Bardzo groźnie dla najbardziej radykalnie nastawionych frankowiczów wyglądają ostatnie wypowiedzi prezesa NBP Adama Glapińskiego. Ogłosił on kilka dni temu, że ustawa o dobrowolnym przewalutowaniu kredytów frankowych – szykowana przez prezydenta Andrzeja Dudę – powinna „zamknąć sprawę” frankowiczów. Bankowi prawnicy liczą też na utrzymanie korzystnej dla nich linii orzecznictwa w sądach. Te dwie okoliczności łącznie mogą zwiastować trudne kompromisy dla tych frankowiczów, którzy mają nadzieję na to, że banki zapłacą za franki.

W kancelarii prezydenta powstaje kolejny projekt rozwiązania sporu frankowiczów z bankami. Co prawda kurs franka szwajcarskiego spadł już w okolice 3,80 zł, zaś raty kredytów są znośniejsze dzięki ujemnym stopom procentowym w Szwajcarii i obniżeniu przez banki spreadów walutowych, ale część frankowiczów wciąż liczy na to, że banki wezmą na siebie negatywne różnice kursowe, które spowodowały „spuchnięcie” kredytów.

Czytaj: Kiedy frank spadnie do 3 zł a może i niżej? Tylko cztery warunki

Prezydent w kampanii wyborczej obiecywał bezwarunkowe przewalutowanie kredytów po kursie z dnia ich zaciągnięcia, ale już po kilku miesiącach od zwycięstwa w wyborach się z tego wycofał. Najpierw próbował zastąpić przewalutowanie po kursie startowym ustawą „o kursie sprawiedliwym”, która pozwalałaby podzielić straty kursowe między frankowiczów i banki. Projekt został powszechnie skrytykowany za błędy i niesprawiedliwości w nim zawarte. Potem prezydent przygotował ustawę o zwrocie spreadów walutowych, ale i ona wzbudziła kontrowersje i ugrzęzła w Sejmie.

Nie ma co liczyć na hojną ofertę frankowych ugód

Najnowszym – i chyba ostatnim – pomysłem ma być ustawa, która skłoni banki do dobrowolnego dogadywania się z klientami i oferowania im przewalutowania kredytów po kursie gdzieś pomiędzy obecnym a tym z dnia udzielenia kredytu. Projekt nie jest jeszcze gotowy, ale wiadomo, że ma się opierać na bankowej zrzutce do specjalnego subfunduszu, który zostałby powołany przez Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, działającym od zeszłego roku i udzielającym klientom w tarapatach zwrotnych (choć nisko oprocentowanych) pożyczek.

Na subfundusz banki zrzuciłyby się składkami proporcjonalnymi do wartości ich portfeli kredytów walutowych (miałaby wynosić ok. 0,5% wartości tych portfeli) i w ramach tych pieniędzy banki miałyby przygotować ofertę przewalutowania kredytów po preferencyjnym kursie. Jeśli jakiś bank w ciągu sześciu miesięcy nie wykorzystałby „swojej” puli pieniędzy, trafiłyby one do wspólnego worka, z którego mogłyby korzystać wszystkie banki (czyli de facto oferować przewalutowanie kredytów po preferencyjnym kursie na koszt swoich konkurentów).

Czytaj: Problem franków rozwiązuje się sam, a banki znów pożyczają z fantazją. Będą kłopoty? 

Skuteczność ustawy zależy nie tylko od wielkości subfunduszu i skłonności banków do wzięcia, ale i od tego czy będą nim zainteresowani sami frankowicze. Ich wola zaakceptowania kompromisu zależy od tego jakie będą mieli szanse w sądach. Banki – nawet w ramach ustawy przygotowywanej przez prezydenta – nie będą zbyt odważnie proponowały klientom przewalutowania.

„Zapowiadane są szczegółowe rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego w tej sprawie i sądzę, że banki będą się ich bardzo ściśle trzymały. Potrzeba ostrożności, bo wszyscy, którzy namawiają do przewalutowania kredytów będą po wzroście stóp procentowych w Polsce odsądzani od czci i wiary. A banki będą oskarżane o to, że wykreowały klientom nowy problem, że znów oszukały i że namawiały do niekorzystnej transakcji

– mówił mi kilka dni temu wiceprezes Związku Banków Polskich Jerzy Bańka. Wszystko więc zmierza ku temu, że propozycje przewalutowania kredytów, nawet jeśli się pojawią – wymuszone szykowaną przez prezydenta ustawą – będą bardzo ograniczone. Niezadowolonym klientom zawsze jednak pozostanie droga sądowa, czyli dowodzenie, że banki wpisały do umów niewiążące klientów warunki (np. nieprecyzyjnie określiły spread walutowy) i z tego powodu umowa musi być unieważniona lub odwalutowana. Kilka takich wyroków zapadło, ale orzecznictwo Sądu Najwyższego – ostatnie kompleksowe rozstrzygnięcia zapadły jeszcze w 2015 r. – nadal nie wskazuje frankowiczom prostej drogi do odzyskania pieniędzy.

W bankach radość po ostatnim wyroku frankowym. „Klient przegrał, umowa bez zmian”

Choć każdy korzystny dla frankowiczów wyrok jest nagłaśniany przez ich stowarzyszenia, bankowcy twierdzą, że to wciąż oni wygrywają więcej spraw zakończonych prawomocnymi wyrokami. Bank Millennium niedawno informował, że do tej pory nie przegrał prawomocnie żadnego procesu o indeksację lub waloryzację kredytu walutowego. Biuro prasowe mBanku poinformowało nas, że z dotychczas zakończonych prawomocnymi wyrokami spraw na tle klauzul waloryzacyjnych korzystnie dla banku zakończyło się 75% (prawdopodobnie mówimy o kilkunastu wyrokach, ale tej liczby nie udało nam się oficjalnie potwierdzić).

Bankowi prawnicy są szczególnie zadowoleni z jednego z ostatnich wyroków, który zapadł zaledwie kilka tygodni temu. Sąd stwierdził, że klient mBanku co prawda ma w umowie nieprecyzyjną klauzulę, ale nie powoduje ona nieważności umowy, ani nie oznacza, by umowy nie dało się wykonać. Sąd oddalił w całości roszczenia klienta, jednak nie powiedział – bo nie musiał – po jakim kursie bank ma klientowi liczyć raty.

Środowiska frankowiczów uważają, że ten wyrok – choć niekorzystny dla klienta – ma dobre strony, bo jeśli klient zwróci się do banku o pokwitowanie, na którym bank będzie musiał opisać saldo kredytu, to w oparciu o niewiążącą klienta klauzulę wystawienie takiego zaświadczenia będzie niemożliwe. A więc klient będzie mógł przestać spłacać raty, zaś bank nie będzie mógł nic mu zrobić.

Frankowicz przegrał z mBankiem proces w sądzie, ale… nie będzie musiał płacić rat? Zaskakujące rozwiązanie

Prawnicy reprezentujący mBank w tej sprawie, nie zgadzają się z tą hipotezą. Dlaczego? Ich zdaniem strony wiąże tylko sentencja wyroku. Uzasadnienie – na razie jeszcze nie jest gotowe – będzie mówiło o motywach, jakimi kierował się sąd, ale nie jest częścią sentencji wyroku. Klient żądał zwrotu nadpłaty, a sąd te roszczenia w całości oddalił. A więc umowa pozostaje bez zmian.

Wielka bitwa o prejudykat. Bankowcy odbiją szaniec frankowiczów?

Kolejnym polem zażartej bitwy między prawnikami obu stron będzie abuzywność i stosowanie prejudykatu. Prawnicy banków – wiem, bo miałem niedawno gorącą dyskusję z prawnikami z jednej z kancelarii występujących po stronie mBanku w sporach z konsumentami – będą przekonywać w sądach, że nie ma podstaw do stwierdzania przez sądy automatycznie abuzywności klauzuli waloryzacyjnej na zasadzie prejudykatu. A takie właśnie spojrzenie niektórych sądów to ważna „zdobycz” prawników reprezentujących konsumentów w sądach.

Bywa, że sędziowie – na mocy orzeczeń Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – uznają, że nie ma sensu sprawdzać abuzywności danej klauzuli, tylko wystarczy sprawdzić czy identyczna klauzula już została uznana za abuzywną przez Sąd Ochrony Konkurencji w innej umowie z innym klientem. Nie ma znaczenia, że chodzi o inną umowę – skoro zbiorowe interesy konsumentów są złamane klauzulą o takiej treści, to „w automacie” wykreśla się ją ze wszystkich umów.

Frankowy przewrót kopernikański? Sąd powiedział, że ten kredyt to nie kredyt

Takie spojrzenie oznacza, że sąd może przejść od razu do określania wysokości szkody klienta, nie wchodząc w sprawdzanie czy klauzula rzeczywiście nie wiąże klienta. Prawnicy mBanku uważają, że prejudykat nie wchodzi w grę jeśli przeczytać art. 385 Kodeksu cywilnego ze znaczkiem 2. Mówi on, że „oceny zgodności postanowienia umowy z dobrymi obyczajami dokonuje się według stanu z chwili zawarcia umowy, biorąc pod uwagę jej treść, okoliczności zawarcia oraz uwzględniając umowy pozostające w związku z umową obejmującą postanowienie będące przedmiotem oceny”.

„Oceniając indywidualną umowę trzeba zawsze zbadać okoliczności zawarcia tej umowy i przesłankę rażącego naruszenia interesów klienta. To, że jakaś klauzula narusza – jak stwierdza Sąd Ochony Konkurencji i Konsumentów – interesy konsumentów nie oznacza, że w danej umowie bank naruszył rażąco interesy konkuretnego klienta. Sąd może wziąć pod uwagę okoliczności zawarcia umowy, np. to, że klientowi proponowano w pierwszej kolejności kredyt złotowy. Sąd Okręgowy w Łodzi w ostatnim czasie w kilku prawomocnych wyrokach (np. III Ca1395/16,III Ca1588/16) orzekł, iż kredytobiorca powinien udowodnić, że jego interes został naruszony w stopniu rażącym, bo nawet jeśli SOKiK badał sporną klauzulę pod kątem abuzywności, to siłą rzeczy nie mógł zbadać czy i w jakim stopniu – czy rażąco? – ta klauzula narusza interes konsumenta

– przedstawiał mi niedawno bankową wizję świata mec. Krzysztof Gajewski z kancelarii WMG. Czy ma rację? W grudniu 2016 r. zapadło ciekawe orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sygnatura C-119/15). Firma turystyczna z Polski stosowała „lewe” zapisy w umowach i UOKiK ukarał je karą finansową. Firma się odwołała, bo doszła do wniosku, że „jej” klauzula nie jest wpisana do rejestru klauzul abuzywnych. Owszem, jest wpisana identyczna, ale… wzięta z umowy innej firmy.

Polski sąd, rozpatrując odwołanie firmy turystycznej, zapytała unijny Trybunał: jak to jest z tą rozszerzoną prawomocnością? Czy jeśli jakiś zapis jest już wpisany do rejestru zakazanych klauzul, to można za to ścigać inną firmę, która stosowała zapis identyczny? Odpowiedź unijnego Trybunału Sprawiedliwości jest następująca:

„Nie ma przeszkód, by stosowanie postanowień wzorców umów o treści tożsamej z treścią postanowień uznanych za niedozwolone i wpisanych do krajowego rejestru postanowień niedozwolonych mogło zostać uznane w stosunku do innego przedsiębiorcy”, ale… „pod warunkiem, że przedsiębiorcy temu przysługuje skuteczny środek prawny zarówno przeciwko decyzji uznającej tożsamość porównywanych postanowień (…) jak i przeciwko decyzji ustalającej w danym wypadku kwotę kary”

A więc ten, kto został oskarżony o stosowanie klauzuli podobnej do zakwestionowanej musi mieć możliwość odwołania się od „rozszerzonej prawomocności” i do niezależnego, obiektywnego sprawdzenia czy rzeczywiście powinien być spalony na tym samym stosie, co firma, której zapis z umów został wpisany do rejestru zakazanych klauzul.

Banki wytrącą frankowiczom ostatni oręż?

Od tego w jakim kierunku potoczą się sprawy w sądach pośrednio zależy też skłonność licznych rzesz kredytobiorców do akceptowania ugód przedstawianych przez banki, które zapewne będą dalekie od ich oczekiwań. Nic więc dziwnego, że bankowcy tak trzymają kciuki za korzystny dla nich przebieg wydarzeń w sądach. Kluczowe może być zwłaszcza podejście sędziów do prejudykatu, bo bankowym prawnikom znacznie łatwiej „zasadzić się” na klienta na polu sprawdzania czy jego interes został naruszony i w jakim stopniu (czy „rażąco”), niż sprawdzać co sąd zrobi po uznaniu, że klauzula spreadowa nie wiąże konsumenta, bo narusza zbiorowe interesy konsumentów en bloc.

Jaki wariant ugody z bankami mogliby zaakceptować frankowicze? Mój sondaż

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany