Inwestorzy żądają za obligacje polskiego rządu już 8% rocznie! Zadłużamy się na potęgę, a wyznawcy „nowej ekonomii” mówią, że tak wolno. Czy to się może dobrze skończyć?

Inwestorzy żądają za obligacje polskiego rządu już 8% rocznie! Zadłużamy się na potęgę, a wyznawcy „nowej ekonomii” mówią, że tak wolno. Czy to się może dobrze skończyć?

„Dług publiczny jest lepszy niż dług prywatny, bo jest tańszy i można go zaciągnąć więcej” – mówią zwolennicy tzw. nowej ekonomii. „Więcej, a nawet bez ograniczeń” – zachęcają inni. „Lepiej, że zadłuża się państwo, niż mieliby się zadłużać obywatele” – dodają. A tymczasem oprocentowanie polskich obligacji skarbowych wystrzeliło w kosmos. Państwo musi płacić za nowy dług już prawie 8% w skali roku! Czy to się może dobrze skończyć? Co mówi nam o tym historia?

Dług publiczny to bardzo ważne narzędzie polityki fiskalnej państwa. Dzięki dodatkowym środkom na inwestycje zwiększa się konkurencyjność i potencjał kraju, co może w przyszłości zaowocować wzrostem gospodarczym. W ostatnich latach pokusa postawienia na dług publiczny była najprawdopodobniej największa w historii polskiej gospodarki.

Zobacz również:

Dzięki rekordowo niskim stopom procentowym dodatkowe finansowanie było tanie, a inflacja sprawiała, że dług szybko się dewaluował, co oznaczało, że łatwiej go spłacać. To były idealne warunki do zaciągania nowych zobowiązań, przynajmniej w krótkiej perspektywie. Dlatego cały świat, a w tym Polska, zadłużał się na potęgę.

Ale pojawił się problem: inflacja wyrwała się spod kontroli i trzeba było zacząć podwyższać stopy procentowe, aby z nią walczyć. Wyższe stopy procentowe to wyższe koszty obsługi zadłużenia. W Polsce główna stopa procentowa NBP poszybowała w ciągu trzech kwartałów z 0,1% do 6%. Stawka WIBOR, czyli cena pieniądza w handlu między bankami, przekracza już 7%. A rentowność polskich obligacji 10-letnich – czyli żądane przez inwestorów oprocentowanie – zbliża się już do 8% w skali roku. We wtorek przez moment nawet sięgnęło 8,1%!

Dług publiczny coraz droższy - rentowność obligacji 10-letnich polskiego rządu
Dług publiczny coraz droższy – rentowność obligacji 10-letnich polskiego rządu

To oznacza, że tani dług przestał być tani i łatwo dostępny – skoro inwestorzy żądają wysokiego procentu, to znaczy, że nie walą do nas drzwiami i oknami. W budżecie państwa na ten rok – opiewającym na 550 mld zł – zapisano koszty obsługi zadłużenia na poziomie 26 mld zł odsetek, ale już wiadomo, że realnie będzie to 50 mld zł w tym roku i 70-80 mld zł w przyszłym. Patrząc w długiej perspektywie na wykres – koszty obsługi polskiego zadłużenie wystrzeliły do obszarów, których nie widzieliśmy od ponad 20 lat. A jesteśmy dzisiaj znacznie bardziej zadłużeni niż kiedyś.

Dług publiczny coraz droższy
Dług publiczny coraz droższy

To przestaje być zabawne, gdy 15% wszystkich pieniędzy, które ściągasz z podatków, musisz oddawać na odsetki od zadłużenia. Polskie zadłużenie w relacji do PKB nie jest jeszcze bardzo wysokie (wynosi 60% wartości tego, co wspólnie przez rok wytwarzamy), ale nominalnie jest już wysokie – 1,5 biliona złotych. Czas postawić bolesne pytanie. Czy państwo może się bezkarnie zadłużać się w nieskończoność?

Pytanie nie jest od czapy, bo tylko w tym roku państwo musi wykupić obligacje warte 90 mld zł i zamienić je na nowe, wyżej oprocentowane. W ciągu najbliższych czterech-pięciu lat będziemy musieli wykupić (a więc i zamienić na nowe) obligacje o wartości prawie 800-900 mld zł.

Ile wynosi nasz dług publiczny?

W polskiej konstytucji mamy zapisaną tzw. regułę zadłużenia, która definiuje maksymalny próg długu publicznego. Według tej reguły nasz maksymalny poziom zadłużenia nie może przekroczyć 60% produktu krajowego brutto. Obecnie nasz dług mniej więcej tyle wynosi (część jest „schowana” w Banku Gospodarstwa Krajowego i Polskim Funduszu Rozwoju). Kwota naszego zadłużenia stale rośnie na skutek corocznego deficytu budżetowego. W roku 2020 wyniósł on ok. 85 mld zł, w 2021 r. – 26 mld zł. W 2022 r. jest szacowany ja jakieś 30 mld zł.

Oficjalny dług publiczny nie pokazuje jednak całego zadłużenia Polski (czyli tego, jakie pieniądze pożycza w naszym imieniu rząd). Pomija między innymi dług ukryty, czyli świadczenia emerytalne, jakie kraj będzie musiał wypłacić obywatelom w przyszłości. A to kwota niemała.

Czytaj też: Dług Polski sięga zenitu. Czas wezwać imigrantów na pomoc? (subiektywnieofinansach.pl)

Czytaj też: Donald Tusk chce przejąć władzę w Polsce. I oskarża prawicę o 3D: dług, daniny, drożyzna

Choć każdemu z nas ZUS pobiera część pensji na poczet przyszłej emerytury, to te pieniądze nie są nigdzie odkładane. Trafiają one od razu do obecnych emerytów, zaś nasze emerytury będą finansowane dopiero ze składek kolejnych pokoleń lub dodatkowego długu. Biorąc pod uwagę starzejące się społeczeństwo i niski wiek emerytalny, to raczej dodatkowy dług będzie głównym źródłem finansowania.

W 2015 r. Bruksela zobowiązała wszystkie kraje do wyliczenia oraz opublikowania poziomu długu ukrytego. W przypadku Polski wyniósł on 300% PKB, czyli pięciokrotność długu jawnego.

W ramach walki z pandemią, za pomocą Polskiego Funduszu Rozwoju i Banku Gospodarstwa Krajowego, nasz kraj wyemitował 170 mld zł nowego długu w postaci obligacji. Kwoty te nie zostały ujęte w budżecie, a dzięki tej operacji Polska nie przekroczyła maksymalnego progu zadłużenia. W oficjalnym budżecie nie są ujmowane też wydatki jednostek samorządu terytorialnego i wielu funduszy powoływanych na konkretne cele.

Te wszystkie zabiegi Ministerstwa Finansów sprawiają, że Polska zajmuje w całej Unii Europejskiej pierwsze miejsce wśród dużych krajów z najbardziej nieprzejrzystymi finansami publicznymi. Wyprzedza nas tylko Cypr. Szacowana luka między budżetem „oficjalnym” a tym całościowym wyniosła w 2020 r. ok. 100 mld zł. W 2022 r. jest szacowana na 200-250 mld zł.

Czy dług publiczny może rosnąć w nieskończoność?

Teoretycznie limit, którego nie powinniśmy przekraczać, to 60% PKB. Ale przecież PKB to zmienna wartość, która w czasach dobrej koniunktury powinna stale rosnąć. PKB rośnie nie tylko wskutek większego poziomu inwestycji czy konsumpcji, ale też z powodu coraz wyższych cen. Właśnie dlatego połączenie niskich stóp procentowych i wysokiej inflacji to idealne rozwiązanie dla populistycznych rządów. Kredyt jest nisko oprocentowany, a dodatkowo jego realna wartość maleje w czasie. A dług publiczny mniej boli. Fajnie, ale…

Jak jednak pokazuje historia wielu krajów, nie można się zadłużać w nieskończoność. Kilka lat temu niewypłacalna okazała się Grecja. I choć jeszcze w latach 80. dług Grecji wynosił poniżej 50% PKB, to wzrastał on bardzo szybko m.in. za sprawą populistycznych rządów. W Grecji wprowadzono trzynastki i czternastki, niższy wiek emerytalny (skąd my to znamy?) i wiele innych socjalnych świadczeń. Swoją drogą ‘czternasta emerytura’ została wprowadzona tylko w dwóch krajach na świecie – w Grecji i Polsce.

Dług publiczny Grecji

Grecy przez długi czas ukrywali faktyczny poziom zadłużenia i przekazywali nieprawdziwe dane dotyczące swojej sytuacji finansowej do Komisji Europejskiej. To z kolei trochę przypomina „ukrywanie” długu publicznego w funduszach i instytucjach, które zadłużają się w naszym imieniu, choć już poza kontrolą obywateli i parlamentu.

W latach 2010–2015 Grecja otrzymała od Unii Europejskiej łącznie ok. 240 mld euro w ramach pakietów pomocowych. To jednak miało swoją cenę. Kraj zmuszony był do wprowadzenia programu oszczędnościowego, który zakładał m.in. obniżenie wynagrodzenia pracowników państwowych, obniżenie emerytur, podwyższanie podatków, prywatyzację wielu przedsiębiorstw, podwyższenie wieku emerytalnego, obniżenie płacy minimalnej, ograniczenie wydatków budżetowych i wiele innych.

W raporcie „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego” przygotowanego przez Instytut Odpowiedzialnych Finansów możemy przeczytać, że tylko w latach 2009-2010 MFW uratował 21 państw przed bankructwem. Z kolei niewypłacalność została ogłoszona w ciągu ostatnich 200 lat aż przez 170 krajów.

Tak zbankrutował jeden z 10 najbogatszych krajów świata

Jednym z najbardziej spektakularnych przypadków bankructw państwowych jest Argentyna, która w swojej historii zbankrutowała już 9 razy. W tym trzy ostatnie plajty miały miejsce w ciągu ostatnich 20 lat. Finansowy upadek Argentyny jest o tyle ciekawy, że jeszcze na początku XX w. kraj ten należał do 10 najbogatszych państw na świecie.

Czynników odpowiedzialnych za pogorszenie się sytuacji w Argentynie jest wiele. Gospodarka kraju oparta jest na eksporcie zboża, a więc spadek jego cen za każdym razem uderza w finanse tego kraju. Problemem jest też brak spójnej polityki i wizji rozwoju kraju. Każdorazowo zmieniający się rząd wprowadza nowe priorytety. Bloomberg obliczył, że od 1988 r. argentyńskie przepisy podatkowe zmieniły się aż 80 razy. W takiej niestabilności ciężko o długoterminowe inwestycje.

Ponadto Argentyna bardzo długo utrzymywała sztywny kurs 1:1 peso do dolara, co doprowadziło do załamania eksportu. Problemem Argentyny jest tez mała liczba inwestycji zagranicznych. Ciężko jednak przyciągnąć inwestorów do kraju, który co chwilę ogłasza bankructwo. Do finansowej katastrofy Argentyny z pewnością przyczyniły się tez nadmierne wydatki na świadczenia socjalne. Aż połowa Argentyńczyków żyje ze środków budżetowych.

Dług publiczny Argentyny

Niezależnie od ostatecznej przyczyny upadku Argentyny, ta sytuacja jasno pokazuje, że zadłużanie się w nieskończoność nie jest możliwe. W końcu nadchodzi moment, w którym dalsze spłacanie zadłużenia staje się niemożliwe. Nawet tak bogaty kraj jak XX-wieczna Argentyna może stać się bankrutem, jeśli prowadzi nieodpowiedzialną politykę gospodarczą.

Bankructwo państwa przez wiele osób jest bagatelizowane. W przeciwieństwie do upadku firmy, kraj nie znika z mapy i nadal jakoś funkcjonuje. Jednak sytuacja obywateli może zmienić się drastycznie. Tak właśnie stało się w przypadku Argentyńczyków. Obecnie ponad jedna trzecia z nich żyje w ubóstwie, zaś inflacja wynosi prawie 60% rocznie. Waluta kraju nie ma żadnej wiarygodności.

Być naftowym mocarstwem i zbankrutować? Im to się udało

Spektakularną historię upadku przeżyła też Wenezuela, która również należała w ubiegłym wieku do najbogatszych krajów na świecie, przed wszystkim dzięki sprzedaży ropy. Szczytowe zyski Wenezuela osiągała w latach 70. To właśnie wtedy kraj (prezydentem był wtedy Carlos Perez) wydawał miliardy dolarów na różne, często zbędne, projekty i zadłużał się na masową skalę, żeby finansować populistyczne programy socjalne.

Dzięki dolarom ze sprzedaży ropy Wenezuela zamykała firmy produkcyjne i przemysłowe, bo taniej było sprowadzać wszystko z zagranicy niż produkować w kraju. Pełne uzależnienie od ropy szybko się jednak odbiło czkawką. Gdy w latach 80. ceny ropy poleciały w dół, kraj wpadł w kryzys zadłużenia. Jeszcze w roku 1960 zadłużenie Wenezueli wynosiło raptem 5% PKB, w roku 1989 było to 90% PKB, a obecnie – 350% PKB. W kraju wprowadzono drastyczne reformy, żeby móc uzyskać pożyczkę od MFW, co jeszcze bardziej pogorszyło niewesołą już wtedy sytuację obywateli.

Przez kolejne lata kraj pogrążony był w chaosie i korupcji. Żaden z kolejnych rządów nie wyciągnął kraju z kryzysu. W 2021 r. inflacja w tym kraju wynosiła… 5500%, w sklepach brakuje podstawowych produktów. Blisko połowa Wenezuelczyków nie jest w stanie zaspokoić swoich potrzeb żywieniowych, a wskaźnik śmiertelności niemowląt wynosi 30%.

W jaki sposób kraj bankrutuje? Kryzys zaufania

Bankructwo kraju oznacza, że nie jest on w stanie już dłużej regulować swoich zobowiązań. W stabilnych czasach i przy wzroście gospodarczym oprocentowanie obligacji jest stosunkowo niskie, a inwestorzy zagraniczni stale je skupują jako pewne aktywa finansowe. Obligacje, dla których zbliża się termin zapadalności, są rolowane, a te nowo wyemitowane również są niskooprocentowane, więc nie stanowią krytycznego obciążenia dla budżetu. Problem pojawia się, gdy wydarzy się coś, co wzbudzi w inwestorach kryzys zaufania.

Podczas kryzysu zaufania do takiego kraju inwestorzy oczekują wyższego oprocentowania obligacji. Państwo musi płacić wyższe odsetki, a więc pieniędzy na wydatki publiczne i inwestycje jest mniej. To wszystko może doprowadzić do pogorszenia się sytuacji gospodarczej, a w konsekwencji do kryzysu przychodów podatkowych i jeszcze większego problemu ze spłatą zadłużenia.

Ryzyko niewypłacalności nie musi się zdarzyć z winy zadłużonego kraju. Wystarczy, że w globalnej gospodarce wydarzy się coś, co doprowadzi do zwiększonej awersji inwestorów do ryzyka. W takiej sytuacji zawsze obrywają kraje rozwijające się, a Polska cały czas jest tak postrzegana.

To z kolei prowadzi do wstrzymania napływu kapitału zagranicznych inwestorów. Zaczyna więc brakować środków na refinansowanie długu. Wtedy takie państwo, chcąc zachęcić inwestorów do do zakupu obligacji, podnosi oprocentowanie. Jeśli w tym samym czasie, z jakiś przyczyn, nastanie spowolnienie gospodarcze, może dojść do finansowej tragedii.

Czy Polska może zbankrutować? Dług publiczny mamy mały, ale…

Nasz dług to 60% w relacji do PKB. Na tle całej Europy ten wynik nie wygląda aż tak źle. Jeśli jednak porównamy się do krajów spoza strefy euro, to ze swoim poziomem zadłużenia zajmujemy 3. miejsce. Dodatkowo należymy do krajów o dość wysokim poziomie kosztów obsługi długu.

Ponad połowa krajów (51,7%) przechodzących kryzysy niewypłacalności w latach 1970–2008 miała zadłużenie zewnętrzne na poziomie niższym niż 60% PKB. W przypadku państw rozwijających się kryzys zadłużenia występuje przy dużo niższych poziomach zadłużenia. Przykładowo Rumunia w 2010 r. zwróciła się do MFW i Komisji Europejskiej o pomoc, gdyż miała problemy z regulacją swoich zobowiązań. Wówczas relacja długu do PKB wynosiła zaledwie 30%.

Państwa rozwinięte są w dużo lepszej sytuacji, głównie z uwagi na dużo wyższy poziom zaufania inwestorów oraz zbudowany kapitał. Idealnym przykładem jest Japonia z najwyższym poziomem zadłużenia na świecie – 223% PKB. Jednak większość długu Japonii emitowana jest w jenach i jest on kierowany do krajowych inwestorów. W Polsce też ten udział rośnie, już prawie dwie trzecie długu państwowego jest w rękach krajowych inwestorów.

W Japonii znaczna część obligacji skupowana jest przez bank centralny, ponadto jen jest walutą rezerwową. Kraj nie jest więc uzależniony od zagranicznych wierzycieli. Na taką sytuację Japonia może sobie pozwolić dzięki dużej wiarygodności, dzięki odpowiedniej polityce gospodarczej oraz zasobności krajowego kapitału.

Co będzie, gdy Polska się wyludni i przegra wyścig technologiczny?

Obecnie nie mamy szczególnych powodów do obaw o kondycję naszej gospodarki. Na tle Europy bardzo dobrze przeszliśmy przez kryzys wywołany pandemią. Bezrobocie należy do najniższych w Europie. Mimo wszystko w dłuższej perspektywie możemy znaleźć kilka zagrożeń.

Polska to jedno z najszybciej starzejących się społeczeństw w Unii. Prognozuje się, że do 2050 r. z rynku zniknie ok. 6 mln osób aktywnych zawodowo. Będziemy mieli więc mniej osób, które będą ponosiły koszty nadmiernego długu. Nie wiadomo, kto wtedy będzie się składał na przyszłe emerytury.

Nasza gospodarka nie należy też do najbardziej innowacyjnych. Wydatki na badania i rozwój należą do najniższych w Unii Europejskiej, a wiele prac ma charakter odtworzeniowy. Na niski poziom bezrobocia mają też wpływ zagraniczni inwestorzy, którzy w naszym kraju otwierają fabryki dla pracowników fizycznych oraz biurowce dla pracowników umysłowych.

Z obecną polityką rządu, który określa Brukselę mianem okupanta i straszy wypowiedzeniem koncesji zagranicznemu inwestorowi, możemy być postrzegani jako kraj coraz mniej stabilny. Jeśli w przyszłości będą pojawiały się podobne sytuacje, to w obawie o swoje pieniądze inwestorzy mogą wstrzymywać się z nowymi inwestycjami lub, w skrajnej sytuacji, przenosić swoje zakłady do bardziej stabilnych, a często i tańszych krajów.

Czytaj też: Polska zyskała czy straciła na obecności w UE? Czy Polexit się opłaci? (subiektywnieofinansach.pl)

Czy Polska może zbankrutować? W najbliższej przyszłości raczej nie, ale historia Argentyny czy innych krajów pokazuje, że nawet bogactwo nie jest dane na zawsze. Pozytywnym aspektem tematu naszego zadłużenia jest fakt, że w ostatnich latach zmniejszył się poziom zadłużenia Skarbu Państwa względem inwestorów zagranicznych.

Komisja Europejska: polski dług publiczny zbyt „strukturalny”

Jeszcze przed wybuchem pandemii Komisja Europejska zauważyła niepokojący trend w naszych finansach, a konkretnie – wzrastający poziom deficytu strukturalnego. Jest to deficyt „oczyszczony” z efektów bardzo dobrej koniunktury i jednorazowych dochodów, a więc pokazuje on, na ile wydatki publiczne mają pokrycie w trwałych dochodach.

W 2019 r. jego poziom wzrósł do 3%, dlatego Komisja Europejska rekomendowała Polsce wzrost wydatków o nie więcej niż 4,2% i redukcję deficytu strukturalnego o 0,6%. Tymczasem wydatki wzrosły o 10%, czyli o 40 mld zł więcej, niż rekomendowała KE, a deficyt o 1% PKB (30 mld zł więcej niż rekomendacja KE).

Komisja Europejska planowała wobec Polski wszcząć procedurę nadmiernych odchyleń (significant deviation procedure), w ramach której bada się, czy kraj nie ma zbyt wielu wydatków niepokrytych trwałymi dochodami. Wybuch pandemii uchronił nas jednak przed tą procedurą.

Gdyby nad Polską zawisło widmo bankructwa, prawdopodobnie moglibyśmy liczyć na to, że również i nam Unia nie pozwoli upaść. Jesteśmy w końcu ważnym partnerem handlowym dla kluczowych europejskich gospodarek i mamy strategiczne położenie geograficzne. Jak jednak pokazuje przykład Grecji, koszt takiej pomocy może być wysoki – i zapłacą go najbiedniejsi obywatele.

Dług publiczny sam w sobie nie jest zły, bywa wręcz konieczny do rozwoju gospodarczego. Kluczowe jednak, żeby mieć nad nim kontrolę i żeby wydatki finansowane zadłużeniem służyły rozwojowi kraju. To, czy w Polsce tak jest, pozostaje dyskusyjne.

źródło zdjęcia tytułowego: Ibrahim Boran/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
28 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
and
8 dni temu

Gracja, Argentyna, itd niby zbankrutowały – dostaly dofinansowania, ale dostaly dofinansowania Panstwa, czy banki, ktore tym krajom pozyczaly…? Nie zgadzam sie z polityka obecnie rzadzacych, ale pisanie takich clickbajtow o zlej sytuacji w PL jest niepowazne w tej chwili i napedza spirale strachu. Chyba kraje poludnia maja gorsza sytuacje, niemcy i francja nie pozwola by ich glowne fabryki w polsce (czy wegrzech – jak to mozliwe ze niemcy tyle u Orbana inwestuja??) mialy miec zadyszki – marza musi sie zgadzac, a tania sila robocza to podstawa. Polecam ksiazke Pana prof. Warafukisa „A słabi muszą ulegać?” Budzet Państwa to nie budzet… Czytaj więcej »

Admin
7 dni temu
Reply to  and

No, ale skąd rentowność polskich obligacji na poziomie 8%, co implikuje koszt obsługi długu na poziomie 90 mld zł (same odsetki!), skoro jest tak dobrze?

Raf
7 dni temu
Reply to  and

W mojej ocenie Pani redaktor nie nakręca żadnej spirali strachu jak to piszesz w komentarzu, a z tego co widzę jest to próba rzetelnego przedstawienia sytuacji gospodarczo-finansowej Polski. Pamiętaj , że Grecja była i jest w strefie EURO- nie tylko w UE (tak samo PIGS). A twój komentarz, że ktoś Polsce nie pozwoli upaść -hehe zabawny ;-). Proste pytanie, które uzmysłowi Tobie twój błąd myślowy – czysto teoretycznie: Ty, jako ty jesteś zadłużony po uszy – na wielokrotność twojego rocznego budżetu i nie dajesz żadnych zabezpieczeń (jak skarb państwa) – wskaż wszystkich , dosłownie wszystkich, którzy nie pozwolą ci upaść… Czytaj więcej »

Tomasz
7 dni temu
Reply to  and

Oczywiście że budżet państwa to nie budżet domowy. To coś o wiele poważniejszego. W przeciwieństwie do budżetu domowego każdy musi wypić piwo którego sam nawarzył. W przypadku budżetu państwa nie ma prawdziwej odpowiedzialności. Brak zadłużania się to brak obaw o zarzunanie spłatą długu.

krzysztof
8 dni temu

niestety ostatnie lata sa tak trudne( pandemia, wojna),ze ciezko o madre rozwiazania. Tak,polityka socjalna nie pomaga, ale z drugiej strony polski socjal na tle innych krajow i tak jest ubogi, dwa nie mozna od 30 lat mowic,ze trzeba robic za grosze bo sie dorabiamy bo ludzie przestaja to kupowac i rozumiec…ot kwadratura kola

Aleks
8 dni temu
Reply to  krzysztof

I tu zadac nalezy pytanie: „czy wzorowanie sie na innych krajach (bogatszych) w pomocy socjalnej jest wlasciwe?” EU jezeli chodzi o pomoc socjalna szjada swój ogony – nie moze 20% pracujacego spoleczenstwa finansowac reszty, bo np.: chory (a nie pracowal nie ma renty), bo dziecko urodzila to na 2-letnia płatna przerwa w pracy (a tak wyglada socjal matki: chorobowe 9-m-cy przez okres ciazy, 12 m-cy urlop mac., zaległy urlop za czas gdy byla na chorobowym i macierzynskim). za urodzenia dziecka $, za wychowanie dziecka $, darmowa opieka, darmowa oswiata, doplata do czynszu, doplata do kredytu, itd., a rodzice lub rodzic… Czytaj więcej »

2022
4 dni temu
Reply to  krzysztof

Co do polskiego socjalu to nie problem w tym, że on jest. Problem w tym, że nie pomaga potrzebującym a służy kupowaniu głosów wyborczych.

Tomasz
8 dni temu

„Nowa ekonomia” czyli nie widzimy jeszcze skutków ale już się cieszymy. Powodzenia.

piotr
8 dni temu

„Bloomberg obliczył, że od 1988 r. argentyńskie przepisy podatkowe zmieniły się aż 80 razy. W takiej niestabilności ciężko o długoterminowe inwestycje.” Polska – hold my beer 😀 challenge accepted

Admin
8 dni temu
Reply to  piotr

Argentyna nie ma żadnych szans 😉

Stef
8 dni temu

Już kilka panstw myślało że może się zadłużać bez ograniczeń. Zimbabwe, Argentyna, Grecja Wenezuela. W kolejce jest kilka innych m. in. Włochy.

Ktoś kiedyś powie sprawdzam i widać że kto pływa w spodenkach a kto jest nagi.

Mariusz
7 dni temu
Reply to  Stef

Z długiem nie jest nic złego dopóki można go rolować nowym długiem ale jeżeli jest niskooprocentowane. Jeżeli odsetki od nowego długu będą coraz wyższe to skala zadłużenia będzie coraz większą i skarb państwa po kilku latach może nie znaleźć chętnych na nowy dług. Druga przyczyną bankructwa może być katastrofa jak rosyjskie czołgi wjadą do Polski i sfinansują swoją wojnę złotem które patriota idiota Glapinski sprowadził do Polski. Prosi się o to aby najemnicy Wagnera sobie bonus wypłacili z polskim złotem. W przypadku wojny skarb państwa może przestać regulowac odsetki od długu i stanie się to co po drugiej wojnie światowej… Czytaj więcej »

Jacek
8 dni temu

Na szczęście Polska ma własną walutę – EUR to pozorna korzyść, bo tak naprawdę zyskują na tym tylko najsilniejsze gospodarki strefy, gdyż ich narodowe waluty byłyby znacznie mocniejsze i podcięły skrzydła eksportowi, a w efekcie całej gospodarce. Oczywiście przy błędnej polityce gospodarczej, zadłużaniu się na koszt przyszłych pokoleń, których liczebność będzie raczej spadać ten atut nie wystarczy. To uroki czteroletnej perspektywy… bo nie wiadomo, czy przychylność wyborców się utrzyma. Smutne jest to, że już nie raz ekipy, które rzeczywiście zrobiły dobrą robotę dla gospodarek własnych krajów kosztem zaciskania pasa zostały uznane przez masy za winne pogorszenia standardu życia, na czym… Czytaj więcej »

Dociekliwy
8 dni temu
Reply to  Jacek

Co ci da własna waluta, gdy ze względu na jej niestabilność biznes będzie rozliczać się w USD czy EUR?

Jacek
7 dni temu
Reply to  Dociekliwy

B2B to nie całokształt gospodarki. Nie unikniesz transakcji w krajowej walucie w innych relacjach.

Ppp
8 dni temu

Wydaje mi się, że do tej analizy należałoby dodać kwestię CZASU. Rentowności chwilowo przekroczyły 8% i już spadają. Jeśliby spadły w miarę szybko do bezpiecznego poziomu, to takie „puknięcie” tragedią nie jest. Ważniejsza jest tu średnia 3-miesięczna lub roczna.
Zauważmy, że jak są wyskoki na jakichkolwiek aktywach, to trwa to kilka dni, a potem automatyczne odreagowanie i zjazd o 5-10%.
Ceny ropy spadają szósty dzień z rzędu – szaleństwo słabnie.
Pozdrawiam.

Admin
7 dni temu
Reply to  Ppp

Surowce tanieją, w USA zaraz odtrąbią szczyt inflacji i tam będzie ciekawy moment – akcje pewnie odbiją i obligacje zapewne też. Pytanie co na to Europa

gosc
8 dni temu

Ostatni raz Polska była w stanie spłacić prawie całe swoje zadłużenie w latach 60tych. Od lat 70tych wszyscy rządzący konsekwentnie coraz bardziej zadłużają kraj. Umorzenia poważnej części długu w latach 90tych nie liczę bo to było wymiganie się od spłaty zobowiązań. Przerażające jest to, że nikt nawet nie myśli o spłaceniu tego zadłużenia, które mamy. Czy przerzucanie rachunków za własne zachcianki na dzieci i wnuki jest wyrazem troski? Efekt takiego postępowania jest łatwy do przewidzenia – kiedyś zabraknie pieniędzy na emerytury, świadczenia socjalne, służbę zdrowia, pensje dla budżetówki i służb mundurowych. Zaciągamy nowe długi aby kupić uzbrojenie i zapewnić sobie… Czytaj więcej »

Admin
7 dni temu
Reply to  gosc

No, ale porównując z PKB jeszcze jesteśmy znacznie mniej zadłużeni, niż większość krajów strefy euro. Fakt, że poza strefą euro w Europie niewiele krajów ma większy dlug, niż Polska

gosc
7 dni temu
Reply to  Maciej Samcik

Skoro jesteśmy mniej zadłużeni to być może będziemy potrzebowali więcej czasu aby osiągnąć finansową katastrofę. Choć nie jest to takie pewne bo jeśli któraś z dużych gospodarek zbankrutuje pierwsza to może nas pociągnąć za sobą.
Polska i większość bogatych krajów przyjęła kurs na zderzenie. Trudno przewidzieć kiedy to zderzenie nastąpi, ale nastąpi na pewno.

Admin
7 dni temu
Reply to  gosc

Generalnie mówi się, że powyżej 100% PKB w zadłużeniu gospodarka zaczyna być podatna na ryzyko bankructwa. Ale my przy obecnych stopach i 60-70% zadłużenia do PKB będziemy wydawali jedną czwartą, jedną piątą budżetu państwa na odsetki od obligacji. I to moim zdaniem już odbije się w ocenie ryzyka upadłości kraju

trigo
8 dni temu

Już tylko 7%. Przyznać się kto zrobił short squeeze? przeciez to jest jakiś dom wariatów. Jak na takim rynku inwestować? Zwłaszcza przez fundusze? W Czechach rentownosci poniżej nawet stopy procentowej ne mówiac o inflacji. To jest wariactwo jakieś.

Admin
7 dni temu
Reply to  trigo

Tak, ktoś nieźle buja. Ale prawdziwy short squeeze to przyjdzie z USA w ciągu kilku tygodni. Patrzyłbym łapczywie na fundusze amerykańskich obligacji 😉

Adam
8 dni temu

czy da się przewidzieć zbiżające się ew. bankructwo Polski? jakieś wskaźniki to sygnalizują? poziom CDSów, rentowności obligacji?

Admin
7 dni temu
Reply to  Adam

Tak, oraz poziom zadłużenia i kurs złotego

Eustachy
8 dni temu

„W latach 2010–2015 Grecja otrzymała od Unii Europejskiej łącznie ok. 240 mld euro w ramach pakietów pomocowych.”
Z czego większość trafiła do niemieckich i francuskich banków, które ochoczo udzielały grekom kredytów, wiedząc, ze ich nie stać na spłatę długu. Też mi pomoc. Grecy stracili lotniska, elektrownie, wodociągi, wyspy itd. (sprywatyzowane, czytaj kupione przez niemców) i dostali… nic.

E.G
7 dni temu

Wszyscy zostaniemy milionerami jak za Gierka , tylko chleb będzie po 1000 zł i puste półki w sklepach.

mko
7 dni temu

„Stawka WIBOR, czyli cena pieniądza w handlu między bankami” – jaki wibor? ON? Jako jedyny pretenduje do tego maina, reszta wibor-ów to wskaźniki teoretyczne, wyznaczane na podstawie deklaracji, a nie realnych transakcji.
wibor ON teraz wynosi 5,87%

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!