24 października 2018

Strajk w LOT: stawką nie są już ani etaty dla pilotów, ani fotel prezesa. W gruzy obraca się coś znacznie cenniejszego dla LOT-u

Niezależnie od tego kto ma rację w sporze o LOT, dziś jest już tylko jedno sensowne rozwiązanie konfliktu. Albo ktoś je szybko przeforsuje, albo nasza narodowa linia lotnicza znów może zacząć zmierzać ku bankructwu

Strajk pilotów i załóg pokładowych LOT to zapewne nie największa, ale chyba najbardziej spektakularna akcja protestacyjna od czasu słynnych protestów lekarzy. Również dlatego, że dotyczy grupy zawodowej, której praca jest niezwykle odpowiedzialna. Błąd lekarza lub pilota bardzo łatwo może skończyć się śmiercią tych, którzy oddali się w ich ręce.

Od tygodnia w LOT trwa strajk części pracowników, w tym pilotów i załóg pokładowych. O co chodzi? Na początku szło o pieniądze – piloci chcieli lepiej zarabiać i mieć lepsze umowy – a teraz już chyba o głowę prezesa firmy Rafała Milczarskiego. Według związkowców (szefów „zadymy”) strajk kosztował już firmę 50 mln zł. Odwołano do tej pory 28 lotów. Może niedużo, ale linie lotnicze to biznes, w którym stojący samolot traci pieniądze (trzeba za niego płacić, a nie generuje przychodów).

Prezes LOT-u próbuje być twardy, jak prezes O’Leary, zarządzający największą na świecie niskobudżetową linią Ryanair, w której też ciągle ktoś strajkuje. Żeby zminimalizować liczbę odwołanych lotów podobno (tak mówią protestujący) ma posuwać się do działań desperackich: ściągania ludzi z urlopów, nacisków na skracanie zwolnień lekarskich, wynajmowania samolotów i załóg od innych operatorów lotniczych. A prawie 70 strajkującym wysłał dyscyplinarne zwolnienia.

Czytaj też: Jeśli padłeś ofiarą strajku w LOT, to czekać cię może długi bój o pieniądze

Czytaj też: Podwyższają ceny, gdy za bardzo interesujesz się danym lotem lub wycieczką? Złapałem ich za rękę. I poszedłem na wojnę

LOT ma zyski, ale tańczy na cienkiej linie. Czy związkowcy to rozumieją?

W pewnym sensie prezesa Milczarskiego rozumiem. Wbrew pozorom facet nie leży na pieniądzach i jeśli przesadzi z uleganiem roszczeniom płacowym, to LOT może łatwo znaleźć się pod wodą. Co prawda firma w zeszłym roku miała 288 mln zł zysku z działalności podstawowej oraz 354 mln zł zysku netto – to dobry wynik, bo w poprzednich latach raz był zysk, a raz straty – jednak trudno powiedzieć, by jej kondycja finansowa była kwitnąca.

LOT to mała/średnio-mała w skali Europy linia lotnicza. Ma nieco ponad 60 samolotów, wozi po 6-8 mln ludzi rocznie. A w tym biznesie im jesteś mniejszy, tym trudniej ci się utrzymać. Tu się liczy efekt skali. Dla porównania: Ryanair wozi 130 mln ludzi rocznie (i ma 2 mld dolarów zysku z działalności operacyjnej), a WizzAir – 30 mln pasażerów.

To, że LOT zarabiał ostatnio pieniądze, w pewnej części jest pewnie zasługą menedżerów, ale w większej wynika z ogólnej koniunktury gospodarczej (więcej pasażerów, wyższe ceny, lepsze wypełnienie samolotów), niskiego kursu dolara i relatywnie taniego paliwa lotniczego.

W zeszłym roku średni zysk firmy na pasażera wzrósł z 580 zł do 620 zł (wyższe obłożenie i ceny). Kurs dolara w tym czasie spadł z 4,2 zł do 3,4 zł. A mniej więcej połowa kosztów LOT-u (w tym koszty leasingu samolotów, bo LOT – jak większość linii lotniczych na świecie – swoje maszyny jedynie „wypożycza”) jest denominowana w dolarach amerykańskich.

Tak duża firma może oczywiście zabezpieczać się przed zmianami kursów, ale po pierwsze hedging też kosztuje, a po drugie mając tak wielki dolarowy „nawis” kosztów nie zawsze można się w pełni zabezpieczyć przed niestabilnością walutową. Poza tym oczywiście część przychodów LOT również pochodzi ze „strefy dolara” (nie dokopałem się do informacji ile). Tym niemniej dla takiej firmy jak LOT prawdopodobnie zawsze tani dolar będzie lepszy, niż drogi. W zeszłym roku LOT zarobił na działalności finansowej ponad 180 mln zł (część z tej kwoty to zapewne różnice kursowe).

Czytaj też: Jeśli nie stać cię, żeby wyleasingować samolot i nie stać cię na leasing samochodu, to teraz możesz „wypożyczyć” do swojej małej firmy…

Z kolei 45-60% kosztów każdego lotu to koszt paliwa zużywanego przez samolot. O ile w 2013 r. za galon paliwa lotniczego używanego w Europie płaciło się 3 dolary, o tyle w zeszłym roku już tylko 1,3 dolara (tutaj konkrety). To i cała tajemnica zysków LOT-u. Tani dolar, tanie paliwo i bogatsi pasażerowie. Niestety, w tym roku wszystkie te czynniki przestały „grać” na korzyść LOT-u (no, może poza liczbą pasażerów). Paliwo lotnicze podrożało do 2,2 dolara za galon, a kurs dolara skoczył do 3,75 zł.

Tutaj czytaj: Ile naprawdę kosztuje twój lot samolotem?

Prezes Milczarski ma więc niewiele oddechu. Ostatnio zarobił 288 mln zł na wożeniu ludzi, ale w niedalekiej przyszłości na samym drogim dolarze może stracić dziesiątki milionów złotych (dwa lata temu działalności finansowej LOT był do tyłu ponad 140 mln zł, zapewne drożejący wtedy dolar mu w tym „pomógł”). A droższe paliwo? Jeśli firma ma 3,2 mld zł kosztów, to policzcie sobie jak wpływa na wyniki wzrost dużej części tej „bazy” o 20-30%. Kilkadziesiąt milionów złotych „w plecy”, jak nie więcej. A jeśli przyjdzie małe zahamowanie w gospodarce? A jeśli wzrośnie konkurencja na rynku lotniczym?

LOT tylko pozornie jest w dobrej kondycji, tak naprawdę wciąż walczy o życie, „wisi” na dolarze i cenach paliwa niczym akrobata idący po linie między wieżowcami, modlący się o to, by wiatr go nie zdmuchnął. W pewnym sensie więc prezes Milczarski ma rację, jeśli mówi, że musi dbać o firmę, zamiast rozdawać podwyżki. Związki zawodowe zwykle takich rzeczy nie rozumieją i myślą tylko o własnym interesie. Ale to tylko jedna strona medalu.

Czytaj też w „Wyborczej”: Niestabilna kondycja finansowa LOT

Prezes LOT obraził się na rzeczywistość: to piloci są najważniejsi

Po drugiej stronie jest sposób, w jaki prezes LOT próbuje wyjść z kryzysu. Wiedząc, że zarządza małą w skali Europy linią lotniczą, której przychody nie będą nagle większe np. dwukrotnie, skupił się na cięciu kosztów. Przesunął część pracowników na samozatrudnienie (nie tylko pilotów, ale i pracowników wykonujących inne funkcje), poniekąd zmniejszył im prawa socjalne (może wymagać, by więcej pracowali). I najwyraźniej przegiął, bo pracownicy się zbuntowali. A jeśli jeszcze zgrzeszył arogancją, to kłopot stał się podwójny.

Spółka Skarbu Państwa, która zatrudnia kluczowych pracowników na „śmieciówkach”, to dość kontrowersyjne posunięcie z natury rzeczy. Tak to sobie może oszczędzać, za przeproszeniem, jakaś-tam Biedronka, a nie jedna z największych państwowych firm.

Choć oczywiście prawda jest taka, że „śmieciowe” zatrudnienie to ostatnio plaga, która rozplenia się po liniach lotniczych, to nie prezes Milczarski wymyślił taki sposób zatrudniania pilotów, tylko tanie linie, z którymi musi konkurować. Tak czy owak: to niedobrze, gdy firma należąca do polskiego państwa zaniża standardy rynkowe, dając pretekst innym, żeby robili tak samo.

A na tym lista błędów szefa LOT-u się niestety nie kończy. Uważam, że dyscyplinarne zwalnianie pilotów to samobójstwo w sytuacji, gdy to na tych pilotach opiera się biznes firmy, a rynek pracy wygląda jak wygląda. Jest totalny niedobór pilotów oraz załóg pokładowych i ogromne ssanie rynku na takich pracowników.

Jeśli zarządzam linią lotniczą i przychodzi do mnie pracownik, który ma licencję na pilotowanie dreamlinera, a ja wiem, że takich pilotów jest na rynku bardzo mało, że zarabiają coraz więcej i że w każdej chwili może mi go podkupić za dwa razy większe pieniądze jakaś Lufthansa czy inny Scandinavian (nie mówiąc już o liniach katarskich, czy emirackich), to ja z tym pilotem muszę negocjować, niezależnie od tego czy przychodzi po podwyżkę legalnie czy nielegalnie. Niezależnie od tego jakie głupoty on opowiada i jak bardzo go nie lubię – bez niego moje samoloty nie będą latały. To nie kasjer w markecie, łatwo nie znajdę nowego.

M.in. na rozwiązywaniu takich sytuacji polega praca menedżera. Za to płaci mu się półtora miliona rocznej pensji i drugie tyle premii. Jeśli zarządzam kurnikiem i obrażę się na kury, że teraz chcą znosić jajka na etacie, to mam dwa wyjścia. Albo się z tymi kurami dogadać albo je pozarzynać. W pierwszej opcji będę mniej zarabiał na jajkach, w drugiej – w ogóle nie będę zarabiał na jajkach. Prezes LOT wybrał strategię noża.

Po trzecie wreszcie – może najważniejsze – dziś już stawką w grze nie jest ani stanowisko prezesa, ani praca pilotów i stewardów i stewardess, lecz poczucie bezpieczeństwa pasażerów. Jeśli w świat idą informacje, że pilot, który odmówił lotu ze względu na złe samopoczucie psychofizyczne, dostał wezwanie do zapłaty kilkuset tysięcy złotych, to każdy widzi, że rośnie ryzyko, iż w samolocie LOT pojawi się „sterroryzowany” przez szefów pilot, który nie powinien nigdzie lecieć. Albo chory. Albo przemęczony. A jak to się może skończyć – niech Czytelnik tego tekstu sobie odpowie sam.

Czytaj też: Które samoloty najrzadziej się spóźniają? Policzyli

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”! Zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

Jeśli klienci zwątpią w bezpieczeństwo, LOT stanie na krawędzi równi pochyłej. Brakuje już niewiele

LOT to była do tej pory marka, symbol jakości i bezpieczeństwa. A to najcenniejsze – po pilotach i samolotach – aktywo w każdej firmie lotniczej. Są ludzie, którzy – po strajkach lub wskutek kiepskiej obsługi, haczyków w umowach itp. – poprzysięgli sobie, że nie wsiądą już do samolotu Ryanaira. Choćby nie wiem jaki był tani – jeśli będzie jakaś alternatywa, wybiorą inną linię. Każdy dzień trwania pata w Polskich Liniach Lotniczych LOT i wymiany brutalnych ciosów między stronami zbliża tę firmę do takiej właśnie „śmieciowej” reputacji.

Powiecie: i co z tego? W Ryanair też strajkowali i co? Firma zbankrutowała? Wszyscy klienci odeszli? Oczywiście, że nie. Ale Ryanair ma nieporównanie większą skalę działalności i zyski oraz – w związku z tym – znacznie większe możliwości manewrowania taktyką rynkową, w tym cenami. Jeśli zobaczy (a moim zdaniem już widzi), że reputacyjnie „popłynął”, to wypuści pulę biletów po złotówce i „przekupi” klientów. W LOT po pierwsze mniejsze są możliwości „korumpowania klienteli”, a po drugie inna jest też klientela.

Abstrahując od tego, kto jest winien całej sytuacji w LOT, brutalna prawda jest prawdopodobnie taka: jeśli zniknie prezes, to samoloty polecą. A jeśli znikną piloci – to samoloty nie polecą. Druga część tego twierdzenia brzmi: samoloty, które latają, zarabiają. Te, które stoją – tracą pieniądze. Rachunek jest prosty. I trochę niezależny od tego kto ma rację w sporze piloci-prezes.

Czytaj też: Planujemy wakacje! Kiedy najlepiej kupić bilet lotniczy?

Czytaj też:  Rezerwujesz hotele na portalach takich jak Booking.com? I myślisz, że zawsze oszczędzasz? Cztery bolesne przygody

Czytaj też: Last minute to mit? Mamy wykres, który pokazuje kiedy wycieczki są najtańsze. Różnice sięgają 1000 zł na rezerwacji!

„Prezes PLL LOT S.A” – to dziś ważna funkcja nie tylko ze względu na to, że taki człowiek zarządza dużą firmą i tańczy każdego dnia na cienkiej linie, żeby ta firma zarabiała na siebie. To też gwarant realizacji strategicznego planu rządu – powstania Centralnego Portu Lotniczego. Bez silnego ekonomicznie LOT-u ten pomysł biznesowy się po prostu nie „zepnie”. Być może to jest część tajemnicy nerwowego zachowania prezesa Milczarskiego. Tu stawką jest nie tylko LOT, ale i strategiczne plany rządu.

Czytaj też: Prezes Rafał Milczarski dla Interia.pl o znaczeniu CPL dla Polski

Tym niemniej każdy dzień strajku i „obrażonych” na prezesa pilotów zbliża do kłopotów finansowych tę firmę i do wielkich tarapatów projekt CPL. I to już nie jest wiadomość ani do pasażerów LOT-u, ani do pracowników firmy, ani do zarządu, lecz komunikat bezpośrednio do kancelarii premiera oraz na ul. Nowogrodzką.

Nawet gdyby prezesowi LOT jakimś cudem udało się – kosztem milionów lub dziesiątek milionów strat dla firmy – spacyfikować ten strajk, to nie ma już szans na to, by był dla swoich ludzi (w tym pilotów) autorytetem. W dłuższej perspektywie LOT będzie tracił najlepszych pracowników. Nie każdy weźmie udział w strajku, ale duża część poszuka sobie roboty w lepszych okolicznościach przyrody. Jak zaś wpływa jakość pracowników i wydajność ich pracy na wyniki finansowe firm? To piszą w każdym podręczniku od zarządzania.

Czytaj: Zamknięte lotnisko? Odwołany lub spóźniony samolot? Mój czytelnik kupił ubezpieczenie od takich wydarzeń. I znalazł w nim trzy kruczki 

Czytaj też: Ranking najlepszych linii lotniczych na świecie. Gdzie LOT? A gdzie Ryanair?

Zdjęcie tytułowe: tanie-loty.com

103
Dodaj komentarz

avatar
34 Comment threads
69 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
53 Comment authors
michalemilAloszkaLucynaSosna80 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bronislaw
Gość
Bronislaw

„…Ryanair, w której też ciągle ktoś strajkuje”

Bzdura

Gutek
Gość
Gutek

Dobry artykuł rozkładający sprawę na mniejsze części.

Bobik
Gość
Bobik

No bzdury nad bzdurami. Piloci/załoga jak nie podobało im się brak podwyżek czy zmiany umów, mogli przejść do konkurencji. Sam autor pisze, że piloci z papierami to zawód wyjątkowy. Dlaczego tego nie zrobili tylko zaczęli strajkować? Ano dlatego że przyzwyczaili się, że pracują w państwowej firmie. W korporacjach nie ma związków zawodowych – jak komuś się nie podoba praca idzie do innej! Jakby prezes zgodził się na podwyżki to by dopiero zrobiła się kolejka chętnych do jego gabinetu po więcej. Zwykła psychologia tłumu – jak inni dostali to czemu ja mam nie dostać?! Dlaczego wini się prezesa za bardzo wysokie… Czytaj więcej »

Aron
Gość
Aron

Sam nie orientujesz się w temacie. Zmiana pracy w zawodzie pilota, członka załogi jest uwarunkowana co do zasady przeprowadzką. Twoja nowa firma najczęście ma maszyny zbazowane w zupełnie innym miejscu, i dopóki nie pojawi się jakiś katalizator, a warunki nie odbiegajá mocno na niekorzyść od warunków średnich na rynku to pracujesz w firmie bo nie chcesz robić zamieszania w swoim i rodziny życiu, a Polacy co do zasady są mniej mobilni.

Jednak, gdy dostajesz dyscyplinarkę i straszą Cię fakturą na kilkaset tysięcy jesteś dużo bardziej skłonny do przeprowadzki i poszukiwania nowego pracodawcy.

Ewelina
Gość
Ewelina

Bzdura nad bzdurami jest wypowiadanie się w imieniu starszych ludzi (pilotów), którzy dysponują unikalnymi na rynku uprawnieniami. Nie wiem ile masz lat i co o lotnictwie wiesz, ale nie bez znaczenia jest stwierdzenie, że tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. To nie fair wypowiadac się w imieniu tych pilotów, bo większość z nas nie ma bladego pojęcia o tym jak naprawdę wygląda ich praca i warunki, które diametralnie zmieniają się w ciągu ostatnich lat. Otóż lotnictwo to nie korporacja, jakich w samej Warszawie jest setki. I jeśli Ci mądrzy ludzie bo grzechem jest nazwać pilota głupim, podjęli takie… Czytaj więcej »

Bobik
Gość
Bobik

A skąd wiemy czy ci piloci byli przymuszani do nadgodzin?? Ja słyszałem że lot chciał zmienić im umowy. A dlaczego chciał im zmienić?? Bo kosztowali za dużo. Może zamiast mieć pretensje do firm, które są zmuszane do redukcji kosztów, powinno się strajkować przeciwko rządowi, który nakłada na wysokie koszty pracy?? PS. jeżeli piloci mają tak unikalne umiejętności jak piszesz to na pewno sobie poradzą ? Tak jak Polacy którzy zdecydowali się wyjechać do UK, no ale oni takich umiejętności nie mieli.

Kaśka
Gość
Kaśka

Polscy piloci nie zarabiają 2 razy mniej od innych na świecie ONI ZARABIAJĄ 10 X MNIEJ ! Do tego oddali 25% swych pensji na restrukturyzację firmy , załogi też i NIE ODDANO IM TEGO! A prezesik wziął sobie nie swoje 2,5 mln !!! TAKA JEST PRAWDA! Wiem z pierwszej ręki

Victor
Gość

Pani Ewelino, akurat obcinanie pracownikom wszystkiego, chociazby oszczednosci na wodzie czy czyms co bylo od lat to ostatnio norma, przy czym norma sa takze milionowe premie dla tych, ktorzy pisza nieczytane przez nikogo raporty o skutkach tychze oszczednosci. Z tego co sie przebija do innych mediow to outsourceingowanie pilotow na rzecz jednoosobowych firm zewnetrznych, taki na samozatrudnieniu. Wiadomo ze wtedy mozna delegowac na takiego pilotas wszystkie pozaplacowe koszty pracy. Urlop – A niech Panu zorganizuje to Panski szef, wyslugi lat, kodeks pracy – a co nas to obchodzi? Po drugie co do Dubajow i innych zlotem ociekajacym krajow to ja… Czytaj więcej »

Adrian
Gość
Adrian

Z tego co wiem piloci w LOT zarabiaja duzo (2-3 razy?) mniej od zagranicznych kolegow wiec strajk nie moze dziwic

Bobik
Gość
Bobik

Tak jak większość ludzi w Polsce, i to jest powód do strajków? Mamy niższą wydajność, tj produktywnosc pracy czyli wartosc naszej pracy jest mniej wyceniana niż na zachodzie. To jest normalne porównując nasze PKB. Towar jest wart tyle ile ludzie chcą za niego zapłacić, np. za usługi lotnicze.

anonymous
Gość
anonymous

Tu się mylisz. Wydajność pracowników w PL jest często większa niż na zachodzie a płace jednocześnie niższe. Więc sama większa wydajność powinna kompensować niższe zarobki zbliżając je do zachodnich. Okazuje się że tak nie jest więc ludzie albo strajkują albo wyrabiają minimum planowe i nic ponadto.

Andrzejek
Gość
Andrzejek

Panie Adrianie, w większości zawodów w Polsce zarabiamy 2-3x mniej niż nasi zagraniczni koledzy.

XXAa
Gość
XXAa

Brak związków w korporacji? Phi. Poszukaj w google i poczytaj o tym: „unitetheunion”. Jest to narodowy związek zawodowy, którego członkowie pracują w różnych korpo w UK, w tym – zaskoczę Cię – w lotnictwie.

Anuschka
Gość
Anuschka

Umowy cywilnoprawne nazywane potocznie „śmieciówkami” były bardzo mocno krytykowane zarówno przez obecnie rządzących, jak i ZZ Solidarność. Wtedy nikt się nie pochylał nad tym, o czym Pan pisze. W realiach rynkowych koszt pracownika tak samo obciąża każdego pracodawcę, czy to spółkę z kapitałem publicznym, czy prywatnym. Każdy z tych podmiotów musi konkurować na swoim rynku i musi oszacować ryzyka związane z kosztami pracowniczymi. Gdy tłumaczono na prawo i lewo, że umowy tzw. śmieciowe to zło w czystej postaci i pogwałcenie praw pracowniczych – nikt nie zastanawiał się nad tym jak poradzą sobie z tym kosztem na rynku przedsiębiorcy. Czy PLL… Czytaj więcej »

Maciej
Gość
Maciej

Panie Macieju, bardzo dobra i pozbawiona zbędnych emocji analiza sytuacji. Gdyby tak obie strony konfliktu zechciały to przemyśleć w oparciu o przedstawione przez Pana argumenty… Ale to już chyba za daleko zaszło, teraz to spór polityczny, a to nie wróży nic dobrego.

Darek M.
Gość

Bardzo dobry wpis!
Przydałby się mediator i próba znalezienia wyjścia gdzieś po środku.

Dyzio
Gość
Dyzio

Jest mediator, tylko Zwiazki zawodowe (te najliczniejsze) rozpieprzaja wszystko! Strajk jest nielegalny. Zaczeli za wczesnie. A teraz te biedne stewki „musza” siedziec z dziecmi przed budynkiem… A w jakim celu tam z nimi przyszly? Sytuacja jest trudna. Nie ma co do tego watpliwosci, ale osobiscie popieram Prezesa.

Pilot
Gość
Pilot

Osoba, która przedstawia się, jako mediator (Kaja Sz.), w rzeczywistości nim nie jest. Ta Pani jest negocjatorem, zatrudnionym przez zarząd LOTu 2 lata temu, obecnie posiada pełnomocnictwo zarządu. To ona przyszła w imieniu LOTu na spotkanie Rady Dialogu Społecznego, a wczoraj podchodziła do strajkujących stewardess I mówiła, że jest bezstronnym mediatorem i nie zna zarówno strajkujących, jak i członków zarządu Spółki.
Kłamstwa i manipulacje na każdym kroku.

Pilot
Gość
Pilot

Nie ma żadnego orzeczenia sądu, stwierdzającego że strajk jest nielegalny.

Victor
Gość

Szanowny Panie Macieju,
Warte Nylons wspomniec o spolkach zaleznych i np. Jak ukrycie subwencjonowano LOT poprzez zakup Lot Ground Services.

Nie zapominajmy o roli specsluzb, ktore potrzebuja tegoz przewoznika do dzislalnosci operacyknej

Mati
Gość
Mati

Bardzo dobry artykul – dzieki! -Zastanawia mnie wlasnie sprawa po co ten strajk? Skoro piloci I personel pokladowy sa tak rozchwytywani to dlaczego poprostu nie poszukaja pracy gdzie indzie? Lini lotniczych mnostwo, czartery, biura podrozy….Dlaczego tak im zalezy zeby kisic w LOT? -Dlaczego umowa b2b jest nazywana smieciowa? Przeciez dzieki temu dostaja wyzsze pensje brutto I maja wieksze mozliwosci optymalizacji podatkowej. -Lecialem wczoraj „LOT’em” z Warszawy do Krakowa. Tak sie zlozylo ze rejs obslugiwal przewoznik BlueAir wynajety przez LOT. Samolot bardzo stary, obsluga nie polsko-jezyczna. Naprawde z duza niececia wsiadalem do tego samolotu – w koncu wykupilem rejs LOT’em a… Czytaj więcej »

Paweł
Gość
Paweł

W przypadku lotnictwa b2b oznacza, że taki pilot ma na sobie obowiązki porównywalne z obowiązkami wielkiej korporacji, łącznie z ogarnięciem jako jedna osoba tego, co normalnie zajmuje kilka etatów (i nie można tego przekazać na zewnątrz, nie tak łatwo). Jest się także bezpośrednio odpowiedzialnym za wiele więcej, nie dostając nic, ale to nic w zamian. (różnica podatkowa jest niewielka, różnica w nakładach pracowych olbrzymia). Limit godzin lotu pozostaje taki sam (900 na rok), ale trzeba jeszcze teraz nosić kilka nowych „kapeluszy”. I przechodzić regularne kontrole na odpowiednim poziomie. Wielu informatyków, owszem, tak pracuje. Ale w tej branży mobilność zawodowa jest… Czytaj więcej »

Miki
Gość
Miki

Ciekawy artykuł. Szkoda tylko że pisany językiem potocznym, mówionym.

Piotr
Gość
Piotr

Lot symbolem jakości i bezpieczeństwa? Już dawno nie. Przez zbyt szybki rozwój zatrudniają baaaardzo kiepskich pilotów, którzy w normalnych okolicznościach nigdy by się do tej czy innej linii nie dostali. Najgorsze jest to, że potem tych ludzi awansują na kapitanów po 1-2 latach…i lata dwóch takich i wozi ludzi. Na szczęście LOT w większości ma operacje na największych i zarazem najłatwiejszych lotniskach. Na 787 jest odrobinę lepiej.

Wojciech
Gość
Wojciech

W jaki sposób przekłada się to na jakość dla pasażera?
Za sterami nie zasiądzie nikt, kto nie spełnia pewnych standardów.
Prawdą jest mozliwość awansowania do ctp w 2-3 lata

Robert
Gość
Robert

standardy by były jakby ci piloci byli egzaminowani przez zewnętrznych egzaminatorów, bo jeżeli teraz wyjście przez kapitana do toalety to jest luksus bo boi się zostawić oficera samego przy sterach …. no to nie mam więcej pytan

Eryk Klopotowski
Gość
Eryk Klopotowski

Bardzo trafna analiza. Bez zagłębiania się i bawienia w szczegóły, uważam ze celnie rozpoznał Pan problem i wyciągną słuszne wnioski
Dziękuję i pozdrawiam

Ferdynand
Gość
Ferdynand

Poza tym, o czym pisze autor problemem prezesa jest arogancja i przekonanie o własnej nieomylności i doskonałości. Przez ponad 20 lat pracy jeszcze nie spotkałem się z tak chamskim traktowaniem pracowników. Każdego traktuje jak złodzieja i przyznaje, że nikomu nie wierzy. On jest najlepszy, najmądrzejszy i nieomylny w każdej dziedzinie. Potrafi udzielać rad na temat dotyczące procedur lotniczych, interpretacji przepisów, bezpieczeństwa lotniczego, mimo iż z lotnictwem pierwszy kontakt miał dwa lata temu, gdy został prezesem LOT. Widać, że wiedzę czerpie z filmów fabularnych. Kim Dzong Un w czystej postaci.

FW
Gość
FW

Autor nie ma zielonego pojęcia o tym co pisze a w szczególności o biznesie, pracy i zarządzaniu biznesem lotniczym. Ponadto przytoczone dane są błędne.

Adam
Gość
Adam

W gwoli ścisłości – ani Lufthansa ani SAS nie operują Boeingami 787 Dreamliner..
Pozdrawiam,
pilot zawodowy

Aaaaaaa
Gość
Aaaaaaa

Co to są „przyhody”?

Tak
Gość
Tak

Samozatrudnienie (B2B) niezmiernie popularne jest teraz w branży programistycznej. Po prostu przy większych niż średnia poborach, to może się opłacać (pod warunkiem jak obie strony podchodzą do tego zdroworozsądkowo). Często, choć nie zawsze, jest wybór – B2B z nawet dwucyfrową pensją lub umowa o pracę z około połową tego. Widząc to część decyduje się na B2B.

Piotr
Gość
Piotr

W wielu prywatnych liniach lotniczych też jest to popularne. Malo tego, na polskim rynku tylko po części LOT i jedna czeska linia czarterowa zatrudnia na umowę o pracę- ci drudzy stosują tylko umowy o pracę dla wszystkich i może zaskoczę, ale 90% pracowników tej drugiej firmy chce przejść na B2B widząc co roku swój PIT. Różnica w zarobkach netto na jednej i drugiej umowie? Nawet 8000zl miesięcznie!

wdr
Gość
wdr

połową? różnica to ok. 30%. ostatnio widziałem ofertę w IT – umowa o pracę 23kPLN/miesięcznie, b2b 26kPLN/miesięcznie. różnica spora, ale dla kogoś z małymi dziećmi uop może być korzystna. b2b głównie jest popierana przez bezdzietne kuce

Robert
Gość
Robert

to teraz policz podatki. Przy UOP wychodzi pi razy oko średnio 15500 miesięcznie netto, a przy b2b 22500 netto licząc ryczałtem i wyższy ZUS. to jest 84000zl rocznie różnicy. Wszystko to biorąc pod uwagę stawki, które podałeś. A teraz weź pod uwagę że pilot może zarabiać nawet 40-50 tyś brutto 🙂

Martyna
Gość
Martyna

Bardzo ciekawy artykuł ale warto byłoby zadbać również o poprawność ortgraficzną. (przyCHód)

sky
Gość
sky

Sorry, ale ludzie nie pracują na „śmieciówkach” tylko na umowach B2B jak już. PRacowników w Locie pilotów i stewek jest ok parę tysięcy, zostało wyrzuconych z pracy za niestawienie się w niej i udział w nielegalnym strajku 67 osób. TE osoby były zatrunione na umowy o pracę. Jeśli komuś nie podaba się stawka za którą lata może swobodnie złozyc wypowiedzenie !!! PRzeciez nikt nie trzymał tam tych ludzi !!!. Reszta załogi lata i chce latać. Ludzie stawili się do pracy, ale pan kapitan lub szefowa stewardes juz nie. Są ogromne straty i z tego firma może się już nie wygrzebac!!!

dex
Gość
dex

Nie porównujcie pilotów do pracy lekarza. Lekarz za nic nie odpowiada. „Ryzykuje” wyłącznie życiem pacjenta! Pilot ryzykuje również własnym życiem, więc stara się 100 razy bardziej.

Victor
Gość

Zbytnie uproszczenie. Lekarz ryzykuje czasami zyciem swoim bardziej niz pilot. Do mnie juz w trakcie 5 letniej kariery strzelano 2 razy, 4 razy noz, 1 siekiera. Interwencje karetkowe. Zawsze jeden pacjent wiec liczba ofiar znikoma. W prokuraturze bylem 12 razy w ciagu 5 lat.

Charakterystyka inna. Medycyna przejmuje piekne doskonale lotnicze rozwiazania a nie odwrotnie. Bo sa dopracowane i sprawdzane przez sztab ludzi. Checklist przed operacja przyszla od lotnictwa cywilnego.

anonymous
Gość
anonymous

Jeżeli chodzi o lekarzy oraz załogi medyczne to trzeba sobie zdawać sprawę że kogoś możecie leczyć wbrew jego woli. Jako pacjent w karetce nie mam pewności czy mi nie podacie jakiegoś pavulona, mojej skóry nie sprzedacie kopidołowi, nie ukradniecie mi portfela i telefonu albo czy nie złożycie donosu na gestapo gdybym np. miał ranę postrzałową.

Ryszard
Gość
Ryszard

Umowy „śmieciowe” dla personelu latającego pojawiły sie w LOT właśnie stad ze bardzo lubili strajkować i narzucać swoja wole. Każdy nie lecący w rejs samolot to bardzo duża strata wizerunkowa i finansowa. Druga sprawa ze takie akcje wprowadzaja bardzo dodatkowej pracy dla działu reklamacji i centrum operacyjnego.
Na koniec dodam ze kilka lat temu Sebastian Mikosz odchudzał LOT i wywalono ponad 1/3 pracowników biurowych i wtedy związki zawodowe jakoś nie strajkowały 🙂

dex
Gość
dex

LOT ma ponad 100 samolotów, a nie 50. Lufthansa ponad 200, a Ryanair ponad 500 samolotów. Pisanie o Ryanair, jako „niskobudżetowej” firmie jest w tym momencie lekko żenujące 🙂 LOT w Europie nie jest wcale małą firmą, tylko dobrze średnią. Przy ponad 100 samolotach wyprzedza m.in. hiszpańską IBERIĘ. Itp Itd- sporo nieścisłości w tekście, trudno zatem zrozumieć, co autor miał na myśli? 😉

Victor
Gość

Gwoli uscislenia LOT nie ma ani jednego samolotu. Kazdy jeden jest w leasingu operacyjnym. Co zreszta jest chyba standardem w branży .

Lot nie ma szans na rynku w starciu z wielkimi a zwłaszcza ze jego ambicje nie kończą się na transferze PAXow do hubów Lufthansy.

Atutem Lotu był właśnie personel bo przecież o samym locie mawia się a lot of troubles albo Late or tommorow.

Jeśli lot ma przetrwać to musi się rozwijać i uciekać do przodu. Jeśli ma takie problemy jakie ma to nie będzie jak i kim tego zrobić. Samoloty bez staffu nie latają a raty leasingowe płacić trzeba.

dex
Gość
dex

Jeżeli prowadzę firmę przewozową, mam 100 tirów w leasingu (norma w takiej działalności), płacę regularnie raty za te maszyny od 4 lat, to nie mogę wpisać sobie w ofertę, że POSIADAM 100 tirów i mam takie a takie możliwości spedycyjne?! hmhmhmhmhmmm rozumiem, że oferta powinna brzmieć- drodzy państwo, nie ma nic, ale oferuję usługi 🙂 To chyba nie tak… Jak każda inna linia lotnicza LOT korzysta z tej samej formuły- leasingu operacyjnego. Tak samo jak działają firmy technologiczne, które dysponują parkiem maszynowym, czy firmy spedycyjne z flotą samolotów. Każda z tych firm „niczego nie ma”?

Victor
Gość

Nie, nie ma posiada Pan i dobrze Pan o tym wie, jest Pan tylko uzytkownikiem tychze, leasingobiorca etc. Posiadanie wiaze sie z prawem wlasnosci. Zbywalnym chociazby. Pan moze zrobic cokolwiek Pan zechce ze swoja wlasnoscia ale juz na tew TIRy w leasingu to tutaj instytucja finansowa mowi co wolno co nie. Tiry, Samoloty, obrabiarki numeryczne – wszystko jedno. Kazda z tych firm ma cokolwiek. LOT nie ma nawet juz podobno dzialek a jego faktyczne zobowiazania wymagalne i niewymagalne od lat wielu przekraczaja caly majatek spolki. Tych samolotow LOTu ktore on uzytkuje nie mozna zajac komorniczo wprost bo nie sa jego.… Czytaj więcej »

AsFarAsIKnow
Gość
AsFarAsIKnow

LOT ma 62 samoloty, a we współpracy z Nordicą – 73. Jest to napisane nawet na Ich stronie. Pod względem floty wypada więc w Europie dość przeciętnie.

Haluśka
Gość
Haluśka

Mnie zszokowała obecność polityków. Nie powinni strajkujący pozwolić sobie by w jednym rzędzie stać z Kopacz , Arulkowiczem itd. To mi już pachnie polityką. Ktoś na ich plecach chce wejść wyżej , dalej. Odsuńcie tych co uprawuają politykę. Oni wygrają a Wy niestety

anonymous
Gość
anonymous

A leasingodawca wie o zamontowanych magnesach? Pytam poważnie jako były kierowca takiego leasingowanego zestawu.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij