4 kwietnia 2017

Estoński InBank już w Polsce. Czym zaskoczył? Świetnymi depozytami i dziwną chwilówką

Estoński InBank już w Polsce. Czym zaskoczył? Świetnymi depozytami i dziwną chwilówką

O ile na rynku banków uniwersalnych – oferujących pełne spektrum produktów finansowych, od ROR-ów przez karty płatnicze po inwestycje i ubezpieczenia – trudno się spodziewać jakiejś rewolucji (role są już dawno rozdane), o tyle wśród instytucji specjalizujących się głównie w niskokwotowych, szybkich pożyczkach online jest coraz ciaśniej. Atakują pozabankowe firmy pożyczkowe typu Vivus, Wonga, czy Provident (zgarnęły już 25% tego rynku), atakują też nowe banki.

Swoje wejście na polski rynek ogłosił właśnie estoński InBank, który na rodzimym rynku „pozamiatał” – udziela już co czwartej pożyczki gotówkowej i co piątej ratalnej, którą zaciągają Estończycy. Bank działa też na sąsiedniej Łotwie, ostatnio próbuje rozwinąć skrzydła w Niemczech i Austrii, a kolejnym obiektem jego ekspansji mają być niczego nie przeczuwający polscy konsumenci :-). A niczego nie przeczuwający polski konsument wygląda tak:

Zobacz również:

inbankkkgraf

Powiedzmy sobie szczerze: to jest mikrus wręcz niezauważalny w polu widzenia przeciętnego polskiego banku. Jego aktywa wynoszą – w przeliczeniu na „nasze” złotówki – niecałe 400 mln zł, czyli tyle, ile ma jeden średniej wielkości SKOK. Ale ofertę ma InBank, trzeba przyznać, ciekawą. Przeklikałem się przez nią tuż po oficjalnym starcie banku w Polsce (nie zajęło to dużo czasu, bo jest prosta jak ogon węża :-)) i sądzę, że Estończycy mogą spróbować napsuć krwi jeśli nie bankom, to przynajmniej firmom pożyczkowym i SKOK-om oraz firmom specjalizującym się w kredytach ratalnych.

Podstawą oferty InBanku jest coś w rodzaju chwilówki. To pożyczka na maksymanie cztery miesiące i tylko do 4000 zł, sprzedawana w modelu eurobankowej „Wypożyczki” – czyli bez odsetek, a jedynie z prowizją za jej udzielenie. Co ciekawe, przez trzy miesiące spłaca się w ratach tylko tę prowizję, czyli są one malutkie (najwyżej kilkudziesięciozłotowe). Dopiero wraz z ostatnią ratą trzeba oddać całą kwotę pożyczki. Taki sposób oferowania szybkiej gotówki to w Polsce rzadkość.

Prowizja za udzielenie pożyczki nie jest niska. Z tego co się zorientowałem w czasie „testów” standardowo wynosi ona jakieś 15% (najniższy możliwy poziom to chyba 10%). Ale to mimo wszystko mniej od kosztów proponowanych przez większość firm chwilówkowych. Choć sporo więcej, niż wynosi realne oprocentowanie pożyczek oferowanych przez banki. Oczywiście pożyczka jest możliwa do zassania w 100% przez internet. Wypełnia się e-wniosek (a właściwie dwa – jeden o dostęp do bankowości internetowej, a drugi o pożyczkę), wysyła się przelew weryfikacyjny i jeśli dane z przelewu zgadzają się z tymi podanymi we wnioskach, InBank przelewa kasę. Umowę podpisuje się SMS-em autoryzacyjnym, który bank przesyła na podany przez klienta telefon komórkowy.

Poza tą pożyczką InBank ma w ofercie jeszcze tylko dwa produkty – kredyt gotówkowy do 50.000 zł (też do wzięcia przez internet) oraz lokaty. Nie ma kont osobistych, kart płatniczych, bankowości transakcyjnej, inwestycji, ubezpieczeń, ani nic innego. Depozyty są oprocentowane re-we-la-cyj-nie. O ile trzyletni depozyt na 3% w skali roku jest pomysłem dość ryzykownym (mogą się w tym czasie zdarzyć podwyżki stóp procentowych, które pociągną w górę oprocentowanie lokat w innych bankach), o tyle roczna lokata na 2,6% i półroczna na 2,4% bez restrykcji (no, może poza limitowaną maksymalną kwotą – 50.000 zł) daje dziś InBankowi pierwsze miejsca w rankingach. A kruczek? Otóż InBank jest oddziałem estońskiego banku, więc nie podlega ani polskiemu nadzorowi bankowemu, ani Bankowemu Funduszowi Gwarancyjnemu. Gdyby coś złego się wydrzyło, deponenci musieliby próbować odzyskać pieniądze w Estonii, bo to tamtejszy fundusz gwarancyjny zapewnia pokrycie strat deponentów do 100.000 euro.

Bardzo jestem ciekaw czy Polacy rzucą się zakładać lokaty w banku, który nie ma polskich gwarancji depozytów. Jeśli się rzucą, to InBank będzie mógł odważnie zarzucić sieci w swoim ulubionym i sprawdzonym w innych krajach modelu działalności – dogadywania się z sieciami detalicznymi w sprawie finansowania zakupów ich klientów. Dziś InBank ma w czterech krajach umowy z 300 sieciami handlowymi, dzięki którym bez sieci oddziałów i wydawania wagonów kasy na promocję uzyskał dostęp do ludzi chcących robić zakupy na kredyt. Estończycy kupują też portfele kredytów i pożyczek od innych banków i firm pożyczkowych. Twierdzą, że umieją tak zrobić, żeby klienci – po spłaceniu „starej” pożyczki – kontynuowali swoją parachwilówkową „przygodę” z używaniem nie swoich pieniędzy.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!