22 grudnia 2018

To wyścig decydujący o przyszłości banków. InBank mówi, że wymyślił najszybsze raty w necie. Przetestowałem i… mam postulaty

To wyścig decydujący o przyszłości banków. InBank mówi, że wymyślił najszybsze raty w necie. Przetestowałem i… mam postulaty

W XXI wieku przetrwają te banki, które nie będą czekały aż klienci do nich przyjdą po pieniądze, lecz te, które będą w stanie znaleźć się wszędzie tam, gdzie rodzi się potrzeba finansowa. A więc do sklepów. Lecz sklepy przyjmą do siebie tylko te banki, które potrafią nie wystraszyć klientów skomplikowanymi i długimi procedurami dotyczącymi np. rat. Na tym polu bitwy z gigantami bankowości próbuje wygrać malutki estoński InBank. Przetestowałem jego NeoRaty

W internetowych sklepach trwa wyścig o jak najszybsze i najsprawniejsze obsłużenie klienta oraz o nakłonienie go do możliwie największych zakupów. W obu przypadkach kluczem do sukcesu jest dopasowanie oferty do potrzeb klienta oraz wygodna płatność.

Zobacz również:

Jeśli płacę własnymi pieniędzmi – e-sklep ma łatwiej. Pośrednicy w płatnościach robią wiele, by płatność ograniczała się do jednego kliknięcia, albo w najgorszym razie do kilku prostych kroków. Wyzwaniem jest sytuacja, w której sklep chce podsunąć klientowi odroczoną płatność albo raty. Klient dzięki temu może zrobi większe zakupy, ale nie sposób wówczas ograniczyć płatności do jednego lub kilku kliknięć.

Genialny w swej prostocie patent zaprezentowała w ostatnich tygodniach firma Twisto, która płaci za klientów ich rachunki, a potem (po kilku tygodniach) prosi ich o zwrot pieniędzy. Klient kupuje od razu, ale nie musi płacić od razu, więc nie ucieknie ze sklepu z powodu skomplikowanej procedury płatności.

Czytaj: Pięć rzeczy, które nieodwracalnie zmieniły świat pożyczania pieniędzy. I dwie rzeczy, które wkrótce zmienią go jeszcze bardziej. Ale czy na lepsze?

Czytaj też: Porównują pożyczki, ale… chcą też „uzbroić” klientów. Za darmo i bez zobowiązań pozwolą ci sprawdzić ocenę w BIK 

Bank w sklepie czy sklep w banku?

Sęk w tym, że w świetle prawa to wygląda tak samo, jak pożyczka. A żeby udzielić komuś pożyczki trzeba spełnić więcej wymogów formalnych. Stąd nie wiadomo czy usługa Twisto w obecnej formule przetrwa na rynku. Jeśli nie wchodzi w grę ten wariant, to pozostaje maksymalne upraszczanie tradycyjnej procedury kredytowej, by formularze zakupu na raty nie odstraszały.

Czytaj też: Chcesz szybką pożyczkę? Daj login do Facebooka i PayPala, a oni sprawdzą czy jesteś wiarygodny

Właśnie na tym polu trwa wyścig technologiczny. Jak dobrze sprawdzić klienta, a jednocześnie nie czynić z tego sprawdzania zbyt skomplikowanej procedury? Warto obserwować poczynania malutkiego estońskiego InBanku, który w Polsce działa dopiero od półtora roku.

Czytaj: Estoński InBank już w Polsce. Czym zaskoczył? 

Jego strategia rozwoju (a jest obecny już m.in. w Skandynawii) polega właśnie na „wpinaniu się” do wszystkich tych miejsc – w realu i w internecie – w których klient może potrzebować finansowania. InBank nie czeka aż ktoś go znajdzie i przyjdzie po pieniądze, raczej stara się być tam, gdzie rodzi się potrzeba finansowa klienta.

InBank jako pierwszy wykorzystał do udzielania pożyczek wideorozmowę, jako jedyny bank w Polsce jest już „wpięty” do obu działających tu agregatorów pożyczkowych – Bancovo i Finai. I jako jeden z pierwszych wchodzi do sklepów internetowych z ultraprostą pożyczką ratalną.

Jedna strona, siedem pytań i masz już raty

Jak to wygląda w praktyce? W ostatnich dniach w e-sklepie sieci NeoNet pojawiły się NeoRaty, których dostawcą jest właśnie InBank. W zasadzie nie ma się co podniecać, bo różni dostawcy rat pojawiają się w coraz większej liczbie e-sklepów, ale tutaj uwagę zwraca bardzo szybki i łatwy z punktu widzenia klienta proces przyznawania pożyczki.

Zakup na raty wygląda w ten sposób, że po wybraniu towarów do koszyka muszę wypełnić krótki formularz mieszczący się na jednym ekranie komputera. A w nim wpisuję numer PESEL, numer dowodu osobistego (oraz do kiedy jest ważny), miesięczny dochód netto, główne źródło dochodu (i liczbę osób na utrzymaniu) oraz preferowaną datę płatności raty.

Potem pojawia się też drugi ekran, ale to już tylko zgody dotyczące przetwarzania danych i marketingowe. Warto zaznaczyć tylko pięć obowiązkowych zgód na górze, bo cała reszta to próba nakłonienia klienta do zgody na ekspansję marketingową przez internet i telefon oraz na sprzedaż danych innym sklepom.

Na tym oczywiście procedura udzielania kredytu ratalnego się nie kończy – trzeba jeszcze podpisać umowę podając kod SMS przesłany na podany sklepowi numer telefonu i wysłać na wskazane konto przelew weryfikacyjny 1 zł. Ale to już są etapy, w których nie ma ryzyka, że klient się wycofa, bo ma już pozytywną decyzję banku co do sfinansowania jego rat.

Z punktu widzenia klienta usługa jest darmowa (prowizja InBanku zawiera się w cenie kupowanego towaru). Oprocentowanie – i to dość wysokie – pojawia się dopiero w sytuacji, w której chciałbym rozbić płatność na 20 rat lub więcej.

Czytaj też: Kiedy kredyt staje się toksyczny? Wystarczy, że spełni te trzy warunki

Czytaj też: Połowa Polaków ma długi. 2,5 mln ich nie spłaca. Ilu już nie spłaci? Sprawdzam!

Dlaczego banki nie dbają o „odrzuconych” klientów?

To rzeczywiście jedne z najszybszych rat w internecie, jakie widziałem. Choć nie są pozbawione wad. Testując na sobie NeoRaty wywołałem celowo sytuację, w której mój wniosek został odrzucony, żeby sprawdzić jak wtedy jest traktowany klient. I czy przypadkiem sklep wskutek takiej przykrości nie straci klienta.

Ekran pokazujący negatywną decyzję nie jest dobrze zrobiony, bo InBank nie podaje w ogóle powodów odrzucenia wniosku o raty. To duży błąd, bardzo często spotykany w bankach (zarówno w internecie, jak i w realu). Klient odrzucony, jesli nie wytłumaczy mu się dlaczego został odrzucony, traci sentyment i do rat i do e-sklepu. I może nic więcej już w nim nie kupić, ani na raty ani za żywy pieniądz.

Generalnie jednak trend jest jednoznaczny. Banki i pośrednicy finansowi nie mogą czekać aż klienci do nich przyjdą po pieniądze, bo zobaczyli coś ładnego w sklepie. Oni już muszą czekać w tym sklepie i to czekać z procesem maksymalnie przyjaznym i szybkim z punktu widzenia klienta. Tylko tacy dostawcy pieniądza mają szansę przeżyć w XXI wieku.

Obejrzyj też: Na stronie cyklu edukacyjnego „Pożyczaj z głową” znajdziesz artykuły o rewolucji w pożyczaniu

Czytaj też: Jak sensownie pożyczyć pieniądze i nie pójść na dno? Ci, którym się nie udaje, popełniają trzy błędy. Warto ich uniknąć

zdjęcie tytułowe: wykorzystałem fragment zdjęcia z lodz.naszemiasto.pl

 

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Franek
3 lat temu

Wszystko możliwe … jak nie podlega się polskiemu KNFowi, który nie dość że wydaje Rekomendcję T to jeszcze sam ją różnie interpretuje, proces InBanku jest na innych prawach … zdrowa konkurencja … i jest Klient, którego to wszystko nie interesuje, bo ma szybko” 🙂

Jacek
3 lat temu

Myślę, że Bank nie powinien podawać powodu odrzucenia wniosku kredytowego, żeby uniknąć „poprawiania” wniosku. Wniosek jest krótki, więc jeśli system tłumaczyłby dlaczego dany wniosek jest odrzucany, to obsługa sklepu szybko nauczyłaby się tych reguł i mogłaby „doradzić” klientowi, żeby np delikatnie podwyższył dochody albo zapomniał o jednym dziecku. Dla bezpieczeństwa Banku lepiej nie zdradzać jak działa system decyzyjny przyznania lub odrzucenia takiego wniosku kredytowego.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!