26 lutego 2019

„Człowieku, pokaż faktury!” woła ubezpieczyciel do klienta, któremu sąsiad zalał mieszkanie. Faktury są, ale… jest też ta zgrana taśma

Pan Michał właśnie wprowadził się z żoną do nowego mieszkania, a już miesiąc później zalał go sąsiad. Czytelnik straty wycenił na prawie 30.000 zł, co może udokumentować fakturami. Ale firma ubezpieczeniowa – tak samo jak pewien znany polityk – w faktury nie bardzo chce wierzyć. Ekipa Samcika w roli pełnomocnika. Z jakim skutkiem?

Po takich historiach zastanawiam się ile jeszcze wody musi upłynąć w Wiśle i ile musi powstać interwencyjnych artykułów, żeby niektórzy likwidatorzy szkód nauczyli się wreszcie je rzetelnie wyceniać. I nie kwestionować bez uzasadnionej przyczyny tego, co mówią i dokumentują im klienci.

Ale to się nie dzieje, dostajemy kolejne wiadomości od naszych czytelników, które można by włożyć do segregatora z opisem: „klasyka gatunku”. Bo oto pan Michał zgłosił się z roszczeniem do ubezpieczyciela po zalaniu mieszkania. I napotkał na niesłychany, niezrozumiały opór ubezpieczeniowej materii.

Czytaj też: Jakość IKEA, szwedzka rekomendacja i polskie wykonanie. Efekt: mieszkanie zalane i 9500 zł strat. Kto zapłaci? Na razie chętnych brak

Czytaj też: Czytelnik zalał laptopa. Ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania, bo to był… rosół. Spór idzie o to kiedy ten rosół był gotowany

Woda wylewała się przez balkon, czyli powódź w czterech ścianach

W czerwcu ubiegłego roku pan Michał z żoną odebrali pachnące nowością mieszkanie. To było jak drugi miesiąc miodowy: wybór podłóg, mebli, kolorów ścian, kuchni… Wszystko chcieli dopiąć tak, by z końcem wakacji wprowadzić się już na swoje. I wtedy kły pokazała nasza polska, swojska bylejakość.

„Minęło pięć tygodni od wprowadzenia się do nowego mieszkania, gdy nasz sąsiad przez ścianę miał poważną awarię instalacji wodnej związaną z niedbalstwem jego ekipy wykończeniowej. Doszło do zalania mieszkania i to tak solidnego, że woda wylewała się mu z mieszkania przez rozszczelnione drzwi balkonowe! Interweniowała ochrona, która zakręciła główny zawór wody. Po krótkiej rozmowie ze sprawcą otrzymałem od niego numer polisy OC w życiu prywatnym, którą wykupił w Warcie. Szkodę niezwłocznie zgłosiłem”

Pan Michał relacjonuje, że szkody były potężne. To nie jakieś tam purchle na suficie, ale regularna powódź przelewająca się przez jego nowe mieszkanie. Po pomiarach wilgotności wykonanych przez profesjonalną firmę okazało się, że zalana została niemal połowa z 85 metrów kwadratowych mieszkania. Charakter zniszczeń był taki, że woda dostała się pod wylewkę, rozpłynęła się w salonie, korytarzu, toalecie i łazience.

Czytaj też: Wydał 11.000 zł na sprzęt RTV AGD. I kolejne 300 zł na… sprzątanie po wizycie dostawców. Uszkodzona winda, ziemia w domu, zniszczony trawnik. Co na to sklep?

Czytaj też: Chciała, żeby pieniądze dla jej dzieci szybciej rosły. W jedną sekundę straciła 10 lat odsetek. Czy bank zachowa się przyzwoicie?

Odszkodowanie: 2000 zł czy 28.000 zł?

Polisa ubezpieczenia OC w życiu prywatnym to taka polisa, która chroni nas, gdy nasz pies pogryzie sąsiada, gdy jadąc hulajnogą urwiemy lusterko w czyimś aucie, gdy wybijemy komuś zęby, albo zalejemy komuś mieszkanie. Generalnie chodzi o konsekwencje finansowe wszelkich naszych działań, w wyniki których ktoś lub coś się uszkodziło.

Po pierwszym spotkaniu z rzeczoznawcą ubezpieczyciel przyznał… 2000 zł tak zwanej kwoty bezspornej. Czy to dużo, czy to mało? Pan Michał budowlańcem nie jest, więc oddał głos fachowcom z firm, które miały zabrać się za osuszanie i remont. I które przygotowały kosztorys.

„Najpierw było 10 dni osuszania, a potem remont, przy którym musieliśmy m.in. zdejmować podłogę, skuwać tynki do wysokości 40 cm, potem wszystko tynkować, szpachlować i malować. Wszystkie prace miały za zadanie przywrócenie stanu pierwotnego. Dodatkowo, na czas ratowania naszego mieszkania musieliśmy wyprowadzić się do lokalu zastępczego opłaconego z własnej kieszeni. Całkowite koszty to ok. 6.000 zł za osuszanie, 19.440 zł za prace remontowe z materiałami oraz 2000 zł za demontaż, montaż i przechowywanie szafy wnękowej z przedpokoju”

Czytaj też: Matrix czy mistyfikacja? Wypełniła wniosek i czekała na kuriera. Tak czekała aż… zniknęła!

W sumie uzbierało się 28.000 zł. Dużo, nawet jak na solidne zalanie. Ale skoro robota ekipy remontowej jest udokumentowana i są na nią faktury, to chyba trzeba płacić (choć w świetle kolejnych opublikowanych taśm ostatnio to wcale nie takie oczywiste, zwłaszcza jeśli chodzi o branżę nieruchomościową i wielką politykę). Czytelnik pisze:

„Warta nie jest skora do zwrotu wszystkich kosztów, jakie ponieśliśmy i które mamy udokumentowane fakturami. Do tej pory zwrócili całe pieniądze za osuszanie, 1200 zł za demontaż i montaż szafy oraz ok. 6000 zł (płacone w trzech turach, po pismach ponaglających) za prace remontowe. Warta zakwestionowała kosztorys po zakończeniu prac, zasłaniając się bliżej nie zdefiniowanymi cenami rynkowymi. Kwoty, o których zwrot poprosiłem, są realnymi pieniędzmi, które zapłaciliśmy za doprowadzenie naszego mieszkania do stanu sprzed zdarzenia. Nie ukrywam, że ta sytuacja doprowadziła nas do utraty płynności finansowej, łącznie z tym, że musieliśmy pożyczyć pieniądze, aby opłacić wszystkich usługodawców”

Czytaj też: Deweloper spaprał garaż, samochód uszkodzony. Rada dla klienta: „może wystarczy auto porządnie umyć?”

Czytaj też: Dom wariatów? Odmówili wypłaty kasy z polisy, bo… czują, że coś jest nie tak. Ale co?

Różne metody naprawy i różne wyceny. Jak to pogodzić?

Pan Michał w korespondencji z nami pyta co ma robić: wystawić Warcie jakiś nakaz zapłaty? Iść po zapłatę do sądu? Słyszał co prawda w telewizji jak premier wołał do pewnego Austriaka: „pokaż, człowieku, faktury!”, ale problem w tym, że już je pokazał. I nic. Przed Ekipą Samcika trudna decyzja: wsiadać na koń i wziąć szablę w dłoń, czy jednak nie?

Na pierwszy rzut oka sprawa jest oczywista – firma ubezpieczeniowa kantuje obywatela – ale nasłuchaliśmy się też trochę o tym jak czasem ubezpieczeni klienci kombinują, by wycisnąć z ubezpieczyciela więcej, niż im się należy. Np. przed szkodą klamki w drzwiach były miedziane, a klient wyciąga pieniądze za zamontowanie złotych.

Z tego co zrozumieliśmy, firma ubezpieczeniowa nie tyle nie chce wypłacić odszkodowania, co zakwestionowała sposób usunięcia szkody, jako zbyt drogi, nieefektywny, taki, który mógł ją narazić na dodatkowe i nieuzasadnione koszty. Pan Michał, żeby uniknąć problemów z wyceną, powinien był sposób usuwania szkody skonsultować z rzeczoznawcą. Ale tego nie zrobił, bo wyszedł z założenia, że skoro firma remontowa wystawiła taki rachunek jaki wystawiła, to pewnie taniej być nie mogło.

Dobrze, że przynajmniej koszty kwaterunku pana Michała i jego żony na czas remontu zgodził się pokryć sąsiad-sprawca, bo – tutaj akurat sporu nie było – jego polisa nie obejmowała już takich „luksusów”.

Pozostaje więc kluczowe pytanie czy rzeczywiście przy remoncie została zastosowana jakaś technologia kosmiczna, której Warta nie mogła sfinansować.  Zapytaliśmy o to Wartę. Dlaczego zakwestionowała wycenę szkody? I czy faktycznie nie może uwzględnić kosztorysu firm, które doprowadziły mieszkanie pana Michała do stanu używalności? 

Rzeczoznawca się pomylił. Tak po prostu?

Pytania były jątrzące, ale dość często zdarza się, że już samo ich zadanie ubezpieczycielowi przez Ekipę Samcika sprawia, że otwiera się pole do dyskusji. Tym razem też się otworzyło, ale zaraz później – zamknęło. Po zaledwie kilku dniach usłyszeliśmy od przedstawicieli jednej z najstarszych polskich firm ubezpieczeniowych (w przyszłym roku obchodzi 100-lecie działalności!) , że faktycznie rzeczoznawca nie uwzględnił technologii naprawy, którą została wykorzystana w tym przypadku. i że to był błąd. 

Ktoś poszedł na łatwiznę i wziął z tabelki kosztorys tańszego sposobu likwidowania takiej szkody, niż faktycznie zastosowany? A może liczono na to, że klient nie będzie się awanturował i weźmie różnicę na klatę? Tego już się nie dowiemy. Grunt, że sprawa zakończyła sie przyznaniem klientowi pieniędzy. Pan Michał napisał do nas tak:

Jestem w pełni usatysfakcjonowany, ponieważ wreszcie odzyskam całą sumę pieniędzy, które musieliśmy wyłożyć z własnej kieszeni na remont! Chciałbym Panom bardzo podziękować za pomoc!”.

Każdy ma prawo się pomylić, ale najważniejsze to wyciągać wnioski. Mamy nadzieję, że inne firmy zaoszczędzą nam czasu, a swoim klientom nerwów i będą wypłacać roszczenia bez takich ceregieli.

źródło zdjęcia: TheDigitalArtist/Pixabay

 

28
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
16 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
23 Comment authors
spider666Danielmmk_mikorTomek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Roman
Gość
Roman

Jak za chwilę będzie kolejny artykuł z serii „Dlaczego Polacy się nie ubezpieczają” to właśnie dlatego – każdy chyba zna kogoś, kto miał jakieś przejścia przy uzyskiwaniu odszkodowania. Ciekawe dlaczego później 5 razy się zastanowi zanim wykupi jakąś polisę…

Bo za czas i stracone nerwy ubezpieczyciele jakoś nie płacą…

Maciej Samcik
Admin

Coś w tym jest, niestety…

Ppp
Gość
Ppp

Bo to jest kolejny dowód na to, że ubezpieczanie się jest nieuzasadnionym kosztem.
W trakcie czytania artykułu, przyszło mi jednak do głowy pytanie o ekipę remontową. To nie sąsiad zalał sąsiada, lecz ekipa remontowa spowodowała szkodę w obu mieszkaniach i to ekipa powinna pokrywać koszty remontu w obu mieszkaniach.
Pozdrawiam.

mmk_mikor
Gość
mmk_mikor

Warta powinna podrążyć temat i regres „pyknąć” do sąsiada zalewacza lub bezpośrednio do niedbałej firmy remontowej. Sąsiad zalewacz zapewne też mając u siebie „szkodę” będzie walczył o odszkodowanie od swojego ubezpieczyciela lub na drodze cywilnej. Nie powinno to jednak mieć najmniejszego wpływu na tempo i wysokość odszkodowania dla zalanego.

Marcin
Gość
Marcin

Z drugiej strony w bólach, ale jednak kasę odzyskał. I to z polisy sąsiada, nie swojej 😉 Firmy częściej jednak wypłacają, a i Polacy coraz skuteczniej dochodzą swoich praw. Ja jako agent też wolałbym żeby 100% moich klientów było zadowolonych w przypadku likwidacji jakiejś szkody.

spider
Gość
spider

Osoba pokrzywdzona powinna założyć sprawę cywilną sprawcy zalania. Sąd by zasądził zapłatę w/w kwoty skoro wszystko dobrze udokumentowane. W sądzie też są bardziej rzetelni biegli jak te ofermy z ubezpieczalni które nie potrafią obiektywnie spojrzeć czy inaczej liczyć bo mają już tak zindoktrynowane mózgi że im się nawet wydaje że poprawnie wszystko liczą (serio, rozmawiałem prywatnie z takimi – oni na prawdę myślą że poprawnie robią, a firmy udostępniają im kalkulatory w których są ukryte cięcia i tego nie widzą). Zasądzono by zapłatę i niech sąsiad się buja z firmą ubezpieczeniową, a na przyszłość by wiedział że nie wybiera się… Czytaj więcej »

Wojciech
Gość
Wojciech

U mnie było bardzo podobnie z PZU. Nieszczelna rura w nowym domu. Najpierw wypłata ogromnej kwoty bezspornego odszkodowania z PZU w kwocie bodaj 1200 zł. Ściągnąłem firmę od osuszania (Condensa, mega polecam w Katowicach p. Iwo Brożek!). Okazało się, że zalane jest pół domu i wymaga to długotrwałego osuszania. Początkowo PZU się opierało i twierdziło, że nie trzeba, ale sprytnie udało mi się ściągnąć na miejsce i firmę osuszającą i rzeczoznawcę PZU. Po krótkiej ale intensywnej dyskusji pomiędzy ekspertami, z moim udziałem jako widza wszystko zostało ustalone. Koszty końcowe za osuszanie, meble, płytki, panele i wszystko inne zamknęły się w… Czytaj więcej »

Grzegorz
Gość
Grzegorz

Kiedyś po zalaniu mieszkania poczekało się kilkanaście dni i malowało ściany. Teraz pokolenie 500+ po zalaniu wodą (nie kanalizacją) musi skuwać ściany i specjalnie osuszać mieszkanie.

Krzysztof A.
Gość
Krzysztof A.

Ah to rozpuszczone młode pokolenie, zdaje sobie sprawę z konsekwencji zdrowotnych mieszkania w zagrzybionym mieszkaniu, panie kiedyś to była kurła – tyfus był i jakoś żyliśmy!

QVX
Gość
QVX

Pan z ubezpieczalni czy tej firemki od spowodowania zalania?

666
Gość
666

teraz są tynki gipsowe i mało odporne materiały

gosc
Gość
gosc

„Pan Michał, żeby uniknąć problemów z wyceną, powinien był sposób usuwania szkody skonsultować z rzeczoznawcą.”
Czyli jeśli znajdziemy się w podobnej sytuacji najlepiej skonsultować wycenę prac zrobioną przez firmę budowlaną z rzeczoznawcą budowlanym?
Czy wynajęcie rzeczoznawcy konsultujemy z TU? Czy wynajęcie rzeczoznawcy to duże koszty i czy trzeba je opłacić samemu?

Panie Macieju czy jest Pan w stanie doradzić?

Maciej Samcik
Admin

Moim zdaniem wystarczy, że firma remontowa wystawi jakiś kosztorys i żeby go zobaczył likwidator szkody i przepuścił przez swój system. Oni tam mają opisane co ile powinno kosztować i chodzi o to, żeby jeszcze zanim dojdzei do sporu ustalić czy jest jakaś rozbieżność w kwotach.
Na rynku ubezpieczeń samochodowych jest prościej, bo wystarczy przy zakupie polisy zadeklarować likwidację ewentualnych szkód bezgotówkowo i wtedy już warsztat sam dogaduje się z firmą ubezpieczeniową co ile ma kosztować

Antek
Gość
Antek

Ok, ubezpieczyciel dostanie kosztorys na 20 tys, obejrzy, oceni i stwierdzi, że koszt usunięcia szkody powinien się zamknąć w kwocie 2 tys zł. I co teraz? Mam zrobić przetarg i wykupić ogłoszenia w mediach od Surinamu do Bangladeszu, żeby znaleźć firmę, która zgodzi się wykonać naprawę za taką kwotę? Jeśli znalezienie wykonawcy zajmie mi pół roku, to ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie za brak możliwości korzystania z nieruchomości? Jeśli w ogóle nie znajdę wykonawcy, to ubezpieczyciel nie wypłaci mi nawet tych 2 tys zł (praca niewykonana = brak faktury)?

Maciej Samcik
Admin

Nie, nie myślałem o sytuacji, w której ubezpieczyciel chce nas oszukać, tylko o jakiejś bardziej normalnej relacji 😉

gosc
Gość
gosc

Panie Macieju dziękuję za odpowiedź, dla mnie takie rozwiązanie ma sens. Rozmowa z likwidatorem może być przydatna również w negocjacjach ceny z firmą budowlaną.

zeneusz
Gość
zeneusz

po jakim czasie trzeba rozpocząć osuszanie? raczej jak najszybciej. nie wierzę, że da się to wszystko na tyle szybko poprawnie oszacować by nie przegapić odpowiedniego momentu rozpoczęcia prac remontowych.

Robert
Gość
Robert

Czy sąsiad aby na pewno był sprawcą? Czy to on powinien pokrywać koszty zakwaterowania? Czy z jego polisy OC powinny być pokrywane szkody? Przecież zawaliła firma remontowo-budowlana przez swoja niedbałość. To chyba do tej firmy powinny być kierowane roszczenia i z jej polisy likwidowane? Jeśli się to proszę o komentarz tutaj bo byłem w podobnej sytuacji i to firma wzięła na siebie likwidację szkody sąsiada.

Łukasz
Gość
Łukasz

Sąsiad jest odpowiedzialny, za wszystko co wyleje się bądź wypadnie z jego mieszkania. Do firmy ma regres.

Lech
Gość

Nie wszystko, poczytaj o tak zwanym wężyku.

Sosna
Gość
Sosna

Od kilku lat „problem wężykowy” jest nieaktualny (dzięki wyrokom SN).

Fabian
Gość
Fabian

Każda firma ubezpieczeniowa chce oszczędzić na kliencie.
Pamiętam jak za czasów PRL dochodziło nawet do tego, że przy zniszczonej tapecie płacono tylko za fragment powierzchni zalanej nie dbając od to że takiego wzoru tapety od kilku lat nie ma już na rynku i trzeba tapetować cały pokój. To były czasy…

oko
Gość
oko

Jeśli chodzi o Wartę to mam o nich bardzo dobre zdanie. Też mnie zalało i pieniądze mi przelali bez zająknięcia. To była sporo mniejsza kwota ale i tak miło mnie zaskoczyli 🙂

Michał
Gość
Michał

Moim zdaniem trzeba iść do Sądu od razu, tylko trzeba też dobrze pozew zrobić, uwzględniać wszystkie koszty. Mając fvat, jeśli jest cena jakaś łatwa do udokumentowania może być ułamek szczęścia na sprawę bez wizyty, ale zazwyczaj biegły. Jeśli klienci regularnie by walczyli w Sądach, a ubezpieczyciele dodatkowo by płacili za przegrane sprawy, to wtedy zastanowiliby się zanim palną wycenę, po której ręce opadają. Tak to niestety mają taką fantazję, że ich wyceny, to 10%-50% wartości szkody lub w ogóle się migają.

Lech
Gość

Z jakiego powodu mieszkanie zastępcze miałoby nie wchodzić w skład odszkodowania z ubezpieczenia OC? Jest to co prawda czysta strata majątkowa, ale wynikająca ze szkody na rzeczy. Warta za to nie odpowiada? Dla przykładu PZU odpowiada.

anonymous
Gość
anonymous

Tak samo jest w wydziale komunikacji. Samochód kupiony za 5tys a urzędas nalicza podatek od np. 10tys „bo tak ma w tabelce”. Może ekipa samcika pogoniła by urzędniczych darmozjadów wraz z ich tabelkami?

Tomek
Gość
Tomek

Nikomu nie życzę likwidacji szkody z unezpieczenia w Warcie. Kiedyś przechodzilem tę gehennę, tylko wtedy pomocy Ekipy Samcika nie było. Warto wejść do parkingu podziemnego w biurowcu Warty w Warszawie i zobaczyć jak parkują swoje samochody prezesi tej firmy. Jesli tak się okazuje swoje przywileje, to lepiej z ta firmą nie mieć do czynienia.

Daniel
Gość
Daniel

Lata temu miałem mały wypadek na treningu judo.Nic nie złamane ale jest obrzęk i będzie boleć. . Lekarz dał mi jakaś maść i na moje pytanie czy to przejdzie do jutra bo idę do pracy i pracuje fizycznie , dał mi zwolnienie do końca końca miesiąca. Czyli na całe 9 dni. W pracy się pojawiam szef ok zdarza się i tyle. Mała rehabilitacja jakieś pola magnetyczne itd około miesiąca . A jak przyszło mi to do ubezpieczyciela no bo przecież tylko 80 procent pensji a za coś place to ubezpieczenie chyba na taka ewentualność. Przyjęto wniosek w mega miłej atmosferze… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin