29 października 2021

Drżysz przed inflacją? Po jaką podwyżkę powinieneś pójść, by wyrównać sobie wzrost cen? Zajrzałem do statystyk, policzyłem i znam odpowiedź!

Drżysz przed inflacją? Po jaką podwyżkę powinieneś pójść, by wyrównać sobie wzrost cen? Zajrzałem do statystyk, policzyłem i znam odpowiedź!

Inflacja pustoszy nasze portfele. GUS właśnie podał, że w październiku ceny poszły w górę aż o rekordowe 6,8 proc.! A rządzący uspokajają: „przecież pensje też rosną”. No właśnie… To jak duży deszcz pieniędzy w postaci podwyżki wynagrodzenia powinien na Ciebie spaść, byś nie odczuł inflacji? Podliczyliśmy skalę wzrostów cen i radzimy: po jaką podwyżkę powinieneś iść, żeby uciec inflacji spod topora?

Mamy w Polsce drożyznę 20-lecia. Do lekarza nie ma co iść bez 200 zł w portfelu, fryzjer z reguły nie sięgnie po nożyczki, jak nie mamy 50-60 zł (przynajmniej w dużym mieście, ale to i tak w przypadku mężczyzn…), knajpy podniosły ceny i już nawet pizza staje się dla wielu osób dobrem luksusowym. Mało tego, na gotowaniu w domu już też nie zaoszczędzisz, bo gaz i prąd też drożeją (a przecież coraz częściej mamy w domach płyty indukcyjne).

Zobacz również:

Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej wyhodowali nam rekordową inflację. Prezes NBP mówi, że to lepiej, gdy ceny „ciut” rosną, ale za to ludzie mają pracę i jest wzrost gospodarczy, a przecież wzrost cen i tak był nieunikniony przez światowe zawirowania na rynkach surowców. Ale rzeczywistość jest taka, że jednak w Polsce mamy inflację jedną z najwyższych w Europie. Czy grozi nam coś a’la wariant turecki?

Drożeją wszystkie kategorie produktów i usług – prąd, paliwo, żywność… Można zrezygnować z kina, odmówić sobie wycieczki do Hurghady, obiadu w restauracji, ale przed zakupami jedzenia do domu nie uciekniemy.

„Inflacja jest wysoka, ale jeszcze szybciej rosną pensje” – mówił ostatnio premier Mateusz Morawiecki. To prawda, jeśli jesteśmy w gronie szczęściarzy, którzy dostają podwyżki. Co zrobić, by znaleźć się w ich gronie? Po jakie pieniądze należy zgłosić się do swojego kierownika? Sprawdzam!

Pójść po podwyżkę pensji? To nie po myśli NBP

Pójście teraz po podwyżkę będzie wyjątkowo niepatriotyczne. Bank centralny po październikowym posiedzeniu RPP dostrzegł ryzyko spirali cenowo-płacowej, która polega n a tym, że pracownicy ruszają po podwyżki i tym samym dorzucają do inflacyjnego „pieca” nowe paliwo. Na początku września szef NBP mówił: „nie ma mowy o spirali płacowo-cenowej”. A teraz już widzi ją na horyzoncie.

Pensje rosną, ale rzeczywista skala ich wzrostu jest trudna do uchwycenia. Mamy dane GUS, które są niedoskonałe z kilku powodów (na bieżąco nie uwzględniają zarobków w małych firmach, osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, pensji budżetówki). Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2021 r. wyniosło 5 843,75 zł, co w porównaniu z tym samym miesiącem ubiegłego roku oznacza wzrost o 9,5%.

O tym, ile realnie mamy pieniędzy w portfelu, mówią dane o dochodzie rozporządzalnym na osobę – czyli tyle, ile zostaje nam na „przyjemności” jak opłacimy wszystkie rachunki i zobowiązania. Ale tutaj sytuacja też jest zróżnicowana. Jak pisze GUS w swoim najnowszym raporcie, małżeństwa z trójką lub większą liczbą dzieci ciągle, mimo programu 500+, znajdują się w najtrudniejszej sytuacji materialnej. Jednak ich sytuacja dochodowa poprawiła się – wzrost przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na 1 osobę w tych gospodarstwach wyniósł 4,7%.

Nieco zmniejszyły się różnice w sytuacji materialnej pomiędzy gospodarstwami domowymi zamieszkującymi miasto i wieś, nadal jednak pozostają spore. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na 1 osobę w miastach wzrósł w 2020 r. o 5,4%, a na wsi o 5,7%.

W ubiegłym roku (aktualnych danych nie ma) na głowę zostawało nam do wydania 1919 zł, ale był to wynik głównie mniejszych wydatków spowodowanych lockdownem.

Czytaj też: Nadciągają czterej „jeźdźcy energetycznej apokalipsy”. Jak bardzo odczujemy w portfelach podwyżki cen prądu, ciepła, gazu i benzyny? Oto przyszłoroczny krajobraz

Czytaj też: Podwyżki cen paliw drenują nam portfele. Czy tradycyjnie tanie stacje przy marketach i z mniej znanych sieci są wciąż ratunkiem? Huzar i Auchan kontra Orlen, Circle K i BP

Po jaką podwyżkę iść, żeby zrekompensować sobie inflację? Liczę!

Musimy przyjąć jakieś założenia, bo każdy ma swoją indywidualną inflację (np. ktoś nie wydaje pieniędzy na paliwo), a ktoś inny jest weganinem i nie obchodzą go zmiany cen mięsa i nabiału. Ale utrzymanie mieszkania stanowi lwią część naszych wydatków. Według danych GUS koszty utrzymania mieszkania stanowią 18,8% przeciętnych miesięcznych wydatków na 1 osobę. Najwięcej wydajemy na żywność i napoje bezalkoholowe – to aż 27,7% naszych wydatków.

Weźmy na przykład typową rodzinę 2+2. Mają auto na benzynę, które przejeżdża w ciągu roku 15 000 km przy spalaniu 7 litrów na 100 km (700 litrów rocznie), zużywają też 2500 kWh prądu.

Paliwo. W ostatnich dniach ceny paliw osiągają historyczne rekordy. Szok jest olbrzymi, bo w ubiegłym roku paliwo było po 4,3 zł. Dziś to już 6 zł. Ale wtedy był lockdown. Jeżeli w ciągu ostatnich 12 miesięcy tankowaliśmy średnio po 5,5 zł, to wydaliśmy na paliwo 5775 zł. Gdyby cena utrzymała się w granicach 6 zł, roczne wydatki wzrosną do 6300 zł, czyli o 525 zł rocznie.

Prąd. Mocno podrożał już w dwóch ubiegłych latach. Zamiast 0,6 zł za kilowatogodzinę (kWh), płacimy już 0,69 zł. Prąd na giełdzie podrożał w ciągu roku o 90% – nie przenosi się do 1:1 na ceny dla firm i gospodarstw domowych, bo po pierwsze jest URE, który akceptuje stawki dla 9,7 mln gospodarstw domowych (z prawie 16 mln wszystkich), a po drugie firmy, które prąd sprzedają, kupują go z wyprzedzeniem przy pomocy kontraktów terminowych, a nie na giełdzie po bieżącej cenie.

Nie zmienia to faktu, że prąd w przyszłym roku zdrożeje – według różnych szacunków – nawet to 0,8 zł za kWh (a może i więcej). Oznacza to wzrost wydatków do 2000 zł z 1725 zł, czyli o 275 zł. A do tego dojdzie jeszcze nowa, wyższa stawka na wsparcie energetyki węglowej – w przypadku typowego zużycia z 9,46 zł brutto miesięcznie na prawie 12,5 zł brutto. W skali roku to o 36,8 zł więcej. W sumie za prąd zapłacimy 312 zł więcej.

Ogrzewanie. To właśnie na ogrzewanie przeznaczamy największą część naszego domowego budżetu. Przed podwyżkami tego składnika domowych rachunków nie uciekniemy. I nieważne, z jakiego paliwa korzystamy. Drożeje gaz, węgiel, pellet i ciepło z sieci. O ile? Firmy ciepłownicze chciały w połowie roku podwyżek nawet o kilkadziesiąt procent. Ostatecznie stanęło średnio na 20%.

Oznacza to, że jeżeli statystycznie przeciętne gospodarstwo domowe wydaje na ogrzewanie w ciągu roku 2500 zł, to w 2021 r zapłaci o 500 zł więcej. Oczywiście – to pewna średnia. Podwyżki cen gazu w PGNiG nie są aż tak drastyczne – ostatnia podwyżka zwiększy miesięczne wydatki na ogrzewanie o 13 zł miesięcznie, czyli zakładając, że ogrzewamy się przez pół roku, daje to 156 zł więcej. Ale wkrótce będzie kolejna podwyżka, o czym mówią przedstawiciele PGNiG.

Czynsz za mieszkanie. W górę idą też czynsze – czyli stały opłaty do spółdzielni lub wspólnot mieszkaniowych. Rośnie składka na fundusz remontowy, rachunki za prąd w częściach wspólnych, płace serwisów sprzątających. O ile średni czynsz wynosi 500-600 zł miesięcznie, to od nowego roku może to być to nawet o 50 zł więcej – donoszą spółdzielcy. W skali roku podwyżka wyniesie 600 zł.

W skali roku tylko za paliwo i utrzymanie mieszkania zapłacimy prawie 2000 zł więcej. A przecież kwota ta nie uwzględnia ogromnych w skali całego kraju (nie tylko Warszawy) kilkudziesięcioprocentowych podwyżek za wywóz śmieci. To właśnie koszty utrzymania mieszkania uderzą w nas najbardziej. Według najnowszych danych GUS użytkowanie mieszkania podrożało we wrześniu o 7,2%!

Oznacza, to, że tylko z tego tytułu powinniśmy zawnioskować podwyżkę rzędu 161 zł netto. Czyli, jeśli ktoś zarabia 5000 zł netto na umowie o pracę, a jego pensja brutto to 6966 zł brutto, to powinien dostać podwyżkę do kwoty 7194 zł.

Czytaj też: Nadciągają czterej „jeźdźcy energetycznej apokalipsy”. Jak bardzo odczujemy w portfelach podwyżki cen prądu, ciepła, gazu i benzyny? Oto przyszłoroczny krajobraz

Czytaj też: Nadchodzi nowy podatek dla posiadaczy samochodów. O ile może zdrożeć paliwo? Niewykluczone, że zapłacimy nawet 6,5-7 zł za litr

Usługi opróżniają nasze portfele. Lekarz, fryzjer, knajpa, kino…

A przecież to nie wszystko, bo drożeją też usługi. O ile inflacja wynosi 5,9%, to wzrost cen usług sięga już 6,6%. Wizyta u prywatnego lekarza specjalisty to już często 250 zł, godzina korepetycji to 80 zł (ale to zależy od przedmiotu), fryzjer męski w dużym mieście 50-80 zł.

Wystarczy, że odwiedzamy prywatnego lekarza raz na kwartał, to jeśli podwyższy on cenę wizyty ze 180 zł do 230 zł, to będzie to już kolejne 200 zł w skali roku. Jeśli usługa fryzjera zdrożała o 15 zł, a strzyżemy się co dwa miesiące, to mamy dodatkowe 90 zł rocznie. W przypadku kobiety – jeszcze więcej, bo fryzjer damski z reguły jest znacznie droższy.

Restauracje? Przyjemność jedzenia na mieście po pandemii ma swoją wymierną (większą) cenę. W porównaniu do czasów sprzed pandemii ceny wzrosły o 6% w ubiegłym roku i o 6% w tym roku. Rok temu nie odczuwaliśmy tego wzrostu o tyle, że po prostu przestaliśmy chodzić do restauracji. Wydatki spadły z 61 zł do 48 zł tygodniowo na osobę.

Gdyby punktem wyjścia do obliczeń (mimo niedoskonałości metodologii) był rok 2019 r. to dziś – przy utrzymaniu częstotliwości odwiedzin w restauracjach – byłoby to prawie 69 zł. Mielibyśmy podwyżkę o 8 zł miesięcznie. W skali roku – 96 zł więcej. Na osobę, a przecież do knajpy nie chodzimy w pojedynkę (?).

Kino, czyli coś, co GUS wlicza do kategorii kultura i rekreacja. Przez większą część ubiegłego roku kina i teatry były zamknięte – wydaliśmy mniej. Załóżmy, że cena rozrywki rośnie średniorocznie o 5%. W porównaniu do czasów sprzed pandemii na rozrywkę wydamy 91,45 zł miesięcznie. A więc o 8,5 zł więcej niż przed falą podwyżek. To kolejne 101,4 zł rocznie więcej.

Edukacja – ceny korepetycji poszły bardzo mocno w górę – mniej więcej o 20%. Przed pandemią wydawaliśmy średnio rocznie 19 zł tygodniowo na edukację – to oczywiście niewiele mówi, bo uwzględnia również tygodnie wakacji, ferii czy przerw świątecznych. Ale załóżmy, że godzina nauki angielskiego podrożała z 50 na 60 zł. A nauka trwa przez 9 miesięcy w roku dwa razy w tygodniu, czyli razem 72 godziny.

Przed podwyżkami „dwa semestry” korepetycji tylko z jednego przedmiotu kosztowały 3600 zł. Po podwyżce, będzie to 4320 zł (rozkładając proporcjonalnie podwyżkę na cały rok, będzie to 360 zł).

Gdyby podliczyć tak oszacowane podwyżki cen popularnych usług, to w skali roku mówimy o wzroście wydatków o prawie 850 zł. W skali miesiąca to kolejne 70 zł więcej do podwyżki pensji, która miałaby zrekompensować wzrost cen.

Mleko, olej, chleb, kurczaki – spożywczy kwartet, który akompaniuje inflacji

W przypadku żywności główne uderzenie jest dopiero przed nami – z powodu wzrostu cen usług transportowych, nawozów, robocizny, analitycy rynku żywności szacują kilkunastoprocentowe podwyżki niektórych grup towarów, np. mięsa, olejów roślinnych, warzyw.

Główny Indeks Cenowy portalu DlaHandlu.pl, który pokazuje średnią wartość koszyka złożonego z 50 podstawowych produktów w październiku potaniał do 282,3 zł z 291 zł w połowie sierpnia. Gdyby spojrzeć na wartość koszyka, to w Polsce inflacji nie ma – w ciągu ostatnich 10 lat wartość koszyka jest stała i wynosi plus-minus 290 zł. Ale gdy zajrzy się w konkretne produkty, to sytuacja nie jest tak różowa. Tu i ówdzie widać podwyżkę cen. Według GUS olej podrożał rok do roku o 11%, drób o 17%, warzywa o 10%, a nabiał o 4%.

Są kategorie produktów, których ceny szybują (najlepiej pokazuje to czarna linia, dwie pozostałe to skrajności czyli najniższe i najwyższe ceny). Mocno drożeje np. drób, a dokładniej 1 kg kurczaka. A statystyczny Polak zjada w ciągu roku 25 kg drobiu. Największy wyskok ceny miał miejsce przed rokiem, gdy średnia cena po raz pierwszy przekroczyła 7,6 zł za kilogram. Jeszcze przed pandemią drób można było kupić za 6,65 zł za kilogram. Dziś średnia cena to 8,39 zł aż o 26% więcej.

Czyli statystycznie w ciągu roku wydajemy na kurczaka o 43,5 zł więcej. Taką podwyżkę każdy poczuje w portfelu. Bardzo mocno drożeje też olej – co widać zarówno w danych GUS jak i koszyku cenowym – średnia cena oleju wzrosła z 5,5 zł do ponad 7,5 zł za litr.

 

Co się stanie, jeśli ceny żywności pójdą do góry? A pójdą, bo drożeją składniki produkcji – nawozy, pasze, koszty transportu. No i wynagrodzenia tych, którzy je zbierają. Zawodowi ekonomiści mają gotowe modele matematyczne do obliczanie skali podwyżek cen. I wyszło im, że najpóźniej w grudniu ceny pieczywa wzrosną o 5%, oleje o 8,5%, warzywa o 11%, mięso o 6%, mleko, sery i jaja o 5%. Co ciekawe, w miejscu mają stać ceny owoców. Jak to wpłynie na koszyk zakupowy?

Można posiłkować się danymi GUS, które pokazują ile średnio wydajemy na różne kategorie towarów i usług w skali tygodnia w podziale na różne grupy społeczne, czy wielkość gospodarstwa domowego. Sięgnęliśmy po dane ogólne i sprawdziliśmy, o ile wzrosną ceny podstawowych produktów. Dane dotyczą ubiegłego roku, więc w rzeczywistości już teraz punkt wyjścia powinien być wyższy.

Pieczywo – 18 zł (po podwyżce 18,9 zł)

Mięso – 80 zł, w tym drobiowe 14 zł (po podwyżce 84,6 zł)

Mleko – 7,6 zł (po podwyżce 7,96 zł)

Oleje – 13 zł (po podwyżce 14,1 zł)

Warzywa – 41 zł (po podwyżce 45,5 zł)

Razem to 159,6 zł tygodniowo. Uwzględniając podwyżkę będzie 171,06 zł. Czyli 11,46 zł tygodniowo więcej – w skali miesiąca 45,84 zł więcej.

Po jaką podwyżkę wynagrodzenia pójść do szefa? Podsumowanie

Podsumowując te wszystkie wyliczenia (a w zasadzie symulacje i szacunki, bo przecież każdy z nas ma inną „prywatną inflację”), należałoby pójść do szefa po 160 zł miesięcznej podwyżki z tytułu wzrostu cen domowych rachunków, 70 zł podwyżki z tytułu wyższych cen usług, z których korzystamy i – awansem – po 50 zł podwyżki miesięcznie z powodu spodziewanego wzrostu cen żywności. Łącznie – 280 zł dla osoby z dochodem 3100 zł miesięcznie na rękę (bo takiego „średniaka” z rachunkami do zapłacenia 1200 zł miesięcznie i dochodem rozporządzalnym 1900 zł dziś rozpatrujemy). To co, ruszacie po podwyżkę? Życzę powodzenia w negocjacjach z szefem!

źródło zdjęcia: YouTube/PlayNowPlayL8tr

Subscribe
Powiadom o
29 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Mateusz
11 miesięcy temu

Biorę lustro i walczę z szefem o podwyżkę. Trzymajcie kciuki!

Jacek
11 miesięcy temu
Reply to  Mateusz

To nie ty jestes swoim szefem, lecz twoi klienci. Szefem jest ten, kto ci płaci. Sam sobie nie płacisz.

gosc
11 miesięcy temu

Argentina freezes prices to slow inflation
https://www.youtube.com/watch?v=-SK0iqucXis
Argentina is seeing inflation rates at over 50 percent. To help slow down the rise in prices, the government is freezing prices for many goods. Will it help?

Stef
11 miesięcy temu
Reply to  gosc

No it wont help. Już to przerabiano w Europie, na Kubie. Kończy się kartkami i czarnym rynkiem za normalne ceny.

Peter
11 miesięcy temu

Jako szef małej instytucji kultury rozważam redukcję zatrudnienia by utrzymać kluczowych pracowników i naprawdę nie widzę innego wyjścia…. W ciągu paru miesięcy upadły wszystkie plany finansowe. Wolne, wypracowane i zaoszczędzone środki pochłaniają koszty utrzymania. Środki, które miały iść na rozwój, na nową ofertę dla mieszkańców, znikają w czarnej dziurze. W lutym za gaz płaciliśmy 13 groszy brutto za 1 kWh, dziś 46 groszy… Nikt małymi muzeami, domami kultury, bibliotekami i innymi instytucjami w małych miejscowościach się nie przejmuje…

E.G
11 miesięcy temu

Możesz usłyszeć od szefa że na twoje miejsce jest 5 innych. Tam są drzwi.

Tomek
11 miesięcy temu
Reply to  E.G

Jeżeli tak jest to znaczy, że nie masz szans na podwyżkę. Może być jednak tak, że szef się myli. Jak nie zaryzykujesz, to się nie dowiesz.

Pan Krzysztof
11 miesięcy temu
Reply to  Tomek

To znaczy, że nie ma chętnych na to stanowisko. Gdyby byli, to by już tam nie pracował albo miał dodatkowego współpracownika. Jednym słowem szef to matoł, który dużo gada, ale jak przyjdzie co do czego…

chennault
11 miesięcy temu
Reply to  E.G

Pomyliłeś czasy. Teraz jest 5 praconabywców na jednego pracownika 🙂

Marcin staly czytelnik
11 miesięcy temu
Reply to  chennault

Zgadza sie, ale duzo zalezy od branzy.

Ppp
11 miesięcy temu

Czteroletnie obligacje skarbowe przyniosą mi w Listopadzie przyszłego roku ponad połowę mojej pensji. Zadowolony z inflacji oczywiście nie jestem, ale jakaś pociecha jednak jest.
Pozdrawiam.

Raider
11 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Po czym poznać naiwniaka? Żyje chwilą . Co z tego że będziesz mieć 7 procent, jak realna inflacja będzie powyżej 20? Stracisz, bo ufasz temu rządowi. Pociecha to będzie jak pisowska dojna zmiana zostanie wyniesiona na widłach i będzie można ten syf posprzątać.

Adam S.
10 miesięcy temu
Reply to  Ppp

Gratuluję dobrego planowania i inwestowania.

Artur
11 miesięcy temu

Ile osób zarabia 3100 zł netto miesięcznie. Trzeba rozpatrywać medianę zarobków. Z tego co pamiętam to było chyba około 2500 zł więc trzeba iść o podwyżkę w wysokości 1000 zł. Ale tak poważnie. Przy dzisiejszych kosztach życia najniższa pensja powinna wynieść 4000 zł netto.

Andrzej
11 miesięcy temu
Reply to  Artur

W sensie płaca minimalna?

anonymous
11 miesięcy temu
Reply to  Andrzej

No właśnie pisiory tyle ustaliły ale za dwa lata. Pomysł był powszechnie gnojony za wysoki wzrost a teraz kwota wygląda na śmiesznie niską.

Stef
11 miesięcy temu
Reply to  Artur

Podniesie płacy minimalnej i dodruk pieniądza spowodowały inflację.
Twoje rozwiązanie dalej podnosic pensje minimalną?

Coraz bardziej opłaca się robotyzacja/wydajniejsze maszyny. Jeszcze w latach 90tych kopano rowy pod kable ręcznie, teraz każda firma ma mini koparkę. Są maszyny do układania kostki brukowej. W Holandii są 3 jednostki sprzętu na jednego pracownika.

Usługi i deweloperke trudno narazie zrobotyzowac.

Łukasz
11 miesięcy temu
Reply to  Artur

To inflacja byłaby na poziomie 30 %.

Marcin staly czytelnik
11 miesięcy temu
Reply to  Artur

Nie znam osobiscie nikogo kto zarabialby mniej niz te 4000 pln netto o ktorych Pan pisze. U mnie w firmie w tym roku podwyzka 20.4% (kilka tysiecy pln) i z tego co wiem specjalisci w tej branzy maja podobnie (audyt finansowny firm miedzynarodowych).

Barbara
7 miesięcy temu

Ja znam . To wykładowcy z doktoratem na uczelniach.

chennault
11 miesięcy temu

fryzjer z reguły nie sięgnie po nożyczki, jak nie mamy 50-60 zł (przynajmniej w dużym mieście, ale to i tak w przypadku mężczyzn…)

fryzjer męski w dużym mieście 50-80 zł

I tak się nakręca propagandę inflacyjnej katastrofy. Ostatnio bez długiego szukania ostrzygłem się w dużym mieście za 30 zł. Oczywiście nie w jakimś hipsterskim „barber shopie” przy głównym deptaku, bo tam zawsze było drogo, ale w nowym osiedlowym zakładzie fryzjerskim.

Marcin staly czytelnik
11 miesięcy temu
Reply to  chennault

W Warszawie mozna spokojnie za 25.

wini
11 miesięcy temu

„W ubiegłym roku (aktualnych danych nie ma) na głowę zostawało nam do wydania 1 919 zł, ale był to wynik głównie mniejszych wydatków spowodowanych lockdownem.”
Litości, ale takiego babola walnąć? Proszę te dane przeczytać jeszcze raz i nie mieszać wątków.

Admin
11 miesięcy temu
Reply to  wini

Hmm… sprawdzimy

Pan Krzysztof
11 miesięcy temu

„Po jaką podwyżkę iść, żeby zrekompensować sobie inflację?”
Chyba po podwyżkę stóp procentowych w wysokości ukrytego pośredniego złodziejskiego podatku inflacyjnego.

Adam S.
10 miesięcy temu

Olej po 7,99 / l? Biorę 100l

Adam S.
10 miesięcy temu

Redaktor zapomniał doliczyć do wnioskowanej podwyżki podatek od wynagrodzenia – jeśli wpadniemy w wyższy próg przez inflację, należy to doliczyć do wymaganej kwoty.

Admin
10 miesięcy temu
Reply to  Adam S.

Racja

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!