13 lutego 2026

Miłość, pożądanie, seks i… bezlitosna matematyka. Ważne wzory dla tych, którzy w związku ze związkami myślą tylko o jednym. Ile powinna kosztować polisa od tego?

Miłość, pożądanie, seks i… bezlitosna matematyka. Ważne wzory dla tych, którzy w związku ze związkami myślą tylko o jednym. Ile powinna kosztować polisa od tego?

Walentynki to święto motylków w brzuchu, gorących przytulasów, namiętnych pocałunków i wyuzdanej konsumpcji wrzących uczuć. Gratulujemy każdemu, kogo „to” dopadło. A jeśli mowa o konsumpcji, to seks jest super, lecz czasem ma swoją cenę. Pewien naukowiec opracował matematyczne wzory, które odpowiadają na pytanie: jakie jest finansowe ryzyko… promiskuitywizmu. Co to takiego? Wiem, niszczę teraz romantyczny obraz Walentynek i zapewne będę się za to smażył w piekle. Ale takie jest „Subiektywnie o finansach” – kompletnie nieromantyczne i nieomal monotematyczne. My tu myślimy tylko o jednym

Mam nadzieję, że zdążyliście się już przyzwyczaić do tego, iż czasem usiłuję Was zbulwersować, zniesmaczyć, zawstydzić i wprowadzić w zakłopotanie. Robota nie jest trudna, bo wystarczy zacząć przeliczać bezcenne uczucia, ciche westchnienia, ukradkowe spojrzenia oraz miłosne wyznania na zwykłą, bezuczuciową kasę. Dziś liczymy, na jakie pieniądze można wycenić promiskuityzm (zaraz wyjaśnię, co to znaczy).

Zobacz również:

Kilka lat temu – z okazji Walentynek – sprawiłem sobie książkę „Seks i pieniądze. Kalkulacja w miłości” doktora Marina Adshade (wydawnictwo PWN). Facet ma fajną robotę: zgłębia tak kluczowe dla wzrostu światowej gospodarki problemy, jak związek pomiędzy rosnącym wskaźnikiem przypadkowych kontaktów seksualnych a rosnącymi rozbieżnościami w zarobkach.

Rozważa też wzrost narodowego dobrobytu w państwach, w których mężczyźni statystycznie mają większe „narzędzia”, w stosunku do rozwoju dobrobytu w krajach zamieszkiwanych przez facetów mniej hojnie obdarzonych przez naturę. Jeśli myśleliście, że to obfitość surowców naturalnych decyduje o dobrobycie narodów, to błądziliście. Nawet nie wiecie jak bardzo ;-).

Mój ulubiony badacz opracował również matematyczne wzory, które opowiadają o tym, ile warte jest finansowe ryzyko dwóch sytuacji: rozwiązłości przedmałżeńskiej i pozamałżeńskiej. Przedmałżeńska jest wtedy, gdy jesteśmy już po zaręczynach, planujemy ślub, ale niedługo przed „zaprzysiężeniem” jednemu z partnerów zdarza się coś, co komplikuje małżeńskie plany z powodu nieoczekiwanej ciąży w równie nieoczekiwanej konfiguracji personalnej. Pozamałżeńska rozwiązłość jest wtedy, gdy już mamy stałego partnera, ale mimo wszystko coś nas rzuciło w ramiona innej osoby.

Czytaj też: Dlaczego jednym łatwiej pójść na randkę, a innym trudniej? Ile jesteś wart(a) na randkowym „rynku”? Wylicz wskaźnik SMV, a stanie się jasne, jaką masz szansę na niebiańskie Walentynki i nie tylko

Czytaj też: Walentynki, czyli święto miłości. Ale nie dla wszystkich. Ile kosztuje nas to, że nie wszyscy się kochamy?

Rozwiązłość, czyli promiskuityzm. Ile to kosztuje? I dlaczego tak drogo?

Jeśli w któryś piękny, romantyczny, pełen feromonów i pożądania dzień życie pchnęło Was (lub dopiero pchnie) do łóżka nieznajomej lub nieznajomego (niepotrzebne skreślić), to nie zapomnijcie – przed skonsumowaniem tej sytuacji – wyliczyć sobie szacowanego kosztu swego promiskuityzmu. Miłość miłością, seks seksem, ale kasa musi się zgadzać, nieprawdaż? Przypadkowy seks niestety bywa kosztowny. I da się statystycznie obliczyć ryzyko finansowe takiego „pójścia w tango” z nieznajomym lub nieznajomą, których później już w życiu być może nigdy nie spotkacie.

Ów koszt dr Adshade opisuje wzorem: prawdopodobieństwo ciąży (czyli nieślubnego dziecka) pomnożone przez prawdopodobieństwo planowanego małżeństwa, pomnożone przez utracony dochód z małżeństwa (oba ostatnie parametry odnoszą się do tego małżeństwa, które nie dojdzie do skutku z powodu Waszego promiskuityzmu, czyli – pisząc wprost – rozwiązłości).

Jeśli więc prawdopodobieństwo ciąży wynosi 0,05 (czyli 5%), a prawdopodobieństwo małżeństwa to 48% (taki podobno jest teraz współczynnik zawierania małżeństw), zaś ewentualny oblubieniec (lub oblubienica) wniósłby do małżeństwa swoje mieszkanie (warte np. 300.000 zł), to koszt promiskuityzmu trzeba oszacować na 7.200 zł.

Jak należy czytać tę liczbę? To po prostu koszt ryzyka wynikający z faktu, że przez przypadkowy seks mogą zajść pewne zmiany w Waszym życiu, które da się wycenić w pieniądzu. Czy to przykładowe 7200 zł to dużo? Mało? Jedno jest pewne: no risk, no fun. Oczywiście, jeśli mówimy o promiskuityzmie w sytuacji, gdy partnerzy już planują ślub, są po zaręczynach itp., to prawdopodobieństwo małżeństwa sięga już prawie 1 (czyli 100%), a nie podane w przykładzie 48%. Z drugiej strony prawdopodobieństwo ciąży też zależy od kilku czynników.

Czytaj też: Pięć rzeczy, o które warto się pokłócić, gdy już połączyliście się duchem i ciałem

Czytaj też: Apple Pay, nagie dziewczyny i rachunek na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czasem udaje się wygrać w sądzie!

Seks: ile kosztowałoby ubezpieczenie od jego konsekwencji?

No i trzeba pamiętać, że w tym wyliczeniu jako parametr decydujący o tym, czy ryzyko się zrealizuje, czy nie, jest to, czy efektem promiskuityzmu jest ciąża. A przecież oprócz ciąży można przyjąć także inne ryzyko, np. przyłapania przez narzeczoną lub narzeczonego, czego skutki będą podobne – odwołanie ślubu.

Nie jest to jeszcze – niestety – koniec mych rozważań, które zapewne już wpłynęły zgubnie na Wasze libido. Dr Adshade oblicza też finansowe ryzyko sytuacji, w której znajdziecie się w sytuacji intymnej nie ze swoim partnerem oficjalnym, ale zupełnie z kimś innym. Jak należałoby „wycenić” takie wydarzenie? Jaką „rezerwę” finansową należałoby utworzyć albo ile należałoby zapłacić za jakąś polisę ubezpieczeniową, żeby pokryć takie ryzyko?

Pytanie może dziwne, ale przecież w każdym banku są modele wyliczające, ile trzeba zarobić na kredycie w sytuacji, gdy jest ryzyko, że jakiś procent całej puli kredytów nie zostanie spłacony i będzie trzeba z zysku od tych spłaconych zapłacić posiadaczom depozytów. Seks też da się w ten sposób wycenić, wyliczając ryzyko ewentualnych konsekwencji w żywym pieniądzu.

Seks to oczywiście jedna z największych przyjemności w życiu (ja tak przynajmniej uważam), więc tym bardziej ciekawe może być spojrzenie na to, jak należałoby go wycenić „rynkowo”. Skoro są ubezpieczenia od konsekwencji punktów karnych za zbyt szybką jazdę, to dlaczego – do jasnej cholery – nie miałoby istnieć ubezpieczenie od (nie)przyjemności wynikających z rozwiązłości?

Czytaj też: Walentynkowe dylematy zakochanych. Wziąć kredyt razem, czy osobno?

Czytaj też: Seks słono kosztuje. I nie chodzi tylko o koszty randkowania. Po płatny seks sięga 10% Polaków, którzy wydają na to fortunę. Jak dużą?

Dobry seks jak wygrana Lotto, ale nikt nie chce „głównej nagrody”

Wzór na koszt ryzyka niewierności jest następujący: prawdopodobieństwo przyłapania pomnożone przez ryzyko bycia porzuconym z tego powodu przez oficjalnego partnera i pomnożone przez stratę finansową z powodu ewentualnego rozwodu. Proste jak – za przeproszeniem – drut. Dr Adshade, nie wiedzieć czemu, jako przykład podaje gospodynię domową i szacuje prawdopodobieństwo jej przyłapania przez męża w czasie igraszek z niemężem na aż 30%, zaś prawdopodobieństwo rozwodu na 50%. Utracony w razie rozwodu majątek to 300.000 zł. Ile wynosi przy tych założeniach koszt przyjemności? 45.000 zł (0,3*0,5*100.000 zł).

Oczywiście: prawdopodobieństwo przyłapania oraz prawdopodobieństwo rozwodu w każdym przypadku należy ocenić indywidualnie. W pewnych okolicznościach oba parametry pewnie przyjmują znacznie mniejszą wartość niż podane przez autora książki. Z drugiej zaś strony na prawdopodobieństwo przyłapania ma wpływ „intensywność promiskuitywistyczna”.

Wzór podany powyżej powinien być popularny prawie tak bardzo, jak – bo ja wiem… Twierdzenie Pitagorasa czy Prawo Archimedesa (zwłaszczazwłaszcza że tam też jest ciało, co prawda tylko jedno i to zanurzone w cieczy, a nie w namiętności, ale jednak). Sytuacje, przy których wzór by się przydał, zdarzają się dużej części populacji.

Czytaj też: W te Walentynki planujecie nagrać seks-taśmę? Dobra rada: sprawdźcie ustawienia backupu w chmurze. Bo „chmury nie ogarniesz”

Najlepiej być singlem? Niekoniecznie

Wynika z tego, Szanowni Czytelnicy, że najbardziej warto być singlem. Ich promiskuitywizm nie dotyczy, a tym bardziej „koszt ryzyka” i rezerwa finansowa, którą trzeba by z tego powodu tworzyć. A może jednak single też mają przerąbane? Jak wynika z różnych wyliczeń, kondycja finansowa singli jest gorsza, niż tych obywateli, którzy postanowili się sparować (pod warunkiem że oboje partnerów pracuje). No bo tak: przeciętny dochód singla jest niższy, niż dochód pary. Wynajęcie kawalerki w Warszawie to dla singla koszt 2500 zł, a dwupokojowego mieszkania dla parki – pewnie ze 3000 zł. Miesięczne wyżywienie jednej osoby to 260 zł (dla parki będzie to 400 zł, bo mamy efekt skali).

Do tego dochodzą możliwości wspólnego opodatkowania oraz tańsze podróżowanie (za osobę) dla par niż dla singli. Oczywiście rachunek będzie zupełnie inny, kiedy parka staje się trójeczką, albo czwóreczką, czyli ulegnie rozmnożeniu. Ale to już zupełnie inna historia.

I rachunek wcale nie będzie oczywisty, bo przecież Polska jest krajem, w którym rodziny obdarowuje się szczodrze, by powiedzieć tylko o uldze na dzieci, zasiłku 500+, Karcie Dużej Rodziny, „Kosiniakowym” i jeszcze kilku bonusach. No i coraz częściej mówi się o wprowadzeniu podatku od bezdzietności.  Jeśli jeszcze całkiem nie przeszła Wam ochota na igraszki, to niniejszym życzę Wam udanych Walentynek.

zdjęcie tytułowe: raquelcarmo/Pixabay

 

Subscribe
Powiadom o
59 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Małgorzata
5 lat temu

Inteligentnie , z poczuciem humoru. Świetna lektura w Walentynki!

Aleksander
5 lat temu

Nie spodziewałem się tutaj tematu, który często porusza Jordan Peterson. 😀

Jan kowalski
5 lat temu

Z przyjemnością przeczytałbym realną, długoterminową rozpiskę tego wyżywienie za 260/400 zł miesięcznie.

Sławomir
5 lat temu
Reply to  Jan kowalski

Od 10 lat spisuję wszystkie paragony z supermarketów, uważam się za oszczędnego i za 2 osoby wychodzi średnio mi 900 zł miesięcznie, plus 100 zł na artykuły niejadalne (szampon, płyn do zmywania itp.)

Halle Selasje
5 lat temu
Reply to  Sławomir

I po co żyjesz?
900 miesięcznie… ja wczoraj wieczorem wydałem 750 na zakupy online w sklepie z ubraniami… z głową, 10 sztuk wysokiej jakości z Niemiec, których normalnie w sklepie nie dostaniesz. ogarnąłem rabat 20%. A Ty jesz za 900 na dwie osoby, chore.

Sławomir
5 lat temu
Reply to  Halle Selasje

Jeśli oceniasz wartość swojego życia ilością wydawanych pieniędzy, to współczuję

Krzysztof M.
5 lat temu
Reply to  Sławomir

Pogodzę kolegów, mój śp. kolega powtarzał: są różne zboczenia i kółka zainteresowań. Tekst można ocenzurować.

Stef
6 miesięcy temu
Reply to  Sławomir

Sławomir naucz się czytać ze zrozumieniem. On nie napisał, że twoje życie jest bezwartosciowe bo wydajesz mało pieniędzy, tylko zapytał jaki jest sens marnowania życia i czasu na to co opisałeś. Koszt kupiwania byle czego w końcu cię i tak dopadnie tylko od strony medycznej. Nikt tutaj nie wartościuje życia ilością wydanych pieniedzy, tylko pyta czemu takie problemy z psychiką zalatwiasz paragonami zamiast u specjalisty?
I to jest bardzo dobre pytanie.

Last edited 6 miesięcy temu by Stef
Sylwek
6 miesięcy temu
Reply to  Stef

Stef, wygląda na to że to Ty nie zrozumiałeś.
Halle Selasje napisał komentarz z wyrzutem mając na celu ubliżenie czytelnikowi i obniżenie samooceny Sławomira.
Zarzucił mu, że sposób w jaki wiedzie życie może pozbawiać go odczuwania przyjemności na poczet odkładania pieniędzy do skarpety lub na jakiś – wedle tonu komentarza – bezsensowny cel.

Nikt tutaj nie poruszył jakości zakupów spożywczych, a jak widzisz za 900 miesięcznie można naprawdę spoko się odżywiać, chociaż na dwoje taka kwota rzeczywiście sugeruje że ktoś tu może wpieprzać głównie tanie węglowodany czyli chleb, ziemniaki – których nie powinno się spożywać. Wcale!

Sylwek
6 miesięcy temu
Reply to  Stef

Podczas gdy w rzeczywistości być może pakuje walizki i leci w weekend do Kolumbii, na Zanzibar albo na Koh Samui.