21 września 2026

Ktoś wygrał w Lotto ponad 40 mln zł „na rękę”. Najwięcej w historii. Ile można mieć prawie na pewno, gdyby pieniądze z kuponów… zainwestować?

Ktoś wygrał w Lotto ponad 40 mln zł „na rękę”. Najwięcej w historii. Ile można mieć prawie na pewno, gdyby pieniądze z kuponów… zainwestować?

W miniony weekend padła najwyższa w historii wygrana w Lotto. Ktoś skreślił właściwych sześć cyfr (spośród 49), a ponieważ był jedynym, który postawił na tę kombinację – wygrał astronomiczne 44 794 855 zł, czyli największą kwotę, jaka kiedykolwiek została naliczona w Lotto. Po odliczeniu 10-procentowego podatku zwycięzca losowania otrzyma ok. 40,3 mln zł na rękę. Mimo wszystko uważam, że pieniądze, które wydajecie na wysyłanie kuponów Lotto, lepiej zainwestować. Zamiast szansy jednej na 13 000 000 na bycie milionerem, możemy mieć niemal pewność… no właśnie, na co?

Poprzedni rekord najwyższej wygranej utrzymał się przez dziewięć lat i wynosił 36,7 mln zł. W wartościach realnych to wciąż jest najwyższa wygrana, bo wartość pieniądza w tym czasie spadła o ponad 30%. Niezależnie od tego – są to pieniądze, które pozwolą spełniać marzenia do końca życia. Lokując pieniądze w banku (lub w obligacjach rządowych) przy oprocentowaniu 3% w skali roku uzyskujemy mniej więcej po 100 000 zł miesięcznie, od czego trzeba odliczyć podatek Belki (19%).

Zobacz również:

Jedynym problemem jest to, że pieniędzy jest za dużo jak na limit gwarancji państwowych dla depozytów. W europejskich bankach wynosi on równowartość 100 000 euro, a więc trzeba ulokować pieniądze w wyjątkowo bezpiecznym banku (bo nie ma szans, żeby takie pieniądze w całości objąć gwarancjami chroniącymi na wypadek upadłości instytucji finansowej) albo rozdzielić na 100 różnych banków. Cóż, im więcej ma się pieniędzy, tym więcej jest z tym problemów. Ale ja nie o tym dzisiaj chcę Wam napisać.

Ktoś wygrał w Lotto ponad 40 mln zł „na rękę”. A ile wydają ci, którzy nie wygrywają?

Na gry liczbowe, a więc Lotto, zdrapki i różne loterie z nagrodami pieniężnymi, prawdopodobnie wydajemy rocznie 11-12 mld zł. Jeśli przeliczymy ją na dorosłych Polaków, to wyjdzie jakieś 420 zł rocznie. Biorąc pod uwagę, że do mniej lub bardziej systematycznego kupowania losów na loteriach przyznaje się mniej więcej co drugi dorosły obywatel, możemy założyć, że wśród grających średni roczny koszt uczestnictwa w tego typu zabawach wynosi 1000 zł, przy czym mówimy o bardzo nieprecyzyjnym szacunku.

Pewnie gdybyście mieli wydać jednorazowo 1000 zł na szansę bycia multimilionerem, wynoszącą 1:13 000 000 w przypadku najpopularniejszej gry Lotto, to byście się mocno zastanowili. Ale ponieważ to nie jest wydatek jednorazowy, to i skrupułów jest mniej. 20 zł tygodniowo brzmi lepiej, prawda? Co by było, gdyby grający przeznaczyli te pieniądze na coś bardziej pewnego, czyli na budowanie swojej niezależności finansowej oraz dlaczego państwo woli, żebyśmy jednak tego… nie robili?

1000 zł rocznie to nie jest być może zbyt wielka kwota, jeśli mówimy o inwestycjach, ale jednak to 80 zł miesięcznie. Załóżmy, że takie osiem dyszek miesięcznie inwestujemy w udziały kilkuset największych spółek świata. A więc – krótko pisząc – kupujemy los na zupełnie innej „loterii”. Zakładamy, że wielkie światowe firmy w swojej zbiorowości będą coraz większe i coraz bardziej zyskowne. Szansa na to jest dużo większa, niż 1:13 000 000. Patrząc na 200 lat historii rynków kapitałowych ona jest wręcz bliska pewności.

Wpłacamy więc 80 zł miesięcznie na rachunek funduszu ETF odzwierciedlającego notowania kilkuset największych spółek świata. Robimy to systematycznie przez całe dorosłe życie, a przynajmniej tę jego część, w której zarabiamy pieniądze – a więc co najmniej przez 40 lat. Raz w roku indeksujemy tę wpłatę o 3% inflacji, żeby utrzymać jej realną wartość. Zakładamy, że pieniądze będą rosły w tempie 7% rocznie, a więc mniej więcej w takim, w jakim rosły przez 200 ostatnich lat istnienia rynków kapitałowych (średnio). Co się stanie z naszymi 80 zł?

—————————————

POSŁUCHAJ PODCASTÓW „TŁOCZONE Z DANYCH”:

Loterie to podatek od marzeń czy od głupoty? Odpowiedzi szukamy z ekonomistą Michałem Krawczykiem z Uniwersytetu Warszawskiego w podcaście GRAPE. Zapraszają: Patrycja Maciejewicz (Gazeta Wyborcza, Wyborcza.biz) i Joanna Tyrowicz (GRAPE). Podcast znajdziesz pod tym linkiem.

—————————————

Ile można mieć prawie na pewno, gdyby pieniądze z kuponów… zainwestować?

Po 40 latach takiego „kupowania losów” na rynku kapitałowym nasze 80 zł miesięcznie urośnie do… 223 000 zł. Z tego oczywiście tylko jedna trzecia to będą wpłaty, a dwie trzecie – zyski ze wzrostu wartości inwestycji oraz z procentu składanego, czyli efektu kuli śniegowej. Ten sam procent od coraz większej kwoty daje… coraz większą kwotę. Od razu uspokajam – te 223 000 zł uwzględnia już podatek Belki, czyli od dochodów z inwestycji. Ten podatek jest znacznie większy, niż podatek od wygranych z gier losowych, co jest rażącą niesprawiedliwością (o tym za chwilę).

Oczywiście: jest jeszcze inflacja. Ona też wynosi 3%, a więc nasze 223 000 zł mają za 40 lat zupełnie inną realną wartość, niż taka suma dziś. Realna wartość nabywcza tych pieniędzy wyniesie niecałe 70 000 zł. To wciąż jest dość istotna sumka, biorąc pod uwagę, że nie mówmy tutaj o niewielkiej szansie na jej uzyskanie, ale niemal o pewności.

Ostatecznie więc każdy, kto wydaje statystycznie 20 zł tygodniowo na udział w Lotto lub dowolnej innej grze losowej – ma wybór: szansa 1: 13 000 000, by zostać multimilionerem albo… szansa 1:1 (pomijając ryzyko, że rynki kapitałowe zachowają się inaczej, niż przez poprzednie 200 lat), by z tych pieniędzy w skali życia mieć kwotę równowartą dzisiejszym 70 000 zł. A co można mieć dziś za takie pieniądze? Pół roku mieszkania w naprawdę dobrym hotelu, podróż dookoła świata albo jakaś inna przyjemność.

CZYTAJ TEŻ:

Loteriada

Skandalicznie niski podatek od szczęścia i wysoki od ciężkiej pracy

Jednego nie rozumiem: dlaczego system podatkowy niżej opodatkowuje dochód pochodzący ze szczęścia, niż ten pochodzący z kapitału, zaś dochód z kapitału traktuje gorzej, niż ten z pracy? Nie uważacie, że to stoi na głowie? Wygrana w grach liczbowych – czyli jeśli ktoś wygrał w Lotto – jest opodatkowana zryczałtowaną stawką podatku wynoszącą 10% od kwoty wygranej. Co więcej, istnieje kwota zwolnienia z podatku od wygranych – jeśli wygrana jest mniejsza niż 2 280 zł, to podatku się nie płaci. Jej przekroczenie oznacza konieczność zapłacenia podatku od całości wygranej.

Tymczasem podatek Belki, czyli od zysków z kapitału, wynosi 19%. I – jak się domyślacie – w tym przypadku nie ma żadnej kwoty wolnej od podatku. A więc podatek od szczęścia (jeśli ktoś wygrał w Lotto) jest dwa razy mniejszy, niż podatek od rozmnożenia kapitału, na który wcześniej ciężko zapracowaliśmy. Zaś praca potrzebna, żeby na ten kapitał zapracować, może być opodatkowana stawką nawet 32% plus 9% składki zdrowotnej.

W pełni zgadzam się z tym, że warto mieć w życiu szczęście. Inna sprawa czy kupony Lotto zwiększają szansę na to szczęście. Ale dlaczego państwo nagradza tych, którzy mają szczęście, a nie tych, którzy zamiast liczyć na szczęście ciężko pracowali? Albo inaczej – dlaczego tych ostatnich surowiej karze? Jeśli ktoś zna odpowiedź na ten dylemat – niechaj da znać.

CZYTAJ TEŻ:

loterie

gry losowe jak nie przegrać

mundial pokonać bukmachera

zdjęcie tytułowe: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu