Budżet na 2021 r. się nie spina? Rząd nie chce zrezygnować z budowy „państwa dobrobytu”. Tyle, że sami sobie je sfinansujemy. Jakie nowe podatki może szykować rząd?

Budżet na 2021 r. się nie spina? Rząd nie chce zrezygnować z budowy „państwa dobrobytu”. Tyle, że sami sobie je sfinansujemy. Jakie nowe podatki może szykować rząd?

Idzie kryzys, a tymczasem w nowym budżecie państwa ma nie zabraknąć pieniędzy ani na 500+, ani na trzynastą emeryturę, a być może starczy i na obiecaną przez prezydenta czternastą. Jak dokonać tego cudu przy zmniejszających się wpływach z podatków? Rząd nie będzie mógł w nieskończoność się zapożyczać za granicą. Co wiemy o szykowanych nowych podatkach i daninach? Które zostaną wprowadzone na pewno, a które czekają „pod stołem”, by rząd je wyjął, niczym królika z kapelusza? Sam tylko rozważany po cichu podatek katastralny dałby rządowi 10 mld zł rocznie.

Właśnie poznaliśmy założenia budżetowe na przyszły rok – to zestaw wpisanych w ustawę liczb, które są podstawą do budowy planu wydatków i przychodów państwa. Na papierze nie wygląda to najgorzej: w 2021 r. PKB wzrośnie o 4,1% (w ramach odbicia popandemicznego), bezrobocie wyniesie 7,5%, a „zaplanowana” inflacja to tylko 1,8%. 

Zobacz również:

W praktyce, o co przyznaje sam rząd – wszystko zależy od stopnia rozwoju pandemii. Jeśli wirus zaatakuje ze zdwojoną siłą i trzeba będzie zamknąć gospodarkę (choć premier zarzeka się, że do tego nie dojdzie), nastroje konsumentów się pogorszą, przychody spadną i wszystkie te prognozy wezmą w łeb.

Ile pieniędzy zabraknie w państwowej kasie w tym roku?

Najtrudniej oszacować poziom przychodów budżetowych. Pierwotnie miały wynieść w tym roku 430 mld zł, ale już wiadomo, że jest to praktycznie niemożliwe. Z samego VAT-u mieliśmy ściągnąć rekordowe 200 mld zł, ale z powodu załamania się konsumpcji musi być duuużo mniej. Nawet gdyby konsumpcja już od dziś nie spadała, to szczytem marzeń będzie osiągnięcie 175 mld zł. A pewnie będzie mniej.

Z drugiej strony mamy bezprecedensowy wzrost wydatków na ratowanie gospodarki, który jest jednak finansowy na kredyt. Polska do tej pory, mimo prawie bilionowego zadłużenia, należała do krajów mało zadłużonych, więc mamy spore „rezerwy” pożyczkowe, szacowane na 150 mld zł.

Na koniec roku deficyt budżetowy może wynieść – zdaniem optymistów 70 mld zł, a realistów – 100 mld zł albo i więcej, czyli wyniesie ok. 8% PKB. To rekord w historii Polski, ale na tle Europy to nie taki zły wynik. Dług publiczny powinien też zmieścić się w konstytucyjnym limicie 60% PKB. Pod tym względem jesteśmy europejskim prymusem.

Niektórzy, w tym Polski Instytut Ekonomiczny, sugerują, że limity zadłużenia należy na czas walki z kryzysem zdjąć. W praktyce rząd pokazuje, że doskonale radzi sobie z ukrywaniem realnego deficytu, wyprowadzając wiele państwowych wydatków poza budżetowy bilans, do tzw. funduszy celowych BGK, czy PFR. Ten ostatni chwali się, że przekazał firmom 60 mld zł.

To działania doraźne, obliczone na gaszenie pożaru. Ale gdy ogień zostanie ugaszony, trzeba będzie zacząć odbudowywać gospodarkę – nie da się tego robić uginając się pod ciężarem rosnących długów. Oprócz wspierania nowych inwestycji (które, według prognoz, czeka zapaść z powodu – jak podkreśla organizacja Lewiatan – m.in. obowiązkowego podwyższenia płacy minimalnej) rząd będzie musiał podnieść podatki.

Zwłaszcza jeśli w trudnych czasach nie chce rezygnować z kosztowych programów socjalnych, takich jak kosztujące 40 mld zł rocznie 500+, trzynasta emerytura za 11 mld zł, czy program Dobry Start za 3 mld zł. Pisaliśmy o tym już w maju, w tekście: „Czy gospodarczy koronakryzys oznacza koniec „państwa dobrobytu”? Jak może wyglądać państwowy budżet A.D. 2021? Będzie podwyżka podatków?”

Czytaj też: Wielki wzrost wydatków i spadek dochodów z podatków. Takiej dziury w budżecie państwa jeszcze nie było. Trzy rzeczy, których potrzebujemy, żeby to się źle nie skończyło

Czytaj też: Nie jesteś wśród 8 mln wyborców Zjednoczonej Prawicy. Czas na wyrzuty sumienia? Podliczamy wartość twej niewdzięczności

1 stycznia wchodzą w życie nowe podatki i parapodatki. Na co się szykować?

To z podatków finansowany jest 500+, służba zdrowia (bo nie starcza wpływu ze składek do NFZ), emerytury (bo tu również brakuje wpływów ze składek do ZUS). Podatki, można traktować jak opłatę za dostęp do różnych publicznych usług. Problem w tym, że te często nie trzymają poziomu, albo że pieniądze nie zawsze są rozdzielane dobrze. Np. stosunkowo najwięcej dostają wybrane przez rząd grupy obywateli. W najbliższym czasie np. zamożne rodziny z dużą liczbą dzieci będą mogły sobie zafundować weekend w Sheratonie na koszt państwa, czyli całej reszty podatników, w tym niezamożnych.

Do tej pory rządowi udało się „czarować” opinię publiczną historiami o obniżkach podatków: rzeczywiście, obniżono PIT z 18% do 17%, wprowadzono też nową, zerową stawkę dla najmłodszych, do 26 roku życia. Rzecz w tym, że w dzisiejszych czasach „podwyżka podatków” coraz rzadziej oznacza zmianę stawek PIT, CIT, czy VAT. Rząd Zjednoczonej Prawicy wyspecjalizował się w nakładaniu na obywateli dodatkowych, mało odczuwalnych danin, gotując „podatników” na wolnym ogniu niczym żabę.

Tylko w tym roku podrożał prąd, wywóz śmieci, papierosy, alkohol, czy ogrzewanie. W przeddzień zaplanowanej na sierpień prezentacji nowego budżetu postanowiliśmy sprawdzić jakie nowe opłaty zostaną wprowadzone od nowego roku, a które są na liście pomysłów rządu z możliwością wykorzystania. Oto one:

Podatek cukrowy –  czyli dodatkowa danina opłacąna przez producentów i dystrybutorów słodkich napojów, które trafiają na sklepowe półki. Opłata miała zostać wprowadzona w połowie roku, ale z powodu pandemii Sejm wydłużył start poboru i wyznaczył 1 stycznia 2020 r.

Nowa danina będzie naliczana od napojów słodzonych i tzw. „małpek”, czyli napojów alkoholowych do 300 ml. Choć w teorii podatek zapłacą przedsiębiorcy, ale zdaniem ekspertów jego faktyczny koszt poniosą konsumenci. Gdyby firma chciała przerzucić cały koszt na konsumenta, to półlitrowa puszka „energetyku” kosztowałby nie np. 3 zł, ale 3,8 zł, a więc prawie o jedną trzecią więcej. Prawie 90% z szacowanych na 3 mld zł rocznie wpływów, które ma przynieść podatek cukrowy, trafi do NFZ i do samorządów. Finalnie może to jednak pozwolić rządowi zmniejszyć dotację budżetową do NFZ (zwykle to kilka miliardów złotych), więc na jedno wyjdzie.

Podatek od plastiku – rząd lubi wojować z Brukselą na różnych frontach: praworządności, obrony sektora węglowego, ale jeśli chodzi o nową opłatę od plastiku, to zgodził się na nią bez mrugnięcia okiem. Przypomnijmy, że od tego roku obowiązuje opłata recyklingowa20 groszy za plastikową reklamówkę. Plastik nas zalewa i to dobrze, że zaczęliśmy na zakupy chodzić z własnymi torbami materiałowymi.

Ale to nie koniec. Od przyszłego roku ma zacząć obowiązywać nowa opłata – wszystkie państwa członkowskie UE zgodziły się wprowadzić 0,8 euro opłaty za każdy kilogram plastiku, który został zużyty do produkcji opakowań, a który nie trafi do recyklingu. W Polsce poziomu recyklingu wynosi 35-45% więc koszty mogą być duże. Jak duże? 0,8 euro to ok. 3,5 zł. przy obecnym kursie.  Jak szacuje w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Robert Szyman z Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych, nowa danina będzie stanowiła od 25 do 80% ceny opakowania produktu. Pieniądze nie trafią jednak do polskiego budżetu – trafią do budżetu unijnego. Może to być nawet 1,85 mld zł.

Opłata na energetykę – ostatnio Sejm zmienił też datę wprowadzenia nowej opłaty na rachunkach za prąd. Mniej więcej 10 zł miesięcznie dla przeciętnego gospodarstwa domowego ma być przeznaczona na rozwój i podtrzymanie przy życiu starzejących się elektrowni. Do 2030 r. rząd (a właściwie spółki energetyczne, które będą pośrednio beneficjentami nowej opłaty) dostaną 26,9 mld zł, z czego najwięcej zapłacą duzi odbiorcy biznesowi – niemal 15 mld zł – oraz gospodarstwa domowe – ok. 7 mld zł. Resztą małe i średnie firmy.

Podatek handlowy –  zaproponowany zaraz po dojściu PiS do władzy miał objąć sklepy wielkopowierzchniowe.  Jak pisaliśmy Kto miesięcznie sprzedaje za nie więcej niż 17 mln zł, nowego podatku nie zapłaci w ogóle. Powyżej tej kwoty stawka wynosić będzie 0,8 %, a przy obrotach wyższych, niż 170 mln zł miesięcznie – 1,4%. Podatek uderzy w duże sieci handlowe: Biedronkę, Lidla, Rossmanna, ale też takie tuzy jak właściciel Reserved, czy CCC

Pomysł zakwestionowała Komisja Europejska, ale przegrała przed sądem UE.  Teraz sprawa jest w TSUE i być może rząd wprowadzi nowy podatek od 1 stycznia. Wpływy? 1 mld zł rocznie. Nie jest jasne czy firmy przerzucą stawkę na konsumentów, czy wezmą na siebie. Może zadziała konkurencja i zaczną dociskać dostawców – nie wiadomo co gorsze.

Nie ma wątpliwości, że w obecnych warunkach tego rodzaju obciążenia mają charakter fiskalny, a nie społeczny – jak w przypadku podatku cukrowego – i silnie obciążą wychodzącą z dołka konsumpcję – jak w przypadku podatków cukrowego i handlowego

– komentuje dr Sonia Buchholtz, z Konfederacji Lewiatan. Powyższe opłaty wejdą na 99%, ale nie zmienią one zasadniczo kondycji budżetu. 3 mld zł z podatku cukrowego i 1 mld zł z podatku handlowego, to raptem 4 mld zł. To zaledwie 1% zaplanowanych na ten rok wydatków. Niewykluczone, że rząd będzie musiał wrócić do innych pomysłów, odłożonych na półkę. O co dokładnie chodzi?

Czytaj też: To ostatni taki „rachunek od państwa”. W kolejnych latach wzrośnie „składka” na spłatę pokryzysowego zadłużenia. Ile dziś płacimy na spłatę długów?

Czytaj też: Oficjalny lockdown zakończony, ale… nic już nie będzie tak samo. Ilu z nas nie wróci do kina, siłowni, restauracji, hotelu i samolotu? Sprawdzam dane!

Zniesienie zasady 30- krotności  dla zarobkowych krezusów

Niewykluczone, że wróci pomysł, by skasować zasadę ograniczającą składki odprowadzane do ZUS przez najlepiej zarabiających. Zarabiasz powyżej 30 średnich krajowych? Dziś jest tak, że powyżej tej kwoty przestajesz płacić składki ZUS. Ma to chronić państwo przed wypłatą bajońskich emerytur tym, którzy zarabiają najwięcej. Rząd zapewne znów rozważy likwidację tej zasady. Szczegóły tutaj: Pomysł likwidacji „30-krotności” bardzo mi przypomina „reformę” OFE za rządów PO-PSL. Tyle, że podniesioną do kwadratu. A dlaczego?.

Pieniądze zabierane teraz ze składek finansują wypłatę bieżących emerytur, a więc „oskładkowanie” najlepiej zarabiających poprawiłoby sytuację ZUS. W zamian ci najbogatsi dostaliby, tak jak wszyscy – zapisy księgowe w ZUS na poczet wypłaty rekordowych emerytur w przyszłości.

Czy państwo byłoby na to stać, skoro już teraz szacunki mówią, iż ZUS będzie potrzebował 600-700 mld zł rocznie na wypłatę emerytur na dotychczasowych zasadach?  Niech się martwią nasi następcy. Do wzięcia dziś są jednak niebagatelne pieniądze – z tytułu zniesienie limitu 3o-krotności ZUS (i pośrednio budżet) zyskałby rocznie 7 mld zł.

Czytaj też: Ceny mieszkań: wielkie przegrupowanie. Cztery trendy na drugie półrocze, czyli jakie mieszkania będą teraz w cenie?

Pełne „ozusowanie” umów zleceń

Ostatnio pisaliśmy o tym, że aby uszczelnić system ściągania składek i ukrywanie pracy etatowej pod pozorem umowy zlecenia, czy działalności gospodarczej, rząd mógłby wykorzystać pandemię do wprowadzenia jednolicie opodatkowanego i oskładkowanego kontraktu o pracę. Dużo by było przy tym zamieszania i negocjacji ze związkowcami i pracodawcami, więc żeby zwiększyć wpływy do państwowej kasy można sięgnąć po „sprawdzone” metody, czyli pełne ozusowanie umów-zleceń.

Umowy zlecenia już teraz podlegają obowiązkowi składkowemu, ale tylko od pierwszej umowy zawartej z pracownikiem i tylko do wysokości płacy minimalnej (choć jeśli strony się dogadają, to już teraz składki mogą być liczone od całej kwoty na umowie).  Ale wystarczy, że pracodawca podpisze drugą umowę zlecenie z tą samą osobą, a składek nie ma.

Rząd zastanawiał się pod koniec ubiegłego roku czy by takiego obowiązkowego ozusowania nie wprowadzić, ale uznał, że nie jest to konieczne. Teraz może zmienić zdanie. Zysk dla ZUS (i pośrednio dla budżetu) – 3 mld zł.

Podatek od nieruchomości – kataster znów zacznie kusić?

Choć w Polsce oficjalny „deficyt mieszkań” wynosi ok. 650.000, to ostatnie lata przyniosły prawdziwą mieszkaniową hossę – rosło zainteresowanie klientów, rosły też ceny. Pandemia nieco wyhamowała ten trend, ale załamania nie widać. Rząd mógłby wrócić do powracającego co kilka lat jak bumerang pomysłu na wprowadzenie podatku katastralnego.

To forma podatku od nieruchomości, który oblicza się na podstawie jej wartości. Np. dziś gminy pobierają symboliczny podatek od nieruchomości, zwykle kilkaset złotych. Podatek katastralny np. w wysokości 1% oznaczałby, że właściciel mieszkania w Śródmieściu, czy na Mokotowie zapłaciłby 8.000-10.000 zł podatku rocznie!

Być może jesteśmy już na tyle bogaci, by osoby, które mają więcej niż jedną nieruchomość zaczęły ponosić tego „konsekwencje” finansowe, tak jak jest to przyjęte w innych krajach? Jak wynika z danych NBP, szacowana wartość majątku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce wynosi 3,8 biliona złotych. Załóżmy, że opodatkowaniu podlegałaby połowa tej wartości czyli 1,9 bln zł. Przy stawce podatku na poziomie 1% dawałoby to 9,5 mld zł rocznie.

Oficjalnie, jak mówił w ubiegłym roku prezes PiS Jarosław Kaczyński, nie ma takich planów. Ale już sam fakt, że prezes, co bardzo rzadkie, musiał odnieść się do tej inicjatywy, dodaje temu pomysłowi powagi. Tym bardziej, że trwa właśnie akcja wielkiego uwłaszczania się lokatorów i likwidacji opłaty za użytkowanie wieczyste, na rzecz własności.

Akcyza, podatek cyfrowy i opłata paliwowa – zawsze w cenie

To nie są pomysły wzięte z sufitu, ale realne projekty ustaw, które tylko czekają na odmrożenie. Oprócz tego w arsenale ministra finansów jest też wiele więcej pomysłów, które praktycznie straszą konsumentów rok w rok: zawsze można po raz kolejny zwiększyć akcyzę na papierosy i alkohol, tak jak zrobiono to w tym roku (prognozowany zysk dla budżetu z powtórki takiej „akcji” wyniósłby może i 2 mld zł), a jeśli będą się utrzymywać relatywnie niskie w porównaniu do lat ubiegłych ceny paliw, dociążyć kierowców zwiększoną opłatą paliwową, albo opłatą emisyjną – w końcu i tak prawie nie odczuwamy obowiązującej od tego roku podwyżki 8 groszy na litrze.

Być może wróci też koncepcja podatku cyfrowego, jaki płaciłyby wielkie korporacje takie jak Facebook, Netflix, czy Google. Mówił o tym sam premier Morawiecki, troszcząc się o unijną kasę:

„Musimy wrócić do takich pomysłów, jak podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych, podatek od śladu węglowego, czy od wielkich korporacji międzynarodowych. To sprawi, że do budżetu UE wpłyną dziesiątki miliardów euro na walkę z koronawirusem”

Do budżetu UE, ale nie polskiego. Na końcu jednak jest pytanie jaki procent z tych miliardów sfinansują ostatecznie konsumenci, na których firmy przerzucą koszty nowych zobowiązań – tego nie da się przewidzieć, bo te pomysły są na zbyt dużym poziomie ogólności. Wiadomo, jednak, że rachunek za pandemię będziemy regulować jeszcze długie lata.

—————————-

POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”:

O RYNKACH PO WIRUSIE

W tym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” naszym gościem jest jeden z najbardziej doświadczonych w Polsce analityków rynku kapitałowego – Wojciech Białek. Opowiada o tym jak widzi przyszłość naszych portfeli w najbliższych latach, miesiącach, a nawet dziesięcioleciach.  Przepraszamy za niską jakość nagrania, z przyczyn „społeczno-dystansowych” nagrywaliśmy przez internet i niestety akurat z łączami nie było w tym czasie najlepiej. Aby posłuchać wejdź w ten link

O TYM JAK NIE ZWARIOWAĆ OD PRACY ZDALNEJ
W kolejnym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” gościnią jest Katarzyna Januszkiewicz, psycholog i specjalista ds. organizacji i zarządzania. Bada m.in. zmiany zachowań ludzi w związku ze zmianami organizacji ich pracy. Maciek Bednarek pytał ją przede wszystkim o pracę zdalną i jej wpływ na nasze życie oraz portfele. Aby posłuchać wejdź w ten link
—————————-

źródło zdjęcia: PixaBay

33
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
24 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
16 Comment authors
DawidKMaciekWojtekKrzysztof M.Radek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
pan-wiesio
Gość
pan-wiesio

ciężkie pytanie kogo by tu okraść pracujących czy posiadających własność pan redaktor na usługach dobrodziei z zagranicy się głowi i troi jak by tu zrobić z polaczków jeszcze większe bydło no koniecznie własność trzeba zacząć kraść jak to rząd zrobi wchodzę w złoto swoimi dwoma mieszkaniami i dobrze je ukryje tak żeby rząd go nie znalazł.

Paweł
Gość
Paweł

1% z 1,9bln to 19mld. Raz już było podzielone przez 2

Krzysztof M.
Gość
Krzysztof M.

Kilka uwag:
Kataster tak, nielogiczne jest w tej chwili opodatkowanie jedną metodą biednej dziury na odludziu z pałacem. Kwestią stopa. 1% to nadal za dużo przy niskich progach wolnych od opodatkowania.
Rząd obciążył nas podatkiem inflacyjnym, zysk ca 50-60 mld rocznie, zamrożenie budżetówki w 2021 to kolejny zysk.
Cukier to zysk podatkowy plus zysk na kosztach leczenia cukrzycy i związanych z nią powikłań. Swobodnie można go zwiększyć.
Podobnie plastik. Proponuję podatek od przedwczesnego zużycia produktu. Gwarancja 10 lat i zwolnienie z tego podatku.

Radek
Gość
Radek

Dlaczego kataster tak? Czemu ma służyć opodatkowanie domu/mieszkania, na które ktoś ciężko sobie zapracował (lub odziedziczył) i kupił za pieniądze, z których: – zapłacił PIT, – zapłacił VAT. Nie będzie się dało żyć w kraju, gdzie najpierw płacisz podatek, bo zarobiłeś na mieszkanie, potem płacisz podatek VAT kupując mieszkanie, a potem masz jeszcze płacić za to, że je masz. Jeśli uzasadnieniem dla wprowadzenia podatku katastralnego ma być zwiększenie wpływów do budżetu, to stanowcze nie dla takich działań. Najpierw trzeba zająć się wydatkami: zamknąć nierentowne kopalnie, zlikwidować wcześniejsze emerytury, 500 i 300 plus itp. a dodatkowo przywrócić PIT od pracujących <26… Czytaj więcej »

ZloKonieczne
Gość
ZloKonieczne

Kataster – TAK rentierstwo – NIE. Szykujcie się, wkrótce idziemy po was. Dość tuczenia się na krzywdzie biedoty pracującej za grosze. Nadchodzący kryzys to okazja do przywrócenia elementarnej sprawiedliwości społecznej.

Radek
Gość
Radek

Czyli wolisz być biednym a sprawiedliwym społecznie zamiast zostać rentierem?

Max
Gość
Max

I tak was napuszczono na siebie. Chcesz odbierać majątki ciężko pracującym i zaradnym ludziom, a nie przeszkadza CI, że Polska wypłaca o.k 2,5 % PKB (ok. 50 miliardów rocznie) młodym 45 letnim policjantom, górnikom, prokuratorom, których nigdy nie wypracowali. Gdyby nie ten balast po komunie, Polska nie miałaby ani grosza długu. Ale jest to temat tabu, bo to pasuje każdej władzy. W DE policjant pracuje do 65 życia. Ten kraj zasługuje tylko na upadek. ŻADNA gospodarka nie wytrzyma takich obciążeń, ta kwota to 1/8 budżetu Polski, którą pożera zaledwie ok. 2 % mieszkańców Polski. To jest według Ciebie sprawiedliwość społeczna… Czytaj więcej »

DobroKonieczne
Gość
DobroKonieczne

Kataster – NIE
Opodatkowanie (min. 50%) 500+, 300+ i całej reszty socjału – TAK

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Pierwsze mieszkanie kupiłem dla siebie za kredyt, drugie dostałem po dziadku, na trzecie uczciwie zarobiłem i „zostałem małym rentierem”. Dostaną je po mnie moje dzieci. Na czym polega moje cwaniactwo? Gdzie zamieszka pracująca ukraińska rodzina? Kto ostatecznie zapłaci kataster? Moi lokatorzy. Pewnie się ich jeszcze podpuścił, że rząd podatkuje tym tylko wyzyskiwaczy.

ffff
Gość
ffff

nie łudz się ja już to przewidzałem dawno temu ,wejdz w złoto póki jeszcze można je kupić conajmniej 1 mieszkaniem

Marek
Gość
Marek

Temat wprowadzenia podatku katastralnego pojawia się od kilku lat wyłącznie w mediach. Rząd NIE MA żadnych planów w tym zakresie. Prawdą jest, że Kaczyński mówił o tym podatku w 2019 r. (że nie wprowadzą), co jest typową zagrywką polityków różnej maści w czasie kampanii wyborczych – mówienie o Yeti zamiast o faktycznych zamierzeniach i problemach. Tak więc szanowni dyskutanci, dajcie sobie na luz 🙂

Radek
Gość
Radek

„W najbliższym czasie np. zamożne rodziny z dużą liczbą dzieci będą mogły sobie zafundować weekend w Sheratonie na koszt państwa, czyli całej reszty podatników, w tym niezamożnych.” Litości! Po pierwsze, jest to półprawda i powinien autor od razu dodać: (…) rodziny z dużą liczbą dzieci będą mogły sobie zafundować weekend w Sheratonie na koszt (…) podatników, w szczególności rodzin pracujących, w tym zamożnych. Po drugie, autor na blogu ekonomicznym musi mieć świadomość, że: – zamożnych jest mniej niż biednych – biednych jest więcej, więc dobiorą się oni do większej części wspólnego tortu – bedni płacą mało podatków lub wcale, więc… Czytaj więcej »

Krzysztof M.
Gość
Krzysztof M.

Jedna uwaga odnośnie biednych rodzin. W moim mieście pracodawcy stosują zmowę płacową, tj.ustalają górną kwotę, co ma zapobiec ruchom w poszukiwaniu lepszej pracy i płacy. Firmy zagraniczne tzw. stawkę meksykańską /kuzyn szkolił pracowników meksykańskich, którzy poinformowali go o stawkach/. Obie stawki są zbliżone. Powiat ma 70 tys. mieszkańców. Poza budżetówką i tymi nielicznymi zaradnymi reszta natrafia na szklany sufit. Zapewniam, że ich marzeniem nie jest Sheraton ale zwykły wyjazd nad morze, często na jeden dzień. Czasem wstyd mi jest mówić gdzie byłem na wakacjach a nie są to wyszukane rzeczy. Podobne myki obowiązują w znacznej części prowincji. Pytanie dodatkowe czy… Czytaj więcej »

Radek
Gość
Radek

Aby otrzymać bon należy skorzystać z PUE ZUS. Nie ma to nic wspólnego ze składkami, ale to nie ma znaczenia, ważne że autor może szczuć dalej 🙂

fff
Gość
fff

niech ci ludzie mają pretensje do rządu że rozkradł cały dorobek PRLU to wina polityków którzy rozkradli ten kraj na rozkaz ekspertów z międzynarodowego funduszu walutowego nie było by tego syfu i pracy za miskę ryżu gdyby polski majątek narodowy byłby dobrze zarządzany nawet przez samych pracowników ,sami ludzie lepiej by tym zarządzali

Marek
Gość
Marek

Jak mniemam, autorowi chodzi o to, że – tak jak w przypadku programu Rodzina 500 plus – beneficjentami bonów turystycznych będą takie osoby, które „w normalnych warunkach” nie otrzymałyby tych bonów ze względu na wysokość dochodów. I w tym kontekście słuszne zauważył, że kolejny raz Państwo pokazuje środkowy palec tym wszystkim, którzy uważają, że Państwo powinno pełnić funkcję pomocniczą wobec obywateli, a środki publiczne powinni być kierowane wyłącznie do osób niezamożnych, nie radzących sobie finansowo w dzisiejszej rzeczywistości.

Radek
Gość
Radek

Jak pracujesz za minimalną, to ile PIT odprowadzisz rocznie? 1500? Dwoje rodziców zapłaci 3000. Z 500+ na dwójkę dzieci dostanie 12000 zł. Dziura: 9000 zł. Dla średniej krajowej 5000 brutto dwoje rodziców zapłaci ok. 7000 zł, otrzyma 12000 zł Dziura: 5000 zł. Jaką matematykę szanowny autor stosuje, że wyszło mu iż niezamożne rodziny pokryją jakiekolwiek noclegi osób zamożnych? Nie ma takiej możliwości, to się po prostu nie sumuje. Ale Sheraton robi wrażenie jak paski w TVP Info. Czy państwo powinno pomagać obywatelom i celować tylko w tych, którzy sobie nie radzą? OK, zgoda. Ale to ma być krótkotrwała pomoc, która… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

To wyliczenie nie jest pełne, bo nie obejmuje VAT-u oraz kosztów pracy

Radek
Gość
Radek

To już powstałby cały artykuł. Nie chciałem kraść tematu 🙂

Krzysztof M.
Gość
Krzysztof M.

Z Twoich wywodów wynika, że najlepiej jak by Państwo sypnęło branży turystycznej w ramach kolejnej tarczy określoną kwotę i byłby „git”. Uważam, że matka niepracująca z trójką dzieci raczej nie skorzysta z tego bonu- dla niej to zmiana światopoglądu. Jeżeli skorzysta to może wpłynie to na jej dalsze życie. Masz dzieci? Opieka nad trójką dzieci to kawał ciężkiej roboty, jeżeli to byłaby taka rozrywka intelektualna, luz finansowy i swoboda osobista to program 500 plus nie byłby potrzebny a reklamy tv dotyczyłyby odżywek i ciuszków dla dzieci a nie karmy dla kotów i psów. Jestem z grupy wiekowej, że matki trójki… Czytaj więcej »

Radek
Gość
Radek

Nie, nigdzie nie piszę by państwo sypnęło branży turystycznej. Nie piszę też, że nie powinno. Ja w ogóle nie o tym.

Przyczepiłem się do autora, który powtarzając w swoich artykułach kilka podobnych zdań antagonizuję społeczeństwo. Tak jak pogarda zamożnych względem biedniejszych ludzi z samego faktu posiadania większego majątku od nich jest obrzydliwa, tak postawa roszczeniowa na zasadzie „mi się wszystko należy, bo jestem biedny” jest równie obrzydliwa i szkodliwa dla społeczeństwa. A szanowny autor artykułu utrwala pogląd, że jestem biedny, bo bogacze za moje w śpią w sheratonie.

Krzysztof M.
Gość
Krzysztof M.

Ok

DawidK
Gość
DawidK

Czyli przyczepiasz się, bo w ogóle nie zrozumiałeś o co chodzi i ripostujesz swoją interpretację. No można i tak.

Jarek
Gość
Jarek

„Idzie kryzys” – jak się on objawi tzn. jak wpłynie na nas , jaki będzie, co się stanie? To poważne pytania, jest ktoś kto jest w stanie na nie odpowiedzieć? Co robić, jak się przygotować, czego możemy się spodziewać…. Bo stwierdzenie „idzie kryzys” jest dość lakoniczne….

eustachy
Gość
eustachy

chować majątek przed państwem taka moja rada

Robert
Gość
Robert

Należy wprowadzić 1% składkę pielęgnacyjną na pokrycie kosztów zasiłku pielęgnacyjnego, oraz 10 krotnie podnieść różne kary w tym mandaty. Kto zaprzeczy, że piratów drogowych trzeba karać, a ludzie starsi i schorowani muszą mieć za co żyć?Kto by protestował przeciw takiemu czemuś? Można tu spokojnie 20 miliardów wyciągnąć, czyli 2 razy więcej niż za kataster i przy 100 razy mniejszym sprzeciwie społecznym. Dodatkowy plus jakby choć część kierowców zaczęła jeździć odpowiedzialniej to spadłyby wydatki nfz, na renty, na zwolnienia lekarskie itp itd.

Krzysztof M.
Gość
Krzysztof M.

Po podniesieniu kar dochody z mandatów spadną. Wydatki na szkolnictwo, NFZ, emerytury czy wojsko to czarne dziury. Ile nie wrzucisz ciągle będzie mało.

Robert
Gość
Robert

10 krotne podwyższenie mandatów przy jednoczesnym spadku dochodów oznaczałoby, że doszło do zmniejszenia liczby wykroczeń i przestępstw o ponad 90% naprawdę w w to wierzysz?

Krzysztof M.
Gość
Krzysztof M.

Spójrz na Francję czy Szwajcarię i naszych rodaków tam jeżdżących. Z drugiej strony nie ma tam dróg tak zaśmieconych znakami jak u nas.
Ps. Przypomniałeś mi municypalnych w Bernie linijką mierzących przekroczenie linii przez parkujący skuter wypisujących w zw. z tym i mandacik. Brr…

trackback

[…] Przeczytaj też: Budżet na 2021 r. się nie spina? Rząd nie chce zrezygnować z budowy „… […]

Wojtek
Gość
Wojtek

„Podatek cukrowy – czyli dodatkowa danina opłacąna przez producentów i dystrybutorów słodkich napojów, które trafiają na sklepowe półki. Opłata miała zostać wprowadzona w połowie roku, ale z powodu pandemii Sejm wydłużył start poboru i wyznaczył 1 stycznia 2020 r.”

Literówka się wkradła Panie Maćku – 1 stycznia 2021 jak mniemam powinno być 🙂

Maciek
Gość
Maciek

Dziś w sklepie przeczytałem skład hamburgerów drobogiowych: 50% to mięso oddzielone mechanicznie od kurcząt, a reszta to wypełniacze i pół tablicy Mendelejewa. I to jest ok??

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu