Jak pamiętacie, na początku sierpnia prezydent Andrzej Duda ogłosił swój pomysł na rozwiązanie sporu banków z frankowiczami. Tym sposobem ma być obowiązkowa zrzutka banków do specjalnego funduszu, z którego bankowcy mają finansować przewalutowania kredytów. Jeśli jakiś bank sobie nie będzie radził, jego pieniądze przejmą konkurenci. Ten mechanizm ma zachęcić bankowców, by „chciało im się chcieć”.

W zarysie pomysł szlachetny i mający potencjał, by doprowadzić do dobrowolnego podziału nadmiernych kosztów wynikających z „frankowości” kredytów pomiędzy ich posiadaczy, a banki (czyli ich „wciskaczy” :-)). Sęk w tym, że wartość funduszu – 3,2 mld zł rocznie – nie pozostawia złudzeń, że dla wszystkich nie starczy. Tuż po złożeniu w Sejmie projektu ustawy spróbowałem oszacować jaka część klientów może liczyć na ugodę powiązaną z umorzeniem części zobowiązań. Wyszło mi, że mówimy o 10% klientów.

Tu więcej: o moich szacunkach dotyczących zakresu działania prezydenckiej ustawy. Komu pomoże prezydent?

A tutaj o tym, że… dobrych ofert przewalutowania franków nie będzie. Bo banki czekają na… zalecenia KNF. 

PKO BP zaproponuje frankowiczom przewalutowanie. Ale nie wszystkim. Którym?

Dzisiaj Gienek Twaróg z „Pulsu Biznesu” zasygnalizował – opierając się na nieoficjalnych informacjach – że w banku PKO BP, trwają finalne prace nad propozycją przewalutowania kredytów frankowych. I że zostanie ona wystawiona oficjalnie w ciągu kilku tygodni. PKO BP prawdopodobnie nie będzie więc czekał na uchwalenie ustawy. Najwyraźniej prezes Zbigniew Jagiełło ma ambicje, by być jednym z ośrodków kształtujących standardy w tej dziedzinie. Drugim będzie zapewne Komisja Nadzoru Finansowego, przygotowująca wytyczne dla banków.

Warto więc zapoznać się bliżej z tym co przygotowuje PKO BP, bo może to być de facto zajawka wyglądu całej akcji. Według przecieków propozycja przewalutowania kredytów powiązana z umorzeniem części długu zostanie skierowana do klientów, których rata stanowi co najmniej 65% dochodów. W banku szacują, że może to dotyczyć ok. 10% wszystkich klientów. To bardzo zbieżne z moimi szacunkami sprzed kilku tygodni.

Jak sprawdzić kto jest „potrzebujący”? Będzie kontrola?

Nie bardzo wiadomo w jaki sposób bank zamierza liczyć dochody klientów, bo przecież nie o każdym ma aktualne informacje (nawet jeśli kredytobiorca ma w PKO BP główny ROR, na który wpływa pensja, to nie ma pewności, że nie ma innych dochodów, które wpływają do innych banków). Można się posługiwać wskaźnikiem DtI (rata do dochodu) biorąc dochód z momentu zaciągnięcia kredytu. Ale to głupie, bo od tego czasu minęło najmarniej osiem lat i sytuacja każdego klienta się zmieniła.

Jest też trzecia opcja: poprosić wszystkich klientów o coś w rodzaju „oświadczeń majątkowych” (bank – jak każdy inny udzielający kredytów długoterminowych – zagwarantował sobie w umowie możliwość okresowego uzyskiwania oświadczeń o dochodach). To jedyny pomysł na obiektywne sprawdzenie który klient jest w trudnej sytuacji. Ale nietrudno się domyśleć jak klienci zareagują na żądanie banku, by dostarczyli aktualne zaświadczenia o dochodach…

Czytaj też: Jak wykorzystać taniego franka? Sześć pomysłów

Dylematy klientów. Bank im „pomoże” w decyzji?

Załóżmy, że bank jakimś cudem wyhaczy klientów będących w najtrudniejszej sytuacji. Co dalej? Zaproponuje im takie przewalutowanie kredytu, by ich rata nie wzrosła. Ze względu na różnicę w poziomie stóp procentowych będzie to oznaczało konieczność umorzenia 20-30% długu tych klientów. I de facto oznaczałoby podział tego co klient stracił na różnicach kursowych od momentu zaciągnięcia kredytu do dziś.

Czy klienci się zgodzą? I czy – jeśli się zgodzą – dobrze zrobią? Dylemat będzie niewąski: przewalutowanie oznacza utrzymanie tej samej raty kredytu i umorzenie kawałka długu, ale oznacza też: a) ryzyko, że raty w przyszłości wzrosną (gdy w górę pójdą stopy procentowe w Polsce), b) ryzyko, że klient straci opcję skorzystania z ewentualnego korzystnego orzecznictwa Sądu Najwyższego (gdyby takie kiedyś się pojawiło), c) ryzyko, że klient straci korzyści wynikające z ewentualnej dalszej obniżki kursu franka szwajcarskiego (o ile taka obniżka nastąpi).

To biurokratyczne podejście do sprawy franka

Niestety – i nieoficjalne wieści dotyczące przyszłej propozycji PKO to potwierdzają – model proponowany przez prezydenta będzie motywował banki do jednorazowego przewalutowania w całości pewnej – z konieczności niewielkiej – puli kredytów. Tymczasem z punktu widzenia długoterminowego interesu klientów (przy założeniu, że nie wiemy jak będą wyglądały kursy walut w przyszłości) lepszym rozwiązaniem byłoby przewalutowywanie kredytów po kawałku. Wówczas można byłoby obdzielić tą korzyścią większą liczbę klientów.

Jednak forma „przetargu”, w którym pieniądze z funduszu restrukturyzacyjnego, nie wykorzystane przez jeden bank, biegną do jego konkurentów sprawia, że banki nie są zainteresowane podejmowaniem rozmów ze wszystkimi klientami. Bardziej opłaca się im wybrać tych najbardziej „potrzebujących” i zasugerować im, że byłoby dla nich lepiej, gdyby przyjęli propozycję „bo jak nie…”.

Z punktu widzenia banku kwota jest kwota. Wartość portfela kredytów ma spaść o X, więc spadnie o X. A czy będzie to wynikało z operacji przeprowadzonych na dziesiątkach tysięcy, czy tylko na tysiącach kredytów – to bez znaczenia. To jest mój główny zarzut do propozycji prezydenta. Chcąc zamknąć sprawę obietnicy wyborczej popycha banki do składania klientom propozycji zwiększających ryzyko, że w przyszłości znów poczują się oszukani.

Czytaj też: Cztery pomysły na kompromis banków z frankowiczami. Który z nich nam zaproponują?

Czytaj też: Jaki wariant ugody z bankami byliby skłonni zaakceptować frankowicze? Mój sondaż

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany