29 października 2026

Znów polityczna jatka o Polexit. Czy istnieje jakikolwiek scenariusz, w którym mogłoby nam się to opłacić? Próbuję oszacować

Znów polityczna jatka o Polexit. Czy istnieje jakikolwiek scenariusz, w którym mogłoby nam się to opłacić? Próbuję oszacować

No i znów się zaczęła polityczna jatka o Polexit. Jarosław Kaczyński wsiadł na tego konia, żeby przyciągnąć wyborców skrajnej prawicy, a Donald Tusk skwapliwie skorzystał z okazji. I natychmiast ogłosił, że najbliższe wybory będą decydować właśnie o tym, czy Polexit będzie czy nie. Czas więc policzyć czy istnieje jakikolwiek scenariusz, w którym Polexit by się nam mógł opłacić? Warto to wiedzieć, bo decyzja w tej sprawie prędzej czy później znajdzie się w naszych rękach

Jarosław Kaczyński chciałby być przywódcą całej prawicy, chce więc przyciągnąć do siebie i swojej partii najbardziej skrajnych wyborców, tych którzy nie pałają miłością do Unii Europejskiej. Dlatego mówi o scenariuszu „szantażowania” Niemców, czy Francuzów scenariuszem Polexitu i opracowaniu takiego scenariusza. Ale czy rzeczywiście chciałby Polexitu?

Zobacz również:

Osobiście wątpię: jego wypowiedzi mówiące o tym, żeby twardo negocjować zmiany w Unii Europejskiej, stawiając na stole nawet ostateczne argumenty, to gra polityczna. Bardzo ryzykowna, bo od takiej samej gry zaczął się Brexit. Jest ona bardzo na rękę premierowi Donaldowi Tuskowi, bo pozwala mu mobilizować wyborców do głosowania argumentem, że po drugiej stronie jest „czyste zło”. Na koniec decyzja znajdzie się w naszych rękach.

Czy Unia Europejska jeszcze nam się opłaca?

Spór o to, czy Unia Europejska ma dla nas jeszcze sens, będzie narastał, bo przestajemy być powoli wielkim beneficjentem redystrybucji unijnych pieniędzy. A gdy wyblakną korzyści finansowe, to bardziej będą nas krępować unijne zasady: konieczność uczestniczenia w systemie ETS (i płacenia za zanieczyszczenie środowiska) oraz ETS2 (i płacenia więcej za benzynę i ogrzewanie mieszkań), wymogi dotyczące budowy energooszczędnych domów (sprawiające, że mieszkania będą droższe) i trudności w zabezpieczeniu się przed migracją (Strefa Schengen).

Sceptycy mówią, że Unia Europejska drenuje nas z zysków spółek (które transferują pieniądze na Zachód), z kapitału ludzkiego (bo najlepsi nasi specjaliści, wykształceni za pieniądze polskiego podatnika, wyjeżdżają pracować za euro), że polski rynek jest zalewany towarami zagranicznymi (które sami moglibyśmy wytworzyć, gdybyśmy mogli zamknąć granice) oraz że każe się nam płacić za politykę klimatyczną Unii, co dusi naszą gospodarkę (oraz że Unia Europejska zwiększa o kilka miliardów złotych koszty naszej biurokracji).

Po drugiej stronie są pieniądze płynące do nas z Unii Europejskiej. Z podsumowań publikowanych przez rząd wynika, że w formie składek wnieśliśmy do kasy w Brukseli niecałe 90 mld euro, zaś w formie funduszy europejskich przyszły do nas przelewy o wartości 270-280 mld euro (w zależności od tego czy wliczymy KPO). Bilans wynosi mniej więcej 200 mld euro na plusie. Ale w przyszłości ten finansowy bilans będzie na pewno mniej pozytywny. Jednak w dalszym ciągu będziemy korzystać z dostępu do bogatego rynku Unii Europejskiej.

70% polskiego eksportu trafia do Unii Europejskiej, a po wyjściu ze wspólnoty musielibyśmy negocjować nowe układy celne (zapewne mniej korzystne, niż obecny brak ceł). Wzrost gospodarczy byłby prawdopodobnie wolniejszy (wiemy, że stało się to po Brexicie i to jest jedyny wzorzec, którego możemy użyć). Poza Unią Europejską pewnie płacilibyśmy też większe odsetki od długu (bo większe ryzyko kredytowe i raczej wolniejszy wzrost gospodarki oraz większe zagrożenia geopolityczne po rozluźnieniu więzi z Europą Zachodnią).

Związek Pracodawców Polskich oszacował niedawno, że gdybyśmy nie byli w Unii Europejskiej, to polska gospodarka straciłaby połowę realnego rocznego tempa wzrostu. A więc bogacilibyśmy się dwa razy wolniej, niż to było w rzeczywistości. A to właśnie oszałamiające tempo wzrostu polskiej gospodarki w ostatnich 30 latach zadecydowało o tym, że mamy 4,1 biliona złotych oszczędności (nawet jeśli jest to bogactwo skoncentrowane w stosunkowo nielicznych rękach), a pod względem poziomu życia doganiamy biedniejsze kraje bogatego Zachodu.

Polexit, czyli koniec eldorado?

W czasie gdy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, PKB na głowę mieszkańca (czyli wartość dóbr i usług wytwarzanych przez przeciętnego obywatela przez rok) wynosiła 6600 dolarów (według parytetu siły nabywczej). Dziś wynosi ponad 20 500 dolarów. Dochód przeciętnego Polaka nie przekraczał w momencie naszego wejścia do Unii 45% średniego dochodu mieszkańca w państwach Unii Europejskiej. Dziś to już ponad 75% tego dochodu. Średnie wynagrodzenie w Polsce wynosiło w 2004 r. w okolicach równowartości 500 euro miesięcznie, dziś oscyluje wokół poziomu 2000 euro miesięcznie.

Dochody podatkowe państwa w 2004 r. wynosiły niecałe 200 mld zł rocznie. Teraz przekroczyły 650 mld zł rocznie. Oznacza to, że polskie państwo – dzięki możliwościom finansowym podatników – potroiło swoje możliwości, jeśli chodzi o dostarczanie usług publicznych (nie uwzględniam tutaj dziury budżetowej, czyli faktu, że bardzo dużo dokładamy z długu). Gdyby Unia Europejska traktowała Polskę jak swoją kolonię i nas drenowała z pieniędzy, to bilans pewnie wyglądałby inaczej. Ale oczywiście zawsze można spekulować, w jakim tempie Polska rozwijałaby się poza Unią.

CZYTAJ TEŻ:

polska raj dla miliarderów

4 1 biliona złotych oszczędnosci

Przy założeniu, że Polska poza Unią Europejską rosłaby dwa razy wolniej, to nasze PKB byłoby dziś o mniej więcej bilion złotych mniejsze, niż jest w rzeczywistości (tyle pieniędzy byłoby mniej do podziału między Polaków). Jest to oczywiście bardzo hipotetyczne wyliczenie, ale dostęp do bogatego rynku i inwestycje zagraniczne dawały nam przez lata sporego kopa. I to muszą przyznać nawet najwięksi sceptycy. Oczywiście nie wiemy jaka będzie skala tego kopa w przyszłości.

Czy unijne firmy wysysają z Polski pieniądze? Mniej więcej 5% majątku w Polsce należy do firm zagranicznych. Bezpośrednie inwestycje tych firm w Polsce wyniosły w zeszłym roku ok. 60 mld zł i były to głównie reinwestowane zyski (a nie nowy kapitał). Nie ma danych, z których wynikałoby ile pieniędzy jest transferowanych za granicę w formie dywidend. Kilka lat temu szacowałem, że może to być 10-15 mld euro rocznie.

Ale po drugiej stronie są podatki, które płacą te firmy (jeśli nie unikają opodatkowania to powinna to być połowa tego, co wypływa w dywidendzie). Bilans zapewne jest negatywny i wynosi pewnie między 100 a 150 mld euro w skali całego okresu obecności Polski w Unii Europejskiej, które zagraniczne firmy wypłaciły jako dywidendę z polskiego majątku.

Zagraniczne firmy wpływają natomiast na wzrost potencjału polskiej gospodarki. Jak dużą część wszystkich inwestycji w Polsce stanowią te bezpośrednio płynące z zagranicy? Z ostatnich danych wynika, że inwestycje w Polsce wynoszą mniej więcej 16% PKB, czyli jakieś 640 mld zł. Zagraniczne firmy dają 10% tej kwoty. To jest za mało. Żeby dobrze napędzać gospodarkę i budować jej potęgę, powinniśmy mieć inwestycje (i to sensowne) na poziomie biliona złotych rocznie. Polexit zapewne ograniczyłby rolę zagranicznych inwestorów w finansowaniu inwestycji, która i tak w Polsce spada.

CZYTAJ TEŻ:

czy brytyjczycy żałują brexitu

(Za)płacimy za klimat, ale oszczędzamy na obligacjach?

Jest bolesna kwestia uczestnictwa Polski w systemie „kar” za emisję CO2. Polska musi płacić za zanieczyszczanie unijnego nieba i to coraz więcej. Polskie firmy energetyczne wydają miliardy euro na certyfikaty uprawniające do zanieczyszczania powietrza. Z drugiej strony polski budżet państwa zarabia na sprzedaży przyznanych nam „darmowych” uprawnień (5 mld euro rocznie). Bilans tych dwóch strumieni wychodzi mniej więcej na zero. Przynajmniej dopóki nie wejdzie w życie system ETS2, który ma działać inaczej.

Trudno postawić ostrą tezę, że system emisji nas wykańcza, choć trudno też klarownie podsumować jego wpływ na polską gospodarkę. Pewne jest to, że potrzebujemy kilkudziesięciu miliardów euro na transformację energetyki i możemy je zasysać z Unii Europejskiej (godząc się na ponoszenie kosztów uczestnictwa w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2) albo obciążać polskich podatników składkami na to przedsięwzięcie.

Po drugiej stronie są chyba nieco niższe koszty obsługi zadłużenia. Jeśli przyjmiemy, że „uzysk” Polski z tytułu obecności w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o koszty obsługi zadłużenia, wyniósł przez 22 lata tylko 1 punkt procentowy w niższym oprocentowaniu obligacji oraz że mówimy o uśrednionej kwocie zadłużenia (w 2004 r. wynosiło ono 450 mld zł, obecnie to 2,2 biliona – weźmy kwotę ze środka przedziału) – otrzymujemy oszczędność rzędu 14 mld zł rocznie. Można szacować, że zaoszczędziliśmy na odsetkach od zadłużenia jakieś 80 mld euro w czasie całej obecności Polski w Unii Europejskiej.

Jak mogłoby być w przyszłości? Przy naszym obecnym zadłużeniu każdy punkt procentowy wyższego oprocentowania obligacji to już ponad 20 mld zł dodatkowych kosztów dla państwowego budżetu. Oczywiście: nie mamy pewności, że płacilibyśmy więcej za obligacje, gdybyśmy byli poza Unią Europejską (ale Brytyjczykom rentowność obligacji mniej więcej o tyle wzrosła). Emitujemy obligacje we własnej walucie i to właśnie jest główne ryzyko dla ich nabywców (a nie nasza obecność w Unii Europejskiej).

Polexit: ile mógłby nas kosztować?

Jeśli przyjmiemy, że wzrost PKB w Polsce po przeprowadzeniu operacji pt. Polexit byłby o punkt procentowy rocznie mniejszy, niż jest dziś – przyjmując jako punkt odniesienia konsekwencje, które spotkały Wielką Brytanię, bo gospodarka, które nie jest „podłączona” darmowym „kablem” do wspólnego rynku musiałaby się rozwijać nieco wolniej – mówimy o 40 mld zł rocznie mniejszego PKB rocznie do podziału między właścicieli kapitału, pracowników państwo. Być może udałoby się zbudować inne sojusze „bezcłowe”, ale żaden nie przychodzi mi do głowy.

Doliczając do tego ostrożnie liczone 20 mld zł dodatkowych kosztów z tytułu wyższego kosztu obsługi obligacji mamy już 60 mld zł finansowego problemu, które mógłby przynieść Polexit rocznie. A jeśli to nie będzie punkt procentowy, tylko dwa punkty ubytku PKB i wzrostu rentowności obligacji – to już 120 mld zł rocznie. I ponad bilion złotych w ciągu najbliższej dekady.

Do tego mogłyby dojść konsekwencje w postaci ograniczenia zagranicznych inwestycji z bogatego Zachodu. W Wielkiej Brytanii po kilku latach od Brexitu spadek zagranicznych inwestycji wyniósł 17%. Gdyby coś takiego miało się powtórzyć u nas – mówimy o utracie kolejnych 15 mld zł rocznie. Tu już dochodzimy do rocznego potencjalnie negatywnego wpływu rzędu 80 mld zł. Czyli 2% PKB, tego samego, które dziś nominalnie rośnie o 6-8% rocznie. Ostrożnie licząc.

Oszczędności? Do 20 mld zł rocznie mniej płaciłaby branża energetyczna na koszty uczestnictwa w ETS (ale Polska nie dostawałaby podobnej kwoty z Unii Europejskiej) i być może od 20 do 60 mld zł rocznie, których byśmy nie wydali w przypadku wprowadzenia programu ETS2, gdyby nie było w tym programie żadnych rekompensat dla krajów uzależnionych od węgla. To zmiękcza negatywny bilans.

Ale i tak uważam, że bardzo trudno byłoby wyjść na plus w przypadku „operacji Polexit”. A przecież nie uwzględniamy tutaj np. konsekwencji osłabienia wartości polskiej waluty, czy ewentualnego spadku cen nieruchomości. Nie wiemy czy to by nastąpiło, ale mogłoby, biorąc pod uwagę geopolitykę, jest prawdopodobne.  Reasumując: mówimy o potencjalnej decyzji, której koszty mogą wynieść najmarniej kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Oczywiście: to tylko oszacowanie, ale uważam, że dość wiarygodne. Warto zdawać sobie z tego sprawę, bo prędzej czy później ta decyzja znajdzie się w naszych rękach.

——————————

CZYTAJ TEŻ:

unicredit maluje portret polskiego inwestora

35 lat ile oszczędności

——————————

ZAPLANUJ ZAMOŻNOŚĆ Z SAMCIKIEM: 

Myślisz, że nie masz szans na żywot rentiera? Że masz za mało oszczędności? Że za mało zarabiasz? Że nie umiał(a)byś dobrze ulokować pieniędzy, gdybyś je miał(a)? W tym e-booku pokazuję, że przy odrobinie konsekwencji, pomyślunku i, posiadając dobry plan, niemal każdy może zostać rentierem. Jak bezboleśnie oszczędzać, prosto inwestować i jak już teraz zaplanować swoje rentierstwo – o tym jest ten e-book. Praktyczne rady i wskazówki. Zapraszam do przeczytania – to prosty plan dla Twojej niezależności finansowej. Polecam też trzy inne e-booki: o tym, jak zrobić porządek w domowym budżecie i raz na zawsze wyjść z długów, jak bez podejmowania ryzyka wycisnąć więcej z poduszki finansowej i jak oszczędzać na przyszłość dzieci.

——————————

ZAPISZ SIĘ NA NASZE NEWSLETTERY:

>>> W każdy weekend sam Samcik podsumowuje tydzień wokół Twojego portfela. Co wydarzenia ostatnich dni oznaczają dla Twoich pieniędzy? Jakie powinieneś wyciągnąć wnioski dla oszczędności? Kliknij i się zapisz.

>>> Newsletter „Subiektywnie o Świ(e)cie i Technologiach” będziesz dostawać na swoją skrzynkę e-mail w każdy czwartek bladym świtem. Będzie to podsumowanie najważniejszych rzeczy, o których musisz wiedzieć ze świata wielkich finansów, banków centralnych, najpotężniejszych korporacji oraz nowych technologii. Kliknij i się zapisz.

———————————

CZYTAJ TEŻ:

wyższa klasa średnia

warszawa mieszkania ceny mieszkań

zdjęcie tytułowe: Pixabay

Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Jakub
4 godzin temu

A gdzie w tych wyliczeniach są pensje pracowników w Polsce płacone przez oddziały firm zagranicznych?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Kontrast

Rozmiar tekstu