Polska jest (k)rajem przedsiębiorców. Tak przynajmniej wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. GUS podsumował właśnie 2025 rok i obliczył, że działa ponad 2,46 mln mikroprzedsiębiorstw, czyli firm zatrudniających nie więcej niż dziewięć osób. W ciągu ubiegłego roku przybyło ich aż 93 000. Ich przychody wzrosły do imponujących 2,24 bln zł. Można byłoby więc pomyśleć, że polska przedsiębiorczość przeżywa prawdziwy rozkwit. Ale w tych statystykach kryją się paradoksy, a rzeczywistość nie jest różowa
Chociaż firm przybywa, nie przybywa proporcjonalnie miejsc pracy, które powinny być generowane przez te firmy. Przeciętne zatrudnienie w mikroprzedsiębiorstwach nawet nieznacznie spadło. Aż 77,9% najmniejszych firm to te, w których pracuje najwyżej jedna osoba. Czyli zdecydowana większość polskich mikroprzedsiębiorstw to biznesy prowadzone samodzielnie przez właściciela, bez zespołu pracowników. Czy to dowód niezwykłej przedsiębiorczości Polaków, czy raczej sygnał, że coraz częściej wolimy pracować na własny rachunek niż budować firmy zatrudniające innych?
- Zatrzęsienie firm, które ułatwiają inwestowanie oszczędności. Której powierzyć pieniądze? Jak zmierzyć wiarygodność brokera? Check-lista! [POWERED BY SAXO BANK]
- Kupić, wynająć, wyleasingować? Samochód coraz częściej jest usługą, a nie własnością. „Klient chce płacić ratę i mieć święty spokój” [POWERED BY BNP PARIBAS]
- ZUS nie wystarczy: trzeba zacząć inwestować, ale… Pięć błędów początkującego inwestora. Jak się przed nimi bronić? Rady po 30 latach doświadczeń [POWERED BY UNICREDIT]
Jest jeszcze jedna zagadka. Przeciętny pracownik mikroprzedsiębiorstwa zarabiał w ubiegłym roku zaledwie 5809 zł brutto miesięcznie. To kwota wyraźnie niższa od przeciętnego wynagrodzenia w większych firmach. Jednocześnie mikrofirmy wypracowały łącznie niemal 416 mld zł wyniku finansowego brutto. Czy właściciele małych biznesów zarabiają znacznie więcej niż zatrudnieni przez nich pracownicy? Statystyki finansowe najmniejszych firm wymagają szczególnie ostrożnej interpretacji.
Najnowszy raport GUS jest więc czymś więcej niż zestawieniem liczby przedsiębiorstw, pracowników i przychodów. Pozwala zajrzeć pod powierzchnię polskiego rynku pracy i postawić pytanie o przyszłość naszej gospodarki. Czy będziemy krajem milionów jednoosobowych działalności, czy gospodarką, w której niewielkie firmy stopniowo rosną, inwestują i tworzą coraz lepiej płatne miejsca pracy? A może oba modele mogą się z powodzeniem uzupełniać?
Polska przedsiębiorczość… w pojedynkę. Dlaczego firm przybywa szybciej niż pracowników?
Na pierwszy rzut oka polska przedsiębiorczość ma się coraz lepiej. W ciągu zaledwie roku liczba mikroprzedsiębiorstw wzrosła o 93 000, osiągając niemal 2,5 mln. To swoisty rekord. Ale kiedy zajrzymy do danych o zatrudnieniu, obraz staje się bardziej skomplikowany. W tych wszystkich firmach pracowało łącznie 4,57 mln osób, zaledwie o 79 000 więcej niż rok wcześniej. Przeciętne zatrudnienie pracowników nie wzrosło, lecz nawet minimalnie spadło.
To oznacza, że polski sektor mikroprzedsiębiorstw rozwija się przede wszystkim pod względem liczby podmiotów, a nie liczby zatrudnianych przez nie pracowników. W 2025 roku na jedno mikroprzedsiębiorstwo przypadało przeciętnie około 1,86 osoby pracującej, podczas gdy rok wcześniej było to około 1,90. Różnica może niewielka, ale przy milionach firm pokazuje wyraźny kierunek zmian: polskie mikroprzedsiębiorstwo statystycznie staje się coraz mniejsze.
Ciekawa jest jednak inna liczba. Aż 77,9% mikroprzedsiębiorstw stanowiły firmy, w których pracowała najwyżej jedna osoba. To około 1,92 mln firm. Rok wcześniej udział takich podmiotów wynosił 77,5%. Oznacza to, że zdecydowana większość najmniejszych przedsiębiorstw nie tworzy zespołów pracowniczych. Ich działalność opiera się przede wszystkim na pracy jednej osoby. To trend, który z roku na rok się wzmacnia.
Nie musi to być nic złego. Współczesna gospodarka pozwala prowadzić wiele rodzajów działalności bez zatrudniania pracowników. Programista, projektant, księgowy, tłumacz, konsultant czy specjalista od marketingu może obsługiwać wielu klientów, korzystając z komputera i własnej wiedzy. Nie potrzebuje do tego biura, magazynu ani kilkuosobowego zespołu. Rozwój usług cyfrowych sprawia, że przychody firmy mogą rosnąć bez proporcjonalnego zwiększania zatrudnienia.
Ale wśród najmniejszych firm są również sklepy, warsztaty, zakłady usługowe, niewielkie przedsiębiorstwa budowlane czy transportowe. W tych branżach rozwój działalności często wymaga dodatkowych rąk do pracy. Jeżeli właściciel nie zatrudnia kolejnych osób, może to oznaczać, że nie widzi wystarczająco dużego popytu na swoje usługi, nie stać go na pracownika albo nie chce podejmować dodatkowego ryzyka i rozwijać firmy.

Jest też inny możliwy mechanizm. Część działalności jednoosobowych funkcjonuje w modelu współpracy między firmami, czyli B2B. Zamiast zatrudniać specjalistę na etacie, przedsiębiorstwo może kupować jego usługi od osoby prowadzącej własną działalność gospodarczą. W statystykach przybywa wtedy przedsiębiorców, choć niekoniecznie przybywa osób wykonujących pracę. Nie można jednak na podstawie samego raportu GUS ustalić, jaka część jednoosobowych działalności wynika z takiego modelu współpracy.
Co ciekawe, mimo stagnacji przeciętnego zatrudnienia przychody mikroprzedsiębiorstw wzrosły w 2025 roku o 7%, do 2,24 bln zł. W przeliczeniu na jedną firmę oznacza to około 910 000 zł rocznie. Nie jest to przychód typowego jednoosobowego przedsiębiorcy. Średnią podnoszą firmy prowadzące działalność handlową, produkcyjną i inne biznesy o dużych obrotach. Pokazuje to jednak, że sektor mikroprzedsiębiorstw jako całość zwiększa skalę działalności bez porównywalnego wzrostu liczby zatrudnionych pracowników.
Można postawić hipotezę, że polska gospodarka coraz bardziej opiera się na sieci niewielkich, wyspecjalizowanych podmiotów, które współpracują ze sobą zamiast rozbudowywać własne zespoły. Taki model może być elastyczny i efektywny, ale ma też ograniczenia. Małym firmom trudniej finansować duże inwestycje, rozwijać własne technologie czy zdobywać odległe rynki. Nie mówiąc o ponoszeniu kosztów innowacji. Z kolei działalność całkowicie zależna od pracy właściciela często przestaje przynosić przychody, kiedy on sam nie może pracować.
Dane GUS pokazują, że wzrost liczby firm nie musi oznaczać wzrostu zatrudnienia. A to prowadzi do kolejnego, jeszcze ciekawszego pytania: skoro najmniejsze przedsiębiorstwa zwiększają przychody i poprawiają wyniki finansowe, dlaczego ich pracownicy zarabiają tak niewiele?
5809 zł brutto. Dlaczego pracownicy małych firm zarabiają tak mało?
Kiedy GUS podaje przeciętne wynagrodzenie w polskich przedsiębiorstwach, słyszymy ostatnio zwykle o kwotach zbliżających się do 10 000 zł brutto miesięcznie. Tymczasem najnowszy raport o mikroprzedsiębiorstwach pokazuje zupełnie inny obraz rynku pracy. W 2025 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto pracownika firmy zatrudniającej do dziewięciu osób wynosiło zaledwie 5809 zł. To ponad 3 000 zł miesięcznie mniej niż średnia w sektorze większych przedsiębiorstw.
Różnica jest naprawdę duża. Według GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w całym 2025 roku wyniosło 8934,98 zł brutto. Oznacza to, że średnia płaca w mikrofirmach stanowiła zaledwie około 65% tej kwoty. Innymi słowy, statystyczny pracownik najmniejszego przedsiębiorstwa zarabiał o 35% mniej niż pracownik objęty comiesięczną statystyką wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. To porównanie dwóch różnych zbiorowości, a nie dowód, że identyczne stanowisko jest o tyle gorzej wynagradzane w małej firmie.
Dlaczego te statystyki tak bardzo się różnią? Przede wszystkim dlatego, że comiesięczne dane GUS o wynagrodzeniach w sektorze przedsiębiorstw obejmują podmioty zatrudniające co najmniej 10 osób. Nie pokazują więc płac w tych milionach najmniejszych firm. Tymczasem to właśnie tam pracują ludzie zatrudnieni w niewielkich sklepach, zakładach usługowych, warsztatach, restauracjach czy lokalnych firmach budowlanych.
Znaczenie ma również struktura gospodarki. Duże przedsiębiorstwa częściej działają w branżach kapitałochłonnych, korzystają z bardziej zaawansowanych technologii, obsługują duże rynki i osiągają wyższą wydajność pracy. Łatwiej im też rozłożyć koszty administracji, informatyki czy inwestycji na większą liczbę pracowników. Jest jeszcze kwestia kosztów zatrudnienia. Wynagrodzenie brutto nie jest pełnym kosztem pracownika ponoszonym przez przedsiębiorcę.
Nie oznacza to jednak, że pracownicy mikrofirm stoją w miejscu. Przeciętne wynagrodzenie w najmniejszych firmach wzrosło w 2025 roku aż o 10,4%. To szybki wzrost, szczególnie na tle przeciętnego wynagrodzenia w większych przedsiębiorstwach. Najmniejsze firmy muszą więc podnosić płace, choć nie zwiększają zatrudnienia. Może to odzwierciedlać presję płacową, wzrost płacy minimalnej, konkurencję o pracowników i zmiany struktury zatrudnienia. Sam raport nie pozwala ustalić, jak duży był wpływ każdego z tych czynników.
Warto przypomnieć, że od stycznia 2025 roku płaca minimalna wynosiła 4666 zł brutto. Przeciętne wynagrodzenie w mikrofirmach było więc wyższe od ustawowego minimum o zaledwie 1143 zł, czyli około 24,5%. Nie oznacza to, że większość pracowników otrzymywała dokładnie takie pensje, ponieważ średnia nie pokazuje rozkładu wynagrodzeń. Daje jednak wyobrażenie, jak blisko dolnych poziomów płac znajduje się przeciętne wynagrodzenie w tej części gospodarki.
Można postawić niewygodne pytanie: czy najmniejsze przedsiębiorstwa są zbyt mało wydajne, żeby płacić lepiej, czy raczej ich właściciele zatrzymują większą część wypracowanych pieniędzy dla siebie? Odpowiedź nie jest oczywista. W jednych firmach barierą może być niska marża i niewielka skala działalności. W innych istotne znaczenie może mieć podział dochodu między właściciela i pracowników. Bez danych o strukturze kosztów i wynikach poszczególnych przedsiębiorstw nie da się rozstrzygnąć tego na podstawie samej średniej płacy.
Raport GUS pokazuje jeszcze coś: mikroprzedsiębiorstwa wypracowały w 2025 roku łącznie prawie 416 mld zł nadwyżki przychodów nad kosztami. To ogromna kwota. Czy oznacza, że właściciele najmniejszych firm zarabiają znakomicie, podczas gdy ich pracownicy muszą zadowalać się znacznie niższymi pensjami? Zanim wyciągniemy taki wniosek, trzeba sprawdzić, co właściwie GUS zalicza do wyniku finansowego mikroprzedsiębiorstw i czy można utożsamiać go z osobistymi zarobkami przedsiębiorców.
CZYTAJ TEŻ:
416 miliardów złotych wyniku mikrofirm. Czy ich właściciele naprawdę zarabiają krocie?
Przychody polskich mikroprzedsiębiorstw wyniosły w 2025 roku ponad 2,24 bln zł, a koszty ich działalności sięgnęły 1,82 bln zł. Różnica to niemal 416 mld zł wyniku finansowego brutto. Spróbujmy przeliczyć te pieniądze na jedną firmę. Według GUS, przeciętny wynik finansowy brutto mikroprzedsiębiorstwa wyniósł w 2025 roku mniej więcej 169 000 zł. To około 14 100 zł miesięcznie. Dla porównania, przeciętne wynagrodzenie brutto pracownika mikrofirmy wynosiło 5809 zł miesięcznie.
Na pierwszy rzut oka można więc odnieść wrażenie, że właściciel zarabia ponad dwa razy więcej niż jego pracownik. Tyle że takie porównanie byłoby poważnym uproszczeniem. Po pierwsze, wynik finansowy brutto nie jest wynagrodzeniem właściciela (często jest wynikiem już po pobraniu tego wynagrodzenia). Po drugie, w wielu najmniejszych firmach właściciel sam wykonuje zasadniczą część pracy. W jednoosobowej działalności gospodarczej nie wypłaca sobie pensji na takich zasadach jak zatrudnionemu pracownikowi. Wynik działalności musi więc wynagrodzić zarówno jego własną pracę, jak i ponoszone ryzyko gospodarcze.
Wyobraźmy sobie fachowca prowadzącego jednoosobową firmę remontową. Po odliczeniu kosztów materiałów, paliwa, narzędzi i innych wydatków zostaje mu 14 000 zł miesięcznie przed rozliczeniem pozostałych obciążeń. Czy zarabia więcej niż pracownik otrzymujący 5809 zł brutto? Prawdopodobnie tak, jeśli patrzymy wyłącznie na pieniądze pozostające z działalności. Ale przedsiębiorca musi sam zdobywać klientów, finansować przestoje, organizować pracę i ponosić odpowiedzialność za reklamacje. Nie ma też gwarancji, że podobny wynik osiągnie w każdym kolejnym miesiącu.
Po trzecie, przeciętna nie mówi nam, ile zarabia typowy przedsiębiorca. W grupie mikrofirm znajdują się zarówno jednoosobowe działalności usługowe, jak i sklepy, hurtownie czy firmy zatrudniające kilku pracowników. Niektóre osiągają wysokie obroty, ale działają na niewielkich marżach. Inne, szczególnie świadczące wyspecjalizowane usługi, mogą mieć stosunkowo niskie koszty i wysoką rentowność. Są też firmy, które ponoszą straty.
Właśnie dlatego kwoty 169 000 zł nie można traktować jako przeciętnego rocznego dochodu właściciela jednoosobowej działalności. Jest jednak w danych GUS coś, co zasługuje na uwagę. Przychody mikroprzedsiębiorstw wzrosły w 2025 roku o niemal 7%, a koszty o 6,8%. Najmniejsze firmy jako grupa zwiększają więc skalę działalności i poprawiają wyniki finansowe. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie pozostaje praktycznie bez zmian, a wynagrodzenia pracowników szybko rosną (choć są generalnie niskie).
Warto zwrócić uwagę również na skalę całego zjawiska. Prawie 2,5 mln mikroprzedsiębiorstw tworzy ważną część polskiej gospodarki, ale niekoniecznie stanowi zaplecze przyszłych dużych pracodawców. Dla wielu właścicieli sukcesem nie jest zbudowanie firmy zatrudniającej kilkadziesiąt osób. Jest nim możliwość samodzielnego utrzymywania się z własnej pracy, zachowania niezależności i osiągania dochodów, których nie uzyskaliby na etacie.
I być może właśnie to jest najciekawszy wniosek z raportu GUS. Polska przedsiębiorczość nie musi oznaczać przede wszystkim budowania firm, które z czasem staną się duże. Coraz częściej może oznaczać tworzenie sobie własnego miejsca pracy. Pozostaje pytanie, czy gospodarka oparta na milionach takich działalności będzie potrafiła równie skutecznie inwestować, zwiększać wydajność i tworzyć dobrze płatne miejsca pracy dla innych.
Czy Polska potrzebuje więcej przedsiębiorców, czy… większych przedsiębiorstw?
Najnowsze dane GUS pokazują, że polska przedsiębiorczość ma dwie twarze. Z jednej strony mamy miliony ludzi, którzy potrafią samodzielnie zdobywać klientów, organizować sobie pracę i utrzymywać się z własnej działalności. To ogromny kapitał gospodarczy. Z drugiej strony, działanie coraz większej liczby firm nie przekłada się na równie szybki wzrost zatrudnienia. Powstają kolejne firmy, ale przeciętna firma pozostaje bardzo mała. A jej pracownicy zarabiają znacznie mniej niż zatrudnieni w większych podmiotach.
Nie oznacza to, że każdy przedsiębiorca powinien marzyć o zatrudnianiu pracowników. Dla programisty, księgowego, architekta czy fachowca świadczącego specjalistyczne usługi jednoosobowa działalność może być optymalnym modelem biznesowym. Pozwala osiągać dobre dochody, zachować niezależność i unikać kosztów rozbudowanej organizacji. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy przedsiębiorca chciałby zwiększyć skalę działalności, ale uznaje, że zatrudnienie pierwszego lub kolejnego pracownika jest zbyt kosztowne albo ryzykowne.
Ciekawe może być nie to, czy w Polsce powstaje wystarczająco dużo firm. Tych mamy już niemal 2,5 mln. Ciekawsze jest to, ile z nich ma możliwości i ambicje, aby rosnąć i zatrudniać pracowników. Czy przedsiębiorcy mają dostęp do kapitału, pracowników i technologii? Czy opłaca im się inwestować w rozwój, czy raczej bezpieczniej pozostać przy działalności opartej wyłącznie na własnej pracy? I czy polska gospodarka potrafi stworzyć warunki, w których mały biznes może stać się średnim, a średni dużym przedsiębiorstwem?
CZYTAJ TEŻ:
Źródło zdjęcia: Tim van der Kuip/Unsplash








