Już po strachu na rynku metali szlachetnych? Po dwóch dniach istnej rzezi, gdy ceny złota spadły nawet o 20% (czyli ponad 1 000 dolarów na każdej uncji!) od szczytu – wydaje się, że inwestorzy-spekulanci zaczynają wracać do zakupów. Radykalnie poprawiły się też nastroje na rynku srebra, które po spadku ceny o prawie 45% zaczęło dynamicznie odrabiać straty. Kto stał za dramatyczną przeceną złota i srebra? Czego można się spodziewać na rynku metali szlachetnych w najbliższych tygodniach i miesiącach?
Ostatnie godziny na rynku metali szlachetnych to istny roller-coaster. W piątek i poniedziałek widzieliśmy dramatyczną wyprzedaż złota i srebra. Katastrofalnie wyglądała zwłaszcza sytuacja na rynku srebra, gdzie z poziomu 125 dolarów za uncję nastąpił błyskawiczny krach poniżej 75 dolarów za uncję. Niewiele brakowało, a w dwa dni srebro straciłoby połowę wartości rynkowej. Przynajmniej patrząc na wycenę kontraktów terminowych, bo ceny srebrnych monet w sklepach zachowywały się dużo spokojniej. 10-uncjowe potaniały z 650-700 zł do 450 zł.
- Kiedy powinieneś się zastanowić nad zmianą banku? Osiem sygnałów. Dlaczego Polacy często biorą „ślub z bankiem” na całe życie? [POWERED BY UNICREDIT]
- Od dłuższego czasu usilnie główkujesz, w co by tu zainwestować, żeby nie stracić? Te liczby mówią: „przestań się wreszcie zastanawiać” [POWERED BY UNIQA TFI]
- Jesteś na początku swojej drogi zawodowej? Oto Twoja checklista na bezpieczną podróż przez życie. Osiem ważnych punktów! [POWERED BY PZU]
Kto stał za dramatycznymi spadkami na rynku metali szlachetnych?
W przypadku złota przecena nie była aż tak gwałtowna, aczkolwiek zjazd z poziomu rekordy wszech czasów 5 600 dolarów za uncję w okolice 4 500 dolarów za uncję to sytuacja absolutnie niespotykana. Ale minęło kilkadziesiąt godzin i sytuacja na rynku metali szlachetnych zmieniła się o 180 stopni. We wtorek inwestorzy znów ochoczo je kupują. Złoto zbliża się do 5 000 dolarów za uncję (rosnąc o 6-7%), zaś srebro do 86-87 dolarów za uncję (po wzroście o 10-11%).
Gdy inwestorzy-spekulanci są w raju (dla handlujących „papierowym” złotem i srebrem wysoka zmienność to najlepsze możliwe paliwo), wszyscy pozostali zastanawiają się – co tu się wyrabia? Jak to możliwe, że – właściwie bez żadnego powodu – teoretycznie bezpieczne aktywa zmieniają ceny tak drastycznie? Wygląda na to, że zwykli posiadacze złota i srebra, którzy chcą zabezpieczyć oszczędności przed spadkiem wartości pieniądza w pewnym sensie są „zakładnikami” agresywnych spekulantów handlujących nie metalami szlachetnymi, ale uprawnieniami do nich (bez obowiązku dostawy kruszcu).
Spadkowa korekta rynkowi metali szlachetnych się z pewnością należała. Pretekstem do niej było wytypowanie przez Donalda Trumpa „nie-tak-strasznego” kandydata na nowego szefa banku centralnego. Ale to oczywiście nie jest żaden powód, by przeceniać złoto o 20%, a srebro o prawie 45%. Najpewniej sytuację postanowiły wykorzystać „grube ryby”, czyli banki inwestycyjne mające w bilansie kontrakty typu short (czyli „obstawiające” spadek ceny metali szlachetnych). Albo ich klienci (albo jedni i drudzy). W ich interesie było zbicie cen jak najbardziej i zamknięcie kontraktów.

I to się wydarzyło, zaś pomogły w tym same giełdy, zwiększając – jak to zwykle bywa w czasach podwyższonej zmienności – tzw. margins, czyli depozyty zabezpieczające dla transakcji mających „wbudowany” lewar. Jeśli inwestuję 100 dolarów z lewarem dziesięciokrotnym, to zmiana ceny o 10 dolarów powoduje, że nie mam już pieniędzy i dostaję telefon od mojego maklera, że albo dopłacam pieniądze do rachunku, albo broker przymusowo sprzedaje moje aktywa. Zwiększenie depozytów oznacza, że to dzieje się szybciej. A w konsekwencji napędza spadki cen.
Pretekst rynkowy, postępowanie giełd oraz zainteresowanie „grubych ryb” realizacją spadkowego scenariusze (ze względu na posiadanie kontraktów terminowych typu short) było miksem, który sprawił, że wszystko potoczyło się szybciej i gwałtowniej, niż zwykle. A więc tak, jak w przypadku rynków, na których rządzi kapitał spekulacyjny. Na rynku, na którym handluje się fizycznymi sztabkami, a nie kilkakrotnie lewarowymi zobowiązaniami do ich dostarczenia w przyszłości – to by się nie miało prawa zdarzyć.
CZYTAJ WIĘCEJ O KRACHU SREBRA:
Czy nowy szef Fed oznacza koniec obaw o szybką dewaluację dolara?
Ci, którzy zaczęli się zastanawiać czy zakończyła się era „handlu dewaluacyjnego”, czyli kupowania złota i srebra, żeby zabezpieczyć się przed dewaluacją najważniejszych walut świata – chyba już znają odpowiedź. Nowy prezes amerykańskiego banku centralnego Kevin Warsh to nie jest gwarancja odzyskania siły przez dolara oraz utrzymywania stóp procentowych na relatywnie wysokim poziomie (takim, który dawałby realne zyski posiadaczom obligacji i czyniłby bezsensownym posiadanie złota, czy srebra).
Owszem, Kevin Warsh kiedyś był „jastrzębiem”, a więc wyznawał tezę o konieczności bezwzględnej walki z inflacją i obrony wartości dolara. Ale gdy w wywiadzie dla telewizji Fox News zapytał: „Dlaczego nie mielibyśmy znacznie obniżyć stóp procentowych i dzięki temu uzyskać przystępnych cenowo 30-letnich kredytów hipotecznych dla Amerykanów?” – inwestorom spadły klapki z oczu. „Jastrzębie” tak nie mówią. Warsh chce ograniczyć wartość rządowych obligacji w bilansie banku centralnego (mniej pieniędzy na rynku to niższa inflacja i silniejsza waluta), ale jednocześnie chciałby niskich stóp.
CZYTAJ WIĘCEJ O DEWALUACJI DOLARA:
Jako pierwsi zauważyli, że „coś tu nie gra” inwestorzy na rynku obligacji. Owszem, dolar się umocnił, a złoto i srebro runęły (podobnie zresztą jak akcje spółek technologicznych, których inwestycje są uzależnione od taniego pieniądza), ale… rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji się nie zmieniła, wciąż waha się w obszarze 4,2-4,3%. Gdyby inwestorzy wierzyli w to, że na stołku szefa banku centralnego zasiadł właśnie „jastrząb”, to rentowność obligacji powinna wzrosnąć (w oczekiwaniu na wyższe oficjalne stopy procentowe).
Wydaje się więc, że to jeszcze nie koniec obaw o dolara. Zwłaszcza, że spadek cen srebra – najgorszy od 1980 r. – spowodował powrót ceny do poziomów z połowy stycznia, zaś obniżka cen złota „odcięła” zyski osiągnięte przez inwestorów raptem od początku stycznia. A jeśli chodzi o sytuację fundamentalną – nie ma większych zmian. Globalne, oficjalne rezerwy złota w bankach centralnych przewyższyły globalny stan posiadania obligacji skarbowych amerykańskiego rządu – stało się to po raz pierwszy od lat 90. zeszłego wieku. To oznacza, że bankierzy centralni zabezpieczają swoje skarbce przed ewentualnym spadkiem dolara.
ZOBACZ „MAGAZYN SUBIEKTYWNIE O FINANSACH”:
Na rynku metali szlachetnych reakcja mechaniczna, nie fundamentalna
Co będzie dalej ze złotem i srebrem? Niekoniecznie musi to być natychmiastowy powrót do hossy. Być może przez kolejnych kilka miesięcy rynek będzie poruszał się w granicach wyznaczonych spadkami cen z ostatnich dni. A więc w przypadku złota między 4 500 dolarów za uncję a 5 500 dolarów za uncję. Co myśli o takim scenariuszu Michał Tekliński, ekspert rynku metali szlachetnych z Goldsaver.pl (sklep internetowy, w którym można kupić złoto w częściach) oraz Goldenmark (sieci salonów ze złotem, srebrem, inwestycjami alternatywnymi i dziełami sztuki)?

Ostatnie dni na rynku złota przyniosły inwestorom pełen wachlarz emocji – od euforii po brutalne otrzeźwienie. Po serii historycznych rekordów cenowych kruszec wszedł w fazę gwałtownej korekty, która jednak nie zmienia długoterminowego obrazu rynku. W ciągu zaledwie kilku dni złoto ustanowiło aż 12 nowych rekordów cenowych, osiągając pułap 5595,44 dolarów za uncję w cenie spot. Tak dynamicznych wzrostów – sięgających około 500 dolarów w trzy dni – rynek nie widział nigdy wcześniej.
Równie spektakularna była jednak reakcja korekcyjna. W ciągu trzech kolejnych dni cena spadła o podobną wartość, schodząc w okolice 5 000 dolarów za uncję, co dla wielu uczestników rynku było bolesnym, ale klasycznym scenariuszem po tak gwałtownym rajdzie. To poziom znacznie poniżej ostatnich historycznych maksimów z końca stycznia, ale nadal znajduje się w zakresie wysokich notowań w długim trendzie.
Spadek kursu złota jest wynikiem realizacji zysków, technicznej presji rynkowej oraz zmienności, ale fundamenty pozostają mocne: silny popyt inwestycyjny, zakupy banków centralnych oraz niepewność makroekonomiczna nadal wspierają popyt na kruszec.
Notowania pokazują jednak, że rynek zaczął „ochładzać” krótkoterminową euforię. To naturalny element cyklu po serii rekordów, a nie sygnał trwałego odwrócenia trendu. Fundamenty nadal przemawiają za realnym popytem i strategiczną rolą złota jako zabezpieczenia kapitału. Impulsem do gwałtownego spadku nie była bowiem zmiana fundamentów, lecz techniczne uruchomienie zleceń sprzedaży i efekt psychologiczny. To była reakcja mechaniczna, nie fundamentalna. Dla inwestorów długoterminowych, szczególnie tych posiadających złoto fizyczne, niewiele się w gruncie rzeczy zmieniło.
Banki centralne w roli głównej
W tle nadal działają te same czynniki, które wyniosły ceny kruszcu na historyczne poziomy: słabszy dolar, rosnąca niepewność geopolityczna oraz napięcia wokół polityki monetarnej USA. Istotną rolę odgrywa również narracja o tzw. debasement trade, czyli celowym osłabianiu waluty. Komentarze prezydenta Donalda Trumpa sugerujące, że słabszy dolar jest korzystny dla USA, wzmacniają obawy inwestorów o realną wartość pieniądza fiducjarnego. W takich warunkach złoto wraca do swojej podstawowej roli – bezpiecznej przystani.
Z danych Światowej Rady Złota (WGC) wynika, że miniony rok był absolutnie rekordowy. Cena złota wzrosła o ponad 60%, a popyt rynkowy na kruszec przekroczył 5 000 ton, co jest najwyższym poziomem w historii. Szczególnie imponujące były zakupy inwestycyjne – same fundusze ETF nabyły ponad 800 ton, a banki centralne 863 tony kruszcu. Banki centralne pozostają jednym z kluczowych filarów popytu i wszystko wskazuje na to, że w kolejnych kwartałach ten trend się utrzyma.
Dodatkowym sygnałem niepokoju są pojawiające się w Niemczech głosy nawołujące do repatriacji złota przechowywanego w USA. Dyskusja o fizycznej kontroli nad rezerwami pokazuje, jak bardzo zmienia się postrzeganie bezpieczeństwa finansowego w świecie rosnących napięć politycznych.
W kontekście długoterminowym rynek złota ma także bardzo ambitne prognozy, które przekraczają dotychczasowe oczekiwania analityków. Według najnowszej prognozy JP Morgan, popyt ze strony banków centralnych i inwestorów może doprowadzić do podniesienia ceny złota nawet do 6 300 dolarów za uncję na koniec 2026 roku.
Bank wskazuje, że strukturalna dywersyfikacja rezerw oraz nadal wysoka preferencja dla realnych aktywów nad papierowymi daje solidne fundamenty pod taki wzrost cen. Prognoza zakłada również duże zakupy kruszcu przez banki centralne na poziomie około 800 ton w tym roku. Prognoza JP Morgan dla srebra jest bardziej ostrożna. Metal może utrzymywać się w zakresie ok. 75-80 dolarów za uncję, choć brak strukturalnego popytu ze strony banków centralnych (jak ma to miejsce w przypadku złota) czyni jego trajektorię mniej przewidywalną.
Obecna korekta może potrwać, ale nie musi oznaczać końca trendu wzrostowego. Rynek potrzebował schłodzenia. Jeśli złoto znajdzie stabilne wsparcie w okolicach 5 000 dolarów za uncję, kolejne miesiące mogą przynieść uspokojenie i stabilizację cen lub stopniowy powrót do wzrostów.
———————————-
ZOBACZ ROZMOWĘ O ROLI ZŁOTA W PORTFELU:
———————————-
ZAPOZNAJ SIĘ Z ARTYKUŁAMI Z CYKLU „STAĆ CIĘ NA ZŁOTO”:
>>> Dla niezbyt doświadczonych inwestorów najbezpieczniejszą strategią są zakupy w częściach. Dotyczy to akcji, obligacji i… złota też. Zwłaszcza teraz. Jak robić to wygodnie?
>>> Złoto w monetach lub sztabkach czy w ETF-ach, funduszach i akcjach spółek? Jakie są wady i zalety lokowania pieniędzy w fizyczny kruszec?
>>> Popularność zakupów złota w Polsce rośnie, więc… wraca patent na kupowanie złota po kawałku. Czy tym sposobem złote sztabki trafią pod strzechy? Czy to bezpieczne? Testuję
>>> Od czego zależy cena złota? Kiedy zyskamy dzięki ulokowaniu w nim części oszczędności, a kiedy niekoniecznie? Zdecyduje o tym kilka czynników
>>> Po co banki centralne kupują złoto? I czy my też powinniśmy? Czy dla bankierów złoto staje się alternatywą dla „papierowego” pieniądza?
>>> Złoto czy nieruchomości? Ten odwieczny spór od lat rozgrzewa zwolenników inwestycji alternatywnych na całym świecie. Kto ma więcej racji?
>>> Złoto jako „ubezpieczenie od końca świata”? Nie tylko. Sprawdzam, jak złoto się sprawdza w kryzysowych momentach na rynku. Bo kryzysów ci u nas dostatek
————————

Odbierz za darmo e-book o lokowaniu w złoto. Zastanawiasz się, czy złoto jest dla Ciebie? Zobacz raport specjalny „Jak lokować oszczędności w złocie?”, który ekipa „Subiektywnie o Finansach” przygotowała wspólnie z firmą Goldsaver. Co w raporcie? Jak złoto w przeszłości chroniło wartość? Trzy formy, w których można kupić złoto. Jak bezpiecznie kupować złoto fizyczne? Jak sprawdzić autentyczność złotej sztabki lub monety? Dlaczego złoto zawsze miało i będzie miało wartość? Raport możesz pobrać zupełnie bezpłatnie – wystarczy zarejestrować się w sklepie Goldsaver.pl tutaj lub zapisać się do newslettera Goldsaver.
————————
ZAPROSZENIE
Zapraszamy do zapoznania się z ofertą sklepu Goldsaver, który jest Partnerem komercyjnego cyklu edukacyjnego „Stać cię na złoto” w Subiektywnie o Finansach. W Goldsaver każdy może kupić sztabkę złota po kawałku we własnym tempie i bez zobowiązań. Kliknij ten link, załóż konto i kupuj złoto w częściach. W jakiej cenie kupujesz złoto? W Goldsaver zawsze jest to kurs złota w NBP powiększony o 6,9% (koszt przechowywania, pakowania, wysyłki oraz marża sprzedawcy). Z kolei cena złota w NBP odzwierciedla kurs z londyńskiej giełdy metali.
Za marką Goldsaver stoi – należący do tej samej grupy kapitałowej – Goldenmark, czyli wiodący na polskim rynku dystrybutor metali szlachetnych, posiadający 24 salony premium w największych miastach. W ciągu 15 lat działalności dostarczył Polakom ponad 600 000 uncji, czyli około 20 ton fizycznego złota. Goldenmark współpracuje z renomowanymi producentami, posiadającymi akredytację LBMA (London Bullion Market Association), takimi jak niemiecki C.HAFNER, United States Mint czy Rand Refinery z RPA.
——————————–
Goldsaver i Goldenmark są Partnerami komercyjnego cyklu edukacyjnego „Stać cię na złoto” w „Subiektywnie o Finansach”. W Goldsaver każdy może kupić sztabkę złota po kawałku we własnym tempie i bez zobowiązań. W sklepach Goldenmark – także fizycznej sieci placówek – można kupić kruszce i inne aktywa alternatywne. Autor komentarza – Michał Tekliński jest ekspertem rynku złota Goldsaver i Goldenmark.

zdjęcie tytułowe: Pixabay






