Jeśli zastanawiacie się nad strukturalnym nic-nie-robieniem i nad sposobami sfinansowania tego błogosławionego stanu, to musicie pozazdrościć tej pani. Niejaka Mavis Wanczyk, 53-latka z Massachusetts, wygrała w loterii Powerball – amerykańskim odpowiedniku naszego Lotto – największą w historii nagrodę, 758,7 mln dolarów. Po dzisiejszym kursie „zielonego” jest to równowartość 2,7 mld zł. Bywały w Powerball większe pule (rekordowa wynosiła 1,6 mld dolarów), ale nigdy nie padła większa „jednoosobowa” wygrana.

W Polsce ludzie wygrywający rekordowe pieniądze w Lotto – a największe wygrane wynosiły 35-36 mln zł – za wszelką cenę chcą pozostać anonimowi, ale w USA jest inaczej. Tam nikt nie wstydzi się, że ma w życiu megafuksa. Zorganizowano więc konferencję prasową, dzięki której wiemy kto wygrał (uroczyście wręczono czek), wiemy też, że pani Wanczyk właśnie straciła pracę w szpitalu, że o wygranej dowiedziała się od znajomego, który sprawdził jej kupon, że do pracy nie zamierza już wrócić (dziwne…) i że rekordową wygraną zamierza świętować poprzez „zakopanie się w łóżku”.

Czytaj też: Czy opłaca się grać w Lotto? I co zrobić z pieniędzmi po wygranej?

Czytaj też: Wygrała milion w brytyjskim Lotto i jest nieszczęśliwa. Chce wytoczyć loterii proces

Na pocieszenie napiszę Wam, że pani Wanczyk nie dostanie do ręki całych 758 mln dolarów. W loteriach na Zachodzie jest bowiem tak, że masz dwie opcje zassania wygranej. Można wziąć całość pieniędzy, lecz nie od razu tylko w ratach wypłacanych mniej więcej do końca życia delikwenta (pani Wanczyk mogłaby mieć wypłaty przez kolejne 30 lat), albo wszystko naraz, ale wtedy nagroda spada do 480 mln „zielonych”. Podobno mimo sporej różnicy wszyscy zwycięzcy wybierają wypłatę jednorazową.

Pani Wanczyk będzie też musiała zapłacić podatek federalny, który zredukuje jej wygraną o kolejne 25%, czyli o drobne 120 mln dolarów, zaś potem do gry wejdzie stan Massachusetts, który pobiera podatek stanowy w wysokości 5%. Oznacza to, że pani Wanczyk będzie musiała się zadowolić kwotą jakichś 330 mln dolarów, choć formalnie pozowała na konferencji prasowej z czekiem na 758 mln „zielonych”.

Oczywiście, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, więc pani Wanczyk też nie powinna narzekać, bo nawet 330 mln dolarów to całkiem przyzwoita równowartość 1,2 mld zł. Gdyby szczęśliwa zwyciężczyni Powerball miała fanaberię pojawić się z tymi pieniędzmi w Polsce, to z pewnością rządziłaby na osiedlu (i to niejednym, bo najdroższe w Polsce mieszkanie – 330-metrowy apartament tuż przy warszawskich Łazienkach – poszło za nędzne 11 mln zł).

Gdyby porównać 330 mln dolarów wygranych w loterii z pensją najdroższego obecnie piłkarza świata – niejakiego Neymara – to nie ma szału. Wspomniany wyżej piłkarz będzie w stanie zarobić tyle w ciągu kilku kolejnych grania w nogę dla PSG. Podpisał ostatnio pięcioletni kontrakt gwarantujący mu 150 mln euro, nie licząc tego co zarobi na reklamach. Cristiano Ronaldo w zeszłym roku wycisnął z kopania i reklamowania 93 mln „zielonych”, więc wygrana w Powerball to dla niego jakieś cztery lata pracy (uwzględniając podatki). Roger Federer – zarobił przez rok 65 mln dolarów.

Czytaj też: Lista najlepiej zarabiających sportowców na świecie w 2017 r. 

Czytaj też: Transfer Neymara czyli poznajcie gościa, który będzie zarabiał pół miliona złotych. Dziennie

Pani Wanczyk ma 53 lata i przy zalożeniu, że kiedyś jednak wyjdzie z łóżka i zacznie te pieniądze wydawać, będzie mogła prowadzić swoje działania z dość dużym rozmachem. Przyjmując, że przed nią jest jeszcze 30 lat życia i że 50 mln dolarów ze zwycięskiej puli od razu przeznaczy na zakup jakiegoś przytulnego gniazdka z dużym ogrodem i pięcioma sypialniami, rocznie jej „możliwości wydatkowe” przeba szacować na 9 mln „zielonych”. Oznacza to, że zwyciężczyni Powerball do końca życia będzie mogła miesięcznie wydawać równowartość 2,9 mln zł. Co by nie mówić – to prawie 100.000 zł dziennie.

Czytaj też: Jak mieć przynajmniej 2.000 zł ekstra do końca życia? Tu recepta

Czytaj też: Jeśli nie masz tyle szczęścia co Mavis, to lepiej się zabezpiecz przed pechem w życiu

Czytaj też: Polacy, czyli hazardziści i wielbiciele rulety

Wróćmy jednak na chwilę do „strefy dolara”. Takie 9 mln dolarów rocznie oznacza, że pani Wanczyk nie tylko może sobie strzelić chałupkę za 50 mln dolarów, ale też przez jedną czwartą każdego roku spędzać życie w jednym z najbardziej luksusowych apartamentów hotelowych świata. Noc w najdroższym apartamencie w najdroższym hotelu świata – The Mark w Nowym Jorku – kosztuje mniej więcej 75.000 dolarów.

W tej cenie jest 1100 m2 powierzchni do spacerowania na dwóch piętrach, pięć sypialni, sześć łazienek, oranżeria i 200-metrowy taras z widokiem na Central Park. Szef kuchni ma trzy “gwiazdki Michelin”. Kto woli widoki mniej miejskie, a bardziej egzotyczne, może wybrać się na Fidżi, gdzie znajduje się Delana Hilltop Estate – rezydencja na wzgórzu wśród egzotycznych palm i gajów kokosowych. Widok na Ocean Spokojny, plaża, podświetlany basen, osobisty kucharz, kierowca i opiekunka do dzieci. Cena za dobę to jakieś 55.000 dolarów.

Nasza bohaterka ma też tę satysfakcję, że po wygranej w loterii awansuje z szarej myszki na członkinię elitarnego klubu 15.000 najzamożniejszych ludzi na świecie. Tak, tak, tylko tych -naście tysięcy osób na globie zgromadziło taki lub większy majątek. Szanse na wygraną w Powerball (skreśla się sześć liczb, jak w Lotto) nie są, oględnie pisząc, zbyt duże. To podobno jedna szansa na… 292 miliony. Większe jest prawdopodobieństwo, że spadnie ci na głowę asteroida (1:700.000) lub też, że trafi cię piorun podczas pływania w jeziorze (1:183.000.000). W Lotto jest jednak łatwiej 😉

Czytaj też: Superbogacze. Jeden na 30.000 obywateli świata ma więcej, niż Lewandowski zarabia. A 1% z nich…

 

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany