13 lipca 2022

Co nam mówi lawinowy wzrost zakupów obligacji skarbowych przez Polaków? I kiedy zapali się światełko ostrzegawcze?

Co nam mówi lawinowy wzrost zakupów obligacji skarbowych przez Polaków? I kiedy zapali się światełko ostrzegawcze?

Aż 14,1 mld zł wyniosła czerwcowa sprzedaż obligacji skarbowych. To absolutny rekord, do którego zapewne przyczyniła się „kampania promocyjna” zafundowana obligacjom przez premiera (a właściwie media zajmujące się jego prywatnymi inwestycjami w obligacje) oraz nowa oferta obligacji z oprocentowaniem uzależnionym od stóp procentowych NBP. Czy lawinowy wzrost zakupów obligacji skarbowych to może być… światełko ostrzegawcze?

Nigdy w historii Polacy nie kupowali tylu obligacji oszczędnościowych Skarbu Państwa dotychczasowe rekordy sprzedaży oscylowały wokół 6 mld zł, a tymczasem w czerwcu Polacy wpłacili do kasy Ministerstwa Finansów aż 14,1 mld zł. Nie mogło być inaczej, bo przecież w tym miesiącu do oferty weszły nowe obligacje roczne i dwuletnie z oprocentowaniem uzależnionym od wysokości stóp procentowych NBP, zaś media na okrągło mówiły o tym, że w skarbowe obligacje swoje miliony ulokował premier Mateusz Morawiecki.

Zobacz również:

Najpierw było oburzenie, że premier na pewno „coś wiedział” i dlatego zabezpieczył swoje prywatne pieniądze przed inflacją, nie ostrzegając przed nią pozostałych Polaków. Potem zainteresowanie, gdy premier ujawnił, w które obligacje (trzy- i czteroletnie) włożył swoje oszczędności. Niezależnie, co wyborcy myślą o postępowaniu premiera, nigdy jeszcze o tym produkcie finansowym nie usłyszało tak wielu z nas. Efekt widać w statystykach.

Wzrost zakupów obligacji skarbowych. Które obligacje wybieramy?

Połowa wszystkich pieniędzy, które Polacy przeznaczyli na zakup obligacji w czerwcu, poszła na zakup tych, których oprocentowanie zależy od stóp NBP – 5,7 mld zł zostało zainwestowane w nowe obligacje roczne, a 1,3 mld zł – w dwuletnie. Biorąc pod uwagę, że inflacja sięga 15%, a stopy procentowe NBP dopiero ostatnio podskoczyły do raptem 6,5%, nie jest to najlepsza możliwa alokacja pieniędzy. Zwłaszcza że niektóre banki płacą już 6–7% w skali roku (co prawda głównie za „nowe środki”).

Politycy opozycji żądają od NBP, żeby ten wyemitował obligacje z oprocentowaniem takim jak inflacja. Ale ani rząd, ani bank centralny na razie nie posłuchali i jedyną nowością są obligacje z oprocentowaniem uzależnionym od stóp NBP. A i tak popłynęło do nich 7 mld zł. Pomyślcie, co by było, gdyby zamiast 6–7% (tyle dają nowe obligacje roczne i dwuletnie) było np. 16% rocznie, według pomysłów polityków na obligacje antydrożyźniane.

Jedynie połowa pieniędzy, które w czerwcu popłynęły do obligacji, została zainwestowana naprawdę efektywnie. 4,8 mld zł ludzie włożyli w obligacje czteroletnie, a niemal miliard złotych – w dziesięcioletnie oraz w obligacje rodzinne dla beneficjentów 500+. Wszystkie te rodzaje obligacji mają od drugiego roku oprocentowanie przewyższające nieco inflację (co prawda tę z poprzedniego roku, ale zawsze). I to one dają najbardziej sensowną tarczę antyinflacyjną. Miliard złotych włożyliśmy w obligacje trzymiesięczne dające tylko 3% w skali roku.

Lawinowy wzrost zakupów obligacji skarbowych
Lawinowy wzrost zakupów obligacji skarbowych

Co wynika z sukcesu czerwcowej emisji obligacji (oczywiście jeśli te 14 mld zł uznamy za sukces)? Nie wiemy, jaka część sprzedaży to nowe pieniądze, więc trudno oszacować, czy w jakimkolwiek stopniu taki popyt na obligacje może pomóc w walce z inflacją. Od stycznia do kwietnia Polacy kupili obligacje za 13,4 mld zł, ale zadłużenie Skarbu Państwa z tego tytułu wzrosło tylko o 2,2 mld zł – z 56,9 mld zł do 59,1 mld zł. Oznacza to, że głównie były rolowane obligacje z kończących żywot serii.

Czy rząd uprawia „nieuczciwą konkurencję”?

Czy w czerwcu było inaczej? Wzrost sprzedaży o jakieś 11 mld zł powyżej średniej sugeruje, że tak. Aczkolwiek nadal nie wiemy, czy to były pieniądze, które Polacy odjęli sobie od ust, czy po prostu przesunęli z innych sposobów lokowania – banków lub funduszy inwestycyjnych (notowały ostatnio ciężkie straty, bo obligacje, w które mogą inwestować, są codziennie notowane na giełdzie).

W dalszym ciągu nie jest tak, że polski rząd finansuje obligacjami oszczędnościowymi zadłużenie Polski (choć pewnie by chciał). Jednak z sięgającego 1,15 bln zł oficjalnego zadłużenia (doliczając długi PFR i BGK jest to raczej 1,5 bln zł) aż 770 mld zł to obligacje rządowe będące w portfelach polskich banków, w funduszach inwestycyjnych i emerytalnych, firmach ubezpieczeniowych, firmach lokujących nadwyżki finansowe. Ćwierć biliona złotych to zadłużenie zagraniczne, zaś tylko niecałe 60 mld zł (dziś pewnie ciut więcej) – zadłużenie wobec zwykłych Polaków.

Jest w związku z tym jedna dobra wiadomość i dwie złe. Ta dobra oczywiście wiąże się z oswajaniem coraz większej grupy posiadaczy oszczędności z nowym sposobem zarządzania nimi. Kiszenie setek miliardów złotych w bankach przez Polaków nie jest efektywne dla gospodarki. W obligacjach rządowych też nie, ale być może to pierwszy krok do czegoś więcej.

A złe wiadomości? Pierwsza to taka, że państwo coraz skuteczniej uprawia coś a la „nieuczciwą konkurencję”. Oferuje na wolnym rynku obligacje na warunkach, które są nieosiągalne dla innych inwestorów (np. funduszy inwestycyjnych). Fundusze nie są w stanie rywalizować z rządem o pieniądze Polaków, skoro mogą kupić co najwyżej rynkowe obligacje na 6–7% w skali roku, a państwo oferuje ich klientom obligacje z oprocentowaniem od drugiego roku wyższym niż inflacja (czyli kilkanaście procent w skali roku)?

W warunkach wysokiej inflacji ta przewaga rządu, który może ściągać od Polaków pieniądze bez względu na koszty, może mieć wyjątkowo dojmujące skutki – może przyzwyczajać ludzi do tego, że to państwo zawsze płaci za oszczędności najlepiej i nie ma sensu wychodzić ze swoimi oszczędnościami na rynek (np. stając się udziałowcem spółek, czyli pożyczając pieniądze największym prywatnym firmom w formie obligacji korporacyjnych).

Czytaj więcej: Inwestowanie w obligacje firm: sposób na pobicie inflacji? Fundusze inwestycyjne wciąż pod wodą. Kto kupił obligacje bezpośrednio – ma więcej stresu, ale i zarabia (na razie)

Czy wzrost zakupów obligacji skarbowych może nam… zaszkodzić?

Druga potencjalnie zła wiadomość jest taka, że jeśli obligacje detaliczne staną się zbyt popularne, to rząd będzie – nawet płacąc więcej swoim obywatelom w odsetkach – spłacał polskimi oszczędnościami dług u zagranicznych inwestorów. Dzisiaj już tylko 22% zadłużenia Polski jest w zagranicznych rękach. Czy coś w tym złego, że będzie mniej? Co do zasady nie, dopóki rząd ma dobre intencje. Bo jak ma złe, to lepiej, żeby musiał się dogadywać z zagranicznymi inwestorami niż z własnymi obywatelami.

Posiadając wyłącznie zadłużenie wewnętrzne i w krajowej walucie, rząd może de facto spłacić ten dług pustymi pieniędzmi. Wydrukować dowolną ilość złotych (oczywiście wywołując wysoką inflację) i płacić odsetki w dowolnej wysokości. Realna wartość tych pieniędzy będzie oczywiście żadna.

Dlaczego tego nie da się zrobić, mając na plecach zadłużenie zagraniczne? Ano dlatego, że inwestorzy zagraniczni patrzą na kurs waluty, w której mają obligacje. Jeśli on spada (bo pieniądza jest za dużo na rynku i jest inflacja), to żądają wyższych odsetek lub godzą się kupować obligacje emitowane tylko w twardej walucie (np. w dolarach), na której emisję dłużnik nie ma wpływu. Kraj, który jest uzależniony od inwestorów zagranicznych stara się utrzymać na sensownym poziomie wartość swojej waluty. A więc nie drukuje pieniędzy bez umiaru.

Dlatego warto mieć obligacje kraju, którego przynajmniej część zadłużenia jest w rękach inwestorów zagranicznych. Jeśli obligacje są w rękach wyłącznie krajowego kapitału, rząd mający złe intencje może po prostu posiadaczy obligacji okraść w białych rękawiczkach. Dlatego fajnie jest inwestować w obligacje skarbowe, ale pod warunkiem, że mamy jakieś towarzystwo.

Kiedy będzie trzeba wiać od polskich obligacji skarbowych?

Pytacie mnie coraz częściej, czy dam Wam znać, kiedy nastąpi ten moment, w którym z obligacji polskiego rządu trzeba będzie uciekać, bo Polsce zacznie grozić niewypłacalność. Cóż, na razie jeszcze mamy trochę „powietrza” (czyli państwowej „zdolności kredytowej”), więc posiadanie obligacji jest wciąż dobrym pomysłem na ochronę przed inflacją (obok posiadania złota, dolarów, nieruchomości czy ziemi, jak również udziałów w przedsiębiorstwach na całym świecie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych lub ETF-ów).

Ale jeśli będziemy mieli przyspieszenie spadku wartości polskiej waluty, a jednocześnie wysoką inflację i coraz atrakcyjniejsze oprocentowanie obligacji skarbowych i jeśli jednocześnie zacznie szybciej spadać udział inwestorów zagranicznych wśród posiadaczy polskiego długu (miejmy nadzieję, że rząd nie „zapomni” opublikować statystyk na ten temat) – wówczas zacznę się niepokoić.

Przeczytaj też: Inwestorzy żądają za obligacje polskiego rządu już 8% rocznie! Zadłużamy się na potęgę, a wyznawcy „nowej ekonomii” mówią, że tak wolno. Czy to się może dobrze skończyć?

—————————

MACIEJ SAMCIK ZAPRASZA:

W czasie wysokiej inflacji i rosnących stóp część pieniędzy trzymam w aktywach, z których dochód jest uzależniony od wskaźnika WIBOR. Należą do nich obligacje trzyletnie, o których pisałem tutaj oraz obligacje emitowane przez firmy. Więcej o nich pisałem tutaj. Do inwestowania w obligacje korporacyjne polecam biuro maklerskie Michael / Strom. Z jego pomocą kupiłem większość obligacji korporacyjnych w moim portfelu.

Każdy klient dostaje doradcę, którego można zasypać pytaniami (jest to bardzo duże wsparcie). Do tego mają wygodny system umożliwiający kupowanie obligacji przez internet. I kilka nowych propozycji inwestowania oszczędności w każdym miesiącu oraz rozbudowany rynek wtórny (czyli można odkupić obligacje od innego klienta biura maklerskiego albo od samego Michael / Strom. Można to wszystko przetestować pod tym linkiem. Warto przynajmniej rozważyć, bo obligacje oparte na wskaźniku WIBOR mogą być jednym ze sposobów ścigania wysokiej inflacji.

zdjęcie tytułowe: Stevepb/Pixabay

Subscribe
Powiadom o
39 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Stef
1 miesiąc temu

Zabrakło przykładu Japonii która ma praktycznie sam dług wewnętrzny i jaki to miało wpływ na niemożliwość wyjścia że stagnacji.

nyat
30 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Tak, tak. „Honorowi” Japończycy vs złodzieje oraz niedouczeni/nieodpowiedzialni Polacy. Co za bzdura. Nikt nie popełnia rytualnych samobójstw w Japonii oprócz szajbusów. Sama Japonia natomiast jest zauważalnie skorumpowana, jest nepotyzm itd. To mocno wadliwe państwo którego status jako demokracji jest też do zakwestionowania. Pod niektórymi względami jest to bardziej patologiczne państwo niż Polska. Polecam „Dogs and Demons” chociażby. Chociaż temat jest szeroki i to tylko przykładowe źródło. Puste gesty to typu głębokie pokłony są bezwartościowe gdy w praktyce nic godnego uwagi się nie zmienia. Japonię toczy od dawna rak. I tbh my mamy większe szanse jak dla mnie do naprawy patologii… Czytaj więcej »

nyat
30 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Sugeruję mniej samobiczowania i mniej orientalizmu. Nie będę wchodzić w szczegóły. Sugeruję poszukać krytycznych Japonii źródeł. Polska ma teraz okazję której przez przez ostanie dwa wieki nie miała w większości. Grać na własny rachunek. W niektórych porównaniach rozwoju jesteśmy zestawiani z Koreą Płd. Oczywiście u nas mniej czasu było dotychczas na rozwój w normalnych warunkach. I uprzedzając ewentualne sugestie, że nic u nas nie będzie z cudami typu CPK to zapewniam. Japońce i ministerstwo betonozy, że tak powiem u nich potrafi dużo skuteczniej marnować pieniądze chociaż jest to bardziej rozproszone i nie tak widoczne jak CPK przez to.

nyat
29 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Skądże znowu. Należy odróżniać medialny teatr polityków od realnej sytuacji. To czy mamy sojuszników zależy od rzeczy typu lokalizacja (podobnie jak Niemcy pełnimy funkcje czołgowej autostrady Europy), wielkość i zamożność rynku oraz wpływy wynikające z członkostwa w organizacjach takich jak NATO i UE. „Państwa nie mają przyjaciół tylko interesy.” Ani USA ani UE czy też państwa członkowskie UE nie bawią się tu działalność charytatywną. Saudowie potrafią pluć na USA z wzajemnością, a jak przychodzi co do czego to rozmowy, sprzęcik itd. Orban podobnie. Pluje na UE i Niemcy, ale robić w tle biznes z Niemcami już żaden problemik. Realne działania… Czytaj więcej »

jsc
29 dni temu
Reply to  nyat

(…)Realne działania są ważne, a nie teatr.(…)
Niestety to też się odnosi do Ukrainy… dadzą jednego Himarsa i już się grzeją jako wielcy dobroczyńcy.

jsc
29 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Racja… coniektórzy Polacy są na wojnie nawet… z rzekomymi spadkobiercami UPA.

jsc
29 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Japonia to potęga technologiczna… i dlatego udaje robić za mocarstwo. No i niezapominajmy, że jakkolwiek Japonia nie byłaby mała to nadal jest jedynym krajem w historii, który w pojedynku na solo, był w stanie załadować solidnego gonga siłom USA… i wytoczyć im taką wojnę jak sami Amerykanie oszacowali, że bez Hiroszimy i Nagasaki wojna mogłaby się przeciągnąć nawet do lat ’50.

Last edited 29 dni temu by jsc
jsc
29 dni temu
Reply to  nyat

(…)Nikt nie popełnia rytualnych samobójstw w Japonii oprócz szajbusów.(…)
Może samobójstwa nie są popularne, ale obcinanie palców się jednak praktykuje… przynajmniej w szeregach Jakuzy.

jsc
29 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Przypadkiem nie było tam właśnie zamachu na premiera?

Michał
1 miesiąc temu

Jest jakie minimalny kapitał który trzeba włożyć w Michael/Strom?
Czy można wpłacić 1tys i po prostu tyle zainwestować 🙂
Oglądałem wywiad na YT i tam padały raczej kwoty rzędu 100tys a w sumie nie ma nigdzie napisane o minimalnym – przynajmniej nie znalazłem

Jacek
1 miesiąc temu

Zabawne jest to, że sam Pan wielu zachęcił do COI i EDO chwaląc się kilkunastoprocentowymi odsetkami z obligacji indeksowanych inflacją. Przecież podwyższanie oprocentowania w pierwszym okresie odsetkowym to tak naprawdę detal w porównaniu do niezmienionej wszakże rentowności w okresach kolejnych. Nie da się ukryć, że jeszcze niedawno banki oferowały taką mizerię, że nie warto się było schylać po te drobniaki. Nawet teraz ok. 7% oferty są śmieszne w porównaniu ze spodziewaną w momencie zakończenia tych lokat inflacją. ROS i DOS to nie są prawdziwe instrumenty służące oszczędzaniu – te comiesięczne groszowe odsetki zostaną w przytłaczającej większości wydane, zaś reinwestycji pewnie… Czytaj więcej »

Jacek
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Jeśli ktoś uciekł z giełdy lub funduszy realizując stratę, to rzeczywiście postąpił nienajlepiej. Jest słabo, ale jeszcze będzie kiedyś lepiej. Skierowałem do COI środki, których ostatnio nie było gdzie zainwestować i to w kilku częściach, aby niejako uśrednić odsetki od drugiego i kolejnych okresów. Ryzyko wykupu OS za dodrukowane w tym celu pieniądze dotyczy szczególnie papierów innych niż COI i EDO, ale już sam podatek Belki sprawia, że rząd może bezkarnie spijać oszczędności z posiadaczy obligacji, gdyż premia 1 czy 1,25 punktu procentowego jest szybko konsumowana przez belkowe. Skoro rząd nie może w ten sposób przechytrzyć inwestorów zagranicznych, to może… Czytaj więcej »

Rafał
1 miesiąc temu

Ja podzielę się z Panem dwoma obserwacjami ze swojego prywatnego życia: a/ obserwacja 1 – czyli wizyta w oddziale banku oferującego na początku czerwca 2022 lokatę 3-miesięczną z oprocentowaniem 7%. Starsi obywatele PL przynosili po 100 tys. zł w „żywej gotówce” zapakowanej w reklamówkę, aby wpłacić na lokatę. Od tego momentu już się nie dziwię skąd wzięła się popularność „metody na wnuczka”. Oczywiście niech mają. I mam świadomość, że większość emerytów nie dysponuje takimi oszczędnościami. b/ obserwacja 2 – czyli wizyta w banku „narodowym” z początkiem lipca 2022 – skąd inąd przymusowa. Spędziłem tam ok 1:45 h i czekając na… Czytaj więcej »

Tobiasz
1 miesiąc temu

Pomysłów na to jak nie zapłacić obligatariuszom jest wiele – od podanego przez Pana dodruku pustego pieniądza (najprostszy wariant), po rolowanie obligacji w nieskończoność żeby opóźnić nieco spadek ratingu Polski (spłacając jedne obligacje emisją kolejnych z wyższym oprocentowaniem), a nawet w ostateczności przez wywinięcie kieszeni (casus obligacji państwowych II RP). Te miliardy zainwestowane w obligacje pochodzą na pewno z rynku kapitałowego (sporo osób zapewne wycofało kasę z giełdy i różnych kont inwestycyjnych typu IKE, IKZE, które krótkoterminowe przynoszą stratę). Na obligacjach skarbowych najwięcej zarobią Ci, którzy kupili obligacje 4 letnie indeksowane inflacją w 2019 roku.

Tobiasz
1 miesiąc temu
Reply to  Maciej Samcik

Teoretycznie nie jest, bo „trzymają jakąś wartość”, chyba że w realiach wysokiej inflacji oprocentowanie rolowanych obligacji (choć znacząco wyższe od tego na rynku kapitałowym) będzie niższe niż inflacja, wtedy oszczędzający stracą a rząd dzięki inflacji z czasem „okradnie” obligatariuszy. Taki scenariusz także jest potencjalnie możliwy. Najbardziej jednak bać się należy skupu obligacji pustym pieniądzem to fakt 😉

Radek
1 miesiąc temu
Reply to  Tobiasz

Dlaczego na obligacjach skarbowych najwięcej zarobią ci, którzy kupili obligacje 4 letnie indeksowane inflacją w 2019 roku a nie ci, którzy kupili 10 letnie obligacje indeksowane inflacją w 2019?

Jacek
1 miesiąc temu
Reply to  Tobiasz

Zachęta do rolowania musiałaby być większa niż 1 promil upustu, tym bardziej, że pierwszy okres odsetkowy dopiero od niedawna oferuje cokolwiek sensownego i to też nie wiadomo na jak długo.

Artur
1 miesiąc temu

No tak. Najlepiej jakby rząd zawsze był uzależniony od zagranicznych inwestorów. Nowa forma kolonializmu. No i rząd mający złe intencje. No nic tylko po co nam polski rząd jak mamy bandę urzedasów w Brukseli. Normalnie wyć się chce.

Ppp
1 miesiąc temu

Dług u profesjonalistów: 1 500 000 000 000zł
Dług u fizycznych obywateli: 60 000 000 000zł
Jak szybko i długo ta proporcja musiałaby się zmieniać, by „fizyczni” mieli przewagę nad „profesjonalistami”?
Przypominam, że większość Polaków nie ma oszczędności lub niewielkie, przyrost zakupów obligacji wynika z przesuwania istniejących oszczędności z banków – tego nie da się robić w nieskończoność.
Myślę, że ten artykuł jest w prawdzie bardzo ciekawy, ale mocno teoretyczny.
Pozdrawiam.

Mariusz
1 miesiąc temu

Marcin Iwuc ma na swoim blogu taki kalkulator obligacji skarbowych w Excel i przy tak wysokiej inflacji jedynie minister finansów zarabia na naszych oszczędnościach, bo ma tanie finansowanie rządowego długu. Dodatkowo fiskus czyli też rząd dostaje od każdych odsetek 19% chyba że są to IKE.

Mati80
30 dni temu

Jeśli Mateusz nasz próbuje okraść w białych rękawiczkach tak jak Tusk z OFE to rozliczymy go i zmusimy do sepuku.

Bogdan
30 dni temu

Jestem ciekaw jak oprocentowanie obligacji skarbowych indeksowanych inflacja ma się do zmiany kursu PLN/EUR. Mi się wydaje że o tyle ile wzrośnie oprocentowanie obligacji o tyle wzrośnie kurs. No chyba że nasi wymyślili perpetum mobile 😀 Tak że tego, powodzenia.

Łukasz
29 dni temu

Jeżeli rząd mówi obywatelom że coś jest dobre to proszę pamiętać że zawsze jest na odwrót. Rzadzacy są wtedy uczciwi jeżeli jest bogate państwo i oni sami już mają tyle że nie muszą kraść ani robić ludzi w ciula. Jak widać polska jest tego totalnym zaprzeczeniem. Tak więc powodzenia z obligacjami 🙂

Niewiele mnie dziwi
29 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

To jest i smutne i przerażające za razem.. Piramidy finansowe (Ponziegio, Amber Gold) są nielegalne i szkodliwe. Ale jak robi to państwo (przez rolowanie długu) to wszystko w porządku? Paranoja! I hipokryzja rządzących.

Paweł
27 dni temu

Ilu Polaków kupiło obligacje, bo za jaką kwotę to wiemy.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!