4 marca 2019

Dwa piwa, (pół)nagie dziewczyny, Apple Pay i… rachunek na kilkadziesiąt tysięcy. Jak walczyć o swoje? Czasem udaje się wygrać w sądzie!

Kluby go-go to niebezpieczne miejsca dla naszych pieniędzy. Nie chodzi o to, że prywatne tańce niekompletnie ubranych dziewczyn oraz drinki nie są tanie. Można w takich klubach stracić oszczędności życia. Ostatnio zgłosiło się do mnie trzech czytelników, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Banki seryjnie odrzucają reklamacje i żądania chargebacku. Jedyna nadzieja nadchodzi ze… Skandynawii. Zapadł tam wyrok, dzięki któremu jeden z klientów polskiego klubu go-go odzyskał pieniądze. Ale odzyskał je od banku, a nie od klubu

Scenariusz kradzieży pieniędzy w klubie go-go jest z reguły dość prosty. Namierza się klienta płacącego kartą, poi się go alkoholem, a przy którejś z kolejnych płatności podpatruje PIN do karty. Następnie człowieka się odurza (zwykle budzi się w hotelu dopiero następnego dnia rano) i czyści mu się kartę. Wszystkie transakcje są „legalne”, bo potwierdzone kodem PIN do karty.

„Gigantyczny rachunek z  klubu nocnego, a ja nic nie pamiętam”. Czy można żądać chargebacku?

Dostaję czasem pytania czy w takiej sytuacji można użyć procedury chargeback, czyli procedury pozwalającej odzyskać pieniądze z powodu niewłaściwego wykonania usługi opłaconej kartą. Sprawa jest trudna, bo trzeba by udowodnić, że zupa była za słona, drinków w liczbie wskazanej na wyciągu nie dałoby się fizycznie skonsumować, a lap dance nie został wykonany jak trzeba. Mission trochę impossible, a w każdym razie dość trudna.

Oczywiście: klasyczny fraud też mógłby być podstawą do procedury chargeback, bo jeśli zostałeś obciążony z tytułu zapłaty za rzecz, której nie zamawiałeś, to też podpada pod weryfikację. Tyle, że dość trudno będzie udowodnić, że usługi w klubie nocnym nie zostały zamówione, nie korzystając z prokuratorskich metod, czyli zabezpieczenia dowodów. W ramach chargebacku dostępu do uprawnień prokuratorskich nie ma ani bank, ani organizacja płatnicza, ani firma obsługująca płatności w klubie.

Jeśli nie chargeback, to może żądanie zwrotu pieniędzy przez bank? Wiadomo, że PIN-u do karty trzeba pilnować, więc klient nie ma w tym przypadku czystego sumienia, ale czy bank nie powinien lepiej „pilnować” klienta w sensie monitorowania nietypowych transakcji? Jeśli w nocy z soboty na niedzielę nagle zaczynają „schodzić” z karty duże transakcje, to może bank powinien się tym zainteresować i dodatkowo je potwierdzić?

Tutaj sprawa też jest słaba, bo jeśli klient akurat dobrze się bawi, to po pierwsze nie będzie odbierał telefonów z banku, a po drugie może uznać takie weryfikacje za skrajny przykład inwigilacji. „Dzisiaj zadzwonią do mnie i spytają czy rzeczywiście wydaję pieniądze na dziewczyny, a jutro może zadzwonią do mojej żony?” – zapyta pewnie niejeden zwolennik prywatności w wydawaniu pieniędzy.

Czytaj też: Po seks za pieniądze sięga 10% Polaków. Ile to kosztuje? Ile wydajemy?

Przeczytaj też: Do tych krajów w życiu się nie przeprowadzaj! Zło kusi tam najmocniej. Jak na tym zarobić?

Goło i wesoło, czyli kredyt gotówkowy w procedurze go, go

Historia, którą Wam dziś opowiem jest jeszcze bardziej złożona, niż podpatrzenie PIN-u do karty. Panu Tomaszowi, czytelnikowi „Subiektywnie o finansach”, nie tylko wyczyszczono konto za pośrednictwem karty, ale też – żeby szybciej poszło – zmieniono mu limity transakcji oraz zaciągnięto na jego konto kredyt. A wszystko dzięki smartfonowi z bankową aplikacją mobilną.

Pewnej lutowej nocy pan Tomasz zrobił sobie spacer po warszawskich klubach nocnych. Nie wydawał dużo, do godz. 2:00 w nocy wydał jakieś 200 zł w sześciu transakcjach (raczej więc były to drinki, niż ekskluzywne usługi skąpo odzianych dziewczyn). O 4:00 rano panu Tomaszowi nagle „urwał się film”. Obudził się dopiero w hotelu.

Rano na jego koncie pojawiły się dziwne transakcje. Najpierw próby obciążenia konta na kwoty rzędu 20.000 zł, potem zmiana limitów transakcyjnych na karcie, a potem kilka transakcji o łącznej wartości ponad 70.000 zł. Najdroższa balanga w życiu. Mój czytelnik nie miał takich pieniędzy, ale przestępcy zaciągnęli w jego imieniu preautoryzowany kredyt online.

Żeby go uruchomić trzeba było dostać się do aplikacji banku (czyli „wybudzić” telefon kodem PIN bądź odciskiem palca, w ten sam sposób dostać się do aplikacji bankowej oraz wystąpić o kredyt i zaakceptować umowę PIN-em). Widać jak na dłoni, że złodzieje nie tylko poznali PIN zatwierdzający transakcje kartowe, ale też PIN do aplikacji bankowej.

Mój czytelnik oczywiście złożył reklamację. Bank jednak ją odrzucił twierdząc, że klient zaakceptował umowę kredytową PIN-em do aplikacji mobilnej. Pan Tomasz może co najwyżej odstąpić od umowy kredytu, ale zmieni to jego sytuację tylko o tyle, że nie będzie musiał spłacać odsetek od tych pieniędzy. Samą sumę kredytu będzie musiał bankowi zwrócić, choć nie on pieniądze pożyczał.

Czytaj też: Gorączka sobotniej nocy, szapmańska zabawa, klub go-go, a rano… chargeback na pomoc?

Czytaj też: Najpierw goło, a potem niewesoło, czyli przygody Niemca w poznańskim klubie 

Gwóźdź do trumny, czyli Apple Pay

W sprawie transakcji kartowych na 70.000 zł bank zachował się równie twardo. Napisał bowiem, że transakcje zostały autoryzowane prawidłowo, więc chargeback jest niemożliwy. Z tym, że klienta obciąża pewne dodatkowa okoliczność:

„Transakcje zostały dokonane z wykorzystaniem usługi Apple Pay, co w świetle przepisów organizacji płatniczej jest równoznaczne ze zgoda na obciążenie rachunku. Taka transakcja ma dla organizacji status zawartej i nie daje możliwości przeprowadzenia procedury chargeback”

No właśnie, Apple Pay. Kto używa płatności telefonicznych Apple Pay, czy Google Pay wie, że na większości urządzeń potwierdza się transakcje odciskiem palca, a nie PIN-em (jak przy zwykłej karcie). Niektóre terminale wymuszają podanie PIN przy większych transakcjach, ale zdarza się to rzadko.

Zatem fakt, że klient używał Apple Pay w klubie nocnym uprawdopodobnił z punktu widzenia banku scenariusz, w którym transakcje były autoryzowane biometrycznie. Może był nieprzytomny lub odurzony, ale palec przyłożył. O tym, że korzystanie z Apple Pay może utrudnić chargeback czytałem już w zagranicznych blogach technologiczno-finansowych:

„Nie ma żadnych specjalnych reguł związanych z chargebackiem w przypadku transakcji z użyciem Apple Pay. Jednak znacznie trudniej argumentować, że nie autoryzowaliśmy transakcji Apple Pay (chyba że oszust uprzednio uzyskał dane karty posiadacza karty i zdołał dodać ją do swojego iPhone’a). Jeśli sprzedawca uzyskał prawidłowo autoryzację, zdolność banku-wystawcy karty do zastosowania chargebacku i obciążenia transakcją akceptanta (operatora terminala płatniczego) jest bardzo ograniczona, ponieważ posiadacz karty został zweryfikowany za pomocą identyfikatora dotyku”

Nagie dziewczyny lepiej oglądać będąc offline

Sprawa wygląda dziś tak, że pan Tomek został odesłany z kwitkiem przez bank i pozostaje mu co najwyżej doniesienie do prokuratury oraz proces przeciwko domniemanym złodziejom. Lub też wystąpienie przeciwko bankowi i próba udowodnienia, że jego systemy antyfraudowe nie działają prawidłowo. Skoro udostępniając – co sie może zdarzyć, choćby niechcący – tylko kilka cyferek PIN-u do aplikacji bankowej można spowodować wyłudzenie kredytu i jego natychmiastowe wyprowadzenie z konta, to coś jest nie tak. Przydałby się jakiś proces weryfikacji.

Wygląda na to, że zabranie ze sobą do klubu nocnego smartfona z aplikacją bankową może być jeszcze bardziej niebezpieczne, niż zabranie karty. Nawet nieprzytomny klient może autoryzować biometrycznie przeróżne transakcje. Bezpieczeństwo w takim przypadku jest iluzoryczne, bowiem jakie ma znaczenie czy ktoś pozna PIN do mojej karty, czy też moim własnym palcem dostanie się do mojego smartfona, zmieni limity transakcyjne, zaciągnie kredyt online, a potem wszystkie pieniądze wytransferuje poprzez terminal płatniczy?

Czyli: jeśli chcesz zobaczyć nagie dziewczyny live, to zabierz za sobą wyłącznie gotówkę i takoż płać. Tylko offline może nas uratować.

Dwa piwa, prywatny taniec za 150 zł i… rachunek na 7000 zł

Widząc bezradność i nieruchawość banków kluby go-go są coraz bardziej zuchwałe. Dostałem ostatnio kilka innych listów z prośbą o pomoc w sprawie kradzieży pieniędzy w klubie nocnym:

„Przedwczoraj, po dwóch(!) piwach w klubie nocnym, straciłem przytomność na kilkanaście godzin. Po powrocie do domu okazało się, iż z konta zniknęło mi 20.000 zł. Pamiętam tylko kilka transakcji na łączną kwotę ok. 1500 zł. Obudziłem się kilkanaście godzin później, bez telefonu i karty płatniczej. Jak mam umotywować żądanie procedury chargeback w banku?”

Kolejny czytelnik też nie chce ujawnić swojego imienia, bo – jak zeznaje – sprawa jest dla niego wstydliwa i kompromitująca. Wracając do domu z imprezy, idąc krakowskim rynkiem, został zaproszony do klubu go-go. Zamówił piwo, po chwili dosiadła się do niego skąpo ubrana tancerka, zaproponowała taniec prywatny za 150 zł.

„W pomieszczeniu prywatnym straciłem świadomość, mam jedynie kilka przebłysków świadomości z tej sytuacji. Obudziłem się rano na przystanku autobusowym. Sprawdzając stan konta ustaliłem, że brakowało mi ok. 7.000 zł. Nigdy nie wydałbym świadomie takich pieniędzy, były to moje prawie wszystkie oszczędności. Sprawę zgłosiłem na policję, jednak dano mi jasno do zrozumienia, że bez konkretnych dowodów lub świadków nic nie wywalczę, a sprawa zapewne po jakimś czasie zostanie umorzona, skoro zapewne sam ujawniłem PIN do karty”

Czytelnik pyta czy jest jakakolwiek szansa na odzyskanie pieniędzy. Byłaby, gdyby banki i organy państwa zachowywały się bardziej empatycznie. Można by przecież wystąpić o zapis monitoringu, o listę cen różnych usług w klubie, przesłuchać pracowników, ustalić czy dana osoba byłaby w stanie w określonym czasie skorzystać z danych usług, zapisanych na liście transakcji, można byłoby sprawdzić logi w terminalu płatniczym, może zdjąć odciski palców z karty płatniczej (o ile ofiara ją jeszcze ma).

Z kolei bank mógłby mimo wszystko wszcząć chargeback w oparciu o podejrzenie fraudu i sprawdzić wszystkie okoliczności autoryzacji transakcji. Niewykluczone, że wyszłyby jakieś nieprawidłowości, rozbieżności między zapisem monitoringu i momentami dokonywania zakupów usług w klubie.

Nie wspominam już nawet o tym, że banki mogłyby zwracać baczniejszą uwagę na wysokokwotowe transakcje pojawiające się w środku nocy na kontach klientów. Być może można byłoby „przytrzymać” ich rozliczenie do kolejnego dnia i skontaktować się z klientem, by je potwierdzić?

Wywalczył zwrot 50.000 zł, bo udowodnił, że nie mógł autoryzować transakcji w klubie go-go

Nie da się? To zobaczcie jak powalczył o swoje pewien Norweg, który w podobny sposób stracił kupę forsy w polskim klubie nocnym w Sopocie. Ta historia pokazuje, że czasem warto walczyć do upadłego.

Sprawa jest z lata 2014 r. Obywatel Norwegii został okradziony na niebagatelną kwotę 250.000 koron (ponad 100.000 zł). Oczywiście bank Norwega stwierdził, że wszystkie transakcje były dokonane prawidłowo i autoryzowane, więc nie ma podstaw do chargebacku. Ofiara złożyła więc sprawę w sądzie. Oczywiście wcześniej zgłosiła ją w Polsce na policji i poddała się badaniu na obecność narkotyków.

A ten ustalił, że mężczyzna poszedł do klubu ze striptizem i że kupił trzy piwa. Za ostatnie piwo zapłacił o godz. 2:18 w nocy. Potem stracił świadomość. Między godzinami 2:39 i 4:57 jego kartą dokonano 11 transakcji na owe ćwierć miliona koron. Obudził się w hotelu następnego dnia i odczytał SMS-y od banku o nocnych transakcjach.

W ramach procesu zabezpieczono m.in. nagrania z monitoringu. Na tym wideo można zauważyć, że kelnerka i jedna z dziewczyn siedzą na kanapie obok mężczyzny przy wprowadzaniu przez niego kodu PIN, gdy kupował piwo. Nagrania pokazują też, że barman wchodzi na zaplecze i przynosi butelkę „nieznanej substancji”. Wlewa ją do kufla z piwem i podaje klientowi. W omówieniu wyroku czytam:

„Sąd uznał, że prawdopodobne było odurzenie ofiary i że nie mógłby samodzielnie wykonać kolejnych transakcji. Wyjaśnienie ofiary jest oceniane przez sąd jako wiarygodne i prawdopodobne, zwłaszcza w świetle innych dowodów w sprawie. Sąd uznał, że co prawda mężczyzna zachowywał się rażąco niedbale, nie ukrywając kodu PIN przez personelem klubu ze striptizem, ale ocenił, że nie mógł on dokonać przynajmniej części kwestionowanych transakcji”

Bank został zobowiązany do zwrócenia mniej więcej połowy spornej kwoty, czyli 115.000 koron. Wyrok nie jest prawomocny i zapewne bank się od niego odwoła, bo czuje się pokrzywdzony. Jednak, zdaniem sądu, bankowcy mają regres do klubu ze striptizem i to on powinien zwrócić pieniądze. Bo skoro karta płatnicza należała do banku, a klient został obciążony transakcjami, których nie dokonał, to znaczy, że tymczasowo musi nimi zostać obciążony bank.

Ciekawe kiedy w Polsce ktoś zacznie poważnie traktować osoby, które zeszły na złą drogę. Może nie jest to tak ważny problem, jak kolejki do lekarza, czy głodne dzieci w szkole, ale kluby go-go coraz bardziej się rozzuchwalają i okradają swoich klientów ile wlezie, lekceważąc prawo i procedury.

źródło zdjęcia: FotografieLink/Pixabay

 

20
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
11 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
AdamnakrecheGrzesiekmetkorMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Annde
Gość

Powiem złośliwie- chcącemu nie dzieje sie krzywda. Trzeba nie chodzić do klubów gogo. A jak ktorys z panow mi powie, ze moje rozumowanie jest nie fair, to odpowiem- jest identyczne, jak organow ścigania w sprawach o gwałt. Tez sa pytania- a w co pani byla ubrana, a nie mogla pani isć inna drogą, a czemu szla pani sama , czemu szla pani gdy jest ciemno, czemu szła pani przez odludne miejsce, czemu biegala w parku…

Sergwer
Gość
Sergwer

Tylko jeżeli organa ścigania nic nie będą robić to za chwilę może się okazać w zwykłej restauracji mogą cię okraść. Wszędzie gdzie ktoś ci podaje coś do picia.

Anna 1948a@wp.pl
Gość
Anna 1948a@wp.pl

O, rety!W pierwszym odruchu można, naturalnie, uznać, że klient sam sobie winien, bo jak jest żonaty – a może i dzieciaty 😉 – to wara mu od takich ekscesów.ALE, są jeszcze procedury… Sama, przyznaję się bez bicia, kredytu nie brałam od ponad 40stu lat więc ich nie znam ale l i m i t y to zupełnie inna sprawa:zmieniałam kilkanaście tygodni temu i w „moim” żubrzyku tego rodzaju zmiana jest niemożliwa bez potwierdzającego ją telefonu z banku. ERGO:zmiana automatyczna, on-line czy jak jej tam na imię nie jest możliwa, bo telefon będzie dopiero w dni robocze i w godzinach pracy… Czytaj więcej »

Grzesiek
Gość
Grzesiek

Czyli jak zwykle- winni są inni a poszkodowany nie. Z jednej strony oczekujemy że wszystko (zaciągnięcie kredytu) będzie łatwe i szybkie i bezpieczne (nasz odcisk palca, hasło logowania , SMS itp) . Przecież jeśli doszło do przestępstwa to sprawa dla policji! !!! Swoją drogą nieźle brzmi -„przestępcy mnie oszukali”

Andrew
Gość
Andrew

Mysle ze można spróbować zebrać jakieś dowody, ze miało miejsce oszustwo. 0. Odblokowywanie telefonu będąc w klubie tylko za pomocą odcisku palca 1. Zainstalowanie aplikacji, która przy każdej nieudanej próbie odblokowania telefonu, robi zdjęcie kamera frontowa. Jest szansa ze oszust w ten sposob zostanie przyłapany/a 2. Przekazanie do BIKu informacji, ze się nie planuje zaciągać żadnego kredytu, aż do odwołania takiego zlecenia. Później łatwiej udowodnić ze oszust nie miał takiej wiedzy, dlatego probowal zaciagnac kredyt. A dla banku to by mogła być wartościowa informacja ze coś jest nie halo w tej chwili. 3. Rano pierwsze co zrobić, to się udać… Czytaj więcej »

ivs
Gość
ivs

Wniosek jest jeden. W naszym kraju jak w bajce. Przepisy zachęcają do prowadzenia biznesu polegającego na podawaniu klientom dragów a potem do rabunku. Jak widać z doświadczeń ofiar, policja nic nie może zrobić.

Marek
Gość
Marek

W tych sprawach Policja i prokuratura zawodzą na całej linii. Proceder polegający na truciu ludzi do utraty przytomności w celu ich okradzenia to zwykła działalność przestępcza, w dodatku zagrażająca zdrowiu i życiu. Po pierwszym takim doniesieniu te kluby powinny mieć wjazd policyjnej brygady ds zwalczania zorganizowanej przestępczości, przeszukania, ekspertyzy toksykologiczne i ciągły nadzór operacyjny. Gdyby służby poważnie potraktowały swoje działania, to ten proceder szybko by się skończył. Ale nie, ważniejsze jest ściganie opozycyjnych demonstrantów i pieszych przechodzących na czerwonym świetle.

gRZESIEK
Gość
gRZESIEK

myślisz że nikt nigdy czegoś takiego nie próbował? Przykładowy artykuł tu
https://dziennikpolski24.pl/nalot-na-nocne-kluby-z-drinkami-za-milion/ar/3404347
Generalnie kluby mają kamery tam gdzie one chcą i dobrze wiedzą że ktoś kiedyś może chcieć je obejrzeć.
Też uważam że państwo powinno coś z tym zrobić, ale tu kasa jest tak duża że przestępcy nei powiedzą sobie „trudno, kończymy” tylko zawsze będą szukać nowego sposobu

Marek
Gość
Marek

Coś słabo próbują, skoro proceder cały czas trwa. To że kasa jest duża, to nie argument. W handlu narkotykami czy fałszowaniu pieniędzy jest jeszcze większa kasa, a jakoś udaje się z tym całkiem skutecznie walczyć. Państwo ma do tego instrumenty, potrzebna jest tylko polityczna wola zrobienia porządku z oszustami.

Grzesiek
Gość
Grzesiek

Zgodzę się że słabo próbują. Jednak uważam że z narkotykami też im niezbyt wychodzi (jak i światu)- są wszędzie ile tylko chcesz

Grzesiek
Gość
Grzesiek

Były najazdy na DoCoMo i co? I nic, nazwy pozmieniali. Nie wiem kiedy zrozumiecie że to przestępcy i podawanie im karty to proszenie się o kłopoty, zwłaszcza jak nic się nie pamięta i nie kontroluje.

GRZESIEK
Gość
GRZESIEK

Kto u przestępcy płaci kartą.? Ci ludzie oszukani, nie kwestionuję, chociaż czy bycie pod wpływem alkoholu zwalnia z odpowiedzialności? I nie mówię tu o tym że ktoś im coś dosypał, tylko wcześniej jednak parę drinków było, imprezowy nastrój, rozluźnienie itp. Przecież każdy chyba wie że wpisując PIN powinien bo zasłonić aby nikt nie mógł podejrzeć. No to może jak pójdę sobie na drinka a potem spowoduję wypadek to też nie ja jestem winny tylko ktoś inny? Reasumując, każdy ponosi konsekwencje sowich czynów, wyborów. Jeśli idę i płacę u bandziora kartą po kilku głębszych to nie powinienem się dziwić że „się… Czytaj więcej »

metkor
Gość
metkor

Zawsze jest kilka opcji do rozważenia:
– iść na imprezę tylko z gotówką, najlepiej bez dokumentów osobistych i telefonu
– blokować telefon nie tylko odciskiem palca ale np. za pomocą wzoru (co dodatkowo po spożyciu alkoholu nam samym utrudni wydawanie pieniędzy)
– ustawić niskie limity na karcie kredytowej, zmiana limitów w środku nocy na wysokie kwoty powinna obudzić kogoś w banku
– nie brać karty kredytowej tylko kartę przedpłaconą
– nie iść samemu tylko w grupie
– ustawić np. zastrzeżenie kredytowe w Bik’u

Grzesiek
Gość
Grzesiek

A nie uważasz że lepiej te „kluby” omijać? To przestępcy – to oczywisty wniosek. Słyszałem że jak nie masz kasy to podłożąda papier że zobowiązujesz się zapłacić np 20 tys- i tak niczym nie ryzykują, a straszą że dowie się żona, pracodawca, znajomi itp. Zastanawiacie się jak przygotować się na wyjście do przestępcy?

nakreche
Gość

trzeba przed wejściem do go-go (albo przed wypiciem każdego drinka) wprowadzić ajfona w tryb wyłączający biometrykę i wymagający podania pinu. w przypadku serii X: równocześnie wciskamy power-on i volume-up. Można to zrobić w kieszeni. Alternatywnie pytamy Siri: „Hey Siri, whose phone is this?” i dzieje się to samo. Od tego momentu zadziała tylko odblokowanie PINem

Adam
Gość
Adam

Polska…. to państwo istniejące teoretycznie to nie dziwi mnie, iż prawo też jest teoretyczni, a tym bardziej jego… egzekwowanie!!! Casus komorników zajmujących nie należące do dłużnika ruchomości w biały dzień w asyście ,,policji”!!!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss