Prawdopodobieństwo wygranej w Lotto nie jest, delikatnie pisząc, największe: wynosi 1:13.983.816. Jeden do prawie czternastu milionów. To oznacza, że znacznie łatwiej jest np. zginąć w katastrofie lotniczej, niż wygrać główną nagrodę w Lotto. Bo jeśli rocznie linie lotnicze na świecie wykonują 28 milionów lotów rejsowych i przewożą ok. 2,1 miliarda pasażerów,, a rocznie w katastrofach lotniczych ginie średnio 1300-1500 osób, to statystyczne prawdopodobieństwo śmierci w katastrofie lotniczej wynosi jakieś 1:1.500.000. Słownie: jeden do półtora miliona, licząc to prawdopodobieństwo w skali jednego roku.
Wychodzi z nich, że jeśli raz w roku zagram w Lotto (to „duże” Lotto, w którym skreśla się sześć cyfr z 49) i raz w roku wsiądę do samolotu, to mam dziesięć razy większą szansę, że mój samolot spadnie, niż to, że trafię „szóstkę” w kolekturze. A transport lotniczy jest przecież relatywnie najbezpieczniejszym, więc aż strach liczyć dalej. Kiedyś oszacowałem, że prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym jest jakoś 50-60 razy większe, niż prawdopodobieństwo wygranej w Lotto. Poniekąd jest to argument na rzecz grania, bo skoro jakoś wszyscy jeżdżą samochodami… 😉
- Prosty portfel inwestycji z pięciu polskich ETF-ów? To już możliwe. Nie trzeba się ruszać z polskiej giełdy, żeby inwestować globalnie [POWERED BY PZU]
- Kilkanaście kliknięć od zaplanowania przyszłości finansowej. Automatyczne inwestowanie: jak zrobić to w pięć minut (albo nawet szybciej)? Przewodnik
- Zupełnie nowy rachunek z kartą w nowym banku: ile minut zajmie ci jego otwarcie? Sprawdziłem. Nie masz prawa narzekać na swój bank
DO WYGRANIA NIE TAK DUŻO. MOŻESZ TYLE… ZAROBIĆ
Być może nie ma się co podniecać, tylko czas zabrać się do roboty i powalczyć o miliony bez powoływania się na łut szczęścia. Ciężko pracując, mając talent, dobrych ludzi wokół siebie i odrobinę szczęścia tyle kasy można rocznie… wyciągać z pensji. Wśród Polaków takim szczęśliwcem, który nie musi grać w Lotto, bo „wielką kumulację” widzi na co dzień na swoim pasku płacowym, jest Robert Lewandowski. Jego roczna pensja w Bayernie Monachium wynosi ok. 15 mln euro. Jest pan Robert najlepiej opłacanym pracownikiem najemnym z polskim paszportem (Marcin Gortat w NBA „wyciągał” w zeszłym roku nędzne 12 mln dol. rocznie). Jak by nie liczyć, do „ustrzelenia” w Lotto – nawet przy największej kumulacji – jest tylko… roczna pensja „Lewego”. Naprawdę jest się czym ekscytować?
JEŚLI WYGRASZ. CO ZROBIĆ Z KASĄ?
Niezależnie od tego ile wygracie, możecie od razu przyjść z tym problemem do mnie, bo mam już gotowy plan. W skrócie: część pieniędzy powinna wylądować w bankach, żeby zapewnić godziwe życie (np. 10 mln zł ulokowane na 2,5% da spokojne 20.000 zł miesięcznie z wypłacanych odsetek). Być może to nie powinny być tylko polskie banki, ale też np. szwajcarskie. Część pieniędzy trzeba więc ulokować w zagranicznych walutach: euro i dolarze, bo nigdy nie wiemy która z walut najlepiej będzie utrzymywać wartość.
Ale banki nie są przecież stuprocentowo bezpieczne dla dużych deponentów (gwarancje państwowe dotyczą tylko kwot poniżej równowartości 100.000 euro), a poza tym pieniądz w banku jest narażony na inflację i dewaluację. Nie zawadzi więc mieć też solidny udział złota jako „waluty”, której wartość nigdy nie spadnie do zera, czego nie można wykluczyć w przypadku papierowych banknotów (stawiałbym koniecznie na złoto fizyczne, w sztabkach, przechowywane w Szwajcarii lub Austrii, być może dorzuciłbym też inne metale szlachetne). Oczywiście część kasy powinna pójść w nieruchomości, z których preferuję mieszkania na wynajem, a także w ziemię (ale nie w Polsce, bo jest zakaz).
No i do tego dorzuciłbym inwestycje na rynkach kapitałowych: spółki dywidendowe w Polsce i za granicą, najbardziej renomowane fundusze inwestycyjne. Wybierałbym te inwestycje, które dają szansę na zarabianie na starzeniu się społeczeństw i na nowoczesnych technologiach… A milion-dwa przeznaczyłbym na wspieranie początkujących firm, które mają pomysły na ułatwianie konsumentom życia. Taka inwestycja, zrobiona z głową, może wielokrotnie pomnożyć kapitał.
Aha, zamiast ulokować pieniądze w banku i wieść żywot rentiera można też kupić sobie… prywatną wyspę razem z rezydencją – koszt to kilka milionów euro – i tam sobie mieszkać, nie zawracając sobie głowy bankami, odsetkami i zakupami. Bo na takiej prywatnej wyspie przecież wszystko, co potrzeba do życia – jedzenie, dobra pogoda, cisza i spokój – już jest. Ewentualnie można zamienić całą wygraną na np. 300 kg złota 😉
SPRAWIEDLIWOŚĆ SPOŁECZNA, CZYLI ILU POWINNO WYGRAĆ?
A gdyby spojrzeć na Lotto bardziej demokratycznie? Po co jedna osoba ma wygrywać kwotę, która daje 100.000 zł miesięcznych odsetek, skoro można byłoby np. 60-milionową wygraną podzielić sprawiedliwie pomiędzy wielu, z których każdy mógłby do końca swoich dni żyć godnie z odsetek? Załóżmy, że do takiego godnego życia wystarczą nam niecałe trzy średnie krajowe, czyli 10.000 zł miesięcznie. Aby – przy obecnym oprocentowaniu pieniędzy w banku na poziomie 2% w skali roku – zgarniać takie odsetki, trzeba by mieć na lokacie 6 mln zł.
To oznacza, że najbardziej „ekonomicznie” dałoby się obdzielić wygraną w Lotto mniej więcej 10 szczęśliwców, z których każdy mógłby do końca życia nie pracować i móc sobie pozwolić na większość „zwykłych” przyjemności zamożnego obywatela. Biorąc pod uwagę podatek Belki (19% odsetek) oraz podatek od wygranej (10% odciągane jeszcze przed wypłatą nagrody), kwota wygranej na jednego rentiera musiałaby wynosić jakieś 7,3 mln zł, co oznacza, że wielka kumulacja wystarczyłaby na „ustanowienie” ośmioro rentierów.

