24 marca 2017

Czy opłaca się wziąć nocną taryfę na prąd? Case study

Coraz popularniejsze są taryfy energetyczne, które oferują tańszy lub wręcz darmowy prąd w nocy i poza godzinami szczytu. Ale czy w XXI wieku, gdy prawie wszystko mamy na prąd, warto się tym problemem zajmować? Ile pieniędzy mogę zaoszczędzić dzięki nowym taryfom?

Jak dużą część zużycia prądu da się przekierować na czas po 22.00 lub na porę między godzinami 13.00 a 15.00, kiedy w niektórych firmach za prąd płaci się mniej? Teoretycznie sporą: ładować komórki i laptopy można przecież w nocy. Pranie i zmywanie zaprogramować na późny wieczór (nowe urządzenia mają opcję timera). A odkurzanie mieszkania – na weekend po 13.00. Nic nie da się natomiast zrobić z lodówką (jej na noc nie wyłączymy), kuchenką elektryczną, telewizorami i żarówkami oświetlającymi nam mieszkanie. Ile więc realnie da się zaoszczędzić? Ładowarka do laptopa pożera przeciętnie 50W energii na godzinę, a ładowarka do smartfona – 4W.

Zakładając, że ładujemy te urządzenia przez trzy godziny na dobę zużywamy 0,2 kWh energii w skali doby i jakieś 180 kWh rocznie. Jedno pranie – w zależności od mocy pralki – kosztuje mniej więcej 2-3 kWh, co czyni roczne zużycie w okolicach 200-300 kWh. Jedno zmywanie automatycznej zmywarki to 1 kWh energii, czyli kolejne 300 kWh w skali roku. Odkurzacz zużywa 1-2 kWh na godzinę, co oznacza, że rocznie – przy cotygodniowym sprzątaniu – będzie „kosztował” 50 kWh.

Teoretycznie więc w tańszą lub darmową strefę da się „zepchnąć” zużycie energii rzędu 800-900 kWh. W moim przypadku to mniej więcej jedna czwarta łącznego zużycia. Dlaczego więcej zużycia przekierować się nie da? Kuchenka indukcyjna – to mój główny pożeracz prądu – przez godzinę potrafi pożreć od 2 do 8 kW, co przez rok oznacza 1000-2000 kWh zużycia (w zależności jak długo i ile pól jest wykorzystywanych). Lodówka zjada 300-400 kWh energii rocznie i niewiele da się z tym zrobić (poza minimalnym podwyższeniem temperatury „docelowej”, co zmniejsza pobór prądu). Na pocieszenie można powiedzieć, że siłą rzeczy jedna trzecia pracy lodówki przypada na „darmowe godzinki” siłą rzeczy (więc jestem 100 kWh do przodu).

A inne sprzęty? Telewizor „kosztuje” jakieś 100 kWh rocznie (mam dwa) i raczej nie jest oglądany po 22.00. Są i inne sprzęty, jak kuchenki mikrofalowe, czajniki elektryczne, toster, gofrownica, maszyna do robienia soków, frytkownica, gofrownica, ekspres do kawy, okap kuchenny, piekarnik… Godzina używania większości z tych urządzeń „kosztuje” od 0,5 do 2-3 kWh. Szacuję, że łącznie pożerają mi 300-400 kWh rocznie. Dochodzą zwykłe żarówki – 100W i 12 żarówek czyni 1,2 kWh na godzinę i – powiedzmy – jakieś 2 kWh na dobę (żarówki świecą się przez kilka godzin na dobę, ale nigdy wszystkie naraz). W sumie kolejne 600 kWh energii, której zużycia żadną miarą nie da się przenieść na darmowe godziny, nie będąc „nocnym Markiem”..

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany