18 lipca 2018

Podwyższają ceny, gdy za bardzo interesujesz się wycieczką lub biletem na samolot? Złapałem ich za rękę, a potem… zmyliłem pościg

Czy firmy sprzedające online wycieczki, hotele i bilety na samolot manewrują cenami w zależności od zachowań klienta na stronie internetowej? Krążą o tym legendy, ale trudno jest złapać bezpośrednio kogoś za rękę. Mnie się udało.

Planujesz urlopowy wyjazd i szukasz w serwisie rezerwacyjnym biletu lotniczego. Albo rezerwujesz online pokój w hotelu. Przeglądasz strony, porównujesz ceny, kombinujesz jak zapłacić możliwie najmniej. Wybierasz najtańszego oferenta, a tu nagle okazuje się, że… cena wybranego hotelu lub lotu jest już znacznie wyższa, niż jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej.

„Przypadek? Nie sądzę” – powiedziałby klasyk, ale rzadko kiedy da się z całą pewnością zidentyfikować nieczyste – a może po prostu agresywne? – zagranie sprzedawców. Cena mogła przecież pójść w górę z powodu rosnącego zainteresowanie, wyższego obłożenia, może po prostu skończyła się pula najtańszych biletów lub jest mniej wolnych pokoi?

Coś w tym zapewne jest. Już jakiś czas temu było głośno o tym, że sprzedawcy online potrafią wystawiać inne ceny dla klientów, którzy łączą się z ich stronami z urządzeń mark Apple (bo wiadomo, że tacy klienci są skłonni płacić więcej, niż inni). Ba, dziś nawet zwykły Uber jest w stanie zmienić cenę tylko dlatego, że kurs jest zamawiany z drogiej, ekskluzywnej dzielnicy.

Wykorzystywanie naszych wahań, rosnącej determinacji i wszelkich słabości jest tym łatwiejsze, że w coraz większej liczbie aplikacji mobilnych i platform internetowych mamy pozakładane konta, co oznacza, że można nas śledzić już nie tylko za pomocą IP naszych urządzeń, ale wręcz w sposób otwarty, gdy jesteśmy zalogowani na platformie i „pod nazwiskiem” przeszukujemy oferty.

Wojna wywiadowcza, czyli jak zgubiłem pościg (cenowy)

Kilka tygodni temu stoczyłem prawdziwą wojnę wywiadowczą z jednym z operatorów lotniczych – a konkretnie z linią czarterową Enter Air. Przez kilka dni zasadzałem się na bilet na jedno z połączeń do ciepłych krajów. Bilet kosztował 299 zł i jego cena z dnia na dzień się nie zmieniała. Hamletyzowałem do tego stopnia, że w pewnym momencie przerwałem wypełnianie formularza zakupu i przeszedłem na stronę konkurencyjnej linii. Nie znalazłem jednak lepszych opcji, więc wróciłem na „moją” stronę. Kończę wypełniać formularz, klikam „dalej”, a tu… błąd.

System wyrzucił mnie z procesu zakupu na stronę główną. Ponownie musiałem wybrać relację i datę lotu, ale… zobaczyłem już zupełnie inną cenę biletu: 349 zł. Przypadek? Znów zacząłem szukać innych opcji, ale ponownie nie znalazłem. Wchodzę ponownie na stonę linii i widzę, że mój bilwet… podrożał właśnie do 399 zł. Oblał mnie zimny pot, zwłaszcza, że zakup biletów na inny termin nie wchodził już w grę (a sąsiednie loty – tydzień później i tydzień wcześniej – były wciąż po 299 zł).

„Nie ze mną te numery, Brunner” – pomyślałem i wziąłem do ręki inne urządzenie, by procedurę zakupu przeprowadzić jako „klient incognito”. Ba, wybrałem nawet tryb „private” w przeglądarce. Ale system nie dał się nabrać – cena wciąż wynosiła 399 zł. Może to dlatego, że korzystałem z tej samej sieci wi-fi? Próba zakupu z trzeciego urządzenia – to samo. Cena ani drgnęła.

Idę więc do sąsiada i łączę się ze stronę linii lotniczej z jego wi-fi. I co widzę? „Mój” bilet jest znów po 299 zł. Tym razem już nie hamletyzowałem, tylko szybko i bez wahania sfinalizowałem zakup, bo wiedziałem już, że system każde moje wahanie odczyta jako okazję do wojny podjazdowej i „podstawi” mi błąd na końcu procedury zakupu.

Czytaj też: Planujemy wakacje! Kiedy najlepiej kupić bilet lotniczy?

Czytaj też:  Rezerwujesz hotele na portalach takich jak Booking.com? I myślisz, że zawsze oszczędzasz? Cztery bolesne przygody

Czytaj też: Last minute to mit? Mamy wykres, który pokazuje kiedy wycieczki są najtańsze. Różnice sięgają 1000 zł na rezerwacji!

Zalogowany użytkownik na celowniku

Niestety, wywiadowcze metody zawiodły mnie jakiś czas temu, gdy kupowałem weekend w hotelu za granicą. Nieostrożnie przeglądałem dość długo stronę internetową sieci jako zalogowany użytkownik, kilkakrotnie wracając na podstronę jednego z hoteli. Kiedy wróciłem na nią po raz czwarty w przeciągu kilku godzin – cena wzrosła o ponad 10%. Tym razem byłem ugotowany, bo jako dałem się podpuścić jak dziecko hamletyzując jako zalogowany użytkownik.

Jedynym sposobem było założenie całkiem nowego profilu na całkiem nowym urządzeniu, podpięcie do niego całkiem nowej karty płatniczej oraz połączenie się z innej sieci wi-fi. Pomogło. Cena wróciła do „starego” poziomu. Ale wystarczyłoby, że ktoś w serwisie sieci hotelowej sprawdziłby nazwisko klienta i nazwisko na karcie i „podstawił” wyższe ceny…

Wniosek? Oferty przeglądamy jako niezalogowani klienci, najlepiej w trybie incognito w przeglądarce (choć w moim przypadku to nie pomogło), myląc tropy, a więc zmieniając urządzenia, sieci. To jest jak wojna wywiadów. Oni cię ścigają, ty próbujesz im uciec, zgubić. Wiecie co jest najgorsze? Że nadeszła już era aplikacji mobilnych, które jeszcze bardziej utrudniają zgubienie „pościgu”, bo nas geolokalizują. Od jakiegoś czasu aplikacjom typu sieci hoteli, firmy turystyczne, linie lotnicze cofam zgodę na geolokalizację. Jak wojna to wojna.

Trzy wyszukiwania i cena rośnie z 20 do 120 euro

Na koniec jeszcze krótka przygoda mojego czytelnika, pana Pawła, z linią lotniczą Ryanair, która ponoć wycofała swoje połączenia z niektórych aplikacji porównujących ceny lotów. Mój czytelnik sugeruje, że kierując cały ruch na swoją stronę Ryanair ma większe możliwości identyfikacji klientów i indywidualizacji cen. Nikt nie będzie widział obietnicy cenowej z porównywarki, każdy zobaczy „swoją” cenę na stronie Ryanaira. Dostosowaną do okoliczności:

„Ryanair nie tylko odciął swoją bazę danych od wyszukiwarek tanich lotów. Robią jaja, bo przy drugim wyszukiwaniu ustawiają wyższe ceny. Uodpornili się nawet na zmianę adresu IP komputera. Jak wyszukiwałem cenę lotu na linii Madryt-Kraków to cenę – tylko w mojej dacie lotu – Ryanair po kilku wyszukiwaniach zmienił z 20 euro na 120 euro. Tylko dlatego, że szukałem kilka razy!”

Niedoszły klient Ryanaira zauważył to co ja – że z każdym wyszukiwaniem cena była wyższa. Masakra jakaś. Ostatecznie klient postanowił polecieć z przesiadką przez Majorkę (bilety) po 12 euro oraz Berlin (po 36 euro) – a więc ostatecznie nie dał się „zaszantażować” sprytnej linii lotniczej. Inna sprawa, że zapłacił za to znacznie dłuższą podróżą. Czy mieliście podobne doświadczenia? Dawajcie znać!

ilustracja tytułowa: kadr z filmu „Spectre”

 

12
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
anonymousMaciej SamcikAndrzejmarekSamozl0 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Leszek
Gość
Leszek

W tej nierównej walce warto również używać połączenia ze stronami z użyciem technologii VPN. Wtedy łączymy się przez zupełnie inne IP. Można to zrobić również z telefonu.

Anna
Gość
Anna

Panie Maćku,temat tak w punkt,że aż … dlaczego wcześniej Pan na to nie wpadł 😉 Sprawa 1sza,techniczna:żeby uniknąć chodzenia do sąsiada (bo go nie ma w domu albo wcale) jest inny myk.Mój, na przykład, dostawca mediów ma 2 formy wi-fi:jedna „po kablu” i druga free (trzeba tylko „pogrzebać” w ustawieniach samemu albo z lekką pomocą technika ) – nie wiem,jak to robi ale…tak mam i…mam sąsiada w domu. Co do meritum: 1/w poprzednich latach -tak 2,3 temu- pokazywano mi najniższą cenę biletu ale kiedy chciałam zarezerwować dla 2ch osób – automatycznie,konsekwentnie i bez pytania mnie o zgodę wystawiał cenę „oryginalną”… Czytaj więcej »

michal
Gość
michal

Miałem podobnie z ryanairem na lot do Grecji. Nie tak drastyczna podwyżka jak u Czytelnika, tylko około stówki wyżej.

Nie pomogło wyszukiwanie z serwera vps z IP ze stanów, być może mają wprost ustawione podwyżki przy wzmożonym wyszukiwaniu przez użytkowników.

Teraz 3 razy się zastanowię zanim poszukam czegoś ponownie o tych samych parametrach 😉

Ppp
Gość
Ppp

Też coś takiego zauważyłem na stronie OeBB.
Jeśli ktoś się nie chce lub nie może bawić w zmiany sieci, urządzeń itp – najprościej będzie usuwać „ciastka” z przeglądarki po każdym szukaniu. Nie zawsze pomaga, ale metoda jest bardzo prosta.
Poza tym, przy szukaniu kilka tygodni wcześniej, można podawać datę 2-3 dni wcześniejsza lub późniejszą od faktycznie planowanej – ceny będą prawdopodobnie zbliżone, a nie będzie „sztucznego tłoku” w dniu naszej podróży.
Pozdrawiam.

Anna
Gość
Anna

Brawo,bardzo proste ,sama tak miałam !

Piotr
Gość
Piotr

Ja z kolei zauważyłem tendencję do obniżania cen w porównywarkach – link z takiego miejsca prowadzi do ceny X. Natomiast bezpośrednie wejście na stronę sprzedawcy pokazuje cenę X + 5%.

Anna
Gość
Anna

A która do zapłaty?Strzelam:+5%

Samozl0
Gość
Samozl0

pytanie, czy sprawdził Pan cenę po zakupie biletu u sąsiada? To co Pan pisze jest bardzo prawdopodobne, ale warto by ponownie sprawdzic ceny, aby sie upewnic, ze zmiennosc cen nie byla chwilowa? A moze dziala to jeszcze inaczej. Kazde wejscie do systemu, powoduje czasowa blokade. Jezeli wiec wchodzi Pan 10x i robi 10 blokad, to chcąc nie chcąc sam generuje Pan sztuczny popyt zajmując limit tanszych biletow. Po jego wyczerpaniu, zostaja juz Panu tylko drozsze bilety, ale niestety nie da sie tego stwierdzic. nie robiac odpowiednich testow. Nastepnym razem po powrocie od sasiada, prosze tez sie upewnic, czy blety na… Czytaj więcej »

marek
Gość
marek

To ja jeszcze polecę: 1. Strona internetowa jest w stanie rozpoznać niektóre z ustawień Twojej przeglądarki. Jeśli na dodatek są to ustawienia przez Ciebie spersonalizowane, to można z dużym prawdopodobieństwem połączyć ze sobą dwie wizyty nawet jeśli używasz trybu incognito. Rozwiązanie: używaj na zmianę minimum dwóch różnych przeglądarek (np. Firefox i Chrome) 2. Żeby nie chodzić do sąsiada pożyczyć wifi… Rozwiązanie: włącz w telefonie funkcję „mobilny hotspot”. W ten sposób podłączysz do komputera internet mobilny. 3. Jeśli nie czujesz presji czasu, nie nabijaj zbędnych wyświetleń wymarzonej przez Ciebie rezerwacji. Jeśli cena wzrosła i żaden trick na to nie pomaga… Rozwiązanie:… Czytaj więcej »

Andrzej
Gość
Andrzej

Panie Macieju nie potrzebnie doszukuje się Pan wyrachowania. Wytłumaczenie jest bardzo proste. Serwer utrzymuje sesję przez jakiś czas, najczęściej godzinę, po to aby móc dopełnić rezerwacji w tej samej cenie. Czy Pan kupi czy nie serwis musi zarezerwować tymczasowo konkretne miejsce. Wtedy wchodząc inną sesją naturalnie dostaje Pan kolejne miejsce czasami droższe. Wystarczy poczekać a stara sesja wygaśnie.

anonymous
Gość
anonymous

Witam.
Należy odpowiadać tym samym ale w drugą stronę.
Przykładowo chcemy internet z popularnej kablówki o trzyliterowej nazwie a na stronie jakaś cena. Następnie wypełniamy zamówienie podając adres jakiegoś blokowiska w Płocku. I nagle cud tuska: w tej samej cenie internet 2x szybszy. Gdy oddzwania konsultant i potwierdza dane to podajemy adres już właściwy. Gdy konsultant twierdzi że cena będzie wyższa to upieramy się do skutku że taka cenę nam wyświetliło a usługę można w każdej chwili przenieść. Gdy już mamy potwierdzony termin instalacji dzwonimy do lokalnego „opiekuna budynku”, przedstawiamy mu to co uzyskaliśmy i żądamy zaproponowania czegoś szybciej i/lub taniej.
Pozdrawiam.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany