„Nowy Ład” przyniesie podwyżkę „podatku” na zdrowie. O ile trzeba podwyższyć składkę na NFZ, żeby kolejki do lekarzy się zmniejszyły? A może to i tak nic nie da?

„Nowy Ład” przyniesie podwyżkę „podatku” na zdrowie. O ile trzeba podwyższyć składkę na NFZ, żeby kolejki do lekarzy się zmniejszyły? A może to i tak nic nie da?

„Nowy Ład” – rządowy program podnoszenia gospodarki z covidowego kryzysu – to też nowe (dla wielu wyższe) podatki. Niemal przesądzony jest m.in. wzrost obowiązkowej składki zdrowotnej. Więcej na zdrowie zapłacą przedsiębiorcy i najlepiej zarabiający pracownicy. Ale czy wyższe składki na NFZ dają jakąkolwiek szansę na poprawę sytuacji szpitali, lekarzy i przychodni? Może uzdrawianie zdrowia należałoby zacząć od czegoś zupełnie innego?

Rząd przygotowuje „Nowy Ład”, czyli program odbudowywania gospodarki po pandemii. Mają w nim się znaleźć liczne bonusy dla Polaków – podwyższona z 3.100 zł do 30.000 zł kwota rocznego zarobku wolna od podatku PIT, albo emerytura bez podatku (chyba nie dla wszystkich). Ale będą i podwyżki podatków. Rząd pracuje nad zmianą zasad opłacania obowiązkowej daniny na leczenie. W ten sposób szuka dodatkowych pieniędzy w kieszeniach podatników na dofinansowanie publicznego systemu ochrony zdrowia. Co prawda podatki osobiste są w Polsce niskie, ale składki na ZUS, NFZ i koszty pracy – wysokie. Czyżby miały stać się jeszcze wyższe?

Zobacz również:

Bolesna prawda jest taka, że w Polsce nakłady na zdrowie są jednymi z najniższych nie tylko w Europie, ale w ogóle wśród krajów rozwiniętych. Jesteśmy grubo poniżej średniej dla krajów OECD, a bliżej tam do takich krajów, jak Chile. Z drugiej strony: składka zdrowotna obciążająca polskiego pracownika nie jest niska, wynosi 9% wynagrodzenia.  Z trzeciej strony: przedsiębiorcy płacą tylko 381 zł miesięcznego ryczałtu, nawet jeśli zarabiają miliony. Jak uporządkować ten chaos?

„Nowy Ład”, nowa składka na zdrowie?

Na razie ministerstwo zdrowia bada grunt pod projektem nowych zasad płacenia składek na zdrowie. Z informacji, do których dotarła „DGP” wynika, że na stole jest kilka propozycji „uszczelnienia” systemu.

Pierwsza dotyczy płacących zryczałtowaną składkę zdrowotną (w tym roku 381 zł miesięcznie). Mieliby płacić procent od zarobków, niezależnie od tego, jak wysokie te zarobki by były. To mi przypomina powracające co i rusz zakusy, by zlikwidować limit 15-krotności średnich zarobków jako punktu odniesienia do naliczania składki do ZUS na emeryturę. Jeśli milioner płaciłby składki procentowe, to wiadomo, że by „przepłacał”. Czy to sprawiedliwe? A może właśnie powinien dokładać się do ochrony zdrowia bardziej, niż inni, nawet gdyby nie był w stanie skorzystać z usług o aż tak dużej wartości?

Podobne cele ma wprowadzony od nowego roku pomysł oskładkowania umów-zleceń. Plan jest taki, żeby ZUS płaciło się obowiązkowo od całej kwoty na umówię i od każdej umowy. Teraz jest furtka – zleceniodawca może płacić ZUS do wysokości płacy minimalnej i tylko od pierwszej umowy.Teoretycznie płacący więcej uzbierają na emeryturę, o ile zapisy księgowe w ZUS-ie przetrwają próbę czasu.

Druga – to dociśnięcie rolników i zmniejszenie liczby ubezpieczonych w KRUS i korzystających z preferencji w opłacaniu składki zdrowotnej. Dziś wysokość składki uzależniona jest od posiadanego areału ziemi – poniżej 6 hektarów płaci państwo, a nie rolnik – to by się miało zmienić.

Trzecia opcja – to wzrost składki dla wszystkich, ale połączony z podatkowym „cashbackiem” – zwiększyłaby się część podlegająca odpisowi podatkowemu (obecnie jest to 7,75%), dzięki czemu pracownik odzyskiwałby w podatkach większość tego, co wpłacił w składce.

Nikt nie lubi płacić wyższych podatków i składek, tym bardziej, że niewiele dostajemy w zamian. A już szczególnie mało dostajemy od służby zdrowia i NFZ-u: kolejki do „państwowych” lekarzy są długie, a szpitale bronią się rękami i nogami przed przyjmowaniem chorych.

Czytaj też: Czy płacimy na służbę zdrowia za mało? Czy rząd źle wydaje kasę? O co chodzi z protestem lekarzy?

Czytaj też: Nadchodzi straszna wiadomość: „Covid-19 nie zniknie ani za rok, ani za dwa, ani za pięć lat”. Co przemawia za tym scenariuszem? Trzy poważne argumenty

NFZ ledwo dyszy? Rząd będzie musiał dosypać 18 mld zł na zdrowie z naszych podatków. Nie składek

Wydatki na służbę zdrowia rosną. Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia, który dystrybuuje kasę do placówek medycznych, wyniósł w ubiegłym roku 97 mld zł. To o kilkanaście miliardów złotych więcej, niż w poprzednich latach.

Od czego zależy ta kwota? Generalnie od trzech rzeczy: wysokości składki, liczby pracujących osób na etacie i dotacji budżetowej. Finansowanie systemu ochrony zdrowia zależy przede wszystkim od sytuacji na rynku pracy oraz od tego, ile osób płaci wysokie składki od (dobrze) płatnych umów o pracę. Szacuje się, że nawet połowa środków ze składek wpływa tylko od osób zatrudnionych na etacie.  W czołówce sponsorów NFZ-u są też… emeryci.

Według OECD na zdrowie z pieniędzy publicznych wydajemy 4,34% PKB – jesteśmy na 9. miejscu od końca na liście państwo rozwiniętych. Na domiar złego w ubiegłym roku – według danych publikowanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych – wartość składek przekazanych do NFZ była znacząco niższa, niż w prognozie przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia na lata 2021-2023.

Według Ministerstwa Zdrowia żeby nakłady na NFZ wyniosły 6% PKB, powinny wynieść 120,5 mld zł w tym roku. Będzie to możliwe tylko, jeśli oprócz składek dorzuci się budżet – 9,2 mld zł w przyszłym roku i aż 18 mld zł w 2022 r. To pieniądze z naszych podatków. Czyli poniekąd, będzie tak, jak z abonamentem RTV – gdy brakuje wpływów, rząd sięga po pieniądze zbierane z podatków.

Według Wojciecha Wiśniewskiego, eksperta od rynku zdrowia, właściciel firmy Public Policy, która przygotowuje analizy na temat finansowania sektora ochrony zdrowia, obecnie funkcjonujący system składkowy zapewnia wpływy do budżetu NFZ na poziomie 3,89%-3,99% PKB w kolejnych latach. Wszelki wzrost wydatków publicznych ponad ten cel musi zostać pokryty z innych źródeł, w tym z budżetu państwa. Czyli mamy do wyboru – albo wzrostu podatków, albo wzrostu składki zdrowotnej. o Ile?

Z wyliczeń Public Policy wynika, że zwiększenie składki zdrowotnej o 0,25% w 2021 r. pozwoliłoby na zwiększenie przychodów NFZ o 2,66 mld zł rocznie. Wprowadzenie tej modyfikacji obniżyłoby wynagrodzenie miesięczne pracownika z płacą minimalną o 6 zł, a zarabiającego średnią krajową o 12 zł. Istnieje jednak możliwość podniesienia składki, które byłoby dla pracowników nieodczuwalne, poprzez zwiększenie odpisu składki zdrowotnej od podatku

Zwiększenie składki z 9% do 9,5% to już 5,5 mld zł dodatkowej kasy rocznie. Jeśli ktoś zarabia średnią krajową, zapłaciłby więcej 24 zł miesięcznie. Ale czy jest trzecia droga – czyli oskładkowanie przedsiębiorców.

Czytaj też: Prywatne leczenie też zaczyna pękać w szwach. Co robić?

Czytaj też: Sprzedawali drogie abonamenty medyczne, ale nagle zapadają się pod ziemię. Sytuacja klientów robi się niezdrowa. Będzie skandal?

Dylematy służby zdrowia – wydawać więcej, czy wydawać lepiej?

Generalnie nie podobają mi się pomysły, które polegają na tym, że gdy brakuje pieniędzy, to politycy chcą sięgnąć do naszych kieszeni. A już szczególnie, gdy widzę to, co się dzieje w służbie zdrowia. I jak bardzo jest ona nieefektywna.

Ta nieefektywność jest wielowarstwowa – zaczyna się od tego, że Polacy (jeszcze przed pandemią) unikali lekarzy i choroby są diagnozowane zbyt późno, gdy leczenie jest już droższe. Coraz gorzej się prowadzimy – przybywa „ofiar” chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość i cukrzyca. Wydajemy też majątek ma prywatne leczenie, nie zawsze potrzebnie, płacąc dwa razy za to samo (więcej na ten temat tutaj: „W służbę zdrowia uderzy tsunami. Oto pięć rzeczy, które musimy szybko zrobić, żeby ją uratować”).

Poza tym cyfryzacja i informatyzacja służby zdrowia jest dopiero w powijakach – brakuje możliwości zdalnego umawiania wizyt, zarządzania pulą wolnych terminów, mamy przerost zatrudnienia w szpitalach. O ile lekarzy mamy najmniej w Europie – w przeliczeniu na 1000 mieszkańców, według Eurostatu mamy 2,4 lekarza – o tyle jesteśmy w czołówce pod względem liczby łóżek szpitalnych. Nie wszystkie są potrzebne, nie wszystkie są tam, gdzie powinny. Ale nikt się tym specjalnie nie przejmuje, a kasa jest przepalana. Czy można to zmienić? I jak?

Czytaj też: Skąd wziąć lekarzy do walki z pandemią? Posłanka PiS chce odebrać ich Niemcom, wojewodowie biorą medyków „w kamasze”. Oto pięć pomysłów

Czytaj też: Jak w erze Covid-19 dostać się do lekarza i bezpiecznie zorganizować leki? Oni załatwią poradę lekarską, wykupią leki i dostarczą je do domu. Ile to kosztuje?

Lepsze leczenie prywatne, czy publiczne? Teoria dziurawego wiadra

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne ma już ponad 3,1 mln Polaków. To o 10,6%. więcej niż w 2019 r. Prywatne ubezpieczenie dla wielu osób staje się nie luksusem, ale koniecznością żeby móc zacząć jakiekolwiek leczenie – tym bardziej, że w pandemii dostanie się do lekarza stało się jeszcze bardziej utrudnione. Prawdopodobnie na koniec roku Polacy wydali na dodatkowe prywatne ubezpieczenie zdrowotne rekordowy 1 mld zł (nie licząc abonamentów!).

Pomysłem na to, by urealnić popyt na wizyty u lekarza mogłoby być symboliczne współpłacenie pacjenta za wizyty (np. 5-10 zł), albo wprowadzenie dodatkowej składki zdrowotnej dla osób zatrudnionych na etatach, którą płaciłby pracodawca. Żaden z tych pomysłów nie ma szans na realizację z powodów politycznych.

„Największym problemem służby zdrowia w Polsce jest nierówny dostęp do leczenia, do wizyt specjalistów, do prostych świadczeń. Problem jest złożony – Narodowy Instytutu Zdrowia Publicznego (NIZP) przeprowadził badania, z których wynika, że osoby z wykształceniem podstawowym żyją krócej o 12 lat, niż osoby z wykształceniem wyższym. To jest prawdziwy problem i skala wykluczenia społecznego”

– mówi Wojciech Wiśniewski. O skali problemu świadczy inna udowodniona zależność. Podobno jeśli chcemy wiedzieć, czy mamy szanse wygrać z rakiem powinniśmy sprawdzić swój kod pocztowy. Są badania NIZP, które udowadniają, że miejsce zamieszkania decyduje o szansach na wyleczenie – problemem nie jest tylko dostęp do lekarza, ale do autobusu, czy pociągu, którym do lekarza można dojechać.

Dlaczego? Bo mamy scentralizowany system leczenia onkologicznego, a osoby z małych ośrodków rezygnują na pewnym etapie z dalszych badań i leczenia albo nigdy do lekarza nie trafią. A jeśli tak, to żadne podnoszenie składki zdrowotnej nie poprawi sytuacji zdrowotnej Polaków, bo problem leży nie tylko w braku pieniędzy, ale też w strukturze systemu.

Czy „prywaciarze” muszą konkurować z NFZ-em? „Oni się powinni uzupełniać”

Czy w tej skomplikowanej sieci zależności i powiązań, prywatna służba zdrowia, która jest lepiej zarządzana i zoptymalizowana kosztowo, może być wzorem i sposobem na skrócenie kolejek? Zdania są podzielone.

„Istnieje prosta zależność – im gorsza jakość publicznej służby zdrowia, tym większe wydatki prywatne. Jest to jeden z najlepszych mierników niesprawności systemu publicznego. Pogląd o tym, że jeśli ktoś leczy się prywatnie, to nie blokuje kolejek w placówce publicznej, jest tylko w połowie prawdziwy. Można to prosto wyjaśnić – skoro mamy najmniej lekarzy w Unii Europejskiej, to ten sam lekarz musi pomagać pacjentom w publicznym i prywatnym systemie. I leczy w kilku placówkach, podczas gdy dobrze wynagradzany mógłby wspierać w całości zasoby publiczne”

– mówi Wojciech Wiśniewski. Czy publiczna i prywatna ochrona zdrowia, zamiast konkurować o te same zasoby lekarzy, nie mogłyby być w jakiś sposób komplementarne? Zapytałem o to Dorotę Fal, ekspertkę od służby zdrowia z Polskiej Izby Ubezpieczeń, która potwierdza: w Polsce za mało pieniędzy idzie na zdrowie.

„Proste podniesienie składki może okazać się nieskuteczne. Ponad 50% zebranej składki zdrowotnej pochodzi od osób zatrudnionych na umowę o pracę. Mamy do czynienia z sytuacją w której mniejszość składkujących utrzymuje większość tych, którzy płacą mało albo nic. Proste podniesienie składki może zwiększyć poczucie niesprawiedliwości społecznej i zostać odebrane jako podniesienie obciążeń podatkowych. Może zamiast zwiększać składkę, być może należałoby zmienić zasady rozliczeń, zmienić obciążenie dla poszczególnych grup”

– mówi Dorota Fal z PIU. Sytuacja rządu jest nie do pozazdroszczenia. Trzeba będzie podjąć jakieś działania, bo sytuacja budżetu NFZ może się pogarszać wraz z malejącą liczbą pracowników, odchodzeniem starszych roczników na emeryturę, rosnącą liczbą chorych i drożejącymi procedurami medycznymi. Albo zapłacimy w podatkach, albo w składkach. Tylko nie widać na razie nikogo, kto by sprawił, że jednocześnie będzie płacić mądrze.

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
48 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Monika
7 miesięcy temu

Jeszcze nie oskładkowano wszystkich umów zleceń. Jest to dopiero w planach.

anonymous
7 miesięcy temu

A może chodzi o Nową Ładę czyli projekt „polskiego” samochodu elektrycznego który będzie produkowany przez ukraińców na terenie PL 😂

Tomek
7 miesięcy temu
Reply to  anonymous

Do 2025 roku samochód elektryczny dla każdego Polaka!
(Taki zdalnie sterowany na baterie)

krzysztof
7 miesięcy temu

niestety problem z cyklu nie do rozwiazania.Pisze to z przykroscia, ale raczej zadna partia nie bedzie w stanie zburzyc tego co jest i zbudowac od nowa systemu opieki zdrowotnej z kilku powodow: po pierwsze nie wygralaby juz zadnych wyborow, po drugie na calym zamieszaniu stracilibysmy wszyscy a po trzecie nikt nie ma nawet zarysu jak ten nowy system mialby wyglada no i najwazniejsze nie ma i nie bedzie na niego pieniedzy. Takze bedzie klasyczne mieszanie herbaty, od ktorej nie stanie sie slodsza i tak samo sluzba zdrowia nie bedzie duzo lepsza gdy utworzymy kolejna agencje, jakąs zlikwidujemy, komus podwyzszymy pensje,… Czytaj więcej »

Andrzej
7 miesięcy temu
Reply to  krzysztof

Niestety ale bardzo mocno trafione w punkt. To się nikomu po prostu nie kalkuluje, poza społeczeństwem.
Zbyt wiele lobby.

Paulina
7 miesięcy temu
Reply to  krzysztof

Właśnie przez wszędobylskie kolesiostwo mamy taki cyrk w kraju. Przypatrzcie się takim szpitalom podlegającym pod powiaty. Niby trzeba do nich dopłacać krocie, a jednak starości wolą popełnić „seppuku”, niż oddać zadłużone szpitale pod centrale. Jaki wniosek z tego? Zarządzający szpitalami, POZ-etami etc. wiedzą, że sypią kasę głównie sobie i kolegom bez kwalifikacji, którym załatwili stołki, a daleko później idą pieniądze na płace białego personelu i leczenie pacjentów. Niestety w Polsce jest masa osób typu: „daj, bo mam chorą córkę”, „daj, bo mam 4-rkę dzieci”, „daj dotacje, bo jestem niby rolnikiem”, „narzekam na pracowników, nie stać mnie na płacenie godnych pensji,… Czytaj więcej »

Stef
7 miesięcy temu

W żadnym kraju na świecie nakłady na służbę zdrowia nie są wystarczające. W Anglii, Niemczech, czy nawet Norwegii też ludzie narzekają.
Po drugie można dosypywać pieniędzy w nieskończoność, budować szpitale a nie ma w nich kto leczyć. Zawsze można za coś jeszcze płacić np. Refundować 100% leków.

Pan Krzysztof
7 miesięcy temu

Zawsze będzie brakować pieniędzy, bo stanowiska zarządcze obsadzane są kumplami królika. Na każdym kroku są nepotyzm, korupcja, konflikty interesów albo zwyczajna głupota. O wszelakich patologiach refundacji materiałów i sprzętów do zabiegów w szpitalach też szkoda gadać. Kiedyś widziałem przykładowe porównanie takich kosztów przy popularnych zabiegach, to aż mnie zatkało. Okradanie wspólnej kasy tak samo jak w PRL tylko bardziej zakamuflowane i w węższym gronie.

Ignacy
7 miesięcy temu

A lekarze na narodowym zarabiają 12 000 na tydzień (lekarz rezydent, świeżak po studiach).
25 na 300 łóżek zajętych. Za każde łóżko „szpital” dostaje 800 PLN/doba, za każde stanowisko z respiratorem 4000 PLN doba.
50 lekarzy i pielęgniarek.

Pozdrawiam

marianek
7 miesięcy temu
Reply to  Ignacy

przestań pisać bzdury

Paulina
7 miesięcy temu
Reply to  Ignacy

A w normalnych szpitalach nie wypłacili jeszcze dodatku covid-owego od ubiegłego roku. Niestety mamy populistyczne Rządy.

Grzegorz
7 miesięcy temu
Reply to  Ignacy

„lekarz rezydent” nie jest „świażakiem po studiach”. A taki „świażak po studiach”, z pełnym prawem wykonywania zawodu (i odpowiedzialnością za to), po 6 lat prawdopodbnie najtrudniejszych możliwych studiów, mają 25 lat zarabia w okolicach pensji minimalnej.
I jeszcze pewnie te „12000 na tydzień” to wyliczyłeś zakładając 7 dyżurów pod rząd po 24h?

Paulina
7 miesięcy temu
Reply to  Grzegorz

Niestety nie do końca napisałeś prawdę. Lekarz rezydent może spokojnie leczyć na lżejszych oddziałach, w chirurgii, bądź anestezjologii wszystkie procedury musi przeprowadzać pod okiem lekarza ze specjalizacją. Większość lekarzy na stażach nie jest dopuszczanych do procedur operacyjnych, czy pacjenta z obawy o życie pacjentów.
Po drugie niestety fakt przebycia studiów i staży podyplomowych nie daje odpowiedniej wiedzy np. w dawkowaniu leków, czy trafnie podejmowanych decyzji. Na studiach lekarskich kładzie się głównie duży nacisk na wiedzę, praktyka musi przyjść pomiędzy rezydenturą, a specjalizacją.
Wszystkie zawody medyczne (i na pewno w innych dziedzinach życia) niosą ze sobą odpowiedzialność, zatem to żaden argument.

krzysztof
7 miesięcy temu
Reply to  Grzegorz

tak tak pensje minimalna ma lekarz?bez jaj ma duzo wiecej, tylko policz wszystkei ejgo dochody a nie gola pensje bez dodatkow…

Ignacy
7 miesięcy temu
Reply to  krzysztof

Grzesiu liczy pensję na papierze, na umowie o pracę w jednym szpitalu gdzie pracuje miesięcznie góra 60 godzin. Reszta hajsu wychodzi z kontraktów w innych szpitalach gdzie za godzinę stawka między 80-200 PLN

Radek
7 miesięcy temu

Czyli mamy do wyboru – albo wzrostu podatków, albo wzrostu składki zdrowotnej”

Proszę nie mącić ludziom w głowach! Jest jeszcze jedna opcja (najlepsza): redukcja zbędnych, czasem wręcz idiotycznych wydatków i przekierowanie oszczędności do NFZ.

Tomek
7 miesięcy temu
Reply to  Ireneusz Sudak

Bo jesteśmy zadupiem Europy i świata?

Ignacy
7 miesięcy temu
Reply to  Ireneusz Sudak

bo 10% naszego PKB idzie na socjal, a drugie 10% idzie do kieszeni PIS-u.
Obetnij połowę jednego i drugiego i masz nowoczesne sanatoria z basenami, saunami i seksownymi cycatymi pielęgniarkami bez żadnych podatków i „opłat”.

Radek
7 miesięcy temu

Wydaje mi się, że nie ma powodu do nakładania nowych podatków. Zamiast tego możemy wprowadzić kolejną daninę solidarnościową, np. w wysokości 32% od każdego dochodu/świadczenia powyżej 12ego w roku. W państwie solidarności społecznej każda uprzywilejowana grupa (czy to górnik czy emeryt), która otrzymuje 13ste, 14ste czy 15ste świadczenie w roku powinna podzielić się z tymi, którym gorzej się powiodło po ’89 i dostają jedynie 12 pensji.

Tomek
7 miesięcy temu
Reply to  Radek

Każdemu po 400 zł miesięcznie na życie z MOPS oraz darmowe ziemniaki, makaron i czerstwy chleb.
Wreszcie będzie sprawiedliwość.

Jarosław
7 miesięcy temu

Państwo nie ma swojej kasy zawsze to jest z pieniędzy zabranych obywatelowi czy nazwiemy to składką podatkiem daniną czy darowizną. Po drugie jeżeli chcemy wydawać 8% PKB to przygotujmy się że to będzie z naszych kieszeni. Po trzecie prywatna służba zdrowia nie jest świętym gralem, jej celem jest maksymalizacja zysków patrz USA gdzie wszystko gra dopóki nie zachorujesz wtedy nagle ubezpieczyciel nie przefluza z raba umowy albo składką szybuje w kosmos tracisz ubezpieczenie od pracodawcy gdy choroba jest długa i powoduje ze nie możesz pracować. Polakom się wydaje że te parę stówek które praca lekarzowi specjaliście to wszystkie koszty bo… Czytaj więcej »

Tomek
7 miesięcy temu
Reply to  Jarosław

ReCHabilitacja? Naprawdę? Przecież to nawet głupio wygląda.

Steve Burczymucha
7 miesięcy temu

Jest cała masa ludzi na b2b,.którzy płacą minimalną stawkę, a nie powinni. Bo to zazwyczaj i tak ma wszystkie atrybuty pracy najemnej

Tomek
7 miesięcy temu

I co? Oskładkować tych złodziei! Prawda?
Wiesz jak się skończy pełne oskładkowanie umów b2b?
Że Państewko sięgnie jeszcze głębiej do kieszeni „etatowców”, bo firmy się przeniosą do innych krajów, w których przedsiębiorca nie jest traktowany jak złodziej i dojna krowa.

Ryszard
7 miesięcy temu
Reply to  Tomek

Ładna mrzonka. 70% tych ludzi jest związanych z jedną firmą dla której wykonują pracę. Więc nigdzie nie pójdą.

Tomek
7 miesięcy temu
Reply to  Ryszard

Problemy z myśleniem? Co ma do rzeczy związanie z jedną firmą? Przedsiębiorca likwiduje firmę w Polsce i zakłada ją w normalnym kraju. Przeczytaj powoli, dokładnie – jeśli nie zrozumiesz poproś żonę lub dziecko, żeby ci wytłumaczyło.

Mario
1 miesiąc temu
Reply to  Tomek

Jest jeszcze coś takiego jak rezydencja podatkowa. Powodzenia z prowadzeniem jdg za granicą pracując w 100% w Polsce i dla polskiej firmy/oddziału

Andrzej
7 miesięcy temu

Problem że z tego profitu także korzysta lobby lekarskie 😉 oraz oczywiście politycy.
B2B / JDG jest nie do ruszenia w tym kraju.

Radek
7 miesięcy temu
Reply to  Andrzej

I bardzo dobrze. B2B ma być nie do ruszenia. Do poprawki jest etat: liniowy + minimalny ZUS i będzie normalnie.

Tomek
7 miesięcy temu

„Wincyj opłat i podatków, wincyj!” 😀

Marcin
7 miesięcy temu

W dupę z taką służbą ja od listopada byłem pięć razy na SOR.puls mi skacze do 150 za każdym razem jestem zbywany pomonitorują prze godzinę i wypięprzają do domu tłumacząc że wszystko się unormowało.Nie wezmą na oddział nie porobią badań co jest przyczyną twierdząc że nie mają podstaw.Za co tu płacić za to że niemam praktycznie żadnej pomocy to są mordowanie nie szpitale.W dupę z taką służbą zdrowia.

marianek
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

przez takich jak ty którzy zamiast udać się do konkretnego lekarza jadą na sor te miejsca są potem tak oblegane

Paulina
7 miesięcy temu
Reply to  Marcin

Wiesz czym jest SOR? Przypomnę Szpitalny Oddział Ratunkowy – tam powinny trafiać tylko osoby, których życie jest realnie zagrożone. Jeśli wypisali Ciebie po 2 h monitorowania to zabrałeś czas personelowi medycznemu. Podobnie jest w przypadku wzywania karetki do pierdół. Chcesz porobić sobie badania to idź do lekarza pierwszego kontaktu lub do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Do tego chodzisz w ogóle na badania profilaktyczne, bo może podwyższony puls jest wynikiem długotrwałego zaniedbania z Twojej strony np. zła dieta, alkohol, mikrozakrzepy? Do tego nie mamy Służby Zdrowia tylko Ochronę Zdrowia mądry obywatelu i przypadałby się podstawowa wiedza z zakresu medycyny (podobnie… Czytaj więcej »

Ryszard
7 miesięcy temu
  1. OK, ale niech zostaną utworzone ze 2-3 ogólnokrajowe fundusze zdrowotne.
  2. OK, ale niech wprowadzą ulgę zdrowotną w rozliczeniach podatku dochodowego – skorzystają wszyscy i bogaci i biedni
Paulina
7 miesięcy temu
Reply to  Ryszard

Sądzę, że gdyby odpowiednio gospodarowano pieniędzmi na zdrowie to nie mielibyśmy żadnej zapaści. Najpierw płacą sobie w MZ i NFZ, a później pracownikom szpitali/POZ-tów/klinik etc.

DawidK
7 miesięcy temu
Reply to  Ryszard

Przecież ulga jest od zawsze.

Adam S.
7 miesięcy temu

***** ***

Ignacy
7 miesięcy temu

Halo? Halo kurna!
Proponuję żeby składka była kwotowa a nie %-towa! Dlaczego ja mam płacić kupę kasy skoro jako osoba inteligentna, majętna i dbająca o siebie wcale nie choruję? Wyjaśni mi ktoś?

Niech będzie standardowa składka załóżmy 250 zł miesięcznie od osoby!

rzetelnosc
7 miesięcy temu

„by zlikwidować limit 15-krotności średnich zarobków ” chyba 30-krotnosci

DawidK
7 miesięcy temu

Prywatne ubezpieczenie zdrowotne ma już ponad 3,1 mln Polaków. 

A skąd te dane? Od firm ubezpieczeniowych? Jaki jest zakres tych ubezpieczeń, i gdzie są wykonywane świadczenia?

DawidK
7 miesięcy temu
Reply to  Ireneusz Sudak

Luxmed i tym podobne to nie są żadne ubezpieczenia. To abonamenty na usługi.

DawidK
7 miesięcy temu
Reply to  Ireneusz Sudak

A, ok, teraz rozumiem. Pytanie, czy to w czymkolwiek jest lepsze od abonamentu? Leczenia np onkologicznego albo jakiejś innej ciężkiej choroby raczej nie oferuje.

Mariusz
7 miesięcy temu

„ja zawsze powtarzam” że powinniśmy zacząć od tego że każdy obywatel ma świadomość ile zarabia brutto, ile podatków zabiera mu państwo, ile idzie na składkę zdrowotną, ile na emeryturę itp. btw. od jakichś ośmiu lat nie byłem w publicznej placówce zdrowotnej jako pacjent. w tym samym czasie stawka ZUS wzrasta, a ja jako przedsiębiorca wpłaciłem (w przeciągu pierwszych dwóch lat pomniejszone składki, później normalne, minimalne stawki… jakieś 100 tys. zł – przypominam, że 8 lat temu złotówka miała większą wartość) a raz jak chciałem do ortopedy, bo miałem mały wypadek, to mi powiedzieli, że za dwa miesiące (ale szczęściarz, my… Czytaj więcej »

Last edited 7 miesięcy temu by Mariusz
Marcin
1 miesiąc temu

Trochę wyrwano z kontekstu te zdanie albo przekazano tylko część. To co u nas szwankuje najbardziej to POZ. Oczami wyobraźni widzę te 130 szpitali, którym podlegają w powiatach/gminach centra POZ i diagnostyka gdzie prowadzi się badania, ambulatoria, pomoc ortopedyczną i właśnie diagnostyczną etc. Zmniejszyłoby to koszty biurokracji a jednocześnie szpital brałby do szpitala już przebadanych i naprawdę potrzebujących chorych, odciążyłoby to SOR gdzie ludzie przyjeżdżają ze skokiem ciśnienia bo nie mają gdzie. Zmniejszyłoby to też koszty struktury, administracji. Jedno jest pewne dyskusję o zmianach należy zacząć. Podwyższenie składki zdrowotnej niczego nie zmieni bo rośnie nam liczba starszych ludzi etc, którzy… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!