7 lipca 2022

Złoty ma kłopoty. Co oznaczałyby dla nas dolar, frank i euro po 5 zł? Czy to obraz stanu naszej gospodarki? Oto pięć „ofiar” słabego złotego

Złoty ma kłopoty. Co oznaczałyby dla nas dolar, frank i euro po 5 zł? Czy to obraz stanu naszej gospodarki? Oto pięć „ofiar” słabego złotego
Współautor: Maciej Samcik

Coraz niższe notowania polskiej waluty stresują wielu z nas. Dolar już po 4,70 zł, euro po 4,80 zł, a frankowi już niewiele brakuje do 5 zł. Jak tak dalej pójdzie, to w kantorach wymiany walut znów pojawią się kolejki. Rząd uspokaja, że spadek wartości złotego nie ma nic wspólnego ze stanem naszej gospodarki. Pytanie brzmi, czy prędzej złoty umocni się do „godziwej” wartości, czy raczej nakręci inflację, spowolni gospodarkę i… rzeczywiście osiągnie ona stan taki, że 5 zł za euro stanie się ceną „sprawiedliwą”? Oto pięć najbardziej oczywistych „ofiar” wysokiego kursu euro i dolara w naszych portfelach i domowych budżetach

Rekord kursu euro, osiągnięty po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, wynosi niemal równe 5 zł. A dokładnie – 5,00341 zł. Dziś europejskiej walucie niewiele brakuje, by ten poziom osiągnąć – jej notowania zbliżają się do 4,80 zł. Za dolara trzeba płacić prawie 4,70 zł. Za franka szwajcarskiego – 4,84 zł. Czy jesteśmy ofiarą globalnego odwrotu wielkich kapitalistów od rynków wschodzących? A może światowy kapitał zaczyna wątpić w siłę i „jakość” polskiej gospodarki?

Zobacz również:

Złoty słabnie w oczach. Czy Rada Polityki Pieniężnej go uratuje? Jakim kosztem?

Na notowania złotego wpływa oczywiście wojna w najbliższej okolicy Polski. Ale znacznie bardziej działają obawy inwestorów, że Europa mocno zbiednieje wskutek kryzysu energetycznego. Stary Kontynent – inaczej niż USA – jest zależna od importu surowców, których ceny zapewne pozostaną wysokie.  Dodatkowo stan europejskiej gospodarki jest kiepski i nie pozwala na podniesienie stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny.

USA mogą sobie pozwolić na takie posunięcie i dlatego: a) szanse Amerykanów na ograniczenie inflacji są większe, b) atrakcyjność Ameryki jako miejsca do lokowania kapitału jest większa (wyższe stopy procentowe, szansa na niższą inflację). Więc kapitał światowy odpływa z Europy. Kurs euro jest rekordowo niski w stosunku do dolara. W każdej chwili obu walutom grozi osiągnięcie parytetu 1:1. A to byłaby nie lada sensacja. Jeszcze 10 lat temu za euro trzeba było płacić nawet 1,4 dolara. Chociaż w latach 2002-2004 za euro płacono już mniej, niż 1 dolara (kurs euro spadł do 0,9 dolara)

Waluty krajów wschodzących cierpią jeszcze bardziej, bo inwestorzy wychodzą z założenia, że potężne gospodarki Niemiec czy Francji mimo wszystko poradzą sobie z wysokimi cenami energii i surowców lepiej, niż biedniejsze kraje spoza strefy euro. Dlatego złoty obrywa tak solidnie.

Ale są i czynniki lokalne: polski rząd nie radzi sobie z inflacją (mamy inflację na poziomie ponad 15% rocznie, gdy we Francji, czy Niemczech jest to 6-8%) co oznacza, że inwestowanie w polskie obligacje nie jest dziś dobrym interesem. Co z tego, że można dostać relatywnie wysoki procent, skoro inflacja zjada realną wartość inwestycji szybciej, niż w takiej np. Szwajcarii? To z kolei oznacza, że Polska będzie musiała podnosić stopy procentowe, co z kolei podniesie koszty obsługi zadłużenia i może zdławić gospodarkę.

To dlatego polska waluta w ostatnich sześciu miesiącach – jak wyliczył właśnie Bloomberg – była jedną z najsłabszych walut krajów wschodzących. Gorszy jest tylko węgierski forint, turecka lira oraz argentyńskie peso. Dwie z trzech tych walut (lira i peso) reprezentują kraje w dramatycznej sytuacji inflacyjnej (kilkadziesiąt procent w skali roku) oraz finansowej. Jeśli złoty jest w takim towarzystwie to naprawdę nie jest dobrze.

Rekord kursu euro. Złoty jedną z najsłabszych walut w ostatnim półroczu
Rekord kursu euro. Złoty jedną z najsłabszych walut w ostatnim półroczu

Za ratowanie złotego wziąć się może Rada Polityki Pieniężnej, podwyższając stopy procentowe. Ale te już dziś są na tyle wysokie (6%), że w zasadzie zniszczyły rynek kredytów. Przy inflacji rzędu 15% ich podnoszenie nie przyniesie też większej skłonności Polaków do oszczędzania. Rada Polityki Pieniężnej jest więc w kleszczach: albo zaszkodzi gospodarce, albo nie pomoże złotemu.

Co prawda niski (w granicach rozsądku) kurs złotego sprzyja gospodarce (szczególnie takiej jak nasza, polegającej na eksporcie), ale zbyt niski kurs jest niebezpieczny, bo tę gospodarkę może rozregulować.

Kurs euro, który oznacza niebezpieczeństwo dla naszej gospodarki – to 4,7 zł. Powyżej tego kursu, zdaniem analityków i NBP, gospodarka może się potężnie rozregulować, bo eksporterom przestaje się opłacać import potrzebnych półproduktów. Cud polskiej gospodarki polega na tym, że ogromną masę produktów eksportujemy do Niemiec, ale sami też musimy sprowadzać elementy, z których produkujemy to, co wyślemy za zachodnią granicę. Przy euro po 5 zł to się przestaje opłacać.

Rekord kursu euro zaszkodzi polskiemu eksportowi
Rekord kursu euro zaszkodzi polskiemu eksportowi

Rekord kursu euro: pięć „ofiar” w naszych portfelach

Jeśli Rada Polityki Pieniężnej nie uratuje złotego, to kurs euro, dolara i franka szybko może dojść do niebezpiecznego poziomu 5 zł. A rekord kursu euro odbiłby się boleśnie w naszych portfelach. Co podrożeje najbardziej z tego powodu, że sprowadzamy z zagranicy – i płacimy rachunki w euro (albo w dolarach) – ważne półprodukty albo wręcz produkty finalne?

Czytaj też: Kurs euro przekroczył 5 zł! Szaleństwo w kantorach wymiany walut. Spready trzy razy większe niż zwykle. Czy kupujący euro i dolary nie wpadają w pułapkę?

Czytaj też: Czy wojna za wschodnią granicą to dobry powód, aby założyć konto w zagranicznym banku? Gdzie „zaparkować” oszczędności w euro na wszelki wypadek?

1. Leki z apteki (i nie tylko)

Polska ma kilka dużych zakładów farmaceutycznych: Polpharma, Adamed, Bioton, Biomed Lublin, ale nie produkujemy wszystkich niezbędnych nam leków. Specjalistyczne leki, w tym te ratujące życie, importujemy z Zachodu: Niemiec, Francji czy ze Szwajcarii. Wiele z nich jest refundowanych przez NFZ, więc podwyżkę cen będzie musiał wziąć na siebie NFZ. Inne po prostu zdrożeją na półkach w aptece. Co trzeci kupowany przez nas lek pochodzi z zagranicy.

Jak podaje „Puls Medycyny”, Polska jest jednym z niewielu krajów Europy, gdzie import leków przewyższa eksport. Wyłączając surowce czy produkty niekonsumenckie, a przynajmniej takie, których nie kupujemy raz w miesiącu (np. samochody), to leki są na pierwszym miejscu importowanych towarów – udział leków w imporcie jest taki jak udział części do samochodów.

2. Pralki, lodówki, kuchenki

W Polsce mamy 26 fabryk AGD i jesteśmy największym w Europie producentem sprzętu kuchenno-łazienkowego – rocznie eksportujemy 26 mln sztuk kuchenek, lodówek i innych urządzeń za 24 mld zł. Ale podzespoły do produkcji AGD importujemy. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego to jedna z większych składowych polskiego importu.

Oznacza to, że o ile dla zagranicznych kupujących, którzy płacą za nasz sprzęt AGD w euro, ceny będą niższe, to wzrosną ceny wyposażenia dla nas, bo my płacimy w złotówkach. Skala jest trudna do oszacowania, do tej pory sprzęt gospodarstwa domowego w tablicach GUS nie drożał zbyt mocno – 2% w skali roku.

Czytaj też: Szczepionka na grypę niedostępna w Polskich aptekach? To może jest w Niemczech lub Czechach? Sprawdzam, jak można zamówić deficytowy lek z niemieckiej apteki

3. Telewizory, elektronika, smartfony i… 5G

W Polsce mamy dużo fabryk telewizorów, choć właściwszym słowem byłaby „montownia”, ponieważ są to zakłady, w których „skręca się” i lutuje elementy, z których powstanie gotowy telewizor. Działają u nas fabryki LG Electronics, TP Vision, właściciel marki Philips, TCL czy Sharp. W sumie Polska produkuje prawie 20 mln sztuk telewizorów.

Wzrost kursu dolara i euro spowoduje, że droższe będą komponenty do produkcji, przede wszystkim panele LCD czy OLED produkowane w Japonii, Korei Południowej czy Chinach.

Zdrożeje też elektronika, która jest importowana z Zachodu (za dolary lub euro) lub ze Wschodu (za dolary), czyli iPhone’y, Samsungi, zestawy kina domowego, smartwatche czy aparaty fotograficzne. Np. w niemieckiej sieci MediaMarkt flagowy iPhone 13 128 GB kosztował niedawno 819 euro. Cena w Polsce skoczyła z 3600 zł do 4100 zł.

Na szczęście sklepowe magazyny są już załadowane towarami, które zostały opłacone wcześniej, więc teoretycznie podwyżek cen w najbliższych dniach być nie powinno. Ale szok walutowy prędzej czy później nastąpi. Zdaniem dystrybutorów najbardziej narażone na podwyżki są produkty z niższej półki, czyli najtańsze. Na takich produktach producent nie ma rezerw marży, które mógłby uwolnić.

Podwyżki czekają też sprzęt telekomunikacyjny, czyli infrastrukturę teleinformatyczną, w tym tę służącą do budowy sieci komórkowych i internetowych.

Czytaj też: Czy będzie światowe embargo na rosyjską ropę naftową? Już prawie jest! Ile po wojnie będziemy płacili za litr paliwa do samochodu?

4. Odzież (chyba, że Rosja „pomoże”)

Polskie firmy sprzedające ubrania same ich nie produkują (albo w minimalnej ilości), przeważnie zamawiają na Wschodzie i płacą w dolarach. Dolar, podobnie jak euro, jest rekordowo drogi, co oznacza, że podwyżki są tylko kwestią czasu. W ubiegłym roku na import ubrań wydaliśmy aż 40 mld zł, a na import obuwia 13 mld zł.

Z drugiej strony firmy takie jak LPP (Reserved) czy Inditex (Zara) zaprzestały działalności w Rosji. A to oznacza, że coś będą musiały zrobić z tysiącami sztuk niesprzedanych ubrań: kolekcja wiosenno-letnia jest już w magazynach albo właśnie płynie z Azji.

Kolekcja zimowa jest już zakontraktowana w fabrykach. Rynkowi grozi spora, nieprzewidziana nadpodaż ubrań, które nie mogą leżeć w magazynach i czekać aż Rosja się odblokuje, bo magazynowanie też kosztuje. A to oznacza presję na powstrzymanie wzrostu cen. Pod warunkiem, że znajdzie się fizyczna możliwość wywozu z Rosji tych ton ubrań.

5. Podróże, wakacje, paliwo

Strefa euro to jeden z najpopularniejszych kierunków wyjazdowych Polaków. Zakładając, że cena tygodniowej wycieczki na osobę wynosi 500 euro, to przy kursie 4,4 zł było to 2200 zł. Dziś jest to już 2500 zł. Bardzo drogie będzie też paliwo. Na Zachodzie litr benzyny w przeliczeniu na polską walutę kosztuje ponad 9 zł, a olej napędowego nawet 10 zł.

Wysokie ceny ropy powodują, że drożeje paliwo lotnicze. Polska pod tym względem jest prawie kompletnie uzależniona od cen zewnętrznych – mamy trochę swojego gazu, ale ropę i paliwa w całości importujemy, płacąc w euro lub w dolarach.

A jeśli euro po 5 zł odzwierciedla przyszłość naszej gospodarki?

Co to wszystko oznacza? Do tej pory prezes NBP jak mantrę powtarzał, że kurs złotego jest płynny i rynkowy. Że nie potrzebne są żadne duże interwencje, a jedynie takie, które ograniczą dzienną zmienność. I że siłą złotego jest siła naszej gospodarki (i nadwyżki eksportu). Czy te wszystkie argumenty są jeszcze aktualne? Oto kilka wątpliwości.

>>> Wysoka inflacja. Po części nakręcana jest cenami energii, ale po części polityką rządu, czyli pompowaniem wydatków socjalnych i transferów społecznych. Tylko w tym roku rząd planuje dosypać nam do kieszeni 114 mld zł. W tej sytuacji inflacja będzie się nakręcała, a nie gasła. Polska stanie się mniej atrakcyjna do inwestowania.

>>> Wyższe ryzyko wynikające z nieobliczalnego sąsiedztwa. Jeśli rosyjskie pułki mogą wejść do kolejnych krajów naszego regionu (może być to Mołdawia, Estonia, inwazja z Kaliningradu…), to część inwestorów może uznać, że lepiej zabrać pieniążki na Zachód.

>>> Coraz większy ukryty dług. Coraz trudnej połapać się, ile pieniędzy wydajemy. I na co. Kolejne wydatki są ujmowane z funduszach celowych i „chowane” w BGK albo PFR. Pieniędzy nieujmowanych w danych o długu publicznym jest coraz więcej, a inwestorzy nie lubią się zastanawiać, czy kraj, który nie komunikuje uczciwie poziomu swojego zadłużenia, jest dobrym miejscem do inwestowania.

>>> Brak wsparcia inwestycji. Tym, co nakręca rozwój gospodarki, jest konsumpcja. W ostatnich miesiącach była to też produkcja przemysłowa i wydatki firm, ale to nie były wydatki na inwestycje, tylko na robienie zapasów, zanim ceny jeszcze bardziej wzrosną.

>>> Oparcie rozwoju kraju na niezbyt perspektywicznych branżach gospodarki. Polska stała się największym w regionie call-center i centrum usług biznesowo-księgowych. To „papierowe” inwestycje, łatwe do przeniesienia w inne miejsce. Nie da się budować solidnej gospodarki na usługach. Opoką musi być przemysł wysokich technologii – stąd pomysł na tzw. Plan Junckera, czyli reindustrializacji Europy. W Polsce raczej nie wyszedł. Zamiast tego jest Krajowy Plan Odbudowy, czyli 58 mld euro do wydania na konkretne inwestycje. Ale pieniądze są zablokowane, bo Zjednoczona Prawica nie chce respektować unijnych reguł.

Jesteśmy dużym, silnym, umiarkowanie zamożnym krajem, z gospodarką, która jest bardzo odporna na zewnętrzne wstrząsy, mamy sporo zagranicznych inwestycji. I póki co każdy kurs euro powyżej 4,5 zł można uznać za „niesprawiedliwy” i „zawyżony”. A już na pewno 5 zł. Tyle że za rok lub dwa może się okazać, że słabnąca gospodarka „warta” jest właśnie tyle – euro za 5 zł. Oby nie, ale niestety rządy Zjednoczonej Prawicy nie przygotowały kasy państwa na złe czasy – żyliśmy rozrzutnie i teraz nie bardzo są pieniądze na ambitne programy wspierania gospodarki.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
88 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Adax
2 miesięcy temu

nie no, jest świetnie, zajebiście…

AdamA
2 miesięcy temu

„Jak tak dalej pójdzie, to w kantorach wymiany walut znów pojawią się kolejki.”

Jak zwykle kolejki są na każdym szczycie.

Laszlo Kret
2 miesięcy temu

Błąd w tytule: nie piszemy „Co oznaczałby dla nas dolar, frank i euro po 5 zł?” tylko „Co będą oznaczać…” 😉

Pawceluto
2 miesięcy temu

„Przy inflacji rzędu 15% ich podnoszenie nie przyniesie też większej skłonności Polaków do oszczędzania.” nieprawda bo większość Polaków to nie są czytelnicy SOF i jeszcze nie tak dawno całymi latami trzymali miliardy PLN na nieoprocentowanych ROR-ach. W chwili obecnej spada, choć bardzo powoli, dziki szał pt. kupujmy wszystko jak leci, byle tylko było, bo zaraz będzie drożej, a w dodatku jeszcze zabraknie. Wydrukowana podczas pandemii gotówka na tarcze i dodatki covidowe przez ostatni rok zamieniana była na mieszkania, samochody, RTV, AGD itd. co napędzało inflację. Aktualnie jeszcze sporo tego na rynku zostało, ale pojawił się także strach w oczach. Co ważne jest… Czytaj więcej »

trigo
2 miesięcy temu
Reply to  Pawceluto

Te pieniadze wydawane na samochody, mieszkania nie znikły z rynku. Zmieniły tylko właścicieli. Żeby presja inflacyjna spadała z fundamentalnych przyczyn to ni wystarczy tylko recesja – te pieniadze należy po prostu sciagnąć z rynku a na to się nie zanosi.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  trigo

Wystarczy, żeby te pieniądze zostały zbunkrowane w oszczędnościach, najlepiej w długoterminowych/emerytalnych

Jacek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Zamiast rozdawnictwa pieniędzy ubieranie w EDO? Emeryci zaraz by je przedterminowo spieniężyli.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Zapewne 😉

Hieronim
2 miesięcy temu

> I póki co każdy kurs euro powyżej 4,5 zł można uznać za „niesprawiedliwy” i „zawyżony”.

Panie Redaktorze, oby za kwartał nie musiałby Pan napisać to samo, ale 4,5 zamienić na 5,5… Przecież polityka rządu PiS musiała kiedyś paść na pysk. Prawdopodobnie to już ten moment.

Maciej
2 miesięcy temu
Reply to  Hieronim

Kaczor mówił że euro 3 złote jest warte więc o co chodzi może miał na myśli 50 centów tylko mu się przejęzyczyło

Mariusz
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej

To jest zapowiedź kursów urzędowych NBP tak jak za PRL i wtedy na ulicy będzie lepszy kurs. Jarosław ma bardzo silny sentyment do PRL i zrobi wszystko aby wszystkich Polaków znów tam przenieść.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Prezes NBP powiedział dziś, że bardzo mu się podoba płynny i wolny kurs złotego, bo on czasem zastępuje wysokie bezrobocie 😉

Mozambik
2 miesięcy temu
Reply to  Hieronim

Podziękuj światowemu zadłużeniu i ustawkach międzynarodowych, Grabia cię jak każdego zeby zniwelować straty inflacyjne, kraje G20 odlatują reszcie, to ekonomiczna rozgrywka , a wojna jest tylko przykrywką, która akceptują wszyscy z G80. Wpisane w straty.

Jakub
2 miesięcy temu

Poza lekami reszta to konsumpcyjny badziew

phx
2 miesięcy temu

Bardo dobry artykuł. Cieszy mnie konkret określenia obecnej „godziwej ceny” za EUR jak i wskazanie najbardziej prawdopodobnego docelowego poziomu tej wartości w średnim terminie. Z czym się nie zgadzam to że „Nie da się budować solidnej gospodarki na usługach”. Usługa usłudze nierówna – powinniśmy dążyć by to u nas „wymyślano” jak najwięcej, by tworzono innowacyjne usługi, i tu najważniejsze, eksportowane poza PL. Dostarczane możliwie zdalnie. Że się da – szwedzki Spotify, estoński Skype (w dobrym momencie sprzedany do M$). Zresztą w grach trochę osiągnęliśmy. W innych branżach też są spore możliwości – projektowanie inżynieryjne, usługi medyczne, nawet usługi prawne da się wyeksportować… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  phx

Zgadzam się z Pana komentarzem co do niemocy państwa

Ralf
2 miesięcy temu
Reply to  phx

A który magister z „Państwa” miałby na to wpaść? Ten od samochodów elektrycznych, ten od chrustu, czy ten od bezpieczeństwa, co nawet butów do pary nie potrafi dobrać?
Panie i Panowie – nasze akademickie rozważania, to dla nich SF. Żeby na to wpaść, to trzeba, jak my, mieć właśnie te solidne akademickie podstawy.

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  phx

(…)Usługa usłudze nierówna – powinniśmy dążyć by to u nas „wymyślano” jak najwięcej, by tworzono innowacyjne usługi, i tu najważniejsze, eksportowane poza PL.(…)
I dlatego dobrze, że nie ma u nas centrum social network… proces Musk-Twitter ma potencjał rozwalenia całej branży. My też oberwiemy, ale efekt uderzenia nuklearnego będzie akurat na Wall Street.

Max
2 miesięcy temu

Brakuję jeszcze kosztów zakupu uzbrojenia od naszych przyjaciół z USA i UK, którzy właśnie ewakuują kapitał z Polski, a miel dawać na uchodźców i za uzbrojenie które wysłaliśmy Ukrainie. Mamy zakontraktowaną broń na ok. 100 mld PLN(F-35, Himarsy, Patrioty, Abramsy itp), i planujemy dużo więcej, do tego koszty późniejszego serwisu i części zamiennych.

Misterde
2 miesięcy temu

6. Kredytobiorcy (nieliczni, ale są)

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Misterde

Oj tak

Misterde
2 miesięcy temu

Trzeba się przenieść do Niemiec, bo tam Euro kosztuje 3 PLN! 🤣

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Misterde

Na Nowogrodzką. Tam jest taki kantor z euro po 3 zł 😉

Mariusz
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Jarosław dzwoni do Pekao albo PKO i mówi prezesem że potrzebuje EUR po 3 PLN bo Srebrne Wieże chce stawiać. Prezesi mają do wyboru albo dostarczyć albo pożegnać się ze stanowiskiem jak Jagiełło.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Mariusz

Ja też poproszę parę euro po 3 zł 🙂

Jacek
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale to chyba takie pomniejszone banknoty do obsypywania młodych par?

derko
2 miesięcy temu
Reply to  Misterde

Ja bym się nie przenosił! Chyba, że ktoś ma końskie zdrowie. Kierownik Polski zapowiedział, że lekarze będą stamtąd do Polszy emigrować…Więc będą ludziska, jak rzekomo w trakcie covidu, na ziemi rozstawać się z tym łez padołem 🙁

Bogdanow
2 miesięcy temu

Osoby które 24 lutego uległy panice i kupiły w kantorze dolary po 4,10 mogą zrealizować całkiem sympatyczne zyski.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Bogdanow

Dobre :-). Obawiam się, że osoby, które ulegną panice i kupią dolary po 5 zł też na tym nie muszą stracić. Chociaż to już oznaczałoby, że polska gospodarka przeżywa porządny krach, więc mam nadzieję, że się mylę

Tobiasz
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Cena 5 zł za dolara oznaczałaby, że nasza waluta przekroczyła horyzont zdarzeń czarnej dziury.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Tak, to by już oznaczało równię pochyłą. Ale może się zdarzyć, bo margines błędu mamy już niewielki

Tobiasz
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W zasadzie też osłabianie się euro do franka i dolara także pociągnie na dno kurs złotego względem wszystkich głównych walut.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

To jest jeden z naszych głównych problemów. Możemy mieć constans jeśli chodzi o sytuację wewnętrzną złotego, a i tak będziemy spadali. A mamy bardzo małą poduszkę, bo 5 zł – powyżej którego już możemy mieć panikę nie do opanowania przez NBP – jest dość blisko

Ralf
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

A ja mam nadzieję, że jednak się Pan Redaktor nie myli. Idą czasy spekulantów. Mniam!

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Ralf

Ech, jak byłem młody to też byłem spekulantem 😉

Ralf
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ale ja tylko wyglądam młodziej od Pana. Metrykalnie jest już słabiej.
Nie ma co minusować, na spadku złotówki, czy raczej mosiądzówki, naprawdę można nieźle zarobić.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Ralf

Osobiście mam sporo inwestycji denominowanych w USD i to sobie chwalę. Ale jednak większość w walucie domowej – na razie

Konrad
2 miesięcy temu
Reply to  Bogdanow

Raczej lepiej je trzymać niż liczyć na zyski.

Mariusz
2 miesięcy temu
Reply to  Konrad

Wymiana spowoduje, że niewydanie PLN będzie oznaczać ich utratę w pożarze inflacji.

Adam S.
2 miesięcy temu
Reply to  Bogdanow

A jak wszyscy analitycy wyśmiewali te osoby. Podobnie gościa, który lał paliwo po 6,5 zł do szamba. Teraz widać ile te analizy są warte.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Adam S.

Magazynowanie paliwa jest ryzykowne, więc słusznie, że się śmiali 🙂

QVX
2 miesięcy temu

> Nie da się budować solidnej gospodarki na usługach

A jak jeszcze do niedawna powszechne były zachwyty nad „nowoczesną” gospodarką opartą na usługach przeciwwstawianą chociażby i naszemu „zacofaniu”?:-)

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  QVX

Przemysł też może być w pewnym sensie oparty na usługach (intelektualnych) 🙂

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Ten drogi to jest oparty w jakiś 80%?

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  QVX

Jak Musk dobierze się Twitterowi do dupy to zachwyt umilknie…

arek
2 miesięcy temu

[CENZURA-red, kod przewinienia: ruski trolling]

arek
2 miesięcy temu

[CENZURA-red, ruski trolling]

Tobiasz
2 miesięcy temu

Pułki rosyjskie nie muszą wkraczać do Polski, żeby zrobić z nas kraj wysokiego ryzyka – tak naprawdę wystarczy jedna rakieta spadająca tuż przy naszej granicy. Do listy bym dodał jeszcze 40 mld zł na armię w 2023, które rząd wydrukuje za pomocą obligacji NBP, które zostaną umorzone. Tak naprawdę dalsze osłabianie się złotego krótkoterminowo zależy też od tego co zrobi RPP, czy jeszcze mocniej podniesie stopy żeby ratować walutę (na wzór Węgier), czy przekaz będzie umiarkowany sugerujący zakończenie cyklu podwyżek we wrześniu – co osłabi złotego jeszcze bardziej. Niestety długoterminowo uratowanie złotego może być trudne – podnoszenie stóp w Szwajcarii,… Czytaj więcej »

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Niestety nie można wykluczyć, że ma Pan rację

Tobiasz
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

To jest diabelska alternatywa dla RPP, bo odczyt danych z przemysłu wyglądał bardzo źle. Z drugiej strony pozwolenie na osłabienie się złotego spowoduje problemy gospodarcze w tym rosnącą inflację. Reakcja złotego po posiedzeniu RPP da nam wiele odpowiedzi w tym na kluczowe – na jakim pułapie wyceniany jest złoty na rynku. Mocne osłabienie przy zakładanej podwyżce i 75 pb (np. o 1,5%) będzie oznaczało, że jest bardzo źle.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Tobiasz

Zgadzam się

jsc
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

W takim razie Grecy muszą się cieszyć, że są w strefie EURO… bo co by się działo z drachmą przy tych awanturach Turcji… https://wiadomosci.onet.pl/swiat/napiecie-rosnie-turcja-stawia-ultimatum-grecji/pspymsf

remi
2 miesięcy temu

Jest jeszcze płacowy aspekt tej sytuacji. Płace w większych firmach rosna dotad niemal równo z inflacją, czyli ich wzrost wyraźnie przewyższył stopę dewaluacji zlotego do euro za ostatnich 12 mcy. Gdyby ten trend sie utrzymal, oznaczałoby to dosc silny trend wzrostowy płac wyrażonych w euro, czyli wyraźny wzrost kosztów dla eksporterów. Efektem moze byc cięcie zatrudnienia. Podobnie ciać zatrudnienie lub przenosić sie do tańszych krajów moga centra usługowe, bardzo wrażliwe na kosztowy czynnik lokalnych płac.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  remi

Słuszna uwaga, dzięki!

derko
2 miesięcy temu

Jeśli Szanowni Państwo wieszczą gorsze perspektywy dla gospodarki UE, w porównaniu do USA, może to czas na zakup akcji amerykańskich? Spadki ostatnio były spore. Podobnie ze złotem – potaniało sporo.

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  derko

To nie jest głupia myśl.

Adam
2 miesięcy temu
Reply to  derko

Te akcje kupuje się za EUR/USD, słabość złotówki powoduje że nie są już tanie.

Konrad
2 miesięcy temu

Przy takim zarządzaniu finansami przez rząd i kursem $ to nieco strach ładować się w te obligi obecnie.
Jak łatwo (szybko) je będzie można odkupić? Jeśli tak „wygodnie” jak z nabyciem to można nie zdążyć :/

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Konrad

Odkup idzie dość szybko (testowałem ;-))

Raider
2 miesięcy temu

Zdradzę Wam prawdę – Wszystko to wina Wróżki Zębuszki. https://www.youtube.com/watch?v=CzvQxQYKO88

Admin
2 miesięcy temu
Reply to  Raider

Zawsze tak mi się wydawało 😉

Maciej
2 miesięcy temu

Niech teraz płacą Ci co głosowali na p i s , mocherowe bereciki wyskakiwać z emeryturek

Mariusz
2 miesięcy temu
Reply to  Maciej

Nie będzie na Radio Maryja i TV Trwam bo po opłaceniu ogrzewania i zakupie żywności już nie starczy na opłacenie przelewu. Wówczas Rydzyk może szantażować PiS że nie poprze ich w wyborach jak nie dadzą mu milionów złotych na działalność.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!