Umowa w sprawie SAFE podpisana, pożyczymy z Unii Europejskiej 44 mld euro na zbrojenia. Polska chce wydawać – i wydaje – coraz więcej na ten cel. W tegorocznym budżecie to niemal 200 mld zł, czyli niemal tyle, ile wydajemy rocznie na system zdrowia. Czy takie wydatki nie napompują nam nadmiernie długu publicznego? I czy nie powtórzymy greckiej tragedii? Tam też przed kryzysem zadłużenia nastąpił gwałtowny wzrost wydatków na cele wojskowe. Czy nie grozi nam kryzys podobny do greckiego z powodu zbyt dużych wydatków na zbrojenia?
Polska jako pierwszy kraj Unii Europejskiej podpisuje umowę w sprawie pożyczki SAFE. Kwotę 190 mld zł będziemy spłacali przez 45 lat z 10-letnią karencją jeśli chodzi o raty kapitałowe. Oprocentowanie pieniędzy wyniesie 3,1-3,5%. Więcej o plusach i minusach polskiego udziału w programie SAFE przeczytajcie w tej analizie. Unijny program pożyczek na zbrojenia ma w Polsce dużo przeciwników, ale – prawdę pisząc – to wcale nie tak duża część pieniędzy, które w sumie wydajemy na zbrojenia.
- Tak Duńczycy przygotowują się na kryzys? Bank centralny wydał nowe zalecenie dotyczące form płatności w sklepach [POWERED BY EURONET]
- Przesiadka na mniejszego konia da zarobić? Akcje polskich małych i średnich spółek mogą przejąć pałeczkę hossy od gigantów [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jest nowy ETF oparty na polskich indeksach akcji! I to… dwóch naraz! Czy to ma sens? TFI PZU chce ściągnąć polskie pieniądze na polską giełdę [POWERED BY PZU]
Pojawiają się już pierwsze głosy, że wydajemy… za dużo. I że to może być niebezpieczne. Cóż, Grecja też zbankrutowała m.in. z powodu wysokich wydatków na zbrojenia. A przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Czy może nas czekać podobny los? Dziś zmierzę się z tą tezą.
W tej analizie nie chodzi oczywiście o to, żeby podważać sens wydawania pieniędzy na zbrojenia. Jeśli dodatkowe wydatki na cele wojskowe mają zapewnić naszemu krajowi bezpieczeństwo militarne i polityczne, to oczywiście trzeba je ponieść. Jednak niezależnie od najsłuszniejszego celu trzeba też pamiętać o tym, że możliwości finansowe każdego kraju są ograniczone i zawsze trzeba dbać również o bezpieczeństwo finansowe. Wojna to – poza sprzętem wojskowym i dobrze przygotowanymi żołnierzami – również sprawa potrzebnych zasobów finansowych.
To, na co stać militarnie np. USA, nie będzie dostępne dla mniejszych krajów. Jeśli wydamy za dużo na kupno sprzętu wojskowego i naruszymy bezpieczeństwo naszego budżetu, to tym samym możemy również zachwiać naszym bezpieczeństwem politycznym. Mimo ogromnego sukcesu gospodarczego naszego kraju w ostatnich dekadach dla globalnych inwestorów wciąż jesteśmy rynkiem wschodzącym obarczonym większym ryzykiem, z którego odpływają pieniądze w momentach kryzysowych. Musimy więc być bardzo ostrożni.
Co pokazuje przykład Grecji z okresu, kiedy rozegrała się tam wielka finansowa tragedia? Początek kłopotów to narastanie wielkiego kryzysy finansowego lat 2008–2009. Na jesieni 2009 roku agencje ratingowe rozpoczęły obniżanie ratingów dla długu greckiego, co spowodowało wzrost rentowności tego długu. Szybko okazało się, że Grecja zaczyna mieć trudności z wypłatą odsetek od swoich obligacji i w ogóle ze spłatą długu. Żeby ratować finanse Grecji, kraju ze strefy euro, trzeba było wspólnego działania MFW, EBC i Komisji Europejskiej. Jedną z przyczyn tej katastrofy były bardzo duże wydatki na… zbrojenia.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Jak (bardzo) Grecja wydawała pieniądze na zbrojenia w porównaniu z… Polską?
Grecja przez wiele lat była liderem w wydatkach na cele wojskowe w UE w relacji do PKB. Całkowite wydatki na cele zbrojeniowe, głównie zakupy sprzętu i amunicji za granicą, zwiększające zadłużenie zewnętrzne kraju, szacowane są w latach od 1974 r., czyli od momentu przywrócenia w Grecji demokracji po wcześniejszych rządach junty wojskowej, do 2010 r., czyli do kryzysu, na gigantyczną kwotę 218 mld obecnych euro. Byłaby to więc równowartość rocznego PKB tego kraju do wydania tylko na cele wojskowe, ale przez około 35 lat, czyli średnio po 6 mld euro rocznie. Czy to dużo?
Biorąc pod uwagę, że obecne polskie nominalne PKB to w 2025 roku około 980 mld euro, byłaby to proporcjonalnie równowartość corocznych wydatków na zbrojenia po 28 mld euro przez 35 lat, czyli po ponad 120 mld zł rocznie. Takie kwoty są dziś wydawane na zbrojenia w Polsce. Ale dopiero w ostatnich kilku latach, wcześniej były dużo mniejsze. W 2026 roku te wydatki w Polsce mają sięgnąć nawet 200 mld zł. Obecnie Polska jest jednym z liderów takich wydatków w UE i NATO.
Ogółem w latach 2000–2019 Polska wydała na cały obszar obronności około 510 mld zł, ale wyraźne przyspieszenie nastąpiło w latach 2015–2021. W roku 2015 budżet na wojsko wynosił około 37–38 mld zł, ale już np. w 2023 roku wydatki na cele wojskowe wyniosły 130 mld zł, a w 2025 roku około 180 mld zł. Od roku 2013, czyli okresu, w którym rosły napięcia związane z polityką Rosji wobec sąsiadów (w lutym 2014 roku po raz pierwszy Rosja zaatakowała Ukrainę), do roku 2022 wydatki na cele wojskowe w Polsce wzrosły o niemal 100%.
Wielkie zamówienia wojskowe, mimo że charakteryzują się sztywnością budżetową, tzn. zasadniczo nie podlegają oszczędnościom, mają jednak swoje limity wyznaczane przez skalę zadłużenia. W takim kraju jak Grecja wydatki na zbrojenia musiały ustąpić kryzysowi finansowemu, który spowodował, że przez wiele lat Grecja utraciła dostęp do finansowania.
Ostatnie wielkie zamówienie na zakup sprzętu wojskowego greckie wojsko złożyło w 2004 roku. Od tego czasu, wraz z rozpoczęciem kryzysu gospodarczego w 2009 roku, nie było już przez wiele lat w budżecie miejsca na wielkie wydatki. Powróciły one po około 10 latach. W systemie greckich finansów publicznych wydatki na zbrojenia są traktowane jako aktywa trwałe, a ich nabycie jest rejestrowane jako nakłady brutto na środki trwałe, tj. wydatki inwestycyjne. Czy to tłumaczy część przyczyn kryzysu?
Najczęściej powtarzaną opinią jest ta, że grecki kryzys zadłużenia był głównie wynikiem nadmiernej konsumpcji w kraju. Jeśli jednak wydatki na cele wojskowe znajdują się w kategorii wydatków na inwestycje, to zmienia tę interpretację. Czyli to nie nadmierna konsumpcja byłaby obciążeniem długu, tylko… inwestycje?
Kluczowy rok: 2009. I apogeum wydatków na zbrojenia
Ciekawa jest data 2004, ostatni rok zamówień zbrojeniowych, bo wtedy właśnie Grecja zorganizowała letnie Igrzyska Olimpijskie w Atenach. Pochłonęły one astronomiczną jak na greckie warunki kwotę około 8,5 mld euro w porównaniu do całości greckiego PKB w tym roku na poziomie 239 mld euro. Czyli koszt Igrzysk Olimpijskich sięgnął 3,5% PKB. Ten radosny okres wydatków na pełną rozmachu imprezę sportową, która prawdopodobnie była imprezą nie na kieszeń Grecji, nie pozostał bez wpływu na znaczne zwiększenie długu w tym kraju.
Równolegle rosły wydatki wojskowe, które po pięciu latach od Igrzysk Olimpijskich, w 2009 roku, osiągnęły swoje okresowe maksimum na poziomie 3,3% PKB. Potem te wydatki spadały w relacji do PKB, ale skoczyły jeszcze w 2022 roku do 4% PKB. Polska przez wiele lat ślizgała się wokół poziomu 2% PKB, jeśli chodzi o wydatki na zbrojenia. Atak Rosji na Ukrainę zmienił nastawienie. W 2024 roku polskie wydatki na te cele skoczyły do 4,2% PKB.
Jakie były wydatki Grecji na cele wojskowe nominalnie? Przez wiele lat Grecja wydawała rocznie na cele wojskowe sporo pieniędzy, ale zasadniczo w granicach swoich możliwości. W latach 80. XX weku było to około 3 mld dolarów rocznie. W latach 90. około 4 mld dolarów rocznie. A od roku 2000 średnio nieco ponad 5 mld dolarów rocznie, z tym że od 2004 roku program zakupów w tym zakresie przyspieszył. W latach 2008–2009 Grecja wydawała już po ponad 10 mld dolarów, czyli najwięcej w historii.
Na tle Grecji widać dopiero, jak potężny charakter wydatkowy ma polski program zakupów uzbrojenia. A wykres pokazuje ostatnie zamknięte wydatki na kwotę 38 mld dolarów w 2024 roku. W 2025 będą one jeszcze wyższe, podobnie w 2026. Jeśli do pakietu wydatków z budżetu dojdą jeszcze środki z pożyczki unijnej SAFE lub być może jakieś pieniądze z NBP, to skala wydatków może być naprawdę kosmiczna. W tym miejscu wielu ekonomistów zadaje pytanie, czy nie stworzy się nadmiar dostępnych pieniędzy, co grozi po prostu marnotrawstwem.
Na wzrost wydatków na wojsko w Grecji w latach 2019–2022 wpływ mogły mieć też… rentowności greckiego długu, który po kryzysie był notowany na bardzo wysokich poziomach, ponad 10% dla obligacji 10-letnich, ale właśnie od roku 2019 oprocentowanie znacznie spadło na fali ogólnoeuropejskiego trendu spadku inflacji, a w ostatnim okresie przed pandemią wyniosło nawet około 0,5% dla 10-latek. Tak taniego długu Grecy, swoim zwyczajem, nie mogli zapewne przeoczyć, co widać właśnie w zwiększonej skali wydatków na zbrojenia – i nominalnie, i w relacji do PKB.

Czy wydatki na zbrojenia mogą zachwiać długiem publicznym?
Doświadczenie Grecji pokazuje, że nawet kraj ze strefy euro może popaść w poważne kłopoty z zadłużeniem, chociaż z kolei może liczyć na to, że większa będzie mobilizacja po stronie unijnych instytucji do ratowania stabilności finansowej takiego kraju. Dlaczego Grecja wpadła w kłopoty? O tym napisano już bardzo dużo. Analizy i raporty na ten temat zazwyczaj koncentrują się na tym, że Grecy fałszowali statystyki, zadłużali się po uszy, wydawali za dużo na socjal i konsumpcję kosztem wzmacniania konkurencyjności firm i całej gospodarki.
Grecki kryzys wybuchł w momencie, kiedy relacja długu publicznego do PKB już sięgała 175%, czyli niemal trzykrotnie więcej niż obecne zadłużenie Polski szacowane na około 60% PKB. Po działaniach naprawczych światowych i unijnych instytucji finansowych poziom zadłużenia spadł do 141% PKB. Jednak to okazało się wciąż bardzo dużo, mimo wielu wyrzeczeń greckiego społeczeństwa – spadku wysokości wynagrodzeń, emerytur, rent i świadczeń społecznych oraz dużych cięć w zakresie inwestycji publicznych.
Po krótkim okresie relacja długu do PKB ponownie zaczęła rosnąć i swoje apogeum osiągnęła w roku 2021, kiedy skoczyła do 213% PKB. Od tego czasu ten wskaźnik systematycznie spada, a pod koniec 2025 roku wyniósł już „tylko” około 150% PKB, co jest wielkim sukcesem Grecji. To oczywiście wciąż bardzo dużo i wciąż garb zadłużenia odbija się na poziomie życia i sile nabywczej greckich firm i gospodarstw domowych. Czy Grecja jest w stanie ten dług udźwignąć? Sama miałaby trudności – pomaga EBC, skupując część tego długu.
Historię narastania długu publicznego w Grecji pokazuje poniższy wykres. Jest to jednak zadłużenie w relacji do PKB, nie widać skali nominalnego zadłużenia, a w okresie przed 2009 rokiem PKB Grecji wciąż przyrastał, więc nawet zwiększone wydatki na cele wojskowe czy na Igrzyska Olimpijskie zorganizowane na bogato nie pogarszały za bardzo tej relacji. Trzeba jednak pamiętać o tym, że Grecja na potęgę wydawała na zbrojenia czy na imprezę sportową, zbliżając się już do relacji długu 110% PKB, czyli praktycznie… nie mając przestrzeni do zadłużania.
To było możliwe tylko dlatego, że po wejściu do strefy euro w Grecji zapanowała euforia taniego długu. Wspólna waluta miała być takim zabezpieczeniem na rynkach finansowych, że nikt nie pomyślał o ryzyku niewypłacalności. W porównaniu ze słabą drachmą i obligacjach emitowanych w tej walucie euro wydawało się wspaniałym pomysłem na najtańszy możliwy i 100% bezpieczny dług. Grecy zapomnieli jednak, że rynki finansowe wyceniają rentowności długu oddzielnie dla każdego kraju, a wzrost rentowności dla Grecji od 2008 roku był bolesny.

Jak mocno w narastaniu tego długu zawiniły wydatki na zbrojenia? Część długu pochodziła na pewno z wydatków na cele wojskowe, które rosły w tym czasie, kiedy rósł dług. Grecy przez lata ładowali pieniądze we wzmocnienie swojej armii. Dlaczego robili to tak aktywnie? Winna jest głównie regionalna rywalizacja z Turcją, która zbudowała drugą po amerykańskiej armię w NATO. Mimo że oba kraje są w NATO i powinny współpracować, to mają sporo niezałatwionych zatargów. Czy ten dynamiczny program zbrojeniowy mógł przyczynić się do kryzysu?
Na pewno mógł to być jeden z ważnych powodów, dla których w latach 2009–2010 okazało się, że zadłużenie jest już tak wielkie, że w momencie wybuchu światowego kryzysu finansowego i pogorszenia warunków pożyczek na rynku długu obsługa obligacji i spłata zadłużenia przekracza możliwości greckiego państwa. W taki sposób, w ramach wielkiego kryzysu finansowego na świecie, rozpoczął się kryzys grecki. Aspekt wydatków na wojsko postanowili sprawdzić greccy ekonomiści w ramach opracowania Banku Grecji: „Wydatki na obronę i dług publiczny w Grecji„.
Autorzy pytają, jaki jest wpływ wydatków na zakup sprzętu obronnego na dług publiczny Grecji. To pytanie, które obecnie zadaje też wielu ekonomistów w Polsce, a pewnie również zadają je sobie zwykli Polacy, którzy chcieliby wiedzieć, w jaki sposób rosnące wydatki na zbrojenia wpłyną na stabilność finansową kraju. Ustalenia greckich ekonomistów wskazują, że „obciążenie takimi wydatkami maleje z czasem i staje się nieistotne w dłuższej perspektywie dzięki wydłużonym harmonogramom płatności„. Główną cechą takich zobowiązań jest ich rozciągnięcie w czasie i późniejsze wchłonięcie przez ogólny dług, ale też sztywność wydatków.
Wydatki na cele wojskowe ponoszone przez Grecję to były przez całe dekady głównie zakupy sprzętu i amunicji za granicą. W planowaniu zakupów główną rolę odgrywały potrzeby zgłaszane przez wojsko, a nie racjonalność ekonomiczna. Rząd musi się w takiej sytuacji zadłużać kraj niezależnie od ryzyka dla długu publicznego. A warunki zaciągania długu potrafią się drastycznie zmienić, tak jak to było w roku 2009. Jeśli kraj nie jest przygotowany na pogorszenie warunków zaciągania długu, może mieć poważne kłopoty.
CZYTAJ TEŻ TO:
Nadmierne wydatki Grecji na zbrojenia przy milczeniu Europy
Czy w takim razie, jeśli długoterminowo wpływ długu wojskowego zanika, a raczej roztapia się w długu publicznym, to można bagatelizować jego znaczenie? Nie, bo na bieżąco płacone są odsetki i konieczna jest obsługa długu. Niektórzy ekonomiści wskazują, że akurat tego typu wydatki potrafią być też podatne na niejasne decyzje zakupowe i korupcję, a to zwiększa skalę niepotrzebnie wydawanych pieniędzy. O tym aspekcie często informowały media europejskie na przełomie wieków, kiedy Grecja wydawała na wojsko najwięcej.
Wysoko postawieni greccy urzędnicy z resortu obrony byli skazywani za pranie brudnych pieniędzy i przyjmowanie łapówek na zakupy broni, szczególnie w latach 2000–2010. Skandale dotyczyły zamówień od niemieckich firm produkujących sprzęt wojskowy. Raporty Transparency International podkreślały nieprzezroczystość greckiego sektora obronnego, zwracały uwagę na słaby nadzór, ograniczony dostęp do informacji i kulturę tajemnicy, co zawsze sprzyja korupcji. Mimo reform prawa o zamówieniach publicznych kłopoty pozostały.
Korupcja to wciąż problem w Grecji, a szczególnie narażony na nią jest sektor zamówień publicznych. Duża część tego sektora to zamówienia dla wojska, a Grecja wciąż jest jednym z liderów wydatków na zbrojenia. Wydaje co roku około 4% PKB na ten cel, więc w połączeniu z potencjalnymi wadami w zamówieniach czy przepłaconymi kontraktami straty mogą być ogromne. Korupcja w sektorze publicznym kosztuje Grecję nawet do 14 miliardów euro rocznie – uważa Harry Papapanagos, profesor ekonomii i wiceprezes Transparency International Greece.
Prokuratorzy UE wciąż prowadzą sprawy przeciwko Grecji w różnych sferach zamówień publicznych i wydatków związanych ze środkami europejskimi. Grecja co prawda wdrożyła reformę przepisów w tym zakresie zgodną z zasadami UE, ale wciąż jest krajem wysokiego ryzyka korupcji, najwyższego w strefie euro. A korupcja w połączeniu z wielkimi wydatkami na wojsko to gotowy przepis na potencjalne problemy w finansach publicznych. Do tego można dodać pozostające na wysokim poziomie deficyty, inflację i rentowność długu.
Z opublikowanego w 2016 roku badania podsumowującego niemal na gorąco przyczyny niedawnego greckiego kryzysu – „Rola wydatków wojskowych i importu broni w kryzysie zadłużenia Grecji” – wynika, że jednak z wielu analizowanych możliwości to jednak wpływ wydatków na obronę był decydujący dla wzrostu greckiego długu w latach 1970–2011.
Właśnie nie zwykłe wydatki na konsumpcję publiczną (czyli popularny socjał) czy prywatną, tylko efekt wyścigu zbrojeń między Grecją a Turcją, na który dosyć biernie patrzyła Unia Europejska, mógł dobić Grecję. Okazało się, że wydatki na obronę i import sprzętu wojskowego miały coraz większy wpływ na grecki dług publiczny w krótkiej perspektywie, podczas gdy inwestycje pomogły zmniejszyć dług w krótkim, jak i długim okresie.
Wydatki wojskowe zaczęły narastać po okresie dyktatury wojskowej od 1974 roku i później coraz szybciej od 1981 roku. Równolegle rósł dług publiczny. Grecja zaaplikowała sobie rozbudowany sektor publiczny i przywileje związków zawodowych połączone z zamknięciem dostępu do wielu zawodów. Nieefektywny system pobierania podatków powodował, że państwo liczyło głównie na środki z UE i finansowanie długiem, który eksplodował i już w latach 90. XX wieku sięgnął 100% PKB wobec 20% w 1974 roku. Mimo wszystko Grecja weszła do strefy euro.
„Nie należy ignorować roli samej UE, która ewidentnie ponosi część winy za problemy Grecji” – uważają autorzy tego badania. Chociaż wydatki wojskowe ogółem, a w szczególności import broni, zostały drastycznie ograniczone w latach po kryzysie, nie nastąpił wzrost inwestycji. To wynik braku zaufania inwestorów zagranicznych do kraju zmagającego się z presją programów oszczędnościowych narzuconych przez UE, EBC i MFW, co wpędziło Grecję w stagnację, a nawet recesję, a przy okazji dało przewagę biurokracji nad gospodarką.
Diagnoza roli UE jest z tej perspektywy kluczowa: „Od 1981 roku, kiedy Grecja przystąpiła do UE, silne państwa członkowskie UE bez obaw obserwowały nadmierne wydatki Grecji na wojsko, ponieważ czerpały ogromne korzyści z eksportu broni. Dotyczy to w szczególności Niemiec i Francji, które nawet po wybuchu kryzysu zadłużenia odmówiły zerwania umów zbrojeniowych z Grecją”.
Autorzy uważają, że gdyby UE zagwarantowała Grecji bezpieczne granice z Turcją, Grecja nie wydawałaby nadmiernych kwot na zbrojenia, jej obciążenie militarne byłoby zbliżone do średniej unijnej, a kwoty przeznaczone na obronność mogłaby przeznaczyć na inne, bardziej sprzyjające wzrostowi sektory. Jednak dla greckich polityków priorytetem były wydatki wojskowe polegające głównie na imporcie gotowego sprzętu z UE zapisywanego w budżetach jako inwestycje, ale tak naprawdę niewspierające gospodarki, miejsc pracy ani dodatkowych dochodów.
To widać na grafice, która pokazuje, jak dynamicznie rósł przed kryzysem dług publiczny przy stopniowo coraz skromniejszym udziale inwestycji w gospodarce. Drakońskie programy narzucone przez instytucje międzynarodowe jako ratunek finansowy dla Grecji koncentrowały się na ograniczaniu corocznych deficytów budżetowych, ale nie zatrzymały narastania długu publicznego. Czerwona linia pokazująca udział inwestycji w PKB ulega natomiast załamaniu w wyniku tych programów pomocowych, co jeszcze mocniej uderza w grecką gospodarkę.

Czy grozi nam podobny kryzys jak Grecji?
Czy Polsce grozi kryzys podobny jak ten, który załamał sytuację finansów publicznych w Grecji? To temat na potężny raport porównawczy. Ale na użytek tego artykułu można powiedzieć, że jesteśmy w zupełnie innej sytuacji gospodarczej niż Grecja i takiego kryzysu nie powinniśmy się obawiać, w każdym razie nie powinien on przyjść ze strony nadmiernych wydatków wojskowych. Polska gospodarka od wielu lat rozwija się dynamicznie, a przystąpienie do UE wykorzystaliśmy jako szanse na budowę potencjału produkcyjnego i eksportowego.
Rośnie nasz dług publiczny i według ostatnich wyliczeń Eurostatu sięga niemal 60% PKB w klasyfikacji unijnej. Klasyfikacja krajowa jest nieco niższa, ale nie uwzględnia długu poza budżetem państwa. Faktem jest, że zwłaszcza ostatnie lata były okresem poluzowania fiskalnego, które od czasu pandemii i ostatnich wysokich deficytów sięgających 6-7% PKB wywindowały nasz dług do astronomicznego poziomu 2 bilionów zł. Możemy się na razie pocieszać tym, że mamy wciąż wysoki wzrost gospodarczy, który niweluje część tego efektu zadłużeniowego.
Niepokojące może być to, że zajęliśmy miejsce Grecji wśród krajów europejskich o największym udziale wydatków na cele wojskowe. Z jednej strony chlubimy się tym, że jesteśmy europejskim liderem w NATO i konsekwentnie budujemy militarne bezpieczeństwo, ale z drugiej strony fundujemy sobie sztywne wydatki na dekady, które w większości, podobnie jak kiedyś w Grecji, są przeznaczone na import gotowych produktów, a nie na inwestycje w potencjał produkcyjny. Kraje takie jak Niemcy czy Francja nie oddadzą nam pola w produkcji uzbrojenia.
Dane NATO z 2023 roku pokazują Polskę na pierwszym miejscu w udziale wydatków wojskowych w PKB. Warto zauważyć, że na drugim miejscu są USA, ale zaraz potem na miejscu trzecim jest… Grecja. Mimo kryzysu zadłużeniowego i kłopotów z finansowaniem potrzeb społecznych nie zrezygnowała z aktualizacji programów zbrojeniowych. Ten udział w PKB nie sięga już co prawda 5–6% PKB, ale wciąż jest w skali UE bardzo wysoki.

Jeśli jednak spójrzmy na ostatnie dane NATO z 2025 roku, to okazuje się, że zasadniczo zmieniła się kolejność krajów na początku zestawienia. Polska pozostała na pozycji lidera i chyba ta pozycja nie jest zagrożona. Jednak w wyniku egzystencjalnego zagrożenia w naszym regionie ze strony agresywnej Rosji bardzo dynamicznie rosną wydatki zbrojeniowe naszych sąsiadów w UE. Dużo więcej wydają w relacji do PKB kraje bałtyckie i skandynawskie. Mimo wszystko Grecja jest i tak bardzo wysoko. Dla niej wciąż zagrożeniem pozostaje Turcja.

Jednak to, co wydaje się najważniejsze z punktu widzenia wpływu wydatków wojskowych na gospodarkę i na finanse publiczne, to inne zestawienie pokazujące, w jakim stopniu wydatki na zbrojenia są kierowane na opłacenie funkcjonowania samego wojska i żołnierzy, w jakim na import z zagranicy gotowego sprzętu i amunicji, a w jakim wspierają inwestycje w kraju i przyczyniają się do budowy potencjału produkcyjnego na miejscu. W dłuższym terminie inwestycje działają, stymulując na wzrost PKB, a jednocześnie pomagają w redukcji zadłużenia.
Statystyki NATO pokazują, że w krajach sojuszu relacja wydatków na obronność może być bardzo zróżnicowana. Polska w danych za 2025 rok wygląda pod względem efektywności wydatków całkiem optymistycznie. Okazuje się, że nasz kraj ma największy spośród krajów NATO udział wydatków na zakup głównego sprzętu, w tym na kategorię R&D, czyli Research and Development – Badania i Rozwój, na poziomie aż 54,4%, a tylko 26,7% wydajemy na wynagrodzenia. To oznacza, że staramy się wydawać sensownie na to, co będzie pracować w dłuższym okresie.
Na drugim biegunie jest Grecja, która ma odwrotną proporcję wydatków, bo aż 58,4% wydaje na opłacenie kadry i funkcjonowanie wojska, a tylko 35% na zakup głównego sprzętu i R&D. Tu widoczny jest jeden z powodów greckiego kryzysu – skoncentrowanie się na wydatkach wspierających bieżącą konsumpcję, które nie dały potem gospodarce szans rozwojowych. Wspólną cechą wydatków Polski i Grecji jest natomiast stosunkowo niewielki udział kategorii operacji wojskowych – to domena wielkich graczy, których siły wojskowe działają w skali globalnej.

Grecja i Polska to dwa zupełnie różne podejścia do gospodarki i inne miejsce w UE. Polsce nie grozi nadmierne uzwiązkowienie i nadmierne wydatki na płace w sferze publicznej, wydatki socjalne czy społeczne. Mimo ich wzrostu w ostatnim okresie poziom tych wydatków wciąż pozostaje na raczej niskim poziomie w porównaniu z innymi krajami UE. Nie żyjemy też z dnia na dzień z kroplówki unijnych pieniędzy. Fundusze unijne wykorzystujemy na inwestycje rozwojowe: budowę dróg, autostrad, modernizację kolei, infrastruktury miejskiej, sieci energetycznych itp.
Rozwijamy się w dobrym tempie, co roku zwiększając potencjał gospodarki średnio o solidne 3–4%. W Grecji już w latach 80. i 90. XX wieku wzrost gospodarczy był mizerny, a gospodarka przeszła w tryb obsługi turystów. Gdyby nie turystyka i środki unijne, Grecji trudno byłoby funkcjonować. Polska ma też wszelkie dane, żeby wydawać na zbrojenia sensownie, czyli wspierając rodzimy przemysł, mamy silne ośrodki przemysłowe i zakłady produkcyjne skoncentrowane na wytwarzaniu uzbrojenia, powinniśmy je rozwijać, żeby potem tez eksportować.
Polska jest dopiero na początku swojej drogi zwiększonych wydatków na zbrojenia. Plany na kolejne lata są ogromne, niektórzy ekonomiści przestrzegają przed tym, żeby nie przesadzić z pożyczaniem za granicą na wydatki wojskowe, a na pewno żeby nie dopuścić do marnotrawstwa i wydawania na sprzęt niepotrzebny czy niekompatybilny z dotychczas używanym. Zbyt dużo dostępnych pieniędzy może być dla wojska pokusą do roztrwonienia części środków. A dług pozostanie i obciąży nas wszystkich.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
CZYTAJ JAK ZBROI SIĘ ROSJA:
ZOBACZ JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ:
Zobacz też nasze wideofelietony dotyczące przygotowania portfela do wojny lub niestabilności, finansowania zbrojeń. Subskrybuj kanał „Subiektywnie o Finansach” na Youtubie!
——————————-
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————-
Źródło zdjęcia: Constantinos Kollias/Unsplash









