22 lipca 2019

PKO BP chciał być jak Revolut, ale coś poszło nie tak. Karta wielowalutowa, lecz rozliczana jak złotowa. Bank: „bo taki mamy regulamin”

Karty wielowalutowe pozwalają zaoszczędzić sporo pieniędzy na płatnościach za granicą. Wszystko idzie gładko, jeśli płacimy taką kartą w strefie euro, USA czy Wielkiej Brytanii – czyli tam, gdzie obowiązują popularne, globalne waluty. W innych krajach karta wielowalutowa może stać się finansową pułapką, o czym przekonał się nasz czytelnik

W pewnym sensie karta wielowalutowa to hybryda karty walutowej i złotowej. Żeby nią płacić, trzeba mieć konto walutowe w banku, ale nie jest potrzebna dodatkowa karta do obsługi tego dodatkowego subkonta. Jej rolę pełni karta złotowa, którą na co dzień płacimy w polskich sklepach. Ona po prostu czasem „obsługuje” też subkonta walutowe klienta.

Karty wielowalutowe same potrafią rozpoznać, w którym kraju płacimy za zakupy i automatycznie przestawiają się na lokalną walutę. Płacąc taką kartą nie ponosimy kosztów przewalutowania – z rachunku karty ubędzie dokładnie tyle pieniędzy, na ile opiewa rachunek w sklepie.

Przeczytaj też: Nie musisz mieć karty wielowalutowej, by bez strachu płacić za granicą. Niektóre zwykłe debetówki to karty bezspreadowe. Mamy listę!

Przeczytaj też: To może być największa afera wakacyjna. Znów namierzyliśmy przymusowe przewalutowanie podczas płacenia kartą za zakupy! Mamy dowód

Jest pewna zasada, o której warto pamiętać. Otóż na rachunku walutowym musi być tyle środków, żeby wystarczyły na zapłacenie całego rachunku. Załóżmy, że do zapłaty jest 25 euro, a na koncie walutowym w euro podpiętym do karty tylko 20 euro. Wówczas cała płatność realizowana będzie z rachunku głównego karty, czyli w złotówkach. W takim przypadku narażamy się na niekorzystny przelicznik kursowy banku i ewentualnie – na prowizję za przewalutowanie.

„Nonsens dla klienta, nie dla banku”

Nie widzę powodów, żeby nie komplementować tego rozwiązania – pozwala zaoszczędzić na płatnościach za granicą i jest wygodne – wystarczy mi jedna karta w portfelu. Ale jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach.

Z reguły kartę wielowalutową można podpiąć do rachunków walutowych w euro, dolarach i funtach brytyjskich. Są jednak wyjątki. Bank PKO BP pozwala podpiąć aż 10 rachunków walutowych. Poza standardowymi walutami są jeszcze franki szwajcarskie, korony duńskie, szwedzkie, norweskie i czeskie, chorwackie kuny i węgierskie forinty.

To całkiem pokaźny walutowy wachlarz. Ale jak zadziała karta wielowalutowa, jeśli płacić nią będziemy w walucie spoza tej listy walut? W takiej sytuacji znalazł się pan Norbert, który w PKO BP ma kartę wielowalutową, do której podpiął rachunek w euro. Nasz czytelnik wybrał się do jednego z bardziej egzotycznych krajów, o ile pamiętam w Afryce Północnej.

Przeliczenia, których dokonał bank, gdy klient zaczął płacić w egzotycznym kraju, przerosły jego wyobraźnię. Najpierw organizacja płatnicza przeliczyła walutę kraju, w którym dokonano transakcji, na euro, a dopiero wtedy bank przeliczył kwotę w euro na złotówki i obciążył rachunek złotowy. Według pana Norberta, zastosowany mechanizm jest bez sensu.

„Dlaczego PKO BP nie obciąża rachunku w euro tylko rachunek złotowy, skoro po przewalutowaniu przez organizację płatniczą transakcja miała walutę euro, a ja mam w banku konto w tej właśnie walucie? W użyciu była przecież karta wielowalutowa, podpięta m.in. do tegoż eurowego rachunku?”

Mój czytelnik dodaje, że w wyniku takiej procedury musiał zapłacić około 2,5% dodatkowej prowizji od każdej transakcji – to koszt  przeliczenia z euro na złotówki przez bank, w którym klient posiada rachunek eurowy i kartę wielowalutową. Gdzie tu sens, gdzie logika?

„Nonsens dla klienta, ale nie dla PKO BP” – pisze czytelnik, który – jak podkreśla – chciał być nowoczesny, ale przy takim podejściu banku do kwestii rozliczania transakcji rozważa przesiadkę na Revoluta lub na jedną z podobnych aplikacji, przy których nie trzeba martwić się o koszty przewalutowania, bo obsługują kilkadziesiąt lub ponad 100 walut.

Czytaj też: Pół miliona ludzi w te wakacje zabiera za granicę kartę Revolut zamiast bankowej. Ale co po lecie?

Nie tylko Revolut: Testowałem konkurencyjne rozwiązania. DiPocket, Monese, Igoria, N26, Mistertango, Curve… Która usługa jest najlepsza?

Przeczytaj też: Jak finansowo „spakować się” na wyjazd za granicę? Gdzie kupić walutę? Jaką kartą zapłacić za pokój w hotelu? Dlaczego warto ustawić limity transakcji?

Przeczytaj też: Polska karta, niemiecki sklep i amerykański PayPal, czyli mieszanka wybuchowa. Klient chciał być rozsądny, a zobaczył… 150 zł prowizji!

Bank tłumaczy: „taki jest regulamin”

Ukłonem w stronę klienta w tej sytuacji powinno być rozliczenie transakcji na etapie wymiany lokalnej waluty na euro. Kolejne przewalutowanie na złotówki to przecież dodatkowe koszty. Zapytałem PKO BP, dlaczego stosuje takie procedury.

Bank wyjaśnia, że jeśli pod kartę wielowalutową zostaną podpięte rachunki walutowe  prowadzone w 10 wcześniej wymienionych walutach i będą na nich odpowiednie środki, transakcje dokonywane w walutach tych rachunków będą rozliczane bezpośrednio na nich. Inaczej jest w przypadku innych walut:

„Gdy waluty danej transakcji nie można rozliczyć przy wykorzystaniu funkcji wielowalutowej karty, jest ona rozliczana na rachunku podstawowym dla karty, którym jest ROR prowadzony w złotych. Następuje wtedy standardowe przeliczenie kwoty transakcji na złote zgodnie z zasadami określonymi w warunkach prowadzenia rachunku, do którego została wydana karta. Rozliczenia transakcji kartowych opierają się na systemowo określonych standardach – nie ma możliwości od nich odejścia i rozliczania tych transakcji w inny sposób”

– usłyszałem w biurze prasowym. Bank dodaje, że „na bieżąco prowadzi analizy funkcjonowania swoich produktów również w zakresie rozliczeń”. Nie wiem, jak mam to rozumieć. Być może w banku ktoś zauważył, że sposób rozliczania opisanej transakcji jest bez sensu i może warto coś poprawić na tym polu?

Przeczytaj też: Płaciliście za granicą kartami Alior Banku lub T-Mobile? Sprawdźcie, czy banki (wreszcie) poprawnie rozliczają transakcje!

Przeczytaj też: Drogie bilety do kina? Pani Renata znalazła na to sposób. Płaciła kartą i bilety miała gratis. Aż poczuła, że ktoś ją oszukał. Na 33 seanse

W daleką podróż z kartą bezspreadową. Albo z apką typu Revolut

Tylko kilka walut w pakiecie wielowalutowym to niewątpliwie wada tego płatniczego rozwiązania, bo chroni nas przed często wysokimi kosztami przewalutowania tylko w strefie euro i kilku innych krajach (w zależności od oferty banku). Tak to jest, gdy bank próbuje naśladować Revoluta, ale średnio mu to wychodzi. Powstaje proteza, która czasem się sprawdza, a czasem nie daje rady.

Ale i na to jest sposób – karta bezspreadowa. To również karta złotowa, którą płacimy na co dzień w Polsce, ale nie trzeba do niej podpinać rachunków walutowych. Transakcja w lokalnej walucie przeliczana jest bowiem bezpośrednio na złotówki po dość konkurencyjnych kursach organizacji płatniczych. Bezspreadowe karty debetowe oferują Bank Pekao, Bank Pocztowy i Envelo Bank, Getin Bank, mBank, BNP Paribas, zaś kredytowe – Citi Handlowy i PKO BP. Tutaj ich przegląd.

Czytaj też: Testujemy konkurentów Revoluta. Który nie-bank równie dobrze daje sobie radę?

 

25
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
19 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
EwaLaskaLokiAladynmiron Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Chrystian
Gość
Chrystian

Sądzę że od początku chodzi tylko i wyłącznie o to by jak najwięcej zdzierac z klientów bo przecież podatek bankowy,bo 500+…A bank przecież musi sie wykazywać zyskami za dany rok…

Michał
Gość
Michał

Co ma 500+ do rzeczy?

Antoni
Gość
Antoni

PKO wypłaca sowitą dywidendę do Skarbu Państwa

miron
Gość
miron

Banki to „robią dobrze” swoim udziałowcom. Klient to dla banku dojna krowa – ma płacić i nie żądać najlepiej nic w zamian. Dzisiaj to fintechy i challengery rozwiązują problemy klientów i oferują wygodne i opłacalne DLA KLIENTÓW narzędzia płatnicze. Banki to dinozaury 😛

Maciej Samcik
Admin

Ale fintechy też są po to, żeby w końcu zarobić jakieś pieniądze. I też mają udziałowców. I są nimi z reguły najbardziej agresywne fundusze inwestycyjne, których do polskich banków się nawet nie wpuszcza, żeby nie narobiły szkód

miron
Gość
miron

Ale dostrzega Pan różnicę w podejściu do klienta? Rozumiem że celem jest zarobek, ale są np. różne plany cenowe dla różnych ludzi (biedniejszych i bogatszych). Opłaty, przeliczniki, itp. też są korzystniejsze niż w bankach. Jeśli chcą zarabiać w taki sposób (na klientach premium) to ja im jeszcze przyklasnę. To jak klasa biznes i ekonomiczna w samolocie. Wydaje mi się, że jest to lepsze niż niemiłosierne krojenie przez banki za każdą „pierdołę”.

Maciej Samcik
Admin

Różnie bywa. Jak mnie ostatnio bot obsługiwał w helpdesku fintechu to nie czułem się szczególnie dopieszczony 😉
Fintechy są dobre do transakcji, ale czy trzymałbym tam duże pieniądze?

Aladyn
Gość

Uwielbiam ostatnio wpisy tutaj.. normalnie jak w TV.. „nikt nie mówił że kawa jest gorąca i jesssica się poparzyła”. KTO NORMALNY używa pokręconych produktów walutowych polskich banków? one mają tyle wykluczeń/opcji/opłat/haczyków iż niech się BUJAJĄ! No możę coś karta do przkorzystnego ratuje sprawę, nikt nie wpadł na pomysł SKOPIOWANIA mechanizmu Curve/Revolut? tylko nawalimy jak to w PL pierdyliard opłat/haczyków? Rozumiem iż zaraz będzie fintech fobia że Klient ich nie chce… to niech idzie do banku oferującego prawdziwy produkt na wakacje a nie protezę./.

Maciej Samcik
Admin

Zgadzam się z ostatnim zdaniem 😉

Loki
Gość
Loki

Warto zaznaczyć, że większość fintechów nie przynosi zysków, a „żyją” jedynie przez wsparcie finansowe udziałowców. Stąd taka nagonka na nowych klientów, którym potrafią płacić za założenie konta. Zobaczymy jak długo taka sielanka będzie trwała…

Maciej Samcik
Admin

Dopóki nie skończą się frajerzy, którzy dają pieniądze ;-). Jak pokazuje przykład Ubera to może trwać dość długo. Inna sprawa, że jeśli jakaś firma ma kilka milionów klientów i nie jest rentowna, to i tak można ją sprzedać bankowi za grube miliardy.

Don Q.
Gość
Don Q.

W takich przypadkach bezpieczniejsza może się okazać karta wielowalutowa, którą trzeba samodzielnie przepinać między subkontami walutowymi.

Konrad
Gość
Konrad

Nowa karta z Alior Kantora również by się sprawdziła, wystarczy mieć EUR na rachunku EUR, a płatność w pozostałych walutach jest przeliczana po kursie MasterCarda właśnie na EUR. Jeśli braknie EUR, to transakcja przeliczana jest na PLN po kursie Aliora i wtedy ściąga PLN z konta PLN, ale mając puste konto PLN, transakcja po prostu zostanie odrzucona.

Don Q.
Gość
Don Q.

Tak, podobnie stara karta USD z Alior Kantor, na niej już wiele lat temu płatności w walutach obcych innych, niż EUR i GBP, były przeliczane po kursie MasterCard.

Konrad
Gość
Konrad

Tak, to prawda. Plus jest teraz taki, że wystarcza jedna karta (EUR) zamiast trzech (EUR, USD, GBP).

Michał
Gość
Michał

Pełna zgoda. Poza tym, że Kantoru, a nie Kantora (pisarz dawno już nie żyje).

Mariusz
Gość
Mariusz

Pełna zgoda. Poza tym, że reżyser i malarz.

Don Q – jeśli z tą przepinaną kartą myślałeś o Citi – to właśnie się skończyła.

Marcin
Gość
Marcin

Nie za bardzo rozumiem o czym jest ten artykuł – że klient nie doczytał lub nie zrozumiał zasady działania swojej karty, a bank rozliczył transakcje zgodnie z regulaminem?

Maciej
Gość

Wniosek: zawsze warto czytać regulamin produktu – zwłaszcza, gdy zamierzamy wykorzystywać go niestandardowo (płatności w krajach egzotycznych).
BTW: jeszcze Alior ma bezspreadową kredytówkę (Tu i Tam). Tylko że trochę droga w utrzymaniu (wysoki próg obrotów zwalniających z opłaty miesięcznej)

gege
Gość
gege

Ale tak samo jest w Alior banku – piękna telewizyjne reklama – można podpiąć tylko 3 waluty – proszę EKIPĘ SAMCIKA o sprawdzenie / potwierdzenie

Maciej Samcik
Admin

Sprawdzimy…

Laska
Gość
Laska

Do wielowalutowej bankowej Aliora rzeczywiście tylko 3 waluty można podpiąć, ale jest też opcja bezspreadowa dla tych trzech walut w Koncie Jakże Osobistym, a z innych walut przewalutuje na EUR po Mastercardzie

Ewa
Gość
Ewa

A ja uwielbiam Revolut i odkryłam go dzięki panu Maćkowi za co serdecznie dziękuję. Połowę czasu spędzam za granicą i to nie w krajach Unii Europejskiej. Credit Agricole łoił mnie jak złoto na wszelkich przewalutowaniach i kursach. Wystarczy spojrzeć dzisiaj na spread w tym banku USD 3,7500 3,9588. Oszczędzam miesięcznie ponad 1000 zł. Rozumiem, że to fintech i istnieje ryzyko, ale nie trzymam tam dużej gotówki. Tyle, żeby było na hotel i przejazdy a jak coś doładowuję kasę. Wydaje mi się, że polskie banki nigdy nie będą w stanie zaproponować podobnego produktu, bo muszą na tym zarabiać, a będzie za… Czytaj więcej »

Maciej Samcik
Admin

Kilka banków ma podobne karty, ale tylko kilka 😉

Ewa
Gość
Ewa

Tylko właśnie Revolut podoba mi się w tym, że mam jasne reguły działania i je rozumiem. Otwieranie konta dla jednej karty i skazywanie się na dzwoniących marketingowców, reklamacje działań, kiepskie aplikacje na telefon zawieszające się od czasu do czasu. Ale proszę podać choć jeden bank w Polsce, który ma podobną kartę przyjazną mojemu telefonowi (zawsze działa) . W każdym razie w moich bankach tego nie mają 🙂 a nawet jakby teraz mieli to i tak nie skorzystałabym. Po co zmieniać coś dobrego sprawdzonego. Musieliby zaproponować mi coś lepszego.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss