Główny Urząd Statystyczny, jak co roku, uaktualnił tzw. koszyk inflacyjny. Takie zmiany często bywają kontrowersyjne, bo przy okazji odżywają spekulacje o tym, czy koszyk GUS w ogóle pokazuje inflacyjną rzeczywistość. W ubiegłym roku wybuchł spór o to, czy GUS, zmieniając koszyk zakupowy, nie chciał przypadkiem obniżyć oficjalnego wskaźnika inflacji. Jak jest w tym roku? Jak inflacja – a wraz z nią np. oprocentowanie obligacji od niej uzależnionych – zmieni się po rewizji koszyka inflacyjnego?
Po co GUS zmienia koszyk inflacyjny? Ma to związek ze zmianami zwyczajów zakupowych Polaków, które wciąż następują i są wychwytywane przez urząd statystyczny. Jako konsumenci zmieniamy się nieustannie. Np. wraz ze wzrostem zamożności kupujemy coraz więcej produktów przemysłowych i coraz więcej korzystamy z usług, a coraz mniejszy udział w strukturze naszych wydatków ma żywność. W naszych zakupach pojawiają się też nowe pozycje. To wszystko próbuje odzwierciedlić GUS. Czy mu się udaje?
- Osiem najważniejszych dylematów inwestycyjnych na najbliższą dekadę [POWERED BY CITIBANK HANDLOWY]
- Agenci AI, czyli rewolucja. Nie tylko w zakupach, ale też w płatnościach. Jak to zmienia przyszłość handlu? [POWERED BY VISA]
- Które spółki z branży oprogramowania nie przegrają z AI? Analitycy zrobili stress-testy. Czy po spadku wartości o 30% są już okazje inwestycyjne? [POWERED BY SAXOBANK]
Cóż, nie istnieje ani jeden Polak, którego struktura wydatków jest identyczna, jak wynikałoby to z koszyka inflacyjnego GUS. Ale czy to oznacza, że inflacja konsumencka, podawana na jego podstawie, jest „nieprawdziwa”? Nie da się ukryć, że każdy i każda z nas ma swoją „prywatną” inflację, ale jakąś średnią trzeba z tych naszych „prywatnych inflacji” wyciągnąć.
W zeszłym roku – jak pamiętacie – afera była nie z tej ziemi. „Czy koszyk inflacyjny został sztucznie „skręcony”, żeby zaniżyć inflację?” – cytował rok temu Maciek Samcik krytyków tego statystycznego zabiegu. W zeszłym roku, w wyniku zmian w koszyku, GUS obniżył wcześniej podawany wskaźnik inflacji za styczeń 2025 roku z 5,3% do 4,9%. Korekta była całkiem spora, ale miała też znaczenie psychologiczne – inaczej traktujemy wskaźnik „ponad 5%”, a inaczej „powyżej 4%”, co przecież często wykorzystują sklepy, oferując nam produkty np. za 4,99 zł, choć przecież spokojnie mogłyby zaokrąglić je do pełnych 5 zł.
CZYTAJ WIĘCEJ O TYM:
Nowy koszyk inflacyjny: zmiany znów obniżyły inflację
Czy również w tym roku zmiany w koszyku inflacyjnym wpłynęły znacząco na wskaźnik inflacji i mogą się stać przedmiotem kontrowersji? Nowy koszyk inflacyjny tym się różni od „starego”, że w większym stopniu uwzględnia udział kosztów użytkowania mieszkania lub domu, zaopatrzenia rodzin w wodę, energię elektryczną, gaz i inne paliwa. Zwiększył się też udział rekreacji i kultury oraz zdrowia. Więcej wydajemy więc na to, żeby utrzymać się w zdrowiu, reperować je oraz rozwijać duchowość.
Ale są też pozycje, które mają obecnie nieco mniejszy udział w koszyku inflacyjnym. To transport, napoje alkoholowe i tytoń, wyposażenie mieszkania i koszty prowadzenia gospodarstwa domowego. Mniejszą część domowego budżetu wydaje modelowy konsument GUS na odzież i obuwie, restauracje i hotele oraz edukację. Te wszystkie zmiany wynikają z badań budżetów gospodarstw domowych, które GUS prowadzi przez cały rok. Z tego bierze się koszyk inflacyjny.
Nie są to więc pomysły statystyków GUS-owskich, tylko wyniki ankiet prowadzonych wśród wszystkich grup konsumentów w całej Polsce. Dla chętnych poniżej pełna lista zmian w koszyku inflacyjnym (za biuletynem BOŚ Banku). Dajcie znać w komentarzach czy struktura Waszych wydatków też tak wygląda, jak nowy koszyk inflacyjny: 26% w nim to zakupy żywnościowe, 20% to koszty używania mieszkania (czyli czynsz i domowe rachunki), 10% to wydatki na transport, 10% pieniędzy „modelowego Polaka” idzie na sport, kulturę, hotele i restauracje, 6% na zdrowie, 10% na inne zakupy (np. wyposażenie mieszkania, odzież, obuwie). A pozostałe niecałe 20% na pozostałe wydatki:

Jak zmieniony koszyk inflacyjny przyniósł wskaźnikowi inflacji? Inaczej, niż w zeszłym roku, chyba obędzie się bez kontrowersji i złośliwych komentarzy, bo tym razem wskaźnik inflacji konsumenckiej (CPI) za styczeń został obniżony tylko o 0,1 pkt procentowy (licząc w skali roku). Inflacja w styczniu, liczona z uwzględnieniem nowego koszyka, nie wyniosła 2,2%, lecz tylko 2,1%. GUS podał też, że w lutym mieliśmy identyczny roczny wskaźnik inflacji – 2,1%, zaś w skali miesiąca wyniosła 0,3% (czyli gdyby przez cały rok zmieniała się z miesiąca na miesiąc tak, jak w lutym, wyniosłaby 3,6%).
Czy pokrywa się to z naszym doświadczeniem konsumenckim? Bardzo dużo zależy od naszych dochodów, ponieważ przy wyższych dochodach automatycznie udział cen żywności mocno spada. Jednak dla dużej grupy Polaków żywność to wciąż bardzo ważny składnik kosztowy codziennych zakupów. Z danych GUS wynika, że ceny żywności zarówno w styczniu jak i w lutym wzrosły o 2,4%, licząc w skali roku, czyli niewiele więcej niż ogólny wskaźnik CPI.
Ceny alkoholu i wyrobów tytoniowych w styczniu i lutym wyniósł – w skali roku – aż 6,9% i była to najszybciej drożejąca kategoria towarów. Sporo powyżej głównego wskaźnika inflacji wzrosły ceny usług zdrowotnych i edukacyjnych, usług gastronomicznych w restauracjach i usług zakwaterowania w hotelach, pensjonatach i kwaterach prywatnych (wzrost cen 5-6% w skali roku).
Dane o inflacji za styczeń i luty zgadzają się z wypowiedziami przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej i prezesa NBP Adama Glapińskiego z lutego o słabnącej presji inflacyjnej i trwałym stłumieniu dynamiki cen w gospodarce. O tym mówił w lutym, w rozmowie z „Subiektywnie o Finansach” członek Rady Polityki Pieniężnej, prof. Ireneusz Dąbrowski. Niestety, atak USA i Izraela na Iran zakończył chyba ten sielankowy okres. W marcu zobaczymy już wzrost cen, spowodowany podwyżkami cen paliwa i energii, a także żywności.
CZYTAJ TEŻ O STOPACH:
CZYTAJ TEŻ O SAFE:
Koszyk inflacyjny i wzrost cen. Ostatnie dane przed wielkim skokiem!
Spadek inflacji, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach, był oparty w dużym stopniu na spadku cen paliw i energii na świecie. Nie rosły także ceny żywności. Dzięki temu inflacja miała pozostawać aż do 2028 roku na „bezpiecznym” poziomie i krążyć w okolicach 2,5%, Wydarzenia na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie boleśnie zweryfikują te oczekiwania. Czeka nas wzrost cen nie tylko paliw i energii, ale też żywności, transportu i pewnie wielu innych produktów i usług.
Większość cen w gospodarce jest bowiem powiązana z cenami paliw i energii, a te skoczyły po tym, jak Iran został zaatakowany i ruszyły amerykańsko-izraelskie naloty. W pewnym momencie ceny baryłki ropy Brent osiągnęły nawet poziom 120 dolarów (teraz baryłka tego gatunku ropy kosztuje ok. 100 dolarów). Według ekonomistów, gdyby konflikt potrwał tylko kilka tygodni, skutki nie byłyby dramatycznie poważne. Jeśli jednak przedłuży się – wszystko zdrożeje.
Jesteśmy z dała od regionu Zatoki Perskiej. Niewiele ropy i gazu LNG stamtąd sprowadzamy. Zablokowanie transportu surowców w Cieśninie Ormuz, skoki cen na światowych giełdach towarowych i rysująca się groźba wyczerpywania się zapasów w wielu krajach, to jednak realna podstawa do dalszych wzrostów cen paliw także u nas. Portal Autocentrum pokazuje, jak średnie ceny paliw (liczone tygodniowo) ruszyły szybko w górę:


Najbliższe szczegółowe dane o inflacji za marzec poznamy dopiero za miesiąc, więc na razie można się tylko spodziewać, że będą one wyższe niż te styczniowe i lutowe. Jak bardzo wyższe, to zależy przede wszystkim od długości i intensywności trwania wzajemnych ataków w Zatoce Perskiej.
Nawet jednak, jeśli za jakiś czas ustaną działania wojenne, przywracanie „normalności” sprzed 28 lutego potrwa długo, bo wojna zahamowała nie tylko transport surowców z regionu, ale też częściowo przerwała wydobywanie i produkcję strategicznych towarów. Region będzie musiał mieć czas na odbudowę mocy produkcyjnych i przywrócenie połączeń logistycznych. To wszystko będzie dodatkowo kosztowało, więc – producenci z krajów arabskich wokół Zatoki Perskiej – wliczą sobie te koszty w ceny eksportu.
Stacje paliw na każdą wieść o jakimś konflikcie na świecie natychmiast podnoszą ceny, mimo że realnie kupują surowiec jeszcze po starych, niższych cenach. Kiedy ceny paliw na świecie spadają, dużo trudniej przychodzi właścicielom stacji obniżać ceny. A ceny paliw ze stacji przenoszą się szybko do całej gospodarki. odczuwają je firmy i konsumenci indywidualni.
PRZECZYTAJ, CO DROŻEJE (POD ZDJĘCIAMI DALSZY CIĄG ARTYKUŁU):
Jak ceny paliw wpływają na inflację?
Jak skokowo rosnące ceny paliw mogą wpłynąć na nasze portfele? Odpowiedź nigdy nie będzie jednoznaczna, bo każdy kryzys jest nieco inny, ale są badania, które pokazują kierunki. Jedno z ciekawszych badań na temat wpływu rosnących cen paliw na ceny w gospodarce przeprowadzili w czasie pandemii ekonomiści Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Szoki cenowe na rynku paliw dwukrotnie mocniej wpływają na ceny w gospodarkach rozwiniętych niż w tych rozwijających się, ale transmisja szoków cen benzyny jest bardziej długotrwała w tej drugiej grupie. Ekonomiści badali nie tylko wzrost cen paliw na rynkach, ale też rosnące ceny detaliczne na stacjach benzynowych, co – ich zdaniem – lepiej oddaje rzeczywisty wpływ na ceny, zwłaszcza w krajach Unii Europejskiej, które stosują podatki i opłaty paliwowe.
W krajach rozwijających się aż 10 z 12 składników inflacji konsumenckiej CPI reaguje pozytywnie na szoki cenowe na rynku benzyny, w porównaniu z 7 z 12 składników inflacji CPI w gospodarkach rozwiniętych. Ogólny wpływ na inflację w dużej mierze wynika z cen transportu, utrzymania mieszkania oraz cen żywności, ponieważ kategorie te nie tylko stanowią dużą część wydatków gospodarstw domowych, ale ich ceny są najbardziej wrażliwe na szok cenowy.
Gospodarki rozwinięte mają większą możliwość elastycznej reakcji na szoki, a poza tym szybciej reagują na zanikanie szoku. Mają zazwyczaj wyższą efektywność energetyczną i są mniej energochłonne, a bardzie innowacyjne.
Jaka jest skala reakcji inflacji na wzrost cen paliw i jakie kategorie towarów i usług są najbardziej dotknięte? Wykres poniżej pokazuje reakcję inflacji CPI na zmiany cen benzyny w gospodarkach rozwiniętych. Wzrost ceny detalicznej benzyny o 1 pkt proc. prowadzi do wzrostu inflacji cen konsumpcyjnych o 0,04 pkt proc. w szczytowym momencie. Potem następuje szybki spadek, a ogólnie – szerokość oddziaływania na ceny w gospodarce nie jest duża.

Wygrywają te gospodarki rozwinięte, które mają czyste źródła energii (bo łatwiej mogą złagodzić inflacyjny wpływ wyższych cen paliw). Korzystna jest też elastyczność rynku pracy, wiarygodność polityki pieniężnej (ułatwiająca ograniczenie inflacji), a także ograniczenie kontroli cen. Kontrolowanie cen w krótkim okresie przynosi co prawda efekty, ale w dłuższym – zwiększa ryzyko długotrwałego przenoszenia cen paliw na inflację i oderwania oczekiwań inflacyjnych od wzrostu cen.
W przeciętnej gospodarce rozwijającej się szoki cen paliw powodują szeroki wzrost cen konsumpcyjnych, bo taka gospodarka jest zazwyczaj bardzo energochłonna, wykorzystuje też mniej zdywersyfikowanych źródeł energii, np. czystych. Natomiast główną cechą gospodarki rozwijającej się jest to, że szoki inflacyjne utrzymują się tu dłużej w wyniku sztywności cen (które są bardziej kontrolowane) i mniej elastycznego rynku pracy. Słabsza jest też zazwyczaj wiarygodność polityki pieniężnej, co wpływa na wyższe oczekiwania inflacyjne.
PRZECZYTAJ O PALIWIE (POD ZDJĘCIAMI DALSZY CIĄG ARTYKUŁU):
O ile w gospodarkach rozwiniętych wpływ na ceny zanika w ciągu dwóch miesięcy po szoku cenowym benzyny, o tyle w gospodarkach rozwijających się trwa to dużo dłużej – pięć do sześciu miesięcy. Widać to na kolejnym wykresie. Co więcej, szczytowy wpływ w gospodarkach rozwiniętych jest dwukrotnie wyższy niż w gospodarkach rozwijających się, w których wzrost cen benzyny o 1 pkt proc. podnosi ceny konsumpcyjne o 0,02 pkt proc.
Jednak w rzeczywistości skumulowany wpływ na poziom inflacji konsumenckiej CPI jest większy w krajach rozwijających się niż rozwiniętych. Ceny rosną na początku w mniejszym stopniu, ale mocniej wtapiają się w gospodarkę. Ta trwałość wpływu na gospodarkę jest tak duża, że neutralizuje początkowy niższy szczyt. Dane te uwzględniają też wpływ działań polityki pieniężnej w odpowiedzi na wyższą inflację, wahania kursu walutowego i międzynarodowych cen żywności, aby uwzględnić inflację importowaną w krajach rozwijających się.

Czego spodziewać się po szoku paliwowym w Polsce?
Polska ma cechy częściowo kraju rozwiniętego, a częściowo – rozwijającego się. Gospodarka jest mocno energochłonna, a dostępność cenowa czystych alternatywnych źródeł energii nie jest u nas wysoka. Ciekawe jest to, że kiedy tylko pojawia się widmo szoku podażowego ze strony cen paliw, natychmiast odzywają się głosy wzywające do urzędowej regulacji i wręcz ustawowego powstrzymywania rosnących cen. Krótkotrwale to na pewno pomaga, ale – jak widać było na wykresach – może mieć negatywne skutki. Kryzys cenowy trwa wtedy dłużej.
Co w takim razie robić? Regulować ceny czy pozwolić im na swobodny wzrost, może dzięki temu szybciej potem spadną? Ekonomiści MFW proponują bardzo oszczędne działania, żeby nie wywrócić do góry nogami rynkowego charakteru gospodarki. W analizie MFW jeden z wniosków to diagnoza, że dopłaty do paliw przynoszą większe korzyści najbogatszym gospodarstwom domowym.
A tak naprawdę najbardziej spada, również w wyniku szoku cen na rynku paliw, siła nabywcza najbiedniejszych konsumentów. Ekonomiści MFW proponują więc wdrażanie tylko ukierunkowanych środków łagodzących, które mogłyby złagodzić wpływ cenowy dla najbiedniejszych gospodarstw domowych. Jakie środki wdroży obecnie rząd czy nasz narodowy czempion paliwowy Orlen? Jeśli myślimy o tym, pomyślmy też, że obrona rynkowego charakteru nie musi być szkodliwa dla nas jako konsumentów. W średnim i dłuższym okresie możemy na tym skorzystać.
————————
ZOBACZ NOWE ODCINKI MAGAZYNU:
————————-
ZOBACZ TEŻ ROZMOWY:
——————————
ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTERY
>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.
>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.
——————————
Źródło zdjęcia: FinanceVisual











