuszczane ludzi w kilkudziesięcioletnie kredyty za ķlitki z widokiem na okna podobnych więźniów!!

Mariusz
7 miesięcy temu
Reply to  Pukpuk

Pablo Escobar jak chciał sobie zbudować więzienie to nie szedł do dewelopera, bo to mafia tylko sam sobie zbudował i to miało wielkość boiska do koszykówki. W Polsce jest jakieś mentalne ograniczenie, że mieszkać to trzeba tylko w mieszkaniach i wszyscy nie ustają w spekulacji czy mieszkania zdrożeją czy nie. Mieszkania są kosmicznie drogie, bo jak wspomniano wyżej za 30 metrów kwadratowych powierzchni nawet nieużytkowej płaci się 500 tys PLN brutto wraz z wyposażeniem i wykończeniem. A można przecież poszukać działki pod dużym miastem, kupić kontener mieszkalny który widziałem z 25 tys brutto i się urządzić. Zaoszczędzone pieniądze wydać na… Czytaj więcej »

Waszpan
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Was Polaki to chyba spać pionowo bedzieta. Dom musi mieć z 400 m2 ,inaczej tośmiech i łzy

Hieronim
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

> Zaoszczędzone pieniądze wydać na wygodny samochód aby dojeżdżać do pracy.

Straconego czasu na dojazdy nie liczysz jako kosztu…?

McGregor
7 miesięcy temu
Reply to  Hieronim

Dojazdy to nie zawsze stracony czas, w trakcie jazdy można wiele spraw załatwić telefonicznie. Kto miał komfortowe auto, to wie (bardzo dobrze wyciszone, automat, itp). Ale faktycznie sporo czasu tracimy na dojazdy. Tyle że ktoś mieszkający pod miastem, może dojeżdżać do pracy 2-3 dni w tyg. a reszta zdalnie..

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

„A można przecież poszukać działki pod dużym miastem, kupić kontener mieszkalny który widziałem z 25 tys brutto i się urządzić.” Ludzie myślą to co mają myśleć. Robią to co mają wpajane na każdym kroku przez kolektywny system. Klitka w „dobrej dzielnicy” za ogromne pieniądze, kredyty na zbędne pierdoły zabierające czas i tyranie na to wszystko całe życie. Podjęcie próby kierowania się logiką i własnym rozumem kończy się albo drwinami ze strony kolektywu albo wielkim zachwytem nad czymś zwyczajnym co dla kolektywnych mas jest nieosiagalne lub dziwne. Mam w pracy ludzi, którzy nie rozumieją, że nie używam twarzoksiażki, zegarkotelefonu, nie jeżdżę… Czytaj więcej »

Last edited 7 miesięcy temu by Pan Krzysztof
Mike
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

„W Polsce jest jakieś mentalne ograniczenie, że mieszkać to trzeba tylko w mieszkaniach”
Można też w namiocie, albo kartonie pod mostem.

Hub
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Można. Jak ktoś lubi stać 2 godziny dziennie w korkach i wydawać z 8 stow miesięcznie na paliwo albo pracuje zdalnie i nie ma dzieci to czemu nie.

Marcin
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Można. Krótkie pytanie… mieszkasz w kontenerze pod miastem?

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Sprytne. Pytanie kogoś wprost o to czy ktoś jest uchodźcą byłoby niegrzeczne 😁

Kasia
3 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Za to się wszyscy w zadusimy albo co bardziej prawdopodobne w Polsce – w korkach pozagryzamy

Grunwi
7 miesięcy temu
Reply to  Pukpuk

Chyba nie wiesz, ile kosztują teraz przyzwoite działki pod dużymi miastami, że snujesz takie wizje 🙂 Teraz 1,5 ara uzbrojonej działki to w zależności od faktycznej odległości dobre 270-500 (tak, nawet i mowa tu o cenach transakcyjnych). Weźmy nawet ar albo 0,8 – choć to się chyba mieści w definicji więźnia patrzącego w okna. Podoba się cena? Ale nie, nieruchomości nie rosną, a jak rosną to tylko nominalnie, nasze zarobki też urosły i dlatego za kwotę, za którą kilka lat temu mi na sobie było w tym dużym mieście kupić co najmniej 50m2 teraz można nabyć spłachwtek ziemi… Wykresy wykresami,… Czytaj więcej »

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

Gadka eksperta typu: panie, do budowy domu bez miliona nie podchodź 😁 Takie ceny działek to chyba pod Warszawą. Można poszukać trochę dalej i nie koniecznie obok stolicy. Widzę mnóstwo działek w okolicy Bydgoszczy i Torunia w pieknych okolicznościach przyrody w cenach 30…80zł/m2. Bywają i tańsze, ale większe powierzchnie. Można kupić dużą, podzielić i opchnąć resztę. Kontener to też tylko przykład myślenia. Można postawić normalny domek murowany 50…80m2 i robić część prac samemu. Coraz więcej ludzi tak robi i jakoś mieszkają na swoim za dużo mniejsze pieniądze i często bez kredytu. Trwa to dłużej, nie jest łatwe, ale dla niecierpliwych… Czytaj więcej »

Grunwi
7 miesięcy temu
Reply to  Pan Krzysztof

Ale przecież ja odpowiadam na baśnie naiwnych, którzy wprost w kontrze do mieszkań piszą o działkach pod dużymi miastami. No więc podaję realne ceny transakcyjne działek w odległości 2-10km od Poznania i Wrocławia, uzbrojonych i nie pomiędzy halami logistycznymi. Rozmawiajmy konkretnie bo na razie widzę po tym przykładzie że wypowiadają się głównie teoretycy w dziedzinie nieruchomości opowiadajacy co im się wydaje i jeszcze o zgrozo zbierający na poważnym blogu plusy za te baśnie ku pokrzepieniu serc. Samodzielna budowa domu jest dla ludzi mających czas, wsparcie i minimalne zobowiązania rodzinne, łatwo o tym poczytać chociażby na największym polskim forum o budowie… Czytaj więcej »

Last edited 7 miesięcy temu by Grunwi
Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

Nie pisałem o budowaniu samemu, tylko o tym że część prac można wykonać samodzielnie. Przy budowie małych i prostych domów można zrobić dużo we własnym zakresie. Mój kolega tak buduje i trochę zaoszczędził. Po dwóch sezonach ma dach. Sam mam w planie zacząć budowę w tym roku. Chyba, że z papierami się nie wyrobię. Stan zero i ściany z niewielką pomocą kolegi, bo np zbrojenia sam nie ułożę, a przy zalewaniu ławy ktoś musi latać z wibratorem. Na strop i konstrukcję dachu biorę ekipę. Nie wyobrazam sobie np lania syropu czy robienia dachu samemu. Za to zrobić stan zero, instalację… Czytaj więcej »

Last edited 7 miesięcy temu by Pan Krzysztof
Grunwi
7 miesięcy temu
Reply to  Pan Krzysztof

To sobie poczytaj, z czym taki zakres prac który planujesz się realnie wiąże – chyba, że nie masz rodziny. To nie chodzi o to, że się nie da bo się da i sam znam takich, ale to nie oznacza, że jest to realna alternatywa dla większości. Materiały dla ekip i nawet małych deweloperów są znacznie bardziej dostępne niż dla indywidualnego inwestora z racji na skalę zamówień, jak się przymierzasz do budowy powinieneś już to wiedzieć. I ceny które podawałem, to nie były ceny działek tuż pod miastem. Działki 10 km na południe od Wrocławia chodzą obecnie po 230-250 za metr,… Czytaj więcej »

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

„Działki 10 km na południe od Wrocławia chodzą obecnie po 230-250 za metr, wyjąwszy jakieś szroty otoczone rowem melioracyjnym czy z dojazdem gruntówką 700m. Ba!” Pewnie w jakimś miasteczku. U mnie też takie ceny są 100m od S5 i w miasteczkach. Jak dla kogoś mieszkanie na wsi to mieszkanie w miejscowości 10k mieszkańców, potrzebuje mieć S-kę pod nosem, galerię handlową i światłowód w ulicy to chyba nie rozumie co to wieś. Po za tym kierunek i bliskość S-ki ma ogromny wpływ na ceny. Dojazd gruntówką utrzymywaną przez gminę nie oznacza tragedii. Moja siostra od 7 lat tak dojeżdża 3,5km przez… Czytaj więcej »

jsc
7 miesięcy temu
Reply to  Pan Krzysztof

Niekoniecznie w komunikacji kluczowy jest dostęp do autostrady i pokrewnych… jak zobaczyłem mapę zagospodarowania przestrzennego Mazowsza to zauważyłem pewien fenomen z Warszawy wystaje zagospodarowany pas przez mieszkalnictwo. Ten obszar wyróżnia się przed wszystkim przede wszystkim wyśmienitym dostępem do kolei w postaci w pełni wydzielonych torów podmiejskich (do pełni szczęścia brakuje tylko dobudowania podobnego układu po drugiej stronie stolicy, aby skasować absurdalne kończenie biegu pociągów na Wschodniej i Zachodniej) i WKD.

Karola
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

W 3miescie działka za 500zł/m2 to śmiesznie tanio.

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

„Piszesz o absolutnym marginesie jako o złotym wyjściu a to bzdury są.”
Nie piszę o złotym wyjściu, podałem tylko alternatywę. Alternatywą dla drogich działek są tańsze działki dalej położone. Alternatywą dla budowy przez ekipę, jest budowa systemem gospodarczym. Znam osoby korzystające ze sposobów zarówno typowych jak i alternatywnych i każdy zadowolony.

Grunwi
7 miesięcy temu
Reply to  Pan Krzysztof

Fikcyjną, bo marginalną. Alternatywą dla kupowania odzieży jest jej samodzielne szycie i gręplowanie wełny. Alternatywą dla wysokich cen zbóż jest ich samodzielne sianie, if you know what I mean. Dlatego kilka razy napisałem – rozmawiajmy poważnie. Jakiego dalszego od lubelszczyzny przykładu potrzebujesz? Po prostu niektórzy tutaj plotą narrację jakoby „wcale nie było tak drogo” tylko drogo to jest dla niewolników systemu bla bla bla a ja jestem taki fajny alternative, a to nieprawda jest, bo kwoty za działki są z punktu widzenia tej argumentacji abstrakcyjne obecnie. Bajania o tym że niewolnicy to a ja tamto pomijam milczeniem bo tu w… Czytaj więcej »

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

„Alternatywą dla wysokich cen zbóż jest ich samodzielne sianie, if you know what I mean.”
Zboże, ziemniaki, marchewka, cebula itp są zbyt tanie, żeby się tym parać. Uprawa drogich warzyw i owoców jak najbardziej. Ortodoksyjne podejście jest niezdrowe.
Kupiłem mieszkanie za zarobioną gotówkę. Działkę kupiłem na górce w 2020, co najmniej 25% poniżej cen działek w okolicy. Obecnie czaję się na następną okazję, żeby przetrzymać część kasy do końca budowy lub na przyszłe potrzeby. Jak jest drogo, to trzeba starać się bardziej i umieć targować się.

Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

Po co gadasz baranem ?

Ppp
7 miesięcy temu

Poza podanymi istnieje jeszcze możliwość wystąpienia „korekty płaskiej” – ceny nominalne będą stać w miejscu przez kilka lat, co przy inflacji powyżej 5% będzie oznaczało realnie znaczący spadek.
Pozdrawiam.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Ppp

To najbardziej prawdopodobny scenariusz. Tym bardziej, że do zaakceptowania przez deweloperów, którzy w tym czasie zredukują swoje marże w miarę bezboleśnie z obecnie patologicznych 30% do 15%

Mariusz
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Oznacza to, że nie opłaca się teraz kupować mieszkań tylko je budować, bo to przy inwestycji na 1.5 roku daje około 20% na czysto w skali roku. Oczywiście jakby to było takie proste to masa firm by wchodziła w branżę budowlaną i dzięki temu ceny mieszkań by spadły. Jednak pozyskiwanie nowych gruntów w mieście bez dobrych układów z władzami miasta i urzędnikami a czasami nawet z biskupami jest praktycznie niemożliwe. W branży deweloperskiej istnieje też duże ryzyko prawne czy też zmiany prawa, bo urzędnicy mało zarabiają i łatwo ich przekupić, aby nagle zmienili plan zagospodarowania przestrzennego miasta albo wstrzymywali się… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Jeśli ktoś ma dużo gotówki i nie ma presji czasu, to może budować w dowolnym momencie. Problem w tym, że firmy deweloperskie się finansują obcym kapitałem lub przedpłatami klientów i jeśli jedno źródło staje się drogie, a drugie wysycha – biznes staje się risky

Roman
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Taka domena bogaczy. „Inwestycji nigdy nie buduj za swoje”

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Roman

O to to!

Ralf
7 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

W Gdańsku nie mamy tego problemu. Można budować wszędzie, a w deweloperkę wchodzą nawet proboszczowie. Miasto jest transparentne, dba o swoich mieszkańców i zaprasza wszystkich chętnych do zamieszkania w nim. Nawet prezydent osobiście podpisuje list wysyłany do każdego nowego zameldowanego mieszkańca.

Piotr
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Przy biznesie prowadzonym w tak niepewnym otoczeniu z masakrycznie drożejącymi materiałami, wykonawstwem i niedostępnością gruntów uważa Pan marżę 30proc za patologiczną? Deweloperka to nie handel pietruszką

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Piotr

Niedostępność gruntów to nie argument. A te 30% marży to było jeszcze przed covidem 🙂

Sosna
7 miesięcy temu
Reply to  Piotr

Marża to zysk po odliczeniu kosztów (w tym materiałów), więc co ma piernik do wiatraka?

Radek
7 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Przy 5% inflacji mamy wzrost kosztów życia i coraz mniej pieniędzy na wkład własny czy ratę kredytu. W tej sytuacji stojące ceny nominalne nie oznaczają realnego spadku tylko realną podwyżkę, gdyż z każdym rokiem dostępność maleje.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Radek

Z jednej strony spadają realne ceny, a z drugiej strony spada realna dostępność

Grunwi
7 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Ja do szkoły miałem zdecydowanie pod górkę i jestem tylko komentatorem, ale po pierwsze korekta płaska oznacza co innego (ale ok, załóżmy że stąd cudzysłów), po drugie przecież inflacja oznacza taki sam spadek naszych dochodów czyli relacja zostanie zachowana.

Ale widzę tony lajków i życzliwy komentarz specjalisty, właściciela i założyciela bloga który na to nie zwrócił uwagi w swoim komentarzu, więc pewnie to ja czegoś nie rozumiem.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

Bardzo dziękuję za Pana opinie w tym wątku, są bardzo praktyczne

Zenon
7 miesięcy temu

Według mnie ceny mieszkań są takie a nie inne bo nie ma uczciwej konkurencji na rynku nieruchomości. Ci sami developerzy i brak jakiejś alternatywy, oczywiście nie wszędzie bo są miasta gdzie miasto buduję czy też inne tego typu TBS itd. W przypadku tu gdzie mieszkam, m2 mieszkania dziesięć lat temu kosztowało 3.5-4 tysiące, a na dziś dzień 7.5-8 są t z optymiści i chcą po 9tys. Dla mnie wykładnią po inna być najniższa krajowa a nie średnia, bo średnia tak naprawdę nam nic nie mówi, średnia czegokolwiek powinna być ciekawostką a nie brana pod uwagę jako wykladnia czy odniesienie do… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Zenon

Ceny realne nieruchomości kształtuje popyt na zakup. Jak się go schłodzi to będzie taniej

McGregor
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Popieram. Zwłaszcza przy silnym wzroście stopy % i co za tym idzie mniejszej zdolności kredytowej. Jednak w pierwszej kolejności zaczną taniec mieszkania w płycie i ramie H, dopiero później będą korekty u deweloperów i w nowszych budynkach… a będą na pewno. Będą podwyżki pensji, które i tak zeżre inflacja. A ci co mieli gotówkę, to już ja zaparkowali w nieruchomościach. Kto posiada nieruchomości na wynajem, ten wie jaka jest stopa zwrotu i płynność ulokowanej gotówki. Są inne instrumenty, które dadzą wyższy zwrot.

Last edited 7 miesięcy temu by McGregor
Hub
7 miesięcy temu
Reply to  Zenon

Płacę minimalną zarabia zdaje się 5% ludzi, do tego część z nich ma jeszcze bonus „pod stołem”. Żaden wskaźnik ustalany arbitralnie przez rząd nie będzie w żaden sposób oddawał realiów rynkowych bo niby jakim cudem? Średnia rzeczywiście nie jest najlepszym wskaźnikiem, jak ktoś jest w miarę ogarnięty to używa mediany.

Zenon
7 miesięcy temu
Reply to  Hub

Nie wiem skąd te 5 % na stroni bankier.pl w styczniu podawali, że najniższą krajową zarabia 20% a 83% nie przekracza średniej krajowej, stąd skąd inąd moja uwaga.

Jacek
7 miesięcy temu

Bardzo wszechstronna analiza. Dzięki Panie Ireneuszu.

Marek
7 miesięcy temu

Spadek łącznego popytu na nieruchomości w Polsce będzie się nasilał co najmniej do połowy bieżącego roku, i to zarówno ze strony popytu kredytowego jak i gotówkowego. Dalszy wzrost stóp procentowych NBP oznacza coraz droższy kredyt i dużo niższą zdolność kredytową. Szacuje się, że w stosunku do zerowych stóp procentowych może ona spaść o co najmniej 40%. Tymczasem wynagrodzenia realne (tj. po uwzględnieniu inflacji na poziomie 9,2%) Polaków w styczniu br. zwiększyły się o…0,3% 😉 Poza tym NBP jest w tym momencie skornerowany – większość banków centralnych na świecie (może poza EBC ale to z wiadomego powodu a mianowicie PIGS) będzie… Czytaj więcej »

Stef
7 miesięcy temu
Reply to  Marek

Tylko policz ile zarobili kupując na górce w 2008, wynajmując 13 lat i sprzedajac na górce w 2021.

Radek
7 miesięcy temu

Przecież od dawna wiadomo, że ten rynek jest cykliczny i po każdym okresie wzrostów przychodzą spadki. Ja nie wiem dlaczego nikt o tym nie pisze w analizach, ale ten rynek opiera się na porównaniu raty kredytowej z czynszem najmu. Wzrosty stóp procentowych spowodowały, że rata kredytowa już znacznie przewyższa stawki najmu w większości lokalizacji. Albo wzrosną ceny njamu, albo spadną ceny nieruchomości aby zachować relację. Na wzrost stawek najmu nie ma co liczyć, ze względu na pracę zdalną, gigantyczną podaż wchodzącą na rynek oraz wzrost bezrobocia w związku z chłodzeniem gospodarki. Nie zgadzam się również ze stwierdzeniem, że nieruchomości w… Czytaj więcej »

McGregor
7 miesięcy temu
Reply to  Radek

Bardzo trafna opinia.

Andrzej
7 miesięcy temu
Reply to  Radek

Bardzo w punkt.

Grunwi
7 miesięcy temu

Wyłamię się niestety i napiszę, że król jest nagi. To nie jest analiza, tu nie ma żadnych wniosków, tylko przytoczenie różnych prognoz z różnych źródeł na zasadzie „nieruchomości pójdą w górę, albo nie pójdą”. Początek obiecuje więcej.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Grunwi

Mam wrażenie, że więcej jest argumentów na rzecz spadków albo zatrzymania cen, ale to kwestia oceny

Rafał
7 miesięcy temu

Widzę jeszcze że wielką szansą rynku nieruchomości jest jeszcze jedna zmienna którą w modelach trudno uwzględnić. Jest nią mianowicie wojna i potencjalne dziesiątki, może setki tysięcy uchodźców którzy mogą się pojawić na rynku najmu i kupna.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Rafał

To prawda, ale zanim uchodźca stanie się imigrantem z prawem do zamieszkania, pracy i zdolnością czynszową/kredytową trochę czasu upłynie

Rafał
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Do zakupu owszem sporo czasu może minąć. Rynek wynajmu jest bardziej elastyczny

McGregor
7 miesięcy temu
Reply to  Rafał

Uchodźcy, to nie jest materiał na zakup nieruchomości. Oni dostaną mieszkania za free, jednak trafią na rynek pracy jako tańsza siła robocza. Proszę sobie teraz pomyśleć.. np. 2-3 mln osób trafia na rynek pracy, kto zgadnie: wzrośnie bezrobocie i czy płace nadal będą rosły?

EKD
7 miesięcy temu

„Czyli w erze podwyżek stóp procentowych i ograniczonego dostępu do kapitału na zakup nieruchomości”.
Przydałoby się jakieś orzeczenie w tym zdaniu. A może nawet „?” na końcu.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  EKD

Zdania z orzeczeniem są takie przewidywalne… 🙂

Tajniak
7 miesięcy temu

Super artykuł. Chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz – czynniki kreacji pieniądza. Jak powinniśmy wiedzieć, niedawno dużo mówiło się o „drukowaniu” pieniędzy, ale to nie jest tak, że NBP po prostu drukuje i wrzuca do gospodarki. W największym stopniu pieniądze „drukują” banki komercyjne wydając kredyty, a największe kredyty to te hipoteczne. Ktoś kupuje mieszkanie za pół miliona których nie posiada, i płaci deweloperowi/właścicielowi już prawdziwe pieniądze, które potem gdzieś tam trafiają do gospodarki. Z drugiej strony mamy też pożyczki które zaciąga państwo, w tym wypadku słynny manewr z PFR. To też wirtualne pieniądze, które trafiły jako tarcze do przedsiębiorców. I… Czytaj więcej »

Ralf
7 miesięcy temu
Reply to  Tajniak

Ciekawe, ale wywód posiada jedne dość chwiejne założenie – Morawiecki, Sasin, Kaczyński to geniusze ekonomiczni pokroju Warrena. Ryzykowne. I o ile potrafię uwierzyć, że Morawiecki trochę ekonomii łyknął, to ten drugi raczej nie odróżni kW od MW, nie mówiąc już o wpływie kosztów emisji na cenę cementu, a trzeci to nawet konta on-line by nie był w stanie sobie założyć.

Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Ralf

Akurat Morawiecki to historyk co ledwie obronił marny dyplom/

Stef
7 miesięcy temu

Powiedzmy że deweloperzy będą budować połowę tego co teraz. Ile osób będzie bezrobotnych? To dopiero schłodzi gospodarkę.

Tajniak
7 miesięcy temu
Reply to  Stef

Jak będzie wystarczająco mieszkań to przyjdzie czas na burzenie starych kamienic i budowanie nowych

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Tajniak

W dobrych lokalizacjach już się to dzieje

jsc
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Tylko, żeby w pozostałych rudery nie doczekały się ochrony Konserwatora Zabytków…

Realista
7 miesięcy temu
Reply to  Stef

Politycy ani NBP tego głośno nie powiedzą ale patrząc historycznie to prawdziwa walka z inflacją zawsze wiązała się z większym bądź mniejszym wzrostem bezrobocia. Oni najwyżej powiedzą że muszą postępować tak aby nadmiernie nie zwiększyć bezrobocia i nadmiernie nie schłodzić gospodarki. I główne pytanie do nich to co oznacza nadmiernie?

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Realista

To prawda, bez ofiar się nie odbędzie

Tajniak
7 miesięcy temu
Reply to  Realista

Z drugiej strony czy rynek nie jest przegrzany? U mnie fachowiec w mieście powiatowym za niepełne dwie dniówki życzył sobie 700zl.
Wiem, dowód anegdotyczny, ale znaczy to, że roboty jest za dużo, rynek powinien być chłodzony już dawno.

Radek
7 miesięcy temu
Reply to  Stef

Właśnie, ile? Jeśli pracę stracą Ukraińcy, którzy i tak śpią po 10ciu w robotniczych domach to nie uderzy to zbytnio ani w rynek najmu ani w konsumpcje.

Realista
7 miesięcy temu
Reply to  Radek

Zakładam, że ciągle ludzie z Ukrainy są u nas nadal traktowani jako tańsza siła robocza co wcale nie zawsze znaczy gorsza. Dlatego obawiam się, że pracodawca w sytuacji gdy ma dwóch tak samo wydajnych pracowników wybierze tego któremu może zapłacić mniej. Nie mówię, że mi się to podoba ale czysta logika i ekonomia tak podpowiada.

Radek
7 miesięcy temu
Reply to  Realista

Możliwe. Tu tez wejdzie kilka czynników do gry takich jak łatwość porozumiewania się, sumienność w pracy, doświadczenie i przywiązanie do pracodawcy. Cześć z nich stoi po stronie Polaków, cześć po stronie Ukraińców.
Dobrze byłoby przytoczyć jakieś dane o zatrudnieniu i profilu pracowników w budowlance a nie od razu straszyć jak to deweloperzy mogą połowę pracujących Polaków wysłać na bezrobocie

Piotr
7 miesięcy temu
Reply to  Radek

Podam trochę dowód anegdotyczny, bo próba bardzo mała, ale na swoim przykładzie: Ukraińców trzeba podzielić na 2 grupy: sezonowców/tymczasowców sprowadzanych tutaj przez szemrane agencje pracy tymczasowej i samodzielnych pracowników, którzy albo z takich agencji uciekli, albo od razu sami szukali pracy (ewentualnie ściągnął ich ktoś znajomy). Przez moją firmę przewinęło się kilku takich uciekinierów i większość po skończeniu wizy wróciła do domu, ale dwóch sprawdzonych jest już na drugiej karcie tymczasowego pobytu (3 lata) i jeden z nich będzie się starał o kartę stałego pobytu. Co do płacenia mniej to taki sprawdzony Ukrainiec nie będzie chciał mniej niż Polak, a… Czytaj więcej »

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Piotr

Dzięki za propozycję, sprawdzę czy to jest technicznie możliwe

Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Piotr

Masz bana ! wypad trollu !

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof

Uprzejmie pragnę zauważyć, że od banów to ja tu jestem 😉

Ziombojmadafaka7
7 miesięcy temu

O jest.
Juz ze 4 dni nie bylo artykulu o nieruchach 🙂

Ziombojmadafaka7
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Swoja droga panie Macieju – czy bylaby szansa na artylul o tym jak rosnace stopy wplywaja na koszty, leasingow, kredytow na samochody, pozyczek konsumpcyjnych? Albo jak koszty leasingow maszyn dla biznesu itp?

To ze wraz ze wzrostem stop rosna raty kredytu kazdy wie. A jak jest z innymi formami (w/w) finansowania? Sa one zafiksowane na stale w momencie zaciagania, czy sa takze zmienne?

Admin
7 miesięcy temu

Trochę o tym było tutaj:
https://subiektywnieofinansach.pl/drastycznie-rosnie-maksymalne-oprocentowanie-kredytu-limit-odnawialny-i-karta-kredytowa/
Ale oczywiście będziemy systematycznie obserwowali sytuację także w niehipotecznych kredytach

Stef
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Już ponad 14 dni nie było artykułu…

Maks
7 miesięcy temu

Fajny artykuł, dzięki! Jedno co moim zdaniem jest niemiarodajne to porównanie ceny m2 do średniego wynagrodzenia w Warszawie w 2002 i 2020, bez spojrzenia na rozwarstwienie dochodów. Pytanie jak się ma m2 do 7. czy 8. decylu wynagrodzeń w tych latach. W dodatku „umiędzynarodowienie” stolicy szalenie zmieniło się przez ostatnie 20 lat co sprzyja napływowi osób z kapitałem. Zapowiadają się ciekawe miesiące na rynku nieruchomości.
Pozdrawiam!

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Maks

Celne spostrzeżenie. Widzimy to w Trójmieście, gdzie rządzi kapitał niemiecki

Domenico
7 miesięcy temu

Uważam, że pochodząca od deweloperów, którzy dysponując ogromnymi środkami na marketing zdominowali przekaz, narracja mówiąca o wiecznych wzrostach cen ma wpłynąć nie tylko na klienów. Drugą grupą, do której jest kierowana jest ogromna (w czasach COVID gwałtownie wzrastająca) grupa właścicieli mieszkań po dziadkach i rodzicach, aby trzmyali ceny tych mieszkań jak najwyżej i nie robili niepotrzebnej konkurencji deweloprom, którzy muszą sprzedać kilkaset tysięcy mieszkań, których budowy rozpoczęli w ostatnich latach.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Domenico

Coś w tym jest

Matt
7 miesięcy temu

Oj, obawiam się, że kto chciał kupić już kupił, szczególnie napędzał zakup niskie stopy i efekt pauzy covidowej.
A teraz zakupy będą robić tylko osoby zakładające rodziny, których wg demografii jest jak na lekarstwo.
Inwestorzy raczej się wykruszą, z obecnymi stopami rentierzy zostaną z tym co mają, bo kredyt zje cały zysk z najmu a sam wzrost ceny to nie zysk, żeby mieć pieniądz trzeba mieszkanie sprzedać, a demografia mówi, że za te 10-15 lat to klientela na mieszkania właściwie wyparuje.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Matt

Z tym „kto chciał kupić już kupił” to bym nie przesadzał, ludzie stopniowo dochodzą do takiego poziomu zamożności, w którym zaczynają lokować w nieruchomości. Ale po pierwsze są okoliczności zniechęcające (niestabilność geopolityczna, niepewność regulacyjna, atrakcyjność alternatywnych form lokowania), a po drugie jeśli będzie chłodzenie gospodarki – będzie problem z tym wzrostem zamożności, który „uprawnia” do wejścia na ten rynek

Krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Przede wszystkim ludzie może zaczną kupować normalne domy takie pół co najmniej 300 m kw. mieszkania co najmniej 100 metrów kwadratowych mniejsza powinna się wyburzać

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof

Formalnie ma Pan rację, ale mało kogo stać na więcej, niż 60-70 m2…

Slawek
7 miesięcy temu

Szokowa reakcja objawiła się już w liczbie wniosków kredytowych w styczniu. Dołek porównywalny z wybuchem pandemii, tylko tym razem niekt nie poda pomocnej dłoni. Ciekawe co pokażą dane za luty. Jeżeli Kowalski nie weźmie kredytu na zakup mieszkania od Nowaka, to Nowak nie kupi mieszkania od Malinowskiej za gotówkę…

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Slawek

Tak, luty będzie baaaaardzo ciekawy. Bo to albo efekt sezonowy albo kraszek popytu kredytowego

Slawek
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Próbując wejść w głowy kredytobiorców, w obecnej sytuacji poczekał bym aż wyklaruje się docelowy poziom WIBORu. Oznaczałoby to zamrożenie popytu jeszcze na kilka miesięcy, albo nawet jego dalszy spadek, bo aktualnie pewien procent osób chce jeszcze rzutem na taśmę dostać kredyt, zanim utraci zdolność.
Obserwując rynek wtórny w mojej małej mieścinie – podaż mieszkań wzrosła dwukrotnie w ciągu ostatnich 3 miesięcy.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Slawek

Tak, to rozsądna strategia

Sławek
7 miesięcy temu

„Dopiero styczeń przyniósł załamanie w liczbie nowych wniosków kredytowych.”

Dosłownie załamanie. Mówi się, że jest nawet 80% mniej nowych wniosków kredytowych.

Admin
7 miesięcy temu
Reply to  Sławek

To się nazywa cofka. No, ale jest w mediach tyle krzyku o horrendalnym wzroście rat, że się trochę nie dziwię

Jerzyk
7 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

młodych (20-25) jest dwa razy mniej niż ich rodziców i prawie dwa razy mniej niż ich dziadków -> https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/ludnosc/ludnosc-piramida/

najem jest tańszy niż kredyt więc po co zakładać sobie pętle na szyje, w obecnych czasach lepiej zachowac mobilnosc i w razie represji ze strony Rosji bądź prześladowań ze strony PISu lepiej spakować się i wyjechać

Marek
7 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłała pandemia trzeba będzie stracić, za wszystkie tarcze i zerowe stopy procentowe przyjdzie jeszcze nam zapłacić 😉 W kontekście rynku nieruchomości po prostu nastał moment że ktoś powiedział sprawdzam. Zobaczymy czy szaleńczy popyt w ciągu ostatniego roku na nieruchomości wynikał z fundamentów gospodarki i samych nieruchomości czy też był rezultatem chwilowo darmowego kredytu i „helicopter money” rzucanym z PFR (kupa kasy z PFR prawdopodobnie została zainwestowana na rynku nieruchomości w Polsce).

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!