9 lipca 2021

Po COVID-19 zadłużenie Polski to już 1,5 bln zł. Nawet prezes NIK ostrzega. „Albo pomogą nam imigranci, albo będziemy mieli kłopoty” – uważa część ekonomistów. Przesadzają?

Po COVID-19 zadłużenie Polski to już 1,5 bln zł. Nawet prezes NIK ostrzega. „Albo pomogą nam imigranci, albo będziemy mieli kłopoty” – uważa część ekonomistów. Przesadzają?

„Gdy państwo żyje na kredyt, to poprawia dobrostan obywateli i oni w tym celu nie muszą się zadłużać” – mówią zwolennicy jak najwyższego długu państwa. „Jeśli państwo przedobrzy z długiem – może wpędzić całe pokolenia w nędzę” – ostrzegają drudzy. A Pancerny Marian, czyli prezes NIK, krytykuje rząd za ukrywanie prawdziwego zadłużenia kraju. Czy jest się czym martwić? Dziś dług Polski wynosi 1,5 bln zł, co oznacza, że każdy z nas ma „na głowie” 40 000 zł. Albo spłacimy to z pomocą imigrantów z Ukrainy, Bangladeszu i Indii, albo czeka nas kryzys – uważa część ekonomistów. Czy mają rację? A może przesadzają?

Już nawet prezes NIK, krew z krwi PiS-owskiego jądra politycznego (chwilowo w konflikcie z tym jądrem) ostrzega, że pod pretekstem walki z pandemią rząd zastosował po raz pierwszy w historii mechanizmy służące wypychaniu wydatków poza budżet państwa. Teoretycznie to zgodne z prawem, ale zaburza przejrzystość i powoduje utratę kontroli przez parlament nad wydatkami państwa. W ten sposób został sfinansowany między innymi bon turystyczny, 13 emerytura, czy pomoc dla firm w ramach tarczy finansowych.

Zobacz również:

„Z powodu pandemii dodatkowe wydatki były konieczne, ale istotne było, żeby interwencje prowadzić w sposób jasny i przejrzysty. Tego zabrakło” – skrytykował rząd Pancerny Marian. I nie on jeden krytykuje premiera Morawieckiego i jego ludzi za to, że zadłużyli nas za bardzo, zbyt chaotycznie (Jakub Borowski, ekonomista Credit Agricole przypomniał ostatnio, że przelicznik wydanej przez rządzących kasy do stopnia powstrzymania spadku PKB jest u nas jednym z mniej korzystnych – tylko 0,6), a przy okazji kombinując.

Jaki jest efekt tych kombinacji? I jaki może być w przyszłości? Bardzo ciekawe wnioski płyną z najnowszego raportu byłych pracowników Ministerstwa Finansów na temat długu Polski. Ludwik Kotecki, Sławomir Dudek i Paweł Wojciechowski w raporcie „Zagrożenia nadmiernego długu publicznego” wzięli na tapet dług Polski i rozłożyli go na czynniki pierwsze.

Na koniec roku – wedle oficjalnych rządowych dokumentów – dług Polski to 1,5 bln zł. Czyli 39 400 zł na głowę obywatela. Właściwie to już nie robi na nas wrażenia. Dwa lata temu cierpła nam skóra, gdy pisaliśmy, że dług publiczny przekroczył 1 bln zł – dziś informacja, że zapożyczyliśmy się jeszcze na dodatkowe pół biliona złotych, spływa po nas jak po kaczce.

W dwa lata rząd PiS zwiększył zadłużenie o ponad 400 mld zł. Sporo, ale czy z tego powodu słońce przestało świecić? Czy niebo zawaliło nam się na głowę? A może były to dobrze wydane pieniądze? O ile do niedawna rząd zadłużał nas po to, by rozpieszczać elektorat programem 500+ czy wyprawką szkolną (300 zł na dziecko), jak również 13. emeryturą, to ostatni, horrendalny wzrost zadłużenia, jest pokłosiem walki z pandemią. „Lepiej mieć dług, inflację i w miarę zadowolone społeczeństwo niż duże bezrobocie i kryzys” – mówią przedstawiciele rządu.

Czy rzeczywiście? Czy ten długi kiedykolwiek spłacimy? Kto nam w tym pomoże? A może nie ma sensu walczyć z zadłużeniem, tylko dać się ponieść fali (koniunkturze)? Sprawdzam!

Dług Polski i ryzyko bankructwo państwa: czy jest się czym martwić?

Gdy Kowalski żyje ponad miarę i ma długi (choć czasem mogą być niezawinione, zaciągnięte np. na sfinansowanie leczenia, którego nie refunduje NFZ), to problem ma cała rodzina. Kredyty trzeba spłacać, a jeśli nie zrobi tego Kowalski, to bank lub komornik zapuka do drzwi jego dzieci, wnuków i prawnuków (no chyba, że wywiną się odpowiednią opcją dziedziczenia). 

A państwo? Państwo ma nieskończony horyzont życia, nie musi spłacać zadłużenia w określonym czasie. Działa raczej jak karta kredytowa – zadłużenie spłacamy co miesiąc, ale w kolejnym okresie rozliczeniowym znowu się zadłużamy. Czyli cały czas jesteśmy zadłużeni. Bogatsi, lepiej wykształceni, z dobrze płatną pracą mają większy limit na karcie, ponieważ ich wiarygodność i zdolność kredytowa jest większa. Podobnie w makroekonomii – kraje bogate o wysoko technologicznych gospodarkach, z walutą rezerwową (Niemcy, Japonia, USA), mogą sobie pozwolić najczęściej na większe bezpieczne zadłużenie.

Gdyby się uprzeć, to państwo długów spłacać… nie musi. Dramatycznie brzmiące sfomułowanie „bankructwo państwa” ma na celu wyłącznie podkreślenie, że skutki zbyt dużego zadłużenia są wyjątkowo dramatyczne dla gospodarki. Ale nad państwem nie ma żadnego prawa ani ponadnarodowej instytucji, która mogłaby zmusić rząd do spłaty długów. Choć w praktyce nawet w PRL-u rządzący Polską komuniści bali się, że „nieprzejednani zachodni finansiści ” za długi zaczną zajmować np. polskie samoloty czy statki, na domiar złego z całym ładunkiem, np. pomarańczy z Kuby czy węgla na eksport.

Ekonomiści zauważają, że dług publiczny ma zalety:

  • w krótkiej perspektywie dług publiczny to dodatkowe pieniądze, które pomagają nakręcać wzrost gospodarczy;
  • kupowanie obligacji rządowych może być dla inwestorów zagranicznych bezpieczniejszym sposobem inwestowania niż inwestowanie bezpośrednie w akcje czy inne aktywa prywatne lub publiczne;
  • można użyć oszczędności zagranicznych do finansowania rozwoju swojego kraju;
  • dług publiczny, poprawia standard życia i działa antycyklicznie. Umożliwia rządowi budowę nowych dróg i mostów, infrastruktury, poprawia edukację i inwestycję w kapitał ludzki i społeczny.

I pewnie tak też sądziła ekipa Edwarda Gierka, która zwiększyła zadłużenie Polski z 1,1 mld dol. na początku lat 70. do 24 mld dol. w 1980 r. Pieniądze zostały dosłownie przejedzone (sentyment do lat 70. jest ciągle żywy), ale potem Polska przeżyła w latach 80. jeden z największych kryzysów.

Nie każdy poziom długu publicznego jest bezpieczny i stabilny – każdy kraj ma swój własny, subiektywny wskaźnik „bezpieczeństwa”, powyżej którego dług w oczach finansujących go państw i instytucji staje się zbyt ryzykowny – inny jest dla Niemiec, inny dla notorycznie bankrutującej Argentyny, Grecji, a jeszcze inny dla Polski czy Węgier. Jak wyglądamy na tle świata? 

Czytaj też: Czy inflacja w Polsce może wyrwać się spod kontroli? Czy to błąd, że nie podwyższamy stóp procentowych? Będziemy drugą Turcją? A może wszystko rozejdzie się po kościach?

Czytaj też: „Zabrać bogatym i oddać biednym” – mówi „Polski Ład”. Tak wybrali(śmy). Czy miliony niepracujących Polaków decydują o tym, na co idą podatki tych, którzy pracują?

Jaki mamy wpływ na koszt długu Polski? (Prawie) żaden!

Wiele osób wypomina poprzedniej ekipie, że nie zwiększała wydatków socjalnych. W praktyce nie mogła – Polska była w surowej, unijnej procedurze nadmiernego deficytu. Wszystko przez kryzys finansowy 2009 r. i 2013 r. – zgodnie z unijnym prawem, mogliśmy jedynie ciąć wydatki, a nie wprowadzać nowe. To się zmieniło dopiero w 2015 r. Po latach można się zastanawiać, jaki skutek dla zadłużenia (i oddłużenia) państwa miało zagarnięcie pieniędzy z OFE, wprowadzenie reguły wydatkowej, która ograniczała wzrost wydatków i inne triki ministerstwa finansów.

Wystarczy jednak spojrzeć na wykresy, by zrozumieć, że tylko w niewielkim stopniu, gospodarka taka jak nasza ma wpływ na to, jakie mamy zadłużenie – wszystko tak naprawdę zależy od koniunktury gospodarczej. Wszystko, czyli – relacja długu do PKB. Zmiany tego odsetka w różnych krajach podążają razem. Polska największe zadłużenie miała w 2013 r., gdy wynosiło 57% PKB (dziś to 60%, bo mieliśmy recesję i wzrost wydatków – podobnie jak cały świat). Taka sama sytuacja była praktycznie w większości unijnych krajów. Ostatnim wyjątkiem jest Rumunia, ale tam rzeczywiście rząd rozdaje pieniądze na prawo i lewo, w większej skali niż u nas.

Kolejny przykład – deficyt sektora finansów publicznych. Korelacja jest uderzająca – choć procenty są różne, to trendy jest taki sam – nieważne, czy mamy na myśli solidne Niemcy, pogrążoną w kryzysie Hiszpanię czy Polskę.

Podobnie jest z kosztami obsługi długu – nieważne, czy dług jest w rękach zagranicznych czy polskich banków, czy wcześniej funduszy emerytalnych. Jeśli na świecie są wysokie (a przynajmniej wyższe niż obecnie) stopy procentowe, to koszty życia na kredyt są większe. Gdy jest tanio – tanio jest wszędzie. Dla pewności umieściłem też wykres porównujący rentowności obligacji amerykańskich i polskich – wahnięcia są niemal identyczne.

Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że każdy kraj startuje z innego pułapu – co innego znaczy, gdy Niemcy płacą za swój dług 1,3%, a Polska trzy razy tyle. Podobnie jest z długiem publicznym – uważa się (a właściwe taki benchmark wprowadził Bank Światowy), że kraje rozwinięte mogą się bezpiecznie zadłużać do 80% PKB. Dla porównania: kraje rozwijające nie powinny przekraczać 30% wskaźnika zadłużenia do PKB.

Problem zaczyna się wtedy, gdy – tak jak w Rumunii – rząd przekroczy cienką granicę dzielącą wydatki od przychodów, źle skalkuluje szanse, że dług zredukuje się sam poprzez wzrost gospodarczy i inflację. W takiej sytuacji relatywne zadłużenie rośnie tak szybko, że wymyka się spod kontroli. Czy właśnie taki los czeka Polskę?

Czytaj też: To ostatni taki „rachunek od państwa”. W kolejnych latach wzrośnie „składka” na spłatę pokryzysowego zadłużenia. Ile dziś płacimy na spłatę długów?

Czytaj też: Ceny surowców rosną z dnia na dzień. Stal w trzy miesiące podrożała o ponad 60%, drewno o 70%. Już niedługo odczujemy to w portfelu. Co podrożeje?

Czytaj też: 30 lat warszawskiej giełdy i… fatalne wieści dla tych, którzy inwestują długoterminowo, z myślą o dywidendach. Czas na obniżenie podatku Belki?

Kiedy zapłaczemy z powodu długu?

Jedni ekonomiści powtarzają nam na okrągło, że Polska źle robi, że się zadłuża i pokazują licznik długu. Inni mówią, że zadłużać można się w nieskończoność i nic nam nie grozi. Gdzie jest prawda? Z pomocą przychodzą mądrości ludowe i powiedzenie, że „wszystko jest dla ludzi”, byleby z umiarem. Czy Polska ma umiar? Jakie są nasze perspektywy? Niestety, wychodzi na to, że partia rządząca trochę przeholowała z zadłużaniem. Dlaczego?

Po pierwsze – dług został wyjęty z budżetu i włożony w fundusze celowe finansowe przez PFR i BGK. To zaciemnia rzeczywisty obraz sytuacji – pozwala zadłużać się ponad wpisaną w konstytucji miarę 60% PKB, choćbyśmy oficjalnie, zgodnie z metodologią unijną, byli zadłużeni na 80%.

Po drugie – można się zadłużać, ale zgodnie z doktryną, która mówi, że zadłużenie jest narzędziem walki z kryzysem, a nie kaprysem. I że po zadłużeniu się w złych czasach, warto się oddłużać, kiedy w gospodarce jest okres prosperity. W Polsce rząd, zwiększając zadłużenie, działa nie antycyklicznie, ale procyklicznie. A efekt jest taki, że PKB nakręcane jest nie inwestycjami, ale konsumpcją. To oznacza, że pożyczamy pieniądze nie po to, żeby dzięki temu zarobić. Zadłużanie się na konsumpcję przypomina wakacje na kredyt. Pożyczka gotówkowa nie jest zła, o ile pójdzie np. na kurs angielskiego, dzięki któremu wzrosną nasze dochody. A jeśli pójdzie na wakacje, to tego efektu wyższych dochodów nie będzie.

Po trzecie – gdyby Polska miała przed sobą świetlaną przyszłość, to faktycznie, można by zaryzykować tezę, że z długu „wyrośniemy” – rosnące PKB „wchłonie” nasze długi, a my po wsze czasy będziemy zieloną wyspą. Ale czy tak się stanie? Niestety, perspektywy nie są różowe. I nie chodzi ani o to, że źródełko z unijnymi pieniędzmi kiedyś wyschnie. Ani o to, że lata lecą, a my nie doczekaliśmy się polskiej Nokii (no chyba że zaliczyć InPost jako nasz wkład w rozwój technologii). Problem jest głębszy. W przypadku naszego kraju, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, to perspektywy nie są optymistyczne…

Co się może stać, gdy inwestorzy uznają, że pożyczanie nam pieniędzy jest już zbyt ryzykowne? Według Forum Odpowiedzialnego Rozwoju przeciętne koszty kryzysu niewypłacalności państw powodują spadek PKB nawet o 8% w ciągu kilku lat po formalnym ogłoszeniu niewypłacalności i wprowadzeniu cięć budżetowych. Do dziś wielu Greków drży na słowo „austerity”, w którym zawierały się pakiety oszczędnościowe, takie jak likwidacja… 13. i 14. emerytury.

Czytaj też: Recepta na przetrwanie narodowej kwarantanny? „Trzeba się przebranżowić” – radzi wiceminister. „I zróbmy podatek od pracy zdalnej” – dorzucają bankowcy. Będzie się działo!

Czytaj też: Jaka jest przyszłość rynku najmu? Oto próba odpowiedzi na pytanie, które dręczy każdego, kto inwestuje w mieszkania, żeby na nich zarobić

Polska jak Niemcy – bez imigrantów gospodarcza lokomotywa dalej nie pojedzie

Jesteśmy jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw nie tylko Unii Europejskiej, ale całej grupy OECD (36 krajów). Kryzys demograficzny spowoduje, że według prognoz KE realny wzrost gospodarczy w długim okresie spowolni do ok. 1% i ubędzie ok. 6 mln osób aktywnych zawodowo do 2050 r. Autorzy raportu pytają retorycznie – kto zatem będzie ponosił ciężar rolowania zadłużenia? Jak w takich warunkach będzie wyglądało „wyrastanie” z wysokiego długu publicznego? Będzie coraz trudniejsze i na pewno nie będzie przebiegać w takim tempie, jak obecnie wydaje się to możliwe.

Pisaliśmy o tym w kontekście problemów ZUS-u z wypłatą emerytur – nie za bardzo będzie miał kto na nie pracować. Albo podwyższymy podatki, albo otworzymy się na imigrantów. Choć właściwie już to robimy.

Według najnowszych (choć mówiących o sytuacji w 2018 r.) danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego Polska jest największym rynkiem pracy spośród państw OECD przyjmującym tymczasowych pracowników z innych krajów. OECD szacuje, że w naszym kraju pracowało ok. 1,1 mln tymczasowych migrantów zarobkowych spoza Unii Europejskiej.  Tym samym pod względem liczby tymczasowych migrantów zarobkowych wyprzedziliśmy Stany Zjednoczone (724 000 tymczasowych migrantów) i Niemcy (458 000 tymczasowych imigrantów).

„Bez pracowników zagranicznych postpandemiczne ożywienie byłoby słabsze, a zachowanie równowagi makroekonomicznej znacznie trudniejsze” – komentował Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP. I to należy sparafrazować i napisać wprost: bez pracowników zagranicznych spłacanie długu publicznego może okazać się trudniejsze, jeśli w ogóle możliwe.

Ile jeszcze możemy bezkarnie pożyczyć, nim dług Polski zacznie być niebezpiecznie wysoki?

Czy 1,5 biliona długu, który mamy dziś do spłacenia, to poziom bezpieczny? Dziś cały świat się zadłuża (aczkolwiek dane OECD pokazują, że Polska jest w czołówce państw, które robią to najszybciej), ale grożą nam w najbliższych latach dwa zjawiska.

Po pierwsze: ów świat zacznie selekcjonować kraje, które dzięki temu długowi mają szansę rozwijać się dużo szybciej (i dzięki dochodom z podatków wygrzebywać się z długów lub przynajmniej zmniejszać ich relatywny poziom w porównaniu do PKB) oraz na te, które raczej będą podatne na wpadnięcie w pętlę zadłużenia. Pytanie do której grupy zostaniemy zaliczeni. Czy dług Polski zostanie uznany za bezpieczny i dobrze „zainwestowany”, czy też nie?

Po drugie: nawet jeśli już nie będziemy zaciągać nowych długów, to nawet te obecne mogą nas pogrążyć, gdyby świat wszedł w jakiś kryzys gospodarczy i PKB zaczęłoby spadać. Wtedy w spiralę zadłużenia wpadniemy sami, bez pomocy polityków. Dług Polski do PKB zwiększy się wskutek spadku PKB, a nie wzrostu zadłużenia.

Jak taka spirala wygląda? Bardzo prosto. Rosną koszty zadłużenia, więc państwo wydaje więcej pieniędzy na spłatę odsetek i ogranicza inwestycje (oraz podwyższa podatki). Gospodarka słabnie, więc pogarszają się ratingi wiarygodności kraju i trzeba jeszcze drożej pożyczać pieniądze na rolowanie długu. Kraj zaczyna być postrzegany jako niepewny, więc kapitał zagraniczny zaczyna się wycofywać i spada wartość waluty. Staje się ona coraz mniej warta, co powoduje, że ludzie się jej pozbywają i pojawia się hiperinflacja. W efekcie wartość realna wynagrodzeń staje się „śmieciowa”, a oszczędności tych, którzy je mają, dewaluują się prawie do zera.

To właśnie nam grozi, jeśli przekroczymy wartość zadłużenia w proporcji do PKB, która zostanie uznana za niebezpieczną. Ale gdzie ta wartość się znajduje? Kiedy dług Polski zacznie być niebezpiecznie wysoki? Raczej nie na poziomie 60-80% PKB (tyle wynosi nasz obecny dług powiększony o ten, który zapewne zaciągniemy jeszcze w 2021 r.). Ale przy 90-100% PKB może już robić się wokół Polski gorąco. To oznacza, że już nie mamy takiej „bezpiecznej” sytuacji sprzed kilku lat, kiedy to od niebezpiecznego poziomu zadłużenia dzieliły nas lata świetlne.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
49 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
gosc
16 dni temu

1) Zaproszenie imigrantów z odległych krajów może pomóc rozwiązać jeden problem i jednocześnie wywołać kilka innych. Jak wszystko razem wpłynie na zadowolenie z życia obywateli?

2) Tytuły mówią same za siebie:

Czarnogóra pożyczyła od Chińczyków miliard euro. Autostrady nie ma, a jest widmo wielkich problemów
https://biznes.wprost.pl/gospodarka/infrastruktura/10452796/czarnogora-pozyczyla-od-chin-miliard-euro-na-budowe-autostrady.html

Chińska autostrada donikąd grozi bankructwem Czarnogóry
https://podroze.onet.pl/aktualnosci/klopoty-czarnogory-przez-chinska-autostrade-balkanski-kraj-zbankrutuje/7erbnrk

Autostrada do piekła dla zadłużonych u Chińczyków [LA REPUBBLICA]
https://wyborcza.pl/7,179012,27036328,autostrada-do-piekla-dla-zadluzonych-u-chinczykow-la-repubblica.html

Jacek
16 dni temu
Reply to  gosc

(…)1) Zaproszenie imigrantów z odległych krajów może pomóc rozwiązać jeden problem i jednocześnie wywołać kilka innych. Jak wszystko razem wpłynie na zadowolenie z życia obywateli?(…)
Jakby się nie podpuszczało obywateli na obcych to teraz nie było trzeba się martwić gniewem PrawdziwegoNarodu.

Magdalena
6 dni temu
Reply to  Jacek

Wielokrotnie natykałam się na informację, że migranci są mimo wszystko ciężarem – przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Nie można zastąpić chirurga, który przeszedł na emeryturę kimś, kto do tej pory zarabiał na sprzedaży owoców na bazarze. Więc mamy jeden wakat i jednego niewykwalifikowanego migranta, który pracując za minimalne wynagrodzenie wymaga wsparcia państwa, bo inaczej będzie skazany na spanie w samochodzie. Oglądałam kilka przychylnych migrantom prezentacji, które pomimo życzliwości wobec migrantów potwierdzają, że jeśli chodzi o niewykwalifikowaną siłę roboczą, to niestety nie rozwiązuje to problemów państw związanych ze starzejącym się społeczeństwem. No chyba, że faktycznie przyjadą lekarze… Jednak dla nich możemy być… Czytaj więcej »

Admin
6 dni temu
Reply to  Magdalena

Więc powinniśmy powalczyć o zwiększenie swej atrakcyjności…

Jacek
6 dni temu
Reply to  Magdalena

Szkoda, że Pani nigdzie nie natknęła się na wiadomość, że (…)nielegalnych(…) zatrudniał między innymi ikona tego typu poglądów, czyli już były prezydent Trump…:

BdB
16 dni temu
Reply to  gosc

Co ma pożyczka od Chin do przyjmowania imigrantów zarobkowych?

Stef
16 dni temu

Imigranci tak ale podobni kulturowo. Tymczasem PiS daje wizy Nepalczykom, Hindusom, Azerom, Gruzinom.

Możemy też wkońcu wszystkich chętnych potomków Polaków repatriowac. Poratujmy też Białorusinów.

Krzysztof
16 dni temu
Reply to  Stef

Zgadzam się.

Tylko Gruzini nie pasują do powyższej listy przykładów imigrantów niepodobnych kulturowo.

Futurysta
16 dni temu
Reply to  Stef

Tylko co to znaczy podobni kulturowo? Np. mamy wiele (więcej niż by się mogło wydawać) wspólnego z Rosjanami – po za religią. Z drugiej strony mamy bardzo wiele wspólnego z Ameryką Łacińską pod względem religii, ale kulturowo jesteśmy zupełnie inni.
Lepszym rozwiązaniem zamiast celowanie w tanią siłę nabywczą jest stawianie na automatyzację i zastępowanie braków robotyzacją oraz ściąganie wysoko wykwalifikowanych specjalistów z europy zachodniej i USA – nawet jeśli oznaczałoby to dawanie im dużo większych pensji niż Polakom.
Powinniśmy stawać się krajem high tech do którego ludzie chcą przyjeżdzać bo mieszka się tu dobrze.

Jacek
16 dni temu
Reply to  Futurysta

(…)Z drugiej strony mamy bardzo wiele wspólnego z Ameryką Łacińską pod względem religii, ale kulturowo jesteśmy zupełnie inni.(…)
Tak czy siak jak się patrzy na Brytyjską Wspólnotę Narodów to widać dziwny fenomem… Anglicy przyjmują Pakistańczyków z otwartymi ramionami, a z Irlandczykami ledwo się tolerują… a w Ulster mają wręcz wojnę na śmierć i życie.

Jacek
16 dni temu
Reply to  Stef

(…)Możemy też wkońcu wszystkich chętnych potomków Polaków repatriowac.(…)
Widać to nie są PrawdziwiPolacy… inaczej DobraZmiana już dawno by ich sprowadziła.

BdB
16 dni temu
Reply to  Stef

Dlaczego mają być „podobni kulturowo”? Oni mają pracować, dokładać swoje do PKB, płacić składki i podatki. Kultura nie ma w liczbach nic do rzeczy.

Jacek
16 dni temu
Reply to  BdB

Klasyczne (…)Arbeit mach frei(…).

Pan Krzysztof
16 dni temu
Reply to  Stef

„Imigranci tak ale podobni kulturowo.”
Problemem nie jest narodowość i kultura, tylko ilość, wpuszczanie bez kontroli i brak chęci do pracy. Zbyt duża mniejszość zaczyna być roszczeniowa, a w przypadku jakiś zawirowań geopolitycznychy może stać się V kolumną.

Jacek
16 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

To samo Farage gadał o Polakach…

chennault
16 dni temu
Reply to  Stef

Tacy Wietnamczycy w latach 90. zeszłego wieku byli nam skrajnie obcy kulturowo, a jak się ładnie zintegrowali. Parę dni temu mijałem na ulicy zakochaną młodą parkę przedstawicieli tej nacji – rozmawiali ze sobą po polsku. W zeszłym roku do warszawskiego tramwaju wsiadły trzy dziewczyny tego samego pochodzenia – gadały ze sobą czystą polszczyzną. To nie obcość kulturowa jako taka jest problemem, tylko specyfika konkretnych kultur. Jak wiadomo, niektóre bywają bardziej problematyczne niż inne. Tym niemniej zgadzam się, że najsensowniejszym rozwiązaniem jest przyjmować w pierwszej kolejności imigrantów zza wschodniej granicy, bo mają z nami najwięcej wspólnego i integrują się już w… Czytaj więcej »

Jacek
16 dni temu
Reply to  chennault

(…)To nie obcość kulturowa jako taka jest problemem, tylko specyfika konkretnych kultur.(…)
Bez przesady… nie wszyscy muzułmanie to terroryści i nie wszyscy Pruszkowiacy to bandyci.

chennault
15 dni temu
Reply to  Jacek

Tego nie twierdzę. Nie da się jednak nie zauważyć, że pewne grupy religijne i narodowościowe wydają jednostki sprawiające kłopoty częściej niż inne. Przypominasz sobie jakiś przypadek Wietnamczyka wysadzającego się na jarmarku albo Białorusina wjeżdżającego ciężarówką w tłum?

Jacek
14 dni temu
Reply to  chennault

(…)Przypominasz sobie jakiś przypadek Wietnamczyka wysadzającego się na jarmarku albo Białorusina wjeżdżającego ciężarówką w tłum?(…)
Nie… ale za to pamiętam Polaka na Monciaku.

Marek B
13 dni temu
Reply to  Jacek

tylko, że Polak na Monciaku nie chciał nikogo przejechać i nikogo też nie skrzywdził

Jacek
13 dni temu
Reply to  Marek B

Chciałeś wjeżdżanie samochodem w tłum… ale jak chcesz free style to wyjadę ci z:

Stef
15 dni temu
Reply to  chennault

Warto poczytać o Wietnamskiej mafii w Polsce, której służby nie są wstanie zinfiltrować. Pojechać do eksterytorialnej krainy-Wólka Kosowska, zapytać o paragon. Nie zmienia to faktu że na Ochocie jest wielu zintegrowanych Obcokrajowców.

Jacek
15 dni temu
Reply to  Stef

(…)Warto poczytać o Wietnamskiej mafii w Polsce, której służby nie są wstanie zinfiltrować.(…)
Raczej nie chcą…

Pan Krzysztof
15 dni temu
Reply to  chennault

Najlepiej z okolic górnego Bugu.

Stef
16 dni temu

Co do austerity, to teraz modne jest podejście pro wydatkowe(dlatego rośnie dług) , tylko kiedyś zagranica powie Stop lub sprawdzam i będzie kłopot, patrz kurs Hrywny lub Liry Tureckiej.
Z drugiej strony Argentyna bankrutuje co 10 lat i jakoś dlaj chcą jej pożyczać.

Pan Krzysztof
16 dni temu

„Albo pomogą nam imigranci, albo będziemy mieli kłopoty”

Ach te wspaniałe narzędzia propagandy. Jak ludzie czegoś sobie nie życzą, to trzeba zrobić tak, żeby się z tym oswoili i zrozumieli, że tego jednak potrzebują. Opornych nazwie się oszołomami, ksenofobami, faszystami, podludźmi…

Jacek
16 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

Po tym jak się firmował? (…)Polska dla Polaków!(…)? Taki fikołek nie przejdzie.

BdB
16 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

Zamiast siać demagogię napisz wprost jak inaczej bez imigrantów proponujesz by wpływy państwa pozostały na podobnym poziomie przy kurczącej się liczbie pracujących Polaków?

Pan Krzysztof
16 dni temu
Reply to  BdB

To nie jest demagogia, tylko przesuwanie okna overtona. A dla rządu mam złotą receptę – jak macie za mało, to znaczy, że za dużo wydajecie.

Jacek
16 dni temu

Brakuje wam emigrantów? No to mogę wam podpowiedzieć kto ma ich w nadmiarze: Włochy i Grecja. Za daleko? To jest jeszcze Brześć… https://www.cebam.pl/post/kryzys-polityki-migracyjnej-sytuacja-na-granicy-brze%C5%9B%C4%87-terespol albo LItwa, która ma ich tak dużo, że rząd wprowadził stan wyjątkowy.

Jacek
16 dni temu

(…)Dwa lata temu cierpła nam skóra, gdy pisaliśmy, że dług publiczny przekroczył 1 bln zł – dziś informacja, że zapożyczyliśmy się jeszcze na dodatkowe pół biliona złotych, spływa po nas jak po kaczce.(…)
Coś mi tu nie styka… w 2018 r. tylko w FUS’ie była dziura na prawie 5 bilionów.

Krzysztof M.
16 dni temu
Reply to  Jacek

Dziura w FUS to dług pokoleniowy, który można zmienić ustawowo np. poprzez wprowadzenie równych świadczeń obywatelskich w kwocie równej wpływowi składek i… dług znika. Dlatego też nikt nie traktuje go poważnie.

Jacek
16 dni temu
Reply to  Krzysztof M.

Zapomniałeś o czymś takim jak prawa nabyte…

Tomek
16 dni temu
Reply to  Jacek

Prawa nabyte? Vide tzw. ustawa dezubekizacyjna.

Jacek
16 dni temu
Reply to  Tomek

Ponoć nie można też odwołać wyborów bez wprowadzenia stanu wyjątkowego…

Pan Krzysztof
15 dni temu
Reply to  Tomek

To był szum pod publiczkę. Może kilku dziadków dostało po kieszeni. Reszta po cichu wygra w sądach. Mnie zastanawia czemu np mordercom sądowym nic nie zabrali.

Marek B
13 dni temu
Reply to  Pan Krzysztof

co to znaczy „morderca sądowy” ? sędzia ma operować w granicach praw bo jeśli tego nie robi to od tego są sądy apelacyjne, a potem SN. a za ustanawiane prawo nie ponoszą odpowiedzialności sędziowie tylko politycy.

Jacek
13 dni temu
Reply to  Marek B

Morderca sądowy to ktoś, skręca sprawy, które kończą się wykonaniem kary śmierci… np. w sprawie tzw. wampira w Bytowa wiadomo, że na długo przed egzekucją milicja dysponowała alternatywnym podejrzanym.

Krzysztof M.
16 dni temu
Reply to  Jacek

Proszę przypomnieć tę treść obywatelom RP podlegającym ustawom nacjonalizacyjnym po 45 r. A propos jakie znaczenie maja prawa nabyte jak w kasie pusto?

Jacek
15 dni temu
Reply to  Krzysztof M.

Na prawdę? Powołujesz się na prawo PRL’u?

Jacek
16 dni temu

(…)można się zadłużać, ale zgodnie z doktryną, która mówi, że zadłużenie jest narzędziem walki z kryzysem, a nie kaprysem.(…)
Nie lepiej iść drogą norweską, czyli w czasie kryzysu wydawać nadwyżki z lat tłustych?

Stef
16 dni temu
Reply to  Jacek

Buahaha. Równie dobrze mogłeś nas porównać do Dubaju, Kataru, ZEA.

Norwegia ma największe rezerwy na osobę, chyba 20 000 USD. Trzecie największe złoża ropy i nie trwoni pieniędzy jak ww. Kraje Arabskie.

BdB
16 dni temu
Reply to  Jacek

Właśnie, a nie trwonić w tłustych latach na kupowanie głosów.

Jacek
16 dni temu

Adn. trzecie
Warto wspomnieć, że w UE są siły cisnące na (…)Pieniądze za praworządność(…).

Jacek
16 dni temu

(…)Staje się ona coraz mniej warta, co powoduje, że ludzie się jej pozbywają i pojawia się hiperinflacja.(…)
No nie… nawet gdybyśmy mieli euro czy inną lotniskowiec-FIAT to i tak byśmy mieli galopadę cen.

BdB
16 dni temu

Zapytam wprost, ale mam nadzieję ktoś mądry to umie policzyć. Ild wynosiłoby to zadłużenie gdyby nie wprowadzono 500+, wyprawki, ani 13 i 14 emerytury?

Jacek
16 dni temu
Reply to  BdB

Tego nigdy nie wiadomo… na to miejsce mogłyby być wprowadzanie inne programy.

BdB
16 dni temu
Reply to  Jacek

Przed nimi nikt nie wprowadzał programów na kredyt.

anonymous
14 dni temu

Kiedy ukażą się zaległe komentarze?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!