28 sierpnia 2018

Polak i rachunki za prąd, czyli wszystko stoi na głowie. „Płać z góry za to, co (może) zużyjesz”. Czy opłaca się zrezygnować z prognoz?

Polak i rachunki za prąd, czyli wszystko stoi na głowie. „Płać z góry za to, co (może) zużyjesz”. Czy opłaca się zrezygnować z prognoz?

Wkurza was kredytowanie firm energetycznych? Alternatywą dla rachunków wystawianych na podstawie prognoz zużycia prądu są rozliczenia comiesięczne albo liczniki przedpłatowe.  Czy i jak można rozliczać się za faktyczne zużycie prądu? Kto może z mocy prawa wnioskować o darmową wymianę licznika na przedpłatowy? Sprawdzamy

„Denerwuje mnie ciągłe płacenie za prąd na podstawie prognoz. Zwykle firma je zawyża, potem muszą robić korekty, a do tego jeszcze te faktury, które przychodzą raz na pół roku” – narzeka pan Łukasz w e-mailu. Nie on jeden, bo w ostatnim roku na skrzynkę e-pocztową „Subiektywnie o finansach” wpłynęło chyba z dziesięć podobnych pytań, skarg i żali.

Zobacz również:

Czy można zmienić sposób rozliczeń na bardziej klarowny? Dane o zużycia prądu w domu to istna magma. Licznik automatycznie zlicza pobrane kilowatogodziny, raz „kręci się” szybciej, raz wolniej (w tych nowocześniejszych bieżące zużycie sygnalizuje częstotliwość migającej diody). Możemy się tylko domyślać w jakich godzinach zużywamy najwięcej prądu, nie mamy szans na wykres pokazujący dobowe zużycie. W dodatku jedynym łącznikiem między licznikiem a firmą energetyczną jest człowiek i jego wizualny odczyt stanu licznika. Ma-sa-kra.

Długa prognoza i szybka płatność. Za prąd płacimy z nawiązką

Zdaniem analiz, które kiedyś przytaczała organizacja Forum Energii taki stan nie sprzyja oszczędzaniu prądu. Dopóki nie wiemy, że w danej chwili cały nasz pobór prądu kosztuje np. 1,5 zł za godzinę, to nie za bardzo też jesteśmy skłonni do oszczędzania. Jest jednak spora grupa konsumentów, którym nie jest obojętne to, ile płacą firmie energetycznej i czy kwoty przelewów są adekwatne do rzeczywistego zużycia.

Czytaj też: Jakie oświetlenie wybrać do domu? I czy można zaoszczędzić idąc z duchem nowoczesności? LED kontra zwykłe żarówki czyli rewolucja

Czytaj też: Prąd drożeje na potęgę. Do akcji włącza się UOKiK i KNF. Czy czekają nas podwyżki? I jak możemy się przed nimi uchronić?

Nie ma danych mówiących o tym, ile osób i w jakim trybie rozlicza się ze sprzedawcami i dystrybutorami prądu. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że znakomita większość klientów rozlicza się w ten sposób, że dwa razy w roku dostaje fakturę z prognozą zużycia na następne sześć miesięcy, ale rachunki płaci co dwa miesiące.

To taki zgniły kompromis między klientem a firmą energetyczną. Klient płaci według prognoz, a firma musi wysłać inkasenta, żeby zweryfikował nasze zużycie.

Ale dlaczego miałbym płacić według prognoz, czyli zwykle z kilkunasto, a nawet kilkudziesięcioprocentową nawiązką, skoro odczyty licznika można robić tradycyjnie, co miesiąc. „To kredytowanie firm energetycznych. Dostają na jakiś czas do dyspozycji więcej pieniędzy od klientów” – piszą nam czytelnicy.

Np. po wyjątkowo mroźnej zimie, kiedy dogrzewaliśmy się dodatkowym elektrycznym grzejnikiem, nie dość, że będziemy musieli dopłacić, to jeszcze wzrosną nam prognozy zużycia. Grzejnik olejowy o mocy 2900W potrafi w jedną noc zużyć prąd o wartości od kilku do kilkunastu złotych, w zależności od tego na jaki poziom ustawimy termostat. A jeśli następna zima nie będzie już tak mroźna, to i tak zapłacimy więcej, tyle że potem dostaniemy wyrównanie.

Stawka abonamentu w dystrybucji. Tutaj nie ma dyskusji

Przejście na comiesięczne rozliczenia to komfort, a komfort ma swoją cenę. Jest to związane z wyższą miesięczną opłatą abonamentową, którą płacimy w rachunkach. O ile więcej zapłacimy? Liczniki są własnością firmy, która dystrybuuje prąd. W Polsce mamy pięć takich firm dystrybucyjnych: PGE, Energa, Enea, Tauron i Innogy. Ponieważ każda z tych firm jest na danym terenie monopolistą, wysokość opłaty abonamentowej jest zatwierdzana przez Urząd Regulacji Energetyki w taryfach.

Opłaty te wynoszą: w przypadku Innogy Stoen Operator:

  • rozliczenie miesięczne, płatność co miesiąc – 2,76 zł
  • rozliczenie co 6 miesięcy, płatność co 2 miesiące – 0,64 zł
  • rozliczenie co 12 miesięcy, płatność co 2 miesiące – 0,32 zł

Dla porównania w PGE Dystrybucja:

  • rozliczenie miesięczne, płatność co miesiąc – 5,9 zł
  • rozliczenie co 2 miesiące – 2,95 zł
  • rozliczenie co 6 miesięcy – 0,98 zł

Czy na tej podstawie można stwierdzić, która firma jest tańsza, a która droższa? Tylko pozornie, bo opłata abonamentowa jest jednym z wielu składników opłat za energię elektryczną (jest jeszcze np. opłata sieciowa, która też może być różna dla różnych wariantów terminów rozliczeń).

Czytaj też: PGNiG pozazdrościł sprzedawcom prądu i kusi darmowym gazem. No, prawie. Gazek pod lupą

Czytaj też: Czy opłaca się wziąć nocną taryfę na prąd? Case study

Stawka handlowa od Sasa do Lasa

Rachunek za energię elektryczną to de facto dwa rachunki – jeden za wspomnianą dystrybucję, czyli dostarczanie prąd po „drucie”, a drugi za sprzedaż tego prądu. Od 2007 r., kiedy nieco zliberalizowano rynek energetyczny w Polsce, możemy sobie zmienić sprzedawcę prądu. A konkurujące ze sobą firmy mogą tworzyć różne oferty. Niektóre z nich opisywaliśmy: np. prąd z pomocą fachowców, lekarza, czy z dodatkowym ubezpieczeniem.

Jeśli chcemy rozliczać się ze sprzedawcą prądu możliwie jak najczęściej, to również jemu – a nie tylko dystrybutorowi, czyli właścicielowi „drutów” – musimy zapłacić więcej. Zwykle to „więcej” jest zaszyte w tzw. opłacie handlowej. Jest ona doliczana do rachunku za zużyty prąd.

Wysokość opłaty handlowej trudno porównywać, bo czasem zaszyte są w niej różne dodatkowe produkty, takie jak ubezpieczenie assistance, pomoc fachowca itd. Może ona wynosić od kilku do kilkudziesięciu złotych miesięcznie w zależności od wybranego pakietu i częstotliwości rozliczania się. Ważna informacja – okresy rozliczeniowe za zużycie prądu muszą być takie same, jak za dystrybucję. Jeśli więc umawiamy się na rozliczenia comiesięczne, to taki wariant – z pełnymi konsekwencjami dla opłat abonamentowych – zastosują zarówno dystrybutor (właściciel „drutów”) jak i sprzedawca prądu

Czytaj też: Przerażają Cię wysokie ceny paliw, a ruszasz właśnie w dłuższą trasę? Oto sześć sposobów na to, by Twój samochód palił mniej

Czytaj też: Nasze sposoby na tańsze tankowanie, czyli jak zaoszczędzić 200 zł miesięcznie? I która stacja najtańsza? Ponad 40 gr. różnicy na litrze!

Firmy tłumaczą, że odczyty na podstawie rzeczywistego, czyli comiesięcznego zużycia muszą być droższe, bo częściej musi nas odwiedzić inkasent. Można by to nawet zrozumieć, gdyby nie jeden szkopuł. Odczytów możemy dokonywać sami i przesyłać je firmie mailem albo przez telefon. Wtedy inkasent nie będzie miał więcej roboty niż zwykle. Raz na jakiś czas sprawdzi, czy aby nie zaniżamy naszego zużycia.

Co jakiś czas, czyli…? Niektórzy migali się od wizyty inkasenta nawet kilka lat i konsekwentnie zaniżali prognozy. Tak się nie da robić w nieskończoność i w końcu musi przyjść czas zapłaty. W przypadku niektórych klientów niedopłaty sięgały kilkunastu tysięcy złotych.

Rezygnacja z prognoz. Czy to się opłaca?

Rozliczanie comiesięczne może być zatem droższe o kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie. Czy to cena, którą warto zapłacić za możliwość uniknięcia dopłat raz na pół roku? To dyskusyjne. Aczkolwiek może to być  dobra opcja dla tych, którzy wynajmują mieszkania – wyższą opłatę mogą sobie odbić w stawce czynszu, a przy okazji nie narażają najemców za opłaty nie swoich rachunków. Albo w przypadku coraz popularniejszego najmu krótkoterminowego (dla takich osób wymyślono też ofertę „Prąd w abonamencie”)

Inny sposobem na obniżenie rachunków jest coś zupełnie odwrotnego, czyli przejście na rozliczanie się w… trybie 12-miesięcznym. Wtedy wysokość opłat manipulacyjnych (zarówno tych pobieranych przez właściciela „drutów”, jak i przez sprzedawcę prądu) wyraźnie spada. Różnica w porównaniu ze standardowymi procedurami wynosi nawet kilkudziesięciu złotych rocznie. Tyle, że wówczas trzeba mieć w domowym budżecie większą płynność finansową, bo wysokość rachunków trudniej przewidzieć.

Jak zatem walczyć z zawyżonymi prognozami? Na szczęście tzw. „dokument prognozowy” nie jest wykonany ze spiżu. Możemy go modyfikować na dwa sposoby: po dobroci, czyli choćby e-mailem złożyć wniosek o obniżenie prognoz z takiego a takiego powodu. Jest szansa, że konsultant od razu wprowadzi zmiany i zostanie nam czekać tylko na aktualizację faktury.

Można też działać bardziej zdecydowanie, czyli złożyć reklamację. Niestety, zwykle trzeba to robić tradycyjnie, czyli w najlepszym wypadku wydrukować i podpisać druk reklamacyjny, a następnie zeskanować i wysłać pocztą.

Tylko kto będzie w stanie dobrze oszacować, o ile nam się to zużycie obniży? Pojawia się ryzyko, że przestrzelimy i zamiast niedużej nadpłaty, będziemy mieć sporą niedopłatę. Zanim zaczniemy robić gwałtowne ruchy, oszacujmy pobór energii w naszym mieszkaniu, np. zerkajmy na licznik i sprawdzajmy ile zużyliśmy prądu w ciągu minionego dnia. Albo korzystajmy z kalkulatorów zużycia prądu.

Prąd i debet, czyli licznik przedpłacony

Idealnym wręcz rozwiązaniem dla osób, które chcą mieć w nosie miesięczne faktury, prognozy i terminy płatności, są liczniki przedpłatowe. Takie cudo dostarcza nam prąd do mieszkania tylko w sytuacji, gdy doładujemy swoje konto. Zupełnie tak jak telefon na karty pre-paid.

Doładowujemy taką kwotą, jaka nam się podoba, bez oglądania się na miesiące i pory roku. Chce akurat wydać 150 zł na prąd, więc wydaję. Mam większy dopływ gotówki? To doładowuję od razu za cały rok z góry.

Jak to działa? Zasada jest bardzo prosta – liczniki wyposażone są w klawiaturkę, a my po doładowaniu (musimy podać unikalny numer licznika) dostajemy na telefon kod, który należy wklepać. Można opłacać przelewem, za pośrednictwem strony firmy energetycznej albo przez pośrednika. Lepiej zrobić przelew, bo za inne kanały zapłacimy ok. 2 zł prowizji.

Licznik działa dopóty, dopóki na koncie są pieniądze. Kody sprzedawane są tylko do określonego licznika z określonym numerem i niemożliwe jest, aby dany kod wykorzystać w innym liczniku.

Uwaga! W awaryjnych sytuacjach, np. prądu zabraknie nam w długi weekend, banki przestaną działać, a telefon się wyczerpie, firmy oferują tzw. debet świąteczny. To nieduża porcja energii, którą możemy zużyć w sytuacji awaryjnej. W PGE to na przykład 30 kWh.

Co z różnymi taryfami w zależności od godziny? To zależy od modelu. W niektórych przypadkach już w momencie doładowania deklarujemy, ile energii nabywamy na poszczególne strefy.  Kiedy indziej liczniki pre-paid rozpoznają odpowiednią stawkę w zależności od strefy w której następuje zużycie oraz taryfy w jakiej odbiorca ma podpisaną umowę.

Czytaj też: Taryfa z gwarancją ceny o 20% niższej od najtańszej na rynku? Są już takie pomysły. Tutaj szczegóły, a tutaj nasze prześwietlenie tej oferty).

Licznik pre-paid w prawie energetycznym. Kto go dostanie za darmo?

To wszystko brzmi bardzo pięknie, ale z licznikami przedpłatowymi jest jeden, fundamentalny problem –  firmy energetyczne nie są skore do ich montażu. Z informacji, które dostaliśmy wynika, że Energa ma takich liczników 100.000, PGE – 50.000, a Tauron – 27.000, a Innogy – tylko 11 (słownie – jedenaście). Obecnie na życzenie (i to bezpłatnie) montuje je tylko PGE.

Co innego w przypadku osób, które mają problemy finansowe? Prawo energetyczne mówi, że osobie, której przyznano dodatek mieszkaniowy przysługuje prawo do bezpłatnej wymiany licznika na przedpłatowy – wystarczy złożyć wniosek, a zakład energetyczny ma 21 dni na montaż.

Sama firma energetyczna też ma pewne uprawnienia z mocy prawa. Na przykład jeśli dwa razy w ciągu roku spóźnimy się z uregulowanie faktury, możemy zostać „uszczęśliwieni” przymusową wymianą licznika na pre-paid.

Poza tym dla zwykłych klientów licznik to dodatkowe koszty. Tak jak pisaliśmy w PGE jest to za darmo, ale w Enerdze montaż licznika 1-fazowego (do słabszych instalacji) kosztuje 480 zł przy płatności jednorazowej, albo 12,3 zł przy rozłożeniu na 48 rat. Licznik 3-fazowy to już wydatek 762 zł albo 20,9 zł miesięcznie przez 4 lata.

Licznik pre-paid również podlega kontroli inkasenta – tak na wszelki wypadek żeby sprawdzić, czy ktoś w nim nie manipulował. W związku z tym nie możemy liczyć na obniżkę opłaty abonamentowej – kilka złotych miesięcznie.

Inteligencja idzie w parze z licznikiem

Czy to wydatek, który nam się zwróci? Czy faktycznie rezygnacja z prognoz to gra warta świeczki? Jeśli liczniki pre-paid byłby powszechnie dostępne, a korzystanie z nich nie było obwarowane opłatami i prowizjami za doładowania, to doskonały sposób na kontrolę domowych rachunków. W innym przypadku rozliczanie się za bieżące zużycie jest problematyczne – nie dość, że często samemu trzeba spisywać licznik, to jeszcze za do dopłacać.

A może trzeba brać przykład z innych krajów? Okazuje się, że kluczem do rzeczywistego pomiaru mogłyby być tzw. inteligentne liczniki prądu. Ich inteligencja polega na stałej łączności z firmą dystrybucyjną – licznik co kwadrans wysyła informację o aktualnym poborze prądu.

Dzięki temu możemy np. przyjrzeć się jak godzinowo rozkłada się zużycie prądu w naszym domu.  Wiąże się też z tym problem natury związanej z ochroną danych osobowych – wysłanie niemalże „na żywo” informacji o zużyciu pozwala pomóc stwierdzić, czy jesteśmy akurat w domu, czy nie (i przy okazji poznać nasz tryb życia).

Na razie takich liczników jest jak na lekarstwo, najwięcej ma ich właśnie Energa, choć do 2020 r. teoretycznie powinniśmy 8 na 10 liczników powinno być już inteligentnych. Oby.

Zdaniem naszego eksperta, Sylwii Walterskiej z firmy Fortum: Rozliczenia w oparciu o rzeczywiste zużycie są dominującym modelem na rynkach gdzie skutecznie działają liczniki zdalnego odczytu, np. w Finlandii czy Norwegii. Natomiast w wielu krajach są one jednym z dostępnych sposobów, często dostępnym w wybranych ofertach lub za dodatkową opłatą  Największe ograniczenie dla rozwoju rozliczeń rzeczywistych w Polsce stanowi brak preferencji dla takiego modelu zarówno ze strony regulatora (Urzędu Regulacji Energetyki) jak i Operatorów Systemu Dystrybucyjnego (czyli pięciu grup energetycznych, które są właścicielami infrastruktury przesyłowej, tzw. „drutów”), którzy odpowiadają za instalację liczników zdalnego odczytu oraz późniejsze poprawne ich odczytywanie i przekazywanie danych rozliczeniowych.

Źródło zdjęcia: Pixabay.com

——————————————————————————

Masz problem z firmą energetyczną albo innym dostawcę mediów? Napisz do mnie e-maila, spróbuję pomóc. Czekam pod adresem: ireneusz.sudak@subiektywnieofinansach.pl.

——————————————————————————-

Partnerem porad dla czytelników „Subiektywnie o finansach” w sferze oszczędzania na domowych rachunkach jest fiński dostawca prądu i gazu Fortum, który oferuje m.in. prąd w stałym abonamencie (tutaj szczegóły, a tutaj nasze prześwietlenie tej oferty) oraz „Włącz prąd zawsze 20% taniej”, czyli taryfę z gwarancją ceny o 20% niższej od najtańszej na rynku (tutaj szczegóły, a tutaj nasze prześwietlenie tej oferty).

 

Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
mborus
2 lat temu

Poza problematyką omawianą w artykule, ja bym dodatkowo zwrócił uwagę na bezpieczeństwo liczników i innych „urządzeń”, a właściwe skandaliczne jego zaniedbywanie. Przykłady: 1. Brak reakcji kilku polskich banków na zagrożenie trojanem Win32/BackSwap.A. Sprawę opisano nawet za granicą. Do tej pory mamy oprogramowanie na telefonach (zwanych nie wiadomo dlaczego „aplikacjami”, które nie szyfrują danych i używają HTTP ! W takim przypadku hasła można sobie mieć i nawet „11111111” czy datę urodzin – nie ma to znaczenia. 2. Nakładki Itron służące do zdalnego odczytu wodomierzy. Z tego co mi wiadomo, jedynym przedsiębiorstwem, które zareagowało i poważnie podeszło do prawdziwego problemu było MPK… Czytaj więcej »

f
2 lat temu

„(jest jeszcze np. opłata sieciowa, która też może być różna dla różnych wariantów terminów rozliczeń).” – po co pisać takie bzdury? Opłata sieciowa jest opłatą regulowaną i doskonale wiadomo za co jest naliczana. Nie ma nic wspólnego z terminami rozliczeń. Uzależniona jest od strefowości (tzw. sieciowa zmienna) oraz fazowości (sieciowa stała).

A pominięcie w tej układance sprzedawców, którzy swoimi opłatami handlowymi w dużo wyższym stopniu wpływają na wysokość opłaty uzależnionej od okresu rozliczeniowego już zakrawa na ignorancję. No, albo reklamę, wpisom patronuje jeden ze sprzedawców,

Zaq
2 lat temu

W moim przypadku zgłaszam stan licznika co 2-msc. Fakt, kosztuje to kilka złotych (bo firmy kasują za wszystko co jest możliwe do skasowania), ale wolę je zapłacić i nie mieć stresu jaki co rok miałem podczas otwierania rachunku za prąd.

Grzesiek
2 lat temu

ciekawy przykład wzięty z życia- miałem fv z prognoz w lokalu przez jakiś czas nieużywanym. prognozy były więc na wyrost. Zapomniałem jednej z fv opłacić więc naliczono mi od niej odsetki. Jednak finalnie miałem nadpłatę bo zużycia jakiś czas nie było. Tak więc zapłaciłem odsetki od nienależnych im środków. Jako że kwota niewielka nie interweniowałem ale poczułem że to nie fair- potem i tak miałem nadpłatę rozliczaną przez kilka mcy. Wtedy zacząłem się zastanawiać czy to zgodne z prawem- naliczanie odsetek od prognozy. Powinny być naliczane dopiero po rozliczeniu licznika moim zdaniem.

Knrad
2 lat temu

Mam co miesięczny odczyt licznika ,nie wydaję mi się ze jest drożdży niż prognozy a odczyt sam podaję na stronie Tauron ,fakt jest jeden po wymianie licznika na nowy aha, w ciagu 18 lat jak nieszkam to teraz dostałem nowy 11kwh na nim było i to już elektroniczny to spadły mi rachunki za prąd z około sreenio 220 zl na miesiąc do po wymianie ale.zaznaczam dopiero trzeci odczyt tego nowego w kwocie 145 zl. Przy tym pierwszym liczniku od roku 2002 do roku około 2012 płacilem w kwotach 320/380 za miesiąc..z tym ze te.kwoty wzrastaly. Więc nie tylko przedpłaty dla.energetyki… Czytaj więcej »

SaS
2 lat temu

A to już nie da się samemu zgłosić prognozy? Ja przez wiele lat tak robiłem w Tauronie, że wszyscy płakali na za wysokie prognozy, a ja po prostu szedłem do ich biura i prosiłem o obniżenie prognoz do np. 20 zł miesięcznie, jeśli pytali czemu tak mało to mówiłem że wyjeżdżam w delegację i w mieszkaniu będzie działał tylko lodówka, potem zużywałem normalnie za 150-200 zł i grzecznie dopłacałem gdy przyszła faktura,ale prognozę zawsze ustalałem minimalną – skoro oni mają prawo do zawyżonych prognoz to ja mam do zaniżonych.

Zbigniew
2 lat temu

Mnie denerwuje sama faktura (Tauron) Rozmiar A4, a użyta czcionka jest tak mała, że przeczytanie jej stanowi duże wyzwanie. Oczywiście, na fakturze zostaje jakieś 50% czystego pola.

Pikuś
2 lat temu

Trata tata! Wszystkim firomom sprzedającym energię na rękę jest mataczenie w rachunkach, rozbijanie na cześci za przesył, za energię, abonament itp.. A moze doczekamy się czasów, w których jasno bedzie powiedziane, że jedna jednostka kosztuje konkretna kwotę (bo i co mnie obchodzi ile za przesył a ile za abonament), a sposób rozliczenia i długość umowy jest łatwiej wybrać. Czy płacąc rachunek za telefon muszę wiedzieć ile kosztuje dzierżawa słupa? Wazne że minuta rozmowy kosztuje np. 15gr. Taki rachumek i łatwo sprawdzić i podważyć. Rachunki za energię nie.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu